Reklama

Matka Boża podróżuje przez Andy

2017-07-25 07:31

Archiwum HLI Polska

W wielkiej peregrynacji „Od Oceanu do Oceanu” w intencji obrony życia Ikona Matki Bożej Częstochowskiej podróżuje obecnie przez Amerykę Południową. W tych egzotycznych krajach nie łatwo się żyje na co dzień. Wysokie temperatury, duża wilgotność, komary, malaria, denga… Do tego dochodzi katastrofalna bieda. W większości krajów tej strefy ludzie żyją bardzo ubogo i nie mają perspektyw na zmianę sytuacji. Dla nich to ciężka, codzienna rzeczywistość. Tym bardziej gorąco witają wędrującą Ikonę.

Ekwador sejsmicznie niespokojny

Tak jest też w Ekwadorze, gdzie teren jest w dodatku sejsmicznie niespokojny. Wiele rodzin jeszcze nie odbudowało swoich domów po dużym trzęsieniu ziemi dwa lata temu, a ziemia tam nadal się drży. Zaledwie miesiąc temu był kolejny incydent o sile ponad 6 stopni w skali Richtera. Na dnie oceanu, ale bardzo blisko. Tym razem skończyło się na strachu. Czy pomogła im wędrująca przez ekwadorską ziemię Matka Boża? Pewnie tak!

Matka Boża w Ikonie Częstochowskiej wędruje przez kolejne ekwadorskie parafie w diecezji Santo Domingo. Ludzie przekazują Ją sobie z wielką radością i szacunkiem. W miastach jedzie w oszklonym „Mama Mobilu”, a tam gdzie nie ma asfaltowych dróg trzeba radzić sobie inaczej!

Reklama

W parafii św. Ferreriusza w regionie Andoas wizyta wywołała wielkie poruszenie. Ikonę eskortowała kolumna samochodów. Droga przez tereny rolnicze była długa i niewygodna. W efekcie przyjazd Matki Bożej znacznie się opóźnił. Wszyscy jednak cierpliwie czekali. To było dla nich wielkie wydarzenie.

Większość ekwadorskich parafii jest bardzo rozległa, mają nawet po kilka kaplic, które są jak nasze kościoły filialne. Ikona odwiedza je wszystkie, a ludzie prowadzą Ją w procesjach od miejsca do miejsca. Oczywiście w latynoskim stylu: barwnie, ze śpiewem i kolorowymi balonikami, którymi dekorują wszystko, również w kościele. Wszędzie dużo dzieci, a młodzi organizują spotkania i modlitwę. W homiliach poruszane są problemy związane z ochroną ludzkiego życia.

Przez andyjskie bezdroża

Matka Boża zawędrowała także do małej górskiej miejscowości o nazwie Celica i zatrzymała w parafii p. w. Naszej Pani z Cisne. Miejscowość ta znajduje się na terenach wiejskich w północno-wschodniej części diecezji Santo Domingo. Ikona odwiedziła tutaj kilka wspólnot. Najdalej, bo aż 3 godziny drogi po wertepach, dojechała do wspólnoty Unidos Venceramos II. Tym większa była radość z tak niecodziennego Gościa. Przyszło mnóstwo ludzi i adoracja trwała całą noc. Feretron z Ikoną nieśli mężczyźni ubrani w białe koszule.

Wierni wszędzie dostają obrazki wielkości pocztówki z Matką Bożą Częstochowską i modlitwą św. Jana Pawła II z encykliki Humanae Vitae. Obrazki przykładają do wędrującej Ikony i zabierają do swoich domów.

Na swojej trasie przez Ekwador Matka Boża odwiedza także kolejne klasztory. W ich zaciszu, otoczona cichą, gorącą modlitwą, czuje się znakomicie.

W Puerto Quito odwiedziła ss. werbistki, a w Santo Domingo polskie benedyktynki misjonarki i karmelitanki.

Kolumbia na horyzoncie

Ewa i Lech Kowalewscy z HLI Polska przygotowują kolejny etap peregrynacji Ikony Matki Bożej Częstochowskiej. Będzie to Kolumbia, olbrzymi kraj, prawie czterokrotnie większy od Polski. Tworzony jest plan i trwają starania o aprobatę tamtejszych biskupów, ustalanie miejscowych koordynatorów i kustosza Ikony, a także zdobywanie środków na łączność i transport.

– Robimy wszystko, co jest możliwe – podkreśla Ewa Kowalewska. – Mamy już wiele kontaktów i wielką nadzieję, że wszystko się uda i Matka Boża pojedzie dalej. Wenezuelczycy także bardzo proszą o przyjazd do nich. Oni Jej bardzo potrzebują. Niestety, obecnie jest tam niebezpiecznie. Prosimy o modlitwę się za nich! Jeżeli sytuacja się ustabilizuje wszystkie drogi się otworzą.

Tagi:
peregrynacja

Niezwykłe odwiedziny

2018-04-25 11:32

Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 17/2018, str. IV

Tym odwiedzinom towarzyszy wielkie wzruszenie, łzy, uzdrowienia duchowe, a nawet fizyczne. Peregrynacja kopii ikony Matki Bożej Jasnogórskiej od ponad 60 lat ma tak samo aktualny duchowy program

Łukasz Krzysztofka
Ks. Piotr Jędrzejewski, proboszcz parafii Najświętszej Maryi Panny Matki Pięknej Miłości na Tarchominie, liczy, że owocem peregrynacji będą nowe koła Żywego Różańca

Kościół Najświętszej Maryi Panny Matki Pięknej Miłości na Tarchominie stał się niczym biblijna Kana Galilejska. Do ustawionej przy ikonie Matki Bożej dużej stągwi, co chwilę ktoś wrzucał kartkę z podziękowaniem lub prośbą do Tej, na której słowo Jezus przemienił wodę w wino. Modlitwa trwała tu nieustannie. Wytworzyła się jakaś niewidzialna więź parafian z Matką Bożą – tak silna, że gdy przyszła pora pożegnania, wiele osób po prostu płakało. – To dzisiaj nasza Kana, czyli miejsce przemiany naszych serc, naszego patrzenia na siebie i drugiego człowieka. Nasze serca też mogą być podobne do takich stągwi z Kany Galilejskiej. Są one obrazem ciebie i mnie. Pozwól napełnić siebie obecnością Jezusa przez wstawiennictwo Jego Matki. Spróbujmy Maryi oddać swoje serca, wszystko, co w nich mamy. Warto Jej zaufać. Ona nas nigdy nie opuści. Jeśli chcemy naśladować Jezusa i iść za Nim, nie ma innej drogi niż droga Maryjna – mówił w czasie Mszy św. o. Waldemar Kowalczyk, paulin, który prowadził duchowo parafian przez czas nawiedzenia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przemysł pogardy

2018-04-25 20:33

Ks. Paweł Rozpiątkowski

Kiedy rzuciłem okiem na ten tytuł, choć przecież to nie pierwszy spotkany przeze mnie przypadek takiej metody manipulacji, zrobiło mi się niedobrze. Do szpiku zmroził mnie stopień pogardy zawarty w tych kilku słowach: „Znany działacz antyaborcyjny ma nową pracę, został konsultantem wojewódzkim.” Cóż w istocie znaczą te słowa? Ano tyle, że „Pan nikt” dostał pracę. Przecież a przecież „Pan nikt”, nie powinien dostawać pracy, bo „Pan nikt” jest zerem. Ten „Pan nikt”, to lekarz, który leczył i ratował życie wielu ludziom. Profesor, który wykształcił tysiące innych lekarzy. Tylko dlatego, że twardo opowiada się za życiem został nazwany pogardliwie „znanym działaczem antyaborcyjnym”. Czyli właśnie nikim. Chodzi o prof. Chazana.

BOŻENA SZTAJNER

Wiele już napisano o przemyśle pogardy, który był wymierzony w śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Powstały cale analizy działań jego przeciwników politycznych zmierzających do obalenia godnościowych podstaw jego prezydentury. A to pisano o kartoflu. A to zadawano pytania czy prezydent jest alkoholikiem. W ten sposób również starano się wmówić społeczeństwu, że Lech Kaczyński jest nikim. Wielu w to uwierzyło i wierzy nadal.

Przemysł pogardy nadal dobrze funkcjonuje. Jego tryby mielą dziś co znaczniejszych, co odważniejszych obrońców życia. Używane są najbardziej nieczyste chwyty. Prawdziwa wolna amerykanka.

Wściekłą histerię wywołuje np. pokazanie w przestrzeni publicznej niewinnego i prawdziwego zdjęcia kilkutygodniowego dziecka zrobionego za pomocą ultrasonografu. Niedawno w Rzymie urzędnicy wystraszeni przez agresywnych lewaków nakazali je usunąć natychmiast. Nad Wisłą też to przerabialiśmy. Ileż razy urzędnicy nakazywali usunąć, albo bezprawnie niszczono, czy organizowano „społeczne” pikiety przeciw wystawom podobnych zdjęć. To ze strachu, bo odkłamują one aborcjonistyczną narrację pokazując czarno na białym, że pod sercem matki żyje nie płód, ale człowiek. Każdy z nas w piątym czy dziesiątym tygodniu życia tak wyglądał, a że nie jest podobny do siebie dzisiaj? Przecież wielu ma kłopoty z rozpoznaniem siebie na zdjęciach z dzieciństwa. Człowiek się przecież zmienia.

Kilka tygodni temu oglądałem w telewizji dyskusję Kaji Godek z dwoma feministkami. Jedną z nich była prowadząca program w TVN 24 znana dziennikarka. Kaja Godek dala sobie radę doskonale, mimo, że naprzeciw siebie miała nie skrywające niechęci, wściekłości i pogardy dwie lwice, które najchętniej by ją zakneblowały.

I wreszcie fizyczny atak. Ten na Kurię Biskupią w Warszawie z niewybrednymi hasłami, ba groźbami wobec biskupów i księży po tym jak Episkopat Polski wyraził wsparcie dla społecznej inicjatywy „Zatrzymaj aborcję”. Napastnicy gotowi byli na pewno poszturchać. Nie zawahaliby się przed poturbowaniem, a może i znaleźliby się tacy nakręceni, którzy odważyliby się zabić. Nie przesądzam. Boję się tylko, bo widząc nienawiść w czystej postaci, a także przyzwolenie i brak potępienia takich haseł i działań ze strony wspierających mediów, nie mając zbyt bujnej wyobraźni potrafię to sobie jednak wyobrazić.

I co wobec tego? Schować głowę w piasek? Jak struś. To najgorsze, co można zrobić. Gdy chodzi o życie nie można odpuścić „dla świętego spokoju”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Kraków modli się za Alfiego Evansa

2018-04-26 20:58

md / Kraków (KAI)

Alfie żyje i jest głosem wyrzutu sumienia – mówił ks. Andrzej Muszala w kościele św. Marka w Krakowie podczas Mszy św. w intencji Alfiego Evansa. W świątyni licznie zgromadzili się krakowianie, którzy solidaryzują się z dwulatkiem i jego rodzicami.

Alfie Evans/facebook.com

Na początku Mszy św. ks. Andrzej Muszala, który jest dyrektorem Międzywydziałowego Instytutu Bioetyki UPJPII i szefem Poradni Bioetycznej, powitał wszystkich, którzy „solidaryzują się z Alfiem Evansem, niespełna dwuletnim dzieckiem, któremu w białych rękawiczkach usiłowano zakończyć uporczywą terapię, a zafundowano uporczywe umieranie”.

„Ale Alfie żyje i jest głosem wyrzutu sumienia. Już kolejny dzień żyje odłączony od maszyny podtrzymującej życie, wbrew wszelkim kalkulacjom. A miał żyć tylko trzy minuty” - mówił kapłan.

Celebrans podkreślił, że krakowianie wspierają małego chłopca z Liverpoolu i zachęcał do wspólnej modlitwy za to dziecko. „Ponieważ nie możemy mu pomóc fizycznie, modlimy się do Boga, który jest Dawcą wszelkiego życia. Modlimy się za niego, za jego rodziców, i też o jakąś mądrość i opamiętanie dla tych, którzy ustalają prawa, ażeby pozwolono mu żyć i pozwolono mu na normalną, ludzką terapię” – dodał.

W kościele św. Marka licznie zgromadzili się krakowianie, wśród nich było wiele rodzin z małymi dziećmi. W Mszy św. uczestniczyli również przygotowujący się do przyjęcia sakramentów inicjacji chrześcijańskiej w prowadzonym przez siostry jadwiżanki Ośrodku Katechumenalnym, który działa przy tej świątyni.

Mieszkańcy Krakowa wyrażają swoją solidarność z Alfiem, przynosząc także maskotki, zabawki i świeczki pod siedzibę konsulatu honorowego Wielkiej Brytanii na ul. św. Anny. Na murach kamienicy umieszczono napis po angielsku „God save Alfie Evans”, a także napisy w językach angielskim i polskim, jak: „Trzymaj się, Alfie. Modlimy się za ciebie” czy „Wielka Brytanio, nie będziesz już nigdy wielka”. Pod murem wciąż płoną świece, dzieci wraz z rodzicami układają duże i małe maskotki oraz wiązanki kwiatów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem