Reklama

Aby więcej wiedzieć

Ks. Adam Klisko
Edycja przemyska 14/2003

"Światło przyszło na świat...
Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła,
aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu"
(J 3,19; 21).

Te słowa Ewangelii przyszły mi na myśl w trzecią rocznicę śmierci znanej szczególnie mieszkańcom Sanoka profesor Heleny Kosiny. W 2001 r. ukazała się drukiem praca zbiorowa w opracowaniu Ewy Oklejewicz pt. Przez Krzyż do Nieba, zawierająca wspomnienia byłych uczniów, znajomych i przyjaciół profesor Kosiny. Była Ona dla nich - jak napisano w dedykacji książki - "drogowskazem i wzorem jak zdążać przez Krzyż do Nieba". Materiałem zebranym w tejże książce posłużę się w przybliżeniu Czytelnikom tej pięknej postaci.

Profesor Helena Kosina

Urodziła się 22 maja 1900 r. w Starzawie koło Chyrowa (powiat starosamborski, woj, lwowskie, diecezja przemyska). . Rodzicami Heleny byli Jan Kosina oraz Paulina Girtler von Kleeborn. Rodzina ojca wywodziła się z Czech na pograniczu Bawarii, matki zaś z austriacko-węgierskiej szlachty. Ojciec Heleny po ukończeniu studiów, najpierw jako inżynier leśnictwa był nadleśniczym w kilku rejonach byłej Galicji, później prowadził założoną przez siebie w Sanoku prywatną kancelarię mierniczą i wykładał na Wydziale Leśnictwa w Politechnice we Lwowie. Matka ukończyła Konserwatorium Muzyczne we Lwowie i była uzdolnioną pianistką, ale po wyjściu za mąż, zajęła się prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci, trzech synów i córki. Helena po ukończeniu ówczesnej szkoły podstawowej w 1914 r. wyjechała z rodziną do Wiednia, a po powrocie do Sanoka uczęszczała do Wyższego Instytutu Żeńskiego Naukowo-Wychowawczego i po zdaniu wymaganych egzaminów w Krośnie, otrzymała prawo nauczania w szkołach podstawowych. Podjęła praktykę nauczycielską w szkołach powszechnych powiatu sanockiego; w Bukowsku i Olchowcach. Od początku pracy pedagogicznej pracowała w szeregach harcerstwa. Pragnąc dalej się kształcić, rozpoczęła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim na wydziale filozofii, zakończyła zaś na wydziale humanistycznym Uniwersytetu w Poznaniu w 1930 r. tytułem magistra filologii polskiej. Studiując uczyła także w Prywatnym Miejskim Seminarium Żeńskim w Sanoku. Od 1931 r. do wybuchu II wojny światowej pracowała w Państwowym Gimnazjum i Liceum im. Św. Stanisława Kostki w Końskiem, jako nauczycielka języka polskiego i wychowawczyni, prowadząc także bibliotekę oraz zajęcia w Drużynie Harcerskiej im. Królowej Jadwigi Komendy Chorągwi Kielecko-Radomskiej. W czasie okupacji nauczała nie tylko oficjalnie w szkole powszechnej, ale także prowadziła tajne nauczanie przygotowując nielegalnie młodzież do egzaminu dojrzałości oraz należała do komisji egzaminacyjnych. Po wojnie, w 1945 r., została powołana przez Kuratorium Okręgu Szkolnego na nauczyciela Państwowego Gimnazjum i Liceum Męskiego im. Królowej Zofii w Sanoku. Uczyła również w Liceum Męskim, w II Państwowym Gimnazjum i Liceum Żeńskim, wreszcie w Państwowym Liceum Pedagogicznym - do przejścia na emeryturę w 1957 r. z powodu powolnej utraty wzroku. Za swą pracę nauczycielską została odznaczona Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Odznaką za Tajne Nauczanie i Złotą Odznaką Związku Nauczycielstwa Polskiego. Już jako zupełnie ociemniała udzielała korepetycji z języka polskiego i łaciny. Kiedy zaczęły się kłopoty z oczyma, nawiązała kontakt z Ośrodkiem Niewidomych w Laskach koło Warszawy, jeździła tam nieraz zaczerpnąć duchowych mocy do niesienia krzyża swojego kalectwa. Wielką pomocą była dla niej wieloletnia opieka duchowa ks. Tadeusza Fedorowicza - duszpasterza Ośrodka, zmarłego w 2002 r. w opinii świętości. W pierwszych latach emerytury, gdy była jeszcze silniejsza, codziennie uczestniczyła we Mszy św. w kościele Najświętszego Serca Jezusowego w Sanoku, prowadzona przez ofiarnych przyjaciół. Potem nastąpił wieloletni okres cierpień i doświadczeń - poważne oparzenie nogi, pożar mieszkania, pobyty w szpitalu. W 96. roku życia złamała nogę w biodrze, co w jej wieku nie rokowało nadziei na wyzdrowienie. Po trzymiesięcznym pobycie w szpitalu wróciła do domu, skazana na stałe leżenie w łóżku i opiekę ofiarnych osób.
Zmarła zaopatrzona świętymi sakramentami w swoim mieszkaniu przy ul. Jagiellońskiej 51, 1 marca 2000 r. około godz. 5.30, w setnym roku życia. Pogrzeb odbył się na Cmentarzu Głównym w Sanoku, 3 marca przy nadzwyczajnie licznym udziale pogrążonych w żalu przyjaciół. Ciało zostało złożone w grobowcu rodzinnym Kosinów, ale przyjaciele Zmarłej zamierzają wybudować dla Niej osobny grobowiec. (1) Jak kiedyś w domu, tak obecnie grób jej nawiedzają wierni przyjaciele przekonani, nie tyle o potrzebie modlitwy za Nią, ile modlitwy za Jej przyczyną.

Reklama

Uczynki dokonane w Bogu

Życie Heleny Kosiny, było niezmiernie bogate w zdarzenia i doświadczenia, które hartowały Ją wewnętrznie i czyniły człowiekiem wartościowym.
Aby móc wskazywać drogę dobra innym, trzeba najpierw samemu tę drogę znać i nią iść. Dlatego pani Helena pragnęła wiedzy i pomimo wielu trudności zdobywała ją chcąc się nią dzielić z innymi, a zwłaszcza z umiłowaną młodzieżą, której się całkowicie poświęcała. Nawet już niewidoma cieszyła się ze spotkań z młodymi, dawała korepetycje, podnosiła na duchu, dzieliła się z nimi nie tylko wiedzą i czasem, ale niejednokrotnie i groszem, choć sama nie miała go za wiele. Chciała orientować się na bieżąco we wszystkich wydarzeniach politycznych, problemach społecznych świata, kraju i regionu. Słuchała radia, dyskutowała z odwiedzającymi ją osobami. Czytała wiele książek, także współczesną literaturę, a gdy już nie widziała, słuchała nagranych na taśmach magnetofonowych.
Z wiedzą ogólną i pedagogiczną łączyła pragnienie lepszego poznania Boga w Jego Słowie. Codziennie czytała, a gdy już nie mogła czytać, prosiła o odczytywanie jej tekstów Pisma Świętego i czasopism religijnych, a zwłaszcza Posłańca Serca Jezusowego. Jeździła do Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Warszawie, a potem do Lasek koło Warszawy na rekolekcje niewidomych, prowadziła korespondencję z kapelanem Ośrodka Niewidomych w Laskach ks. Tadeuszem Fedorowiczem.
Profesor Kosina była osobą bardzo religijną i rozmodloną. Każdego dnia modliła się na różańcu, który zawsze miała przy sobie. Prosiła też odwiedzające Ją osoby, aby razem z Nią go odmawiały w różnych intencjach. Gdy tylko mogła, każdego dnia uczestniczyła we Mszy św. Wielką radością był dla Niej pobyt w Domu Wypoczynkowym Sióstr Nazaretanek w Komańczy. Oprócz walorów rekreacyjnych pięknej, zdrowej okolicy, panią Helenę cieszyła bliskość Jezusa w domowej kaplicy. Komunia Święta, którą przyjmowała była dla Niej wielkim przeżyciem. Gdy już nie mogła chodzić do kościoła, przyjmowała Komunię Świętą w pierwsze soboty miesiąca, długie chwile trwając na modlitwie dziękczynnej.(2)
Gdy już mówić nie mogła, na zapytanie kapłana, czy chce przyjąć Komunię Świętą, ku wielkiemu zdziwieniu obecnych wprost krzyknęła: "Tak". I to było jej ostatnie słowo jakie usłyszeli - jej AMEN tyle razy wypowiadane podczas przyjmowania Komunii Świętej. Prosiła, aby do trumny włożyć jej różaniec, krzyżyk i gromnicę, przy której - jak mówiła - umarła Jej babcia i mama.
O śmierci rozmawiała, jako czymś zupełnie naturalnym, jako przejściu do Domu Ojca. Przygotowywała się do niej z całą powagą i z ufnością w miłosierdzie Boże. Była pełna wdzięczności dla Boga powtarzając innym, nieraz dotkniętym cierpieniem i przygnębionym na duchu: "Za wszystko trzeba Panu Bogu dziękować".
Umiała odważnie stanąć w obronie wiary. Uczestnicząc raz w tzw. "szkoleniu ideologicznym", którym poddawano w czasach zniewolenia komunistycznego przede wszystkim nauczycieli, gdy przysłany z Kuratorium Oświaty prelegent przeczył istnieniu Boga, pani Kosina włożyła obie ręce do swojej torebki i długo tam je trzymała. Zwróciło to uwagę zebranych i owego prelegenta, który zaintrygowany Jej zachowaniem zapytał, dlaczego trzyma ręce w torebce. Wtedy Profesor wyjęła z torebki różaniec i odpowiedziała: "Modlę się za Pana na różańcu, żeby się Pan nawrócił i nie plótł bzdur, że Pan Bóg nie istnieje".
Pani Helena dotknięta ciężkimi doświadczeniami utraty wzroku, różnych dolegliwości fizycznych i duchowych, a także zmartwień i cierpień osób sobie drogich, nie traciła równowagi ducha, nie rozczulała się nad sobą, nie chciała być ciężarem, ale pomocą dla bardziej nieszczęśliwych. Jasno widziała problemy i nieszczęścia drugich i przynajmniej modlitwą, dobrym słowem, a nieraz i humorem rozładowywała smutne nastroje ludzi szukających u Niej duchowego wsparcia. Sama wiele przeżyła. W czasie wojny, od wybuchu bomby zginęli Jej najmłodszy brat i narzeczony, z którym łączyła nadzieje małżeństwa. Dwóch Jej braci zostało rozstrzelanych w Katyniu, później zmarli rodzice, wreszcie utrata wzroku oraz inne cierpienia fizyczne i duchowe. Dlatego rozumiała cierpienia innych i potrafiła podnosić na duchu zwierzających się Jej ze swoich nieszczęść. Nie zapomnę spotkania z panią Kosiną podczas mojej pracy w parafii Najświętszego Serca Jezusowego, z którą zawsze szczególnie związana była pani Helena korzystając z posług duszpasterskich tutejszych kapłanów. W rozmowie na różne tematy, także jej kalectwa, usłyszałem słowa: "Jestem wdzięczna Panu Bogu za to, że nie widzę, bo teraz dopiero widzę więcej". (3)
Z miłością do Boga i ludzi pani Kosina łączyła miłość Ojczyzny. Poświęciła się pracy nauczycielskiej i wychowawczej, aby kształtować umysły i serca dzieci oraz młodzieży. Włączyła się w pracę w harcerstwie, aby uczyć młodych hartu ducha, pracy nad kształtowaniem w sobie człowieka wartościowego, odpowiedzialnego za siebie oraz innych. Wpajała swoim uczniom miłość do ojczystego języka, przyrody i tradycji narodowych. Interesowała się sprawami Ojczyzny, problemami bezrobocia i przestępczości, ubolewając nad degradacją człowieczeństwa i polskości u wielu Polaków. Podczas pracy w szkole (1931-1939) współpracowała w wydawaniu czasopisma dla młodzieży gimnazjalnej: Młoda myśl, prowadziła Kółko Polonistyczne wpajając w umysły młodych zamiłowanie do literatury polskiej. Od uczniów wymagała zdyscyplinowania, solidnej wiedzy, obowiązkowości, dążenia do doskonałości, odwagi w pokonywaniu trudności, dając przy tym swoją osobą przykład takiego stylu życia. Stąd ten wielki szacunek dla Niej u jej byłych uczniów i wdzięczność za pozostawiony wzór człowieczeństwa i pedagoga.
Profesor Kosina szanowała i kochała ludzi, nawet tych zagubionych i potępianych przez ogół. Szukała zawsze usprawiedliwienia ich postępowania. Dla wszystkich miała dobre słowo. Pamiętała o wszystkich swoich bliskich i znajomych, żyła ich problemami, uczestniczyła duchem w ich radościach i smutkach, przeżywając je jak swoje. Za wszystkich się modliła i ofiarowywała Panu Bogu swoje cierpienia. Wszystkich onieśmielała swoją bezpośredniością, serdecznością, gościnnością i niekłamaną dobrocią. Wspomniane przymioty charakteru profesor Heleny Kosiny zjednały Jej wielu przyjaciół, którzy towarzyszyli Jej życiu i cierpieniu aż do śmierci.
Mamy nadzieję, że Pan Bóg potwierdzi piękno nadprzyrodzone Jej życia znakami łask, które przyczynią się do pełniejszego ukazania Kościołowi przemyskiemu tej świątobliwej osoby. Niech Ona nadal świeci przykładem swojego życia i wskazuje nam drogę, którą Ona już przeszła, a która wiedzie przez Krzyż do Nieba.

1 W roku 2002 powstało w Sanoku przy parafii Podwyższenia Krzyża Świętego Stowarzyszenie Przyjaciół Heleny Kosiny, które zgodnie z wymogami prawa oficjalnie zarejestrowane, ma swój statut i liczy obecnie około kilkudziesięciu osób.
2 Opiekę duszpasterską nad chorą sprawowali Ojcowie Franciszkanie, z racji przynależności ulicy Jagiellońskiej do parafii Podwyższenia Krzyża Świętego.
3 Wspomnienie Autora powyższego artykułu.

Kraków: prof. Bogdan Chazan laureatem Nagrody im. Jerzego Ciesielskiego

2019-02-15 19:37

led / Kraków (KAI)

Prof. Bogdan Chazan, znany ginekolog i położnik, został tegorocznym laureatem Nagrody im. Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego. Redakcja Tygodnika Rodzin Katolickich "Źródło" i fundacja "Źródło" przyznaje wyróżnienia osobom, które w szczególny sposób zasłużyły się w działalności na rzecz umacniania rodzin. Nagrodę wręczono dziś na Politechnice Krakowskiej.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Ogłoszenie postanowienia Kapituły nastąpiło w sali senackiej Politechniki Krakowskiej, której absolwentem i pracownikiem był sługa Boży Jerzy Ciesielski.

Abp Marek Jędraszewski powiedział podczas uroczystości, że człowiek nie może zapominać, że jego życie jest oddaniem czci Bogu. Zwracał uwagę, że jako ludzie jesteśmy stróżami życia drugiego człowieka. - Jeżeli czuję odpowiedzialność za los drugiego, to dopiero wtedy jestem prawdziwie człowiekiem - mówił.

Metropolita krakowski podkreślił, że współczesna kultura wymusza na człowieku postawę obojętności, a to dzieje się już na przestrzeni języka i słów, które określają go jako „zlepek komórek”, „zygotę”, czy „płód”.

Zwracając się do laureata, arcybiskup podziękował mu za bycie świadkiem życia. – Sfera obojętności na los drugiego człowieka poszerza się. Dlatego dziękuję Panu za to, że uczy nas Pan nieobojętności, a dla wielu środowisk jest Pan wyrzutem sumienia - powiedział abp Jędraszewski.

Prof. Chazan podkreślił, że przyjmuje nagrodę również w imieniu wszystkich młodych pracowników medycznych – lekarzy, pielęgniarek i położnych, którzy niestrudzenie walczą o ludzkie życie, przypłacając to wieloma trudnościami i przykrościami. Dodał, że na dyrektorów szpitali i na ordynatorów oddziałów spadła odpowiedzialność za dobre imię placówek, w których pomaga się chorym i broni się każdego życia.

– Po co lekarzowi sumienie? Po to, aby w codziennej pracy wyraźnie odróżnić dobro od zła. Po to, aby widzieć problemy takie, jakie w rzeczywistości są. Aby skutecznie wybronić się przed zniewalającym działaniem i zawieraniem kompromisów, godzących w wolność sumienia - mówił prof. Chazan.

Profesor przypomniał, że przedmiotem troski lekarza powinno być również sumienie pacjenta. Podał przykład rodziców starających się o dzieci, na których często wywiera się wpływ, proponując im niezgodne z sumieniem metody leczenia niepłodności. Zauważył, że zmieniła się relacja lekarza z pacjentem, która w dzisiejszych czasach bardziej przypomina kontrakt.

Prof. Bogdan Chazan to ginekolog i położnik, obrońca życia człowieka od poczęcia aż do naturalnej śmierci, a także promotor zmian w polskim położnictwie, ukierunkowanych na potrzeby rodziny. Przez wiele lat pracował w Instytucie Matki i Dziecka, a w latach 2004-2014 kierował ginekologiczno-położniczym Szpitalem Specjalistycznym im. św. Rodziny w Warszawie.

Był członkiem Rządowej Rady Ludnościowej i członkiem Komitetu Nauk Demograficznych PAN. Przewodniczył radzie ginekologów katolickich MaterCare International. Jest zastępcą prezesa Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich i konsultantem w dziedzinie położnictwa i ginekologii w Województwie Świętokrzyskim, a także dyrektorem medycznym Centrum Zdrowia Rodziny Caritas Archidiecezji Przemyskiej.

W uroczystości uczestniczyła żona Jerzego Ciesielskiego - Danuta, której złożono życzenia z okazji 90-tych urodzin.

Nagroda im. Jerzego Ciesielskiego przyznawana jest od 1997 roku przez redakcję i czytelników tygodnika "Źródło" co roku na początku stycznia, w rocznicę powstania pisma. Redakcja przyznaje wyróżnienie osobom, które swoim zaangażowaniem zawodowym, działalnością społeczną i osobistym świadectwem wyrażają szacunek dla wartości życia. Wśród laureatów nagrody są m. in. Wanda Półtawska, prof. Gabriel Turowski, Czesław Ryszka i Marek Jurek.

Jerzy Ciesielski, inżynier budownictwa i profesor Politechniki Krakowskiej, żył w latach 1929-1970. Działał aktywnie w krakowskim duszpasterstwie akademickim, gdzie zaprzyjaźnił się z Karolem Wojtyłą. Zginął wraz z dwójką swych dzieci w katastrofie statku na Nilu w Chartumie (Sudan), gdzie też pracował jako tzw. visiting professor. Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1985 r. W styczniu 2014 r. papież Franciszek uznał heroiczność cnót sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Burkina Faso: zamordowano hiszpańskiego kapłana

2019-02-16 14:21

vaticannews / Wagadugu (KAI)

W Burkina Faso zamordowano katolickiego duchownego. Jest nim 72-letni hiszpański salezjanin, który od 37 lat pracował na misjach w Afryce.

Senlay/pixabay.com

Ks. Antonio César Fernández wraz ze współbraćmi wracał do swej wspólnoty w stolicy kraju Wagadugu. Kilkadziesiąt kilometrów od południowej granicy kraju ich samochód został zatrzymany przez dżihadystów. Ks. Antonio został oddzielony od pozostałych pasażerów i zamordowany. Sprawcy mordu uciekli. Mówi się także o zabiciu czterech pograniczników.

Morderstwo to wpisuje się w falę przemocy, której doświadczają mieszkańcy Burkina Faso. Od pewnego czasu siły bezpieczeństwa walczą tam z dżihadystami, którzy działają także na terenie Mali i Nigru.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem