Reklama

Stracili życie - uratowali świat

Sześćdziesiąt lat temu 24 marca 1944 r. w naszej wsi Markowa doszło do zdarzenia, które wstrząsnęło nie tylko jej mieszkańcami, ale i całym regionem. Z rąk Niemców zginęła polska rodzina oraz ukrywani przez nią Żydzi. Oto próba przypomnienia wydarzeń sprzed 60 lat.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W okresie międzywojennym Markowa była jedną z największych wsi w Polsce. W 1931 r. liczyła 931 domów, w których zamieszkiwało 4442 mieszkańców. Wśród nich olbrzymią większością byli katolicy. Szacować można, iż żyło w niej także około 120 żydów w blisko trzydziestu rodzinach, a także kilkudziesięciu adwentystów.
Gdy przyszła wojna Żydzi pozbawieni zostali wszelkich praw, część z nich, także z Markowej, już we wrześniu 1939 r. wyrzucono za San na tereny okupowane przez Sowietów. Od 1941 r. w Generalnej Guberni rozpoczęto zakładanie gett. Na naszym terenie powstawały od 1942 r., choć od Żydów zamieszkałych na wsiach nie wymagano rygorystycznego w nich stawiennictwa. Plan bowiem przewidywał ich likwidację w miejscach zamieszkania. W lipcu i sierpniu 1942 r. Niemcy wymordowali większość żydowskich mieszkańców Markowej. Miejscem zbrodni było głównie grzebowisko padłych zwierząt. Przy życiu pozostali ci, którzy wcześniej ukryli się w chłopskich domach.
Jedną z rodzin, która zdecydowała się na bohaterską decyzję ukrycia Żydów byli Józef i Wiktoria Ulmowie. Józef urodzony w 1900 r., znany był doskonale w całej wsi. Wszechstronnie utalentowany, był pierwszym w Markowej, który prowadził szkółkę drzew owocowych. Propagował nie rozpowszechnione jeszcze wówczas szeroko uprawy warzyw i owoców. Jego nowatorstwo znane było nie tylko w tej dziedzinie. Zachowały się dyplomy, które otrzymał na Powiatowej Wystawie Rolniczej w Przeworsku w 1933 r., jeden „za pomysłowe ule i narzędzia pszczelarskie własnej konstrukcji”, drugi „za wzorową hodowlę jedwabników i wykresy ich życia”. Zwłaszcza to jego ostatnie zainteresowanie wzbudzało ciekawość nie tylko całej wsi, ale i okolicy, a nawet księcia Andrzeja Lubomirskiego, który nawiedził Józefa, by obejrzeć jedwabniki i drzewa morwowe.
Nie stronił także od działalności społecznej. W Kole Młodzieży Katolickiej był np. bibliotekarzem i organizatorem konkursów uprawy kwiatów. Jego największą pasją było fotografowanie. Własnym aparatem wykonał tysiące, w znacznej mierze do dziś zachowanych zdjęć; do dzisiaj pozostają w wielu szufladach nie tylko markowskich domów. Pięknie fotografował małżonkę i dzieci. Zachowały się także zdjęcia samego Józefa, przedstawiające przystojnego mężczyznę w garniturze pod krawatem i w kapeluszu, którego twarz pokazuje inteligentnego, wrażliwego człowieka, który wie, co chce osiągnąć w życiu.
Jego wybranką stała się najmłodsza córka Jana i Franciszki Niemczaków - Wiktoria urodzona w 1912 r. jako ich siódme dziecko. Małżeństwo było dobrze dobrane i żyło miłością. Doczekało się także szybko dzieci. W ciągu siedmiu lat małżeństwa urodziła się im szóstka dzieci: Stasia, Basia, Władziu, Franuś, Antoś, Marysia, a gdyby nie tragedia to cieszyliby się na wiosnę 1944 r. siódmym maleństwem.
Kolejne dzieci uświadamiały Józefowi i Wiktorii, iż nie będą w stanie ich wyżywić z malutkiego gospodarstwa. Choć tak blisko związani z Markową postanowili zaryzykować i zakupić ziemię na nieodległych kresach - w Wojsławicach koło Sokala. W 1937 r. sprzedali co mieli i dodając oszczędności zakupili tam 5 hektarów czarnoziemu. Jednak na krótko przed planowanym opuszczeniem rodzinnej wsi nadszedł wrzesień 1939 r. i najazd na Polskę dwóch agresorów.
Nieznane są szczegóły, kiedy i jak do tego doszło, że w ich domu znalazło się ośmiu Żydów: pięciu mężczyzn z Łańcuta o nazwisku Szall - znany przed wojną handlarz bydłem z synami, oraz bliscy sąsiedzi domu rodzinnego Józefa: Layka Goldman z małą córką i siostrą Gołdą. Wiadomo tylko tyle, iż wcześniej ukrywali się u Niemczaków - rodzeństwa Wiktorii. Dom ten jednak był w bezpośredniej bliskości posterunku granatowej policji, który często nawiedzała żandarmeria z Łańcuta i Jarosławia. Postanowiono zatem, że bezpieczniej będzie, gdy przejdą do Ulmów, którzy zamieszkiwali z dala od innych zabudowań. Józef zaś znany był z życzliwości dla Żydów. Wcześniej innej rodzinie żydowskiej pomógł już sporządzić kryjówkę w potokach.
Mimo znacznego oddalenia od zabudowań wiejskich, fakt ukrywania Żydów nie pozostał na długo tajemnicą. Częste zakupy dużych ilości pożywienia odkrywały tajemnicę. Zagadką pozostaje, dlaczego i kto doniósł Niemcom o ukrywanych Żydach i czy zdawał sobie sprawę z tak tragicznych konsekwencji. Dzięki odnalezionym, choć niepełnym dokumentom podziemia zarysować można z pewnym prawdopodobieństwem, jak doszło do tragedii 24 marca 1944 r.
Jedna z rodzin ukrywających się u Ulmów - Szallowie zamieszkiwała przed wojną i podczas jej początków w Łańcucie. Zdając sobie sprawę ze zbliżającego się „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” rozpoczęli poszukiwania schronienia. Obiecał im ją Aleksander Leś, posterunkowy w Łańcucie, z pochodzenia Ukrainiec. Za pomoc mieli mu oddać dom i pole, które posiadali. Gdy to uczynili wkrótce wyrzucił ich z ukrycia. Udali się wtedy do znajomych gospodarzy z Markowej i przechowywali się najpierw u Niemczaka, a potem u Ulmy. Gdy nieuchronnie zbliżał się koniec niemieckiego panowania, Leś zdał sobie sprawę, iż zagrabiony majątek może stracić. Postanowił więc, że musi doprowadzić do ich unicestwienia. Dzięki konfidentom, których gestapo i żandarmeria miała w każdej wiosce, uzyskanie informacji, gdzie przebywali, nie było zbyt trudne. Konfident w Markowej nie miał trudnego zadania - ukrywanie Żydów u Ulmów stawało się powoli publiczną tajemnicą. Podobno Leś, gdy dowiedział się, że Szallowie przechowują się prawdopodobnie u Ulmy, przyjechał do Markowej i pod pozorem zrobienia zdjęcia udał się do ich domu, by ocenić czy doniesienie jest prawdziwe. Mimo różnych podejrzeń krążących do dziś po Markowej, pewności co do nazwiska konfidenta nie ma. Oprócz Niemców i Lesia znał go tylko, i to zapewne od Niemców, sołtys Teofil Kielar, który nawet nie chciał go zdradzić na rozkaz podziemia twierdząc, „że powie o tym, gdy przyjdzie czas”. Prawdopodobnie tajemnicę tę zabrał ze sobą do grobu.
Dzięki zachowanym aktom postępowania sądowego przeciwko jednemu ze sprawców, Józefowi Kokottowi, można z dużą dokładnością ustalić przebieg okrutnej zbrodni. Jest on w pewnej mierze odmienny od tego, który powtarzany jest w rozmowach na wsi, oraz w publikacjach prasowych i dotychczasowych wzmiankach w literaturze. W aktach znajduje się protokół przesłuchania naocznego świadka morderstwa, Edwarda Nawojskiego, mieszkańca Kraczkowej, jednego z furmanów, którzy przywieźli do Markowej żandarmów. Pozostałe protokoły przesłuchania 7 osób, mieszkańców Markowej w tym sołtysa, którzy na rozkaz Niemców pojawili się na miejscu zbrodni, wskazują wyraźnie, iż nie widziały one rozstrzeliwań. Ich zadaniem było wykopanie dołu i pochowanie zmarłych a później wywiezienie zrabowanego dobytku Ulmów, Szallów i Goldmanów do budynku żandarmerii w Łańcucie.
Przygotowania do zbrodni łańcucka żandarmeria rozpoczęła 23 marca 1944 r. Nakazała nie podając przyczyny, stawienie się 4 furmanek z woźnicami z różnych okolicznych miejscowości. O godz. 1.00 po północy rozkazano im stawić się pod budynkiem żandarmerii. Kawalkada wyruszyła wioząc ośmiu funkcjonariuszy. Dowódcą grupy był szef posterunku żandarmerii w Łańcucie porucznik Eilert Dieken.
Na krótko przed zmierzchem furmanki drogą przez Soninę dotarły do zabudowań Józefa Ulmy, położonych, na krańcu wsi. Pozostawiając na uboczu furmanów z końmi, Niemcy wraz z granatową obstawą udali się pod dom. Wkrótce rozległo się kilka strzałów - jako pierwsi zginęli ukrywani Żydzi. Naocznymi świadkami pozostałych rozstrzeliwań byli furmani, którzy zostali przez Niemców przywołani rozkazem, by przyglądać się, jaka kara może spotkać wszystkich, którzy ukrywają Żydów. Bardzo szybko wyprowadzono gospodarzy Józefa i Wiktorię Ulmów i przed domem rozstrzelano. Jak podaje świadek: „W czasie rozstrzeliwania na miejscu egzekucji słychać było straszne krzyki, lament ludzi, dzieci wołały rodziców, a rodzice już byli rozstrzelani. Wszystko to robiło wstrząsający widok”. Po zastrzeleniu, rodziców wśród krzyków żandarmi zaczęli się zastanawiać, co zrobić z szóstką dzieci. Po naradzie Dieken zdecydował, iż należy je rozstrzelać. Nawojski widział jak trójkę lub czwórkę dzieci własnoręcznie rozstrzeliwał Józef Kokott. Zginęły: Stasia, Basia, Władziu, Franuś, Jantuś, Marysia i siódme żyjące w łonie matki na kilka dni przed planowanym urodzeniem. W ciągu parędziesięciu minut zginęło 16 osób.
W momencie, gdy zamordowano ostatnie dziecko na posesję Ulmów przybył wezwany sołtys Teofil Kielar przyprowadzając na rozkaz Niemców kilka osób do grzebania ofiar. Zapytał on dowódcę, znanego mu z częstych kontroli w Markowej, dlaczego zamordowane zostały także dzieci. Dieken odpowiedział mu cynicznie: „żeby gromada nie miała z nimi kłopotu”.
Po zbrodni Niemcy przystąpili do rabunku. Przywołani zaś mieszkańcy Markowej otrzymali rozkaz zniesienia zmarłych ze strychu i kopania jednego dużego dołu. Ostatecznie jednak Niemcy zgodzili się na wykopanie dwóch dołów, w których umieszczono osobno zamordowanych Polaków i Żydów.
Pobyt morderców zakończył się libacją na miejscu zbrodni. Potem wraz z załadowanym dobytkiem wszyscy policjanci odjechali.
Mimo surowego zakazu w przeciągu tygodnia pod osłoną nocy pięciu mężczyzn odkopało grób Ulmów i w trumnach pochowało ich w tym samym miejscu.
W sierpniu 2003 r. rozpoczął się na szczeblu diecezjalnym proces beatyfikacyjny rodziny Ulmów. Zbierane są informacje o ich cnotach i przebiegu całego życia. Społeczność Markowej uczciła ich pamięć 24 marca br. uroczystą Mszą św. i odsłonięciem poświęconego im nowo budowanego pomnika z napisem:
„Ratując życie innych złożyli w ofierze własne. Józef Ulma, jego żona Wiktoria, oraz ich dzieci: Stasia, Basia, Władziu, Franuś, Antoś, Marysia, nienarodzone - ukrywając ośmiu starszych braci w wierze, żydów z rodzin Szallów i Goldmanów. Zginęli wraz z nimi w Markowej 24 III 1944 r. z rąk niemieckiej żandarmerii. Niech ich ofiara będzie wezwaniem do szacunku i okazywania miłości każdemu człowiekowi! Byli synami i córkami tej ziemi pozostają w naszym sercu”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nakazane święta kościelne w 2024 roku

[ TEMATY ]

Nakazane święta kościelne

Karol Porwich/Niedziela

Publikujemy kalendarz uroczystości i świąt kościelnych w 2024 roku.

Wśród licznych świąt kościelnych można wyróżnić święta nakazane, czyli dni w które wierni zobowiązani są od uczestnictwa we Mszy świętej oraz do powstrzymywania się od prac niekoniecznych. Lista świąt nakazanych regulowana jest przez Kodeks Prawa Kanonicznego. Oprócz nich wierni zobowiązani są do uczestnictwa we Mszy w każdą niedzielę.

CZYTAJ DALEJ

Czy 3 maja obowiązuje nas udział we Mszy św.?

[ TEMATY ]

post

3 Maja

Karol Porwich/Niedziela

Udział we Mszy św. obowiązuje katolika w każdą niedzielę oraz w tzw. święta nakazane.

W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, 3 maja, choć wskazany jest udział we Mszy św., nie jest obowiązkowy, gdyż nie jest to tzw. święto nakazane.

CZYTAJ DALEJ

Wytrwajcie w miłości mojej!

2024-05-03 22:24

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Agata Kowalska

Wytrwajcie w miłości mojej! – mówi jeszcze Jezus. O miłość czy przyjaźń trzeba zabiegać, a kiedy się je otrzymuje, trzeba starać się, by ich nie spłoszyć, nie zmarnować, nie zniszczyć. Trzeba podjąć wysiłek, by w nich wytrwać. Rzeczy cenne nie przychodzą łatwo. Pojawiają się też niezmiernie rzadko, dlatego cenić je trzeba, kiedy się wreszcie je osiągnie, trzeba podjąć starania, by w nich wytrwać.

Ewangelia (J 15, 9-17)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję