Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Kościół woła o misjonarzy (cz. 2)

Mirosława Radłowska-Kulczycka
Edycja rzeszowska 45/2003

Przez część tygodnia rzeszowski misjonarz ks. Paweł Pietrusiak pracuje na jednej z czadyjskich parafii. Wraz z czadyjskim duchownym obsługuje także 7 wiosek, w których znajdują się kaplice dojazdowe. Na misyjnej parafii prowadzona jest katecheza dorosłych przygotowująca ich do sakramentu chrztu św. W tamtejszym, młodym kościele sakrament ten przyjmują tylko dorośli. Czasem też dzieci w wieku 12 -13 lat zaczynają katechezę z katechumenami. Małżeństwa sakramentalne także są zawierane, natomiast tzw. plemienne na mocy chrztu św. nabierają rangi sakramentu. Chrzest utwierdza ten naturalny związek, który oczywiście musi być monogamiczny.
Problemem młodego pokolenia jest brak dostępu do edukacji. System szkół jest tam bardzo słabo rozwinięty, gdyż państwo się o to nie troszczy. W większych miastach są szkoły podstawowe czy średnie. Szkółki na wioskach prowadzone są wyłącznie przez Kościół katolicki. Niektóre ze szkół katolickich są uznane przez państwo. Podobnie jak w innych krajach misyjnych, tak i tutaj prowadzone są one na najwyższym poziomie. Może uczęszczać do nich każdy, niezależnie od wyznania. Najtrudniej jest na wioskach. Tam, ze względu na duże odległości, małe dzieci nie są posyłane do szkół. Ich codzienne zajęcie to praca w polu.
Mieszkańcy wiosek żyją ciągle w oparciu o zwyczaje plemienne, posłuszni szefowi wioski, wpatrzeni w leczącego ich czarownika. Ksiądz Misjonarz przyznaje jednak, że to wszystko powoli zanika, na skutek cywilizacji arabskiej czy zachodniej, która wypiera to, co jest typowo afrykańskie. Zaczyna się budowa dróg, dzięki czemu ludzie coraz więcej się przemieszczają, co też stopniowo wpływa na zmianę ich mentalności. Czadyjska rodzina - biorąc pod uwagę panującą wielość kultur: arabskiej, chrześcijańskiej, głęboko afrykańskiej - jest zawsze liczna. Jeśli nie jest chrześcijańska, to jest poligamiczna - mężczyzna ma kilka kobiet i dużo dzieci, co jest znakiem błogosławieństwa Bożego, ale i bogactwa, dostojności. Panuje głębokie przywiązanie do rodziny. Wśród tamtejszej ludności wiele do życzenia pozostawia higiena. Jej brak, jak również fakt spożywania wody niewiadomego pochodzenia jest przyczyną wielu chorób. Wysoką śmiertelność, zwłaszcza wśród dzieci, powoduje przenoszona przez komary malaria. Umieralność wynika także z braku dostępu do leków. Czasem w ośrodkach zdrowia bywa tylko chinina. Problem polega też na tym, że tubylcy najpierw udają się do czarownika, a kiedy już jest za późno, przychodzą do lekarza. AIDS dotyka 18% populacji, choć to i tak nie jest dużo, gdyż w niektórych krajach afrykańskich sięga 40%!
Czadyjczycy średnio dożywają 47 lat. Bardzo męczące są warunki klimatyczne. Zwłaszcza kobiety przemęczone są pracą i licznymi porodami. Zaczynają rodzić w wieku 13 lat, jako 40-latki mają piętnaścioro dzieci. Pracują w polu z dziećmi na ramionach, wędrują z wiązką drzewa na głowie, z bańkami wody w ręku - i tak od świtu do nocy.
Dwa bogactwa, z których żyją czadyjczycy to rolnictwo i uprawa bydła. Bydło jest domeną Arabów, którzy wraz z olbrzymimi stadami przemieszczają się zależnie od zmiany klimatu. Jedynym złożem naturalnym jest ropa naftowa na południu kraju na granicy z Republiką Centralnej Afryki i z Kamerunem. Zyski z tego czerpią Amerykanie. Pieniądze za ropę nie wiadomo w jakiej formie wracają do Czadu, ale do rąk elity politycznej. Premier, ministrowie, doradcy są z reguły z jednej rodziny i żyją bardzo dostatnio.
Czad był dawniej kolonią francuską, więc wpływ Francji jest dość znaczny poprzez choćby bazę wojskową, styl, jaki nadała funkcjonowaniu administracji państwowej czy edukacji. Również czadyjski Kościół jest kopią Kościoła francuskiego.

Jan Chrzciciel - wakacje!

Ks. Adam Galek
Niedziela w Chicago 26/2006

Bożena Sztajner/Niedziela

Już od najmłodszych lat 24 czerwca, święto Jana Chrzciciela kojarzy mi się z utęsknionymi wakacjami. Powiązanie przeżywania czasu wakacji ze świętem Narodzenia Jana Chrzciciela wzmacniane było oczekiwaniem na zbieranie jagód i owoców, wczesnych czereśni, których nie wolno było zrywać przed Janem. Być może dużo było przy tym różnych zwyczajów pochodzących jeszcze z czasów pogańskich, ale chrześcijaństwo przecież przyjmowało wiele kulturowych zwyczajów i interpretowało je według zamysłu Chrystusowego. To, co prowadzi do prawdziwego Boga i uszlachetnia człowieka nie musi być traktowane jako zabobon albo magia. Poświęcanie wianków witych z różnych ziół na zakończenie oktawy Bożego Ciała to wyraz łączenia religijności ludowej z chrześcijańskimi rytuałami. W niektórych regionach Polski do dzisiaj obchodzone są zwyczaje puszczania wianków na wodę i szukanie kwiatu paproci, zakwitajacego tylko w tę jedną świętojańską noc. Noc świętojańska stała się również częścią chrześcijańskiego święta, kiedy zwracano się w modlitwach i prośbach do św. Jana Chrzciciela, aby pobłogosławił wodę, w której można było się kąpać bez obawy dopiero „po świętym Janie”. Cała przyroda zdawała się wyczekiwać tego błogosławieństwa i poświęcenia przez św. Jana Chrzciciela. Człowiek mógł się czuć wtedy bezpiecznie, kiedy obchodził święto Jana Chrzciciela, które przynosiło radość wszelkiemu stworzeniu, żyjącemu we wspaniałej harmonii. Niewątpliwie rzec można, była to owa tęsknota za utraconym rajem, to znaczy za wspaniałą symbiozą i wzajemnym wspomaganiem rzeczy niebieskich i ziemskich. Owa tęsknota kazała z radością oczekiwać święta Narodzenia Jana Chrzciciela, po którym przychodziły upragnione wakacje. Był to radosny czas, kiedy zabrzmiał w uszach ostatni dzwonek, a głos nauczycielki oznajmiał przejście do następnej klasy, albo zakończenie szkoły i pójście w daleki, nieznany świat na dalsze nauki.
W większości szkół podstawowych druga połowa czerwca była już czasem wolnym od nauki. Kalendarz na wsi odmierzany był wtedy tylko niedzielami i świętami oraz odpustami w okolicznych parafiach. Pierwsze wakacyjne święto, podczas którego, według wierzeń i ludowych rytuałów, Jan Chrzciciel poświęcał wszystko, a szczególnie bujnie rozwijającą się przyrodę. Otwierał czas wakacji, czas wolności. Przez swoją duchową obecność usuwał lęk i chronił przed niebezpieczeństwami. Miał do tego prawo, bo Bóg wybrał go, aby przygotował drogę dla Jezusa. Do tego zadania przygotował go Bóg kierując na pustynię i żywiąc dzikim miodem oraz szarańczą. Trudna do życia pustynia Judzka, a później rzeka Jordan, kształtowały osobowość Świętego. Przebywanie na pustyni wyrobiło u Jana twardy charakter ascety i człowieka, który poświęcił swoje życie wyłącznie Bogu. Wybrany już w łonie matki Elżbiety na wysłannika przygotowującego drogę Panu, zapowiedziany jako dziecię dane w późnej starości Zachariaszowi, Jan od wczesnych lat wszedł w Bożą przestrzeń wypełnienia proroctw o Mesjaszu. Dlatego u Jana Chrzciciela oddanie Bogu całego swojego jestestwa było czymś naturalnym i wynikało z jego posłannictwa. Sprawy Boże były u niego zawsze na pierwszym miejscu. Może dlatego w zwyczajach obchodzonych z racji święta Jana Chrzciciela podkreślano również ten wymiar jego osobowości, a mianowicie oddanie najpierw chwały Bogu we wszystkich czynnościach ludzkiego życia. Ten wymiar widać w dawnych zwyczajach ludzi zbierających leśne owoce. Pierwszą zerwaną jagodę darowali oni najpierw Bogu i Jego świętym, rzucając ją przez głowę jako znak ofiary. Przy tej czynności czyniono jednocześnie znak krzyża i odmawiano modlitwę na cześć Trójcy Świętej. Zwyczaj ten nawiązywał do Starego Testamentu, w którym składano Bogu ofiary dziękczynienia z pierwocin płodów ziemi. W zachowanym zwyczaju podkreślano, że najpierw należało oddać cześć Bogu i Jemu za wszystko dziękować. Obrzęd ten wykonywano zawsze po święcie Jana Chrzciciela, często po procesjach zwanych obchodem pól, podczas których modlono się o dobre urodzaje. Był to wyraz naśladowania postawy Jana Chrzciciela, o którym Jezus powiedział, że nad Jana nie powstał nikt większy zrodzony z niewiasty. Postawa Jan Chrzciciela jest godna naśladowania przez każdego chrześcijanina, bo prowadzi do uwielbienia Boga we wszystkim. Św. Paweł powiedział - czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Pana czyńcie. Jan Chrzciciel był drogowskazem pokazującym prostą drogę do Boga. Był on niejako Jego „kompasem”.
Wakacje są czasem wędrówek po różnych miejscach na ziemi. Warto zatem zabrać ze sobą „kompas” Jana Chrzciciela, który zawsze wskaże właściwy kierunek podróży i nie pozwoli zagubić się w gąszczu dzikich dróg bez Boga, które proponuje współczesny świat. „Kompas” Jana Chrzciciela pokaże nam drogę do kościoła podczas wakacyjnego wypoczynku. Pozwoli zauważyć pochyloną przydrożną kapliczkę z Matką Bożą na górskim szlaku, przyozdobioną polnymi kwiatkami. Gdy znajdziemy się w lesie, to nie tylko wskaże kierunek, gdzie rosną jagody i grzyby, ale podpowie nam, że cała przyroda stworzona jest przez Boga i Jemu trzeba okazać wdzięczność za tak wielkie dary. „Kompas” Jana Chrzciciela wskaże nam, że morza i oceany, jeziora i rzeki oddają chwałę Panu i cały nieboskłon chwali swojego Stwórcę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Gniezno: wyruszyła ekumeniczna pielgrzymka Niemców i Polaków

2018-06-24 19:43

bgk / Gniezno (KAI)

Nabożeństwo w kaplicy bł. Radzyma Gaudentego w podziemiach katedry gnieźnieńskiej rozpoczęło szesnastą ekumeniczną pielgrzymkę Niemców i Polaków szlakiem Ottona III. Pątnikom towarzyszą słowa Izajasza „Pan mnie namaścił” oraz refleksja nt. wolności.

PL.WIKIPEDIA.ORG

Wspólnie z uczestnikami pielgrzymki w nabożeństwie uczestniczyli: abp senior Henryk Muszyński, który od początku wspierał i patronował ekumenicznej inicjatywie oraz Prymas Polski abp Wojciech Polak dla którego jest ona znakiem, iż dziedzictwo św. Wojciecha, patrona niepodzielonego Kościoła, jest wciąż żywe.

„To wspólne wędrowanie, wspólna modlitwa i świadectwo pokazują, że Niemcy i Polacy, katolicy i ewangelicy pragną razem głosić i nieść Chrystusa w świat jak czynił to św. Wojciech. Słowo «razem» jest tu kluczowe. Razem pielgrzymują i razem stają jako świadkowie Ewangelii” – przyznał abp Wojciech Polak.

Nabożeństwo poprowadzili dwaj kapelani zaangażowani w organizację pielgrzymki od samego początku. Po stronie polskiej jest to ks. Jan Kwiatkowski, obecnie proboszcz w Długiej Goślinie, po stronie niemieckiej ewangelicki pastor Justus Werdin, który pielgrzymkę nazywa „ekumeniczną akademią na pieszo”.

„Jest modlitwa i wspólnota, jest odkrywanie tego, co najważniejsze, jest rozmowa i milczenie, jest uczenie się, jak być dla siebie nawzajem miłosiernymi. Bo tego też trzeba się nauczyć” – podkreślił pastor Werdin dodając, że w tym roku jest to także refleksja i zaduma nad wolnością i naszą za nią odpowiedzialnością .

„Będziemy się dzielić także tym, jak wiele dobrej woli potrzeba, by dar wolności został dostrzeżony i właściwie wykorzystany” – dodał ewangelicki duchowny.

Na temat wolności i niepodległości wskazał także ks. Jan Kwiatkowski przypominając o obchodzonej w tym roku rocznicy i przyznając, że jest bardzo ciekawy tego polsko-niemieckiego dialogu na ten temat.

„Mamy na trasie Gniezno, mamy Poznań, mamy Zbąszynek, gdzie kiedyś była granica, mamy więc miejsca, które dyskusję mogą zainicjować. Ciekaw jestem pytań i refleksji, zwłaszcza ze strony niemieckich pielgrzymów, szczególnie, że to oni zasugerowali, byśmy nad tym tematem się pochylili” – przyznał ks. Kwiatkowski.

Na ekumeniczny pątniczy szlak wyruszyło ponad trzydzieści osób. Liczba nie jest ostateczna, bo w drodze niektórzy jeszcze dołączą. Trasa wiedzie tradycyjnie przez Ostrów Lednicki, gdzie pielgrzymi będą jutro, Zbąszynek, Słubice, do Poczdamu i dalej pod stronie niemieckiej do Magdeburga, gdzie pątnicy dotrą 30 czerwca i gdzie ich wędrówkę zakończy nabożeństwo w miejscowej katedrze.

Pielgrzymka Ekumeniczna jest oddolną inicjatywą zrodzoną z potrzeby wspólnej modlitwy i spotkania. Jej pomysłodawcą jest ewangelik Helmut Kruger, niegdyś niechętny i uprzedzony do Polaków. Pragnąc zrewidować swoją postawę zaczął szukać pozytywnych epizodów w historii relacjach polsko-niemieckich. Uznał, że wydarzeniem takim był Zjazd Gnieźnieński w roku 1000, kiedy to u grobu św. Wojciecha w Gnieźnie spotkali się cesarz niemiecki Otton III i przyszły król Bolesław Chrobry. Kruger wraz z grupą przyjaciół zaczął pielgrzymować do Gniezna. Dzięki kontaktom z pastorem Justusem Werdinem, wielkim przyjacielem Polski, poznał chrześcijan w Polsce. Tak narodziła się idea wspólnego pielgrzymowania.   Inicjatywę gorąco poparł ówczesny metropolita gnieźnieński abp Henryk Muszyński, który zaproponował zajęcie się stroną organizacyjną ks. Janowi Kwiatkowskiemu, wcześniej zaangażowanemu w organizację pielgrzymek z Gniezna na Jasną Górę. Duchowny zaangażował się we współpracę z ewangelikami i z czasem ukończył studia doktoranckie z ekumenizmu na UKSW.

Na przestrzeni lat utarła się formuła pielgrzymki. Wyrusza ona na przemian – raz z Gniezna, raz z Magdeburga. Symboliczna jest zarówno trasa jak i termin. W Magdeburgu nauki pobierał św. Wojciech. Tam również swój początek miała historyczna pielgrzymka cesarza Ottona III do Gniezna w roku tysięcznym.

Równie symboliczny jest czas trwania pielgrzymki – od uroczystości św. Jana Chrzciciela do uroczystości apostołów Piotra i Pawła. Ma on głęboki teologiczny sens zarówno dla katolików, jak i protestantów, zwraca bowiem uwagę na proroka, który zapowiadał Chrystusa oraz na apostołów, którzy dyskutowali i pracowali nad kształtem Kościoła.

W tym roku oprócz wspólnej modlitwy pielgrzymi przed wyruszeniem w drogę wysłuchali także koncertu w katedrze gnieźnieńskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem