Reklama

Aspekty Komunii z Bogiem (4)

Moje zmagania z Panem

O pozytywnym naładowaniu, naleśnikach z dżemem i klockach, które nie mogą się rozpaść, Lech Kopyść opowiada Katarzynie Jaskólskiej

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Komunia z Bogiem to wbrew pozorom pojęcie dość trudne do zdefiniowania, bo to przecież osobista relacja. Nazwałbym to moim zmaganiem się z Panem Bogiem i szukaniem Go. To wejście w inny etap rzeczywistości, dotknięcie świętości. Każdy z nas chce być szczęśliwy, a słowa św. Augustyna o tym, że człowiek nie zazna szczęścia, dopóki dusza nie spocznie w Bogu - one właśnie pokazują tę inną rzeczywistość.

Im głębiej, tym pełniej

Modlitwa jest wyrazem wiary. Gdybym się modlił, a nie wierzył w Pana Boga, to chyba byłbym schizofrenikiem. Im głębsze jest życie modlitewne, tym ta komunia jest pełniejsza.
Modlitwa to też coś, czym mogę pomóc drugiemu człowiekowi. Bo dla mojej wspólnoty z Bogiem ważne jest też to, jak ją przekładam na wspólnotę z innymi ludźmi - „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili”.
Myślę, że takim wyznacznikiem naszej relacji do drugiego człowieka wynikającej z komunii z Bogiem są uczynki miłosierne, zwłaszcza co do duszy. „Głodnych nakarmić” nie jest aż tak trudno, gorzej kiedy dochodzi do „krzywdy cierpliwie znosić” albo „urazy chętnie darować”. Sam należę do osób reagujących dość emocjonalnie i często doświadczam tego, że kiedy ktoś mi zaszkodzi, to w pierwszym odruchu chciałbym mu odpłacić tym samym. Potem oczywiście rodzi się refleksja, że przecież nie chcę walczyć z człowiekiem, ale o człowieka - jednak nie jest to takie łatwe.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Szturmem do bram

Moim zdaniem, każdy wierzący w pewnym momencie musi sobie zadać pytanie, czym dla niego jest Eucharystia. Jeden z teologów powiedział, że gdybyśmy zdawali sobie sprawę z wagi Eucharystii, to każdego dnia tłum ludzi szturmowałby bramy kościoła. Dla mnie osobiście to jest coś najpiękniejszego, co mogę otrzymać. Ktoś mógłby powiedzieć, że chodzę do kościoła, przyjmuję Komunię św., a wcale nie jestem przez to jakimś wyjątkowo dobrym człowiekiem. A jednak kiedy jestem w kościele, to po pierwsze nie mam okazji do złych czynów, a po drugie to mnie pozytywnie naładowuje i uzdalnia, żeby pewne niedoskonałości poprawić, coś przemyśleć, kogoś przeprosić itd. Motywuje mnie do działania - mężczyzna jest w ogóle stworzony do działania, czy to w pracy, czy w Kościele.

Reklama

Klęcząc przed Panem

Czy dla mnie Pan Bóg jest przyjacielem? Ciągle mam takie poczucie Bożego majestatu i tego, że człowiek nie jest godzien. Kiedy klękam przed Bogiem, nieraz jestem zażenowany tym, że On mnie wysłuchuje. Mam taki zwyczaj, że kiedy jest jakaś trudna sprawa, krótko modlę się o pomoc w rozwiązaniu. I kiedy wszystko się dobrze rozwiąże, to jest mi tak jakoś dziwnie, że Pan Bóg mnie wysłuchał. A znowu kiedy się nie powiedzie, mam po ludzku pretensje - Panie Boże, modliłem się, a Ty nie wysłuchałeś. Nie wiem, jak to tłumaczyć - czy jest to słaba wiara? Przecież kiedy proszę, wierzę, że mogę być wysłuchany. To takie moje zmagania.

Koło wiary

Moja relacja z Bogiem z całą pewnością wpływa na pracę w DPS-ie z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Uzdalnia mnie do postrzegania człowieka nie poprzez to, co posiada albo przez to, jaki jest mądry - ale miarą miłości. Nie wiem, jak by to było, gdyby nie wiara. Najpierw trzeba się przełamać i pochylić nad dorosłym człowiekiem, który wymaga takiej opieki jak małe dziecko. Zresztą do tego tak naprawdę najłatwiej się przyzwyczaić. Codzienne bycie z nimi wymaga duchowego oparcia - nie tylko ja tak to widzę, inni pracownicy również.
To działa też w drugą stronę, zatacza koło, bo od wiary zaczęło się moje wyjście do nich, ale oni również mnie wiary uczą. I udowadniają mi, że Pan Bóg patrzy na nas zupełnie inaczej niż świat. Ich pragnienie Boga - bo oni też Go pragną - jest naprawdę budujące.

Teologia i doświadczenie

Wiara, osobiste doświadczenie Boga jest dla katechety czymś niezwykle ważnym. Oczywiście wiara może osłabnąć, człowiek może zwątpić, ale - jak ktoś powiedział - katecheza bez wiary to klocki, które się rozpadną. Mogę uczyć o liturgii, o zwyczajach religijnych, ale dogmatów bez wiary nie przekażę. Doświadczenie Boga może być różne, ale najważniejsze, żebym jako katecheta był autentyczny - swoimi problemami z wiarą też mogę się dzielić i komuś to może pomóc.
Moja relacja z Bogiem jest tu podstawą. Najważniejszym zadaniem katechetycznym jest przecież doprowadzenie każdego dziecka do spotkania z Bogiem. Jeżeli dziecko dotknie tej świętości, odkryje, że Eucharystia czy adoracja Najświętszego Sakramentu to jest coś wielkiego, to nawet jeśli później pobłądzi, będzie miało do czego wrócić.
Wiedza teologiczna jest niezbędna, żebym nie głosił jakichś herezji. Ale dopiero doświadczenie sprawia, że uczniowie chcą słuchać. I nie mogę się skupiać tylko na swoich przemyśleniach, ja muszę szukać drogi do Boga również w tym, czym żyją moi uczniowie. Przypomina mi się taka scena z serialu „Plebania”. Wikariusz szedł na pierwszą katechezę, a gospodyni tłumaczyła mu, że to jest tak samo jak z gotowaniem - jeżeli wiem, że ktoś lubi naleśniki z dżemem, to mu je podam i wtedy on już jest mój.

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

O pokój, szacunek dla życia i ludzkiej godności – na Jasnej Górze trwa modlitwa w uroczystość Królowej Polski

2024-05-03 17:50

[ TEMATY ]

Jasna Góra

3 Maja

Karol Porwich/Niedziela

W duchu wdzięczności za opiekę Matki Bożej nad naszą Ojczyzną, polską tożsamość znaczoną maryjnym zawierzeniem, z modlitwą o pokój i o poszanowanie dla ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci upływa tegoroczna uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski na Jasnej Górze. Przypomniano, że „życie ludzkie ma niepowtarzalną wartość i że nikomu nie wolno go unicestwiać, nawet jeśli jest ono niedoskonałe”.

Sumę odpustową z udziałem Prymasa, przedstawicieli Episkopatu Polski i tysięcy wiernych celebrował przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Tadeusz Wojda.

CZYTAJ DALEJ

Św. Florian - patron strażaków

Św. Florianie, miej ten dom w obronie, niechaj płomieniem od ognia nie chłonie! - modlili się niegdyś mieszkańcy Krakowa, których św. Florian jest patronem. W 1700. rocznicę Jego męczeńskiej śmierci, właśnie z Krakowa katedra diecezji warszawsko-praskiej otrzyma relikwie swojego Patrona. Kim był ten Święty, którego za patrona obrali także strażacy, a od którego imienia zapożyczyło swą nazwę ponad 40 miejscowości w Polsce?

Zachowane do dziś źródła zgodnie podają, że był on chrześcijaninem żyjącym podczas prześladowań w czasach cesarza Dioklecjana. Ten wysoki urzędnik rzymski, a według większości źródeł oficer wojsk cesarskich, był dowódcą w naddunajskiej prowincji Norikum. Kiedy rozpoczęło się prześladowanie chrześcijan, udał się do swoich braci w wierze, aby ich pokrzepić i wspomóc. Kiedy dowiedział się o tym Akwilinus, wierny urzędnik Dioklecjana, nakazał aresztowanie Floriana. Nakazano mu wtedy, aby zapalił kadzidło przed bóstwem pogańskim. Kiedy odmówił, groźbami i obietnicami próbowano zmienić jego decyzję. Florian nie zaparł się wiary. Wówczas ubiczowano go, szarpano jego ciało żelaznymi hakami, a następnie umieszczono mu kamień u szyi i zatopiono w rzece Enns. Za jego przykładem śmierć miało ponieść 40 innych chrześcijan.
Ciało męczennika Floriana odnalazła pobożna Waleria i ze czcią pochowała. Według tradycji miał się on jej ukazać we śnie i wskazać gdzie, strzeżone przez orła, spoczywały jego zwłoki. Z czasem w miejscu pochówku powstała kaplica, potem kościół i klasztor najpierw benedyktynów, a potem kanoników laterańskich. Sama zaś miejscowość - położona na terenie dzisiejszej górnej Austrii - otrzymała nazwę St. Florian i stała się jednym z ważniejszych ośrodków życia religijnego. Z czasem relikwie zabrano do Rzymu, by za jego pośrednictwem wyjednać Wiecznemu Miastu pokój w czasach ciągłych napadów Greków.
Do Polski relikwie św. Floriana sprowadził w 1184 książę Kazimierz Sprawiedliwy, syn Bolesława Krzywoustego. Najwybitniejszy polski historyk ks. Jan Długosz, zanotował: „Papież Lucjusz III chcąc się przychylić do ciągłych próśb monarchy polskiego Kazimierza, postanawia dać rzeczonemu księciu i katedrze krakowskiej ciało niezwykłego męczennika św. Floriana. Na większą cześć zarówno świętego, jak i Polaków, posłał kości świętego ciała księciu polskiemu Kazimierzowi i katedrze krakowskiej przez biskupa Modeny Idziego. Ten, przybywszy ze świętymi szczątkami do Krakowa dwudziestego siódmego października, został przyjęty z wielkimi honorami, wśród oznak powszechnej radości i wesela przez księcia Kazimierza, biskupa krakowskiego Gedko, wszystkie bez wyjątku stany i klasztory, które wyszły naprzeciw niego siedem mil. Wszyscy cieszyli się, że Polakom, za zmiłowaniem Bożym, przybył nowy orędownik i opiekun i że katedra krakowska nabrała nowego blasku przez złożenie w niej ciała sławnego męczennika. Tam też złożono wniesione w tłumnej procesji ludu rzeczone ciało, a przez ten zaszczytny depozyt rozeszła się daleko i szeroko jego chwała. Na cześć św. Męczennika biskup krakowski Gedko zbudował poza murami Krakowa, z wielkim nakładem kosztów, kościół kunsztownej roboty, który dzięki łaskawości Bożej przetrwał dotąd. Biskupa zaś Modeny Idziego, obdarowanego hojnie przez księcia Kazimierza i biskupa krakowskiego Gedko, odprawiono do Rzymu. Od tego czasu zaczęli Polacy, zarówno rycerze, jak i mieszczanie i wieśniacy, na cześć i pamiątkę św. Floriana nadawać na chrzcie to imię”.
W delegacji odbierającej relikwie znajdował się bł. Wincenty Kadłubek, późniejszy biskup krakowski, a następnie mnich cysterski.
Relikwie trafiły do katedry na Wawelu; cześć z nich zachowano dla wspomnianego kościoła „poza murami Krakowa”, czyli dla wzniesionej w 1185 r. świątyni na Kleparzu, obecnej bazyliki mniejszej, w której w l. 1949-1951 jako wikariusz służył posługą kapłańską obecny Ojciec Święty.
W 1436 r. św. Florian został ogłoszony przez kard. Zbigniewa Oleśnickiego współpatronem Królestwa Polskiego (obok świętych Wojciecha, Stanisława i Wacława) oraz patronem katedry i diecezji krakowskiej (wraz ze św. Stanisławem). W XVI w. wprowadzono w Krakowie 4 maja, w dniu wspomnienia św. Floriana, doroczną procesję z kolegiaty na Kleparzu do katedry wawelskiej. Natomiast w poniedziałki każdego tygodnia, na Wawelu wystawiano relikwie Świętego. Jego kult wzmógł się po 1528 r., kiedy to wielki pożar strawił Kleparz. Ocalał wtedy jedynie kościół św. Floriana. To właśnie odtąd zaczęto czcić św. Floriana jako patrona od pożogi ognia i opiekuna strażaków. Z biegiem lat zaczęli go czcić nie tylko strażacy, ale wszyscy mający kontakt z ogniem: hutnicy, metalowcy, kominiarze, piekarze. Za swojego patrona obrali go nie tylko mieszkańcy Krakowa, ale także Chorzowa (od 1993 r.).
Ojciec Święty z okazji 800-lecia bliskiej mu parafii na Kleparzu pisał: „Święty Florian stał się dla nas wymownym znakiem (...) szczególnej więzi Kościoła i narodu polskiego z Namiestnikiem Chrystusa i stolicą chrześcijaństwa. (...) Ten, który poniósł męczeństwo, gdy spieszył ze swoim świadectwem wiary, pomocą i pociechą prześladowanym chrześcijanom w Lauriacum, stał się zwycięzcą i obrońcą w wielorakich niebezpieczeństwach, jakie zagrażają materialnemu i duchowemu dobru człowieka. Trzeba także podkreślić, że święty Florian jest od wieków czczony w Polsce i poza nią jako patron strażaków, a więc tych, którzy wierni przykazaniu miłości i chrześcijańskiej tradycji, niosą pomoc bliźniemu w obliczu zagrożenia klęskami żywiołowymi”.

CZYTAJ DALEJ

Nosić obraz Maryi w oczach i sercu

2024-05-03 21:22

ks. Tomasz Gospodaryk

Kościół w Zwanowicach

Kościół w Zwanowicach

Mieszkańcy Zwanowic obchodzili dziś coroczny odpust ku czci Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Sumie odpustowej przewodniczył ks. Łukasz Romańczuk, odpowiedzialny za edycję wrocławską TK “Niedziela”.

Licznie zgromadzeni wierni mieli okazję wysłuchać homilii poświęconą polskiej pobożności maryjnej. Podkreślone zostały ważne wydarzenia z historii Polski, które miały wpływ na świadomość religijną Polaków i przyczyniły się do wzrostu maryjnej pobożności. Przywołane zostały m.in. ślubu króla Jana Kazimierza z 1 kwietnia 1656 roku, czy 8 grudnia 1953, czyli data wprowadzenia codziennych Apeli Jasnogórskich. I to właśnie do słów apelowych: Jestem, Pamiętam, Czuwam nawiązywał kapłan przywołując słowa papieża św. Jana Pawła II z 18 czerwca 1983 roku. - Wypowiadając swoje “Jestem” podkreślam, że jestem przy osobie, którą miłuję. Słowo “Pamiętam” określa nas, jako tych, którzy noszą obraz osoby umiłowanej w oczach i sercu, a “Czuwam” wskazuję, że troszczę się o swoje sumienie i jestem człowiekiem sumienia, formuje je, nie zniekształcam ani zagłuszam, nazywam po imieniu dobro i zło, stawiam sobie wymagania, dostrzegam drugiego człowieka i staram się czynić względem niego dobro - wskazał kapłan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję