Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

O. Matecki: św. Brat Albert uczy nas więzi między miłosierdziem a chrześcijaństwem

2017-06-18 17:55

Ks. Mariusz Frukacz

Ks. Mariusz Frukacz

„Życie św. Brata Alberta pokazuje, że nierozerwalna jest więź między miłosierdziem a chrześcijaństwem” - mówił w homilii o. Sebastian Matecki – rzecznik prasowy sanktuarium jasnogórskiego, który 18 czerwca przewodniczył Mszy św. z racji uroczystości ku czci św. Brata Alberta w parafii pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego w Częstochowie-Kiedrzynie.

Uroczystości wpisały się w jubileusz 300. rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze, 100. rocznicy śmierci św. Brata Alberta i 20. rocznicy istnienia parafii pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego w Częstochowie-Kiedrzynie. Uroczystości ubogaciła Orkiestra Jasnogórska pod dyrekcją kapelmistrza Marka Piątka.

Zobacz zdjęcia: Uroczystości ku czci św. Brata Alberta w Częstochowie

Na Mszy św. zgromadzili się m. in. kapłani, siostry Adoratorki Krwi Chrystusa i Siostry Albertynki oraz Rycerze Kolumba. Mszę św. z o. Sebastianem Mateckim koncelebrował ks. kan. Sławomir Wojtysek, proboszcz parafii św. Brata Alberta.

„Przez Maryję i św. Brata Alberta dziękujemy Bogu za 20 lat naszej parafii. Chcemy uczynić wszystko, aby stać się dobrymi jak chleb” - mówił na początku Mszy św. ks. kan. Sławomir Wojtysek.

Reklama

W homilii o. Sebastian Matecki przypomniał, że „wraz ze św. Bratem Albertem przybliżamy się do Boga” - Św. Brat Albert jest dla nas przewodnikiem i dzięki niemu możemy stać się otwarci na przemieniające nas działalnie łaski Bożej – mówił o. Matecki.

Nawiązując do jubileuszu 300. rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej o. Matecki przypomniał o wielkiej roli Matki Bożej w naszym życiu – W wymiarze społecznym i indywidualnym sanktuarium jasnogórskie wpisuje się w dzieje naszego narodu – przypomniał o. Matecki i dodał: „Potrzebne jest naszym czasom ukoronowanie Matki Bożej pięknymi perłami naszego postępowania, naszymi sercami i życiem”.

„Św. Brat Albert jest taką piękną perłą w koronie Maryi” – kontynuował o. Matecki.

Kaznodzieja podkreślił, że „królewskość Maryi zasadza się na królowaniu Chrystusa, a dla Maryi królować to służyć” – W szkole Maryi dla wielu ludzi służba stała się drogą do Chrystusa, tak jak w życiu św. Brata Alberta – podkreślił kaznodzieja.

O. Matecki wskazał na wymiar maryjny życia i powołania św. Brata Alberta – Był on gorliwym czcicielem Jasnogórskiej Maryi. Podarowany mu przez babcię obraz Matki Bożej Częstochowskiej stał się dla niego początkiem do wielkiej ufności i wyobraźni miłosierdzia. Do braci i sióstr Albertynek mówił, że to Ona jest waszą fundatorką – mówił o. Matecki.

„Św. Brat Albert to był wielki patriota i artysta. Miał w sobie wrażliwość na nędzę człowieka i stał się świadkiem Chrystusa. Kiedy malował najsłynniejszy obraz „Ecce homo”, to towarzyszyła mu modlitwa i kontemplacja” – kontynuował kaznodzieja.

O. Matecki mówiąc o przemianie duchowej w życiu św. Brata Alberta zaznaczył, że „w nim narodził się nowy człowiek zwrócony do Chrystusa i ubogich” – Więcej od słów przemawiały jego czyny. Jako dewizę swojego życia wybrał słowa: „W życiu trzeba być dobrym jak chleb” – mówił o. Matecki.

„Czego uczy nas dzisiaj św. Brat Albert?” – pytał celebrans. „Jego życie pokazuje, że nierozerwalna jest więź między miłosierdziem a chrześcijaństwem. Bez miłosierdzia nie ma chrześcijaństwa. Bardzo potrzebne nam jest to świadectwo ewangelicznej miłości” – odpowiedział celebrans.

„Miłosierdzie i chrześcijaństwo jest wielką sprawą naszych dni. Jeżeliby nie było miłosierdzia, nie byłoby chrześcijaństwa: to jest jedno i to samo. Najważniejszy jest człowiek; trzeba świadczyć swoim człowieczeństwem, sobą” – przypomniał o. Matecki słowa kard. Karola Wojtyły.

Kaznodzieja podkreślił, że „dawać siebie oznacza codzienny trud, ofiarę z naszego czasu ludziom, którzy są potrzebujący, są w biedzie materialnej i duchowej, są samotni”. – Św. Brat Albert uczy nas spojrzenia na człowieka w pełnej godności – mówił kaznodzieja.

„Prośmy o taką wrażliwość i wiarę, że służąc ubogim, potrzebującym służymy samemu Chrystusowi. Przynieśmy w naszym życiu owoc przemiany serc ożywionych miłością do człowieka. Stańmy się świadkami miłosierdzia” – zakończył o. Matecki.

Uroczystości zakończyły się procesją z Najświętszym Sakramentem i ucałowaniem relikwii św. Brata Alberta.

Parafię erygował 13 lipca 1997 r. abp Stanisław Nowak wydzielając jej teren z parafii św. Andrzeja Boboli. Budowę świątyni pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego prowadził i ją wyposażał ks. Zdzisław Hatlapa. Została ona uroczyście poświęcona przez abp. Stanisława Nowaka 17 czerwca 2001 r.

Tagi:
Częstochowa św. Albert Chmielowski

Brata Alberta portret własny

2017-12-20 11:39

Dk. Sławomir Pietraszko
Niedziela Ogólnopolska 52/2017, str. 38-39

Archiwum bp. Mariusza Leszczyńskiego
Św. Brat Albert Chmielowski

Chociaż Rok św. Brata Alberta, w którym jego imię było odmieniane przez wszystkie przypadki, a jego biografię – lepiej lub gorzej napisaną – można było spotkać na każdym kroku, dobiegł końca i nastała nieokrągła 101. rocznica jego śmierci, warto wrócić do tej nietuzinkowej postaci. Czasami ciężko się odnaleźć w tym gąszczu danych i dotrzeć do istoty jego świętości... A gdyby tak oddać głos samemu zainteresowanemu i pochylić się nad tym, co zostawił – jego słowami? Przecież sam najtrafniej się scharakteryzował: „Jestem zdaje się dosyć zwariowana figura – że mi w świecie rzeczywistym nie jest zadziwiająco dobrze, więc się uciekam do michałków (zmyślone historyjki, plotki, żarty, anegdoty – przyp. S. P.), co je sobie wymyślę i między nimi żyję. (...) Czy tylko na długo?”.

Sztuka

Nie ulega wątpliwości, że naczelne miejsce w życiu Adama Chmielowskiego zajmuje sztuka. Jak wspomina: „Od rana do wieczora siedzę w szkole i rysuję z antyków, parę godzin z natury”. Nieraz narzeka na niektórych malarzy – zwłaszcza tych malujących masowo, na zamówienie, po to, by na piedestały artyzmu wynieść innych. Z Monachium napisze w liście do Lucjana Siemieńskiego pewnego rodzaju manifest w obronie sztuki, który można streścić w zdaniu krytyki: „W ogóle malowanie i rysunek nie są tu uważane za środek do przedstawienia myśli w pewnych warunkach estetyki i stylu, ale za cel sztuki i ostatnie słowo”.

Jest sumienny – nieraz nie wysyła Siemieńskiemu żadnego obrazu, ponieważ nie chce wysyłać bylejakości. Jeżeli już coś prześle, to wciąż (jak refren) pojawia się w listach pytanie, czy ktoś już kupił obraz, albo niezadowolenie, że już tak długo wisi on w galerii.

Czasem przyszły święty popada w melancholijne zwątpienie: „W ogóle jest to psie rzemiosło to malowanie i cała służba u sztuki. Przez cały dzień zmęczyć się trzeba nad obrazem, a wieczór ani jednej godziny wesołej, ani innej myśli, tylko ciągle kolory i linie. Ja od czasu jak maluję, tom zajęty albo zmartwiony. Książek nie czytam, a próżnować też nie mogę, bo coś ciągnie do obrazu, choćby warto było coś innego robić”.

Zdaje sobie sprawę, że nie jest pierwszy ani jedyny, ani wyjątkowy, dlatego cieszy go każde spotkanie z kimś powszechnie znanym, renomowanym, u kogo można coś podpatrzeć. „Malarzy tutaj jest niesłychana liczba, ale bardzo mało renomowanych, a takich, co prawdziwie coś nowego i ciekawego robią, jeszcze mniej. (...) Moim zdaniem, głupi ten, co ma źródło pod nosem, a pije z konewki; tak i z nauką, lepiej uczyć się od takich, co swoim geniuszem style stworzyli, aniżeli od tych, co kompilowali”. Stąd wyrasta jego fascynacja Rafaelem, niemieckimi malarzami starszego pokolenia, Veronesem czy Tycjanem albo Velázquezem. Fascynują go idylliczne obrazki rodem ze starożytnej greckiej poezji Teokryta – nieraz wspomina, że marzy mu się zobaczyć lekkie i zwiewne nimfy, które wczesnym świtem krążą gdzieś wokół stawu pełnego błyszczącej wody. Do malowania odpowiednio się przygotowuje – studiuje obyczaje danej epoki, przegląda opisy i szkice strojów, czyta „filozofów, poetów, historię na to, ażeby starać się, patrząc na tamte czasy (...) zrozumieć rzecz całą ich własnym rozumem, a nie naszego wieku pojęciami”.

Niespotykane nawet w dzisiejszych czasach podejście! Chmielowskiemu nie chodzi o szybki i łatwy zarobek, ale o jak najwierniejsze oddanie ducha czasów, o których obraz ma opowiadać – to może przekazać tylko człowiek, który żyje tymi czasami, wyznaje tę samą filozofię życia, próbuje zrozumieć społeczne konteksty wówczas panujące. Nie dziwi więc płynąca z takiego podejścia myśl dotycząca sztuki religijnej: „Chcąc zrobić religijny obraz, to trzeba wierzyć ślepo – a w obrazie najnaiwniej i najszczerzej powiedzieć to, co się myśli, inaczej jest komedia”. Tylko ktoś, kto wierzy, jest w stanie poznać podstawowe ograniczenie – Boga nie można namalować, ale „ślepo wierzący” jest w stanie uchwycić na płótnie swoje najgłębsze doświadczenia Bożego działania. „Mówią, że styl to człowiek; nie wiem, o ile to prawda, ale że obraz i ten, co go robi, to jedno, to o tym jestem dowodnie przekonany”.

Sama sztuka jednak nie wystarcza, czuje pustkę, potrzebę głębi. Kulminacyjnym momentem refleksji przyszłego świętego staje się postawione w jednym z listów pytanie: „Czy sztuce służąc, Bogu też służyć można?”.

Ubodzy

„Więc każdego biedaka, co pode drzwi przyjdzie u Braci czy u Sióstr, trzeba przyjąć na dłużej czy na krócej i dać, co można, choćby przez to trochę biedować albo reszcie obroku (jedzenia, dosł. paszy – przyp. S. P.) ująć – poucza już nie Adam Chmielowski, ale nowy człowiek – Brat Albert, który odkrył swoje powołanie w służbie najbiedniejszym. To oni stanowią drugi wektor jego życia, wyznaczający drogę codzienności. Od tego momentu jego zadaniem staje się „każdemu głodnemu dać jeść, bezdomnemu miejsce, a nagiemu odzież. Jak nie można dużo, to mało, inaczej nie ma przytuliska”.

W sprawozdaniu (1889 r.) dla kard. Albina Dunajewskiego notuje: w miesiącach zimowych w przytułku przyjęto 210 mężczyzn oraz 130 kobiet, z kwest wpływy osiągały 5-10 florenów dziennie, „subwencja zaś gminy tylko na opał, światło, utrzymanie budynku i kwestarskiego konia jest nam udzielona”. Oprócz tego codziennie wydaje się potrzebującym 40-50 obiadów i kolacji. Idea Brata Alberta oparta jest nie tylko na doraźnej pomocy, ale też na działaniu długofalowym: „Ubodzy za pracę dostawaliby pożywienie z naddatkiem pieniędzy, które nieoddane do ich rąk pozwalałyby im zaopatrywać się w odzież i obuwie w domu wyrabiane”. Ważnym punktem jest prewencyjne przechowywanie pieniędzy ubogich, które gdyby były oddane do ich dyspozycji, stałyby się powodem powrotu np. do alkoholu.

O skuteczności wprowadzonego systemu świadczy sprawozdanie przedstawione w 1890 r., w którym pod wykazem popełnianych przestępstw za 5 poprzednich lat zanotowano: „Zapewniono nas w urzędzie policji bardzo stanowczo, że nagłe zmniejszenie w 1889 r. liczby tych spraw można jedynie tłumaczyć skutecznością nadzoru i opieki nad ogrzewalnią”.

Nie można zapominać, że istotnym elementem systemu prewencyjnego Biedaczyny z Krakowa stała się modlitwa: „Rano i wieczór mawialiśmy wspólny pacierz; co wieczór w zimowym czasie miały miejsce czytania przykładów katechizmowych z niejakimi ustnymi objaśnieniami; w izbie ogrzewalni odbyły się w poście trzydniowe nauki rekolekcyjne, w których 140 osób wzięło udział”.

Zakon

„Kościół to jest sukcesja nieprzerwana świętych: ludzi, czynów i zasad, która łączy w jedną całość mnóstwo ludzi, którzy żyli na świecie od dawna i żyją”. Żyjąc w świecie, Brat Albert znajduje swoje powołanie do życia poświęconego na wyłączność Bogu i ubogim.

Ciekawy jest wyjątek z listu do Józefa Brandta, w którym zwraca się do adresata: „Ty także za łaską Bożą jesteś człowiekiem małżeńskiego zakonu, więc masz cały szereg świętych obowiązków, których dobre spełnienie zapewni Ci życie przyszłe za łaską Bożą. Dziękujmy obaj za nasze powołania”. Powołania równie ważne, dodajmy.

Brat Albert bardzo zabiega o to, aby dom zakonny takim pozostawał, dlatego stanowczo sprzeciwia się przyjmowaniu w nim gości (nawet kapłanów) za odpowiednią opłatą. Niemal grzmi w liście skierowanym do br. Serafina, aby nie robił z domu w Zakopanem „pensjonatu”, i zwraca uwagę, że w pobliżu znajduje się przecież dom dla kapłanów zwany potocznie Księżówką. W razie nagłego wypadku można przyjąć pod dach znajomego kapłana, ale w żadnym razie nie można od niego żądać zapłaty za nocleg.

Nieco śmieszną uwagą skierowaną przez założyciela do braci jest ta dotycząca... zębów: „Złotych zębów nie wolno Braciom ani Siostrom nosić, bo to byłoby dla nas hańbą i zgorszeniem każdego, co by to widział. Złote zęby noszą tylko bogaci ludzie”. Może nas bawić tak skrupulatne podejście Brata Alberta do ubóstwa zakonnego, ale gdy zrozumiemy jego naczelną zasadę: „Fundusze, które mamy w ręku, nie są naszą własnością, ale należą do ubogich i dla nich są nam dane”, wówczas dostrzeżemy w tym zachowaniu przejawy ogromnej odpowiedzialności i troski o powierzonych mu ludzi. Wiele zasad dotyczących ubóstwa („Żadnych obrazów, dywanów i wszystkich tym podobnych elegancji zabraniam, ma być najubożej”) dopełniają zakaz wobec zakonników nocowania poza domem, absolutne posłuszeństwo przełożonemu („Kto w zakonie nie słucha, temu zdejmę habit”) czy konsultowanie wszystkich podejmowanych działań („Bez mojego osobnego pozwolenia nie wolno żadnych robót w domu zaczynać”).

Można domniemywać o wręcz nieludzkiej surowości reguły rodziny albertyńskiej. Wrażenie to jednak znika, kiedy czyta się listy założyciela, w których pozwala on br. Józefowi na wyjazd z powodu pogrzebu rodzonej siostry, rozwiązuje codzienne problemy, szafuje radami, aby zakon nie stał się powodem zgorszenia ludzi, czy też pełne troski o chorych członków zgromadzenia listy „Brata Starszego”, który nie zamierza szczędzić wysiłków i pieniędzy, by ulżyć im w cierpieniu.

Inaczej patrzymy na pozorną szorstkość świętego, gdy studiujemy jego listy do s. Bernardyny (późniejszej błogosławionej), w których – jak do córki – zwraca się do niej w ciepłych, pełnych miłości słowach, nazywając ją „Dynką”, „Dyną”, „Dyneczką”, „dzieckiem”. Inne siostry też określa rozmaitymi przydomkami, np. „Albertus” czy „Agnus”, podczas gdy członkinie zgromadzenia – ogólnie zdrobnieniem „Dynki”.

Dwie umowy

Zerknijmy jeszcze na dwa ważne dokumenty. To dwie umowy zawarte między Bratem Albertem a Gminą miasta Krakowa oraz Magistratem miasta Lwowa. W pierwszej nakłada się na świętego wiele obowiązków: ktoś ma stale przebywać w noclegowni; do jego zadań należą zaspokojenie głodu bezdomnych – przynajmniej jeden ciepły posiłek dla nich – znajdowanie im pracy, wydawanie ciepłych ubrań, kwesty na utrzymanie (na rzecz których przełożony musi zakupić konia i wózek), nadzór nad zdrowiem podopiecznych, roczne sprawozdania, dostarczenie opału, konieczne naprawy i zakup zniszczonych rzeczy, w ogóle wyposażenie przytułku, którego inwentarz i nadmiar zebranych rzeczy trafić miały w przypadku rozwiązania umowy na rzecz Magistratu... A miasto? Gmina zapewniała jedynie lokal, oddany w zarząd Bratu Albertowi, miała „uprosić pana prezydenta o udzielenie pozwolenia (...) kwestowania” oraz wykonywać nad przytułkiem kontrolę. Nadto zakazała w umowie wymagać czegokolwiek na rzecz przytuliska ponad te trzy rzeczy. Nie sposób odnieść wrażenia, że tym sposobem Kraków – tanim kosztem – pozbył się problemu bezdomnych i włóczęgów, całym ciężarem odpowiedzialności obarczając Brata Alberta.

Lwów natomiast oddał pod zarząd braci nie tylko budynki, ale też wszystkie przylegające do nich tereny, obiecano wybudować dodatkowe schronisko dla kobiet, pod które lokalizację wskazał sam założyciel, a także wyznaczono dzienne wynagrodzenie na 25 centów od osoby „z dodaniem potrzebnego inwentarza domowego, tudzież opału i oświetlenia”. Dodatkowo gmina pokrywała wszelkie koszty zakupu inwentarza, sprzętów domowych, koni, wozów, naczyń oraz wypłacała roczną subwencję na utrzymanie, a także pokryła koszty otwarcia warsztatów pracy dla ubogich (np. fabryki mebli giętych). Nadto zobowiązano się do dostarczenia drewna opałowego na koszt miasta. O czym świadczą te dokumenty? O pokorze Brata Alberta, który przyjmował to, co mu dawano, niczego nie żądając ani nie wymagając.

Na koniec warto pozostać z gorzką refleksją Adama Chmielowskiego, która mimo że liczy już przeszło 140 lat, wcale nie straciła na aktualności: „Ja powiadam, że to ludziom na dobre nie wyjdzie. Raz zobaczą głupi ludzie, dokąd to prowadzą bydlęce teorie równości i tym podobnych szalonych wymysłów; może po trochu zaczną wracać do starych prawd, na których i świat tak już długo stoi. Czemu państw z Ewangelii nie budują, kiedy chcą postępu?”. W artykule wykorzystano: „Pisma Adama Chmielowskiego – Brata Alberta”, wyd. II, WITKM, Kraków 2004.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Egzorcyzmy: Czym są, kto i jak może je sprawować

2018-02-21 08:22

Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Egzorcyzmy są sakramentalium, w którym mocą Jezusa uwalnia się osobę spod panowania złego ducha. Egzorcysta musi mieć moralną pewność o opętaniu oraz powinien w miarę możliwości uzyskać zgodę osoby opętanej, zanim przystąpi do obrzędów. W ramach rozeznania problemu powinien przeprowadzić wywiad diagnostyczny oraz konsultować się ze specjalistami z dziedziny duchowości, medycyny i psychiatrii.

esthermm/pl.fotolia.com

Kościół na ziemi kontynuuje misję Jezusa. Ewangelie przytaczają wiele przykładów wyrzucania przez Niego złych duchów. Od Zbawiciela Kościół otrzymał też władzę nad złymi duchami (por. Mk 16,17). Jedną z form bezpośredniej walki ze złem wcielonym są uroczyste egzorcyzmy nad osobami opętanymi. Pierwszą księgą liturgiczną ujednolicającą i porządkującą w Kościele zachodnim obrzędy egzorcyzmu był Rytuał Rzymski wydany przez papieża Pawła V w 1614 roku, jako realizacja postanowień Soboru Trydenckiego. Używano go aż do wydania zreformowanej księgi w 1999 r. przez Jana Pawła II.

Kto może egzorcyzmować?

W rycie rzymskim istniały nawet - do czasu zmian po Drugim Soborze Watykańskim - niższe święcenia egzorcystatu (dalej istnieją w nielicznych wspólnotach związanych z nadzwyczajną formą rytu rzymskiego). Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 r. potwierdził praktykę, że egzorcyzmów według uroczystego rytuału może dokonywać tylko biskup i wyznaczeni przez niego prezbiterzy. Tę zasadę podtrzymuje aktualny Kodeks Prawa Kanonicznego oraz późniejsze orzeczenia w tej kwestii.

Egzorcysta ten obrzęd wykonywać może jedynie na terenie swojej diecezji. Kapłan posługujący egzorcyzmem powinien cechować się pobożnością, wiedzą, roztropnością i nieskazitelnością życia (KPK 1172 § 2). Powinien być również odpowiednio przygotowany (wiedza teologiczna, odpowiedni zakres wiedzy z dziedziny medycyny, psychiatrii i psychologii), ostrożny i roztropny. Powinien być rozmodlony i praktykujący post.

W Polsce zaleca się trzy etapy przygotowania do pełnienia posługi egzorcysty: udział w zjazdach egzorcystów, czas próbny pod opieką doświadczonego egzorcysty i właściwe realizowanie powierzonej przez biskupa misji. Egzorcyści powinni troszczyć się o stałą formację, czemu służą m. in. doroczne zjazdy i regularne spotkania z biskupem. Delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. egzorcystów jest bp Henryk Wejman, który współpracuje z zespołem specjalistów.

Próba sprawowania egzorcyzmów bez upoważnienia biskupa jest nie tylko sprzeczna z prawem kościelnym, ale i grzechem.

Kiedy można egzorcyzmować?

Egzorcysta musi mieć moralną pewność o opętaniu danego człowieka oraz powinien w miarę możliwości uzyskać zgodę osoby opętanej, zanim przystąpi do obrzędów. W ramach rozeznania problemu powinien przeprowadzić wywiad diagnostyczny oraz konsultować się ze specjalistami z dziedziny duchowości, medycyny i psychiatrii.

Objawy będące wskazówkami opętania: - mówienie w nieznanym języku lub rozumienie go. - znajomość spraw, o których osoba z problemem nie miała prawa wiedzieć, - ponadnaturalna siła fizyczna, - niechęć do Boga, świętych, Kościoła, przedmiotów poświęconych, etc.

Gdzie można egzorcyzmować?

Egzorcyzmów nie można sprawować publicznie. Odpowiednią przestrzenią jest zarezerwowana dla tego rytuału kaplica lub inne stosowne miejsce, w którym jest krzyż i obraz Matki Bożej. Należy zadbać, by w tym miejscu osoba egzorcyzmowana nie mogła zaznać żadnej krzywdy, a także, by podczas manifestacji złego ducha nie doszło do profanacji miejsca świętego.

Jak przebiega egzorcyzm?

Egzorcyzmy należy odprawiać tak, by wyrażały wiarę Kościoła oraz nie przywoływały skojarzeń z magią i zabobonami. Egzorcysta nie może zachęcać do przerwania leczenia medycznego ani podejmować działań wykraczających poza jego kompetencje.

Podczas egzorcyzmu, poza odpowiednimi modlitwami z Rytuału Rzymskiego (litania do wszystkich świętych, psalmy, antyfony, fragmenty z Pisma Świętego, Credo, wyrzeczenie się szatana i odnowienie chrzcielnego wyznania wiary, modlitwy błagalne i formuła nakazująca złemu duchowi w imię Jezusa opuścić ciało opętanego, dziękczynienie, błogosławieństwo), występują gesty znane z katechumenatu czy chrztu sprzed posoborowej reformy (znaki krzyża, tchnienie, nałożenie rąk, woda). Nie przewidziano żadnych form dialogu ze złym duchem.

Egzorcyście powinny towarzyszyć odpowiednio przygotowane osoby, wspierające go modlitwą. Służy to również bezpieczeństwu i uniknięciu oskarżeń. Wszyscy uczestnicy zobowiązani są do zachowania tajemnicy.

Po egzorcyzmach osoba uwolniona od złego ducha powinna wziąć udział w rekolekcjach ewangelizacyjnych. Organizowanie publicznych modlitw o ochronę przed wpływem złego ducha wymaga wiedzy i zgody biskupa miejsca. Jeśli podczas takich spotkań modlitewnych ktoś zachowuje się w sposób niepokojący lub wskazujący na możliwość zniewolenia, nie należy publicznie modlić się nad tą osobą, tylko ją bezpiecznie wyprowadzić i w odpowiednim miejscu zapewnić pomoc.

Na podstawie:

Wskazania dla kapłanów pełniących posługę egzorcysty, KEP 2015. Komisja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów: "Egzorcyzmy i inne modlitwy błagalne".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezydent Duda: To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

2018-02-22 20:20

wpolityce.pl

Grzegorz Jakubowski/KPRP
Spotkanie Pary Prezydenckiej z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej

To dla mnie wielka radość, że w Polsce istnieje harcerstwo; to harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

- powiedział w czwartek w Wiśle prezydent Andrzej Duda na spotkaniu z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej.

Prezydent podkreślił, że tegoroczne spotkanie z harcerzami jest szczególne, ponieważ przypada w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, a także w Roku Harcerstwa.

To rok, który jest dla całego naszego narodu, dla wszystkich obywateli Rzeczypospolitej, dla całego naszego społeczeństwa, rokiem niezwykle ważnym, w którym upamiętniamy i wspominamy, i jeszcze raz dziękujemy, składamy hołd wszystkim tym, dzięki którym Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów, także polskim harcerzom - zaznaczył.

Andrzej Duda podkreślił, że to harcerze są spadkobiercami wielkiej idei, o której mówił twórca polskiego harcerstwa, Andrzej Małkowski.

Andrzej Małkowski, pytany o to, jaka jest różnica pomiędzy harcerstwem a skautingiem (…), uśmiechnął się i powiedział, że harcerstwo, to skauting plus niepodległość. I to właśnie dlatego ten rok (…) jest także rokiem polskiego harcerstwa” - tłumaczył prezydent.

Prezydent mówił, że Polska jest wdzięczna harcerzom za walkę o niepodległość.

Zawsze byli, zawsze stawali na wezwanie, nigdy nie zawiedli swojej ojczyzny i za to także, jako prezydent Rzeczypospolitej, dzisiaj, w tym właśnie roku 100-lecia odzyskania niepodległości chciałem wam wszystkim gorąco podziękować - mówił.

Jest dla mnie wielką radością, że w Polsce istnieje harcerstwo - powiedział prezydent. Tłumaczył, że sam był harcerzem - jak podkreślił - w bardzo ważnych latach swojego życia, podczas których dojrzewał i dorastał do tego, żeby stać się pełnoprawnym obywatelem Rzeczypospolitej.

To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem, obok tego, czego nauczyłem się w domu - przyznał.

Nie ma żadnej wątpliwości, że harcerstwo jest tym niezwykle ważnym miejscem wychowania młodzieży do dorosłości, współpracy, solidarności, współdziałania i wszystkiego tego, co buduje, kreuje, tworzy wspólnotę. Jednocześnie jest miejscem, w którym młodzież otrzymuje niezwykłą dawkę wartości patriotycznych, bo takie jest właśnie polskie harcerstwo. Nieważne, jak która z organizacji harcerskich się nazywa - oświadczył Andrzej Duda.

Dzień Myśli Braterskiej ma przypominać założycieli skautingu Roberta Baden-Powella i jego żonę Olave - 22 lutego przypadają ich urodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem