Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Dzień graniczny Katalonii

2017-10-11 11:11

Maciej Kaczor
Niedziela Ogólnopolska 42/2017, str. 44-45

Maciej Kaczor

Referendum niepodległościowe wzbudza w Hiszpanii ogromne emocje. Bardzo trudno będzie dojść do porozumienia w kwestii wyczekiwanej tu niezależnej Republiki Katalonii, ale co do jednego wszyscy są zgodni – region przeżywa obecnie historyczne dni. Mieszkańcy Barcelony już mówią, że ich rzeczywistość dzieli się na „przed” i „po” referendum. I tak naprawdę nie wiadomo, która z nich jest lepsza

W niedzielę 1 października 2017 r. przed 5 rano, mimo padającego obficie deszczu, w całej Barcelonie można było zobaczyć tłumy osób kierujące się do szkół, w których zorganizowano lokale wyborcze. Tam, za zamkniętymi drzwiami i bramami, już czekali inni, którzy spędzili noc, czuwając nad bezpieczeństwem miejsca do głosowania. Chronili je przed hiszpańską policją. Do godz. 9 trwało nerwowe wyczekiwanie, czy uda się choćby rozpocząć referendum, mające trwać do wieczora. W niektórych miejscach zdołano je dokończyć bez przeszkód, w innych – interweniowała policja.

– Głosowałam w niedzielę i byłam bardzo zaskoczona, że w mojej dzielnicy jest tak wiele osób gotowych do „nieposłuszeństwa” i zagłosowania – tłumaczy Carmen, 21-letnia studentka z Barcelony. – Gdy przyszłam o 6 rano, zobaczyłam ludzi, którzy spali w szkole, byli już także pilnujący wejścia, inni czekali na ulicy na przybycie urn, żeby je bezpiecznie przetransportować do środka. Spędziłam tam 15 godzin. Poszłam również w sobotę, żeby przynieść jedzenie, koce do spania. Uważam, że pokazaliśmy piękną jedność, czuło się wsparcie dla wszystkich – dla głosujących, ale także dla niegłosujących, bo my respektujemy prawa każdego.

Carmen nie doświadczyła interwencji służb spoza Katalonii (do regionu wysłano oddziały Policía Nacional i Guardia Civil, które miały za zadanie uniemożliwić głosowanie), ale przekonuje, że non stop trzeba było mieć się na baczności. – Cały ranek otrzymywaliśmy wiadomości, że jest bardzo prawdopodobne, iż tu przyjdą, ponieważ zamykali szkoły w okolicy. Byliśmy dosyć ważnym miejscem. Ludzie, którym zamknięto lokale, przychodzili do nas. W związku z przewidywanymi problemami wyjątkowo pozwolono tym razem głosować w jakimkolwiek punkcie.

Reklama

W wielu miejscach Katalończycy nie czekali jednak bezczynnie. Ariadna, mieszkanka Sant Pol de Mar, opowiada, że wokół lokali w wąskich uliczkach jej miejscowości pozastawiano przejazd samochodami i traktorami, więc policja nie mogła się przedostać. Tłumaczy też, że czuło się strach, bo dochodziły informacje o ludziach postrzelonych przez funkcjonariuszy, którzy użyli wobec nich gumowych kul. Jedna osoba straciła w ten sposób oko. Trzeba dodać, że ta broń jest od kilku lat zakazana w Katalonii i służby mundurowe nie mogą się nią posługiwać, jednak zakaz ten nie dotyczy policji spoza regionu autonomicznego.

Groźniejsi niż Baskowie

Głosowanie rozpoczynano od osób starszych, które także kilka godzin czekały pod lokalami wyborczymi, często na wózkach lub z własnymi krzesełkami. Po odejściu od urn otrzymywały one od tłumu czekającego na zewnątrz gromkie brawa i odbierały gratulacje. W powietrzu wyczuwalna była wyjątkowa atmosfera rozpoczęcia czegoś ważnego. – Jestem bardzo dumna z aktywności ludzi, nigdy czegoś takiego na własne oczy nie widziałam – przyznaje Carmen. – Co prawda w trakcie Diady (narodowe święto Katalonii, 11 września) także odczuwa się jedność ludzi, którzy kochają Katalonię i naród kataloński. Wtedy też widzi się tę chęć wyjścia na ulicę, żeby krzyczeć i manifestować to, co się myśli. Ale nigdy nie widziałam tego na tak dużą skalę i uważam to za piękne doświadczenie. Zaczęliśmy w ten sposób, kto wie, jak skończymy.

Swojej dumy nie krył też Gerard Piqué – obrońca FC Barcelony, który po rozegranym przy pustych trybunach meczu z Las Palmas ze łzami w oczach chwalił poczynania rodaków. – Można głosować: „Tak”, „Nie” albo oddać pustą kartę, ale się głosuje. Ten kraj przez wiele lat cierpiał z powodu frankizmu i nie mógł głosować. To jest prawo, którego bronimy. Jako Katalończyk dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek czuję się dumny ze społeczeństwa Katalonii. Ci ludzie potwierdzają, że zasługują na coś lepszego.

Referendum nie było legalne, bo nie uzyskano na nie oficjalnej zgody, jednak Katalończycy, zmęczeni ciągłymi potyczkami z rządem w Madrycie, uważają je za bardzo ważne. – Wierzę bardziej w legitymizację społeczności niż w rozstrzyganie spraw na poziomie sądowniczym – tłumaczy Omar, student aktorstwa, organizator strajków studenckich. – Uważam, że pierwsze, co jest nielegalne, to fakt, że rząd kraju wykorzystuje dla swoich potrzeb finanse i sądownictwo, które powinny być z definicji i na zawsze niezależne. Używa ich do własnych celów, manipuluje. Nie ma to nic wspólnego z podziałem władzy w Hiszpanii – wyjaśnia. Wskazuje także na wyjątkowo uparte działanie rządu, jeśli chodzi o problem Katalonii. – Najjaśniejszym przykładem na to jest Kraj Basków, gdzie też była społeczność, która chciała decydować o swojej przyszłości. Przez wiele lat działała tam organizacja terrorystyczna (ETA), która walczyła o to, ale stosując terror. Jednak wtedy hiszpański rząd ani razu nie użył aparatu państwowego, żeby zainterweniować, stanąć na drodze lokalnej policji autonomicznego Kraju Basków. A tutaj z powodu jednego prostego głosowania używa się sił represyjnych państwa, aby to uniemożliwić – mówi Omar, który jako rozwiązanie problemu podaje zmianę konstytucji. – Jest przestarzała i nie reprezentuje narodu – podkreśla. – Podobne przeświadczenie ma większość Hiszpanów. Tylko że faktyczna władza należy teraz do skorumpowanych partii, które nie dopuszczają do tego i, korzystając z faszystowskich metod, uniemożliwiają społeczeństwu wyrażanie swojego zdania – dodaje.

Mięśnie kontra umysł

Innym Katalończykom natomiast nielegalność głosowania w ogóle nie przeszkadza. – Jestem tutaj, żeby prosić o niepodległość dla mojego kraju. Głosowałam bez żadnego problemu i w sposób pokojowy – mówi z uśmiechem Merce, emerytka. – Dla nas, dla narodu katalońskiego, referendum jest legalne, ponieważ ludzie o to prosili. Złożyliśmy wniosek u naszych katalońskich władz, że chcemy referendum. My zaakceptowaliśmy ryzyko, że się odłączymy lub nie. Oni w Madrycie nie potrafią tego zaakceptować. Są dwa światy: przed i po referendum. To, co było, już nigdy nie wróci. Nie wierzę już w nic, co robi hiszpański rząd – oni nas po prostu prześladują.

Istnienie dwóch rzeczywistości pojawia się w wielu rozmowach z mieszkańcami Barcelony. – Od teraz już nic nie będzie takie samo w relacjach Katalonii i Hiszpanów. Zawsze byliśmy przez nich zdominowani, a od teraz możemy wreszcie rozmawiać jak równy z równym – uważa Mirella, która wieczorem wraz z mężem przyszła na Plaça de Catalunya w centrum miasta ubrana w barwy Katalonii, aby z rzeszą rodaków uczcić odbyte referendum. – Poszliśmy głosować i teraz świętujemy rezultat. Mimo tego, co się wydarzyło, mimo ataku na demokrację, mimo zachowania policji społeczeństwo mówi – komentuje mieszkanka Barcelony. Pytani o starcia z policją, w których ranne zostały 844 osoby, Katalończycy mają jasną opinię. – Nie było żadnej walki z policją. Policja napadła ludzi, którzy chcieli tylko wrzucić głos do urny – twierdzi stanowczo Mirella. – Nie było żadnej agresji ze strony mieszkańców w stosunku do policji. My chcieliśmy jedynie głosować pokojowo. To było starcie siły mięśni z ludźmi świadomymi i wykształconymi, co symbolicznie widać na nagraniu z rozbijania przez hiszpańską policję szyb w szkole, która była lokalem wyborczym.

Donoszono również o starciach katalońskich służb z przyjezdnymi mundurowymi. Strażacy jasno wyrażali swoje wsparcie dla referendum. Informowali nawet, że w razie zamknięcia lokali przez policję ludzie mogą zbić szybę przeciwpożarową, a straż po przyjeździe będzie zobowiązana otworzyć budynek.

Ulice należą do nich

Nie wolno także zapominać o przeciwnikach referendum. W dniu poprzedzającym głosowanie na ulicach można było zobaczyć osoby z zawieszoną na plecach flagą Hiszpanii, co w Barcelonie na co dzień jest bardzo rzadkim widokiem. Balkony i mury zazwyczaj obwieszone są barwami Katalonii, tę banderę można zobaczyć także na różnego rodzaju zgromadzeniach publicznych. Przeciwnicy protestowali wobec odłączenia się od Hiszpanii i poruszali bardzo ważną kwestię – referendum wywołuje tutaj konflikty, zmienia ludzkie relacje w zakładach pracy, lokalnych społecznościach, a nawet w rodzinach. Dochodzi do tego, że w niektórych środowiskach ludzie boją się wyrażać swoje zdanie, aby nie zostali odrzuceni. Rozmawiałem ze studentem, który nie chciał afiszować się ze swoimi poglądami, czyli niechęcią do udziału w referendum, ze względu na presję środowiska akademickiego. Wielu przeciwników referendum woli pozostać w ukryciu, zatem na obecną chwilę katalońskie ulice są opanowane przez zwolenników głosowania i niepodległości.

„Els carrers seran sempre nostres” – Ulice zawsze będą nasze – wykrzykują zwolennicy niepodległości. Czy zdobędą również swoją republikę? Będzie o to bardzo trudno, ale upór Katalończyków i ich podejście nie pozwalają odbierać im nadziei. Jest tu zresztą tak głęboko zakorzeniona, że sami nie dadzą jej sobie wyrwać.

Po pierwsze miłość

2018-07-10 12:29

Ks. Paweł Borowski
Niedziela Ogólnopolska 28/2018, str. 16-17

Wiesław Ochotny

KS. PAWEŁ BOROWSKI: – Gdy Ksiądz Biskup rozpoczynał swoją posługę w diecezji toruńskiej, podkreślał konieczność otoczenia troską małżeństw i rodzin. Często także nawiązuje Ksiądz Biskup do swojego rodzinnego domu. Jaki to był dom?

BP WIESŁAW ŚMIGIEL: – W rozmowach i nauczaniu często odwołuję się do doświadczeń domu rodzinnego, ponieważ był on dla mnie środowiskiem wzrostu. Jestem przekonany, że miałem rodzinę jak wielu z nas – tradycyjną, zbudowaną na fundamencie wiary katolickiej, wzajemnej miłości i szacunku dla drugiego człowieka. Dom rodzinny to dla mnie wspomnienie bezpieczeństwa, miłości, przywiązania do Kościoła, szkoła odpowiedzialności i pracy. Tata zmarł, kiedy miałem 12 lat, więc wcześnie musiałem uczyć się samodzielności, choć moja mama starała się wypełniać swoje zadania oraz zastępować ojca, stawiając jasne wymagania. Warto wspomnieć, że moja mama była zaangażowana w działalność parafialnej Caritas, a ja byłem ministrantem i lektorem. Zaangażowanie w życie parafii pozwoliło mi doświadczyć wspólnoty oraz bardzo pomogło w rozwoju osobistym.

– Podczas toruńskiego Marszu dla Życia i Rodziny Ksiądz Biskup wskazał, że do misji Kościoła należy poszukiwanie człowieka, który jest zagubiony. Jakie działania należy podejmować względem rodzin będących ofiarami emigracji zarobkowej, przemocy, plagi rozwodów?

– Zagrożeń dla małżeństwa i rodziny jest sporo, ale najważniejsze, by Kościół był gościnnym domem dla każdej rodziny, która chce w nim szukać bezpieczeństwa i rozwoju. Ponadto jest coraz więcej związków, małżeństw i rodzin, które oddaliły się od Boga. One wymagają poszukiwania, przyjęcia i włączenia do żywej wspólnoty wiary. Palącą potrzebą jest także zapewnienie małżonkom fachowej pomocy (duszpasterskiej i psychologicznej), by ograniczyć plagę rozwodów, które niosą sporo cierpienia dla całej rodziny, a są szczególnie bolesne dla dzieci.

– Europa doświadcza kryzysu podstawowych wartości, w tym kryzysu małżeństwa i rodziny. Jakie wyzwania stoją dziś przed Kościołem w tej kwestii?

– Laicyzacja dotyka różnych aspektów życia, w tym również rodziny. Potrzeba nie tylko zatrzymania tych procesów, ale też ewangelizacji, która przywróci Europie zaufanie do Ewangelii. W duszpasterstwie rodzin ważne jest ukazanie tradycyjnego modelu małżeństwa i rodziny jako wartości, bez której Europie grozi zapaść. Małżeństwa bazujące na miłości kobiety i mężczyzny oraz otwarte na życie, wzmocnione sakramentem małżeństwa, to przyszłość Kościoła i każdego narodu. Wyzwaniem jest wychowanie młodego pokolenia do życia w małżeństwie i rodzinie. Zadaniem Kościoła jest również rozwijanie duszpasterstwa rodzin, aby każde małżeństwo i rodzina miały wsparcie Kościoła. Problemy, które powinien podjąć Kościół, zarysował papież Franciszek w adhortacji „Amoris laetitia”. Już w pierwszym zdaniu adhortacji zapisał, że pomimo licznych oznak kryzysu pragnienie rodziny jest stale żywe, a chrześcijańskie orędzie dotyczące rodziny to dobra nowina dla świata (por. AL 1).

– Jak w tym kontekście powinna wyglądać formacja narzeczonych, małżeństw, rodzin?

– Przede wszystkim winna to być formacja permanentna, a nie okazjonalna. Duszpasterstwo i ewangelizacja, jeśli mają być skuteczne, to powinny być ustawione w kluczu rodziny. Duszpasterstwo dzieci, młodzieży i dorosłych to okazja do ewangelizacji całej rodziny. Sakramenty przyjmujemy w rodzinie naturalnej i rodzinie parafialnej i wszyscy są odpowiedzialni za tych, którzy otwierają się na łaskę sakramentów. Problemem jest traktowanie parafii jak punktu usługowego lub urzędu, co z kolei prowokuje do postawy roszczeniowej. Tymczasem parafia to wspólnota wiary, nadziei i miłości. W takiej wspólnocie odbywa się formacja narzeczonych, małżonków i rodzin. Jednak to nie zwalnia z solidnego i fachowego przygotowania do przyjęcia sakramentu małżeństwa – dalszego, bliskiego i bezpośredniego. Małżeństwa wymagają natomiast nieustannego wsparcia, np. przez katolickie poradnie małżeńskie i rodzinne oraz rozwój wspólnot rodzinnych. W Polsce pomocą w formacji rodzin są Kościół Domowy, rodzinna gałąź Ruchu Światło-Życie, Spotkania Małżeńskie, Stowarzyszenie Rodzin Katolickich oraz wiele innych. Zadaniem duszpasterstwa rodzin jest je wspierać i rozwijać.

– Episkopat Polski opracował wytyczne pastoralne dotyczące adhortacji „Amoris laetitia”. Jakie główne kierunki posługi względem małżeństwa i rodziny wskazują księża biskupi?

– Konferencja Episkopatu Polski od dawna stara się wspierać i rozwijać duszpasterstwo rodzin. Szczególnie sakrament małżeństwa oraz bliższe i bezpośrednie przygotowanie do tej formy wspólnotowego życia znajdują się w centrum działań pasterzy Kościoła. Dlatego biskupi z wdzięcznością przyjęli posynodalną adhortację apostolską Franciszka „Amoris laetitia”, która jest wyrazem troski o rozwój miłości małżeńskiej w rodzinie. To inspirująca aktualizacja „Ewangelii rodziny”, którą Kościół głosi i realizuje. „Wytyczne” najpierw wskazują na zasadnicze akcenty nauczania Ojca Świętego, następnie akcentują radość miłości w małżeństwie i rodzinie oraz wskazują na nowe impulsy duszpasterskie. Ostatni punkt „Wytycznych” dotyczy natomiast pastoralnego rozeznania i logiki integracji w świetle VIII rozdziału „Amoris laetitia”. Dokument wskazuje na uniwersalne kryteria duszpasterskie wobec małżeństw i rodzin. Są nimi przyjęcie, towarzyszenie, rozeznawanie i integracja. Można w uproszczeniu przyjąć, że to ramy programu duszpasterstwa rodzin. Każde z tych kryteriów jest ważne i wymaga oddzielnego opracowania, jednak wszystkie one są komplementarne i dopiero razem tworzą posługę pastoralną, do której wzywa nas Franciszek.

– Na czym ma polegać w Kościele integracja małżeństw niesakramentalnych?

– Najpierw warto przypomnieć, że w Polsce od lat istnieje i rozwija się duszpasterstwo związków niesakramentalnych. Biskupi zabiegają, aby w diecezjach osoby żyjące w związkach niesakramentalnych miały możliwość uczestniczenia w życiu parafii i diecezji. Chodzi nie tylko o struktury duszpasterstwa związków niesakramentalnych, ale też o klimat pełen pastoralnej troski o rodziny, które tworzą i w których wychowują dzieci. Jednak w ostatnim czasie narracja medialna sprowadziła problem integracji do odpowiedzi na pytanie, które przeczytałem na jednym z portali internetowych: Czy rozwodnicy mogą przyjąć Komunię św.? Tymczasem sedno problemu dotyczy wiary i dojrzałości, a integracja to długi proces, który wymyka się rozwiązaniom wyłącznie prawnym, ale odwołuje się do towarzyszenia i indywidualnego rozeznania. Nie można tego dokonać w kontakcie jednorazowym i okazjonalnym, ale wymaga to wspólnego rozeznawania osób w związku niesakramentalnym i duszpasterza, a wszystko winno się odbywać nie w klimacie roszczeń, żądań i złych emocji, ale w atmosferze zaufania Bogu i Kościołowi. Taką logikę proponuje Papież, szczególnie w adhortacji „Amoris laetitia”. Zasada ogólna wynikająca z nauczania Kościoła i tradycji pozostaje niezmienna, ale optyka miłosierdzia zachęca do spojrzenia w serce i życie konkretnego człowieka. Sytuacja poszczególnych związków nieregularnych jest bardzo różna, dlatego najpierw potrzeba indywidualnego potraktowania człowieka i poziomu jego wiary. Niektóre związki nie posiadają przeszkody kanonicznej i można je doprowadzić do sakramentu małżeństwa – wówczas towarzyszenie winno zmierzać w tym kierunku. Jednak jeśli sytuacja po ludzku jest nie do pokonania, potrzeba pomocy Boga, który potrafi uzdrawiać nawet to, co wydaje się nie do uzdrowienia. Rozeznawanie powinno najpierw prowadzić do udzielenia na drodze kościelnego procesu sądowego odpowiedzi na pytanie, czy można stwierdzić nieważność pierwszego związku małżeńskiego. Jednak gdy prawomocnym wyrokiem zostanie orzeczone, że nieważność nie może zostać stwierdzona, należy kontynuować rozeznanie pastoralne. Proces towarzyszenia i rozeznawania winien prowadzić ludzi do spotkania z Bogiem i do integracji ze wspólnotą wierzących.

– Czy owa integracja ma jakieś granice?

– Granice integracji wyznaczają indywidualna sytuacja, wiara oraz dojrzałość ludzi będących w takich związkach. Pomocą jest towarzyszenie i rozeznawanie ze strony dobrze przygotowanego i odpowiedzialnego duszpasterza. Podkreślam konieczność formacji duszpasterzy, którzy będą w stanie podjąć się takiego zadania! Rozeznawanie w przypadku konkretnej osoby żyjącej w sytuacji nieregularnej winno prowadzić do ewangelicznej, obiektywnej (na miarę ludzkich możliwości) i miłosiernej oceny własnej sytuacji. Miłosierne spojrzenie to nie relatywizm, letniość czy uznanie nieregularnej sytuacji za dobro, ale raczej wezwanie do nawrócenia serca, zaufania i głębokiej wiary pomimo bolesnego grzechu. Ludzie żyjący z związkach nieregularnych u duszpasterzy nie zawsze znajdą „potwierdzenie swoich własnych idei i pragnień, ale na pewno otrzymają światło, które im pozwoli lepiej zrozumieć to, co się dzieje, i będą mogli odkryć drogę dojrzewania osobistego” (AL 312). Spojrzenie z troską na osoby żyjące w związkach nieregularnych to zadanie dla całej wspólnoty wierzących; wymaga to zmiany naszej mentalności – z wyłącznie prawnej na pastoralną, która prawa nie neguje, a zawsze potrafi dostrzec twarz człowieka, grzesznego i poranionego, ale pokornie, cierpliwie i wytrwale szukającego kontaktu z Bogiem. Papież przypomniał, że „pasterze proponujący wiernym pełny ideał Ewangelii i nauczania Kościoła muszą im także pomagać w przyjęciu logiki współczucia dla słabych i unikania prześladowania lub osądów zbyt surowych czy niecierpliwych. Ta sama Ewangelia wzywa nas, byśmy nie osądzali i nie potępiali” (AL 308).

– W obliczu współczesnych wyzwań stojących przed Kościołem jakie cele stawia sobie Ksiądz Biskup jako przewodniczący Rady ds. Rodziny?

– Rada ds. Rodziny, jak sama nazwa wskazuje, jest organem doradczym w stosunku do Konferencji Episkopatu Polski. Zadaniami rady są szeroko pojęta troska o małżeństwo i rodzinę, promocja godności rodziny i kobiety, troska o dzieci, obrona życia poczętego oraz związane z tym sprawy. Moim zdaniem, ważne jest, by widzieć problemy małżeństwa i rodziny całościowo i troszczyć się o rozwój duszpasterstwa rodzin we wszystkich jego aspektach. Nie można przewartościowywać jednego z elementów, ale też szkodliwe byłoby pomijanie np. troski o związki niesakramentalne. Ważne są wychowanie oraz przygotowanie do małżeństwa i rodziny, troska o małżeństwa sakramentalne, pomoc rodzinom przeżywającym różne trudności oraz towarzyszenie związkom niesakramentalnym. Franciszek zachęca nas do cierpliwego i pełnego miłości pastoralnej towarzyszenia rodzinie, by odkryła radość Ewangelii. Nie działamy pod wpływem impulsów medialnych, ale systematycznie i konsekwentnie rozwijamy duszpasterstwo rodzin w Polsce. „Wytyczne” zobowiązały nas do wypracowania nowego Dyrektorium Duszpasterstwa Rodzin dla Kościoła w Polsce, a to bardzo konkretne i wymagające zadanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Bydgoszcz: Monstrancja Fatimska podczas pielgrzymki na Jasną Górę

2018-07-17 21:22

jm / Bydgoszcz (KAI)

Akademicka grupa „Przezroczysta” przy parafii MB Królowej Męczenników w Bydgoszczy zaprasza do wspólnej modlitwy podczas Diecezjalnej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę w towarzystwie Monstrancji Fatimskiej „Niewiasta Eucharystii”, która wyruszy z pątnikami na szlak.

Aleksandra Wojdyło

Monstrancja - a w niej przede wszystkim Eucharystyczny Pan Jezus - staje się dla pielgrzymów wielkim darem w przygotowaniu do peregrynacji kopii cudownego Obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej, której wizytę przeżywać będziemy w parafiach diecezji bydgoskiej od września. - Chcemy adorować Pana Jezusa poprzez Jego Matkę Maryję i od Tej, która jest „Pełna Łaski”, uczyć się wymawiać nasze codzienne „fiat” - powiedział ks. Piotr Wachowski.

Kapłan dodał, że adoracja Najświętszego Sakramentu podczas pielgrzymki staje się na dziś najważniejszą intencją dla diecezji. - Chcemy modlić się za młodzież w cieniu zbliżającego się synodu biskupów na temat ich wiary i rozeznania powołania, by wyraźnie odczytywała swoją życiową misję i odpowiadała na nią ochoczo - jednym słowem: by nie zabrakło naszej diecezji kapłanów i sióstr zakonnych. Tego roku intensywnej modlitwy o powołania nie możemy zmarnować i jest to zadanie każdego z nas - dodał.

Pierwsza Adoracja będzie miała miejsce podczas wieczoru uwielbienia „Pełna łaski” w Bazylice kolegiackiej św. Piotra i Pawła w Kruszwicy 22 lipca o godz. 20.

Monstrancje powstała w renomowanej pracowni Drapikowski Studio. Przedstawia Maryję - Niewiastę obleczoną w słońce, u której stóp znajduje się księżyc. W centrum, w sercu Niewiasty Eucharystii, znajduje się miejsce, w którym umieszczany jest Najświętszy Sakrament. Niepokalane Serce Maryi to Dom Jezusa Chrystusa, Księcia Pokoju. Symboliczną wartość monstrancji podkreśla 12 fragmentów meteorytu, rozmieszczonych w aureoli oraz fragment skały księżycowej, wtopiony pod stopami Maryi. Każdy z tych dodatkowych elementów posiada certyfikat NASA.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem