Reklama

Pamiętać o peerelowskim gułagu

Rafał P. Palacz
Edycja świdnicka 46/2008

Cztery wieżyczki obserwacyjne 2,5 x 2,5 x 5,4 m, ogrodzenie z drutu kolczastego na słupach żelbetowych, strażnicy - to była granica miedzy wolnością a więzieniem dla przebywających w peerelowskim gułagu we wsi Rusko koło Strzegomia, jednym z czterech stalinowskich obozów pracy dla więźniów na Dolnym Śląsku. Dzięki kilku byłym więźniom i księdzu proboszczowi Janowi Olenderowi z pobliskiego Jaroszowa pamięć o tym miejscu kaźni nie zginęła.

Rusko to mała wieś w Polsce, położona w województwie dolnośląskim, w powiecie świdnickim, w gminie Strzegom. Wieś „zjadana” przez znajdującą się obok kopalnię gliny ogniotrwałej „Stanisław” - z roku na rok nikną tam kolejne domy.
To właśnie tam, już od pięciu lat, odbywają się spotkania patriotyczno-religijne. Uroczystości w Rusku poświęcone są pamięci więźniów obozu pracy przymusowej, który funkcjonował tam w latach 1950-1965.
- Po raz pierwszy zorganizowaliśmy je w 2004 r. - opowiada ks. Jan Olender, proboszcz parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Jaroszowie, do parafii którego należy również mała świątynia pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Rusku. - Wcześniej niemal nic się nie mówiło o tym, że w latach stalinizmu Rusko to było jedno wielkie wiezienie, w którym przetrzymywano zarówno więźniów politycznych, jak i zwykłych, kryminalnych. Tutejsi mieszkańcy do dziś o tym mówią bardzo niechętnie, wolą przemilczeć tą trudną historię.
Przypominają ją jednak obozowe baraki, z roku na rok coraz bardziej popadające w ruinę.
- Po zakończeniu II wojny światowej wszystkie kraje bloku wschodniego przyjęły sowiecki model sprawowania władzy, ze wszystkimi tego konsekwencjami, m.in. w oparciu o doświadczenia polityki penitencjarnej ZSRR w latach 40. XX wieku uruchomiono proces tworzenia specjalnych obozów pracy dla więźniów - mówi dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu, badacz komunistycznych struktur aparatu represji w Polsce i podziemia niepodległościowego na Dolnym Śląsku w latach 1945-1956.
Urodzony w Strzegomiu historyk o Ośrodku Pracy Więźniów - Więzieniu w Jaroszowie napisał książkę, wydana przez IPN.
- Pierwsze tego typu obiekty w Polsce zorganizowano już w 1945 r. Od 1948 r. rozpoczęto tworzenie rozbudowanej sieci obozów pod nazwą Ośrodki Pracy Więźniów (OPW), funkcjonujących początkowo przy więzieniach, następnie jako samodzielne jednostki penitencjarne - pisze w swojej publikacji Krzysztof Szwagrzyk. - Na Dolnym Śląsku w latach 1950-53 uruchomiono pięć obozów pracy: w Jaroszowie (pow. Strzegom), Jelczu (pow. Oława), Wilkowie (pow. Złotoryja), Wojcieszowie (pow. Złotoryja) i Zarębie Górnej (pow. Lubań). Poza osadzonymi w Jelczu, pracującymi dla potrzeb przemysłu motoryzacyjnego, więźniowie pozostałych OPW zatrudnieni byli w kopalniach i kamieniołomach.
Tam właśnie ginęło ich najwięcej.
- Przez pół wieku historia OPW w Jaroszowie nigdy nie była przedmiotem badan naukowych. Jak dotąd, nie stała się też trwałym elementem świadomości lokalnej społeczności - uważa Szwagrzyk.
- Nie chcieliśmy dopuścić do tego, aby fakt istnienia tu obozu zatarł czas - mówi ks. Olender. - Dlatego razem z byłymi więźniami obozu i dzięki ówczesnemu posłowi Grzegorzowi Górniakowi umieściliśmy dwie tablice pamiątkowe. Jedna z nich znalazła miejsce na cmentarzu w Rusku, druga w tamtejszym kościele.
„Golgota komunizmu - szacunek narodu i wieczna pamięć o polskich patriotach, więźniach obozu pracy przymusowej w Rusku w katach 50. i 60., głodzonych i wyzyskiwanych niewolniczą pracą przez polskich zbrodniarzy okresu stalinowskiego” - taką inskrypcję umieszczono na granitowej płycie, odsłoniętej 18 lipca 2004 r. - Od tamtej pory spotykamy się co roku, zazwyczaj w drugą niedzielę września - opowiada proboszcz z Jaroszowa. - Tak było i teraz: najpierw Msza św. w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła, następnie uroczysty przemarsz na cmentarz, gdzie złożyliśmy kwiaty pod tablicą. W tym roku po raz pierwszy patronat nad uroczystościami objął bp Ignacy Dec, dołączył się też burmistrz Strzegomia. Nie jesteśmy już sami, dowodem na to choćby liczne poczty sztandarowe ze szkół. A o takie zaangażowanie młodzieży właśnie mi chodziło. To dla nich żywa lekcja historii.
Podczas tegorocznego spotkania Tadeusz Mróz, pochodzący z Głuszycy były więzień polityczny z obozu, opowiedział o warunkach, w jakich żyli więźniowie w komunistycznych obozach. - Godzina 4.30 - pobudka. Z drewnianych baraków, gdzie na dwupiętrowych pryczach mieściło się do 250 więźniów, zganiano nas szybko do kamiennych koryt ustawionych naprzeciwko murowanego budynku komendantury. Na umycie się nie było dużo czasu. Wody też zresztą przeważnie nie było - wspomina Tadeusz Mróz.
Do obozu w Rusku trafił za spisek przeciwko komunistycznej władzy, jako szef konspiracyjnej grupy Związku Patriotów Polskich, którą tworzyło sześciu nastolatków. Grupę zawiązano w zakrystii kościoła w Głuszycy pod Wałbrzychem, gdzie z inspiracji ks. Stanisława Żerkowskiego i o. Jakuba Kołb-Sieleckiego powstał ZPP.
Po roku został schwytany przez żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Urząd Bezbieczeństwa. Za rozrzucanie ulotek i rozwieszanie plakatów (m.in. z napisami „Katyń pomścimy”) trafił za kraty. Od jesieni 1952 do 1953 r. siedział w Rusku jako polityczny.
- Jedyne, o czym można było myśleć, to o 120 procentach normy do zrobienia. 10 ton gliny na człowieka w ciągu dnia. I o tym, żeby się w tej glinie nie utopić, kiedy padał deszcz - wspomina. - Pracowaliśmy na dwie zmiany, od godz. 6 rano do 10 wieczorem, sześć dni w tygodniu.
W swojej książce „Naród musi pamiętać” tak opisuje tamte dni: „Gdy wychodziliśmy do pracy w kopalni, na wieżyczkach strażniczych było pełne pogotowie. Karabiny maszynowe kierowano w naszą stronę. Padało ostrzeżenie: Uwaga! W czasie marszu nie wolno palić, rozmawiać, trzymać rąk w kieszeni. W razie próby ucieczki lub niewykonania rozkazu konwojenci bez ostrzeżenia użyją broni. Żadnego miłosierdzia, żadnej litości, żadnej pomocy. O współczuciu również nie było mowy”. - To były straszne czasy - przyznaje ks. Jan Olender. - W obozie stale było ponad 500 więźniów, łacznie przewinęło się przez OPW kilka tysięcy. Opowiadano mi tragiczne historie o próbach ucieczek, o tragicznych wypadkach… Wiadomo, że więźniowie w Rusku ginęli. Żadnego z nich nie pochowano jednak na miejscowym cmentarzu, nie wiadomo, co stało się z ich ciałami.
- Większość więźniów stanowili członkowie organizacji antykomunistycznych, skazani za „próbę obalenia przemocą ustroju” oraz osoby, które rozpowszechniały wrogie wypowiedzi pod adresem partii, członków rządu, gospodarki, kolektywizacji, Stalina lub Związku Radzieckiego - dodaje Krzysztof Szwagrzyk. - Ciała więźniów nie były jednak grzebane na miejscowym cmentarzu, lecz wywożone w kierunku Wrocławia i chowane w nieznanym dotąd miejscu. - Popędzani przez strażników pękami kluczy, łokciami, kuksańcami, kopnięciami, gubiliśmy pod drodze trepy, kawę i chleb. Im większe było nasze upodlenie, tym większa była satysfakcja naszych oprawców. Każdy przejaw buntu lub niezadowolenia z naszej strony był natychmiast tłumiony zamknięciem w karcerze, biciem i głodem - pisze we wspomnieniach Tadeusz Mróz.
15 listopada 1958 r. podjęto decyzję o zamknięciu obozu. Proces likwidacji trwał kilka miesięcy i ostatecznie zakończył się w pierwszych miesiącach 1959 r. Po roku władze więziennictwa uznały, że były obóz jest odpowiednią bazą dla więzienia. W tym celu 5 lutego 1960 r. byłemu komandytowi OPW w Jaroszowie powierzono zadanie zorganizowania więzienia w Jaroszowie. Za oficjalną datę jego powstania uznaje się dzień 6 lutego 1960 r. Wiezienie istniało 5 lat, do 1965 r. Wtedy to teren obozu przekazano Okręgowym Zakładom Centrali Nasiennictwa Ogrodniczego i Szkółkarstwa we Wrocławiu. Decyzją nowego właściciela pomieszczenia rozwiązanego zakładu karnego przeznaczono do składowania materiału nasiennego dla rolnictwa i leśnictwa. Ślady po zakładach widać do dziś. - Nie możemy o tym miejscu zapomnieć - przekonuje ks. Jan Olander. - Dlatego nadal co roku będziemy organizować nasze spotkania, będziemy wciągać w nie młodzież. Może mieszkańcy Ruska też się kiedyś otworzą i przerwą milczenie?

Reklama

List społeczny Episkopatu: Mocny apel o nawrócenie i dialog

2019-03-26 12:38

mp / Warszawa (KAI)

- Potrzebujemy nawrócenia i dialogu – piszą polscy biskupi w opublikowanym dziś liście społecznym, zatytułowanym: „O ład społeczny dla wspólnego dobra”. Dodają, że aktualny stan polskiego społeczeństwa stanowi poważne wyzwanie dla misji Kościoła, gdyż „rywalizacja polityczna dawno przekroczyła granice demokratycznych polemik (…) i dotyka najgłębszych fundamentów naszej narodowej wspólnoty”.

Fot. E. Bartkiewicz/www.episkopat.pl/photo

Biskupi przypominają na wstępie o roli „profetyczno-krytycznej” Kościoła w odniesieniu do rzeczywistości społecznej. Stanowi ona część misji ewangelizacyjnej, którą Kościół wypełnia przez potrójne posłannictwo: nauczania, uświęcania i posługę miłości.

Wyjaśniają, że „zgodnie z soborową zasadą autonomii porządku politycznego, rolą Kościoła hierarchicznego nie jest angażowanie się w kontrowersje pojawiające się życiu politycznym ani - tym bardziej - ich rozstrzyganie czy opowiadanie się za którąś ze stron. W ślad za papieżem Franciszkiem przypominają, że „nawrócenie chrześcijańskie wymaga, abyśmy rozważyli ponownie w pierwszym rzędzie to, co dotyczy ładu społecznego i realizacji dobra wspólnego”.

Przeczytaj także: O ŁAD SPOŁECZNY DLA WSPÓLNEGO DOBRA - LIST SPOŁECZNY EPISKOPATU POLSKI

Dlatego do wszystkich wiernych jak i odpowiedzialnych za życie publicznie kierują apel o NAWRÓCENIE i o DIALOG. Zachęcają do „odważnego otwierania się na prawdę, do której każdy uczciwy dialog przybliża i prowadzi”. Wzywają do „podjęcia wysiłku na rzecz narodowej zgody i podjęcia dialogu w prawdzie”.

Ten mocny apel moralny kierują w obliczu „istniejących w naszej ojczyźnie podziałów i konfliktów, jak też braku dostatecznego zaangażowania w budowanie wspólnoty”. Zauważają, że „rywalizacja polityczna w Polsce dawno przekroczyła granice demokratycznych polemik pomiędzy zwolennikami różnych wizji rozwoju ojczyzny i dotyka najgłębszych fundamentów naszej narodowej wspólnoty oraz wpływa na jej postrzeganie w kontekście międzynarodowym”. Wyrażają niepokój, że „atmosfera ta kładzie się głębokim cieniem nie tylko na sprawach publicznych, lecz także na codziennym życiu” Polaków.

Przypominają, że choć spory są czymś normalnym, to spór polityczny powinien być „zmaganiem się o coś”, a nie „zmaganie się z kimś”. W takiej sytuacji staje się wyłącznie walką o władzę lub bardziej wyrafinowaną grą. Obecny dziś w Polsce sposób uprawiania polityki - jak zauważają biskupi - „wywołuje autentyczny niepokój i często trwałe, bolesne podziały, a także zniechęcenie i zmęczenie polityką oraz wycofywanie się w sferę prywatną”. Rodzi też konflikty, które „nie tylko utrudniają niezbędne działania na rzecz wspólnego dobra, ale mogą prowadzić do deprecjonowania podzielanych autorytetów, doświadczeń historycznych czy dorobku kulturowego - tworzących fundament narodowej wspólnoty”.

W obliczu zagrożenia fundamentów narodowej wspólnoty biskupi apelują więc o nawrócenie, wyrażając przekonanie, że wciąż „możliwe i konieczne jest budowanie narodowej wspólnoty poprzez dialog i solidarność w prawdzie, we wzajemnym szacunku i z myślą o przyszłych pokoleniach”. W tym kontekście przypominają o doświadczeniu polskiej Solidarności, która nie tylko otworzyła drogę do wolności, ale i dziś, w suwerennej Polsce powinna być podstawową zasadą życia społecznego.

Mówiąc o istocie polityki wyjaśniają, że powinna być ona „roztropną troską o dobro wspólne” oraz „służbą na rzecz budowania dobra wspólnego w ojczyźnie”. Zaznaczają również, że nauka społeczna Kościoła nazywa politykę „jedną z najwyższych form miłości bliźniego”. Do wszystkich odpowiedzialnych za życie społeczne apelują więc o „przywrócenie polityce jej właściwego, pierwotnego znaczenia”.

Zgodnie z kanonem społecznego nauczania Kościoła dokument przypomina, że polityka „w najszerszym znaczeniu jest sztuką takiego urządzenia rzeczywistości społecznej, aby każdy człowiek mógł jak najpełniej i jak najszybciej rozwijać się ku dobru, w szacunku dla godności, praw i obowiązków innych ludzi”. A jej ważnym elementem jest zasada subsydiarności (pomocniczości), która pomaga we wprowadzeniu harmonii pomiędzy poszczególnymi podmiotami funkcjonującymi w społeczeństwie i państwie - „we właściwym korzystaniu z przysługującej im autonomii i wolności”.

Z kolei do wszystkich, którzy pragną wykonywać zawód polityka i posiadają odpowiednie uzdolnienia, biskupi apelują by przygotowywali się do uprawiania tej „sztuki zarazem trudnej i bardzo szlachetnej” i starali się ją wykonywać „nie pamiętając o dobru własnym i korzyściach materialnych”. W ślad za soborową Konstytucją Duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym przypominają, że powinni być to ludzie „moralnie nienaganni i mądrzy”, występujący przeciwko „niesprawiedliwości, uciskowi, przemocy i nietolerancji, czy to jednego człowieka, czy partii politycznych; z uczciwością, sprawiedliwością, a także miłością i polityczną odwagą niech poświęcają się dobru wspólnemu”.

Korzystając z okazji, idąc za nauczaniem św. Jana Pawła II biskupi przypominają o potrzebie trójpodziału władz: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, podkreślając potrzebę autonomii tej ostatniej. „Dlatego jest wskazane – przypominają - aby każda władza była równoważona przez inne władze i inne zakresy kompetencji, które by ją utrzymywały we właściwych granicach, gdyż na tym właśnie polega zasada «państwa praworządnego», w którym najwyższą władzę ma prawo, a nie samowola ludzi”.

Pasterze Kościoła w Polsce ostrzegają także przed ideologizacją polityki. Jako przykład podają „jedną z hałaśliwych ideologii”, która „podważa binarny podział płci i niezastąpioną rolę rodziny naturalnej próbując w publicznej debacie, prawie i programach edukacyjnych zastąpić człowieka rzeczywistego jego zideologizowanym obrazem”.

Biskupi apelują również, aby ład społeczny i polityczny w ojczyźnie budowany był w oparciu o „cnoty kardynalne”: roztropności, sprawiedliwości, umiarkowania oraz męstwa – które są głęboko zakorzenione w tradycji chrześcijańskiej Europy.

Nawiązują też wielokrotnie do społecznego nauczania papieża Franciszka, który tłumaczy przy każdej okazji, że „jedność ważniejsza jest niż konflikt” a „rzeczywistość ważniejsza od idei” oraz, że „całość jest czymś więcej niż część i czymś więcej niż ich prosta suma”.

Ważny jest rozdział dokumentu wzywający do refleksji nad językiem, którym posługujemy się w życiu publicznym oraz w mediach. Biskupi przypominają, że „barwność i wyrazistość języka można i należy pogodzić z szacunkiem zarówno dla oponentów, jak i odbiorców”. Wzywają więc wszystkich uczestników życia publicznego, zwłaszcza polityków, dziennikarzy, publicystów i użytkowników mediów społecznościowych, ale także zabierających głos w gronie rodzinnym, sąsiedzkim i współpracowników, do „głębokiej refleksji nad językiem używanym w rozmowach o sprawach publicznych”. Podkreślają, że odpowiedzialność za język debaty publicznej ponoszą zwłaszcza środki społecznego przekazu. Apelują więc o „dziennikarstwo pokoju i pojednania”.

W końcowej części dokumentu biskupi ostrzegają zarówno przed wykluczaniem Kościoła z życia publicznego jak i próbami jego instrumentalizacji przez polityków. Ostrzegają, że „szkodliwe byłoby wykorzystywanie Kościoła, bądź wyrwanych z kontekstu fragmentów jego nauczania, do celów bieżących partyjnych rozgrywek”, co w konsekwencji „podważałoby wiarygodność apostolskiej misji Kościoła”.

Na zakończenie pasterze Kościoła w Polsce zwracają się do wszystkich wiernych z prośbą o serdeczna modlitwę w intencji ojczyzny, proszą także o otoczenie modlitwą polityków oraz wszystkich odpowiedzialnych za kształt życia publicznego w naszym kraju. Ojczyznę powierzają Maryi, Jasnogórskiej Królowej Polskiego Narodu.

List społeczny Episkopatu Polski „O ład społeczny dla wspólnego dobra”, został przyjęty 14 marca br. podczas 382. Zebrania plenarnego KEP w Warszawie.

W ostatnich dziesięciu latach Episkopat Polski opublikował dotąd trzy dokumenty na tematy społeczne: "Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie" (2009), "W trosce o człowieka i dobro wspólne" (2012) oraz "Chrześcijański kształt patriotyzmu" (2017).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Maryjny program Prymasa Wyszyńskiego to nasz testament

2019-03-26 19:19

it / Jasna Góra (KAI)

Beatyfikacja prymasa Wyszyńskiego jest nam dziś bardzo potrzebna - uważa częstochowski bp Andrzej Przybylski. Był on wraz z innymi gośćmi uczestnikiem kolejnego spotkania w cyklu „Prymas Jasnogórski w drodze na ołtarze”, które odbywają się na Jasnej Górze. Są one okazją do spotkania świadków życia i posługi kard. Stefana Wyszyńskiego. Ostatnie dotyczyło „obecności” Sługi Bożego w częstochowskim sanktuarium. To na podstawie książki „Jasnogórskie wspomnienia. Zapiski osobiste”.

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego
„Miłość jest niejako dowodem osobistym naszego pochodzenia z Boga-Miłości, jest znakiem rozpoznawczym naszego synostwa Bożego” – kard. Stefan Wyszyński

- Nie ustawajmy w modlitwie o beatyfikację kard. Stefana Wyszyńskiego i rozpamiętywaniu dziedzictwa ks. Prymasa - zachęcał bp Andrzej Przybylski. Jego zdaniem wyniesienie na ołtarze tego wielkiego Prymasa jest nam w Polsce naprawdę bardzo potrzebne: w życiu społecznym, narodowym i duchowym.

- Jako adept w biskupstwie nieraz słyszę postulaty, że w tym zamęcie w Polsce, zwłaszcza moralnym, kulturowym, bardzo przydał by się taki nowy Wyszyński i ciągle słyszy się wołanie o takiego Wyszyńskiego. I myślę, że w tym wołaniu jest właśnie prośba o jego beatyfikację i nasze odrodzenie – mówił hierarcha.

Częstochowski biskup pomocniczy przypomniał, że prymas Wyszyński w testamencie pozostawił nam program, który wszystkich nas zobowiązuje. - Program dla Kościoła w Polsce nie może być sztywny, ten program to credo, to Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, i Śluby Jasnogórskie, i Matka Boża Jasnogórska – powiedział biskup. Zauważył, że maryjność ks. Prymasa była czymś bardzo praktycznym: „to nie kwestia wrażliwości czy duchowości, to Ona jest naszym programem”.

Zachęcał byśmy ten program „nieśli” dalej, bo „może nie narodzić się drugi Wyszyński, ale Matka Boża ciągle jest ta sama”.

Świadkowie życia i posługi Prymasa Wyszyńskiego mówili o niezwykłych związkach Sługi Bożego z Jasnogórską Maryją Królową Polski. Hanna Zyskowska, redaktor książki „Jasnogórskie wspomnienia. Zapiski osobiste” przypomniała, że udokumentowanych jest aż 603. dni pobytu ks. Prymasa na Jasnej Górze a wynika to z osobistych zapisków ks. Kardynała, które prowadził od czasu nominacji na Prymasa Polski.

- Jasna Góra była dla niego przede wszystkim domem Matki, on tutaj czuł się bardzo dobrze, tu odpoczywał a jednocześnie tutaj prowadził naród. Jasna Góra była dla niego amboną, z której mówił kazania do całego narodu. W archiwum Instytutu Prymasowskiego jest ponad 3 tys. kazań autoryzowanych a duża ich część to „głos z Jasnej Góry” – mówiła Hanna Zyskowska. Autorka podkreśliła, że książka ukazuje zwierzenie życia Prymasa Matce Bożej i jego ukierunkowanie nas na Maryję. – Ta publikacja to także pokazanie, że Jasna Góra nie zapomina o ks. Prymasie i jest mu wdzięczna – podkreśla p. Zyskowska.

O. Samuel Pacholski, dyrektor wydawnictwa Paulinianum nakładem, którego książka się ukazała przypominał, że Prymas Wyszyński był nie tylko konfratrem Paulinów czyli przyjacielem Zakonu, ale był protektorem. – On uczynił z Jasnej Góry centrum duszpasterstwa w Polsce i jeśli chcemy, by Jasna Góra nadal była tym centrum, to to jest nasza misja na teraz i nasz związek z Prymasem – mówił paulin.

O. Józef Płatek były generał Paulinów, świadek jasnogórskiej posługi ks. Prymasa zwraca uwagę, że pobytów kard. Wyszyńskiego na Jasnej Górze było znacznie więcej niż 603 dni. – Zawsze kiedy przejeżdżał przez Częstochowę wstępował do Matki Bożej. Czasem były to bardzo krótkie wizyty, żałuję, że one nie były odnotowywane, ale ja oni też zaświadczam – mówił o. Płatek.

Przedstawił bogatą teczkę, w której paulini skrzętnie przechowują listy Prymasa Stefana Wyszyńskiego, które pisał do zakonnych przełożonych i do pojedynczych ojców.

Książka „Jasnogórskie wspomnienia. Zapiski osobiste” to uzupełnienie pracy o. prof. Zachariasza Jabłońskiego wydanej 15 lat temu pod tytułem: ”Jasnogórskie Kalendarium Prymasa Polski Kardynała Stefana Wyszyńskiego”. Publikacja umożliwia śledzenie – rok po roku, miesiąc po miesiącu, dzień po dniu, niemal godzina po godzinie – procesu kształtowania się wielkiego zafascynowania i głębokiej miłości Prymasa do Matki Boskiej Częstochowskiej.

Jak napisał w słowie wstępnym prof. Antoni Jackowski „ w światowej literaturze przedmiotu brak jest podobnego opracowania, umożliwiającego odtworzenie tego typu więzi między konkretnym człowiekiem a danym sanktuarium”.

W pracy wykorzystane zostały archiwalia znajdujące się w zbiorach Instytutu Prymasowskiego w Warszawie oraz archiwum Zakonu Paulinów na Jasnej Górze. Autor przedstawił poszczególne dni Prymasa na jasnej Górze w postaci odrębnych zapisów podejmowanych zajęć, w miarę możliwości nawet z podaniem godzin. Te harmonogramy dzienne ukazują Sługę Bożego jako tytana pracy i modlitwy, zwłaszcza że prowadził ponadto diariusz - notatki osobiste.

Orgom posługi ewangelizacyjnej nie tylko wyraża się tym, że Prymas niemal każdego dnia wygłaszał kilka kazań, przemówień, refleksji modlitewnych i referatów, ile raczej różnorodnością grup słuchaczy , poczynając od biskupów poprzez duszpasterzy, zakonników i siostry zakonne, przedstawicieli stanów i wielu zawodów a kończąc na wielotysięcznych rzeszach pielgrzymów przybywających na jasnogórskie uroczystości.

W większości te wystąpienia były Prymasa Polski były przedłożeniami formacyjnymi i programowymi, uwzględniającymi nauczanie Soboru Watykańskiego II, aktualny program duszpasterski Kościoła w Polsce , jak również sytuację społeczno-polityczną kształtowaną przez władze totalitarne, z różnym natężeniem propagujące ideologię ateistyczną i zwalczające Kościół jako wroga. Podane tematy czy fragmenty wypowiedzi stanowią jedynie ilustrację i służą wzbudzeniu zainteresowania czytelnika tekstami niż ich pełne przybliżenie.

Jasnogórskie kalendarium nie ogranicza się do samego pobytu Sługi Bożego na jasnej Górze, ukazuje również propagowanie kultu Matki Bożej jasnogórskiej zarówno na forum Kościoła powszechnego, jak i utrwalania wśród Polonii świata. Obrazuje też jak pogłębiała się osobista więź ks. Prymasa z matką Bożą Jasnogórską a także rozwijanie jego inicjatyw duszpasterskich służących formowaniu pobożności maryjnej o wymiarze eklezjalnym.

Podczas spotkania pojawiły się pytania o możliwość beatyfikacji tego Prymasa Jasnogórskiego w częstochowskim Sanktuarium. Uczestnicy uznali, że byłoby to spełnieniem prośby samego kard. Stefana Wyszyńskiego: „chcę zawsze stać na progu kaplicy, choć by mnie wszyscy potrącali”.

Kolejne spotkanie w cyklu „Prymas jasnogórski w drodze na ołtarze” odbędzie się 30 kwietnia. Jak zwykle poprzedzone będzie Mszą św. o rychłą beatyfikację Sługi Bożego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem