Reklama

Shen-ti znaczy Eucharystia (1)

S. Ewa Zielińska FMM
Edycja zamojsko-lubaczowska 20/2005

7 kwietnia Siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi przeżywały 100-lecie śmierci jednej ze swych sióstr - bł. Marii Assunty Pallotta, misjonarki Chin.

„Shen-ti, Shen-ti... Eucharystia, Eucharystia” - to ostatnie słowa jakie wypowiedziała przed śmiercią. W gorączce tyfusu wołała w języku tego ludu, który przyjęła za własny. Całe jej pokorne życie to 20 lat w ubóstwie, prostocie górskiej wsi i 6 lat w cieniu klasztoru, posłuszeństwo w wierności Regule i tak naturalna zdolność, by zajmować ostatnie miejsce. Żadnego blasku, tylko krótki pobyt w Chinach i to bez działalności apostolskiej.
Urodziła się we Włoszech. Jej rodzice Ludwik Pallota i Eufrazja Casali osiedlili się w wiosce Castel di Croce, gdzie uprawiali dwa ubogie pola. Assunta przyszła na świat w Force 20 sierpnia 1878 r., ochrzczona następnego dnia imieniem Assunta Maria Liberata. W kościele w Castel di Croce, dokąd jej matka wkrótce powróciła, została bierzmowana 7 lipca 1880 r. W 1882 r. rodzina osiadła ostatecznie w Force, gdzie jej ojciec miał nadzieję na znalezienie lepszej pracy. Wkrótce 6-letnia dziewczynka poszła do szkoły. Jednak tylko na 2 lata. Assunta była najstarsza i podczas nieobecności ojca w domu musiała dużo pomagać. Swoich trzech braci - Aleksandra, Józefa i Wincentego oraz najmłodszą Magdalenę uczyła modlitwy i jeśli matce zdarzało się czasami tracić cierpliwość, Assunta zachowywała pokój i swoją obecnością umiała go przywrócić. Posłuszna i zawsze gotowa do ofiary, pełna poświęcenia dla wszystkich, którzy potrzebowali pomocy. Taka była w domu i taka była w pracy.
Jako mała dziewczynka pomagała murarzom nosić ich kosze z zaprawą murarską, nigdy się nie skarżąc, nie narzekając na zmęczenie. Kilka lat później 11-letnia Assunta zaczęła pracować jako szwaczka. To ona pierwsza zaproponowała mu odmawianie Różańca. Miłość do Boga była w niej większa niż respekt wobec ludzi. Swoje pierwsze „tak” powiedziała Bogu po przybyciu do miasteczka.
Mężna w pracy, poważna i łagodna w życiu, mocna i czuła dla swoich, pokorna i uczynna, mająca wzgląd na wszystkich. „Dusza uprzywilejowana” - tak o niej mówił jej proboszcz. Assunta była milcząca, ale zawsze pogodna, uśmiechnięta. Promieniowała z niej czystość i wszyscy ją kochali. Miłosierna, gotowa zarówno przynieść wodę bezradnej staruszce, jak dzielić się swoją zupą z biedniejszą przyjaciółką Mariettą. Pokorna w swoich relacjach z ludźmi. Skąd brała się w córce Ludwika Pallotta ta spontaniczna godność w sposobie bycia, zachowania, której ona sama nawet nie zauważała?
Czy cisza wielkich przestrzeni gór, które kontemplowała i ich wielkość tak ją naznaczyły?
Assunta przyjęła I Komunię w wieku 12 lat. „O tym dniu pamiętam zawsze - pisze do rodziny. - Nie przestaję dziękować Bogu...”. Dzień niezapomniany. Jej łzy zdradzały intensywność uczuć. Jej życie wiary ciągle się pogłębiało. Był to wpływ Mistrzyni jej duszy, głos tajemniczy, którego ona słuchała. Łaska pociągała ją do tej głębokiej zażyłości z Maryją, gdzie proste spojrzenie na Nią mówiło jej o cudach tajemnic Jezusa. „Modliła się zawsze” - mówili rodzice, a także jej przyjaciółka Marietta, towarzyszka postu każdego tygodnia ku czci Maryi i zebrań Dzieci Maryi.
Od I Komunii św. coraz bardziej przynaglało ją głębokie wezwanie Mieszkańca tabernakulum. Kiedy proboszcz przyszedł do kościoła w niedzielne popołudnie, zastał ją tam samą, na kolanach, głęboko skupioną. Assunta trwała na modlitwie z oczami utkwionymi w tabernakulum, nieporuszona, cała pogrążona w Bogu i tak skupiona, że zdawała się tracić poczucie świadomości. Każdego wieczora, jeśli tylko było to możliwe, przychodziła do Chrystusa. Bez wątpienia, aby zrozumieć sekret jej życia, trzeba pozostać blisko niej, w samotności tego opuszczonego kościoła i pozwolić się otoczyć ciszą, w której tylko Bóg mówi...
Rodzina Assunty była uboga. Assunta nie szukała siebie, ale ponad wszystko była uboga duchem, pokorna sercem. Czy nigdy nie przychodziły jej myśli albo pragnienia życia bardziej łatwego? Czy nigdy nie nużyła jej praca? Nikt nigdy nie słyszał jej narzekania. Ci, z którymi się spotykała, rozpoznawali w niej owoce szkoły ubóstwa: radosne męstwo, zapomnienie o sobie, umartwienie, niezmordowane oddanie się innym - odwagę bycia mniejszą.

Reklama

Dlaczego wiele małżeństw jest nieszczęśliwych? - ks. Marek Dziewiecki

2019-03-18 09:11

Czym jest przysięga małżeńska i czy wiemy, co sobie ślubujemy? Dlaczego wiele małżeństw jest nieszczęśliwych?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: Krzyż to nie drzewo hańby - to drzewo życia

2019-03-19 07:22

- Krzyż przedstawiony jako drzewo życia - nie hańby, nie potępienia, nie martwych belek niosących śmierć. Drzewo życia. Bo właśnie umierając na krzyżu, Chrystus dał tym wszystkim, którzy w Niego – Zbawiciela i Odkupiciela – uwierzyli, dał życie - mówił abp Marek Jędraszewski w kościele stacyjnym - Bazylice św. Michała Archanioła i św. Stanisława Biskupa Męczennika w Krakowie na Skałce.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Przeor klasztoru na Skałce o. Grzegorz Prus OSPPE wyjaśnił, że tradycja liturgicznego wędrowania papieża po kościołach stacyjnych w Rzymie trwała do początków XIV wieku, a po przerwie przywrócono ją w wieku XX. Wytłumaczył, że duchowość liturgii stacyjnej koncentruje się wokół elementu pokutnego i ukazuje miasto jako przestrzeń świętą, a przybycie biskupa do poszczególnych świątyń umacnia jedność Kościoła.

Przeor przywitał metropolitę krakowskiego i podkreślił duchowe połączenie z Bazyliką św. Klemensa w Rzymie, która w tym czasie jest świątynią stacyjną.

W homilii abp Marek Jędraszewski, odnosząc się do słów Ewangelii, zaznaczył, że mówi ona o miłosierdziu, które jako ludzie mamy sobie okazywać, by móc dostąpić go od Boga. Ewangelia ta zawiera dwa wezwania o charakterze negatywnym: nie sądźcie i nie potępiajcie oraz dwa o charakterze pozytywnym: dawajcie i odpuszczajcie.

– Oto pełna prawda o Bożym miłosierdziu, które domaga się także abyśmy i my byli miłosierni na wzór Ojca. Ta prawda znajduje swoje najbardziej głębokie urzeczywistnienie i swój wyraz w Krzyżu Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Metropolita przypomniał, że równoległym kościołem stacyjnym w Rzymie jest Bazylika św. Klemensa papieża. To dom, w którym według tradycji mieszkał św. Klemens – czwarty z papieży. Św. Klemens zginął podczas prześladowań Domicjana pod koniec I wieku. Arcybiskup wyjaśnił, że w tej bazylice w niezwykły sposób przemawia mozaika krzyża umieszczona w apsydzie górnej bazyliki.

– Krzyż przedstawiony jako drzewo życia – nie hańby, nie potępienia, nie martwych belek niosących śmierć. Drzewo życia. Bo właśnie umierając na krzyżu, Chrystus dał tym wszystkim, którzy w Niego – Zbawiciela i Odkupiciela – uwierzyli, dał życie. I stąd te cudowne żywe gałązki, które odchodzą od filaru samego krzyża.

Arcybiskup tłumaczył, że wokół tego krzyża znajduje się 12 gołębi, które symbolizują 12 Apostołów. Widnieją tam także dwie postaci: Matki Najświętszej i św. Jana oraz zwierzęta zbliżające się do wody tryskającej z krzyża, która symbolizuje wody chrztu świętego. Metropolita wyjaśnił, że poniżej znajduje się bazylika dolna, a pod nią miejsce, gdzie mieszkał św. Klemens.

– Znajdujemy tam szczególny architektoniczny zapis wczesnego zmagania dwóch światów. Z jednej strony są tam fragmenty Mitreum – świątyni pogańskiej (…) a obok tego pozostałości domu, który zapewne służył jako schronienie, ale także jako pierwszy kościół dla grupki chrześcijan skupionych wokół św. Klemensa.

Następnie arcybiskup wspomniał wielkie prześladowania pierwszych chrześcijan, spalenie Rzymu przez Nerona czy pokazowe pozbawianie życia chrześcijan w Koloseum.

– Ileż trzeba było mieć wtedy wiary, że krzyż ostatecznie zwycięży, ile trzeba było męczeńskiej krwi chrześcijan, by mogły się rodzić nowe pokolenia, składające się na wielką wspaniałą historię Kościoła, Kościoła, który właśnie dzięki męczeńskiej krwi chrześcijan stawał się ciągle silny, młody na wzór Chrystusa. Wielka historia zwycięskiego krzyża, wielka historia prawdy, która z tego krzyża nieustannie płynie z pokolenia na pokolenie wszędzie tam, gdzie dociera Ewangelia. Prawda o miłosierdziu, o tym że ponad wstyd, upadek i upokorzenie jest gest miłości miłosiernej, dzięki której Bóg Ojciec w swoim Synu, mocą Ducha Świętego przygarnia nas do siebie i czyni nas na nowo swoimi dziećmi.

Na zakończenie homilii metropolita krakowski podkreślił, że dzisiejsze rozważanie krzyża jako drzewa życia, w kościele na Skałce łączy się ze wspomnieniem męczeńskiej śmierci św. Stanisława i wielu innych braci i sióstr, którzy za św. Andrzejem powtarzali: „Witaj krzyżu moja jedyna nadziejo”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem