Reklama

Trzy życia dziennie...

2018-03-21 09:41

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 12/2018, str. 20-21

Artur Stelmasiak
Polacy złożyli 830 tys. podpisów w obronie życia, które następnie dostarczono do Sejmu RP

Gdy Prawo i Sprawiedliwość było w opozycji, jednogłośnie popierało wszystkie inicjatywy pro-life. Od ponad dwóch lat ugrupowanie to ma zdecydowaną większość w Sejmie, ale żadnych efektów jego pracy w tym zakresie nie widać. Czy politycy partii zmienili poglądy, czy brakuje im politycznej odwagi?

Po wygranych wyborach niektórzy czołowi politycy Prawa i Sprawiedliwości obiecywali działaczom pro-life, że w Dzień Świętości Życia – 25 marca 2016 r. w Polsce aborcja będzie zakazana lub bardzo skutecznie ograniczona. Minęły dwa lata i nic się nie zmieniło. Co więcej, statystyki pokazują, że z roku na rok zabijanych jest coraz więcej dzieci. Gdyby politycy PiS wywiązali się z obietnicy, to ocalonych zostałoby ponad 2 tys. bezbronnych dzieci.

Członkowie PiS często odwołują się do tradycji, nauczania Kościoła i konserwatywnych wartości. Cztery miesiące temu dostali od Polaków prezent i szansę na realizację konserwatywnych postulatów w życiu społecznym – do Sejmu przyniesiono prawie milion podpisów pod obywatelskim projektem ustawy #ZatrzymajAborcje. Choć padł prawdziwy XXI-wieczny rekord poparcia dla inicjatywy pro-life, politycy omijają szerokim łukiem ustawę, która leży w Sejmie. – Wydaje mi się, że politycy mają jakieś lęki, których oficjalnie nie ujawniają, i dlatego dalsze procedowanie nad ochroną życia jest wstrzymywane – mówi „Niedzieli” abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. – W Wielkim Poście zachęcam posłów do indywidualnego rachunku sumienia i postępowania zgodnie z głosem własnego sumienia, a nie głosem takiej lub innej partii.

Niezwłoczna legislacja

Obywatelski projekt utknął w Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, której prezydium robi wszystko, by odwlec w czasie procedowanie nad #ZatrzymajAborcje. Komisja nawet nie wpisała go do półrocznego planu pracy, a gdy temat projektu pojawił się podczas posiedzenia, to przewodnicząca komisji Bożena Borys-Szopa powiedziała, że potrzebna jest opinia rządu.

Reklama

– Odczytujemy to jako typowe przeciąganie w czasie, bo do tego projektu żadne opinie rządowe nie są wymagane. Każdego dnia zabijanych jest troje dzieci, a posłowie odpowiedzialni za politykę społeczną i rodzinną mają ważniejsze sprawy – mówi „Niedzieli” Kaja Godek, pełnomocnik komitetu inicjatywy ustawodawczej „Zatrzymaj Aborcję”.

Wydaje się, że sprawa delikatnie ruszyła z miejsca po tym, jak politycy poczuli presję opinii publicznej, swoich wyborców, a także jednoznacznego przekazu ze strony Episkopatu Polski. „Przypominając o konieczności bezwarunkowego szacunku należnego każdej istocie ludzkiej we wszystkich chwilach jej istnienia (...), biskupi apelują o niezwłoczne podjęcie prac legislacyjnych nad projektem obywatelskim «Zatrzymaj Aborcję»” – czytamy w komunikacie z 378. Zebrania Plenarnego KEP. Biskupi nie kryją rozczarowania odwlekaniem tak ważnej ustawy, która może ocalić życie bezbronnych dzieci. – Kolejny raz musieliśmy podkreślić, że nie należy zwlekać z usunięciem przesłanki eugenicznej zezwalającej na aborcję – mówi „Niedzieli” bp Jan Wątroba, przewodniczący Rady KEP ds. Rodziny. – Przypomnę, że zgłoszona przez świeckich inicjatywa „Zatrzymaj Aborcję” ma pełne poparcie Episkopatu Polski i jest dużym krokiem w kierunku pełnej ochrony życia – dodaje.

Obywatelski projekt trafił również do sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Kilka dni po komunikacie KEP prezydium komisji zdecydowało się procedować nad ustawą. – Oczywiście, nasza opinia będzie pozytywna, bo przecież zdecydowana większość posłów PiS opowiada się za prawem do życia osób chorych i niepełnosprawnych – mówi poseł Bartłomiej Wróblewski, członek tej komisji.

Presja ma sens

W czasie obecnej kadencji Sejmu była już jedna nieudana próba zmiany prawa, by życie nienarodzonych dzieci było lepiej chronione. Wówczas politycy PiS wystraszyli się tzw. czarnych protestów, które były inspirowane przez skrajną lewicę i sponsorowane przez międzynarodowe organizacje. Tym razem na sejmowych biurkach mają projekt niebudzący praktycznie żadnych kontrowersji, bo nic się nie zmienia poza skreśleniem z ustawy jednego punktu. – To można zrobić szybko, podczas jednego posiedzenia Sejmu. Wystarczą jedynie dobre chęci – podkreśla Kaja Godek. – Niestety, doświadczenie pokazuje, że bez presji społecznej różnych środowisk tych chęci będzie posłom brakowało. Politycy muszą być „przymuszani” do zmiany prawa, aby czuć poparcie społeczne dla życia nienarodzonych.

Bardzo skuteczna okazuje się akcja wysyłania kartek, listów, maili oraz telefonowania do biur poselskich oraz do komisji sejmowych. Komisja Polityki Społecznej i Rodzinny dostała już kilka tysięcy takich listów. – Apelujemy o jeszcze więcej, bo widzimy, że ta presja ma sens. Przecież każdy dzień zwłoki oznacza śmierć kolejnych dzieci – zwraca uwagę Krzysztof Kasprzak z Fundacji Życie i Rodzina, który koordynował ogólnopolską akcję zbierania podpisów pod zakazem aborcji eugenicznej.

Nie od dziś wiadomo, że członkowie sejmowych komisji są poniekąd ofiarami wytycznych, które otrzymują od władz partii. Jednak presja także na szeregowych posłów ma sens, bo później zgłaszają oni „problem” w kierownictwie partii. Należy wysyłać listy, maile i telefonować zarówno do szeregowych posłów, do członków komisji, jak i nawet do władz partii. – Już teraz akcja przynosi rezultaty, bo posłowie mówią nam o ciągłych telefonach, wizytach w biurach poselskich oraz tysiącach listów, które są wysyłane w sprawie obrony życia – mówi Kasprzak. – Pod naszą ustawą podpisało się ponad 830 tys. Polaków, a tysiące zaangażowało się w zbieranie podpisów. Znam wiele osób, które się modlą, a nawet poszczą o chlebie i wodzie w tej intencji.

Aborcja w trybunale

Do tej pory szeregowi posłowie PiS otrzymywali sygnały, żeby czekać na orzeczenie w tej sprawie Trybunału Konstytucyjnego. W zeszłym roku grupa 107 posłów zaskarżyła przesłankę eugeniczną do TK. W świetle dotychczasowego orzecznictwa nikt nie ma wątpliwości, że obecnie obowiązujące prawo jest sprzeczne z konstytucją. – Ten zapis należy wyeliminować z polskiego prawa. Dzieci chore i niepełnosprawne mają takie samo prawo do życia jak zdrowe, a obecna ustawa je dyskryminuje – podkreśla poseł Bartłomiej Wróblewski, który złożył wniosek do TK. – Do trybunału wpłynęła już opinia z Sejmu, która broni prawa do życia dzieci nienarodzonych – dodaje.

Choć orzeczenie TK jest ważniejsze od zwykłej ustawy, problem leży w tym, że nie wiadomo, kiedy sędziowie zajmą się sprawą, bo nie obligują ich żadne terminy. – W okresie jesienno-zimowym mówiło się, że orzeczenie trybunału będzie w marcu. Jest marzec i wersja się zmieniła, teraz mówi się, że będą to wrzesień lub październik. To są informacje, które tak naprawdę mają uśpić konserwatywną część elektoratu, podczas gdy dzieci są dalej zabijane w majestacie prawa – podkreśla Kaja Godek. – Jako wyborcy możemy wpływać na polityków, a na prace TK nie mamy żadnego wpływu.

W partii rządzącej bardzo dużo osób chce zmian w prawie, by chroniło ono życie dzieci, co do których są podejrzenia o chorobę lub niepełnosprawność. – Moim zdaniem, zdecydowana większość członków PiS chce chronić życie dzieci chorych i niepełnosprawnych, które są w Polsce zabijane. I jestem przekonany, że w tej kadencji Sejmu poprawi się ochrona prawna dzieci nienarodzonych – mówi poseł Piotr Uściński. – Osobiście jestem zwolennikiem tego, by ochrona nienarodzonych została wprowadzona jak najszybciej – dodaje.

Polowanie na Downa

Znając realia polskiej polityki, nienarodzone dzieci nie mają zbyt wiele czasu, bo na przełomie wiosny i lata ruszy kampania wyborcza do samorządów, a wówczas PiS będzie unikać tematu aborcji. Przed wyborami politycy są mniej skłonni do podejmowania odważnych decyzji. – Z punktu widzenia politycznego odciąganie prac nad naszą ustawą jest „samobójstwem”. Jeśli chcą stracić konserwatywny elektorat, to przedłużanie sprawy rzeczywiście jest dobrym manewrem. Przed nami maraton wyborczy; jeśli nie będzie uchwalonej ustawy, to w kampanii zarówno samorządowej, jak i do europarlamentu i polskiego parlamentu będziemy o aborcji przypominać – zaznacza Kaja Godek.

Gdy obchodzimy kolejny Dzień Świętości Życia, trzeba stanowczo przypomnieć, po co św. Jan Paweł II ustanowił to święto w Kościele katolickim. Tego dnia świętujemy bowiem Zwiastowanie Pańskie, czyli tajemnicę Wcielenia Syna Bożego. Innymi słowy – 25 marca Bóg stał się maleńkim człowiekiem, abyśmy 25 grudnia mogli świętować Boże Narodzenie. Dziś należy więc postawić fundamentalne pytanie: Czy w Rzeczypospolitej Polskiej roku Pańskiego 2018 maleńki Jezus byłby bezpieczny?

Odpowiedź nie jest oczywista. Teoretycznie Jego życie nie byłoby zagrożone, ale pod warunkiem, że przeszedłby przez całą kontrolę „jakości”, czyli aparaturę USG, badania prenatalne, a także uzyskałby pozytywną ocenę lekarzy. Zapewne współczesny Herod polowałby na maleńkiego Jezusa dokładnie w taki sam sposób, jak dziś poluje się w polskich szpitalach np. na dzieci z zespołem Downa.

Kościół od 2 tys. lat stanowczo przypomina, że prawo do życia jest pierwszym i podstawowym prawem każdego człowieka. – Dziś mamy potwierdzenie nauczania Kościoła przez wiele różnych nowoczesnych dziedzin nauki. Nie ma bowiem wątpliwości, że życie rozpoczyna się od momentu poczęcia. W 100 proc. potwierdzają to zarówno genetyka, jak i embriologia – podkreśla ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik prasowy KEP. – Często ochronę prawa do życia chce się zamknąć w murach kościołów, jako sprawę tylko osób wierzących. Ale to jest nonsens, bo najmniejszy i bezbronny człowiek ma takie samo prawo do życia jak każdy inny i bez względu na nasz światopogląd musimy to prawo respektować. Dlatego też każdy człowiek, który troszczy się o niepełnosprawnych po ich narodzeniu, powinien tak samo się nimi zajmować, zanim przyjdą na świat.

Tagi:
życie aborcja

Abp Gądecki popiera apel posłów do Prezes Trybunału Konstytucyjnego

2018-12-05 11:05

Rozmawia Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 49/2018

BP KEP
Abp Stanisław Gądecki

ARTUR STELMASIAK: – Niedziela.pl ujawniła list 79 posłów do prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, którzy domagają się natychmiastowej pracy nad wnioskiem ws. aborcji eugenicznej. Pod bardzo mocnym apelem podpisali się posłowie głównie z PiS, co stanowi 1/3 klubu sejmowego partii rządzącej. Jak Ksiądz Arcybiskup skomentuje ten mocny głos w obronie życia?

ABP STANISŁAW GĄDECKI: – To bardzo pozytywny sygnał, bo przecież życie ludzkie jest wartością podstawową i wstępem do wszystkich innych praw człowieka. Dobrze, że jest tak duża grupa posłów, w których obudziło się sumienie i apelują, by ta kwestia wreszcie została przeprowadzona przez Trybunał Konstytucyjny. Obrona życia była przecież zapowiadana przez PiS w wielu obietnicach wyborczych.

– Cała reforma sądownictwa i batalia polityczna były po to, by Trybunał Konstytucyjny działał sprawnie. A jaki jest w tej kwestii?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tradycje bożonarodzeniowe w Polsce i na świecie

2014-12-22 13:23

oprac. kw (KAI) / Warszawa / KAI

Od wieków chrześcijanie na całym świecie w różnorodny sposób obchodzą święta Bożego Narodzenia. Choinka jest znana niemal wszędzie, choć w Burundi przystraja się bananowca, a w Indiach drzewko mango. Najsłynniejszą kolędę „Cicha noc" przetłumaczono na 175 języków, najpiękniejsze szopki są podobno we Włoszech, a we Francji jada się podczas Wigilii ostrygi.

BOŻENA SZTAJNER

Korzenie tradycji związanych z Bożym Narodzeniem sięgają odległych czasów. Nierzadko zwyczaje te wywodzą się jeszcze z rytuałów pogańskich, na których miejsce wprowadzano później święta chrześcijańskie, nadając im zupełnie nowe znaczenie. Znacząca jest tu data. W wielu kulturach w przeróżny sposób starano się podczas przesilenia zimowego „przywołać” słońce z powrotem na ziemię i sprawić, aby odrodziła się przyroda.

Istotny jest także rys eschatologiczny świąt Bożego Narodzenia. Miejsce zostawiane przy wigilijnym stole przeznaczano dla „przybysza”, czyli dla duchów przodków. W Polsce zwyczaj ten upowszechnił się w XIX wieku. Miał on wówczas wymowę patriotyczną – dodatkowe nakrycie symbolicznie zarezerwowane było dla członka rodziny przebywającego na zesłaniu na Syberii.

Boże Narodzenie było także czasem wróżb. Wyjątkowość tego dnia polegała na tym, że jego przebieg miał znaczący wpływ na cały nadchodzący rok. Jedną z polskich tradycji jest kładzenie siana pod wigilijny obrus. Ciągnięto z niego słomki – im dłuższa, tym więcej pomyślności czekało danego człowieka w następnym roku. Jeszcze dzisiaj dość powszechna jest wiara w to, że w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. Podsłuchujący je ludzie dowiadywali się ponoć najczęściej o zbliżającej się śmierci własnej albo kogoś z rodziny.

Chrześcijaństwo od początku swego istnienia nadało tym zwyczajom nowy sens, wytworzyło też swoje obrzędy. Niestety we współczesnej, zeświecczonej kulturze często zapomina się o chrześcijańskich źródłach tego święta.

ŻŁÓBEK

Żłóbek w dzisiejszej postaci zawdzięczamy św. Franciszkowi. Historia tej tradycji jest jednak znaczenie dłuższa i sięga piątego wieku. Wtedy, jak głosi podanie, żłóbek Jezusa przeniesiono z Betlejem do Rzymu i umieszczono w bazylice Matki Bożej Większej. Także Pasterkę w Rzymie odprawiano początkowo tylko w tym kościele.

To we Włoszech zaczęto w uroczystość Bożego Narodzenia wystawiać żłóbki, w których umieszczano figury Świętej Rodziny, aniołów i pasterzy. Do rozpowszechnienia tego zwyczaju przyczynił się św. Franciszek. Z przekazów pozostawionych przez jego biografa – Tomasza z Celano – wiemy, że w wigilijną noc Biedaczyna z Asyżu zgromadził w grocie w miejscowości Greccio okolicznych mieszkańców i braci, by w prosty sposób pokazać im, co to oznacza, że „Bóg stał się człowiekiem i został położony na sianie ". W centrum jaskini leżał wielki głaz, pełniący rolę ołtarza. Przed nim bracia umieścili zwykły kamienny żłób do karmienia bydła, przyniesiony z najbliższego gospodarstwa. W pobliżu, w prowizorycznej zagródce, stało kilka owieczek, a po drugiej stronie wół i osioł. Jak pisał kronikarz, zwierzęta „zaciekawione, wyciągające szyje w stronę żłobu, pochylając się i jakby składając pokłon złożonej w nim figurce przedstawiającej dziecię Jezus". Postaci do szopki wybrano spośród obecnych braci i wiernych. Zapalonymi pochodniami św. Franciszek rozjaśnił niebo, a w lesie ukryli się pasterze, którzy na dane hasło wznosili gromkie okrzyki. Do dziś szopka w Greccio przyciąga corocznie rzesze turystów.

Obecnie najsłynniejsze są szopki toskańskie, sycylijskie i neapolitańskie. W Szwajcarii, w Niemczech i w Austrii modne są żłóbki „grające". W Polsce do najbardziej znanych należą szopki krakowskie, prawdziwe arcydzieła sztuki ludowej. Powstanie tej tradycji przypisuje się murarzom i cieślom. Nie mając zatrudnienia w zimie, chodzili oni z takimi szopkami-teatrzykami od domu do domu i tak zarabiali na swe utrzymanie. Wzorem architektonicznym był dla nich przede wszystkim kościół Mariacki, ale wykonywano także miniatury Wawelu, Sukiennic i Barbakanu. Od 1937 r. z inicjatywy Jerzego Dobrzyckiego odbywa się konkurs na najpiękniejszą „Szopkę Krakowską”.

Już w średniowieczu wystawiono przy żłóbkach przedstawienia teatralne zwane jasełkami. W Polsce najbardziej znanym utworem tego gatunku jest „Polskie Betlejem" autorstwa Lucjana Rydla.

WIECZERZA WIGILIJNA

Uroczystość Bożego Narodzenia wprowadzono do kalendarza świąt kościelnych w IV wieku. Dwieście lat później ustaliła się tradycja wieczornej kolacji, zwanej wigilią. Wieczerza wigilijna jest niewątpliwie echem starochrześcijańskiej tradycji wspólnego spożywania posiłku, zwanego z grecka agape, będącego symbolem braterstwa i miłości między ludźmi. Gdy w drugiej połowie IV w. Synod w Laodycei zabronił biesiadowania w świątyniach, zwyczaj ten przeniósł się do domów wiernych. W Polsce Wigilię zaczęto obchodzić wkrótce po przyjęciu chrześcijaństwa, choć na dobre przyjęła się dopiero w XVIII w.

Wigilia (łac. czuwanie) – pierwotnie oznaczała straż nocną i oczekiwanie. W słowniku kościelnym nazywa się tak dzień poprzedzający większe święto. Dawniej w każdą wigilię obowiązywał post. Do stołu wigilijnego siadano, gdy zabłysła pierwsza gwiazda. Miała ona przypominać Gwiazdę Betlejemską prowadzącą pasterzy i magów do Betlejem.

Na wschodzie Polski i na Ukrainie pierwszą potrawą jest kutia – pszenica lub jęczmień zaprawiana miodem, migdałami i śliwkami. Po modlitwie i czytaniu Pisma Świętego następuje podzielenie się opłatkiem, który jest symbolem Eucharystii.

W północnej Anglii jeszcze do połowy XX wieku podawano w Wigilię „mugga”, czyli owsiankę z miodem. Zwyczaj ten pochodził jeszcze z czasów Wikingów. W Szkocji tradycyjnie spożywa się „Athol Brose” – owsiankę z whisky.

W Walii tradycją jest Calennig – jabłko, ustawione na trójnogu z patyczków, naszpikowane migdałami, goździkami i innymi przyprawami oraz przybrane zielenią. Chodzące po kolędzie dzieci ofiarowują je w zamian za małe datki.

W Norwegii podczas Wigilii podaje się żeberka świni i gotowane mięso owcze lub specjalne danie przygotowane z solonej i gotowanej ryby, która wcześniej leżała w ługu sodowym przez 2-3 dni. Potrawę tę, podawaną z boczkiem, nazywa się Lutefisk.

W Szwecji tradycyjna uczta wigilijna składa się z rozmoczonej suszonej ryby, galarety, wieprzowej głowizny i chleba. We Włoszech podaje się ravioli z mięsnym farszem i ciasto drożdżowe z korzeniami. W Danii je się słodki ryż z cynamonem i pieczoną gęś z jabłkami.

Peruwiańskim przysmakiem podczas świąt Bożego Narodzenia są świnki morskie. Mięso tych zwierząt ma niewiele tłuszczu i jest tanie, dlatego może być świetną alternatywą dla wieprzowiny. Tradycja jedzenia świnki morskiej jest bardzo silna w andyjskich krajach. Na dowód tego, w katedrze w dawnej stolicy imperium Inków – Cusco, na obrazie przedstawiającym ostatnią wieczerzę, Chrystus i jego uczniowie jedzą właśnie świnkę morską.

Tradycyjnie w całej Ameryce Łacińskiej na Wigilię nie może zabraknąć kakao z mlekiem i babki z rodzynkami, zwanej „panetón" (od słowa „pan”, które oznacza chleb). Jest to zwyczaj pochodzący z Włoch, ale rozpowszechniony w wielu krajach. Ostatnio coraz popularniejszy staje się też szampan, którym jest musująca „sidra", czyli wino z jabłek.

PASTERKA

Pasterka jest pamiątką z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła. Pierwsze Msze św. o północy 24 grudnia sprawowano w Betlejem. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża Grzegorza I Wielkiego, pasterkę odprawiano przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej. Charakter tej liturgii tłumaczą pierwsze słowa invitatorium, wprowadzenia do Mszy: „Chrystus narodził się nam. Oddajmy mu pokłon".

CHOINKA

Zwyczaj ten pochodzi jeszcze z czasów pogańskich, rozpowszechniony był wśród ludów germańskich. Wierzono, że szpilki jodłowe chronią przed złymi duchami, piorunem i chorobami. W czasie przesilenia zimowego zawieszano u sufitu mieszkań jemiołę, jodłę, świerk lub sosenkę jako symbol zwycięstwa życia nad śmiercią. Kościół chętnie ten zwyczaj przejął. Choinka stawiana była na znak narodzin Jezusa Chrystusa – rajskiego drzewka dla ludzkości.

Starożytni Rzymianie ozdabiali swoje domy wiecznie zielonymi roślinami, np. jemiołą, bluszczem, laurem, kiedy przygotowywali się do obchodów przypadających w dniach 17-24 grudnia święta boga urodzaju, Saturna. Odbywały się wtedy procesje ze światłem i obdarowywano się prezentami.

Najstarsze pisemne świadectwo o ozdobionym na Boże Narodzenie drzewku pochodzi z 1419 r. Wtedy to niemieccy piekarze z Fryburga ustawili choinkę w szpitalu Świętego Ducha, przybierając ją owocami, opłatkami, piernikami, orzechami i papierowymi ozdobami. Od XVI w. zwyczaj ten rozpowszechnił się wśród cechów i stowarzyszeń w miastach, a także w domach starców i szpitalach.

Do Polski zwyczaj stawiania choinek w domach przeniósł się z Niemiec w XVIII w. Jednak już znacznie wcześnie w naszym kraju przybierano dom na wigilię Bożego Narodzenia. W izbie zawieszano podłaźniczkę i sad oraz ustawiano snopy zboża.

Podłaźniczka jest to choinka z uciętym wierzchołkiem, przybrana jabłkami i orzechami i zawieszana nad drzwiami sieni. W domu stawiano ją w kącie centralnego pomieszczania, tzw. czarnej izby. Była symbolem życiodajnej siły słońca, stanowiła ochronę gospodarstwa od złych mocy i uroków.

Zwyczaj choinkowy rozpowszechniony jest niemal na całym świecie. W święta Bożego Narodzenia umieszcza się choinki w kościołach i domach, na placach i w wystawowych oknach. Najdroższą choinkę wystawiła pewna firma jubilerska w Tokio, w 1975 r. Oceniono ją na blisko trzy miliony dolarów. Najwyższa choinka stanęła przed wiedeńskim ratuszem w tym samym roku, a liczyła 30 metrów.

W Burundi tradycyjną bożonarodzeniową choinkę zastępują bananowce. Znaleźć je można w każdej szopce w tym kraju. Zgodnie z lokalną tradycją symbolizują one szacunek, z jakim witany jest rodzący się Jezus. Banan jest w Burundi symbolem przywitania gościa, dlatego nawet gdy prezydent kraju udaje się z wizytą do jakiegoś miasta, to trasę jego przejazdu dekoruje się młodymi bananami.

W Indiach w roli choinek występują drzewka mango. Tak samo przybiera się je ozdobami i słodkościami.

KOLĘDY

W dorobku kulturalnym i folklorystycznym Polska jest jednym z krajów, które mają najwięcej kolęd. Nasza tradycja zna ich blisko 500.

Najbardziej znaną, choć nieznanego autorstwa, jest „Cicha noc" śpiewana w 175 językach, w najodleglejszych zakątkach świata. Po raz pierwszy kolędę tę wykonano z akompaniamentem gitary podczas pasterki w 1818 r. w kościele św. Mikołaja w Oberndorfie koło Salzburga. W następnych latach śpiewano ją na dworze cesarza Franciszka Józefa. Zarejestrowano już ponad tysiąc wersji tej kolędy.

W Polsce z kolędowaniem łączy się zwyczaj przebierańców. Pierwotnie, już od XVI w. Polsce żacy, dziś chłopcy przebierają się za Heroda, trzech króli, śmierć, pasterzy, turonia. Śpiewają kolędy, niosą szopkę lub gwiazdę. W czasie od Bożego Narodzenia do uroczystości Objawienia Pańskiego obchodzą domy i zbierają dary.

ŻYCZENIA I PODARKI

Łącznie w całym świecie liczba wysyłanych kartek bożonarodzeniowych sięga kilku miliardów. W krajach anglosaskich jest to zwyczaj tak popularny, że na jedną osobę przypada średnio kilkanaście świątecznych kart. Istnieją całe firmy wydawnicze specjalizujące się w tej dziedzinie.

W USA dzieci telefonują do św. Mikołaja, a ten zjeżdża tam na spadochronie, bądź przyjeżdża na saniach. Warto zauważyć, że jego współczesny wizerunek – gromko śmiejącego się brodacza w czerwonym kaftanie wymyśliła Coca-Cola. Koncern ten użył w swojej reklamie postaci św. Mikołaja po raz pierwszy w 1930 r.

W Anglii dzieci stawiają w przedsionku swoich pokoi buty lub pończochy, a św. Mikołaj napełnia je w nocy łakociami. W Holandii przyjeżdża na białym koniu, a dzieci piszą do niego listy. Ma w różnych krajach różne nazwy: Santa Claus, Pan Heilige Christ, Befana, Dziadek Mróz.

Prezenty we Francji przynoszą, w zależności od regionu i rodzinnych tradycji, Aniołek, Dzieciątko Jezus lub, najpopularniejszy i najbardziej podobny do św. Mikołaja, „Pere Noël”. Pozostawia on, niezauważony, podarki w świąteczny poranek 25 grudnia. Wieczorem 24 grudnia należy zostawić pod choinką parę własnych butów, aby Pere Noël wiedział, gdzie położyć nasz prezent.

BOŻE NARODZENIE W EUROPIE ZACHODNIEJ

Święta Bożego Narodzenia w Wielkiej Brytanii już dawno zatraciły swój religijny charakter i stały się po prostu dniami wolnymi od pracy, kiedy to można najeść się do syta, odebrać prezenty, odwiedzić rodzinę i znajomych i nacieszyć oko świątecznymi ozdobami.

O godzinie 15.00 cały kraj zamiera przed telewizorami, gdyż o tej porze królowa wygłasza doroczne, dziesięciominutowe przemówienie do swoich poddanych. Słuchają go obowiązkowo wszyscy – nawet antymonarchiści. Pod koniec obiadu pociąga się tzw. crackersy, czyli ładnie opakowane tubki tekturowe, w których znajduje się kapiszon, wybuchający przy rozrywaniu papieru, a także drobne bibeloty i żarty (na ogół kompletnie niezrozumiałe dla cudzoziemców) zapisane na kawałku papieru. Mężczyźni po obiedzie często wymykają się do lokalnego pubu, a żony sprzątają i zmywają stosy naczyń.

Występuje tam zwyczaj całowania się pod jemiołą, praktykuje się go szczególnie na biurowych, przedświątecznych „parties”, odbywających się bądź to w biurach, bądź też w wynajętych salach pubowych. Tradycyjne też bogato dekoruje się ulice, sklepy i domy prywatne.

W Irlandii nadal jeszcze utrzymuje się w Wigilię starodawny zwyczaj stawiania w oknie zapalonej świecy, mającej wskazywać drogę obcemu wędrowcowi i gotowość przyjęcia go pod dach, tak jakby się przyjmowało Świętą Rodzinę. Na wsiach przed świętami myje się domy i budynki gospodarskie oraz bieli je wapnem na cześć nadchodzącego Chrystusa.

We Francji Boże Narodzenie obchodzi się przede wszystkim jako święto rodzinne, które niestety wiele straciło ze swego religijnego charakteru. Można to zrozumieć w kraju, w którym stale praktykuje zaledwie 8 proc. z 70 proc. jego mieszkańców, deklarujących się jako katolicy. W dni ważnych świąt kościelnych notuje się jednak znacznie wyższy, dochodzący do blisko 30 proc., napływ ludzi do kościołów. Drugi dzień świąt jest normalnym dniem roboczym.

We Francji na świateczny stół podaje się ostrygi, kaszankę i pieczonego indyka. W zachodniej Europie coraz częściej, szczególnie w dużych miastach, na świąteczny obiad wychodzi się cała rodziną do dobrej restauracji.

Tradycyjne francuskie desery to „buche de Noël” – bożonarodzeniowe polano i „mendiants” – żebracy. Pierwsza z tych potraw to rolada z kremem lub lodami, imitująca grubą gałąź – polano, które niegdyś wkładano do kominka, by ogrzało dom po powrocie rodziny z pasterki. Ciasto polewa się czekoladą i ozdabia motywami „leśnymi”. Mendiants, znane głównie na południu kraju, to kruche okrągłe ciasteczka, bogato ozdobione bakaliami, które oznaczać mają brązowe kolory habitów zakonów żebraczych.

Niewątpliwie do najważniejszych atrakcji świątecznego stołu należą też czekoladki. W wielu domach robi się jeszcze okrągłe miękkie czekoladki, ale na ogół są one kupowane. Paczuszka eleganckich czekoladek z renomowanej cukierni stanowić może doskonały prezent pod francuską choinkę.

Francuzi zwracają też ogromną uwagę na wina, które towarzyszą świątecznym potrawom, a szampan (w najgorszym wypadku dobre wino musujące) jest nieodłącznym elementem świątecznego posiłku.

W Wielkiej Brytanii w dzień Bożego Narodzenia obowiązkowo na stole pojawia się indyk, z farszem (ale podawanym osobno) z bułki tartej i przypraw oraz brukselka. Na deser pudding na gorąco, czyli gotowana na parze masa z suszonych owoców, bułki tartej i łoju, podawany z gęstymi sosami na bazie brandy lub rumu, podaje się ponadto „mince pies”, czyli ciastka nadziewane suszonymi owocami i czekoladową roladę albo tort z twardym jak kamień lukrem. Wieczorem je się na ogół zimną wędlinę, przede wszystkim szynkę.

Francja nie zna opłatka i zwyczaju dzielenia się nim, a jego rolę w instytucjach spełniają spotkania z okazji tradycji „migdałowego króla”. Organizuje się je od Trzech Króli w praktyce przez cały styczeń wokół okrągłego ciasta drożdżowego bądź francuskiego z migdałowym nadzieniem. Są one okazją do składania życzeń współpracownikom, wyborcom, klientom itp. Podobnie, kartki z życzeniami (raczej noworocznymi niż świątecznymi) wysyłane są z reguły dopiero po Nowym Roku i przychodzą przez cały styczeń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Prezentacja albumu Adama Bujaka: Polska Wschodnia

2018-12-11 08:58

Kiedyś były to terytoria środkowej i środkowo-zachodniej Rzeczypospolitej, dziś jest to Polska Wschodnia. Ziemia gospodarna, piękna, o urozmaiconym krajobrazie, przesiąknięta bogatą tradycją patriotyczną. Tereny te od czasów zaborów były jednak systematycznie degradowane przez okupantów, stąd przylgnęła do nich nazwa Polska B. Dziś to już na szczęście historia, gdyż ziemie te odradzają się zarówno jeśli chodzi o gospodarkę, jak i tradycje.

Wzdłuż i wszerz przemierzył Polskę Wschodnią z aparatem fotograficznym wybitny artysta Adam Bujak. Wspaniałym owocem jego kilkuletniej pracy stał się ten potężny album. Na 440 kartach ukazanych zostało 177 miejscowości, różnorodne krajobrazy, zjawiska przyrodnicze, zamki, pałace, kościoły, miejsca pamięci narodowej. Nie zabrakło fotografii obyczajów, obrzędów oraz ludzi ciężkiej pracy. W albumie zamieszczonych zostało aż 600 zdjęć!

Istotną wartość książki stanowi ponadto oryginalny tekst napisany przez wieloletniego ordynariusza drohiczyńskiego, a zarazem doktora historii i autora książek, biskupa Antoniego Pacyfika Dydycza, wielce zasłużonego duchownego i patriotę, syna Ziemi Podlaskiej.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem