Reklama

Św. Brat Albert – mój przewodnik

2017-12-20 12:28

Ewa Oset
Edycja częstochowska 52/2017, str. VI

Archiwum Tadeusza Luterka
Tadeusz Luterek u chorej i jej rodziny

Na zakończenie Roku św. Brata Alberta – 25 grudnia 2017 r. – doświadczeniem swojego nawrócenia, drogi artystycznej i zawierzenia swojego życia Jezusowi na wzór tego patrona ubogich podzielił się z nami Tadeusz Luterek, poeta, współzałożyciel częstochowskiego koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta i nadzwyczajny szafarz Komunii św. posługujący w parafii św. Jakuba w Częstochowie

Ewa Oset: – Jest Pan autorem siedmiu tomików wierszy oraz autorem dwóch książek. W swoich utworach, zarówno poetyckich, jak i prozatorskich, sięga Pan po tematykę religijną. Czy wynika ona z potrzeby serca?

Tadeusz Luterek: – Tak, serce ma ogromne znaczenie w podejmowanych przez człowieka działaniach, a słowo jest tym, co kocham. Czytając życiorys św. Brata Alberta, który jest moim przewodnikiem duchowym, spotkałem się ze stwierdzeniem, że w jego życiu było dużo różnych niespodzianek, a nawet zdarzeń, które ze sobą kontrastowały. Mogę powiedzieć o podobnym doświadczeniu w moim życiu...

– Jak wyglądały Pana poszukiwania artystyczne, które splotły się z doświadczeniem wiary?

– Moje zainteresowanie słowem pisanym sięga najmłodszych lat. Wychowałem się w podlubelskiej wsi Bychawa. Wczesne lata młodości przeżywałem w organistówce zajmowanej przez dziadka, ojca mojej mamy – Wincentego Onuszkiewicza oraz w gospodarstwie dziadka Jana, ojca taty. Dziadek Wincenty posiadał swoją sporą bibliotekę oraz opiekował się biblioteką parafialną. Chociaż książki obecne były w moim życiu, poezją zainteresowałem się, kiedy byłem uczniem Liceum Ogólnokształcącego im. Henryka Sienkiewicza w Częstochowie. Zachęcili mnie do niej mój kolega Zbigniew Barczak i profesor Zygmunt Janikowski. Podjąłem pierwsze próby pisania wierszy, wzorując się początkowo na poezji Gałczyńskiego. Październikowa odwilż w 1956 r. przyniosła ożywienie życia artystycznego i zmiany w sposobie pisania. Uczestniczyłem w Częstochowie w utworzeniu grupy poetyckiej „Faeton”, a następnie „Profile”. Po wyjedzie na studia prawnicze do Warszawy związałem się z Orientacją Poetycką „Hybrydy”, w której działał m.in. Edward Stachura. Obcowanie ze środowiskiem artystycznym i sposób życia przyjęty przez to środowisko spowodowały moje oddalenie się od Kościoła i Pana Boga, taki regres duchowy. Ta sytuacja zaczęła mi bardzo ciążyć. W pewnym momencie zacząłem odczuwać, jakbym nosił na plecach ciężki worek wypełniony moimi grzechami.

– Kiedy nadszedł moment nawrócenia?

– Wyjście z takiego stanu wymaga silnego wstrząsu. I były dwa takie momenty w moim życiu. Pierwszy to choroba nowotworowa mojej mamy. Przez kilka lat chorowała, aż doszło do wyniszczenia organizmu. Obserwowałem jej cierpienie, które przyjmowała z niezrozumiałym dla mnie początkowo spokojem. W końcu doszedłem do wniosku, że musi być w tym jakiś sens. Przyszła mi nawet myśl, że może to jest jej ofiara potrzebna do mojego nawrócenia. Drugim momentem było pojawienie się w życiu Polaków, i oczywiście moim, Jana Pawła II. Nie chodziłem do kościoła, ale słuchałem go, bo wszyscy Polacy go słuchali. Jego osobowość i to, co mówił, coraz bardziej zaczęły mnie poruszać. Słowa: „Nie lękajcie się” przemówiły do mnie... Po wielu latach nieprzystępowania do sakramentów odbyłem spowiedź na Jasnej Górze.

– Spowiedź była początkiem nowej drogi i odnajdywania przez Pana swojego miejsca w Kościele?

– Dokładnie, po spowiedzi czułem wielką potrzebę ekspiacji, wynagrodzenia Panu Bogu i ludziom – modlitwą, ale i pomaganiem. W Teatrze Częstochowskim właśnie wystawiali sztukę Karola Wojtyły „Brat naszego Boga” o Adamie Chmielowskim. Poznanie jego sylwetki duchowej skłoniło mnie do wyboru formy pokuty wyrażającej się w pomocy najuboższym i bezdomnym. Wtedy zostałem współzałożycielem koła częstochowskiego Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta i jego działaczem. Był też inny szczególny moment tuż po moim nawróceniu. W mojej parafii – św. Jakuba w Częstochowie – trafiłem na rekolekcje wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Po Mszy św. kapłan zwrócił się do obecnych w kościele: – Jeśli ktoś chce poświęcić swoje życie Chrystusowi, niech podejdzie do ołtarza i udzielę błogosławieństwa. Dla mnie było to oczywiste wezwanie i zgoda na konsekwencje tego niezwykłego aktu poświęcenia się Panu Jezusowi.

– A konsekwencje nastąpiły?

– Moje doświadczenia religijne miały pewną chronologię. Działając w Towarzystwie Pomocy św. Brata Alberta, poprzez wspólnotę w Duchu Świętym, która szukała chętnych do pomocy osobom niepełnosprawnym, związałem się z tym środowiskiem, skupionym w Klubie Otwartych Serc, który założyła i prowadziła Bogumiła Wasilkowska, a następnie w „Samarytaninie”. Okazało się, że na tym moja droga się nie kończy. Mój kolega namówił mnie kiedyś na pielgrzymkę do Czernej. Tam przyjąłem szkaplerz św. i od tego czasu co roku pielgrzymowałem na odpust Matki Bożej Szkaplerznej. Któregoś razu wybrałem się drogą przez las. Błądziłem, zgubiłem dokumenty, pieniądze i okulary. Kiedy dotarłem do karmelitów, byłem jak żebrak – poprosiłem o nocleg, jedzenie i... kierownika duchowego. Został nim o. Cherubin OCD – Stanisław Pikoń, który był założycielem Świeckiego Instytutu Karmelitańskiego „Elianum” w Czernej. Ojciec Cherubin zaproponował mi udział w rekolekcjach Instytutu. Zgodziłem się i już po tych pierwszych rekolekcjach wiedziałem, że tu jest moje miejsce, i w tym miejscu od ponad 20 lat pozostaję.

– Zaangażował się Pan też w życie parafii św. Jakuba w Częstochowie.

– Działałem w Zespole charytatywnym przy parafii, pisałem też wiersze do „Biuletynu parafialnego”. Kiedy uzbierało się tych wierszy, czytelnicy pytali, kiedy wydam tomik. Wtedy Wydawnictwo Jasnogórskie „Paulianum” otworzyło mi drzwi i wyszedł pierwszy tomik mojej poezji „Nie zerwę kwiatów” (2010), a później były następne.

– Od 2003 r. posługuje Pan jako nadzwyczajny szafarz Komunii św. w swojej parafii. Czym dla Pana jest to doświadczenie?

– Kiedy ks. Stanisław Mendakiewicz poprosił mnie, abym został nadzwyczajnym szafarzem Komunii św. i zanosił Pana Jezusa chorym, nie wahałem się. Obecność przy chorej mamie i kontakty z osobami niepełnosprawnymi przygotowały mnie do tej posługi. W wypełnianiu tej misji staram się jednocześnie nawiązywać relacje przyjacielskie z chorymi. Mogę obserwować ich niezwykłą pokorę w przyjmowaniu, często już od kołyski, choroby, niepełnosprawności. Z drugiej strony doświadczam radości przebywania z nimi, ich okazywanej mi serdeczności.

– Czego życzyłby Pan czytelnikom „Niedzieli” na święta Bożego Narodzenia?

– Serdecznego zasłuchania się w słowo Boże, które stale rodzi się i wzrasta w osobie Jezusa Chrystusa, oraz ukochania Bożej Miłości.

Tagi:
wywiad

Święci otwierają nam niebo

2018-10-16 11:31

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 42/2018, str. IV

Karolina Krasowska
Ks. Krzysztof Hojzer zaprasza na Zielonogórski Wieczór Wszystkich Świętych

Kamil Krasowski: – Od kilku lat nasza Diecezjalna Grupa Modlitewna św. Ojca Pio organizuje 31 października tzw. Wieczór Wszystkich Świętych. W tym roku będzie on szczególny, gdyż jego ranga urosła do głównego tego rodzaju wydarzenia w mieście. Jak zatem zapowiada się tegoroczny Zielonogórski Wieczór Wszystkich Świętych? Jacy święci w znaku relikwii będą obecni?

Ks. Krzysztof Hojzer: – W tę szczególną noc, rozważając ewangelijne błogosławieństwa, które ukazują nam duchowy wizerunek Jezusa i wyrażają Jego misterium – tajemnicę śmierci i zmartwychwstania, pragniemy w obecności Wszystkich Świętych i za ich wstawiennictwem głębiej wniknąć w życie Boga. Człowiek zatopiony w Bogu bardzo konkretnie czerpie z tych niezwykłych głębin życia Bożego. Każdego roku widzimy, jak wielka to łaska. Święci tej nocy wypraszają nam głębsze rozumienie i doświadczenie miłości Boga. Mamy bardzo wiele świadectw pięknych nawróceń. Święci swymi modlitwami otwierają nam tej nocy niebo na oścież. Dlatego chcemy tej łaski dla całego miasta i nie tylko. W modlitwie zawierzenia i adoracji u stóp Jezusa tej nocy modlą się z nami i orędują m.in.: św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avila, św. Ignacy Loyola, św. Ojca Pio, św. Faustyna, św. Jan Paweł II, św. Franciszek i Hiacynta, św. Matka Teresa z Kalkuty, bł. ks. Jerzy Popiełuszko...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chrześcijanie nie obchodzą Halloween

Marcin Konik-Korn
Edycja małopolska 43/2008

Tytuł tego artykułu właściwie nie jest prawdziwy. Jest w nim zawarte pobożne życzenie. Chrześcijanie, niestety, coraz częściej obchodzą to „święto”, które ani nie jest świętem, ani też nie da się pogodzić z wiarą w Chrystusa. W naszym kraju Halloween jest nowym zwyczajem, jeszcze niezakorzenionym. Warto więc podjąć zawczasu starania o to, by móc kiedyś śmiało powiedzieć: „chrześcijanie nie obchodzą Halloween”

pixabay.com

Są takie elementy amerykańskiej popkultury, które raz za razem wdzierają się do niegdyś konserwatywnej kulturowo Polski. Wcześniej św. Mikołaj został zastąpiony przez zlaicyzowaną maskotkę Coca-Coli, następnie walentynki wyparły wspomnienie św. Walentego, a teraz Halloween próbuje młodemu pokoleniu wywrócić w głowie sens uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego.

Droga do piekła

Halloween to celtyckie, a zatem pogańskie święto. Związane było z obrzędami Samhain. W średniowieczu nadano mu nazwę All Hallows Eve - co znaczy - Wigilia Wszystkich Świętych. W skrócie Halloween. Halloween polegało na kontaktowaniu się z zaświatami, po to by odkryć przyszłość, nabrać mocy, zaspokoić potrzeby zmarłych. Zwyczaje te można porównać z obchodzonymi w naszej części Europy dziadami, tak dobrze zobrazowanymi przez Adama Mickiewicza w III części jego najważniejszego dramatu. Dziady jednak Kościół katolicki skutecznie wyrugował kilka wieków temu. W miejsce obrządków mających za cel kontakt z duchami, udało się wprowadzić kult zmarłych, polegający na czczeniu ich pamięci i modlitwie za nich. Dzięki temu od XII wieku w Kościele obchodzi się Dzień Zaduszny.
W XIX wieku zwyczaje Halloween dotarły wraz z emigrantami z Wysp Brytyjskich do Ameryki. Tam nabrały swojego kolorytu i komercyjnego charakteru. Smaczku (a może raczej niesmaczku) dodaje fakt, że w Nowym Jorku jest to dzień parad gejowskich. W XX wieku zmodyfikowana pogańska praktyka powróciła już nie tylko na Wyspy Brytyjskie, ale do całej Europy. Na ironię zakrawa fakt, że choć w niemal całej Europie udało się Kościołowi „ochrzcić” dziady, po 800 latach musi on ponownie walczyć o to, aby kult zmarłych nie miał okultystycznego charakteru. Tak to już jest, licho nie śpi.

Demonizowanie?

Wiele osób uśmiecha się pod nosem, kiedy poznaje stanowisko Kościoła na temat Halloween. Najczęściej ludzie używają argumentu: co złego jest w tym, że dzieci przebierają się za czarownice i diabliki? Albo: przecież to tylko zabawa, nie ma w niej nic złego. Problem polega na tym, że cała symbolika i atmosfera Halloween otwiera człowieka na rzeczywistość, o której gdyby człowiek wiedział, uciekałby, gdzie pieprz rośnie.
Taka oto dynia z zapaloną w niej świecą symbolizuje dusze błąkające się w postaci ogników. Tańce czarownic z diabłami i skrzatami przy ognisku (za te postaci przebierają się dzieci) mają za zadanie skontaktować człowieka z duchami. Wróżby mają na celu zajrzeć w zaświaty, by dowiedzieć się czegoś o nadchodzącej przyszłości.
Jak wiemy, wróżby to grzech śmiertelny przeciw Panu Bogu, który jest jedynym Panem Czasów. Nie wolno próbować wcielać się w Jego rolę i próbować odkrywać przyszłość, którą zaplanował. Otwieranie się zaś na duchy to zabawa z diabłem w chowanego, ale na takich zasadach, że jedynie człowiek szuka, a diabeł pozwala się znaleźć. Duchy istnieją. Z tym tylko, że dusze zbawione trwają w adoracji Boga, a nie zajmują się ziemskimi zabawami ludzi. Toteż kiedy wywołujemy duchy, możemy mieć pewność, że spotkamy albo duszę potępioną, albo demony. Bo choćby człowiek tę zabawę traktował zupełnie niepoważnie, to diabły odpowiadają na każde zaproszenie człowieka. Zresztą sama atmosfera Halloween bliższa jest naszym wyobrażeniom piekła niż nieba. Bo czy wyobrażamy sobie niebo jako miejsce, po którym hasają diabełki, potwory, kościotrupy i czarownice? A jeżeli nie, to po co bawić się w piekło? Czy zabawa w potępienie i przebieranie się za przyjaciół szatana jest miła Chrystusowi?
Wszyscy egzorcyści zwracają uwagę, że problemy opętań i schorzeń psychicznych na tle demonicznym zaczynają się niemal zawsze od niewinnych praktyk. Należą do nich: słuchanie obrazoburczej muzyki, wróżenie, kontaktowanie się z duchami, noszenie talizmanów czy też zabawa w piekło, diabły itp.

Marketingowe oszustwo

Najgorsze jest to, że sukces Halloween związany jest z zyskiem bardzo wielu osób. W okolicach Wszystkich Świętych można zarobić na zniczach i wiązankach. Wytwórcy zabawek i właściciele knajp pozazdrościli widać zysków i chcieliby również coś dla siebie uszczknąć. Stąd zależy im na zwiększaniu popularności Halloween. Jedni mogą dzięki temu sprzedać więcej upiornych strojów i zabawek, drudzy organizują imprezy w atmosferze horroru, podczas których wzrasta m.in. sprzedaż alkoholu.
Ludzie, którzy zarabiają w Polsce na Halloween, zwłaszcza jeżeli są ochrzczeni, sprzeniewierzają się wierze i tradycji dla pieniędzy. Sami ulegają marketingowemu oszustwu, że Halloween to tylko świecka zabawa, na której można zarobić kilka groszy, i organizują coś, co otwiera ich samych i innych ludzi na działanie szatana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Wolność szlachetnie wypełnij!

2018-10-21 08:38

Anna Majowicz

Trwa 33. Międzynarodowy Festiwal Filmów Niepokalanów 2018. Wrocławską, trzecią edycję zainaugurowała Msza św., której w kościele pw. Bożego Ciała przewodniczył bp Andrzej Siemieniewski.

Anna Majowicz
Mszy św. przewodniczył bp Andrzej Siemieniewski

W homilii kapłan zwrócił uwagę na hasło tegorocznej edycji festiwalu, które pochodzi z Listu do Galatów ,,Ku wolności wyswobodził nas…”. – Hasło festiwalu nierozerwalnie łączy się z 100. rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. Bo niepodległość, to wolność. Musimy jednak być świadomi tego, że wyzwoleni ku wolności nie przestajemy być ludźmi wolnymi. Staniemy się nimi tylko wtedy, gdy tę wolność mądrze i szlachetnie wypełnimy – mówił bp Andrzej Siemieniewski, podając jako przykład osoby wyzwolonej patrona festiwalu, o. Maksymiliana M. Kolbe. – O. Maksymilian swoją wolność przeżył najpiękniej, jak można. Przeżył życie tak, by było godne, piękne i wartościowe w oczach Bożych – dodał.

Zobacz zdjęcia: Ku wolności wyswobodził nas...

W ramach Festiwalu zaplanowano liczne warsztaty, prelekcje i wystawy. Po raz pierwszy w jego wrocławskiej historii odbędą się aż trzy konkursy filmowe, których celem będzie wyłonienie najlepszego filmu fabularnego, dokumentalnego i młodzieżowego. Zwycięzcy otrzymają nagrody pieniężne oraz statuetki – MAKSYMILIANY. Organizatorzy zapowiadają również pokaz filmu niemego z muzyką na żywo.

Jeżeli szukasz dobra w przestrzeni publicznej, koniecznie zajrzyj do Dolnośląskiego Centrum Filmowego. Festiwal trwać będzie do 26 października.

LINK DO PROGRAMU FESTIWALU:http://mkff.pl/2018/10/07/program-festiwalu-2/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem