Reklama

Niedziela Środków Społecznego Przekazu

Dziękujemy!

2018-09-12 10:44

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 37/2018, str. I

Krzysztof Pieszko
Zespół „Niedzieli Wrocławskiej”: Agata Iwanek, Agnieszka Bugała i Anna Majowicz

Każdej niedzieli po Mszy św. z ciekawością przyglądam się tym miejscom w kościołach, w których prasa katolicka czeka na swojego Czytelnika. Patrzę na półki, stoliki w przedsionkach świątyń, widzę ministrantów ze stosem gazet przygarniętych do białej komży. Z podziwem słucham proboszczów, którzy namawiają, zachęcają i proszą o kupno i czytanie. Długa jest lista osób, która wkłada swój trud i pracę w to, aby gazeta znalazła się w rękach Czytelników. Jaka to droga?

„Niedziela Wrocławska” to nie tylko trzyosobowy zespół redakcyjny, który pracuje tu, we Wrocławiu przy ul. Katedralnej 3. To także redaktor w Częstochowie, który każdego tygodnia buduje pismo z przesłanych tekstów i zdjęć, to graficy, którzy łączą myśl z obrazem, to panie w administracji, to wreszcie drukarze i kolporterzy. Zanim zebrany przez dziennikarzy materiał stanie się ośmiostronicową, barwną wkładką leżącą na parafialnej półce, wielu ludzi musi sumiennie wykonać swoją pracę. Co tydzień odbywa się swoisty cykl produkcyjny – począwszy od zebrania pomysłów i dyskusji nad nimi podczas kolegium redakcyjnego, poprzez pracę w redakcji i terenie, pisanie tekstów i ich korektę, robienie zdjęć, skład, druk, aż po dostarczenie i sprzedaż gazety do kiosków i świątyń.

I tym opisem opowieść można by zakończyć, jednak wówczas zabrałoby najważniejszej cząstki, bez której cała ta krzątanina przypominałaby jedynie fabryczną taśmę, zaś sama gazeta byłaby tylko bezużytecznym, martwym kawałkiem papieru. Co sprawia, że ten mozolny, cotygodniowy proces twórczy ma sens, że nie jest marnotrawieniem czasu i pieniędzy? Co musi się wydarzyć, aby dziennikarz od nowa podejmował trud przedzierania się przez nieznane tematy, trudne historie, aby pokonywał duże odległości terenu archidiecezji? Tylko jedno: musi dojść do spotkania martwego pliku kartek zwanych gazetą z Czytelnikiem. Dopiero wtedy ta praca ma sens, proces produkcyjny warto podtrzymywać, a trud podejmować od nowa.

Reklama

Jesteśmy nowoczesnym społeczeństwem. Znamy się na socjotechnice, marketingowych chwytach, reklamie, zabiegach podejmowanych tylko po to, aby zachęcić do kupienia danego produktu. Znamy się na zarabianiu pieniędzy. To wszystko jest ważne, tym wszystkim zajmują się inni fachowcy i to ich produkcyjna taśma: niech działa sprawnie i uczciwie. Jednak myśląc, przy okazji obchodzonego 16 września Światowego Dnia Środków Społecznego Przekazu, o mediach i o katolickiej prasie, nie umiem sobie odmówić skorzystania z możliwości i powiedzenia w imieniu wrocławskiego i częstochowskiego zespołu: Dziękuję Państwu za to, że decyzją o kupnie gazety doprowadzacie do spotkania i kartki ożywają. Dziękuję za wszystkie przychylne telefony, życzliwe słowa, uwagi i pytania. Bez Państwa nas nie ma.

Każdej niedzieli, po Mszy św., z drżeniem przyglądam się miejscom w kościołach, w których „Niedziela” czeka na swojego Czytelnika. Patrzę na półki, stoliki, krzesła w przedsionkach, na ministrantów ze stosem gazet. I lękiem napawa mnie myśl: A jeśli coś się nie spodoba? Jeśli nikt nie przeczyta, nie zajrzy, nie zerknie? Czasem nikt nawet nie patrzy, czasem kolejka osób podchodzących do miejsca zakupu jest długa. Decyzja o wydaniu pieniędzy zapada i wychodzą Państwo z pismem w ręku. Każdego tygodnia, jako zespół, bierzemy odpowiedzialność za to, aby Państwo tej decyzji nie żałowali.

Tagi:
media

Reklama

Postępująca kolonizacja mediów

2019-01-27 14:15

Katarzyna Cegielska

Media powinny służyć komunikacji społecznej, tymczasem w większości brak im szacunku do człowieka. Sympozjum naukowe „Oblicza kolonizacji mediów” odbyło się w sobotę 26 stycznia w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu z okazji wspomnienia św. Franciszka Salezego, patrona dziennikarzy.

WKSiKM

Czym jest kolonizacja mediów? Jest nią opanowywanie rodzimych mediów przez obcy kapitał i rozprzestrzenianie się zagranicznych koncernów medialnych. Odbiorcy nie uświadamiają sobie tego, ponieważ media dalej przemawiają do nich w ich języku. Jednak choć polskojęzyczne, realizują obcą politykę. – Zaczynają się czuć jak u siebie, a odbiorca w gruncie rzeczy nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma do czynienia z kimś, kto jest mu obcy – mówiła w czasie sympozjum dr Hanna Karp.

W dalszej kolejności kolonizacja rozszerza się poprzez działanie innych światowych gigantów wchodzących na rynki poszczególnych krajów, jak choćby Google czy Facebook. – Firmy te przejęły większość obrotu reklamowego w internecie i również na terenie Polski zbierają wielkie miliony z reklamy w sieci – mówiła poseł Barbara Bubula. – Potęguje się proces koncentrowania własności medialnej i telekomunikacyjnej – dodała prelegentka. Jak zaznaczyła, obecnie bardzo łatwo żongluje się własnością telekomunikacyjną w świecie, stosunkowo proste są sprzedaże, przejęcia itp. – W związku z rozwojem technologicznym następuje globalizacja własności mediów i przejmowanie władzy nad treściami w mediach przez tych, którzy z jednej strony dysponują wielkimi bazami danych o klientach czyli tych, którzy funkcjonują w internecie. To właśnie Google i Facebook przejęły większość obrotu reklamowego w sieci – mówiła poseł Bubula. Dodała też, że następuje też inwazja firm telekomunikacyjnych, które mają np. częstotliwości radiowe, kanały dystrybucji treści wideo i szerokopasmowy internet. – Dzięki tym środkom komunikacji dochodzą do własności zawartości programowej, która jest w telewizji. Mówię o inwazji takich firm jak Netflix czy Amazon, które zaczynają tworzyć treści i opanowywać rynek medialny na ogromną skalę międzynarodową, także w Polsce – zaznaczyła poseł Barbara Bubula.

Zobacz zdjęcia: Sympozjum: Postępująca kolonizacja mediów

W mediach elektronicznych stróżem gwarancji pluralizmu winna być Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, jednak jest ona bezsilna. – Krajowa Rada ma stosunkowo mało możliwości oddziaływania na to, aby nie tracili ci, którym przyznane zostały koncesje, aby ich nie tracili na rzecz większych podmiotów. I tak słabsi wykupywani są przez silniejszych – zaznaczył prof. Janusz Kawecki, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

W Polsce problem obcego kapitału na rynku medialnym dotyczy zarówno sfery ogólnopolskiej jak i lokalnej i regionalnej. – Jeżeli spojrzymy na Francję czy Niemcy, tam jednak dominuje w mediach rodzimy kapitał – podkreśliła dr Hanna Karp.

Częścią medialnego rynku są media katolickie, które z powodu niewielkich możliwości finansowych mają trudności z rozwojem i utrzymaniem się na rynku. – Z jednej strony powstaje wiele nowych inicjatyw, gdzie media katolickie rodzą się, ale też z drugiej strony możemy zaobserwować, że z powodów ekonomicznych nie można ich utrzymać i albo stają się częścią większych ogólnopolskich mediów katolickich, albo, niestety, przestają być katolickie – mówił ks. dr Zenon Hanas, medioznawca z UKSW.

Jak zaznaczyła Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy media katolickie podejmują tzw. tematy tabu, których nie podejmują np. media publiczne. Do tematów tych należy choćby obrona życia. – Media katolickie świetnie sobie radzą, wykorzystując tę niszę, zagospodarowując tę tematykę – powiedziała Jolanta Hajdasz.Jednak, jak dodała, zaangażowanie tylko mediów katolickich luki tej w pełni nie wypełni. Atę misje powinny realizować także media publiczne.

Konferencję objął patronatem Tygodnik Katolicki Niedziela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: otwarcie procesu beatyfikacyjnego węgierskiego męczennika

2019-03-25 17:53

Joanna Folfasińska | Archidiecezja Krakowska

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska
Trybunał procesu beatyfikacyjnego

25 marca 2019 roku, arcybiskup Marek Jędraszewski, po uzyskaniu zgody Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, powołał Trybunał do przeprowadzenia procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego Jánosa Esterházyego, świeckiego i ojca rodziny w następującym składzie: ks. dr Andrzej Scąber – delegat biskupa, o. dr hab. Szczepan Tadeusz Praśkiewicz OCD – promotor sprawiedliwości, o. Piotr Lamprecht OSA – notariusz. Postulator sprawy, o. Paweł Cebula OFM Conv., zwrócił się do metropolity i członków Trybunału z prośbą o rozpoczęcie i przeprowadzenie procesu oraz przedstawił zgromadzonym postać Sługi Bożego. W uroczystości wzięła udział między innymi rodzina

Janos Esterházy był działaczem węgierskich organizacji, funkcjonujących na terenie Słowacji, która po rozpadzie Austro-Węgier, w listopadzie 1918 roku, weszła w skład Czechosłowacji, podczas gdy przez setki lat stanowiła część Korony św. Stefana jako Górne Węgry. W związku z tym, jej terytorium zamieszkiwała ludność węgierska. Esterházy aktywnie działał na rzecz praw ludności węgierskiej, został przewodniczącym konserwatywnej Węgierskiej Partii i posłem do parlamentu Czechosłowacji. Korzystając ze swoich znajomości i koligacji rodzinnych – był synem węgierskiego arystokraty i Elżbiety, córki hrabiego Stanisława Tarnowskiego – pomagał Polakom, którzy przedzierali się przez Słowację, by przez Węgry i Rumunię, udać się na zachód, gdzie tworzyło się Wojsko Polskie. Za czyn pomocy polskim uchodźcom w czasie II wojny światowej został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego orderem Polonia Restituta. Przez cały okres trwania wojny, udzielał również pomocy Słowakom i Żydom, a w 1942 roku głosował w słowackim parlamencie przeciwko ich deportacji do obozów koncentracyjnych. Esterházy został aresztowany przez NKWD i zesłany do łagrów. Po trzech latach katorgi, odesłano go do Czechosłowacji, ponieważ tamtejszy rząd skazał go na karę śmierci za współpracę z Niemcami. Na skutek nacisków opinii publicznej, wyrok zamieniono na dożywotnie więzienie o zaostrzonym rygorze w Mírovie, gdzie na skutek wycieńczenia i chorób zmarł w 1957 roku. Jego ciało wrzucono do zbiorowej mogiły.

– Kluczem do męki, śmierci i cierpienia Jánosa Esterházyego są jego własne słowa: „Naszym znakiem jest krzyż”. Krzyż Chrystusa zwycięskiego i zmartwychwstałego jest kluczem, który pomaga zrozumieć całe życie, a szczególnie ostatni etap: uwięzienie w łagrze i cierpienie spowodowanych chorobą w więzieniach. – powiedział o. Cebula

Postulator zwrócił uwagę na cztery aspekty duchowości Esterházyego: pragnienie poddania się woli Bożej, umiłowanie obecnego w Eucharystii Chrystusa, obcowanie duchowe ze świętymi, a także kult Najświętszej Maryi Panny.

– Niech one pomogą nam odczytywać to, co Bóg chce powiedzieć przez swojego sługę i pomogą również wszystkim, którzy zamykają się przed poznaniem prawdy o Jánosu. – mówił na zakończenie.

Po wypowiedzi postulatora, nastąpił moment zaprzysiężenia. Pierwszy przysięgę złożył arcybiskup, następnie jego delegat, promotor sprawiedliwości, notariusz i postulator sprawy.

Po podpisaniu dokumentów, głos zabrał arcybiskup. Zacytował słowa utworu Zbigniewa Herberta „Przesłanie Pana Cogito”, podkreślając, że jest on świeckim wezwaniem do heroizmu i pochwałą tej postawy:

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
ocalałeś nie po to aby żyć

masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
(…)

czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź

dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

(…)

Bądź wierny Idź

Metropolita zaznaczył, że 20 lat później ukazał się list pasterski Jana Pawła II „Tertio Millennio Adveniente”, który miał przygotować wiernych do świętowania Roku Jubileuszowego.

“U kresu drugiego tysiąclecia Kościół znowu stał się Kościołem męczenników. Prześladowania ludzi wierzących — kapłanów, zakonników i świeckich — zaowocowały wielkim posiewem męczenników w różnych częściach świata. Świadectwo dawane Chrystusowi aż do przelania krwi, stało się wspólnym dziedzictwem zarówno katolików, jak prawosławnych, anglikanów i protestantów (…)To świadectwo nie może zostać zapomniane (…) W naszym stuleciu wrócili męczennicy. A są to często męczennicy nieznani, jak gdyby „nieznani żołnierze” wielkiej sprawy Bożej. Jeśli to możliwe ich świadectwa nie powinny zostać zapomniane w Kościele. Zgodnie z sugestią Konsystorza trzeba, ażeby Kościoły lokalne, zbierając konieczną dokumentację, uczyniły wszystko dla zachowania pamięci tych, którzy ponieśli męczeństwo (…)Największym hołdem dla Chrystusa ze strony wszystkich Kościołów na progu trzeciego tysiąclecia będzie ukazanie przemożnej obecności Odkupiciela w owocach wiary, nadziei i miłości złożonych poprzez ludzi tylu języków i ras, którzy poszli za Chrystusem różnymi drogami chrześcijańskiego powołania.” – pisał papież.

Arcybiskup zwrócił uwagę, że koncepcje Herberta i Jana Pawła II znacząco różnią się od siebie. Poeta powiedziałby, że choć Janos Esterházy był heroicznym człowiekiem, to ostatecznie przegrał, ginąc w Mírovie. Papież, pisząc o świętych męczennikach naszych czasów, wskazywał na zwycięstwo Chrystusa.

– Dokładnie 25 lat po opublikowaniu tego listu apostolskiego, pragniemy, powołując ten Trybunał, pokazać Jánosa Esterházyego jako wielkiego, nieznanego jeszcze, żołnierza wielkiej sprawy Bożej. Przez jego życie, w trudnych i dramatycznych czasach I połowy XX, chcemy pokazać żywotność Kościołów w Polsce, na Węgrzech, na Słowacji i w Czechach. Przez owoce wiary nadziei i miłości jego życia, pragniemy ukazać obecność Chrystusa Odkupiciela w naszych czasach (…) To dzisiejsze wydarzenie wpisuje się w życzenie Jana Pawła II, aby świętość dzieci Kościoła była przez sam Kościół stwierdzana i stawiana za wzór dla innych. Tak nam dopomóż Bóg! – mówił metropolita.

W uroczystości brała udział córka Jánosa Esterházego Alice Esterhazy-Malfatti, która w liście skierowanym do zebranych podkreśliła, że życie jej ojca zbudowane było na miłości. Dodała, że Sługa Boży ogromną miłością darzył cztery narody: polski, słowacki, czeski i węgierski.

– Tak bardzo kochał powierzonych sobie ludzi, że poświęcił za nich życie. Był przekonany, że społeczność i poczucie przynależności do niej muszą być budowane na przykładzie miłości i wspólnoty rodzinnej. Jego wiara i głęboka miłość do Boga utwierdziły go w tych przekonaniach. Ewangelia św. Jana mówi: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Mój ojciec w duchu tego ewangelicznego zadania zrealizował swoją służbę polityczną i znosił cierpienie (…) Niestety, w naszych społeczeństwach, wciąż musimy stawić czoła duchowemu dziedzictwu Wielkiej Rewolucji Francuskiej, która chce wytępić wiarę i moralność (…) Tak jak mówił Jan Paweł II, ładne słowa: wolność, równość, braterstwo, staną się parodią, jeśli wykluczymy z nich Boga.

Na zakończenie listu, wyraziła nadzieję, że Chrystus obecny był w życiu i męczeństwie jej ojca. Podziękowała arcybiskupowi za podjęcie trudu procesu beatyfikacyjnego, który pokazuje, że konsolidację między narodami: polskim, węgierskim, słowackim i czeskim trzeba budować na Chrystusowym fundamencie.

List przesłał również kardynał Dominik Duka, metropolita praski i prymas Czech. Zapewniał w nim o duchowej łączności i podkreślił, że postawa, jaką János Esterházy prezentował w więzieniu to wzór chrześcijańskiego życia i postępowania.

Spotkanie zakończyła wspólna modlitwa i błogosławieństwo. Do 30 kwietnia 2019 roku można przekazać Kurii Arcybiskupiej w Krakowie wszystkie dokumenty, pisma i wiadomości dotyczące Sługi Bożego Jánosa Esterházyego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Marek Jurek: list biskupów to dramatyczny protest przeciw rozpadowi politycznej wspólnoty narodu

2019-03-26 12:56

Marek Jurek, mip (KAI) / Bruksela

List naszych biskupów to dramatyczny protest przeciw rozpadowi politycznej wspólnoty narodu i sygnał ostrzegawczy wobec konsekwencji, również międzynarodowych, utrwalania tego stanu rzeczy - wskazuje poseł do Parlamentu Europejskiego Marek Jurek, komentując ogłoszony we wtorek Dokument Społeczny Konferencji Episkopatu Polski. Polityk zwraca uwagę na wezwanie do długofalowego zaangażowania społecznego i politycznego.

Artur Stelmasiak

Publikujemy komentarz Marka Jurka, posła do Parlamentu Europejskiego:

List naszych biskupów to dramatyczny protest przeciw rozpadowi politycznej wspólnoty narodu i sygnał ostrzegawczy wobec konsekwencji, również międzynarodowych, utrwalania tego stanu rzeczy. Bardzo przenikliwa jest obserwacja, że obecne konflikty mogą prowadzić do pomniejszania doświadczeń historycznych stanowiących fundament naszej tożsamości.

Szczególnie bolesny przykład tego zjawiska to słabnięcie consensusu moralnego, który ukształtował w Polsce Jan Paweł II. Kiedyś jego mechanizm polegał na tym, że prawica się z nim identyfikowała, podobnie ludowcy, ale również poszczególni ludzie w liberalnym centrum. Nawet lewica potrafiła zachowywać w konfrontacji z nim umiar, a otwarte ataki na ten consensus miały charakter wyraźnie mniejszościowy.

A dziś zamienianie zwykłej walki o władzę w krucjatę prowadzi do tego, że z jednej strony interesy władzy nabierają takiej autonomii, że stają się ważniejsze od konkretnych nakazów ładu moralnego, takich jak obrona życia, a przeciwnicy polityczni są wprost odpychani od Kościoła.

To samo zjawisko widać również w odniesieniu do tradycji "Solidarności", o której święty Jan Paweł II mówił, że zapoczątkowała zwycięstwo zniewolonych i zagrożonych narodów nad komunizmem. Deprecjonowanie tego dorobku to również podważanie solidarności i dumy narodowej, którą należy przekazać młodszym pokoleniom Polaków.

Szczególnie aktualny jest sprzeciw episkopatu wobec roszczeń partii do politycznej nieomylności, przed logiką „co dobre dla partii - dobre dla kraju”. Nasi biskupi chcą, żeby namiętności partyjne zastąpiła normalna debata, szacunek, który jest podstawą solidarności.

Bardzo ważny wątek listu to wezwanie do długofalowego zaangażowania. Dzisiejszy kryzys cywilizacji europejskiej jest tak głęboki, że obrona kultury chrześcijańskiej (ale także suwerenności narodowej) musi być procesem ciągłym. To nie są zadania na jedne wybory. I dlatego dobrze, że episkopat przypomina, że polityka zawsze musi mieć wymiar historyczny.

Tego listu nie należy czytać jedynie w kontekście walki władzy i opozycji, bo po pierwsze byłaby to lektura relatywistyczna, po drugie - obie strony mają udział w dekompozycji politycznej wspólnoty i consensusu narodowego. Istotą są końcowe fragmenty, mówiące o nawróceniu. Zjawiska, które list podnosi są na tyle poważne, że wymagają naprawdę głębokich zmian. I pojawienie się (lub nie) tych zmian - będzie prawdziwym sprawdzianem tego, czy ten list został naprawdę przeczytany.

***

Marek Jurek - polski historyk i polityk. Marszałek sejmu V kadencji, kandydat na prezydenta RP w 2010 roku. Od 2014 roku poseł Parlamentu Europejskiego. Twórca i kilkuletni prezes partii Prawicy Rzeczpospolitej i inicjator Chrześcijańskiego Kongresu Społecznego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem