Reklama

Jestem od poczęcia

Mała kolejka z wielką historią

2018-01-03 12:37

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 1/2018, str. VI

Artur Stelmasiak
W ostatnich latach w WKD wymieniono cały tabor na nowoczesne pociągi Pesa i Newag, a w 2016 r. zmieniono napięcie zasilające pociągi z tramwajowego 600 Volt na kolejowe 3000 V.

Obchodząca 90. urodziny popularna Wukadka była bardzo nowoczesnym komunikacyjnym rozwiązaniem II Rzeczpospolitej. Już przed wojną mówiono, że kolejka z Grodziska do Warszawy chodzi jak szwajcarski zegarek

Elektryczna Kolej Dojazdowa w 1927 r. była o wiele bardziej nowoczesnym rozwiązaniem komunikacyjnym, niż współczesne Pendolino, czy obecnie metro. Była szczytem nowoczesności podmiejskich rozwiązań komunikacyjnych i pierwszą w Polsce koleją przeznaczoną do komunikacji zbiorowej o napędzie elektrycznym. „Zgodnie z zapowiedzią uruchomiono nową kolej elektryczną Warszawa-Grodzisk. Pierwszy pociąg złożony z trzech wagonów, z których jeden z motorem, niezwłocznie po przybyciu z remizy w Grodzisku, wyruszył w drogę powrotną, wypełniony szczelnie żądnymi przejażdżki” – donosiła Gazeta Warszawska z dnia 12 grudnia 1927 r. Co ciekawe obsługa miała własne oryginalne umundurowanie oraz szwajcarskie zegarki marki Tissot, dzięki którym kontrolowano zgodność czasu przejazdów z rozkładem jazdy.

Przeludniona Warszawa

Budowa Elektrycznej Kolei Dojazdowej była odpowiedzią na bolączki stolicy z początku XX wieku. Warszawa po 1918 r. miała bardzo trudną sytuację demograficzną. Stolica Polski była najbardziej przeludniony miastem Europy, a chętnych w niej zamieszkać ludzi cały czas przybywało. Warszawa była bowiem zakładnikiem XIX-wiecznej carskiej koncepcji obronnej z licznymi fortyfikacjami. Miasto otoczone było systemem fortów wykluczających powstawanie w sąsiedztwie osiedli mieszkalnych. Tymczasem Warszawa zaludniała się w niezwykle szybkim tempie i u progu wojny gęstość osób przypadająca na kilometr kwadratowy znacznie przekraczała europejskie normy, wynosząc aż 25 tys. osób na kilometr. Warszawa wyprzedzała pod tym względem takie ośrodki jak: Berlin 10 tys., Petersburg 15 tys., Londyn 14 tys., czy Paryż 8 tys. na kilometr kwadratowy.

Narastający kryzys mieszkalnictwa zaczął nabierać cech katastrofalnych. Gdy forty otaczające Warszawę, hamujące dotychczas jej rozwój przestrzenny, zaczęły powoli tracić na znaczeniu, tuż za ich linią w szybkim tempie powstały nowe osiedla mieszkalne. Aby ten rozwój metropolii warszawskiej stymulować i skoordynować potrzebny był nowoczesny system transportu, by mieszkańcy nowych osiedli mogli komfortowo i szybko dotrzeć do pracy. Elektryczna Kolei Dojazdowa łącząca stolicę z Grodziskiem Mazowieckim jest więc pierwszym przedwojennym projektem urbanistyczno-komunikacyjnym, który w owych czasach został zrealizowany według najnowocześniejszych światowych standardów. Pod koniec 1927 r. na ulicach Warszawy można było zobaczyć ciche, ogrzewane i bardzo nowoczesne pojazdy szynowe, które zostały sprowadzone z Anglii. A linia z Grodziska do Warszawy była jedynie częścią wielkiego projektu, którego celem było skomunikowanie całego wianuszka miejscowości szybko rozwijających się na przedmieściach stolicy.

Reklama

Siła patriotyzmu

Projekt został wykonany w szybkim tempie zaledwie w 2 lata. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie stał za nim solidny inwestor o nastawieniu patriotycznym. EKD było bowiem pierwszym projektem transportu publicznego przedwojennego giganta spółki „Siła i Światło”. Spółka zaczęła powstawać w 1914 r., jako wynik współpracy Macieja księcia Radziwiłła, Antoniego Słamirowskiego i Dawida Tempela. Oficjalnie spółka akcyjna „Siła i Światło” zarejestrowana została w Warszawie 5 grudnia 1918 r. pod nazwą „Zgrupowanie Elektryfikacyjne Siła i Światło”, jako pierwsza spółka akcyjna w niepodległej Polsce.

Założyciele postawili sobie cele mocno propaństwowe, by inwestować na rynku polskim oraz przejmować działające oddziały zachodnich przedsiębiorstw. Powodem była kolonialna polityka ówczesnych koncernów, które dążyły do wyprowadzania zysków do krajów macierzystych poprzez finansowanie swoich spółek z krajów pokroju Polski. W efekcie takiej działalności zachodnie spółki działające w Polsce nie przynosiły oficjalnie zysków i nie płaciły podatków. Wobec takiego ukształtowania się stosunków gospodarczych w kraju, grupa przedsiębiorców zdecydowała się założyć przedsiębiorstwo, które swoimi działaniami miało angażować się w życie gospodarcze Polski z korzyścią także dla ogółu społeczeństwa. Głównym celem spółki „Siła i Światło” była elektryfikacja młodego państwa polskiego oraz rozwój przemysłu energetycznego. Polscy biznesmeni przejęli i dokapitalizowali nowoczesne elektrownie m. in. w Pruszkowie, Zagłębiu Dąbrowskim i Zagłębiu Krakowskim. Natomiast z inwestycją w podwarszawskie koleje wiąże się powstanie miasta-ogrodu Podkowy Leśnej, której udziałowcem również było „Siła i Światło”. Spółka zadbała o elektryfikację miasta i doprowadzenie bocznej linii EKD. Efektem wzorcowego założenia urbanistycznego jest plan oparty na koncentrycznych ulicach-alejach wokół dworca kolejki.

Konspiracja na EKD

Warszawiacy szybko polubili podróże EKD. Na ulicach stolicy mówiono, że jest to kolejka, albo większy tramwaj, bo pociągi wszystkim się wówczas kojarzyły z masywną lokomotywą parową. „Podróż w tych estetycznych, ogrzewanych wagonikach jest tak przyjemna, że spotyka się w nich wycieczkowiczów, którzy dla przyjemności odbywają wycieczki w okolicę Warszawy. Ładne, pół-czerwone, pół-kremowe, lśniące, jak zabawka wagoniki przyciągają gromadki ciekawskich u zbiegu ulic Nowogrodzkiej i Marszałkowskiej przed odejściem kolejki”, pisał Tygodnik Ilustrowany.

Pod koniec lat 30. XX wieku EKD przewoziło już ponad 4 miliony pasażerów rocznie, a tuż przed wybuchem wojny planowano rozbudowę o kolejne odcinki linii: do Błonia, Mszczonowa i z Komorowa do Nadarzyna.

Działania wojenne we wrześniu 1939 r. spowodowały spore zniszczenia infrastruktury na terenie Warszawy. Składy kolejowe były użyte do budowy barykad u zbiegu ulic Marszałkowskiej i Nowogrodzkiej. Ogromny zapał i ofiarność pracowników EKD umożliwiła przywrócenie kursowania pociągów na całej trasie do centrum Warszawy już w początkach listopada 1939 r. Podczas okupacji w obawie przed bombardowaniami i łapankami dużo mieszkańców Warszawy przeniosło się na tereny podmiejskie, co spowodowało wzrost przewożonych pasażerów do ponad 7 mln osób rocznie.

Choć wyznaczony został zarządca z kolei niemieckich, to jednak kierownictwo wykonawcze pozostało w rękach polskich, co pozwoliło m.in. na zatrudnianie ukrywających się osób. Personel EKD liczył wówczas trzy razy więcej osób niż wynikało to z zapotrzebowania, a umundurowanie kolejarskie chroniło przed zatrzymaniami i wywozem. Niemal od początku okupacji na EKD zaczęły powstawać komórki organizacyjne ośrodków ruchu oporu, spośród których największe znaczenie odgrywał oddział Armii Krajowej. Najważniejszymi operacjami, jakie prowadzono były: przerzut broni, wywiad i kontrwywiad. Natomiast po upadku Powstania Warszawskiego spod obozu przejściowego na terenie Warsztatów Kolejowych w Pruszkowie udało się ocalić sporą grupę osób, podstawiając na przystanku w Tworkach składy „manewrowe”.

Najpunktualniejsza kolejka w Polsce

Po wojnie ze względu na brak energii elektrycznej EKD ciągnięte były przez parowozy. Dzięki nim wznowiono ruch już 14 lutego 1945 r., a w maju przywrócono regularny ruch pociągów EKD na całej trasie z wykorzystaniem już trakcji elektrycznej. Był to pierwszy po wojnie środek transportu publicznego w Warszawie.

Dwa lata później EKD zostało upaństwowione i zmieniło nazwę na Warszawska Kolej Dojazdowa. W 1948 r. linia przewoziła aż 13 mln osób rocznie. Choć kolejkę WKD jeszcze w latach 70. XX wieku można było zobaczyć na zwykłych ulicach Warszawy od ul. Szczęśliwieckiej do Nowogrodzkiej, to stopniowo przenoszono jej ruch do torowisk wydzielonych wzdłuż linii średnicowej PKP.

Odzyskanie niepodległości po 1989 r. nie oznaczało dla WKD podobnego impulsu rozwojowego, jak w czach II RP. W pociągach zrezygnowano z konduktorów, co sprawiło, że większość pasażerów jeździła na „gapę”, a cała kolejka wpadła w kłopoty finansowe. Sytuacja zaczęła się poprawić w ostatnich 10 latach, gdy zwiększono nakłady na transport publiczny. Wymieniono cały tabor na nowoczesne pociągi Pesa i Newag, a w 2016 r. zmieniono napięcie zasilające pociągi z tramwajowego 600 Volt do 3000 V, czyli takiego jakie stosują pociągi dalekobieżne, co przyczyniło się do oszczędności energii.

Obecnie WKD modernizuje przystanki i dworce oraz zabezpiecza przejazdy, co poprawi bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu oraz skróci czas przejazdów. W planach jest budowa drugiego torowiska pomiędzy Podkową Leśną, a Grodziskiem Mazowieckim oraz dalsza rozbudowa parkingów samochodowych koło stacji. Po okresie odpływu pasażerów na przełomie wieków, teraz proces ten został zahamowany, a w ostatnich latach liczba podróżujących nawet rośnie i przekroczyła 8 mln osób rocznie. Należy się spodziewać, że w drugiej połowie roku 2017 i w 2018 r. ruch pasażerski będzie jeszcze większy, bo remontowana jest równoległa linia PKP, z której korzystają koleje podmiejskie.

Od 1927 r. największym atutem EKD/WKD był komfort, niezawodność i punktualność. Już przed wojną mówiono, że według przejazdu można ustawiać zegarki. Tą cechą linia chwaliła się także w latach 70. ubiegłego wieku. A jak jest dziś? Według statystyk sprzed dwóch lat, ponad 99,5 proc. pociągów kursowało zgodnie z rozkładem jazdy. Bez wątpienia WKD jest więc najpunktualniejszą kolejką w Polsce.

Tagi:
kolej pociąg

Wraca moda na kolej regionalną

2018-06-27 09:38

Z Krzysztofem Zgorzelskim – prezesem Przewozów Regionalnych – rozmawia Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 26/2018, str. 46-47

Artur Stelmasiak
Wzrasta komfort podróży. W pociągu można spokojnie czytać książkę albo korzystać z Internetu, a nie denerwować się w korku albo gdy ktoś na trasie wyprzedza nas „na trzeciego” – mówi prezes POLREGIO Krzysztof Zgorzelski

ARTUR STELMASIAK: – Jak to się stało, że upadająca spółka Przewozy Regionalne z roku na rok ma ponadmilionowy przyrost pasażerów? I co trzeba zrobić, by mieć zyski w firmie, która przez kilkanaście lat specjalizowała się w stratach?

KRZYSZTOF ZGORZELSKI: – Powinno się najpierw zapytać, dlaczego wcześniej były straty i czy nie było to działanie na szkodę spółki. Ja mogę powiedzieć o tym, co w firmie było złe i jak udało nam się temu zapobiec.

– Słucham.

– Zastaliśmy wszechobecny kryzys na każdym polu działania firmy – od struktury właścicielskiej po wyniki finansowe, jej płynność i brak środków na nowy tabor kolejowy. Ofiarami tych permanentnych kryzysów, trwających od 2001 r., byli zarówno nasi pasażerowie, jak i pracownicy Przewozów Regionalnych.

– Z tego wynika, że pracują u Pana jacyś cudotwórcy... A tak na poważnie – co się stało, że było tak źle, a jest lepiej i ma być jeszcze lepiej?

– W 2015 r. spółka znalazła się pod skrzydłami Agencji Rozwoju Przemysłu, która jako większościowy udziałowiec narzuca ton właściwego nadzoru i odpowiednich standardów zarządzania korporacyjnego. Od tej pory zarząd naszej spółki nie koncentruje się już tylko na gaszeniu pożarów, ale na efektywnym działaniu i rozwijaniu firmy. Dziś mamy dobre wyniki finansowe, płynność, zdolność inwestowania i możliwość pozyskiwania kredytów. Co więcej, podnieśliśmy też pensje naszych pracowników, o czym wcześniej praktycznie nie było mowy.

– Jesteście największym kolejowym przewoźnikiem w Polsce. Wasza konkurencja od kilku lat chwali się nowymi pociągami. Jak wygląda pod tym względem POLREGIO?

– Od końca 2015 r. zmodernizowaliśmy 42 pociągi, zakupiliśmy 7 nowych składów i 5 autobusów szynowych. To wszystko nam się udało dzięki środkom własnym, bez funduszy unijnych.

– Bruksela nie daje Wam pieniędzy na pociągi tak jak innym. Kiedy Pan Prezes będzie mógł sięgnąć po środki unijne?

– Po zakończeniu naszej restrukturyzacji i pozytywnej decyzji Komisji Europejskiej. Liczymy na to, że w ramach nowej perspektywy finansowej zostanie wygospodarowanych również kilka miliardów na tabor kolejowy.

– Ale to będą inne środki niż te, które rozdają marszałkowie województw, bo jest kilka wojewódzkich kolei, które otrzymują środki unijne, którymi sami dysponują. A przecież naturalne jest, że marszałkowie wolą wspierać swoje koleje. Czy POLREGIO, które świadczy przewozy dla województw, nie będzie dyskryminowane?

– My liczymy, że pieniądze pozyskamy z CUPT, czyli Centrum Unijnych Projektów Transportowych. Nie chodzi nam o to, by marszałkowie przyznali nam dotację na kilka lub kilkanaście pociągów, z których każdy będzie przyznawany według innego postępowania przetargowego. Bo efektem takiego przetargu byłoby wiele różnych pociągów i mielibyśmy kolejny problem.

– A może bogactwo różnorodności...

– Już mamy klęskę różnorodności i bardzo dużo unikalnych pojazdów kolejowych. Mamy po kilka sztuk takich samych typów autobusów szynowych, a na każdy z nich trzeba odrębnie szkolić załogę. Mamy np. 3 unikatowe szynobusy i by mogły jeździć, muszą być maszyniści z uprawnieniami, których trzeba wyszkolić na dany typ pojazdu; nie można zapomnieć o kosztach utrzymania szynobusów, częściach do nich czy dokumentacji.

– Z samochodami i autokarami jest łatwiej niż na kolei.

– Dlatego wprowadzamy racjonalne zarządzanie naszą firmą i chcemy robić większe zakupy, by uniknąć takich problemów. Przecież to rozdrobnienie działa na szkodę polskich podatników, ponieważ generuje większe koszty eksploatacji pociągów. Liczymy więc na takie środki, abyśmy mogli kupić lub zmodernizować nie kilka czy kilkanaście, ale kilkaset sztuk taboru kolejowego. Obecnie przymierzamy się do modernizacji floty: ok. 230-240 elektrycznych zespołów trakcyjnych, a także planujemy kupić nowy tabor kolejowy.

– Przez ten permanentny kryzys POLREGIO jest wiele lat spóźnione np. do Kolei Mazowieckich, ale także marszałkowie na Śląsku i w Małopolsce mają swoje koleje. Czy będziecie walczyć np. o Mazowsze, które generuje duży ruch kolejowy?

– Na Mazowszu marszałek ma spółkę, która była kiedyś naszym oddziałem, później spółką partnerską, a ostatecznie przeszła na własność urzędu marszałkowskiego. Dlatego marszałek zamawia przewozy kolejowe w swojej spółce, a nie w POLREGIO. Ale pozostali marszałkowie zaczynają na nas patrzeć coraz bardziej przychylnym okiem i z entuzjazmem, bo widzą, jak modernizujemy firmę. W 2015 r. nikt nie wierzył w Przewozy Regionalne, a teraz sytuacja jest zgoła odmienna.

– Bardzo dziwną decyzją było też przejęcie najlepszych składów z Przewozów Regionalnych przez PKP Intercity. Bo teraz te nowoczesne pociągi stoją i rdzewieją.

– W ramach restrukturyzacji PKP przelokowano majątek z różnych spółek, a najbardziej poszkodowane były Przewozy Regionalne, bo podczas tzw. usamorządowienia (tj. przejęcia udziałów spółki przez marszałków województw) straciliśmy najnowocześniejszy wówczas tabor. Przecież na naszym stanie były np. pociągi z Pesy ED74, które nawet dziś byłyby bardzo nowoczesnymi pociągami w naszej flocie.

– A czy te pociągi można odzyskać?

– Według prawa UE, każda transakcja musi się odbywać na warunkach rynkowych, a nie ma na rynku odniesienia do tego typu transakcji. Stąd nie patrzę wstecz, a bardziej myślę o przyszłości. Planujemy duże modernizacje i zakupy, by kolejny raz nie wpaść w pułapkę rozdrobnienia taboru i kosztów kształcenia maszynistów, serwisu itd. Już teraz udało nam się zmodernizować pociągi podmiejskie starego typu na poziomie, którego Polacy jeszcze nie widzieli. Zupełnie nowy jest wygląd pociągu, a klienci będą mogli w nim swobodnie korzystać z Internetu i telefonii komórkowej. Co więcej, jako pierwsi w Polsce oferujemy stoliki z indukcyjnymi ładowarkami bezprzewodowymi.

– Pobiliście tym na głowę pendolino – w tych pociągach nie dało się rozmawiać przez telefon, a słynnego wi-fi też nie było.

– Staramy się dbać o wygodę naszych klientów. Oczywiście, nie jest to pociąg niskopodłogowy, ale mamy specjalny system ułatwiający wsiadanie i wysiadanie osobom niepełnosprawnym. Nasi pracownicy też poczuli dobrą zmianę i z entuzjazmem wykonują swoje obowiązki. Na pół tysiąca przewiezionych niepełnosprawnych w I kwartale br. nikt się nie skarżył na nasze usługi.

– Proszę pozwolić, że zmienię temat. Deregulacja rynku kolejowego w UE wchodzi ok. 2030 r. Jak to się stało, że w czasie zapaści Przewozów Regionalnych na nasz rynek weszła państwowa kolej niemiecka pod egzotyczną marką „Arriva”?

– Rzeczywiście, to jest spółka kolei niemieckich Deutsche Bahn, która w swoim czasie wygrała przetargi w województwie kujawsko-pomorskim. Naszych pracowników bardzo bolało, że państwowy polski tabor służył spółce kolei niemieckich.

– To naprawdę dziwne, gdy niemieckie koleje państwowe wożą Polaków polskimi pociągami. Aż trudno sobie wyobrazić odwrotną sytuację.

– Ale teraz nam się udało odzyskać przewozy na najważniejsze trakcje elektryczne. Niestety, ten tabor musieliśmy odnowić, bo został bardzo mocno zaniedbany. Ta historia pokazuje, że polskie spółki chcą służyć Polakom długofalowo, a nie tylko wycisnąć maksymalne zyski z jednego przetargu. Przewoźnicy z zagranicy będą patrzeć w horyzoncie zawartej umowy i nie będą inwestowali, by uniknąć dodatkowych kosztów.

– Jechałem na Hel POLREGIO, a z Helu wracałem „Arrivą”. Różnica w cenie była bardzo duża.

– Bo oni tu przyjeżdżają zarabiać, a nie w odruchu dobrego serca dla Polaków.

– Ale też tabor sprowadzany z Niemiec przez „Arrivę” do Polski i autobusy tej spółki wskazują, że mamy do czynienia z pojazdami 30-40-letnimi. Oni przywożą do Polski „zabytki”, czyli pojazdy, z których Niemcy już nie chcą korzystać. A co z ekologią?

– Zgadza się. Podobnie jak się sprowadza stare samochody, oni sprowadzają jeszcze starsze pociągi i autobusy. Ale ten czas starych spalinowych składów już się kończy, bo polscy producenci potrafią dla nas wyprodukować nowoczesne pojazdy. Także nasi klienci w badaniu jednoznacznie dali nam do zrozumienia, że chcą jeździć pociągami produkowanymi w Polsce. I to nas bardzo cieszy, bo też chcemy inwestować w Polsce i rozwijać innowacyjność naszej gospodarki.

– Muszę więc zapytać o Wasz projekt pociągu hybrydowego, który na linii trakcyjnej będzie korzystał z prądu, a tam, gdzie go nie ma, będzie jechał na silniku spalinowym. To bardzo innowacyjny pomysł, który w przyszłości może podbić całą Europę.

– POLREGIO obsługuje sporo linii „poszatkowanych”, czyli na jednej trasie jest trakcja elektryczna, a dalej potrzebny jest napęd spalinowy. Z jednej strony bez sensu jest jechać na torze z trakcją elektryczną pociągiem spalinowym, a z drugiej – nie chcemy fundować ludziom przesiadek. Dlatego podpisaliśmy porozumienie z innymi spółkami z grupy Agencji Rozwoju Przemysłu na opracowanie pociągu elektryczno-spalinowego, który będzie mógł na zmianę korzystać z tych dwóch źródeł energii. Na chwilę obecną potrzebujemy ok. 30 takich hybryd, które jeździłyby po Polsce na trasach obsługiwanych przez POLREGIO. Tego typu innowacyjne rozwiązanie może się stać hitem eksportowym, bo w wielu europejskich krajach trakcji elektrycznych jest jeszcze mniej niż w Polsce.

– Czy, Pańskim zdaniem, w Polsce wraca moda na kolej?

– Oczywiście, że tak. Z miesiąca na miesiąc obserwujemy wzrost liczby pasażerów. Jest to widoczne szczególnie na zmodernizowanych trasach – skraca się czas przejazdu i wzrasta komfort podróży. Przecież w pociągu można spokojnie czytać książkę albo korzystać z Internetu, a nie denerwować się w korku albo gdy ktoś na trasie wyprzedza nas „na trzeciego”. Kolej jest znacznie bezpieczniejsza zarówno dla środowiska naturalnego, jak i dla naszego zdrowia i życia.

– A jakie problemy trzeba przezwyciężyć, by kolej rozwinęła przysłowiowe skrzydła?

– Obecnie mankamentem jest właśnie fala rozwijania skrzydeł, czyli remontów na liniach kolejowych. Te 67 mld zł, które są przewidziane do wydania na modernizację infrastruktury kolejowej, musimy jakoś przeżyć. Niestety, są miejsca, gdzie ludzie rezygnują z naszych usług, bo nie chcą się przesiadać z pociągów do transportu zastępczego. Ale później będzie lepiej, bo np. na wyremontowanej linii Bydgoszcz – Toruń widzimy gigantyczny przyrost pasażerów.

– Chyba warto zachęcić również naszych Czytelników, którzy wyjadą na wakacje, by czasem skorzystali z kolei. Ze swojego doświadczenia zwiedzania nadmorskich kurortów wiem, że lepiej jest zostawić samochód na parkingu obok stacji, by nie stać w kilometrowych korkach.

– Sztandarowe linie, do których szczególnie zapraszamy w sezonie letnim, to Hel i Zakopane. Przewieziemy Polaków w mniej stresujących warunkach, taniej i kilkakrotnie szybciej. Będziemy też zwiększać naszą ofertę turystyczną, bo w ten sposób można nieprzekonanych przekonać do podróżowania POLREGIO.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Polska znakiem sprzeciwu?

2018-07-10 12:29

Lidia Dudkiewicz - Redaktor Naczelna „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 28/2018, str. 3


Europa odcina się od swoich chrześcijańskich korzeni, wielu jej mieszkańców odrzuca Ewangelię i nauczanie Kościoła, wielu zapomina o Dekalogu. Jednocześnie wielu Europejczyków patrzy na Polskę z nadzieją, że pomoże uratować naturalny porządek i normalność. To wyjątkowe wyzwanie, bo fala tzw. nowoczesności i niby-postępu różnego pochodzenia wciąż nas zalewa. Zachodnia lewica buduje społeczeństwa coraz bardziej zeświecczone, po prostu – bezbożne. Europa burzy kościoły, a buduje meczety, w których się uczy, jak mordować chrześcijan. Właśnie poległ dotychczasowy bastion Kościoła katolickiego w Irlandii, gdzie ostatnio zwolennicy aborcji wygrali w referendum i poszli jeszcze dalej, domagając się zniesienia wszelkich kar za bluźnierstwa. W Dublinie irlandzcy politycy zabrali się nawet za „reformę” Kościoła. Chcą kapłaństwa dla kobiet, tzw. małżeństw dla homoseksualistów, aborcji w katolickich szpitalach i rezygnacji z chrztów niemowląt. Od Kościoła oddala się też Hiszpania – jej nowy premier pierwszy raz w historii tego państwa złożył przysięgę z pominięciem krzyża i Ewangelii. Bardzo wyraziście opisał ten stan Witold Gadowski w „Niedzieli” (nr 27/2018): „Europa jest dziś pełna na wpół martwych ludzi. Jeżeli bowiem uznamy człowieka za istotę fizyczno-duchową, to zauważymy, że miliony Europejczyków przestały żyć duchowo. Wierzą dziś w komercję i bezpieczeństwo, które dają jedynie pełne pieniędzy kieszenie”.

Posłuchaj: Polska znakiem sprzeciwu?

To wszystko idzie do nas. Potrzeba więc przede wszystkim siły ducha i zgody narodowej, aby tę falę nienormalności zatrzymać. Warto tutaj przypomnieć słowa Jana Pawła II, który w 1983 r. powiedział na Jasnej Górze, że „naród ginie, gdy znieprawia swojego ducha – naród rośnie, gdy duch jego coraz bardziej się oczyszcza; tego żadne siły zewnętrzne nie zdołają zniszczyć!”.

Toczy się coraz ostrzejsza walka dobra ze złem. Ostatnio ulicami polskich miast przechodzą tzw. Marsze Równości, które – o dziwo! – uzyskały poparcie ambasadorów i szefów przedstawicielstw wielu instytucji międzynarodowych w Polsce. W niedzielę 8 lipca br. odbył się taki marsz w Częstochowie. Bp Andrzej Przybylski zauważył, że jeśli uczestnikom Marszu Równości chodzi o ich prawa, to nie ustala się ich przecież w Częstochowie i na Jasnej Górze. I doszedł do wniosku, że „pewnie nie o prawa tu chodzi, ale o jakąś przedziwną prowokację uderzającą w ludzi wierzących, w nasze święte miejsca i w święte symbole”. Warto odnotować, że odpowiedzią na Marsz Równości w Częstochowie była zorganizowana przez ludzi świeckich Reduta Niepokalanej, czyli modlitwa na głównym pielgrzymkowym trakcie miasta – w Alejach Najświętszej Maryi Panny.

W tym samym dniu odbywała się pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. Obecny na niej premier Mateusz Morawiecki miał okazję skierować kilka słów ze Szczytu Jasnogórskiego. Ostrzegł, że „próbuje się zrobić podkop pod Polskę”, pod jej wartości, pod jej tradycję, pod jej historię, próbuje się zniszczyć polskość i polską rodzinę. – Polska sama chce decydować, jaką kulturę ma budować – powiedział. Odwołał się do swojego wystąpienia w Parlamencie Europejskim, gdzie przypomniał, że Europa jest zbudowana na chrześcijańskich wartościach i taka musi pozostać. Słowa Premiera RP bierzemy jako zadanie na naszą przyszłość i mamy nadzieję, że Polsce wystarczy sił, aby pozostała znakiem sprzeciwu dla Europy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież zachęca do czytania Ewangelii przez pięć minut dziennie

2018-07-15 18:07

pb / Watykan (KAI)

Do czytana Ewangelii przez pięć minut dziennie zachęcił papież Franciszek w swoim dzisiejszym wpisie na Twitterze.

Paweł Wysoki

Spróbuj czytać Ewangelię co najmniej pięć minut dziennie. Zobaczysz, że zmieni to twoje życie - napisał Ojciec Święty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem