Reklama

Porwano katolickiego księdza

2018-04-02 17:58

RV / Goma (KAI)

Senlay/pixabay.com

W Demokratycznej Republice Konga znów uprowadzono katolickiego kapłana. Ks. Célestin Ngango został porwany w Niedzielę Zmartwychwstania po odprawieniu Eucharystii w jednej z dojazdowych kaplic należących do parafii Karambii, w której jest proboszczem.

Samochód, którym jechał został zatrzymamy na drodze przez uzbrojonych mężczyzn. Księdza wywieziono w nieznanym kierunku, jego kierowcę wypuszczono nakazując mu poinformowanie o całym zajściu odpowiednich władz kościelnych. Wikariusz generalny diecezji Goma ujawnił, że porywacze zostawili list, w którym żądają 500 tys. dolarów okupu. „Zamiast przeżywać radość płynącą ze Zmartwychwstania Jezusa nasza wspólnota znów doświadcza smutku i trwogi o los kolejnego kapłana ” – podkreśla ks. Louis De Conzague Nzabanita. Przypomina on, że na terenie Północnego Kiwu duchowni coraz częściej stają się celem band kryminalnych.

We wrześniu ub.r. w okolicach Rutshuru porwano ks. Jeana de Dieu Kanefu. Odzyskał on wolność po zapłaceniu 4 tys. dolarów okupu. Wciąż nieznany jest jednak los dwóch kapłanów (Charles Kipasa i Jean-Pierre Akilimali) porwanych w lipcu 2017 r. w regionie Beni.

Tagi:
kapłan kapłan

Kapłan prawy, pracowity i pokorny

2019-02-22 14:42

Ks. Szymon Nosal

Kapłan prawy, pracowity i pokorny - biskup senior diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Paweł Socha, takimi słowami określił naszego rodaka, ks. kan. Stanisława Pawula, w słowie Bożym 4 lutego 2019 roku, na jego pogrzebie. Nic dziwnego, że żegnało go 45 kapłanów wraz z arcybiskupem seniorem Józefem Michalikiem i biskupem seniorem Pawłem Sochą pod przewodnictwem kardynała seniora Stanisława Dziwisza, któremu posługuje siostra zmarłego – s. Matylda Pawul.

ks. Szymon Nosal
Pogrzeb ks. kan. Stanisława Pawula

Bp Socha, powiedział także: „Ks. Stanisław, to Kapłan ustawicznie zajęty pracą. Poza funkcjami duszpasterskimi i życiem modlitwy, zawsze był zajęty pracą przy pszczołach, które bardzo kochał, a one jego, w sadzie, czy na małym skrawku ziemi, by nie zabrakło świeżych warzyw. Jednak najwięcej czasu poświęcał pracy duszpasterskiej i gospodarczo-administracyjnej. Zatroskany był o kościoły, ich konserwacje, remonty i bezpieczeństwo. A w każdej z trzech parafii, gdzie pracował jako proboszcz, było wiele kościołów i kaplic. (…) Był człowiekiem wielkiej pokory i prostoty. Nigdy nie ubiegał się o godności czy też lepsze, łatwiejsze parafie. (…) Ks. kan. Stanisław wyniósł ze środowiska rodziny i parafii, a także z Seminarium przemyskiego ducha żarliwej wiary, pobożności, szczególnie maryjnej. Miał doskonale wyrobiony zmysł Kościoła, czyli traktowania instytucji Kościoła nie tylko od strony widzialnej, ale i jako obecności pośród nas samego Jezusa Chrystusa.

Diecezja zielonogórsko-gorzowska wdzięczna jest ks. kan. Stanisławowi Pawulowi za decyzję podjęcia pracy na terenie trudnym pod względem duchowym, gdyż zamieszkali tu Polacy wyrwani z ojcowizny i przeniesieni siłą na ziemię od wieków słowiańską, ale zimną duchowo z powodu ducha reformacji. Ks. Stanisław swoją delikatnością, duchem wiary i gorliwością kapłańską przyczynił się do duchowego odrodzenia i odnowienia życia wiary na Ziemi Lubuskiej. Mimo że powrócił na ziemię rodzinną, to kapłani i wierni zawsze będą przed Bogiem pamiętać o pełnym wiary i miłości Bożej Księdzu Kanoniku Stanisławie Pawulu”.

Poprzedniego dnia, w niedzielę 3 lutego na eksporcie, dwudziestu dwu kapłanów pod przewodnictwem bp Mariana Rojka, modliło się za śp. ks. kan. Stanisława Pawula, a dwu spowiadało. Ks. proboszcz zwrócił się do mnie, abym wygłosił słowo Boże, bo nie mógł znaleźć chętnego wśród jego kolegów. Powiedziałem między innymi: „Kiedy kilka godzin przed Twoim, Stasiu, odejściem do Pana, stałem przy Tobie, przy łóżku szpitalnym, i dotykając Twej dłoni polecałem Cię Bogu, prosząc o miłosierdzie, Ty już wspinałeś się na swój życiowy szczyt, o którym mówi poeta w wierszu: W drodze na szczyt, słowami:

Przygnieciony pułapem chmur

Duszę się rankiem zamglonym.

Wokół mnie wszędzie szary mur

Błądzę murem otoczony.

[…] W chmurach i mgle postawiony

Nie widzę nawet swoich nóg

A muszę iść, przecież wiem dokąd,

Szukać tej jednej drogi dróg.

Tą drogą krętą przejdę mgły,

Przecisnę się wśród powłok chmur.

Dotąd me nogi będą szły,

Aż znajdę moją górę gór.

A tam popatrzę na mój szlak,

W jednej chwili zobaczę swe życie,

Poczekam tylko na ten znak –

Możesz wejść, jesteś na szczycie.

Śp. ks. Stasiu znalazł tą jedną jedyną drogę swego życia w kapłaństwie. Mężnie pokonywał wszystkie zakręty i szare mury trudności życiowych, bo wiedział, dokąd iść. Ciężko Dusił się rankiem zamglonym, gdy tłoczono w jego płuca tlen, szukał tej jednej drogi dróg i znalazł swoją „górę gór”, tam w szpitalu pod wezwaniem Matki Bożej Pocieszenia w Leżajsku i doszedł do swego szczytu. Tam w jednej chwili zobaczył całe swoje życie i zobaczył znak ukochanego Mistrza, Najwyższego Kapłana, gest zaproszenia do chwały. Zapewne usłyszał te słowa pełne miłości: Możesz wejść, jesteś na szczycie. Dość się już natrudziłeś! Czas już na nagrodę, na odpoczynek ze Mną i Moją Matką, którą tak ukochałeś w swoim życiu w tym obrazie Matki Bożej Pocieszenia, najpierw w tej małej kaplicy, a później już od prawie pół wieku w tym kościele, który tak często odwiedzałeś i cieszyłeś się z jego powstawania i upiększania.

Byłeś dumny ze swoich Rodziców, którzy mnie wspierali w organizowaniu tutejszej parafii. Cieszyłeś się, że Twój Tatuś, śp. Jan, tak dzielnie wspomagał mnie w budowie tego kościoła, jako dobry cieśla i doskonały organizator prac przy tym kościele. Nazywaliśmy go żartobliwie „szeryfem”, bo miał szacunek i posłuch u ludzi przy tych pracach. Jeszcze bardziej cieszyłeś się, gdy udało mi się załatwić dla niego emeryturę, i gdy potem przez bardzo wiele jeszcze lat służył tak wiernie i bezinteresownie parafii jako kościelny, który był przykładem wielkiej wiary i pobożności. Nic dziwnego, że w takiej atmosferze, w tak przykładnej rodzinie, Pan Bóg powołał dwoje rodzeństwa do swojej służby – Ciebie, Stasiu i Twoją starszą od ciebie o dwa i pół roku siostrę Julię, obecną tu s. Matyldę. Razem zdawaliście maturę w pobliskiej Żołyni w 1959 r. i w tym samym roku obydwoje poświęciliście się Bogu na służbę. Ty, Stasiu, we wrześniu wstąpiłeś do Seminarium Duchownego w Przemyślu, a twoja siostra kilka tygodni później, 9 października, do Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie.

W kaplicy, która tu była gdzie obecnie jest prezbiterium naszego kościoła, u stóp M.B. Pocieszenia, pod czułym Jej spojrzeniem zrodziło się i umacniało Wasze powołanie do służby Bogu. Tu pewnie usłyszeliście po raz pierwszy ten cichy i pełen miłości głos Mistrza i ochotnie Mu odpowiedzieliście słowami wspomnianego już na początku poety w wierszu pt. Poślij mnie Panie

Chcesz Panie ludzi do pracy (…)

Weź, Panie, moje krzyże

I użyj mego cierpienia,

Weź, Panie, me siły świeże

Do pracy dla odkupienia.

I ks. Stanisław swoim życiem potwierdził tę gotowość pójścia na służbę Bogu i ludziom. Podobnie i jego siostra, Julcia, czyli s. Matylda, sercanka, która tak wiernie i ofiarnie służyła i posługiwała św. Janowi Pawłowi II, a teraz służy i pomaga ks. kard. St. Dziwiszowi.

Śp. ks. Stanisław urodził się 12 grudnia 1942 r. w Gwizdowie. Dwa tygodnie później ochrzczony 26 grudnia w Żołyni, po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego poszedł za głosem powołania do seminarium przemyskiego, gdzie po sześciu latach studiów otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp Jakiela 20 czerwca 1965 r. w Przemyślu. Po trzech latach pracy w naszej diecezji, - dwa lata w Bączalu Dolnym i rok w Łączkach Jagiellońskich jako wikary - na apel biskupa gorzowskiego Wilhelma Pluty, udał się tam, mówiąc niejako: Weź, Panie, moje krzyże/I użyj mego cierpienia,/Weź, Panie, me siły świeże /Do pracy dla odkupienia. - by ofiarnie służyć Bogu i ludziom przez prawie pół wieku.

Jako wikariusz pracował najpierw w parafii pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Ostrowicach w powiecie i dekanacie Drawsko Pomorskie, następnie w parafii Świętej Trójcy w Gubinie, a potem przez sześć lat w par. św. Mikołaja w Głogowie. W 1979 r. został inkardynowany do diecezji gorzowskiej. Był proboszczem w Bobrowicach (1979-1989), Strzelcach Krajeńskich (1989-2004) i Cybince (2004-2017). Pełnił również funkcję wicedziekana w Dekanacie Krosno Odrzańskie i Dekanacie Rzepin oraz dziekana w Dekanacie Strzelce Krajeńskie. W 1995 r. otrzymał tytuł kanonika R.M. W roku 2017 przeszedł w stan spoczynku i zamieszkał w rodzinnej miejscowości, tu w Gwizdowie.

Niedługo cieszył się tą emeryturą – tylko półtora roku, bo Bóg doświadczył go i znalazł godnym siebie – jak to słyszeliśmy w dzisiejszym I czytaniu. Pan Jezus zaś w Ewangelii dzisiejszej wypowiadając słowa o ziarnie, które ma wpaść w ziemię i obumrzeć, aby przynieść plon obfity, myślał najpierw o sobie. To On, Chrystus, podczas triumfalnego wjazdu do Jerozolimy wiedział, że czeka Go męka i śmierć, przez którą zostanie uwielbiony. To się sprawdziło. Chrystus przez swoją mękę i śmierć dokonał odkupienia świata, a przez to okazał największą miłość i posłuszeństwo Ojcu Niebieskiemu, który Go uczcił. Po zmartwychwstaniu Chrystus zasiadł po prawicy Ojca.

Zbawiciel jest dla nas wszystkich drogą, prawdą i życiem. Jeżeli człowiek w swoim postępowaniu będzie się kierował wskazówkami zawartymi w Ewangelii, to znak, że jest na dobrej drodze. W słowach zapisanych przez św. Jana: „Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię obumrze, przyniesie plon” (por. J 12,24) Chrystus daje wskazania dla wszystkich ludzi. W tym zawiera się również tajemnica naszego życia i naszej wiary. Prawda o przechodzeniu do chwały przez mękę i śmierć do życia wiecznego jest aktualna w życiu każdego człowieka. Przecież każdy z nas ma przygotowane miejsce w Domu Ojca. Dobrze o tym wiedział ks. Stanisław, bo niedawno powiedział do jednego naszego parafianina, że chyba niepotrzebnie buduje to marne mieszkanie, kiedy tam, w Domu Ojca, czeka na niego wspanialsze, u boku swego Mistrza i Jego Matki. Nie mylił się!

Na naszych niejako oczach odszedł do Boga i jutro pogrzebany zostanie jako ziarno pszenicy sługa Kościoła, ks. kan. Stanisław Pawul, który zapewne często powtarzał na modlitwie: Weź, Panie, moje krzyże / I użyj mego cierpienia,(…) / Do pracy dla odkupienia.

Dziękujemy dziś Bogu za jego życie kapłańskie, za jego modlitwy, cierpienia, za wszystko, co uczynił dla chwały Bożej i zbawienia ludzi. Przepraszamy też za jego słabości i grzechy, bo jak każdy człowiek tak i on był słaby i mógł obrazić majestat Stwórcy i Pana. Pragniemy też modlić się o to, aby znalazł miejsce w świętym Domu Ojca. Ufam, że w chwili śmierci spotkał w Jezusie nie tyle Sędziego, co Przyjaciela, który zapewne przytulił go do Swego Serca, jak tego utrudzonego Bożego parobka Borynę z „Chłopów” Reymonta. Boryna, kiedy doszedł do niejakiej przytomności po długich tygodniach leżenia, w środku nocy, gdy księżyc świecił pełnym blaskiem wstał i wyszedł na pole. Pomyślał, że już dnieje. Przeżegnał się raz i drugi, potem wyruszył na zagon. Nabrał ziemi w koszulę i zaczął siać, jak zboże. Tak o tym napisał Reymont w „Chłopach”: „Zmartwiał naraz, wszystko przycichło i stanęło w miejscu, błyskawica otworzyła mu oczy z pomroki śmiertelnej, niebo się rozwarło przed nim, a tam w jasnościach oślepiających Bóg Ojciec, siedzący na tronie ze snopów, wyciąga ku niemu ręce i rzecze dobrotliwie: - Pójdź-że, duszko człowieka, do mnie. Pójdź-że, utrudzony parobku. Zachwiał się Boryna, otworzył ręce, jak w czas podniesienia: Panie Boże, zapłać! – odrzekł i runął na twarz przed tym majestatem Przenajświętszym. Padł i pomarł w onej łaski Pańskiej godzinie...”

Ufam, wszyscy ufamy, że godzina śmierci śp. ks. Stanisława, Bożego parobka, była godziną łaski Pańskiej, bo umierał w godzinie Śmierci Zbawiciela. Była godziną nagrody niebieskiej, bo przez przeszło pół wieku siał obficie ziarno słowa Bożego na niwie Pańskiej, ale jak każdy człowiek i on potrzebuje naszej modlitwy, dlatego tu jesteśmy i mamy się modlić za niego teraz i później, dopóki nam Bóg żyć pozwoli.

Księże Stanisławie. Byłeś wierny do końca swemu powołaniu. Służyłeś w swoim kapłaństwie Panu Jezusowi i Jego Matce, Kościołowi, Ojcu Świętemu i biskupom, jakich postawił Bóg na twej drodze kapłańskiej. A jeśli kto mi służy – mówi Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii – uczci go mój Ojciec”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pseudonaukowość i niebezpieczeństwo współczesnego ateizmu

2019-02-23 09:45

Ks. Mariusz Sztaba

Są tacy – także w Polsce, którzy z promocji ateizmu uczynili swój program życiowy, a ostatnio także partyjny. Są takie związki i grupy ludzi, którzy uważają ateizm za coś najbardziej racjonalnego i nowoczesnego. Jaki jest więc ten „nowy” ateizm, ukazywany jako współczesne lekarstwo na wszelkie zło i synonim nowoczesności i rozumności?

Yvonne Weis/ Fotolia.com

Gerhard Lohfink w książce pt. Jakie argumenty ma nowy ateizm? Krytyczna dyskusja, wydanej w 2008 roku i przetłumaczonej oraz opatrzonej wstępem przez ks. prof. Jerzego Machnacza podkreśla, że „zły duch idzie przez Europę i nie tylko przez nią”(G. Lohfink, Jakie argumenty ma nowy ateizm? Krytyczna dyskusja (tłum. J. Machnacz), Wrocław, Wyd. TUM, 2009, s. 17). Ma on na myśli współczesny agresywny i wojujący ateizm, który nie przebiera w środkach dążąc do ośmieszania religii i ludzi wierzących, szczególnie chrześcijan. Tak np. w 2007 roku pojawiła się w Niemczech pierwsza ateistyczna książeczka dla dzieci M. Schmidta-Salomona, pt. Gdzie jest droga do Boga? – pyta malutka świnka. Książeczka dla tych wszystkich, którzy nie pozwolą się otumanić.

Podobnie jak w czasach komunizmu, ateizm był wspierany przez tzw. „światopogląd naukowy”, tzn. marksistowski – materialistyczny, tak dzisiaj propagowany jest m.in. przez tzw. racjonalistów, którzy przypisują sobie prawo bezwzględnej własności do posiadania i używania rozumu (łac. ratio). Zakładają oni związki ateistów. Są wśród nich także naukowcy, którzy publicznie głosząc ateizm, piszą książki skierowane przeciw chrześcijaństwu oraz występują ze swoimi ateistycznymi poglądami w mass mediach. W dzieło ateizacji zaangażowane są liczne platformy internetowe, agitujące przeciw religii oraz tzw. nowocześni Owi racjonaliści propagują wszędzie swoją bezbożną teorię świata, domagając się, aby była panującą. Jaki jest ten nowoczesny ateizm?

Starożytny a nowożytny ateizm

Starożytny ateizm walczył z Bogiem, który według jego założeń nie istniał. Była to więc walka z wiatrakami. Nowożytny zaś ateizm, bazujący na istnieniu podmiotu myślącego – człowieka (podkreślał to Kartezjusz) oraz odwołujący się do nauk przyrodniczych, kosmologii, fizjologii mózgu, biologii oraz socjologii, stawia sobie za cel przywrócenie człowieka – człowiekowi. Ojciec nowożytnego ateizmu – Ludwig Feuerbach mówił o alienacji, tzn. zagubieniu się człowieka, odczłowieczeniu. Źródło alienacji upatrywał w religii. Jedynym zaś lekarstwem na patologiczny stan alienacji (wyobcowania osoby) miał być powrót człowieka do samego siebie, poprzez zaakceptowanie swojej absolutnej przynależności do przyrody. Ateizm nowożytny zamyka więc człowieka w obszarze natury. Chcąc być walką człowieka o człowieka prowadzoną pod płaszczykiem naturalizmu, racjonalizmu i humanizmu, ateizm w rzeczywistości redukuje osobę ludzką do świata materii i popędów niszcząc ją! Na ten ważny fakt wskazywał już w 1944 r. wielki myśliciel o. Henri de Lubac w dziele pt. Dramat humanizmu ateistycznego. Przed tak rozumianym humanizmem przestrzegał w swoim nauczaniu św. Jan Paweł II oraz Benedykt XVI.

Oblicza współczesnego ateizmu

Nowy ateizm - jak zauważa ks. Machnacz - jest zjawiskiem złożonym. Obejmuje on m. in. ateizm akademicki, kulturowy i denuncjatorski. Pierwszy stwierdza, że ateizm jest czymś oczywistym i to teiści muszą dowieść istnienia Boga. Ateizm kulturowy krytykuje religię, w sposób szczególny chrześcijaństwo, z pozycji hedonizmu i konsumpcjonizmu, pytając się co daje religia człowiekowi tu i teraz. Złowrogi rodzaj ateizmu prezentują przedstawiciele ateizmu denuncjatorskiego (tamże, s. 8-9).

W nurcie tego ateizmu działa Richard Dawkins, biolog ewolucyjny, profesor z Oxfordu. Jest on dziś przodującym, wojującym ateistą. W 2006 roku opublikował książkę pt. The God Delusion (tłum. polskie Bóg Urojony, 2008). Strojąc się w naukowe szaty, zamiast prowadzić dyskusję na argumenty, zadowala się w niej demonizowaniem wiary chrześcijańskiej i konsekwentnym przemilczaniem tego wszystkiego, co w niej wielkie i piękne i co kształtuje (kształtowało?) kulturę europejską. Zdaniem Dawkinsa Bóg Żydów i chrześcijan to rasista, nieobliczalny tyran, nacjonalista. Ten kto wierzy w Boga, nie tylko że jest w błędzie, ale też jest zaślepiony, cierpi na urojenia (ang. delusiones) i jest niebezpieczny dla społeczeństwa. Ateista zaś to człowiek nowoczesny i oświecony (racjonalista), otwarty na siebie i to, co go otacza. Ateizm jawi się jako cel i kres intelektualnego wysiłku człowieka.

Argumenty nowego ateizmu

G. Lohfink we wspomnianej książce prezentuje osiem głównych argumentów ateizmu: a) Boga nikt nigdy nie widział, zatem Go nie ma; b) Bóg jest projekcją człowieka. Jeżeli ta projekcja została rozpoznana, to można z niej zrezygnować; c) człowiek rozwinął się z królestwa zwierząt. Zatem nie potrzebuje Stworzyciela; d) dobro można łatwo wyjaśnić za pomocą teorii ewolucji. Dlatego nie potrzebujemy Boga, aby być dobrymi; e) na świecie jest nieskończenie wiele cierpienia. To czyni śmieszną wszelką wiarę w Boga; f) religie wnoszą do świata przemoc. Dlatego są bardzo niebezpieczne; g) biblijny obraz Boga jest prymitywny i odrażający. Dlatego w przyszłości trzeba zrobić wszystko, aby nie poddawać dzieci indoktrynacji religijnej; i) spojrzenie na tamten przyszły świat paraliżuje. Chodzi o to, aby ten świat przemienić (tamże, s. 23-135).

Przytoczone argumenty nowego ateizmu w rzeczywistości nie są nowe, ale „podgrzewane” biologią ewolucyjną i ubierane w szaty naukowości. Ks. prof. Machnacz prezentuje je, dokonując następnie ich falsyfikacji. Wskazuje zarazem, że ateizm nie jest jakimś solidnie, naukowo ugruntowanym systemem myślowym, lecz opiera się na przypuszczeniach, pomówieniach, demonizacji, wypaczeniu obrazu Boga, nieuzasadnionych orzeczeniach. Pseudonaukowość ateizmu wyraża się też w tym, że nie posługuje się on w zasadzie ani autentycznym doświadczeniem, ani przekonującymi argumentami, lecz czystą negacją, szczególnie tradycji judaistycznej i chrześcijańskiej. W większości (bo są też ateiści, którzy bez fanatyzmu i odwoływania się do pseudonaukowości, szukają argumentów za swoim stanowiskiem) nowy ateizm przybiera formę wojowniczą i demonizującą, wykorzystując instrumentalnie naukę do przeforsowania swojej opinii. Przykładem tego jest książka Dawkinsa, która nie ma nic wspólnego z naukową rozprawą (choć tak jest postrzegana), a bliższa jest ideologicznemu traktatowi, kreując na 500 stronach atmosferę zagrożenia i bezsensu.

Dyskusję ze stanowiskiem Dawkinsa podjęli już jego koledzy z Oksfordu, m. in. A. Mc Grath, w książce: Bóg Dawkinsa. Geny, memy i sens zycia (2008) oraz A. Mc Grath, J. Collicutt, w pozycji: Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dowkinsa (2008). Jest to przykład sporu na argumenty, w poszukiwaniu prawdy. Należy jednak zawsze mieć na uwadze, że religia nie jest tylko sprawą rozumu, ale zgodnie z etymologią słowa jest związkiem całej osoby ludzkiej z Bogiem. Łacińskie słowo credo (wierzę) pochodzi od dwóch słów: cor do – daję ci serce. Religia bowiem, akt wiary to sprawa intelektu, serca i woli. Już B. Pascal mówił, że serce ma swoje racje, których rozum nie jest w stanie zrozumieć!

Wiara ateisty i wątpienie wierzącego

Ateiści wierzą, że nie ma Boga, że świat jest ograniczony i że na końcu jest nicość. Ta swoistego rodzaju wiara sprawia, że nie można w sposób naukowy uzasadnić i wyprowadzić ateizmu. Michał Bachtin, rosyjski teoretyk literatury pisał, że „wiara żyje na granicy ateizmu, patrzy na niego i go rozumie; ateizm żyje na granicy wiary i rozumie wiarę”. Jedno jest pewne: tak dla ateisty, jak i dla człowieka wierzącego w Boga, zabójcze jest lenistwo intelektualne, manipulacja i pseudonaukowość oraz arogancja i brak szacunku dla idei i wartości adwersarza. J. Ratzinger w znakomitej książce, wielokrotnie wznawianej i tłumaczonej na różne języki, pt.: Wprowadzenie w chrześcijaństwo ukazywał pewne podobieństwo, jakie zachodzi między wierzącym i niewierzącym, o ile odznaczają się oni intelektualną uczciwością i głębokim pragnieniem odkrycia prawdy. Zdaniem Autora wątpienie i wiara jawią się jako normalna sytuacja człowieka wobec zagadnienia Boga. Wierzący wyznaje swą wiarę „na oceanie nicości, wśród ciągłych niebezpieczeństw i powątpiewań”. W związku z tym faktem napisze J. Ratzinger, że „zasadniczą sprawa losu człowieka jest móc odnaleźć ostateczny sens swego istnienia ni inaczej, jak tylko w tej nieustannej rywalizacji miedzy zwątpieniem i wiarą, niepewnością i pewnością (...). Zarówno wierzący, jak i niewierzący, każdy na swój sposób, doświadczają zwątpienia i wiary, jeśli tylko nie ukrywają się sami przed sobą i przed prawdą swego istnienia. Nikt nie może uniknąć całkowicie wątpienia ani całkowicie wiary; dla jednych wiara będzie istniała przeciw wątpieniu, dla drugich przez wątpienie i w formie wątpienia (...). Może właśnie wątpienie jednego i drugiego człowieka chroni ich przed zasklepieniem się w sobie i mogłoby się stać miejscem spotkania. Nie pozwala im zamknąć się w sobie, każe wierzącemu dojrzeć człowieka w niewierzącym, a niewierzącemu w wierzącym. Dla pierwszego jest to uczestnictwo w losie niewierzącego, dla drugiego jest to sposób, w jaki wiara mimo wszystko pozostaje dla niego wyzwaniem”.

Ludzkie poznanie jest fragmentaryczne i aspektowe, tzn. że nigdy nie będziemy w stanie objąć całej rzeczywistości i stworzyć syntezę wiedzy o nas, kosmosie i o Bogu. Po prostu dlatego, że jesteśmy bytem przygodnym, a przez to ograniczonym, także w naszym poznaniu i racjonalności. W tym kontekście bardzo trafne wydają się być słowa Werner Heisenberg, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, który mawiał, że „pierwszy łyk z kielicha nauk przyrodniczych czyni ateistą, ale na dnie kielicha czeka Bóg”.

Uczciwość intelektualna domaga się pokory i otwarcia na prawdę. Ona też czyni ostrożnym w myśleniu i działaniu oraz w wypowiadaniu swojej opinii zarówno wierzącego, jak i prawdziwego ateistę. Bowiem jak pisał J. Ratzinger w przywołanej już publikacji: „jak wierzącemu zdarza się, że będzie się dławił słoną wodą zwątpienia, która ocean nieustannie zalewa mu usta, tak samo niewierzący wątpi w swą niewiarę, w rzeczywista całkowitość świata, który zdecydował się uznać za wszystko (...). Tak więc jak wierzący wie, że mu zawsze grozi niewiara, i te niewiarę musi zawsze odczuwać jako nieustanna pokusę – tak dla niewierzącego wiara pozostaje zawsze zagrożeniem i pokusą w jego pozornie na zawsze zamkniętym świecie. Jednym słowem nie ma ucieczki przed dylematem ludzkiego istnienia. Kto chce uniknąć niepewności w rzeczach wiary, będzie musiał doświadczyć niepewności niewiary, która nigdy nie może ostatecznie na pewni powiedzieć, czy jednak wiara nie jest prawdą. Dopiero gdy ktoś odrzuci wiarę, okazuje się, że nie można jej całkowicie odrzucić”.

Niebezpieczeństwo wojującego ateizmu

Historia XX wieku (ale nie tylko) unaoczniła barbarzyństwo systemów politycznych i państw funkcjonujących bez Boga, albo wbrew Bogu. Kiedy miejsce Boga zajmuje człowiek, partia, polityka rozumiana jako „świecka religia” lub ideologia w imię budowania raju na ziemi, to w rzeczywistości ta wzniosła, ale utopijna idea sprzeniewierza się sama sobie. Zamiast raju na ziemi jest budowane piekło (zob. obozy koncentracyjne, łagry, aborcyjny holocaust itd.).

Na niebezpieczeństwo wojującego i zaślepionego ateizmu wielokrotnie wskazywali Jan Paweł II i Benedykt XVI w swoim nauczaniu. Papież-Polak podczas Mszy św. w Lubaczowie, dnia 3 czerwca 1991 r. uczył, że „w naszym ludzkim życiu nieodzowny jest wymiar świętości. Jest on nieodzowny dla człowieka, ażeby bardziej „był” — ażeby pełniej realizował swe człowieczeństwo. I nieodzowny jest dla narodów i społeczeństw. Wiara i szukanie świętości jest sprawą prywatną tylko w tym sensie, że nikt nie zastąpi człowieka w jego osobistym spotkaniu z Bogiem, że nie da się szukać i znajdować Boga inaczej niż w prawdziwej wewnętrznej wolności. (...). Dlatego postulat neutralności światopoglądowej jest słuszny głównie w tym zakresie, że państwo powinno chronić wolność sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli, niezależnie od tego, jaką religię lub światopogląd oni wyznają. Ale postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością. Potrzeba wiele wzajemnej życzliwości i dobrej woli, ażeby się dopracować takich form obecności tego, co święte w życiu społecznym i państwowym, które nikogo nie będą raniły i nikogo nie uczynią obcym we własnej ojczyźnie, a tego niestety doświadczaliśmy przez kilkadziesiąt ostatnich lat. Doświadczyliśmy tego wielkiego, katolickiego getta, getta na miarę narodu”.

Z kolei Benedykt XVI – jak gdyby na przedłużeniu wspomnianej myśli - pisał w encyklice Caritas in veritate, że „bez Boga człowiek nie wie, dokąd zmierza i nie potrafi nawet zrozumieć tego, kim jest. Wobec olbrzymich problemów rozwoju narodów, które niemal wpędzają nas w zniechęcenie i rezygnację, przychodzi nam na pomoc słowo Pana Jezusa Chrystusa, który uświadamia nam: «beze Mnie nic nie możecie uczynić» (J 15, 5) i dodaje odwagi: «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt 28, 20). Dyspozycyjność wobec Boga otwiera na dyspozycyjność wobec braci oraz wobec życia pojmowanego jako solidarne i radosne zadanie. I przeciwnie, ideologiczne zamknięcie się na Boga oraz ateizm obojętności, zapominające o Stwórcy i narażone na zapominanie również o wartościach ludzkich, jawią się dziś pośród największych przeszkód w rozwoju. Humanizm wykluczający Boga jest humanizmem nieludzkim. Jedynie humanizm otwarty na Absolut może nam przewodzić w krzewieniu i realizacji form życia społecznego i obywatelskiego – w obrębie struktur, instytucji, kultury i etosu – ratując nas przed ryzykiem, że staniemy się zakładnikami przelotnej mody. To świadomość niezniszczalnej Miłości Bożej podtrzymuje nas w mozolnym i wzniosłym zaangażowaniu się na rzecz sprawiedliwości i rozwoju narodów, pośród sukcesów i porażek, w nieustannym wyznaczaniu właściwych kierunków dla ludzkich spraw. Miłość Boża wzywa nas, by wyjść z tego, co jest ograniczone i nie ostateczne, dodaje nam odwagi do działania i dalszego poszukiwania dobra wszystkich, nawet jeśli nie realizuje się natychmiast, nawet jeśli to, co zdołamy uczynić, my oraz władze polityczne i zaangażowani na polu ekonomii, jest zawsze mniejsze od tego, czego gorąco pragniemy. Bóg obdarza nas siłą, by walczyć i cierpieć za miłość do dobra wspólnego, ponieważ On jest naszym Wszystkim, naszą największą nadzieją” (nr 78).

Wojujący ateizm a laicyzacja państwa

Agresywny ateizm staje się w naszych czasach narzędziem złowrogiej laicyzacji państwa. V. Possenti zauważa w tym kontekście, że w teoriach sekularyzacji istnieją poważne dwuznaczności, z tego powodu, że nader rzadko rozróżnia się w nich trzy poziomy: a) sekularyzacja jako rozróżnienie sfery świeckiej i religijnej, państwowej i Kościoła; b) sekularyzacja jako ograniczenie religii do sfery ściśle prywatnej; c) sekularyzacja jako schyłek i upadek wierzeń religijnych (zob. Religia i życie publiczne. Chrześcijaństwo w dobie ponowożytnej, Warszawa, 2005).

Pierwszy poziom związany jest z autonomią działania władzy państwowej i władzy religijnej - Kościoła. Jest to tzw. sekularyzacja instytucji polegająca na niezależności tych dwóch rodzajów władz od siebie. Ten poziom sekularyzacji i związany z nim model świeckości, bliski jest koncepcji „laickości pozytywnej”, o której mówił prezydent Francji Nicolas Sarkozy, dnia 30 stycznia 2008 w Paryżu, w czasie konwencji partii Unii na Rzecz Ruchu Ludowego (UMP), poświęconej sprawom europejskim. Autonomia państwa i Kościoła w tym modelu nie jest równoznaczna z ich sztuczną separacją, a tym bardziej z opozycją. Te dwie wspólnoty mają bowiem wspólny teren zainteresowania, którym jest dobro każdej osoby ludzkiej. Kościół szanując autonomie państwa, może wspierać je w działaniu na rzecz osoby i społeczeństwa, inspirując działanie ludzi przez głoszenie prawdy objawionej i wartości chrześcijańskich, oraz dokonując oceny etycznej władzy politycznej. Kościół bowiem przechowuje – jak uczy Benedykt XVI – „skarb wiedzy i doświadczenia etycznego, które okazuje się istotne dla całej ludzkości: w tym sensie przemawia jako przedstawiciel racji etycznej". Laickość państwa rozumiana jest z jego autonomią w realizacji właściwych mu zadań, to znaczy zapewnienia obywatelom godziwych warunków życia, a także jako przestrzeganie wolności sumienia i religii. Państwo laickie nie powinno być jednak państwem zeświecczonym, czy tym bardziej ateistycznym – wrogim chrześcijaństwu.

Drugi i trzeci poziom związany jest z sekularyzacją świadomości, tzn. z programowym usuwaniem religii i jej symboliki z tkanki życia społecznego. Poziomy te tworzą radykalny, zamknięty model świeckości, niosący ze sobą areligijny i ametafizyczny sens życia. Model ten związany jest z oświeceniowym poglądem na religię (kult rozumu) i wojującym ateizmem podtrzymywanym przez liczne teorie filozoficzne takie jak: pozytywistyczny scjentyzm, marksizm, radykalny agnostycyzm, egzystencjalizm ateistyczny itd. Ta idea świeckości jest nieadekwatna, bo nie liczy się z pamięcią historyczną i żywą tradycją narodów chrześcijańskich.

Już J. Maritain w Humanizmie integralnym wskazywał, że omówiony przed chwilą model sekularyzacji jest z natury fałszywy. Jest on wysoce ryzykowny dla kultury, bo wiąże się z rozkładem tradycyjnych wartości i symboli, nie prowadząc równocześnie do pojawienia się nowych prawdziwych wartości. Kultura współczesna ma charakter wybitnie naturalistyczno-materialny ignorując coraz wyraźniej transcendentny (moralny i religijny) wymiar człowieka. Sekularyzacja kultury zamykając ją na doświadczenie sacrum, skutkuje relatywizacją etyki. Ostatecznie prowadzi to do pojawienia się antykultury w formie praktycznego materializmu, nihilizmu, cynizmu i hedonizmu. Kultura, która opiera się na redukcyjnej (niepełnej, bo tylko materialistyczno-naturalistycznej) wizji człowieka jest kulturą fałszywą – pseudokulturą. „Kultura immanencji” eliminująca wszelką transcendencję i inność, była w niedalekiej przeszłości źródłem licznych totalitaryzmów i chorych demokracji, a teraz jawi się jako główne źródłem kryzysu kultury europejskiej.

Historia nowożytna wskazuje na fakt, że tak pojęta sekularyzacja „pożera samą siebie”, ponieważ jest ona możliwa tak długo, jak długo istnieją treści i wartości chrześcijańskie, które można zsekularyzować. Gdy ich zabraknie, sekularyzacja przechodzi w nihilizm, ponieważ nie jest zdolna do podtrzymywania samej siebie! Dlatego w debatach nad świeckością państwa trzeba brać pod uwagę rożne modele laicyzmu (sekularyzmu), ich historie i konsekwencje oraz pamiętać o roli religii i tradycji chrześcijańskiej w życiu publicznym narodów Europy. Jan Paweł II w tym kontekście mówił o potrzebie ustrzeżenia i zachowania społeczeństwa na przyszłość „zarówno od totalitarnej utopii sprawiedliwości bez wolności, jak też od utopii wolność bez prawdy, której towarzyszy fałszywe pojecie tolerancji” (Tenże, Adhortacja Ecclesia in Europa, 2003, nr 98).

Zasada laickości jest słuszna, jeśli jest pojmowana jako rozróżnienie pomiędzy wspólnotą polityczną i religiami. Stworzenie właściwych relacji miedzy sferą sacrum a profanum jest ważne także z punktu widzenia społecznej nauki Kościoła, gdyż nie tylko chroni ludzi wierzących przed fanatycznym ateizmem, ale także zabezpiecza państwo przed religijnym fundamentalizmem. Rozróżnienie tych sfer nie oznacza jednak ignorowania jednej z nich! Laickość nie może być nową formą ateizowania i marginalizowania religii i jej społecznego charakteru. Laickość nie może stawać się chrystofobią i ideologicznym, wojującym sekularyzmem. Laickość nie może prowadzić (a często to robi!) do traktowania polityki jako „świeckiej religii” i w prostej konsekwencji do fałszywego kultu polityki (zob. Jan Paweł II, Encyklika Centesimus annus, nr 12).

Wiara chrześcijańska to dar, ale i zadanie

Obnażając pseudonaukowość i niebezpieczeństwo nowego ateizmu dla osoby ludzkiej, zamykanej w świecie natury, niezwykle inspirujące wydają się być słowa ks. prof. Machnacza, który we wstępie do wspomnianej książki napisał że „jeśli dla ateisty i teisty świeci to samo słońce i dane jest im życie tutaj i teraz, to winni oni skupić cała swoja uwagę i życzliwość na człowieku, mgnieniu chwili jego istnienia, które dla ateisty wszystko kończy, a dla teisty jest początkiem bez końca” (s. 13).

Wiara chrześcijańska to dar od Boga i wspólnoty Kościoła, ale także i wezwanie do codziennego nawracania się i dojrzewania w niej. Wątpienie i wojujący ateizm to okazja do umacnianie się w wierze, która wciąż na nowo szuka zrozumienia, jak pisał św. Anzelm z Cuntenbury. Dojrzała wiara domaga się ciągłego poszukiwania odpowiedzi i zadawania wciąż nowych pytań, jakie nasuwają się pod wpływem zmian społecznych (politycznych, kulturowych, ekonomicznych itd.). Człowiekowi wierzącemu – jak podkreśla J. Ratzinger - powinny stale towarzyszyć pytania: „Czy to naprawdę TY jesteś? Człowiek wierzący będzie zawsze doświadczać owej ciemności, w której pokusa niewiary otacza go niczym posępne, zamknięte wiezienie, podczas gdy obojętność świata, który toczy się dalej bez zmiany, jakby się nic nie stało, zdaje się tylko szydzić z jego nadziei. Czy to naprawdę TY? To pytanie powinniśmy stawiać nie tylko ze względu na uczciwość myślenia i odpowiedzialność rozumu, ale także na mocy wewnętrznego prawa miłości, która pragnie coraz bardziej poznawać, komu dala swe przyzwolenie, ażeby Go móc więcej kochać” (Wprowadzenie w chrześcijaństwo..., s. 79).

I jeszcze jedna kwestia, o której zapominają ateiści - wiara katolicka pozwala zrozumieć, że ostatecznym źródłem integralnego rozwoju każdego człowieka i całych narodów oraz prawdziwego postępu jest Bóg, „czyli Ten, który jest Prawdą i Miłością. Ta zasada jest bardzo ważna dla społeczeństwa i dla rozwoju, ponieważ ani jedna, ani druga nie mogą być tylko wytworami ludzkimi; samo powołanie do rozwoju osób i narodów nie opiera się na zwykłych ludzkich rozważaniach, ale jest ono wpisane w plan uprzedni w stosunku do nas i jest dla nas wszystkich obowiązkiem, który powinien być w sposób wolny przyjęty. To, co nas poprzedza i co nas stanowi —współistniejące Miłość i Prawda — wskazują nam, co będzie dobrem i na czym polega nasze szczęście. A więc wskazują nam drogę do prawdziwego rozwoju” (Benedykt XVI, Encyklika, Caritas in veritate, nr 52).

Wiara katolicka przypomina i uczula, że problem rozwoju człowieka i narodów „zależy od również od rozwiązania problemów o charakterze duchowym. Oprócz wzrostu materialnego, rozwój powinien również obejmować wzrost duchowy, ponieważ osoba ludzka stanowi «jedność cielesną i duchową», zrodzoną ze stwórczej miłości Boga i przeznaczoną do życia wiecznego. Człowiek rozwija się, gdy wzrasta duchowo, gdy jego dusza zna samą siebie oraz prawdę, której zarodek Bóg w nim umieścił, gdy prowadzi dialog z samym sobą oraz ze swym Stwórcą. Pozostając z dala od Boga, człowiek jest niespokojny i chory. Wyobcowanie społeczne i psychologiczne oraz tak liczne nerwice charakteryzujące bogate społeczeństwo, mają również przyczyny natury duchowej. Społeczeństwo dobrobytu, rozwinięte materialnie, ale przytłaczające dla duszy, nie jest samo w sobie ukierunkowane na autentyczny rozwój. Nowe formy zniewolenia przez narkotyki i rozpacz, w jaką popada tyle osób, znajdują wyjaśnienie nie tylko socjologiczne i psychologiczne, ale w sposób istotny duchowe. Pustka, w jakiej dusza czuje się opuszczona, mimo licznych terapii dla ciała i dla psychiki, przynosi cierpienie. Nie ma pełnego rozwoju i powszechnego dobra wspólnego bez dobra duchowego i moralnego osób, pojmowanych w ich pełni duszy i ciała” (Benedykt XVI, Caritas in veritate, nr 76).

ks. Mariusz Sztaba, doktor nauk humanistycznych w dziedzinie pedagogika, pedagog społeczny, członek Towarzystwa Naukowego KUL.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: konferencja o ochronie małoletnich w Kościele - dzień 3.

2019-02-23 19:57

tom, st, kg (KAI) / Watykan

Transparentność wobec seksualnego wykorzystywania nieletnich w Kościele była tematem drugiego dnia watykańskiego „szczytu” na temat ochrony małoletnich. Wysłuchano świadectw ofiar pedofilii i trzech referatów wprowadzających. Ostatni dzień obrad zakończyła liturgia pokutna w Sala Regia Pałacu Apostolskiego.

JuergenM /pixabay.com

Pełna przejrzystość w sprawach nadużyć

Nie ukrywajmy już tego rodzaju faktów z obawy przed popełnieniem błędu. Zbyt często chcemy zachować spokój, dopóki burza nie przejdzie. Ale ta burza nie przejdzie – powiedziała nigeryjska zakonnica Veronica Openibo, przełożona generalna sióstr Towarzystwa Świętego Dzieciątka Jezus w swoim wystąpieniu pt. „Otwartość – posłani do świata” poświęconym zagadnieniu „przejrzystości”.

-Niepokoi fakt, że dziś tak wielu ludzi oskarża Kościół o zaniedbanie – stwierdziła siostra Openibo. Jej zdaniem Kościół musi odnowić się oraz powołać nowe systemy i praktyki, aby wspierać swe działania, nie lękając się popełnienia błędów. Przyznała, że „obecnie przeżywamy stan kryzysu i wstydu”, dodając, że „ciężko przysłoniliśmy łaskę misji Chrystusa”. Zwróciła uwagę, że w sprawie nadużyć seksualnych niektórzy biskupi coś robili, inni nic - ze strachu lub aby ukryć te czyny. Wyraziła przekonanie, że „lepiej odważnie rozmawiać z innymi niż nic nie powiedzieć, aby uniknąć popełnienia błędu”.

Jako pierwszy krok na drodze do wyjścia ku prawdziwej przejrzystości zakonnica wskazała uznanie aktów przemocy a następnie upublicznienie tego, co się stało od czasów Jana Pawła II, aby uzdrowić sytuację. Następnymi krokami winny być, według niej, na przykład skuteczniejsze i sprawniejsze procesy, jasne wytyczne, które należy wypracować w parafiach i ogłosić w sieci, „lepsze rozpatrywanie zaistniałych przypadków za pośrednictwem bezpośrednich rozmów w cztery oczy, szczerych i odważnych, zarówno z ofiarami, jak i ze sprawcami, a także z zespołami śledczymi”.

Za niedopuszczalne uznała niedostrzeganie problemu w przypadku tych księży winowajców, którym skądinąd należy się szacunek ze względu na ich zaawansowany wiek lub pozycję w hierarchii kościelnej.

Zakonnica z Afryki wyraziła też przekonanie, że w każdej diecezji winna powstać „komisja wspólna”, złożona ze świeckich, osób zakonnych i księży, która „będzie dzielić się doświadczeniem w zakresie procedur dokumentacyjnych i protokołów, prawnych i finansowych skutków ujawnionych przypadków oraz co do koniecznych kanałów odpowiedzialności i karalności”.

Transparencja wśród wierzących

Na konieczność przejrzystości i możliwości prześledzenia procedur administracyjnych jako decydującego czynnika wiarygodności Kościoła zwrócił uwagę w swoim wystąpieniu kard. Reinhard Marx. Arcybiskup Monachium zauważył, że przed Kościołem stoi w tej dziedzinie szereg wyzwań, w tym określenie celu i granic tajemnicy papieskiej, ustanowienie przejrzystych norm proceduralnych, wyraziste ukazanie statystyk i przebiegu postępowania procesowego.

Kard. Marx podkreślił, że w życiu Kościoła nie można lekceważyć wszystkich podstawowych zasad dobrego społeczeństwa i organizacji służących ludziom. Należy do nich potrzeba dobrze funkcjonującej administracji, która musi być ukierunkowana na cel Kościoła, oraz działać w oparciu o zasadę sprawiedliwości.

Zwrócił uwagę, że władza administracji może również być źle wykorzystana, co jest wyraźnie widoczne w obecnym kryzysie. „Wykorzystywanie seksualne dzieci i młodzieży w dużej mierze sprowadza się do nadużyć w administracji” - zaznaczył kard. Marx i wskazał na szereg wykroczeń administracyjnych do jakich doszło w przypadku nadużyć seksualnych wobec nieletnich. "Administracja wręcz przeciwnie - utrudniała, dyskredytowała i uniemożliwiała wypełnienie misji Kościoła. Akta, które miały dokumentować straszliwe czyny i wskazać nazwiska odpowiedzialnych za nie, zostały zniszczone lub nigdy nie powstały. To nie sprawcy, ale ofiary były ograniczane i milczały. Określone procedury i procesy ścigania przestępstw celowo nie były wdrażane, lecz anulowane lub uchylane. Prawa ofiar były deptane i zdane na samowolę jednostek. Sankcjonowano nie sprawców, lecz ofiary, zmuszając je do milczenia. Wszystko to stoi w rażącej sprzeczności z tym, co Kościół powinien wspierać" - zaznaczył kard. Marx.

Zauważył istniejące zastrzeżenia i obawy związane z naruszaniem tajemnicy papieskiej, a także niszczenie reputacji niewinnych kapłanów, czy kapłaństwa i Kościoła jako całości poprzez rozpowszechnianie fałszywych oskarżeń. „Zasady domniemania niewinności i ochrony dóbr osobistych oraz potrzeba przejrzystości nie wykluczają się wzajemnie” – stwierdził przewodniczący niemieckiego episkopatu.

Kardynał Marx wskazał także na potrzebę publicznego ogłoszenia statystyk dotyczących liczby spraw i w miarę możliwości ich szczegółów, bowiem nieufność prowadzi do teorii spiskowych i tworzenia mitów na temat Kościoła.

Kard. Marx zaznaczył, że procedury administracyjne są przejrzyste, kiedy można określić i zrozumieć, kto, kiedy, dlaczego i w jakim celu podjął jakąś decyzję. Dzięki temu można wskazywać błędy i przed nimi się bronić.

Kard. Marx powiedział, że w aktualnych okolicznościach trzeba jasno zdefiniować cele i granice tajemnicy papieskiej. Nie ma powodów, by stosowano ją w sprawach przestępstw przeciwko nieletnim. Zaznaczył też, że przejrzystość jest najlepszym mechanizmem, by chronić się przed pomówieniami i przywrócić dobre imię fałszywie oskarżonym.

Na pierwszym miejscu ofiary

Rozpatrując sprawy seksualnego wykorzystywania małoletnich, Kościół musi zawsze stawiać na pierwszym miejscu ofiary, słuchać ich i troszczyć się o ich dobro - powiedziała meksykańska dziennikarka-watykanistka Valentina Alazraki. Jej wystąpienie było pełne surowej krytyki pod adresem hierarchii kościelnej, zarówno za ukrywanie takich przypadków, jak i ciągle jeszcze dużej, według niej, nieufności Kościoła wobec mediów.

Alazraki na wstępie powiedziała m.in., że ma za sobą ponad 40 lat (od 1974) pracy korespondentki w Watykanie, podczas której obsługiwała pontyfikaty 5 papieży, począwszy od Pawła VI po obecny i 150 podróży papieskich. Wychodząc od tego bogatego doświadczenia zawodowego podzieliła się z zebranymi licznymi spostrzeżeniami, dodając do tego jeszcze swe osobiste doświadczenie kobiety, żony i matki trójki dzieci.

Wychodząc od tej ostatniej uwagi zauważyła, że dla matki nie ma dzieci "pierwszej lub drugiej kategorii:", ale są jedynie te, które są silniejsze i słabsze i tym drugim trzeba poświęcić szczególną uwagę. Również w Kościele nie ma osób pierwszej i drugiej klasy, ale silniejsi i słabsi i najbardziej narażeni. I w tym kontekście zapytała: "Który syn w Kościele jest słabszy, bardziej narażony na krzywdę? Ksiądz, który wykorzystywał seksualnie, biskup, który też wykorzystywał i ukrywał te fakty czy ofiara?".

"Zapytajcie sami siebie: czy jesteście wrogami tych, którzy dopuszczali się nadużyć lub tych, którzy ich ukrywali?" - powtórzyła swe pytanie dziennikarka, zwracając się do biskupów. "My wybraliśmy stronę, po której mamy stać" - odpowiedziała. I dodała: "A czy wy uczyniliście to naprawdę czy tylko słowami?". Zapewniła, że "jeśli jesteście [biskupi] przeciw tym, którzy wykorzystują seksualnie lub ich ukrywają, to jesteśmy po tej samej stronie".

Możemy być sojusznikami, nie wrogami - podkreśliła Alazraki. Zapewniła, że ludzie mediów będą pomagać im w znajdowaniu złych jabłek i w przezwyciężaniu oporu wobec oddzielania ich od zdrowych. "Ale jeśli nie zdecydujecie się w sposób radykalny stanąć po stronie dzieci, matek, rodzin, społeczeństwa obywatelskiego, to macie powód, by bać się nas, ponieważ my, dziennikarze, którzy chcemy dobra wspólnego, będziemy waszymi najgorszymi wrogami" - przestrzegła Meksykanka.

Przypomniała, że wielokrotnie miała okazję usłyszeć, że skandal wykorzystywania seksualnego jest "winą prasy, spiskiem pewnych środków przekazu mającym na celu dyskredytację Kościoła, że stoją za tym ukryte potęgi, chcąc położyć kres tej instytucji [Kościołowi]". I w tym kontekście przywołała słowa Benedykta XVI, iż "największe prześladowania Kościoła pochodzą nie od wrogów zewnętrznych, ale rodzą się z grzechu w jego wnętrzu".

"Jako dziennikarka, ale też jako kobieta i matka, chcę wam powiedzieć, że myślimy, iż wykorzystywanie nieletnich jest równie odrażające, jak ukrywanie tych czynów" - podkreśliła z mocą. Oświadczyła z przekonaniem, że biskupi wiedzą lepiej od niej, iż owe postępki były ukrywane systematycznie, od najniższego szczebla po najwyższy. "Ale im bardziej będziecie je ukrywać, tym skandal będzie większy" - dodała. Walkę z rakiem prowadzi się nie przez ukrywanie go czy przemilczanie, ale przez radykalną walkę z nim - przypomniała.

Wymiana informacji z wiernymi to podstawowy obowiązek Kościoła, podobnie jak powołanie profesjonalnych służb informacyjnych w każdej diecezji - dodała na zakończenie meksykańska watykanistka.

Nabożeństwo pokutne

Wieczorem w Sali Regia Pałacu Apostolskiego Ojciec Święty przewodniczył nabożeństwu pokutnemu za grzechy wykorzystywania małoletnich z udziałem patriarchów, przewodniczących episkopatów oraz innych uczestników watykańskiego spotkania na temat ochrony małoletnich w Kościele. Homilię wygłosił abp Philip Naameh, przewodniczący episkopatu Ghany.

Nabożeństwo rozpoczęło się od pozdrowienia liturgicznego oraz odśpiewania psalmu 50. Następnie odczytano fragment Ewangelii o synu marnotrawnym (Łk 15,11-32). Po dłuższej chwili milczenia głos zabrał abp Naameh.

Kaznodzieja przypomniał, że Ewangelia o synu marnotrawnym przypomina zgromadzonym, iż powinni głosić ją nie tylko innym, ale zastosować do samych siebie, dostrzec samych siebie jako synów marnotrawnych. „Podobnie jak syn marnotrawny, domagaliśmy się również naszego dziedzictwa, otrzymaliśmy je, a teraz je marnujemy. Obecny kryzys wykorzystywania jest tego wyrazem” - powiedział.

„Nazbyt często zachowywaliśmy milczenie, odwracaliśmy wzrok, unikaliśmy konfliktów – byliśmy nazbyt zadowoleni, by stawić czoła ciemnym stronom naszego Kościoła. W ten sposób roztrwoniliśmy zaufanie, jakie w nas pokładano - zwłaszcza w odniesieniu do nadużyć w zakresie odpowiedzialności Kościoła, która jest naszym głównym obowiązkiem. Nie daliśmy osobom ochrony, do której miały prawo, niszczyliśmy nadzieje, a osoby były poważnie pogwałcone, zarówno w swoich ciałach, jak i duszach” – stwierdził abp Naameh.

Przewodniczący episkopatu Ghany zauważył, że syn marnotrawny stracił wszystko - nie tylko majątek, ale także status społeczny, czyste sumienie, reputację. „Nie powinniśmy się dziwić, jeśli doznajemy tego samego losu, jeśli ludzie mówią o nas źle, jeśli istnieje nieufność wobec nas, jeśli niektórzy grożą wycofaniem swego materialnego wsparcia. Nie powinniśmy narzekać, ale raczej zadać sobie pytanie, jak powinniśmy działać inaczej” – powiedział, zaznaczając, że biskupi ponoszą odpowiedzialność za wszystkich członków wspólnoty Kościoła i za ludzkość jako całość.

Afrykański hierarcha przypomniał, że punktem wyjścia do przemiany sytuacji, jest podobnie jak w przypadku syna marnotrawnego pokora, wykonywanie bardzo prostych zadań i nie domaganie się jakichkolwiek przywilejów. Ponadto zastanowienie się, przyznanie do błędu, wyznanie winy i gotowość zaakceptowania konsekwencji. Podkreślił, że watykańskie spotkanie wskazało, iż chodzi przede wszystkim o podjęcie przez biskupów odpowiedzialności, zdania sobie sprawy i wprowadzenie przejrzystości.

„Mamy przed sobą długą drogę, aby wdrożyć to wszystko w sposób trwały w odpowiednim środowisku ludzkim. Dokonaliśmy różnych postępów przy różnych prędkościach. Obecne spotkanie było jedynie jednym z wielu etapów. Nie możemy sądzić, że tylko dlatego, iż zaczęliśmy coś razem zmieniać, wszystkie trudności zostały w ten sposób wyeliminowane. Podobnie jak w przypadku syna, który w Ewangelii zastanowił się nad sobą, nie wszystko jest jeszcze dokonane. Musi jeszcze przekonać swojego brata. Musimy uczynić to samo: przekonać naszych braci i siostry w zgromadzeniach i wspólnotach, odzyskać ich zaufanie i przywrócić chęć współpracy z nami, aby przyczynić się do ustanowienia królestwa Bożego” – powiedział podczas nabożeństwa pokutnego abp Philip Naameh.

Następnie, po chwili milczenia wysłuchano świadectwa jednej z ofiar, młodego człowieka z Ameryki Łacińskiej, który doznał wykorzystywania przez osobę duchowną. Mówił o swoich udrękach, ale także znaczeniu wysłuchania swoich cierpień.

Po krótkim fragmencie muzycznym Ojciec Święty wprowadził do rachunkowi sumienia – podkreślając konieczność podejmowania odpowiedzialnych decyzji, w obliczu sytuacji jakie powstały w poszczególnych krajach.

Pytania wypowiedziane po angielsku dotyczyły postawy wobec przestępstw wykorzystywania małoletnich, odpowiedzialności za działania w tej dziedzinie, zapewnienie sprawiedliwości ofiarom, postawy wobec osób, których wiara się załamała – rodzin ofiar i innym wiernych, jakie działania podjęto, by zapobiegać tym tragediom.

Następnie miało miejsce wyznanie grzechów i win, w tym przestępstw wobec nieletnich, ich ukrywania, zaniedbań a także innych braków. Proszono też o łaskę odnowy. Modlitwę zakończyło odśpiewanie „Ojcze nasz”, przekazania sobie znaku pokoju, śpiew hymnu Magnificat oraz papieskie błogosławieństwo. Kto zagraża małoletnim, nie może pełnić posługi w Kościele

Kto zagraża małoletnim, nie może pełnić posługi w Kościele – wskazywano na konferencji prasowej w trzecim dniu watykańskiego spotkania nt. ochrony dzieci w Kościele. Jego moderator, o. Federico Lombardi, zaznaczył, że wytyczne konferencji episkopatów powinny być opublikowane na ich stronach internetowych i wskazywać adresy, pod którymi ofiary mogłyby zgłaszać swe oskarżenia. Jest to punkt wyjścia procedury reagowania – zaznaczył włoski jezuita.

Zastępca sekretarza Kongregacji Nauki Wiary abp Charles Scicluna wskazał, że proponowane przez uczestników spotkania vademecum dla biskupów powinno w formie pytań i odpowiedzi wyjaśniać, co biskup ma konkretnie zrobić w kolejnych krokach reagowania na doniesienie o przypadku wykorzystania seksualnego.

Podkreślił, że każda konferencja episkopatu powinna zorganizować miejsce dla wysłuchania ofiar. Muszą one bowiem istnieć nie tylko na szczeblu diecezjalnym, ale także krajowym. Byłby to punkt odniesienia dla ofiar, którym często brakuje podstawowych informacji o kościelnych procedurach. Zdarza się, że sprawca został już osądzony przez sąd kościelny, a ofiara nic o tym nie wie i oskarża Kościół o bezczynność. Brakuje komunikacji z ofiarami - zaznaczył maltański hierarcha.

Podczas konferencji podkreślano znaczenie wysłuchanych przez uczestników spotkania świadectw ofiar. O. Lombardi jest zdania, że stanowi to „ważny krok naprzód”, gdyż dzięki temu, pomimo krótkości spotkania, zmieniają się postawy jego uczestników.

Generał zakonu jezuitów o. Arturo Sosa zwrócił uwagę, że spotkanie daje nadzieję nie tylko na wysłuchanie ofiar, ale także na ich uzdrowienie, naprawienie wyrządzonych im szkód i stworzenie struktur rozliczania odpowiedzialnych za reagowanie na przypadki wykorzystania seksualnego, bo „nie zawsze reagowaliśmy właściwie”. Wskazał na znaczenie uznania całej prawdy o wykorzystywaniu seksualnym i przyjęcia faktów takimi, jakie są. Zauważył przy tym, że aby podjąć właściwe działania w reakcji na przypadki wykorzystywania, trzeba rozumieć ich przyczynę, a w ramach zapobiegania im towarzyszyć dojrzewaniu uczuciowemu wiernych, aby ich relacje były zdrowe.

Również dzisiejsza referentka s. Veronica Openibo z Nigerii zwróciła uwagę na zdolność do słuchania, empatię i współczucie wobec ofiar. Jej zdaniem doprowadzenie do jak najpełniejszej ochrony dzieci w Kościele wymaga współpracy biskupów, osób konsekrowanych i świeckich w duchu synodalności.

Abp Scicluna wyraził nadzieję, że słuchanie opowieści ofiar nie zakończy się wraz z watykańskim spotkaniem, lecz będzie nadal trwało, gdyż jest to istotny element odpowiedzi Kościoła na zjawisko wykorzystywania seksualnego. Ujawnił, że niektórzy uczestnicy spotkania po obradach spotykali się jeszcze z ofiarami, przebywającymi w Rzymie. Według hierarchy świadectwa wykorzystanych kobiet i wystąpienia relatorek wniosły „mądrość, której potrzebujemy”.

Zarówno abp Scicluna, jak i kard. Reinhard Marx proponowali zastanowienie się – w imię przejrzystości kościelnych procedur – nad rezygnacją z tajemnicy papieskiej, jaką obwarowane są procedury kanoniczne w sprawach związanych z wykorzystywaniem seksualnym. Ich zdaniem do zachowania godności i dobrego imienia uczestników postępowania wystarczyłby stopień poufności, właściwy procesom świeckim.

Z kolei prefekt Dykasterii ds. Komunikacji, Paolo Ruffini, przedstawił niektóre propozycje, zawarte w raportach z prac grup językowych. Znalazły się wśród nich m.in. nieprzyjmowanie do seminariów duchownych osób usuniętych z innych seminariów; przeciwdziałanie temu, by kandydaci do kapłaństwa i życia zakonnego padali ofiarą rozpowszechnionej pornografii i indywidualizmu; korzystanie z testów psychologicznych, które obrazowałyby ich dojrzałość uczuciową; zorganizowanie w każdej diecezji nabożeństwa Godziny Świętej w intencji ofiar, połączonego z wypowiedzeniem prośby o przebaczenie; objęcie opieką duszpasterską rodzin ofiar.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem