Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Anioł Pański: Nie róbmy na Bogu interesów, ale przyjmijmy Jego Objawienie

2016-01-31 17:47

kb/ rv

Grzegorz Gałązka

Zbawienie dokonane przez Jezusa jest aktualne w każdym czasie. Potrzebujemy go również my – mówił Papież w rozważaniu przed modlitwą Anioł Pański. Oparł je na dzisiejszej Ewangelii, która ukazuje spór Jezusa z mieszkańcami Nazaretu. W jego centrum znajduje się pytanie: dlaczego Jezus nie dokonuje w swym rodzinnym mieście cudów, których dokonał gdzieindziej.

„Jest to pokusa traktowania religii jako inwestycji ludzkiej – zauważył Papież. – W konsekwencji targujemy się z Bogiem szukając własnego interesu. Natomiast prawdziwa religia polega na przyjęciu objawienia Boga, który jest Ojcem i który troszczy się o każde ze swych stworzeń, nawet najmniejsze i nieznaczące w oczach ludzi. Na tym właśnie polega misja prorocka Jezusa: na głoszeniu, że żadna ludzka kondycja nie może stanowić powodu do wykluczenia z serca Ojca, i że jedynym przywilejem w oczach Boga jest to, aby nie mieć żadnych przywilejów, żadnych protektorów, lecz powierzyć się w Jego ręce”.

Reklama

Papież zauważył, że w rodzimej synagodze towarzyszyła też zapewne Jezusowi Jego Matka. Była świadkiem podziwu, a potem oburzenia, widziała, jak grożą Mu śmiercią. W ten sposób antycypowała swe cierpienia pod Krzyżem. Teraz jednak wszystkie te sprawy zachowywała w swym sercu pełnym wiary. Niech Ona pomoże nam się nawrócić od Boga cudów, do cudu Boga, którym jest Jezus Chrystus – mówił Ojciec Święty. Franciszek nawiązał też do słów Jezusa wypowiedzianych w synagodze, kiedy ogłasza, że dziś spełniają się mesjańskie obietnice proroków. „Dzisiaj” ogłoszone przez Jezusa tamtego dnia odnosi się do każdego czasu, rozbrzmiewa także dla nas, przypominając nam o aktualności i konieczności zbawienia. „Bóg wychodzi na spotkanie ludzi wszystkich czasów i miejsc, w konkretnej sytuacji, w jakiej się znajdują. Wychodzi na spotkanie także nam. To zawsze On czyni pierwszy krok: przychodzi, aby nas nawiedzić w swym miłosierdziu, podnieść nas z prochu naszych grzechów. Przychodzi wyciągnąć do nas rękę, abyśmy się wydostali z przepaści, w którą wpadliśmy przez naszą pychę, i zaprasza nas do przyjęcia pocieszającej prawdy Ewangelii i kroczenia drogami dobra. Ale to zawsze On przychodzi, aby nas szukać i znaleźć”.

Po odmówieniu modlitwy Anioł Pański Franciszek nawiązał do przypadającego dziś Światowego Dnia Chorych na Trąd. Przypomniał, że choroba ta wciąż nęka najuboższych i zepchniętych na margines. Zaapelował o solidarność z tymi, którzy pozostają wyłączni z powodu tej choroby. Papież pozdrowił też dzieci i młodzież z rzymskiej Akcji Katolickiej. Jak co roku przybyli oni na plac św. Piotra w tak zwanej karawanie pokoju.

Tagi:
Anioł Pański

Franciszek: źródłem prawdziwej nieczystości jest ludzki grzech

2018-02-11 12:50

tlum. st (KAI) / Watykan

To grzech czyni nas nieczystymi, dlatego potrzebujemy sakramentu pojednania odnawiającego synowską relację z Bogiem i pełne włączenie we wspólnotę wierzących – powiedział Ojciec Święty w rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański”.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Oto tekst papieskiego rozważania w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W te niedziele Ewangelia, według św. Marka, przedstawia nam Jezusa leczącego chorych wszelkiego rodzaju. W tym kontekście umieszczony jest Światowy Dzień Chorego który przypada właśnie dzisiaj, 11 lutego, we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes. Dlatego ze spojrzeniem serca skierowanym ku grocie Massabielskiej kontemplujemy Jezusa jako prawdziwego lekarza ciał i dusz, którego Bóg Ojciec posłał na świat, aby uzdrowił ludzkość, naznaczoną grzechem i jego konsekwencjami.

Dzisiejsza karta Ewangelii (por. Mk 1, 40-45) przedstawia nam uzdrowienie człowieka cierpiącego na trąd, chorobę, która w Starym Testamencie była uważana za poważną nieczystość i wiązała się z oddzieleniem trędowatego od wspólnoty. Jego stan był naprawdę bolesny, ponieważ mentalność tamtych czasów sprawiała, że czuł się nieczysty także wobec Boga, a nie tylko wobec ludzi. Dlatego trędowaty z Ewangelii błaga Jezusa następującymi słowami: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić!” (w.40).

Usłyszawszy to Jezus odczuwał współczucie (zob. w. 41). Bardzo ważne jest skupienie naszej uwagi na tym odzewie wewnętrznym Jezusa, jak to czyniliśmy przez długi czas podczas Jubileuszu Miłosierdzia. Nie można zrozumieć dzieła Chrystusa, nie można zrozumieć samego Chrystusa, jeśli nie wniknie się w Jego serce pełne współczucia i miłosierdzia. To właśnie ono pobudza Go, by wyciągnąć rękę ku temu człowiekowi cierpiącemu na trąd, dotknąć go i powiedzieć jemu: „Chcę bądź oczyszczony!” (w. 40). Najbardziej szokującym faktem jest to, że Jezus dotyka trędowatego, ponieważ było to absolutnie zabronione przez prawo Mojżeszowe. Dotknięcie trędowatego oznaczało zarażenie także wewnętrzne, na duchu, to znaczy stawanie się nieczystymi. Ale w tym przypadku to nie trędowaty oddziałuje na Jezusa, by przekazać infekcję, ale Jezus wpływa na trędowatego, aby dać mu oczyszczenie. W tym uzdrowieniu podziwiamy, oprócz współczucia i miłosierdzia, także śmiałość Jezusa, który nie przejmował się zakażeniem ani przepisami, ale pragnie tylko uwolnić tego człowieka od uciskającego go przekleństwa.

Bracia i siostry, żadna choroba nie jest przyczyną nieczystości: choroba z całą pewnością obejmuje całą osobę, ale w żaden sposób nie wpływa ani nie przeszkadza jego relacji z Bogiem. Wręcz przeciwnie, osoba chora może być jeszcze bardziej zjednoczona z Bogiem. Natomiast to grzech czyni nas nieczystymi! Samolubstwo, pycha, wkraczanie w świat deprawacji, to choroby serca, z których musimy zostać oczyszczeni, zwracając się do Jezusa podobnie jak trędowaty: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić!”. A teraz pozostańmy na chwilę w milczeniu i niech każdy z nas pomyśli w swoim sercu, spojrzy w swoje wnętrze, by dojrzeć swoje nieczystości, swoje grzechy, i niech każdy z nas w milczeniu, ale głosem serca powie Jezusowi: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić!”. Uczyńmy to wszyscy w milczeniu. [Papież powtarza dwukrotnie: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić!”]. I za każdym razem, gdy przystępujemy do sakramentu pojednania ze skruszonym sercem, Pan powtarza także i nam: „Chcę, bądź oczyszczony!”. Jakże to wielka radość! W ten sposób znika trąd grzechu, powracamy do życia z radością w naszym synowskim związku z Bogiem i jesteśmy w pełni włączeni we wspólnotę.

Przez wstawiennictwo Maryi Dziewicy, naszej Niepokalanej Matki, prośmy Pana, który przyniósł chorym zdrowie, aby uzdrowił także nasze rany wewnętrzne swoim nieskończonym miłosierdziem, aby przywrócił nam nadzieję i pokój serca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Dzieci rozwodników mają żal

2014-10-21 15:12

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 43/2014, str. 22-23

Przeczytałem niedawno, że najlepsze, co ojciec może zrobić dla szczęścia swojego dziecka, to kochać jego matkę. Szkoda, że mój ojciec tak tego nie widział... – mówi Dominik, informatyk z Wrocławia

Graziako

Kuba Jabłoński, psycholog zajmujący się DDRR-ami (dorosłymi dziećmi rozwiedzionych rodziców), pisze: – Jako terapeuta spotykam osoby pochodzące z rozbitych rodzin. Zauważyłem, że coś je łączy. W dorosłym życiu napotykają podobne problemy, w podobny sposób reagują na różne sytuacje, podobnie patrzą na ludzi i siebie...

Definicja encyklopedyczna opisuje zjawisko krótko: „Do najczęściej występujących zachowań dorosłych dzieci rozwiedzionych rodziców zalicza się np.: strach przed wchodzeniem w relacje intymne, strach przed rodzicielstwem, ograniczone zaufanie, częstsze występowanie załamań nerwicowych oraz depresje”. Jeszcze lepiej obrazują to liczby. W Polsce rozpada się rocznie ok. 66 tys. małżeństw. Coraz więcej dzieci wychowuje się w rodzinach niepełnych, poranionych czy patchworkowych, w których są po dwie mamy, dwóch ojców i przyrodnie rodzeństwo z wcześniejszych i późniejszych związków swoich rodziców. Jest jeszcze jedna grupa – dzieci wychowywanych przez skłóconych rodziców, którzy, choć formalnie są razem, już przeprowadzili rozwód emocjonalny.

Poszarpane serca

– Byłem kiedyś na rekolekcjach, które prowadził ks. Piotr Pawlukiewicz – opowiada Maciek, architekt z Krakowa. – Mówił m.in. o małżonkach, którzy podejmują decyzję o rozstaniu, co oznacza, że przestają ratować swój związek, zaprzestają walki, terapii, intensywnej modlitwy i idą do sądu. A tam przekonują, że decyzję tę podejmują także ze względu na dobro dziecka, bo tak je kochają... Wściec się można! Skoro tak kochają, to niech trochę dla tej miłości poświęcą. Niech myślą nie tylko o sobie, ale też o dziecku, któremu właśnie haratają psychikę. Bo, jak się okazuje po latach, rozwody rodziców walą po psychice dzieci. Zostawiają ślad na całe życie. Ksiądz miał rację. Nie istnieje coś takiego jak „rozwód kulturalny”. Wiem, o czym mówię, bo sam jestem DDRR-em.

Niechciany spadek

Zestaw cech, które „haratają osobowość”, dotyka najważniejszej sfery życia. DDRR-om najtrudniej poradzić sobie w relacjach z innymi ludźmi, z uczuciami – niczym słoniom w składzie porcelany. Pragną miłości, ale panicznie boją się odrzucenia, więc zachowują się wobec wybranka (-ki) irracjonalnie, zołzowato lub grubiańsko. Z przyjaźniami też im jakoś nie wychodzi. Nie potrafią utrzymać przyjacielskiej relacji na dłużej. Mają najwyżej jednego przyjaciela, często jeszcze ze szkoły. Decyzję o ślubie odkładają na „święte nigdy”, bojąc się zobowiązań. Nieustannie rozpamiętują swoje niepowodzenia i urojone niedoskonałości. Im bardziej im na kimś zależy, tym mocniej niszczą tę relację, pokazują się od najgorszej strony, jakby chcieli sprawdzić, jak bardzo tej drugiej stronie zależy. Często żyją życiem innych, bo własne zaangażowanie się może przecież przynieść – pamiętają nauczkę od rodziców – ból i rozczarowanie. A robiąc tak, są coraz bardziej wściekli, bo ich życie przypomina ciemną pustą jamę.

Na zewnątrz reprezentują dwa typy. Jedni robią błyskotliwe kariery, brylują w towarzystwie, są powszechnie lubiani, słowem – pozornie idą przez życie jak taran. Drudzy są samotnikami, izolują się od ludzi, schodzą wszystkim z drogi, jak ognia boją się najmniejszej choćby konfrontacji. Nie potrafią odmawiać, co sprawia, że są wykorzystywani w pracy i w rodzinie. Rzadko wychodzą z domu, są chorobliwie nieśmiali, wycofani. A jednych i drugich dręczą te same koszmary, nieustannie zadają sobie pytanie: co ze mną jest nie tak?

Kuba Jabłoński wyjaśnia, że rozwody to na tyle głęboka dysfunkcja rodziny, że dotknięte nimi dzieci prędzej czy później przeżywają głębokie problemy emocjonalne. Czasem mijają lata, nim – już jako dorośli – zdadzą sobie z tego sprawę. Swój bagaż życiowych doświadczeń dźwigają sami. Tylko część z nich – dzięki fachowej pomocy z zewnątrz, uświadamia sobie prawdziwe przyczyny swoich problemów. Dotyczy to zwłaszcza dzisiejszych 30-, 40-latków – pokolenia rozwodzącego się obecnie najczęściej.

Szansa na inny los

– W blokowym M-3 dziecka nie uchroni się przed konfliktem rodziców. Słyszałam wszystko, uczestniczyłam w każdej kłótni. Widziałam rzeczy, o których dziecko nie powinno mieć pojęcia – wspomina Jagoda, urzędniczka. – Pierwszy raz rodzice rozstali się, gdy miałam 7 lat. Po 3 latach zeszli się na kolejne 10. Potem ojciec znów odszedł – tym razem na dobre. Zanim to się stało, w domu trwał niekończący się stan wojenny. To byli kulturalni ludzie, więc noże nie latały w powietrzu, ale potrafili równie dotkliwie ranić się przy pomocy słów. Potem kazali wybierać, po czyjej stronie jestem. Po rozwodzie mama już na zawsze została tą skrzywdzoną. Miesiącami w domu nie mówiło się o niczym innym, tylko o tym, jakim podłym draniem jest ojciec. I te tabuny pocieszających koleżanek – koszmar. Jak sączenie trucizny. W tym czasie ojciec założył nową rodzinę, urodziły mu się nowe dzieci, więc przekonywał, że i ja powinnam być szczęśliwa, skoro mój tatuś jest. Wtedy nie wiedziałam, co to rykoszet. Że to, co dzieje się między nimi, trafia także we mnie. Te słowa, sceny, obrazy zawładnęły moją psychiką na zawsze. Kiedy się zorientowałam? Gdy poszłam na terapię, bo nie mogłam wytrzymać sama z sobą. Po roku ktoś z grupy zapytał mnie, czy sądzę, że byłabym inną kobietą, gdyby rodzice się kochali, gdyby nie darli nieustannie kotów. Mam poczucie graniczące z pewnością, że tak. Zdecydowanie tak.

Scenariusz na życie

Jak mówią psychologowie, w życiu rodzinnym kłopot DDRR-ów polega na braku wzorców wyniesionych z domu. Są jak ludzie bez korzeni. Nie bardzo wiedzą, jak się zachować, bo nie obserwowali pozytywnych zachowań u rodziców. Przejmują więc zachowania podejrzane w filmach, przeczytane w książkach albo zasłyszane od znajomych. Magda opowiada, że dla niej inspirujące były seriale familijne. Rozmaite sytuacje życiowe rozgrywała odzywkami z filmu, powtarzała całe sekwencje dialogowe. Zastąpiła rzeczywistość fantazjami. Otrzeźwiło ją, gdy usłyszała, jak córka skarży się babci, że jak chce się przytulić, to mama włącza telewizor.

Dominik mówi, że ma żal do rodziców o to, że nie walczyli o siebie. Że za szybko odpuścili:

– Pamiętam tylko rozwód. Potem ojca widywałem od czasu do czasu. Po latach udało nam się porozmawiać szczerze. Raz jedyny. Zapytał mnie, czy dobrze układa mi się z żoną. Powiedziałem, nie bez żalu, że właściwie nie wiem, jak wygląda dobre małżeństwo. Rozbite rodziny trudno potem złożyć. Pamiętam swój ślub. Mama nie przyjdzie, jeśli ojciec będzie. Ojciec nie wejdzie do kościoła, tylko na chwilę przyjdzie na wesele. Na chwilę, bo „matka zrobi scenę”. To samo przeżywamy w każde święta, uroczystości rodzinne. Poplątane i irytujące. Potem ojciec wymyślił sobie, że będę świadkiem na jego drugim ślubie. Powiedziałem, że to chore, więc się obraził. Nie widział swojego wnuka. Posłałem mu mailem zdjęcie, ale nie odpisał. Wiesz, co mnie irytuje? Że to ciągle boli. Porwana relacja z własnym ojcem spowodowała, że przez wiele lat sądziłem, iż jestem niewart uczucia. Bo mnie przecież zostawił, więc coś ze mną było nie tak... Miałem strasznie pod górę w kwestii dziewczyn. Koszmar. Wyleczyła mnie dopiero miłość mojej żony. Wiem, jestem szczęściarzem, ale noszę w sobie taki lęk, strach, że skrzywdzę swoją rodzinę. Bo przecież odziedziczyłem po ojcu część genów...

Dziedziczenie uczuć

Mówi się, że dziecko alkoholika często bierze sobie alkoholika za współmałżonka. Czy dzieci rozwiedzionych rodziców powtarzają ich błędy? Czy trauma z dzieciństwa czegoś je uczy?

– Mojego męża wychowywała tylko mama. Tak jak mnie. Obie były przez lata przyjaciółkami – opowiada Zuzanna, bezrobotna z Wałbrzycha. – Ucieszyły się, że jesteśmy parą. Ale ja mam poczucie, że Rafał ożenił się ze mną, bo nasze matki zaaprobowały ten związek. Dla mnie ważne jest, by nasze dzieci miały pełną rodzinę – a wiem, że mąż mnie nie zostawi.

– Ojciec odszedł, gdy miałam 13 lat – wspomina Anka, nauczycielka z Częstochowy. – Mama nie radziła sobie z niczym. Bez ojca nie umiała podjąć najprostszej decyzji. Obarczała więc mnie, najstarszą, obowiązkami domowymi. Dwa lata po rozwodzie rodziców prowadziłam cały dom, zajmowałam się dwójką rodzeństwa. Jakaż ja byłam dzielna! Pilnowałam rachunków, pieniędzy, terminów płacenia rat. Sąsiadki i znajomi mnie uwielbiali. Pani w szkole wychwalała pod niebiosa, bo oczywiście uczyłam się też świetnie. Panna doskonała. Kiedy przyprowadziłam do domu swojego pierwszego chłopaka, mama powiedziała tylko, że ma brzydki nos. Czyli – dyskwalifikacja. Tak było z każdą kolejną szkolną sympatią. „Córcia, mężczyzna jest jak zatruty cukierek – mawiała. – Z wierzchu słodki, a w środku...”. Na studiach miałam narzeczonego. Mama oczywiście znielubiła go od pierwszej chwili, zniechęcała, jak mogła. Wyśmiewała jego wiejskie maniery. Jurek nie wytrzymał i odszedł. Nie rozumiał – bo wychował się w dobrej rodzinie – że mama w ten sposób stara się oszczędzić mi cierpień. No bo miłość – w jej przekonaniu – to głównie ranienie się nawzajem, prawda? Jestem po trzydziestce i mam sporo do nadrobienia. Chodzę na terapię do poradni. Wiele mi to daje i wiele już wyjaśniło. Mniej krzyczę, nie wymagam posłuszeństwa jak w wojsku, walczę ze swoją apodyktycznością. I namawiam rodzeństwo na terapię. Brat nie założył rodziny. Jeździ po świecie, zmienia dziewczyny, nie ma stałej pracy. Siostra jest pielęgniarką i zajmuje się mamą. Jest jeszcze młodziutka, ale to typ samotnika. Praca, dom, jedna – ta sama od lat – przyjaciółka... Śmieję się z niej, że uwierzyła w teorię mamy, iż każdy mężczyzna to „zatruty cukierek”.

Oczywiście, na koniec należy się wyjaśnienie, że podobne historie zdarzają się nie tylko dorosłym dzieciom rozwiedzionych rodziców. I nie każde życiowe niepowodzenie powinniśmy sobie tłumaczyć trudnym dzieciństwem. Jednak istnienie DDRR-ów to nie wymysł psychologów. Amerykanie, którym nie udaje się 70 proc. małżeństw, policzyli, że prawdopodobieństwo rozwodu u mężczyzn z rozbitych rodzin jest wyższe o 35 proc. niż u pochodzących z rodzin pełnych. U kobiet procent ten dochodzi nawet do 60.

W Polsce ponad 2 mln dzieci pochodzi z rodzin rozbitych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kapłani i Ojcowie na modlitwie i pokucie

2018-02-24 14:28

Agnieszka Bugała

Zakończył się wielkopostny Dzień Pokutny dla duchowieństwa archidiecezji wrocławskiej.

Agnieszka Bugała

Rozważania Drogi Krzyżowej w kościele Św. Krzyża na Ostrowie wprowadziły w modlitewny charakter spotkania.W procesji pokutnej duchowni przeszli do wrocławskiej katedry, gdzie najpierw wysłuchali konferencji a później adorowali Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

Konferencję ascetyczną dla księży diecezjalnych i zakonników wygłosił bp Andrzej Siemieniewski. Rozpoczął od wyjaśnienia samego terminu „asceza”, którego prawidłowe rozumienie nawiązuje do treningu ciała i duszy. Przypomina udział w zawodach sportowych, o których zresztą mówi św. Paweł. Sportowcy przygotowują się do zawodów przez odpowiednią dietę i ćwiczenia – mówił biskup – podobnie i my w naszym życiu duchowym i duchowych zawodach, w których bierzemy udział.

Przez cały czas trwania Dnia Skupienia w katedrze można było skorzystać z sakramentu pokuty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem