Reklama

Episkopat: w kościołach nie można wykonywać muzyki o charakterze świeckim

2017-10-15 09:21

BPKEP / Lublin

Fotolia_Minerva Studio

Nie wolno w liturgii wykonywać utworów o charakterze świeckim - głosi instrukcja Episkopatu przyjęta na zakończonym wczoraj w Lublinie zebraniu plenarnym KEP. Dokument ma na celu „podniesienie poziomu wykonywanej muzyki kościelnej, a także nadanie należnej godności i powagi świętym obrzędom sprawowanym na chwałę Bożą i uświęcenie wiernych”. Instrukcja wskazuje, że "należy bezwzględnie stać na straży wykonywania takiej muzyki liturgicznej, która jest autentyczną sztuką nakierowaną zawsze na świętość kultu (...)".

W nauczaniu soborowym zaznaczono, że muzyka, a zwłaszcza śpiew kościelny związany ze słowami, jest nieodzowną oraz integralną częścią uroczystej liturgii. Dokument zatwierdzony na 377. Zebraniu Plenarnym KEP odwołuje się do Instrukcji Musicam sacram Świętej Kongregacji Obrzędów sprzed 50 lat oraz do jej odpowiednika na gruncie polskim – Instrukcji Episkopatu Polski o muzyce liturgicznej po Soborze Watykańskim II z 1979 roku, które szczegółowo omówiły wskazania soborowej konstytucji o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium Soboru Watykańskiego II.

Instrukcja nawiązuje też do innych dokumentów Stolicy Apostolskiej poświęconych liturgii i przypomina zapisane w nich normy, które powinny być realizowane w życiu liturgicznym. Jak czytamy, potrzeba bardziej wnikliwego spojrzenia na problemy związane z muzyką w Kościele w Polsce wynika „z przemian społecznych i kulturowych oraz postępującej sekularyzacji życia”.

Instrukcja zawiera 12 rozdziałów opisujących zasady ogólne, a następnie zagadnienia takie, jak: muzyczne funkcje w liturgii, muzyka w liturgii Mszy Świętej, muzyka w roku liturgicznym, śpiew liturgii godzin, muzyka w liturgii sakramentów i sakramentaliów oraz w nabożeństwach, muzyka w liturgii transmitowanej przez media, muzyka instrumentalna, śpiewniki i materiały pomocnicze, koncerty muzyki religijnej, edukacja i formacja muzyczna, Komisje Muzyki Kościelnej i inne organizacje pomocnicze.

Reklama

– Muzyka w liturgii nie jest jej „oprawą”, ale integralnie wiąże się z celebracją świętych obrzędów – czytamy w Instrukcji. Rozróżnia ona i uściśla znaczenie takich pojęć, jak: muzyka religijna, kościelna, sakralna czy liturgiczna. Czytamy w niej m.in. o tym, jaką muzykę i kiedy można wykonywać w kościele oraz o zasadach, jakimi należy się przy tym kierować.

– Należy bezwzględnie stać na straży wykonywania takiej muzyki liturgicznej, która jest autentyczną sztuką nakierowaną zawsze na świętość kultu, i wprowadzać do liturgii tylko to, co odpowiada świętości miejsca, godności obrzędów liturgicznych i pobożności wiernych (Musicam sacram). Nie wolno w liturgii wykonywać utworów o charakterze świeckim – czytamy w dokumencie. Można co prawda organizować w kościele koncerty muzyki religijnej, jednak poza liturgią.

Nad stosowaniem odpowiedniej muzyki liturgicznej czuwa według instrukcji biskup diecezjalny. W parafii proboszcz, a w innych wspólnotach ten, kto w imieniu biskupa spełnia urząd pasterski i odpowiada za kształt liturgii. Organami doradczymi biskupa są Komisje Muzyki Kościelnej.

– Biskupi wyrażają wdzięczność wszystkim zatroskanym o wysoki poziom muzyki kościelnej. Zobowiązują do zapoznania się z treścią Instrukcji oraz starannego jej przestrzegania wszystkich odpowiedzialnych za muzykę kościelną w Polsce, w tym szczególnie duszpasterzy, organistów, katechetów, dyrygentów zespołów śpiewaczych i instrumentalnych, członków chórów kościelnych, kompozytorów. Równocześnie zachęcają do twórczej współpracy wszystkich, dla których piękno liturgii jest nadrzędną ideą artystycznej działalności – czytamy w Instrukcji.

Tagi:
muzyka liturgia KEP

Liturgia w tablecie

2018-11-28 11:04

Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 48/2018, str. VI

Jak dzisiaj zachęcić młodzież do poszerzania wiedzy liturgicznej? Podsuwać książki? A może zainstalować aplikację w tablecie lub smartfonie? Od 1 grudnia możliwa jest ta druga opcja

Nad liturgiczną aplikacją pracowali ks. Tomasz Sałatka i Tomasz Kuzioła, wsparci przez animatorów diecezjalnej diakonii liturgicznej Ruchu Światło-Życie. Początkowo była pomyślana jako ciekawa propozycja dla ministrantów, ale jej forma sprawia, że może trafić do szerszego odbiorcy. – Sam pomysł aplikacji dla ministrantów nie jest mój – mówi ks. Tomasz. – Zrodził się dwa lata temu na zjeździe duszpasterzy służby liturgicznej w Licheniu. Chodziłem potem z tym tematem, aż doszedłem do wniosku, że warto. Zacząłem się zastanawiać nad formą i zdecydowałem ostatecznie, że to będą quizy liturgiczne i układanki. Pomysł aplikacji zrodził się też z potrzeby wyjścia do młodego człowieka z nowoczesną formą. Przekazanie wiedzy jest ważne, ale ważne są też narzędzia dostosowane do współczesności.

Nowość na rynku

Od pomysłu do jego zrealizowania minął rok. – Pół roku szukałem kogoś, kto umie i chciałby taką aplikację zrobić. Zadzwoniłem do Tomasza Kuzioły z pytaniem, czy kogoś takiego nie zna, a on zdecydował, że sam się tym zajmie. I tak zaczęliśmy współpracę. O pomoc poprosiłem też osoby z diakonii liturgicznej i one przygotowały pytania do quizu – wspomina ks. Tomasz.

A jak wygląda to od strony technicznej? – Aplikacja będzie działała na wszystkich urządzeniach z Androidem 4.4 – tłumaczy Tomasz Kuzioła. – Ale jesteśmy już w trakcie robienia wersji w systemie iOS. Ta druga powinna się ukazać w pierwszej połowie 2019 r.

Wszystko wskazuje na to, że uda się wprowadzić na rynek coś nowego. – Obecnie jest trochę aplikacji z quizami, ale żadna nie dotyczy tematyki liturgicznej. Wygląda na to, że jesteśmy pierwsi. Choć oczywiście możliwe, że ktoś pracuje nad podobną aplikacją równolegle z nami. Tak więc jeśli chodzi o samą koncepcję zrobienia quizów i układanek, to było czym się inspirować, ale zasadniczo liturgiczna aplikacja jest czymś nowym na rynku – dodaje Tomasz.

Przyjemne przyswajanie wiedzy

Czy ministranci, zwłaszcza ci z dłuższym stażem, będą potrzebować takiej aplikacji? – Pracując z ministrantami, zaobserwowałem, że wielu z nich nie zna podstawowych pojęć z dziedziny liturgicznej. Aplikacja ma im pomóc w przyswojeniu tej wiedzy niejako przy okazji zabawy – mówi ks. Tomasz. – I tak na przykład po rozwiązaniu każdej układanki wyświetla się nazwa przedmiotu, który powstał na obrazku – korporał, palka, kociołek, lawaterz... Tych układanek ma być ok. 80, każda w trzech wariantach trudności. Jeszcze bardziej rozwijające są quizy. To 440 pytań, niektóre są banalne, inne bardzo trudne, ale to celowy zabieg. Chodzi o to, żeby użytkownicy oswajali się z tematem, ze słownictwem – tłumaczy.

– Forma quizu nadaje się zarówno do indywidualnego wysiłku umysłowego, jak i do zabawy w grupie, np. podczas zbiórki ministranckiej można zorganizować zawody.

Plany na przyszłość

Aplikacja trafi na Google Play 1 grudnia. Będzie można ją kupić za 1 euro, czyli niecałe 5 zł. Dzięki temu, że aplikacja będzie płatna, uniknie się irytujących reklam. A cena jest przystępna właściwie dla każdego. – Chcemy rozwijać ten pomysł. W przyszłości możemy też aktualizować zadania, dodawać nowe pytania do quizu, nowe układanki, tak żeby aplikacja za szybko się nie znudziła. Dodam, że chcielibyśmy wypuścić część aplikacji, tę z układankami, w obcych językach – angielskim, francuskim, włoskim i hiszpańskim – mówi ks. Sałatka. Tomasz Kuzioła dodaje: – Wiele zależy od tego, jak aplikacja poradzi sobie na rynku. Jeśli będzie zainteresowanie, zaczniemy ją aktualizować. Postawimy też na kwestie bardziej społecznościowe i umożliwimy uczestnikom rywalizowanie, np. kto szybciej skończy układankę. W przypadku braku zainteresowania niestety nie będziemy mieli środków, żeby dalej rozwijać aplikację i wtedy zostanie w tej formie, w której jest teraz. Dodam tylko, że w przypadku aktualizacji użytkownicy, którzy kupią aplikację, będą otrzymywać nowe zadania już za darmo. Tak więc wystarczy zapłacić raz.

Biskupom się podoba

Czy pomysł się przyjmie? Na razie aplikacja pomyślnie przeszła fazę testową i spotkała się z pozytywnymi opiniami. – Na tegorocznym zjeździe w Licheniu zaprezentowaliśmy z Tomkiem naszą aplikację i została bardzo dobrze przyjęta przez duszpasterzy. Biskupi mówią, że już chcieliby sobie pograć – zdradza ks. Tomasz. Teraz pozostaje rozreklamowanie aplikacji wśród służby liturgicznej. Jest też dobra wiadomość dla zwolenników tradycyjnych form. – Quizy chciałbym jeszcze wydać jako książkę. Byłaby to całkiem spora pozycja, którą duszpasterze i animatorzy mogliby wykorzystać w swojej pracy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Łucja z Syrakuz

2013-12-13 08:10

ts (KAI) / Warszawa/KAI

MARGITA KOTAS

Kiedy rokrocznie 13 grudnia odbywa się w Sztokholmie koronacja wieńcem ze świec „oblubienicy Łucji”, nastrój przypomina bardziej wybory miss niż wspomnienie sycylijskiej chrześcijanki, która zginęła męczeńską śmiercią w 304 roku w Syrakuzach, w czasach prześladowań chrześcijan. A gdy w tym czasie przyjeżdżają do Szwecji Włosi, dziwią się, jak powszechnie jest tam czczona ich rodaczka. Sami Szwedzi nie bardzo wiedzą, skąd ona rzeczywiści pochodzi, ale święto obchodzą wszyscy mieszkańcy kraju.

Dzień św. Łucji jest to jedyne święto typowo szwedzkie. W święto to wybraną w konkursie najpiękniejszą dziewczynę stroi się w długą białą suknię przepasaną czerwoną wstążką i wianek z borówkowych gałązek, w którym tkwi siedem świeczek. W procesji prowadzona jest przez miasto w otoczeniu druhen, które śpiewają tradycyjną piosenkę o Łucji (Nadchodzi Łucja, rozpraszając ciemności zimowej nocy) oraz kolędy. Często towarzyszy im grupka gwiazdorów.

Łucja pojawia się także w szpitalach i domach starców. Świętą Łucję obchodzi się także w szkołach, klubach i domach parafialnych, gdzie częstuje się gości kawą i lussekatter („oczy św. Łucji”), pieczonymi specjalnie na tę okazję pszennymi bułeczkami z szafranem, o pomysłowych kształtach. W domach mamy lub starsze rodzeństwo przygotowują rano lussekatter, a potem najmłodsza dziewczyna w rodzinie wciela się w Łucję i w białej sukience i borówczanym wianku na głowie przynosi rodzinie śniadanie do łóżka.

Zwyczaj obchodów Łucji stał się powszechny w całej Szwecji u schyłku XIX w., a pierwszy pochód zorganizowano w Sztokholmie w 1927 r. Panna ze światłem oznacza św. Łucję, gdyż to łacińskie imię wyraża „światło”. Tradycja ta jest bardzo dawna, kiedy to jeszcze obowiązywał kalendarz juliański i dzień św. Łucji przypadał dwa tygodnie później, 25 grudnia, gdy nadeszła najdłuższa noc i najkrótszy dzień.

Życie i śmierć dziewicy i męczennicy, św. Łucji, związane są z Syrakuzami - miastem założonym w 734 r. przed narodzeniem Chrystusa. Syrakuzy były niegdyś najbogatszym i najludniejszym miastem na Sycylii, stolicą niezależnego państwa. W 212 r. przed Chrystusem zdobyli je Rzymianie. Zginął wtedy w obronie miasta największy w starożytności matematyk i fizyk świata, Archimedes. Miasto wydało kilkunastu świętych, ale wśród nich pierwsze miejsce zajmuje św. Łucja, która żyła na początku III wieku (być może w latach 286-304, jak piszą niektórzy jej hagiografowie).

Według najstarszego przekazu datowanego na V w., święta pochodziła ze znakomitej rodziny. Była przeznaczona dla równie zamożnego młodzieńca. Kiedy jednak udała się z pielgrzymką do grobu św. Agaty do pobliskiej Katanii, aby uprosić o zdrowie dla matki, miała jej się ukazać ta święta i przepowiedzieć męczeńską śmierć; radziła też przygotować się na czekającą ją ofiarę. Kiedy Łucja powróciła do Syrakuz, cofnęła obietnicę zamążpójścia, rozdała swoje majętności i złożyła ślub dozgonnej czystości. Niebawem wybuchło prześladowanie chrześcijan, najkrwawsze w dziejach chrześcijaństwa. Wtedy niedoszły małżonek oskarżył Łucję, że jest chrześcijanką i 13 grudnia ok. 304 r. została ścięta mieczem; miała 23 lata.

Została pochowana we wczesnochrześcijańskich katakumbach, nad którymi już w VI wieku, jak wspomina papież św. Grzegorz I Wielki, wznosił się kościół i klasztor jej imienia, w obecnych Nowych Syrakuzach. Tenże papież wprowadził imię św. Łucji do kanonu Mszy św.

Początkowo czczono Łucję jako nieugiętą chrześcijankę, która została wpisana w poczet świętych za trwałość w wierze.

Mieszkańcy jej rodzinnych Syrakuz, potomkowie cywilizacji greckiej, a nie bizantyjskiej czy arabskiej, są powściągliwi i mają wyczucie dobrego smaku, a obchody świętej Łucji nie mają tam w sobie nic z ludowego festynu. Wokół kultu „ich” świętej nie powstał żaden przemysł pamiątek czy dewocjonaliów.

W Rzymie pierwszy kościół ku czci świętej męczennicy wystawił papież Honoriusz I (625-638). Na mozaice bazyliki św. Apolinarego (Nuovo) w Rawennie znajduje się wizerunek świętej pochodzący z VI w. Kiedy w 718 r. z polecenia cesarza Leona III zaczęto niszczyć wizerunki świętych, relikwie św. Łucji przeniesiono do Corfino w Abruzzach, potem wróciły do Syrakuz. W 1204 r. krzyżowcy zabrali je do Wenecji, gdzie w 1313 r. wystawiono ku czci świętej osobny kościół i tam złożono jej doczesne szczątki. W 1860 r., ze względu na budowę dróg, kościół został rozebrany, a relikwie św. Łucji przeniesiono do kościoła św. Jeremiasza, gdzie przebywały do 7 października 1981 r., kiedy to zostały wykradzione. Obecny kościół pochodzi z XVIII w. Relikwie umieszczono w kaplicy nad jednym z kanałów weneckich, na której zewnętrznym szczycie wyświetla się widoczna z daleka postać św. Łucji, otaczana czcią przez weneckich gondolierów. Na całym świecie, również i w Polsce znana jest i chętnie śpiewana włoska piosenka „Santa Lucia”. W grudniu 2004 r. . po dziesięciu stuleciach doczesne szczątki św. Łucji wróciły do rodzinnych Syrakuz. Wenecjanie zastrzeli, że „to tylko pożyczka”, obawiając się, by wierni Syrakuz nie potraktowali tego jako ostatecznego zwrotu.

Św. Łucja ma trzy sanktuaria: w kościele św. Jeremiasza w Wenecji, w Syrakuzach oraz w kościele klaretynów w Rzymie. Według legendy, św. Łucja miała piękne, wielkie oczy, które przyciągały powszechną uwagę. Widząc zachwyt nawet u oprawców, kazała je sobie wyłupić. Na tę pamiątkę w dzień jej dorocznego święta w Syrakuzach niesie się na drogocennej tacy „oczy św. Łucji”. Św. Łucja była tak dalece czczona jako patronka chorób oczu, że modlił się do niej m.in. Dante, gdy tracił wzrok.

Aż do czasu wprowadzenia przez papieża Grzegorza XII reformy kalendarza w 1582 r. wspomnienie św. Łucji przypadało 25 grudnia, gdy była najciemniejsza i najdłuższa noc w roku. Z tą nocą wiązały się legendy o demonach pochodzące jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. Tradycja ta „przeszła” na św. Łucję, którą straszono leniwe służące i niegrzeczne dzieci. Straszono też każdego, kto po odmówieniu wieczornej modlitwy „Anioł Pański” wychodził na dwór. Tego też dnia nie wolno było piec chleba, tkać ani szyć, a kto się odważył to robić, narażał się na gniew Łucji. Z czasem jednak zapomniano o tamtych zwyczajach i pojawiły się przyjemniejsze, np. nagradzanie drobnymi upominkami za dobre uczynki. Z czasów przedchrześcijańskich pozostało jedynie „powitanie światła”, a więc - pielęgnowane w wielu miejscach, zwłaszcza w regionie alpejskim i w Skandynawii - pochody ze światłami.

Od kilku wieków znany jest zwyczaj wróżenia przyszłości: w dniu św. Łucji dziewczęta nacinają kawałek kory na gałązce wierzbowej i opasują to miejsce. Odkrywają je ponownie w Nowy Rok, szukając znaków, z których - podobnie jak z wosku lanego w andrzejki - przepowiadają sobie przyszłość. Szczególnie odważne dziewczęta wychodzą w noc św. Łucji na dwór, żeby zobaczyć cień świętej, który też wróży przyszłość. W austriackim Burgenlandzie sieje się 13 grudnia pszenicę w doniczkach. Jeśli ziarna wykiełkują do Bożego Narodzenia, zapowiada to dobre żniwa w nadchodzącym roku. Są też regiony, gdzie w dzień św. Łucji, podobnie jak w dzień św. Barbary, ścina się wiśniowe „gałązki św. Łucji”, które zakwitną na Boże Narodzenie. W dzień św. Łucji w niektórych regionach sprawiano prezenty małym dziewczynkom.

Dzień, w którym obchodzone jest wspomnienie św. Łucji, jest także dniem astronomicznego „zatrzymania się Słońca”, po czym kilkanaście dni później - w Boże Narodzenie - następuje przełom czasu i zaczyna przybywać dnia. Nawiązuje do tego polskie przysłowie: „Święta Łuca dnia przyrzuca”. Teresa Sotowska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Polacy najliczniejszą grupą zagraniczną na ESM w Madrycie

2018-12-13 20:43

pb (KAI/vidanuevadigital.com) / Madryt

Polacy będą najliczniejszą grupą zagraniczną na 41. Europejskim Spotkaniu Młodych, jakie tradycyjnie odbędzie się na przełomie grudnia i stycznia, tym razem w Madrycie. Wśród 15 tys. zgłoszonych uczestników jest 7 tys. Hiszpanów i 8 tys. obcokrajowców, w tym 3 tys. Polaków, którzy tym samym będą stanowić 20 proc. zgromadzonej młodzieży.

Marta Ciszewska

Europejskie Spotkania Młodych organizuje od 1978 r. ekumeniczna Wspólnota z Taizé, założona przez br. Rogera Schutza. Odbywają się one w jednym z dużych miast Europy na zaproszenie lokalnego Kościoła, za zgodą władz danego miasta. Miejscem madryckiego spotkania będzie czwarty pawilon Targów Madryckich (IFEMA), położony niedaleko lotniska Barajas.

- Jan Paweł II przedstawiał Taizé jako źródło, do którego się przychodzi, by zaspokoić pragnienie i pójść dalej - przypomina br. Pedro z Taizé. Tłumaczy, że „Taizé nie jest ruchem”, ani nie dąży do stworzenia jakichś struktur. Jest wspólnotą monastyczną, która zaprasza ludzi młodych do duchowego doświadczenia, które - jeśli zechcą - mogą przenieść do swojego Kościoła lokalnego, włączając się w życie parafii, do której należą.

Z kolei brat John z Taizé wyraża wdzięczność arcybiskupowi Madrytu kard. Carlosowi Osoro za zaproszenie, a także burmistrzowi miasta Manueli Carmenie za pomoc w dziedzinie infrastruktury i transportu. Brat John od października wraz z grupą braci oraz 15 świeckimi z różnych krajów Europy przygotowuje madryckie spotkanie.

Br. Pedro zaznacza, że nie wszyscy uczestnicy 41. Europejskiego Spotkania Młodych będą ludźmi wierzącymi. Niewierzący zdecydowali się na udział w nim ze względu na zaproszenie, jakie otrzymali ze strony swych wierzących przyjaciół.

Najliczniejszą po Polakach grupą zagraniczną będą Ukraińcy, którzy przyjadą do stolicy Hiszpanii autobusami. Bardzo długa droga, jaką mają do pokonania, świadczy - zdaniem braci - o ich szczególnym zainteresowaniu spotkaniem. Br. Jasper z Taizé tłumaczy, że w ten sposób Ukraińcy pokazują, że chcą czuć się częścią Europy. Tymczasem „często mają poczucie, że nikt się nimi nie interesuje”.

Według zakonnika w latach 90. XX w., po otwarciu się krajów Europy Wschodniej, Taizé stało się „butlą z tlenem” dla tamtejszych młodych chrześcijan, umożliwiając im spotykanie się z rówieśnikami z innych części kontynentu. Obecnie, pomimo nowych możliwości przemieszczania się, nadal istnieje potrzeba spotykania się z osobami, z którymi można by dzielić się swą kulturą i duchowością.

Organizatorzy ESM wciąż szukają miejsc noclegowych w parafiach i u rodzin dla zagranicznych uczestników spotkania. Jednak br. Pedro przypomina, że trzy lata temu, przed spotkaniem w Walencji, także brakowało miejsc noclegowych, lecz problem rozwiązał się w ciągu tygodnia, po nagłośnieniu sprawy w mediach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem