Reklama

Wsi spokojna, wsi wesoła…

2018-09-12 10:40

Alina Czerniakowska
Niedziela Ogólnopolska 37/2018, str. 42-43

Jan Paweł II zawsze podkreślał niezwykłą godność rolniczego trudu, wynikającą z codziennego obcowania z dziełem stworzenia, wskazywał jej ewangeliczne źródła, wzywał rolników do dochowania wierności Bogu i wielowiekowej tradycji. Wieś, rolnicy uprawiający ziemię i hodujący zwierzęta są podstawą istnienia każdego państwa. Od tego, jak są uprawiane pola, co na nich rośnie, jakie zwierzęta są hodowane, zależy zdrowie całego narodu teraz i w przyszłości.

Kocham wieś, często jeżdżę do swojego rodzinnego Szumlina i ze smutkiem widzę, jak spełniają się marzenia pokoleń żyjących w PRL-u, aby być „miastowym” – tak wyglądać, tak się ubierać, nie uprawiać, nie hodować, wszystko kupić w marketach. Jakże często rolnicy zamieniają zdrowe świeże mleko prosto od krowy pasącej się na łące przy gospodarstwie, własnego wyrobu sery na mlekopodobne UHT z Biedronki; kupują niby-mięso, niby-wędliny, które trują zamiast odżywiać, i są szczęśliwi, że żyją jak w mieście.

Reklama

Myślę, że to odwrócenie pojęć. Wodę z mózgu ludziom polskiej wsi robił PRL, a dokończyła III RP – naśladująca, goniąca bezrozumnie Zachód zamiast z dumą nieść naszą piękną tradycję ziemi pieczołowicie uprawianej co do każdego skrawka i gospodarstw hodujących zdrową żywność. Z polskiej wsi znikają krowy, przyzagrodowe hodowle innych gospodarskich zwierząt, ziemia całymi połaciami leży ugorem. Unia Europejska tylko zaciera ręce, że Polska wyzbywa się małych gospodarskich hodowli i upraw, opartych na naturalnych metodach, bo ma gdzie upłynniać ten cały swój chłam, ogromne masy produktów, które bardziej trują, niż odżywiają. Można zobaczyć filmy pokazujące, jak hodowane są drób i inne zwierzęta na skalę przemysłową, jak i z czego robione są wędliny, sery, mleko, wszystkie produkty z wielkich marketów, które tak chętnie kupujemy w imię europejskiej nowoczesności. Aż trudno uwierzyć, że to wszystko, co jemy, pijemy, czym oddychamy, nie zabiło jeszcze człowieka.

Wystarczy poczytać o nowych wirusach niereagujących na żadne leki, o różnych chorobach dziecięcych, trudnych do zdiagnozowania i leczenia, o alergiach, nerwicach, chorobach układu pokarmowego, oddechowego, szalejącym raku trzustki itd., aby zrozumieć, jak ważne jest odpowiednie zarządzanie polską wsią, naszym narodowym spichlerzem. Jeśli nasze dzieci i wnuki będziemy żywić produktami z marketów, napływającymi tonami z Zachodu, a nasze rodzime gospodarstwa rolne dostosujemy do unijnych zarządzeń, wyzbywając się tradycyjnej polskiej zdrowej żywności, zniszczymy nasze zdrowie i to, czym najbardziej możemy imponować Europie i światu – naturalną żywność. „Twórzcie kulturę wsi, w której obok nowych wymiarów, jakie niosą czasy, pozostanie – jak u dobrego gospodarza – miejsce na rzeczy dawne, uświęcone tradycją (...). Miłość rolnika do ziemi zawsze stanowiła mocny filar, na którym opierała się narodowa tożsamość (...). Pozostańcie wierni tradycjom waszych praojców!” – wołał dramatycznie Jan Paweł II do rolników w Krośnie w 1997 r.

Reklama

Dlaczego data Wielkanocy jest zmienna

Ks. Józef Dębiński
Edycja włocławska 16/2003

Sashkin/pl.fotolia.com

Wielkanoc jest świętem ruchomym, którego data wielokrotnie była przedmiotem sporu. Obecnie przyjmuje się, że to święto przypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, tj. po 21 marca.
Niejakim problemem przy ustaleniu daty Wielkanocy jest różnica w dacie ukrzyżowania Chrystusa podana w Ewangeliach synoptycznych (św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza) i w Ewangelii św. Jana. Różnica ta spowodowana jest żydowskim systemem liczenia dnia, czyli od zachodu do zachodu słońca. Stąd pytanie, jak powinien być zaliczony wieczór 14. nizan. Obydwa ujęcia miały swoich zwolenników. Kościoły wschodnie opowiadały się za dniem 14., a zachodnie - za 15. Kwestia ta została w końcu rozstrzygnięta na pierwszym soborze ekumenicznym w Nicei (Turcja) w 325 r., gdzie przyjęto oficjalnie datę 15.
Zgodnie z kalendarzem żydowskim i przekazami Ewangelii, Chrystus został ukrzyżowany 14. nizan, a zmartwychwstał w niedzielę po 14. nizan. Tę praktykę za św. Janem Apostołem przyjął Kościół w Małej Azji i obchodził uroczystości wielkanocne w dwa dni po 14. nizan. Zwolenników takiego terminu Świąt Wielkanocnych nazywano kwartodecymanami.
Praktyka Kościoła na Zachodzie była inna. Uroczystości wielkanocne obchodzono w niedzielę po 14. nizan, natomiast pamiątkę śmierci Chrystusa czczono w piątek przed niedzielą. Należy zauważyć, iż Kościoły małoazjatyckie, podkreślając dogmatyczny punkt widzenia, obchodziły dzień śmierci Chrystusa jako dzień radości - odkupienia. Zachód zaś akcentował mocniej punkt widzenia historyczny i obchodził dzień śmierci Chrystusa jako dzień żałoby, smutku, postu.
Nie można nie wspomnieć o trzeciej grupie chrześcijan, o tzw. protopaschistach, którzy po zburzeniu Jerozolimy nie trzymali się ściśle kalendarza żydowskiego i często obchodzili uroczystości wielkanocne przed 14. nizan.
Biskup Smyrny Polikarp w 155 r. udał się do Rzymu, do papieża Aniceta, w celu ustalenia jednego terminu Świąt Wielkanocnych dla całego Kościoła. Do porozumienia jednakże nie doszło. Sprawa odżyła w 180 r., za papieża Wiktora, kiedy opowiedziano się za niedzielnym terminem Wielkanocy. Papież polecił - pod karą ekskomuniki - przestrzegać nowo ustalonego terminu święcenia Wielkanocy. Mimo tego polecenia, metropolia efezka z biskupem Polikarpem na czele trzymała się nadal praktyki 14. nizan. Zanosiło się nawet na schizmę, ale nie doszło do niej dzięki zabiegom św. Ireneusza, biskupa Lyonu.
Dopiero na I soborze powszechnym w Nicei (325 r.) przyjęto dla całego Kościoła praktykę rzymską. Uchwały Soboru nie zlikwidowały jednak różnic pomiędzy Kościołami wschodnimi i zachodnimi. Należy pamiętać, że Rzym i Aleksandria używały odmiennych metod obliczania daty. Metoda aprobowana przez Rzym zakładała zbyt wczesną datę równonocy - 18 marca, gdy tymczasem Aleksandryjczycy ustalili ją poprawnie.
By położyć kres tej dwoistości, Synod Sardycki (343 r.) podniósł na nowo kwestię dnia wielkanocnego, ustalając wspólną datę na 50 lat. Inicjatywa przetrwała jednak zaledwie kilka lat. Po raz kolejny spór próbował zażegnać cesarz Teodozjusz (346--395). Prosił biskupa aleksandryjskiego Teofilosa o wyjaśnienie różnic. W odpowiedzi biskup, opierając się na metodzie aleksandryjskiej, sporządził tabelę chronologiczną świąt Wielkanocy. Jego zaś kuzyn, św. Cyryl, kontynuując dzieło wuja, wskazał przy okazji, na czym polegał błąd metody rzymskiej. Metoda aleksandryjska uzyskała pierwszeństwo i została zaakceptowana dopiero w połowie V w.
Z polecenia archidiakona Hilarego, Wiktor z Akwitanii w 457 r. rozpoczął pracę nad pogodzeniem metody rzymskiej i aleksandryjskiej. Hilary, już jako papież, zatwierdził obliczenia Wiktora z Akwitanii i uznał je za obowiązujące w Kościele. Od tego czasu obydwa Kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.
Największego przełomu w zakresie ustalenia daty Wielkanocy dokonał żyjący w VI w. scytyjski mnich, Dionysius Exiguus (Mały). Stworzył on chrześcijański kalendarz, rozpoczynając rachubę lat od narodzenia Chrystusa. To nowe ujecie chronologii zapanowało w Europie na dobre w XI w., a w świecie greckim dopiero w XV w. Chcąc uzyskać datę Wielkanocy, średniowieczny chronolog znalazł tzw. złotą liczbę danego roku (tj. kolejny numer roku w 19-letnim cyklu lunarnym), a potem sprawdzał w tabelach datę pełni księżyca. Znalazłszy ją, szukał pierwszej pełni po równonocy, czyli po 21 marca. Potem sprawdzał tabelę tzw. liter niedziel, która podawała datę Niedzieli Wielkanocnej.
Również Mikołaj Kopernik, na zamku w Olsztynie, gdzie przebywał przez pięć lat, własnoręcznie wykonał tablicę astronomiczną, na której wykreślił równonoc wiosenną. Było to ważne m.in. przy ustalaniu Wielkanocy.
Po XVI-wiecznej reformie kalendarza i wprowadzeniu w 1582 r. kalendarza gregoriańskiego po raz kolejny rozeszły się drogi Wschodu i Zachodu. Niedokładność kalendarza juliańskiego spowodowała przesunięcie względem rzeczywistej daty wiosennej równonocy, dziś wynoszące 13 dni.
Pod koniec XX i na początku XXI w. można zauważyć tendencje do wprowadzenia stałej daty Wielkanocy. Takie propozycje przedstawiano już na forum Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dał temu też wyraz w Konstytucji o liturgii II Sobór Watykański oraz patriarcha Konstantynopola Atenagora I w wielkanocnym orędziu z 1969 r., wzywając do usuwania różnic pomiędzy Kościołami i ustalenia wspólnej daty Wielkanocy.
Spośród proponowanych stałych dat sugerowana jest najczęściej druga niedziela Wielkanocy, co pokrywałoby się z ogólnym trendem ustaleń daty śmierci Chrystusa na dzień 3 kwietnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zwyczaje wielkanocne: dzielenie się jajkami

2019-04-20 12:30

ts (KAI) / Warszawa

Dekorowanie jaj i dzielenie się nimi to nieodłączne elementy świąt wielkanocnych. W tradycji chrześcijańskiej dzielenie się poświęconym jajkiem oraz składanie sobie przy tym życzeń radości, zdrowia i szczęścia w życiu rodzinnym, rozpoczyna uroczyste śniadanie wielkanocne. Bywają też jajka - dzieła sztuki jubilerskiej, których ceny sięgają nawet milionów euro. Do najsłynniejszych należą ozdobne jaja wytwarzane od połowy XIX w. przez firmę Fabergé w Sankt-Petersburgu.

BOŻENA SZTAJNER

Jajka w tradycji

Zdobienie ugotowanych jaj stanowi nieodłączną część przygotowań do świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Greckie podanie z X w. mówi, że zwyczaj malowania jajek sięga czasów Marii Magdaleny, która - dowiedziawszy się od anioła o zmartwychwstaniu Jezusa - pobiegła do domu i tam zobaczyła, że wszystkie jaja zabarwiły się na czerwono. W zachodniej tradycji kościelnej zwyczaj malowania jaj i zdobienia ich różnymi technikami sięga przełomu XII i XIII wieku.

Istnieją też starsze dowody, że zdobienie jajek i obdarowywanie nimi bliskich znane było "od zamierzchłych czasów". Już przed pięcioma tysiącami lat Chińczycy dawali kolorowo pomalowane jaja w prezencie u progu wiosny. Jajko było dla nich symbolem płodności, podobnie jak dla Egipcjan i Germanów.

Symboliczną rolę odgrywa jajko również w judaizmie. Obok specjalnych precli jajka przypominają o cyklicznym i ciągle trwającym charakterze życia. Dlatego też podawane są na żydowskich stypach jako symbol przerwanego życia, a więc znak żałoby, zarazem jednak symbolizują one nadzieję, której nie wolno nigdy tracić. Owalny kształt wyraża nadzieję na odrodzenie życia.

Obdarowywanie się czerwonymi kraszankami w Wielkanoc było znane już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa w Armenii. Chrześcijańskie jajko wielkanocne symbolizuje nowe życie, które zawsze przebija skorupkę, tak samo jak Jezus zwyciężył śmierć i wydostał się z grobu. Jajka koloru czerwonego, znane do dziś w Kościele prawosławnym, swoją barwą przypominają o żywym, zmartwychwstałym Chrystusie i przelanej przez Niego krwi. Również w Austrii do I wojny światowej wielkanocne jajka malowano tylko na czerwono.

Najdroższe dziś - jaja Fabergé

Za czasów cara Aleksandra III (1881-94) w kołach arystokratycznych Rosji pojawiła się moda dawania w prezencie jaj wykonanych z kamieni szlachetnych lub porcelany, bogato zdobionych rubinami, diamentami i innymi kamieniami szlachetnymi. W produkcji tych kosztowności zasłynął jubiler na dworze carów Rosji, pochodzący z rodziny francuskich hugenotów Peter Carl Fabergé (1846-1920). Już jako uznany jubiler w 1885 r. postanowił podarować w prezencie małżonce cara Aleksandra III, Marii Fiodorownie, szczególne jajo wielkanocne, „jajko z kurką”. Wykonał je ze złota pokrytego na zewnątrz białą emalią. Wewnątrz umieszczone było szczerozłote żółtko, a w nim ukryta była złota kurka z rubinowymi oczkami. Ptaszek zawierał w sobie jeszcze jedną niespodziankę: miniaturową kopię korony cesarzowej Marii, bogato ozdobioną brylantami, a w koronie zawieszone - wycięte z rubinu – malutkie jajeczko.

Rodzina carska była tak oczarowana prezentem, że rokrocznie oczekiwała na kolejne prace swego jubilera. Najsłynniejsze Jajka Carskie, oprócz tego, że były pięknie zdobione, zawierały także miniaturowe biżuteryjne "niespodzianki". Do najsłynniejszych i najwspanialszych z nich należały: dokładna kopia pałacu carskiego, portrety członków rodziny królewskiej w biżuteryjnej oprawie i Piotra Wielkiego na koniu, a nawet złota kareta koronacyjna.

Do tych mistrzowskich dzieł należy też m.in. "Jajo koronacyjne" wykonane z okazji wstąpienia na tron 9 maja 1896 cara Mikołaja II. We wnętrzu mierzącego 12,7 cm złotego jajka znajduje się miniatura karocy, którą cesarz z małżonką jechali na koronację. Na wykonanie tego arcydzieła - ze złota, platyny, diamentów, górskich kryształów i rubinów - jubiler potrzebował 15 miesięcy. Inne, 27-centymetrowe "Jajo z kogutem" z 1900 r., jedno z sześciu tzw. "jaj cesarskich", ma umieszczony w środku szwajcarski zegarek. Po naciśnięciu guzika z wnętrza wyskakuje piejący i trzepoczący skrzydłami kogut.

Te niezwykle bogate "jaja od Fabergé" stały się tak słynne, że wystawiono je w 1900 roku na Wystawie Światowej w Paryżu. Fabergé został za nie nagrodzony Złotym Medalem i Krzyżem Legii Honorowej. W trakcie wystawy sprzedał wszystkie swoje eksponaty. W sklepach jubilera w Moskwie, Odessie, Kijowie i Londynie wyroby te kupowali cesarze i królowie, arystokraci europejscy i przedsiębiorcy z USA. W okresie największego rozkwitu Fabergé zatrudniał 500 specjalistów. Wszystkie prace były wykonywane perfekcyjnie, a jeśli któraś praca nie podobała się mistrzowi, osobiście rozbijał ją młotkiem.

Do dzisiejszych czasów w różnych krajach świata zachowały się tylko 42 jaja tej firmy. Osiągają one zawrotne ceny. "Zimowe jajko", które w 1913 car Mikołaj II podarował swej matce Marii Fiedorownie, sprzedano w 2002 r. na aukcji w Nowym Jorku za 7,94 miliona euro - była to najwyższa suma, na jaką wyceniono tego rodzaju dzieło. Wykonano je z przezroczystego kryształu górskiego i ozdobiono platyną oraz trzema tysiącami diamentów. W jego wnętrzu mistrz umieścił koszyczek z kwiatami. Jajko to miało upamiętniać niezwykle surową zimę przełomu lat 1912/13.

Ostatnim spośród ogółem 56 "jaj Fabergé" było "Jajko Orderu Świętego Jerzego", wykonane na przełomie lat 1915-16. Car Mikołaj podarował je swojej matce na Wielkanoc 1916 roku. Było jedynym, które członkowi rodziny Romanowów udało się po przewrocie bolszewickim wywieźć za granicę kraju. Po ucieczce z Rosji cesarzowa przewiozła jajko do Anglii, gdzie od lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia przechowywała je - jak najdroższą relikwię - jej córka, księżna Ksenia i dopiero po jej śmierci zostało wystawione w 1961 r. na aukcji w Londynie.

Dziesięć jajek z należącej do multimiliardera Malcolma Forbesa miało się znaleźć na aukcji u Sotheby'ego w Nowym Jorku, wcześniej jednak (prawdopodobnie za 75 mln euro) kupił je w 2004 r. rosyjski przemysłowiec Wiktor Vekselberg, prawdopodobnie na zlecenie Władimira Putina. Jaja można oglądać na Kremlu w Muzeum Arsenału.

Rewolucja 1917 roku i upadek caratu, pociągnęły za sobą upadek "Domu Fabergé". Peter Carl wraz z rodziną uciekł z Rosji, korzystając z pomocy zaprzyjaźnionych dyplomatów. Umarł we wrześniu 1920 r. w Lozannie.

"Fabergé" dzisiaj

Synowie twórcy firmy nie kontynuowali jego dzieła i w 1951 za 25 tys. dolarów sprzedali markę i technologię rosyjskiemu emigrantowi Samowi Rubinowi, producentowi perfum z USA. W 1989 spółkę Fabergé Inc. (wraz z marką Elisabeth Arden) za 1,5 mld dolarów zakupił koncern Unilever.

Ostatnio "jaja Fabergé" przeżywają renesans. Te kunsztowne wyroby są znowu bardzo modne. Kosztowne jaja z cennych kruszców i kamieni szlachetnych można spotkać w największych sklepach jubilerskich Europy, a ich znacznie tańsze kopie - w sklepach z upominkami. Kolejny właściciel znaku firmowego Fabergé-Unilever i ich amerykański oddział Chesebrough Ponds, próbowali przez wiele lat wskrzesić tradycję Fabergé. W 1992 r. wybrali niemieckiego jubilera Victora Mayera z Pforzheim na nowego Mistrza Złotniczego. Pochodzące z XIX wieku notatki z projektami biżuterii autorstwa Victora Mayera, założyciela firmy, ukazują zainteresowania bardzo podobne do tych, jakie miał Peter Carl Fabergé. Podobnie jak on tworzył biżuterię w stylu archeologicznego odrodzenia. On też wykonał m.in. jedyne jajko z bursztynu ofiarowane miastu Gdańsk. W 2009 prawa zakupiło południowoafrykańskie przedsiębiorstwo Pallinghurst Resource.

Firma "Fabergé" nadal istnieje, m.in. w Sankt-Petersburgu, a właścicielem jej znaku firmowego jest Fabergé-Unilever. Pierwsze "współczesne" jajo Fabergé, tzw. jajko pokoju, poświęcono Michaiłowi Gorbaczowowi, który otrzymał je w prezencie w 1991 r. Szczególnie sławne było "jajko milenijne" z 2000 r. Jednym z ostatnich dotychczas wykonanych projektów jest "jajko faz Księżyca".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem