Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Kraków: Areopag z Brygidą Grysiak

2016-11-15 13:47

Kl. Marcin Stopka

Już we wtorek 22 listopada klerycy WSD Archidiecezji Krakowskiej i studenci dziennikarstwa UPJPII w Krakowie zapraszają na inauguracyjne w tym roku spotkanie w ramach "Ich Areopagu Wiary". Gościem specjalnym będzie znana dziennikarka Brygida Grysiak.

Urodzona w Krakowie, od zawsze związana z mediami. Jest absolwentką wydziału zarządzania i komunikacji społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pracę zaczynała w Gazecie Krakowskiej i Radiu Kraków. Obecnie od piętnastu lat związana ze stacją TVN24.

Brygida Grysiak jest autorką kilku książek, m.in. wywiadu-rzeki z abp. Mieczysławem Mokrzyckim – "Najbardziej lubił wtorki", "Miejsce dla każdego. Opowieść o świętości Jana Pawła II" oraz "Wybrałam życie".

Reklama

W 2012 roku dziennikarka została odznaczona przez kardynała Stanisława Dziwisza brązowym medalem im. Jana Pawła II za zasługi dla archidiecezji krakowskiej.

Początek spotkania we wtorek 22 listopada o godz. 19.15. Wstęp wolny, serdecznie zapraszamy!

Tagi:
spotkanie

Międzynarodowy Zjazd Liderów Spotkań Małżeńskich

2018-09-18 08:41

J.G.

„Wasze doświadczenia, wiara i sprawdzona miłość małżeńskiego i rodzinnego oddania są dla Kościoła bogactwem i wielkim zasobem ewangelizacji: „głoś naukę, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz (…) spełnij swe posługiwanie!” (2Tm 4,2-5). Jeśli dacie ludziom to – jeśli nauczycie ich tego – co sami przeżyliście w bezinteresownej miłości w rodzinie, to rzeczywiście staniecie się „Światłością świata” w Kościele.” napisał kard. Kevin Farrell, prefekt Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia w specjalnym przesłaniu skierowanym do Liderów Spotkań Małżeńskich, zgromadzonych na międzynarodowym Zjeździe w Konstancinie.

J.G.

Listy do zgromadzonych liderów z zapewnieniem o modlitwie w intencji Zjazdu oraz rozwoju dalszej pracy apostolskiej przesłali także Nuncjusz Apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio, bp Wiesław Śmigiel, Przewodniczący Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski, abp Stanisław Gądecki, Metropolita Poznański, abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski.

Zjazd odbył się w dniach 14-17 września w Domu Misyjnym Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego w Konstancinie-Jeziornej. Zgromadził 160 liderów - małżeństw i kapłanów - zaangażowanych w prowadzenie warsztatowych rekolekcji dla małżeństw i narzeczonych (Wieczory dla Zakochanych). Oprócz liderów z 27 ośrodków w Polsce, przybyli liderzy z Białorusi, Irlandii, Litwy, Łotwy, Mołdawii, Niemiec, Rosji, Ukrainy - zarówno obrządku rzymskokatolickiego jak i grekokatolickiego, z USA i Wielkiej Brytanii, a także z Prawosławnego Stowarzyszenia Spotkania Małżeńskie z Rosji, gdzie przeszczepiony został z Polski ruch Spotkań Małżeńskich.

Zjazd miał charakter roboczy. Uczestnicy podczas spotkań plenarnych oraz pracy w grupach analizowali w jaki sposób dbać o duchowość, charyzmat i misję w swoich Ośrodkach, jak dbać o programy rekolekcyjne, dobrze organizować pracę ośrodka i budować wspólnotę.

W czasie Zjazdu zwracano uwagę, że centrum duchowości, charyzmatu i misji Spotkań Małżeńskich są duszpasterskie problemy małżeństwa i rodziny:

- właściwego przygotowania do małżeństwa,

- tworzenie grup wsparcia dla młodych małżeństw i kształtowanie umiejętności radzenia sobie z kryzysami

- kryzysy w małżeństwie i rozpad małżeństw często w pierwszych latach po ślubie

- rosnąca liczba związków nieformalnych

-duszpasterstwo powtórnych związków po rozwodzie;

- przygotowanie kapłanów do pracy wśród małżeństw;

- kwestia wiary, która bądź jest zbyt słaba, by wesprzeć pojawiające się problemy, bądź słabnie w obliczu tych problemów.

A słowem kluczowym, które coraz częściej pojawia się w tym kontekście jest towarzyszenie.

Aktualnie, w całej Polsce, Stowarzyszenie prowadzi rocznie blisko 100 weekendowych rekolekcji, w których uczestniczy blisko 1200 coraz to nowych małżeństw. Poza tym prowadzonych jest ponad 60 serii Wieczorów dla Zakochanych i Rekolekcji dla Narzeczonych. W Stowarzyszeniu realizowany jest także warsztatowy program rekolekcji dla powtórnych związków po rozwodzie.

W części zajęć Kongresu uczestniczył kard. Kazimierz Nycz Metropolita Warszawski. Zwrócił się do założycieli Spotkań Małżeńskich i do zebranych liderów: „Wasza praca wyprzedziła to, co zostało sformułowane najpierw w Familiaris Consortio, a potem w Amoris Laetitia. W Spotkaniach Małżeńskich dokonuje się prawdziwe duszpasterstwo rodzin.” Nawiązując do wcześniejszej wypowiedzi Ireny i Jerzego Grzybowskich kardynał podkreślił wartość wierności charyzmatowi założycielskiemu i konieczność dokonywania zmian w metodach działania w miarę zmieniających się warunków społecznych. Podkreślił też znaczenie Spotkań Małżeńskich jako inicjatywy oddolnej osób świeckich. Jubileusz 40-lecia Spotkań Małżeńskich – mówił dalej kardynał - zbiega się z 40-leciem powołania na Stolicę Piotrową Jana Pawła II, któremu tak bardzo drogie było małżeństwo i rodzina, zarówno od strony teologicznej jak i bezpośredniego kontaktu z człowiekiem. Zbieg tych dwóch jubileuszy nie jest przypadkowy.”

W czasie niedzielnej liturgii, w podczas procesji z darami niesiona byłą Księga Świadectw uczestników Spotkań Małżeńskich jako wotum wdzięczności Panu Bogu za małżeństwa, które rozpoznały na nowo i rozwinęły miłość w swoim związku. W Księdze tej zawarty jest wybór świadectw ok. 1000 małżeństw ze wszystkich krajów, w których prowadzone są rekolekcje dla małżeństw, Wieczory dla Zakochanych oraz rekolekcje dla związków nieuregulowanych w Kościele. Założyciele Spotkań Małżeńskich Irena i Jerzy Grzybowscy podkreślili, ze wiele spośród tych par przeżyło na drodze duchowości Spotkań Małżeńskich swoje nawrócenie.

- Okazuje się, że można popatrzeć na swoje małżeństwo inaczej niż poprzez utarte schematy. Można być razem, a nie obok siebie. Można przezwyciężyć kryzys, który zdaje się być równią pochyłą do rozwodu. To nie propaganda sukcesu naszych rekolekcji. To podsumowanie świadectw tysięcy małżeństw, które uczestniczyły w tych warsztatach rekolekcyjnych. Wycofane z sądów pozwy rozwodowe są świadectwem szczególnym. Ale dialog, który proponujemy jest także drogą do uzdrawiania współczesnego społeczeństwa, które wydaje się być w wyraźnym kryzysie – zauważyli.

A o. Mirosław Pilśniak OP, krajowy doradca duchowy Stowarzyszenia, dodał: Spotkania Małżeńskie wybijają kapłana z tradycyjnego sposobu pojmowania roli pasterza w Kościele, zmieniają sposób pojmowania roli kapłana wobec wiernych. Kapłan, dzięki doświadczeniu dialogu w Spotkaniach Małżeńskich pragnie być pasterzem przez towarzyszenie. Uczy się szacunku dla powołania małżeńskiego i nieco lepiej rozumie problemy małżeństw. Kościołowi bardzo potrzeba duszpasterzy z takim doświadczeniem.

- dar dialogu, tak jak go opisaliśmy w Spotkaniach Małżeńskich rozumiemy jako dar Boży dla Kościoła na trudne czasy – kontynuowali Grzybowscy - Ma znaczenie uniwersalne. Jest drogą uzdrawiania społeczeństwa, które jest w głębokim kryzysie. Jest drogą do świętości.

Podczas Zjazdu dokonani również wyborów do nowego zarządu międzynarodowego Spotkań Małżeńskich. Liderami Dzieła zostali wybrani na drugą kadencję Daina I Uldis Żurilo z Łotwy, zastępcami Liderów – Irena i jerzy Grzybowscy. Do Zarządu weszli ponadto Vira i Zinoviyj Kuzymkiwy (Ukraina) oraz Alena i Paweł Kuźmickije z Białorusi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Chopin w ciele kobiety

2018-09-18 12:06

Agata Iwanek

Miała 25 lat, kiedy opuściła Wrocław i wyjechała do Włoch. Dziś coraz częściej wraca do Polski, bo właśnie tutaj chce promować niezwykłą płytę, na której nagrała zapomniane pieśni Chopina. O miłości do Polski i muzyki w rozmowie z Agatą Iwanek opowiada światowej sławy sopranistka Dominika Zamara.


Agata Iwanek i Dominika Zamara we wrocławskiej redakcji Niedzieli

Skąd miłość do muzyki?

Śpiewałam od zawsze. Mój dziadziuś grał na organach i od małego inspirował mnie do sztuki. Inspirował mnie także kościół. Śpiewałam w Kościele Świętego Krzyża, pamiętam pierwsze schole, w których byłam solistką

Jak Dominika Zamara stała się gwiazdą opery?

Byłam dobrą studentką wrocławskiej Akademii Muzycznej na wydziale wokalnym. Od drugiego roku zawsze miałam stypendium naukowe, już wtedy koncertowałam. W końcu moja pani profesor, Barbara Ewa Werner, powiedziała, że jest możliwość wygrania stypendium do Włoch. Zupełnie w to nie wierzyłam, ale wzięłam udział w konkursie. Po miesiącu dostałam telefon, że się udało! To było marzenie mojego życia i faktycznie całkiem je odmieniło. Miałam 25 lat, kiedy wyjechałam. We Włoszech nauczyłam się bel canto – śpiewu wybitnych mistrzów opery, który do dzisiaj jest moją pracą.

Czy polskie realia odbiegały od włoskiej rzeczywistości?

Śpiewu uczył mnie maestro Enrico De Mori, niezwykły dyrygent, pianista Marii Callas. To on odkrył biedną studentkę z Polski. Realia były na początku bardzo ciężkie. Miałam stypendium, ale to były niewielkie pieniądze, a mistrz tak uwierzył we mnie, że udzielał mi lekcji za darmo. Uczył mnie oper i całej techniki śpiewu włoskiego, której używa się w Teatro alla Scala, czyli najważniejszych teatrach na świecie. W ramach odpracowania lekcji koncertowałam z jego orkiestrą. To była moja zapłata, a tak naprawdę wspaniała szkoła i prestiż. Pod mistrzowską batutą mogłam śpiewać w Weronie, czy Mediolanie. Zadebiutowałam w roli Mimi w operze Pucciniego pt. „Cyganeria”. W ten sposób nauczyłam się, jak pracować nad operą profesjonalnie. Wokalnie, interpretacyjnie i z włoską wymową.

Co ze znajomością języka?

Na wrocławskiej Akademii Muzycznej mieliśmy bardzo dobry poziom języka włoskiego. Szkoliła nas pani Tołłoczko, która była bardzo wymagająca. Mimo że ktoś doskonale śpiewał, mógł „wylecieć” z wokalistyki przez włoski! Wiele jej zawdzięczam. Nieustannie przepytywała, krzyczała, ale była świetna. Dzięki niej, gdy wyjeżdżałam z Polski, znałam praktycznie całą włoską gramatykę. Jak ktoś z mojego roku nie zrobił kariery wokalnej, to miał szansę mieć drugi zawód, ponieważ szedł na italianistykę.  

Ulubione miejsce we Wrocławiu?

Ostrów Tumski. To jest takie metafizyczne, duchowe miejsce, które inspiruje. Serce Wrocławia. Mieszkam dwa kroki stąd na ulicy św. Marcina przy siostrach zakonnych i kiedy jestem w Polsce, odbywam tu długie, nocne spacery. Mój ulubiony Kościół, to Kościół Matki Boskiej na Piasku. Za każdym razem, gdy się tam modlę, czuję niesamowitą duchową więź.

 A muzycznie?

Oczywiście Narodowe Forum Muzyki. Pan profesor Kosendiak organizuje tam wiele godnych uwagi wydarzeń. Jest też opera, a koneserom sztuki lżejszej polecam Capitol jako połączenie teatru i śpiewu.

Jeżeli jesteśmy przy łączeniu śpiewu z teatrem – opera to też teatr?

Tak, oczywiście. Właśnie to kocham w operze – to nie jest zwykłe śpiewanie, tylko interpretacja, wejście w postać. Tam jest bardzo dużo teatru. Utożsamiam się z postacią, którą gram. Czasem muszę się nauczyć na pamięć 300 stron, ale to szukanie klucza interpretacji jest niezwykłe. Postaci opery są z reguły bardzo dramatyczne. Moim debiutem była postać Mimi z Cyganerii. Mieszkałam w Veronie tak jak ona, też w mieszkaniu artystycznym. Ona na koniec umiera i właśnie jak wystawiałam tę operę, to czułam, jakby część mnie też umarła na chwilę. To takie mocne utożsamianie się. Powiem szczerze, że wpływa to na psychikę, ale w muzyce lubię bardziej dramatyzm, niż komizm.

Opera to wyjątkowe stroje, makijaż i uczesanie, czy w życiu osobistym także wyraża Pani siebie w ten sposób?

Oczywiście! Na scenie jest to pewna charakteryzacja, ale w życiu codziennym także bardzo lubię się wyróżniać. Nie ukrywam, my artyści lubimy być inni, ale nie celowo, pozersko, to wynika z podświadomości. Lubimy być jacyś, nie lubimy być szarzy. Ja to lubię.

Dlaczego Polacy nie słuchają opery?

Po pierwsze bariera językowa. W Polsce stawia się na tekst. Opery są pisane głównie w języku włoskim, który jest najbardziej śpiewny i teatralny. Mimo że mamy libretto w ręku, bądź tekst jest wyświetlany, to trzeba mieć tę podzielność uwagi, a i tak nie zawsze wszystko się rozumie, ponieważ język opery, to język metafor. Szukanie tego klucza jest bardzo ciekawe, ale trudne. Poza tym media nie promują tak bardzo opery, jest to dla nich sztuka niezrozumiała. U nas w Polsce tylko elita intelektualna uczęszcza do opery. We Włoszech jest to sztuka popularna, nawet takie proste rodziny słuchają arii operowych i znają je całe na pamięć.

Skąd pomysł na nagranie płyty z utworami Chopina?

To mój ukochany polski kompozytor. Mało kto zna twórczość wokalną Chopina, mało kto wie, że kochał operę. Nigdy sam jej nie napisał, ale stworzył piękne pieśni. Postanowiłam je zaśpiewać i wydać na płycie. Pomysł zrodził się głównie z sentymentu i nostalgii za Polską. Chopin też wyemigrował. Też po to, żeby zrobić karierę. Poza tym lubię promować kulturę polską. Często przemycam pieśni Chopina, Moniuszki, Paderewskiego, czy Szymanowskiego na światowe sceny. Płyta cieszy się już dużą popularnością. Jest przetłumaczona na trzy języki: polski, angielski i włoski.

Czy Chopin za życia był w Polsce doceniany?

Na początku nie, wcześnie wyemigrował. Sytuacja była tutaj bardzo ciężka. Po nieudanych próbach zaistnienia w Wiedniu wyjechał na szczęście do Paryża, gdzie spotkał węgierskiego kompozytora Ferenca Liszta, wirtuoza fortepianu. Dzięki niemu został zauważony.

Wyjazd z kraju, kariera międzynarodowa, odkrycie przez mistrza… Wiele analogii. Czy niedocenienie w ojczyźnie też się do nich zalicza?

Dobre pytanie. Nie wiem jak na nie odpowiedzieć. To stypendium było moim wyborem i przeznaczeniem. Dzięki niemu mogłam rozwinąć karierę międzynarodową, a w Polsce nie miałabym takiej możliwości, jednak z perspektywy czasu bardzo tęsknię za ojczyzną – stąd ten ukłon i wydanie płyty z utworami Chopina. Teraz widzę, że jestem coraz częściej zapraszana do Polski, polskich filharmonii. Jestem tu coraz bardziej doceniana.

Czy możemy dowiedzieć się więcej o współpracy z Watykanem?

Od lat nieoficjalnie współpracowałam z Watykanem. To najważniejszy mecenat kultury we Włoszech. Księża, kardynałowie, sam papież, to wspaniali ludzie wspierający kulturę i kochający ją, szczególnie muzykę sakralną. W tym roku zadzwonił do mnie kardynał Jean Marie Gervais i zaprosił mnie do Watykanu. Tam zaproponował mi stałą współpracę. To ogromne wyróżnienie.

Gdzie rodacy mogą Panią usłyszeć?

Płytę można kupić internetowo, mam też zaplanowane koncerty w Polsce. 21 września będę po sąsiedzku w Czechach, 27 września w jeleniogórskiej Filharmonii, a 5 października w Warszawie. Serdecznie zapraszam.








CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chciałam sprawdzić Maryję – świadectwo z Niepokalanowa

2018-09-19 20:21

Agnieszka Bugała
Kaplica w Niepokalanowie

Na nocne czuwania przed Najświętszym sakramentem w Niepokalanowie przed pierwszą sobotą miesiąca przyjeżdżam już od roku. Wcześniej słyszałam często jak o. Mirosław Kopczewski OFMConv zachęcał do takiej formy modlitwy. Myślałam sobie: to nie dla mnie, nie czułam się na siłach. Bałam się, czy starczy mi sił, czy podołam fizycznie tak czuwać w nocy. (Swoją drogą dziwne te lęki, bo przecież na weselu tańczy się całą noc i siły się znajdują).

Przekonały mnie jednak słowa o. Mirosława o tym, że jak ofiarujesz Matce Bożej jajko, Ona w zamian odda ci kurę, a jeśli podarujesz kurę, Ona da tobie wołu, jeśli ofiarujesz wołu Ona odda ci farmę, a jeśli Maryi ofiarujesz farmę…?

Pomyślałam, że sprawdzę na własnej skórze, we własnym życiu, czy to prawda, czy ta zasada działa, czy rzeczywiście Maryja jest tak hojna. I tak to się zaczęło, od sprawdzenia Matki Bożej, a Ona ze swoim Synem, powolutku lecz dostrzegalnie, przemieniała i nadal przemienia moje przekupne serce i życie.

W czasie adoracji Pan Jezus sam wyznacza co będzie tematem spotkania. Ja daję Mu do dyspozycji czas, samą siebie i ..... dzieje się. Bóg hojnie odpowiada na moją dyspozycyjność wg. zasady: DAR za dar.... Często na adoracji dotyka mnie mocno jakiś fragment z Pisma św., czasem jest to jakiś obraz, a czasem jest tylko cisza, tak bardzo kojąca cisza... Na samym początku czuwania były dla mnie jakby jałowe. Piszę „jakby jałowe”, ponieważ nie przynosiły rewolucyjnych zmian w moim życiu, jednak zawsze dawały pokój, ukojenie i nowe siły.

Teraz za każdym spotkaniem już tęsknię. Czasami łapię się na tym, że już po przyjeździe do domu, czy w połowie miesiąca, myślę o kolejnej adoracji, by móc odpocząć przy Jezusie, tak słodko, tak w milczeniu. Coraz mocniej odczuwam w sercu brak tych spotkań i Obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie w tygodniu, gdy daleko jeszcze do wyjazdu. To niesamowite, jak Jezus słucha naszych pragnień i delikatnie na nie odpowiada, zapraszając do spotkania, do głębszej relacji.

Na rozpoczęcie mojego urlopu pewien znajomy życzył mi dużo wakacyjnego wypoczynku na słonecznej plaży. Uśmiechnęłam się i podziękowałam za życzenia. Nie wiem jak to się stało, ale od razu w mojej głowie pojawiła się myśl, złota myśl: przecież to jest super pomysł, że też sama na to nie wpadłam! Mogę przez całe wakacje spotykać się z Jezusem przed Najświętszym Sakramentem. Nigdy dotąd nie spędzałam tak wakacji!

Złotą myśl wprowadziłam w czyn i słów zachwytu mi brakuje, by opisać jak wspaniałomyślnie Jezus odpowiedział na ten dar codziennych adoracji.

Owocem tych adoracji jest m.in coraz to głębsze poznawanie samej siebie, życie w prawdzie o sobie , o swoim życiu, o moim grzechu. To dzięki tym spotkaniom wiem co jeszcze muszę wyznać na spowiedzi, za co jeszcze nie żałowałam, za co nie zadośćuczyniłam ludziom i Bogu. Dzięki tym spotkaniom Jezus pomógł mi rozeznać, po blisko 20. latach modlitw i próśb, jakie jest moje powołanie… Chwała Panu! Jezus pomaga dostrzec ślady Jego obecności w mojej codzienności i całym moim życiu...

Im więcej, częściej i na dłuższy czas spotykam się z Jezusem na adoracji, tym więcej jeszcze pragnę nabierać przy Nim sił - TO DZIAŁA JAK MAGNES, przyciąganie gwarantowane. I widzę jak Jezus pomaga mi w życiu realizować te pragnienia.

Sprawdziła się zasada: Im więcej dasz, tym więcej otrzymasz...

DAR ZA DAR, MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ, CIERPIENIE ZA CIERPIENIE....

I im więcej dasz, tym więcej i bardziej pragnąć będziesz – tak to działa.

Czasami jednak „ktoś mi w głowie myśli” inaczej i zaciemnia wszystko... Przychodzą wtedy chwile niechęci, myślenia typu: Może już starczy tych adoracji? Po co ich tyle? To nic nie daje (mimo, iż mam realne, odczuwalne skutki działania tej modlitwy). Kiedy jednak przychodzę na adorację, mimo zwątpienia i czarnych myśli, to Jezus jak zawsze działa z mocą, pokrzepia ducha i ciało. I często sama się dziwię, że będąc bierna, zmęczona, siedzę tylko w ławce, a Jezus leczy i przemienia to, co we mnie mroczne i ciemne. Zawsze wychodzę z adoracji inna niż przyszłam, bardziej radosna, lżejsza jakaś.

Jaka moc, jaka siła ukryta jest w tym małym kawałku Chleba! Wciąż mnie to zadziwia…

Chwała Panu za wszystkie Jego cuda....
Chwała Panu za wszystkie Jego dary...
Chwała Panu, za Jego nieustanną, uzdrawiającą Obecność...
Dobrze, że jesteś Panie. Dobrze, że jesteś...

Świadectwo Marty udostępnione o. Mirosławowi Kopczewskiemu OFMConv

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem