Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Papież do władz i dyplomatów: poruszcie niebo i ziemię, aby Kaukaz był miejscem dialogu i zgody

2016-10-02 15:12

st (KAI) / Baku / KAI

Fot. screenshot/TVP

Zachęcam wszystkich do poruszenia nieba i ziemi, aby osiągnąć zadowalające rozwiązanie obecnych napięć na Kaukazie - powiedział Franciszek podczas spotkania z władzami Azerbejdżanu i akredytowanymi tam dyplomatami zagranicznymi. Wyraził przekonanie, że "z Bożą pomocą i dzięki dobrej woli stron" Kaukaz stanie się miejscem, w którym, w wyniku dialogu i rokowań, spory i różnice znajdą swe rozwiązanie i zostaną przezwyciężone, aby obszar ten, będący „bramą między Wschodem i Zachodem”, stał się również bramą otwartą na pokój i wzorem, na który trzeba spoglądać, aby rozwiązać konflikty stare i nowe.

Oto polski tekst przemówienia papieskiego:

Panie Prezydencie,

Czcigodni przedstawiciele władz,

Reklama

Szanowni Członkowie Korpusu Dyplomatycznego,

Panie i Panowie,

Bardzo się cieszę z wizyty w Azerbejdżanie i dziękuję za serdeczne przyjęcie w tym mieście - w stolicy kraju, wysuniętej ku brzegom Morza Kaspijskiego, miasta, które radykalnie zmieniło swoje oblicze dzięki najnowszym budynkom, jak ten, w którym odbywa się nasze spotkanie. Panie prezydencie, jestem Panu głęboko wdzięczny za uprzejme słowa powitania, skierowane do mnie w imieniu rządu i narodu azerskiego oraz za umożliwienie mi, dzięki Pańskiemu uprzejmemu zaproszeniu, odwzajemnienia pańskiej ubiegłorocznej wizyty w Watykanie wraz ze swoją małżonką.

Przybyłem do tego kraju, niosąc w sercu podziw dla złożoności i bogactwa jego kultury, będącej owocem wkładu wielu ludów, które w ciągu dziejów zamieszkiwały te ziemie. Stworzyły one szereg doświadczeń, wartości i cech charakteryzujących dzisiejsze społeczeństwo, które przekładają się na pomyślność współczesnego państwa azerskiego. 18 października Azerbejdżan będzie obchodzić 25. rocznicę swojej niepodległości, a data ta stanowi okazję do całościowego spojrzenia na wydarzenia ostatnich dziesięcioleci, na dokonany postęp i problemy, przed którymi stoi kraj.

Przebyta dotychczas droga jasno ukazuje znaczne wysiłki dokonane w celu umocnienia instytucji oraz krzewienia gospodarczego i obywatelskiego rozwoju państwa. Droga ta jest możliwa dzięki społeczeństwu, które uznaje korzyści z wielokulturowości i niezbędnego dopełniania się kultur, tak aby różne części składowe wspólnoty obywatelskiej i osoby należące do różnych wyznań religijnych nawiązały ze sobą więzi wzajemnej współpracy i szacunku.

Ten wspólny wysiłek w budowaniu harmonii między różnicami ma szczególne znaczenie w tym okresie, ukazuje bowiem, że można głosić swoje idee i swoją koncepcję życia, nie naruszając prawa tych, którzy wyznają inne poglądy i wizje. Wszelka przynależność etniczna czy ideologiczna, podobnie jak każda prawdziwa religia może jedynie wykluczyć postawy i koncepcje, które instrumentalizują swoje przekonania, swoją tożsamość lub imię Boga, by usprawiedliwiać plany niesprawiedliwości i dominacji.

Gorąco życzę, aby Azerbejdżan szedł drogą wzajemnego szacunku i współpracy na rzecz dobra wspólnego między różnymi kulturami i wyznaniami religijnymi. Życzę także, aby ta zgoda i pokojowe współistnienie coraz bardziej służyły życiu obywatelskiemu, aby wszyscy mieli łatwiej zapewnioną, przy poszanowaniu prawa, pełną wolność wyrażania swych myśli.

Niestety, świat przeżywa dramat wielu konfliktów, które wypływają z nietolerancji, podsycanej przez agresywne ideologie i zaprzeczanie w praktyce praw najsłabszych. Aby skutecznie przeciwstawić się tym niebezpiecznym tendencjom, musimy rozwijać kulturę pokoju, karmiącą się nieustanną gotowością do dialogu oraz świadomością, że nie ma rozsądnej alternatywy dla cierpliwego i wytrwałego poszukiwania wspólnych rozwiązań, przez uczciwe i stałe negocjacje.

Tak jak w obrębie granic danego państwa konieczne jest krzewienie zgody między różnymi jego składnikami, tak również między państwami trzeba mądrze i odważnie postępować na drodze prowadzącej do prawdziwego postępu i wolności narodów, otwierając oryginalne drogi zmierzające do trwałych umów i do pokoju. W ten sposób zostaną zaoszczędzone narodom poważne cierpienia i bolesne rozdarcia, które trudno zaleczyć.

Wyrażam swoją bliskość wobec uchodźców i tych wszystkich, którzy ucierpieli z powodu konfliktów i życzę, aby wspólnota międzynarodowa nieustannie ofiarowała im swoją niezbędną pomoc. Jednocześnie, aby umożliwić rozpoczęcie nowej fazy, otwartej na trwały pokój w regionie, zachęcam wszystkich, żeby poruszyć niebo i ziemię, aby osiągnąć zadowalające rozwiązanie. Jestem przekonany, że z Bożą pomocą i dzięki dobrej woli stron Kaukaz będzie mógł być miejscem, w którym, w wyniku dialogu i rokowań, spory i różnice znajdą swe rozwiązanie i zostaną przezwyciężone, aby obszar ten, będący „bramą między Wschodem i Zachodem”, według pięknego obrazu, którym posłużył się święty Jan Paweł II, gdy odwiedził wasz kraju (por. Przemówienie podczas ceremonii powitalnej, 22 maja 2002: L’Osservatore Romano, wyd. pol., 7-8(245)/2002, s. 14), stał się również bramą otwartą na pokój i wzorem, na który trzeba spoglądać, aby rozwiązać konflikty stare i nowe.

Kościół katolicki, mimo że jest w waszym kraju liczebnie niewielki, włączony jest w życie obywatelskie i społeczne Azerbejdżanu, uczestniczy w jego radościach i jest solidarny w stawianiu czoła jego trudnościom. Uznanie prawne, możliwe w wyniku ratyfikacji umowy międzynarodowej ze Stolicą Apostolską w 2011 roku, dało także bardziej stabilne ramy regulacyjne dla życia wspólnoty katolickiej w Azerbejdżanie.

Jestem także szczególnie zadowolony z powodu serdecznych stosunków, jakie wspólnota katolicka utrzymuje ze wspólnotami muzułmańską, prawosławną i żydowską. Życzę też, by narastały znaki przyjaźni i współpracy. Takie dobre stosunki mają wielkie znaczenie dla pokojowego współistnienia i pokoju na świecie, pokazując, że wśród wyznawców różnych religii możliwe są serdeczne więzi, szacunek i współpraca dla dobra wszystkich.

Przywiązanie do autentycznych wartości religijnych jest całkowicie nie do pogodzenia z próbą narzucenia innym przemocą swoich wizji, zasłaniając się świętym imieniem Boga. Niech natomiast wiara w Boga będzie raczej źródłem i natchnieniem do wzajemnego zrozumienia i szacunku oraz wzajemnej pomocy dla wspólnego dobra społeczeństwa.

Niech Bóg błogosławi Azerbejdżanowi zgodą, pokojem i dobrobytem.

Tagi:
Franciszek w Gruzji i Azerbejdżanie

Poszukiwanie tego, co łączy

2016-10-05 08:29

Ks. Paweł Rozpiątkowski
Niedziela Ogólnopolska 41/2016, str. 8-9

Lampedusa, Tirana, Sarajewo, Lesbos, Erywań, w ostatnich dniach Tbilisi i Baku. Co łączy te miejscowości? Leżą na peryferiach Europy, daleko od centrum. Papież zachowuje się trochę jak lekarz, który bada puls daleko od serca po to, by poznać, jaki jest stan samego serca i całego ciała. Od 30 września do 2 października 2016 r. „mierzył go” w Gruzji i w Azerbejdżanie

Grzegorz Gałązka

Najważniejszym celem każdej z wizyt Ojca Świętego jest spotkanie i słuchanie, które umożliwia dialog, a ten rodzi porozumienie przy zachowaniu naturalnych różnic, co jest jedyną drogą do pokoju. W pięknej – co Franciszek często podkreślał – i od wieków bogatej chrześcijańskim duchem Gruzji to zasłuchanie dotyczyło dwóch bardzo delikatnych spraw w gruzińskim kontekście: pokoju i ekumenizmu. Jedna trudniejsza od drugiej.

Region Kaukazu w ostatnich latach był areną wielu potyczek i wojen. Gruzja doświadczyła tego w 2008 r., kiedy – jak się to do dziś interpretuje – tylko odważna dyplomatyczna akcja polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który przybył do gruzińskiej stolicy razem z czterema przywódcami państw Europy Środkowo-Wschodniej, powstrzymała marsz rosyjskich wojsk, co ocaliło niezależność państwa. Koniec tej potyczki nie oznaczał jednak końca nierozwiązanego do dziś konfliktu o Osetię Południową. Gruzini uważają ten teren, znajdujący się pod okupacją rosyjską, za swój. Nazywają go Regionem Cchinwali.

Odrzucić wojnę

W pierwszym papieskim przemówieniu, tuż po wylądowaniu, w obecności przedstawicieli władz, społeczeństwa i korpusu dyplomatycznego w Pałacu Prezydenckim w Tbilisi, temat ten nie tyle musiał się pojawić, ile musiał stać się jego główną częścią. W słowach Franciszka nie było nic z naiwnego wezwania. Ojciec Święty pokazał, że twardo stąpa po ziemi. Zdaje sobie sprawę z istniejących różnic i konfliktów interesów, które nie znikną z dnia na dzień, a pozostaną trwałym elementem współistnienia narodów i państw. Jaka na to rada? Po pierwsze – odrzucić, i to na zawsze, wojnę jako instrument uprawiania polityki. To wezwanie do obydwu stron konfliktu w Gruzji, w tym także do Rosji. – W zbyt wielu miejscach ziemi zdaje się bowiem dominować logika, która utrudnia utrzymanie uzasadnionych różnic i sporów – które mogą pojawić się zawsze – w ramach cywilizowanej konfrontacji i dialogu, gdy przeważają umiar i odpowiedzialność – powiedział Papież. Jest to tym bardziej konieczne, że na ziemi istnieją siły, które chcą zburzyć dotychczasowy porządek. Zdaje się, że Ojciec Święty miał na myśli plany szatańskie, gdy mówił w tym kontekście o „mrocznych planach panowania i śmierci”. Realizowane są one o 16 godzin jazdy samochodem z Tbilisi – w syryjskim Aleppo i całym regionie. Niejako modlitewną kontynuacją tego wątku przemówienia, zgodnego z hasłem pielgrzymki: „Pokój wam”, była pierwsza w historii wieczorna wizyta Papieża w kościele katolickim obrządku chaldejskiego pw. św. Szymona w Tbilisi. Wizyta była krótka, ale bardzo symboliczna, bo obrządek ten ma swoje korzenie w Iraku i w Syrii. W Gruzji żyje ok. 10 tys. jego wyznawców. Był to modlitewny pobyt w Iraku i Syrii, do których Papież mimo chęci pojechać nie może, a w których trwa męczeństwo chrześcijan. „Inshallah” – Jeśli Bóg zechce – odpowiedział Papież, co znaczące: po arabsku, chaldejskiemu patriarsze Babilonu Louisowi Raphaëlowi I Sako, na pytanie, kiedy fizycznie odwiedzi Irak. Kolejnym symbolem, bardziej wymownym niż dziesiątki słów, było to, że Papieża powitały pieśni śpiewane w języku aramejskim, którym mówił Ten, który daje pokój – Jezus Chrystus.

Więcej łączy, niż dzieli

Pielgrzymka do Gruzji i Azerbejdżanu była drugą częścią papieskiego wędrowania przez Kaukaz. Pierwszy – czerwcowy – etap wiódł przez Armenię. Według nieoficjalnych informacji, pielgrzymkę rozdzielono z powodu Soboru Wszechprawosławnego na Krecie, w którym w tym czasie miał uczestniczyć duchowy zwierzchnik gruzińskiej Cerkwi – dominującego wyznania w kraju – Eliasz II. Ostatecznie nie wziął on udziału w tym spotkaniu – podobnie jak patriarchowie moskiewski, antiocheński i bułgarski – ale zdecydowano o tym w ostatniej chwili. Drugim powodem były napięcia na linii Erywań – Baku w związku z konfliktem o Górski Karabach.

Relacje między Cerkwią gruzińską a Kościołem rzymskim są o tyle dziwne, że z jednej strony – o czym przypomniał Papież w przemówieniu podczas spotkania z Eliaszem II w Tbilisi w ostatnim dniu września – są to relacje serdeczne, a z drugiej – Cerkiew gruzińska należy do tej niewielkiej grupy Kościołów prawosławnych, które nie uznają ważności chrztu sprawowanego przez katolików. Papież z Patriarchą wymieniają uściski, ale Patriarcha nie pomodli się wspólnie z Ojcem Świętym. Bardzo szanowany w Gruzji Eliasz II nie wziął też udziału we Mszy św. sprawowanej 1 października w Tbilisi. Jeszcze na kilkadziesiąt godzin przed Eucharystią zapewniano, że na Mszy św. będą przedstawiciele Eliasza II, ale w ostatniej chwili – nie zważając na wyjątkowo ciepłe słowa Ojca Świętego, który wychwalał samego Patriarchę za wielką miłość do Matki Bożej oraz otworzenie nowego etapu dialogu z Watykanem, a nawet nazywał go kochanym bratem – zdecydowano, że nie będzie wspólnej modlitwy, oficjalnie „ze względów dogmatycznych”. Słowa Franciszka: „Obecnie Boża Opatrzność (...) wzywa nas, aby te więzi między nami otrzymały nowy impuls”; „Doprawdy miłość Pana nas wynosi, ponieważ pozwala nam wznieść się ponad nieporozumienia z przeszłości, ponad wyrachowania dnia dzisiejszego i obawy o przyszłość”; „Z pokojem i przebaczeniem jesteśmy wezwani do pokonywania naszych prawdziwych wrogów, którzy nie są z krwi i ciała, ale są nimi złe duchy na zewnątrz i wewnątrz nas”; że pozostaniemy tylko przy tych apelach, choć pięknych słów padło podczas spotkania wiele – zostały zawieszone w próżni. Ponieważ, czego nie spotyka się w innych krajach goszczących Papieża, w Gruzji nieliczne grupki ultraortodoksów protestowały przeciw wizycie Biskupa Rzymu, trudno się oprzeć wrażeniu, że w ostatniej chwili nad Ewangelią górę wzięła polityka, choć zauważono, że i tak jest już trochę lepiej. Gdy Jan Paweł II sprawował Eucharystię w Tbilisi, prawosławni duchowni grozili, że uczestnictwo w niej to grzech ciężki. Franciszek jeszcze raz powtórzył wobec Eliasza II słowa wezwania do przełamania realnych podziałów, gdy odwiedził najświętsze miejsce gruzińskiego prawosławia – katedrę Sweti Cchoweli (Życiodajnej Kolumny) w Mcchecie, w ostatnim punkcie wizyty. „Naprawdę o wiele więcej nas łączy, niż dzieli” – z tym zdaniem zostawił szlachetnych Gruzinów.

Małe trzódki

Nie zraziło to jednak Papieża, który niewielkiej trzódce katolików – stanowiącej 2,5 proc. populacji – w dzień wspomnienia św. Teresy od Dzieciątka Jezus, podczas Mszy św. na stadionie im. Micheila Meschiego, mówił o ewangelicznej prostocie, której najlepszym przykładem jest Mała Tereska (jej liturgiczne wspomnienie Kościół obchodzi 1 października). – Mała, umiłowana trzódko Gruzji, która tak bardzo poświęcasz się działalności charytatywnej i wychowawczej, przyjmij zachętę Dobrego Pasterza, powierz się Jemu, który bierze ciebie na ramiona i pociesza! – powiedział Ojciec Święty do gruzińskich katolików, a duchowieństwu, z którym spotkał się w kościele pw. Matki Bożej Wniebowziętej w Tbilisi, nakazał: – Nigdy nie wolno uprawiać wobec prawosławnych prozelityzmu! Jak zatem dążyć do jedności? Receptę Ojciec Święty „wypisał”, odwiedzając ośrodek charytatywny Kamilianów. To działalność charytatywna, która jest „drogą braterskiej współpracy między chrześcijanami tego kraju oraz między wiernymi różnych obrządków”. Jest ona świadectwem komunii i sprzyja dążeniu do jedności.

Jeszcze mniejsza jest katolicka trzódka w Azerbejdżanie, dokąd Papież przyleciał 2 października i gdzie spędził 10 ostatnich godzin pielgrzymki. Praktycznie wszyscy azerscy katolicy wzięli udział we Mszy św. z Papieżem i zmieścili się we wnętrzu niewielkiej świątyni pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Baku. Co radził Ojciec Święty katolikom, stanowiącym promile z procentów azerskiej, w zdecydowanej większości muzułmańskiej, populacji? Recepta była mniej więcej podobna do tego, co powiedział w Gruzji: służyć Bogu w uwielbieniu i modlitwie, być otwartym i dyspozycyjnym, konkretnie miłować bliźniego, pracować z entuzjazmem dla dobra wspólnego.

Rola ludzi religijnych

Nie można powiedzieć, że Papież spotkał się ze wspólnotą katolicką przy okazji, ale prawdą jest, że podczas wizyty w Azerbejdżanie dominowała kwestia dialogu międzyreligijnego, w szczególności z islamem. To sprawa kluczowa dla całego świata. Relacje katolicko-muzułmańskie w wydaniu azerskim są w pewnym sensie modelowe. Franciszek chwalił je podczas spotkania z władzami i dyplomatami, mówiąc o społeczeństwie, „które uznaje korzyści z wielokulturowości i niezbędnego dopełniania się kultur, tak aby różne części składowe wspólnoty obywatelskiej i osoby należące do różnych wyznań religijnych nawiązały ze sobą więzi wzajemnej współpracy i szacunku”. A w kontekście uznanych praw garstki katolików na spotkaniu ze zwierzchnikami wspólnot religijnych i wyznaniowych Azerbejdżanu, które odbyło się w Głównej Sali stołecznego meczetu im. Hejdara Alijewa, Franciszek mówił, że „jest to konkretny znak, dowodzący, że nie konfrontacja, lecz współpraca pomaga budować lepsze i pokojowe społeczeństwo”.

Ojciec święty prawdopodobnie myślał o Zachodzie, kiedy mówił, że „szaleje nihilizm ludzi, którzy nie wierzą już w nic oprócz własnych interesów, korzyści i zysków, którzy trwonią życie”. Ale jednocześnie zganił „surowe i fundamentalistyczne reakcje ludzi, którzy – używając gwałtownych słów i gestów – chcą narzucić postawy skrajne i radykalne, najodleglejsze od Boga żywego”. Rola religii jest inna. Według Papieża, wszystkie religie, „pomagając odróżnić dobro i wprowadzać je w życie przez uczynki, modlitwę i trud pracy wewnętrznej, są powołane do budowania kultury spotkania i pokoju, na którą składają się cierpliwość, porozumienie, pokorne i konkretne kroki”. To fragment recepty, która przyjęta ma szansę uleczyć świat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek u św. Marty: nie istnieje ewangelizacja z fotela

2018-04-19 12:19

st (KAI) / Watykan

Na konieczność wyjścia, zbliżenia się do osoby oraz nawiązania do konkretnej sytuacji w dziele głoszenia Ewangelii wskazał papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Dodał, że tym, który pobudza chrześcijan do ewangelizacji jest Duch Święty.

Grzegorz Gałązka

Ojciec Święty zaznaczył na wstępie, że wszyscy chrześcijanie mają obowiązek i misję niesienia Ewangelii. Muszą prosić o łaskę bycia słuchaczami Ducha Świętego, dar bycia ludźmi wychodzącymi, okazującymi bliskość innym i rozpoczynającymi nie od teorii, ale od konkretnych sytuacji. Franciszek nawiązał do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (Dz 8,26-40), w którym mowa o nawróceniu i udzieleniu chrztu dworzaninowi królowej etiopskiej przez Filipa.

Papież zauważył, że scena ta rozpoczyna się od inicjatywy anioła Pańskiego, który powiedział do Filipa: „Wstań i idź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy: jest ona pusta”. Przypomniał, że po męczeństwie Szczepana nastąpiło wielkie prześladowanie chrześcijan, którzy rozproszyli się na wszystkie strony. Zauważył, że wiatr prześladowań popchnął uczniów, by wyszli poza swoją ojczyznę, czy znane sobie sytuacje.

„Podobnie jak czyni wiatr z nasionami roślin, niosąc je daleko i zasiewa, tak też się stało w tym wypadku: poszli poza to, co było im znane z ziarnem Słowa i siali je. Możemy więc powiedzieć, nieco żartując, że w ten sposób zrodziła się „propaganda fide” [Kongregacja ds. Ewangelizacji Narodów – przyp. KAI]. Wychodząc z prześladowania, od wiatru uczniowie nieśli ewangelizację. I ten fragment, który dzisiaj czytaliśmy, z Dziejów Apostolskich, jest wielkiej urody ... Ale jest to prawdziwy traktat o ewangelizacji” – stwierdził Ojciec Święty.

Następnie Franciszek wskazał, iż ewangelizacja to nie dobrze przygotowany plan prozelityzmu. Ale to Duch Święty mówi nam, jak powinniśmy iść, począwszy od: „wstań i idź”.

„Nie istnieje ewangelizacja z fotela. Wstań i idź. Zawsze trzeba wychodzić. Idź, rusz się. Idź w miejsce, gdzie powinieneś głosić Słowo Boże” – podkreślił papież. Przypomniał wielu misjonarzy, którzy musieli opuścić swą ojczyznę i bliskich, aby głosić Słowo Boże, często nie przygotowanych fizycznie, młodo umierających, czy też ponoszących śmierć ze względu na nienawiść do wiary – męczenników ewangelizacji.

Ojciec Święty wyraził przekonanie, że konieczny jest nie tyle jakiś podręcznik ewangelizacji ile bliskość oraz wyjście od konkretnej sytuacji, a nie od teorii. „Nie można ewangelizować w teorii. Ewangelizacja jest po trosze spotkaniem twarzą w twarz, osoby z osobą. Zaczyna się od sytuacji, a nie od teorii. I głosi Jezusa Chrystusa, zaś męstwo będące darem Ducha Świętego pobudza Filipa, by ochrzcił dworzanina królowej etiopskiej” – zauważył Franciszek.

Papież raz jeszcze przypomniał słowa kluczowe w dziele ewangelizacji: wyjdź, zbliż się do osoby oraz wyjdź z konkretnej sytuacji. Zaznaczył, że jest to metoda prosta, ale jest to metoda Jezusa.

„Jezus ewangelizował w ten sposób. Zawsze w drodze, zawsze blisko ludzi i zawsze zaczynał od konkretnych sytuacji. Ewangelizacja jest możliwa tylko z tymi trzema postawami, ale także pod wpływem mocy Ducha Świętego. Bez Ducha, nawet te trzy postawy na nic się nie przydadzą. To Duch pobudza nas, byśmy wstali, podeszli bliżej i wychodzili od konkretnych sytuacji” – przypomniał na zakończenie swej homilii Ojciec Święty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież odwiedził Apulię

2018-04-20 14:21

st, pb (KAI/VaticanNews) / Molfetta

Franciszek odwiedził 20 kwietnia Apulię na południu Włoch. Uczcił pamięć bp. Antonia Bello, zwanego „don Tonino”, który bywa uważany za prekursora duszpasterskiego stylu obecnego papieża.

pixabay.com

W 25. rocznicę śmieci bp. Bello, Ojciec Święty odwiedził jego rodzinne miasto Alessano, gdzie modlił przy jego grobie, a następnie Molfettę, której bp. Bello był ordynariuszem w latach 1982-93. Od 2007 r. trwa jego proces beatyfikacyjny.

Alessano

Papież przyleciał helikopterem do Alessano tuż przed dziewiątą rano. Na miejscowym cmentarzu modlił się dłuższą chwilę przy grobie bp. Bello, a potem przy grobie jego matki Marii. Po wyjściu z cmentarza spotkał się z jego bliskimi, którzy ofiarowali mu należącą do bp. Bello stułę oraz fartuch, wyhaftowany przez kobiety z tej miejscowości. W ten symboliczny sposób nawiązano do ulubionego zwrotu Sługi Bożego, który zwykł mawiać, że Kościół powinien służyć, nosząc fartuch, jedyną szatę kapłańską, o której pisze Ewangelia.

Następnie Franciszek udał się na pobliski plac, gdzie czekało na niego 20 tys. wiernych. Witając papieża ordynariusz diecezji Ugento bp Vito Angiuli podkreślił aktualność świadectwa, jakie pozostawił Sługa Boży Antonio Bello. Wyraził nadzieję, że niebawem zostanie on wyniesiony do chwały ołtarzy. Wskazał także na powiązanie duchowe między sposobem pełnienia przezeń posługi biskupiej a stylem pontyfikatu obecnego następcy św. Piotra. Bp Angiuli poruszył także niektóre wyzwania, przed jakimi stają mieszkańcy tej części Włoch, w tym związane z kryzysem ekologicznym czy brakiem pracy. Zapewnił, że społeczność tego regionu będzie zawsze pamiętała w modlitwie o Ojcu Świętym.

W swoim przemówieniu Franciszek podkreślił, że dla don Tonino zrozumienie biednych było prawdziwym bogactwem. „Kościół, który troszczy się o ubogich zawsze będzie dostrojony do kanału Boga, nigdy nie traci częstotliwości Ewangelii i czuje, że musi powrócić do tego, co istotne, aby konsekwentnie wyznawać, że Pan jest jedynym prawdziwym dobrem” – wskazał papież.

Ojciec Święty zaznaczył, że bliskość wobec ubogich musi wyrażać się w konkretnych działaniach. Przykładem jest w tym względzie don Tonino, który „nie tracił okazji, aby powiedzieć, że na pierwszym miejscu stoi pracownik z jego godnością, a nie zysk ze swoją chciwością. Nie stał z założonymi rękoma: działał lokalnie, aby siać pokój na całym świecie, w przekonaniu, że najlepszym sposobem, aby zapobiec przemocy i wszelkiego rodzaju wojnom jest zatroszczenie się o potrzebujących i krzewienie sprawiedliwości” – stwierdził papież. Przypomniał, że pokój buduje się od walki z ubóstwem i zwrócił uwagę na znaczenie Apulii jako okna nadziei, by region śródziemnomorski był „gościnną arką pokoju”.

Następnie Franciszek mówił o powołaniu jako rozmiłowaniu w Bogu, z żarliwością marzenia, porywem daru, śmiałością, by nie poprzestawać na półśrodkach. Podkreślił konieczność życzliwości wobec świata. Wskazał także na konieczność łączenia w życiu chrześcijańskim kontemplacji i działania.

Na zakończenie papież zachęcił do naśladowania don Tonino: „Nie zadowalajmy się spisaniem pięknych wspomnień, nie dajmy się powstrzymać tęsknotami za przeszłością ani nawet leniwą gadaniną chwili obecnej czy też obawami o przyszłość. Naśladujmy don Tonino, dajmy się porwać jego młodzieńczej gorliwości chrześcijańskiej, usłyszmy jego usilne wezwanie do życia Ewangelią bez taryfy ulgowej. Jest to mocne zaproszenie skierowane do każdego z nas i dla nas jako Kościoła. Niech nam prawdziwie pomoże szerzyć dziś wonną radość Ewangelii”.

Spotkanie zakończyło wspólne odmówienie modlitwy „Zdrowaś Maryjo” i papieskie błogosławieństwo.

Molfetta

Z Alessano Franciszek udał się do Molfetty, gdzie w porcie odprawił Mszę św. W swojej homilii podkreślił, że Eucharystia „to nie piękny obrzęd, ale najgłębsza, najbardziej konkretna, najbardziej zaskakująca, jaką można sobie wyobrazić komunia z Bogiem: komunia miłości tak realna, że przybiera formę pokarmu”. Jest ona źródłem życia chrześcijańskiego. Ponadto pozwala nam, abyśmy, wychodząc ze Mszy św., żyli już nie dla siebie, ale dla innych.

Papież wskazał, że tak żył don Tonino. „Marzył o Kościele głodnym Jezusa i nietolerancyjnym wobec wszelkiej światowości” – przypomniał Ojciec Święty. Jednocześnie zachęcił wiernych do postawienia sobie pytania: „Czy po tylu komuniach staliśmy się ludźmi komunii?”.

Podkreślił następnie, że Eucharystia jest także chlebem pokoju, ponieważ spożywamy ją razem z innymi. „My, którzy dzielimy ten Chleb jedności i pokoju, jesteśmy powołani, aby kochać każde oblicze, aby naprawić każde rozdarcie; być, zawsze i wszędzie, budowniczymi pokoju” – stwierdził Franciszek.

Wskazał, że z Eucharystią ściśle łączy się słowo Boże, wzywające nas do przemiany życia. Jezus szuka bowiem nie naszych refleksji, ale naszego nawrócenia. Nie możemy wegetować w małych satysfakcjach. Po spotkaniu Zmartwychwstałego nie możemy czekać, nie możemy odkładać na później; musimy iść, wyjść, mimo wszystkich problemów i niepewności, stawać się „kurierami nadziei”, prostymi i radosnymi rozdawcami wielkanocnego alleluja – zaznaczył papież.

Podkreślił ponadto znaczenie, jakie na drodze apostoła Pawła odgrywa posłuszeństwo Bogu i pokora. „Słowo Boże uwalnia, podnosi, sprawia, że idziemy naprzód, pokorni i odważni zarazem. Nie czyni z nas ludzi o ustalonej pozycji i mistrzów swoich umiejętności, ale autentycznych świadków Jezusa w świecie” – wskazał Franciszek.

„Na każdej Mszy karmimy się Chlebem życia i słowem, które zbawia: żyjmy tym, co celebrujemy! W ten sposób, podobnie jak don Tonino, będziemy źródłem nadziei, radości i pokoju” - zakończył swe kazanie Ojciec Święty.

Dziękując mu za tę pierwszą w historii papieską wizytę w Molfetcie miejscowy ordynariusz bp Domenico Cornacchia zauważył, że don Tonino byłby szczęśliwy, widząc w obecnym papieżu wcielenie swej idei „Kościoła w fartuchu”. Przypomniał, że gdy 25 lat temu przedwczesna śmierć zabrała bp. Bello, „pasterza kochanego, szanowanego i podziwianego”, na ulicach zapanowała wielka cisza. Już wtedy uważano go za świętego i dziś jest dla wszystkich „świętym z sąsiedztwa”, żyjącym w sercach ludzi. Znaki jego obecności można spotkać w każdym domu, parafiach, szpitalach, barach, miejscach pracy i na ulicach. „Tak jakby czas nie upłynął”, ludzie nadal słyszą jego słowa, a także odczuwają „jego wstawiennictwo w niebie za ten Kościół, który tak ukochał, i za który pragnął oddać swoje życie”.

W imieniu zgromadzonych hierarcha podarował papieżowi złotą różę wykonaną z wotów składanych przez wiernych. Franciszek odwdzięczył się kielichem mszalnym.

Po papieskim błogosławieństwie odśpiewano wielkanocną modlitwę maryjną „Regina caeli”. Był to ostatni punkt kilkugodzinnej wizyty Franciszka w Apulii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem