po tęczy do Boga

Wyśniony Skarb

Posłuchaj, co przyśniło się Anielce

Zobacz

co powie ciocia Ewa?

Wyspa skarbów

Stwórz własną wyspę skarbów

Zobacz
Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij

Źrenica pasterskiego oka (3)

2017-04-06 09:46

Al. Piotr Kończyński

O roli seminarium duchownego z bp. Marianem Rojkiem, pasterzem diecezji zamojsko-lubaczowskiej, rozmawia alumn Piotr Kończyński

Polub nas na Facebooku!

AL. PIOTR KOŃCZYŃSKI: – Powróćmy jeszcze do doświadczenia posługiwania Księdza Biskupa w seminarium przemyskim. Czy dostrzega Ksiądz Biskup jakieś różnice w funkcjonowaniu między nim a seminarium zamojsko-lubaczowskim? Może ma Ksiądz Biskup własną wizję naszego seminarium?

BP MARIAN ROJEK: – Miałem możliwość zasmakowania różnych seminariów, gdy chodzi o stronę wychowawczą i wykładową. Mam doświadczenia z seminarium przemyskiego, z sandomierskiego – gdzie też przez kilka lat byłem wykładowcą – oraz z rzeszowskiego, w związku z pochodzeniem stamtąd i dosyć częstymi kontaktami. Przede wszystkim dostrzegam taką różnicę, o której już wspomniałem, że u nas przestrzeń intelektualna jest całkowicie oddana uniwersytetowi i właściwie to on przygotowuje wiedzę alumnów, a ja, jako pasterz, nie mam na to bezpośredniego wpływu. W przypadku, gdy seminarium jest w diecezji, biskup ma taką możliwość, choćby doboru wykładowców oraz ustalania pewnych spraw, np. związanych z egzekwowaniem nabytej przez alumnów wiedzy. Zaletą wtedy jest również i to, że w konferencjach przełożonych uczestniczy np. czterdziestu wykładowców. Wspólnie debatują oni nad klerykami, np. w kwestii dopuszczenia do święceń diakonatu czy prezbiteratu, omawiając ich cechy pozytywne oraz ujemne, nad którymi alumni winni jeszcze pracować. Każdy z nich może wypowiedzieć własne zdanie na temat alumna, bo mają styczność z nimi na co dzień. W naszym seminarium ten element niestety odpada. A więc jest trudniej naszym przełożonym podjąć decyzję, bo nie dysponują tym pomocniczym głosem wykładowców w takim szerokim i bezpośrednim zakresie.
Kolejnym brakiem jest to, że choć nasi klerycy funkcjonują w lubelskich warunkach na tyle, ile mogą (np. uczestniczą w niedzielnej Mszy w parafii, podejmują działalność charytatywną, biorą udział w życiu różnych wspólnot), to jednak o wiele większe możliwości byłyby dla nich dostępne, gdyby seminarium funkcjonowało na terenie naszej diecezji. Wtedy można alumnów wprowadzić bezpośrednio w funkcjonowanie różnych struktur diecezjalnych, np. Caritasu, wolontariatu czy grup duszpasterskich. Próbujemy jednak angażować alumnów i diakonów w posługę w naszej diecezji, choć zawsze wiąże się to z trudnościami komunikacyjnymi. Przede wszystkim więc chodzi o to, by angażować ich w okresie wakacyjnym oraz podczas ferii, gdy przebywają w swoich domach. Stąd decyzja, żeby alumni uczestniczyli w obchodach Wielkiego Czwartku i Wielkiego Piątku w katedrze zamojskiej, gdzie mają możliwość „smakowania” katedry – matki wszystkich diecezjalnych kościołów. Są wtedy wspólnotą i czują się z tą katedrą związani. Tam przecież będzie się rodziło ich kapłaństwo przez sakrament święceń.

– Czy więc w związku z tym Ksiądz Biskup zamierza podjąć jakieś dalsze działania, aby taką wizję diecezjalnego seminarium wcielać w życie?

– Tak. Marzenia trzeba mieć. Kto żyje, ten ma marzenia, a jeśli nie ma marzeń, to człowiek nie żyje i nie ma przyszłości. Więc mam marzenia; choć może głośno o tych marzeniach nie mówię, aczkolwiek wskazuję na nie przy różnych dyskusjach. Trzeba jednak pamiętać o jeszcze jednym: my mamy szczególną trudność, związaną z naszą tożsamością diecezjalną, gdyż jesteśmy diecezją jakby dwuczęściową. Dwie nazwy, ale też dwa różne regiony geograficzne, dwie odmienne mentalności, dwie bogate tradycje historyczne i doświadczenia przeszłości, a więc: część zamojska, która przynależała do diecezji lubelskiej, oraz część lubaczowska, która przynależała do lwowskiej, a aktualnie włączona w Podkarpacie. Te dwie świadomości organizm diecezji musi połączyć w jedno funkcjonowanie. To na pewno nie jest łatwe; tym bardziej że seminarium, będące pierwszym ogniwem spajającym diecezję w całość, jest poza terenem diecezji!
Marzenia więc są, ale z drugiej strony jest pewna rzeczywistość i roztropność. Każdy krawiec kraje materii, tak jak jej staje. Nie uszyje więc czegoś fantastycznego, jeśli ilość materiału jest niewystarczająca. Ale Opatrzność Boża działa różne cuda, więc modlimy się! Idealnie byłoby dla nas, gdybyśmy mieli seminarium w Zamościu czy gdzieś w pobliżu samego Zamościa. Na pewno znaleźliby się profesorowie, którzy by przyjeżdżali z Lublina, a nawet i z Przemyśla. Poza tym, przecież my mamy w diecezji ponad 400 kapłanów! Proszę policzyć, ilu wśród nich jest z tytułami naukowymi; ilu jest profesorów i księży po studiach specjalistycznych z tytułem doktorów, także habilitowanych, i takich, którzy pracują na placówkach naszej diecezji, ale chętnie podzieliliby się z alumnami swoją wiedzą i umiejętnościami. Nie mam wątpliwości, iż pośród naszych diecezjalnych kapłanów znaleźliby się chętni dla potrzeb naukowych i wychowawczych seminarium, tu, w sercu diecezji. Podejrzewam więc, że od tej strony nie byłoby aż tak wielkich kłopotów. Ale sytuacja na razie jest taka, jaka jest; za nią Panu Bogu dziękujemy, cieszymy się nią, próbujemy ją wykorzystać i dostosować. Marzenia mamy i od nich nie odstępujemy, za nie się modlimy i jesteśmy otwarci na „zaskoczenie” ze strony Bożej Opatrzności.

– Niebawem będziemy obchodzić 25-lecie naszego WSD. To stosunkowo krótki okres, aczkolwiek ważny. Może zechce Ksiądz Biskup skierować jakieś słowa do wszystkich absolwentów WSD, obecnych i dawnych przełożonych, do kleryków i do powołanych?

– Odwołam się do fantastycznego porównania, jakiego użył Ojciec Święty Franciszek podczas ŚDM w Krakowie: do kanapy i butów. Papież ukazał konieczność zejścia z tej wygodnej kanapy, do której się już przyzwyczailiśmy i na której czujemy się bezpieczni. Ona w pewien sposób nas usypia i nie wymaga od nas trudu. Leżąc na kanapie, niewiele jesteśmy w stanie zdziałać. A więc potrzeba zerwać się z niej i wskoczyć w wyczynowe buty, które są symbolem podjęcia działań, aktywności i trudu.
W tym obrazie poszedłbym jeszcze dalej: buty są różne. Proszę popatrzeć na Kościół zarówno powszechny, jak i diecezjalny. To jakby wielki sklep obuwniczy; ile jest w nim rodzajów butów! Każdy może dla siebie coś dobrać: jedną, dwie, trzy pary – takie, jakie mu pasują. Na wszelkie okoliczności, na każdą nogę, na każdą sytuację. Ale tych butów trzeba używać. Bo Pan Jezus nie będzie patrzył na to, czy one ładnie na naszych nogach wyglądają, czy mają kolorowe sznurówki, czy są dokładnie wypastowane; czy to są sandały, czy trapery, czy trzewiki. Lecz będzie kazał podnieść nam naszą nogę i popatrzy na podeszwę, czy jest ona schodzona dla Bożej sprawy. But może być zewnętrznie piękny, ale jeśli w nim się nie chodzi, to on nie spełnia swojej roli. Pozostaje pustym znakiem, niespełnionym symbolem. A Pan Jezus będzie pytał: czy ty dla Mojej sprawy, dla Mojego Kościoła, dla tych owieczek, do których zostałeś posłany, schodziłeś swoje kapłańskie buty, które otrzymałeś w dniu święceń? Co z nimi zrobiłeś, jak one wyglądają? One mogą być poreperowane, tak jak habit św. Franciszka, ale winny być od spodu zdarte z powodu zatroskania o samego Pana Boga i dzieło Boże.
Więc życzyłbym, żeby te buty, jakie Kościół nam daje, także dla kapłanów i kleryków, każdy dobierał stosownie do tego, jakie Pan Bóg mu przygotował. I żeby je zdzierał dla Bożej sprawy, dla Kościoła i jego świętości. I wtedy będziemy przeszczęśliwi. Życzę takich butów, które są schodzone dla realizacji Bożej woli, dla pożytku tych wiernych, którzy są w Kościele zaangażowani, ale także dla tych, którzy gdzieś się pogubili i poszli na inne pastwiska skubać sobie różnego rodzaju kwiatki, często zgubne w swych skutkach. Czasami trzeba, żeby pasterz poszedł w ciernie i wyciągnął tę owieczkę, i wziął ją na swoje ramiona, jak Jezus Chrystus, i poniósł ją z powrotem do bezpiecznej owczarni.

Edycja zamojsko-lubaczowska 15/2017 , str. 2-3

E-mail:
Adres: ul. Zamoyskiego 1, 22-400 Zamość
Tel.: (84) 639-96-06

Działy: Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Tagi: wywiad seminarium

Reklama

Tagi
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony
Najpopularniejsze
24h7 dni

Reklama

Edycja zamojsko-lubaczowska

E-mail:
Adres: ul. Zamoyskiego 1, 22-400 Zamość
Tel.: (84) 639-96-06

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

Polityk, który pozostał człowiekiem EDYTORIAL

Współczesny świat zwraca uwagę na pozory, które wywołują piękne, estetyczne doznania, ale równocześnie odciągają i zniekształcają głębszą wartość Nowiny Bożego... »
Bp Marian Rojek

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017


Adresy kontaktowe


www.facebook.com/tkniedziela
Tel.: +48 (34) 365 19 17, fax: +48 (34) 366 48 93
Adres redakcji: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa


Wydawca: Kuria Metropolitalna w Częstochowie
Redaktor Naczelny: Lidia Dudkiewicz
Honorowy Red. Nacz.: ks. inf. Ireneusz Skubiś
Zastępca Red. Nacz.: ks. Jerzy Bielecki
Sekretarz redakcji: ks. Marek Łuczak
Zastępca Sekretarza redakcji: Margita Kotas