Reklama

Jedwabne - zaplanowana egzekucja

O wynikach śledztwa w sprawie mordu dokonanego na Żydach w Jedwabnem z prof. Tomaszem Strzemboszem, historykiem, rozmawia Irena Świerdzewska
Niedziela Ogólnopolska 30/2002

IRENA ŚWIERDZEWSKA: - Czyogłoszone przez pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej wyniki to już cała prawda o zbrodni w Jedwabnem?

PROF. TOMASZ STRZEMBOSZ: - Zakończenie śledztwa i ogłoszenie werdyktu jest faktem bardzo dużej wagi. Śledztwo prowadzono dwa lata, uruchamiając przy tym ogromne możliwości państwa polskiego. Wystarczy powiedzieć, że prowadzący śledztwo prokurator Radosław Ignatiew zebrał 98 relacji osób, w tym sześć obcokrajowców. W Niemczech rozmawiał z Hermanem Schaperem, domniemanym dowódcą komanda gestapo, które działało najprawdopodobniej również w Jedwabnem. Śledztwo objęło badania dotyczące pocisków, które znaleziono w rejonie stodoły Bronisława Śleszyńskiego i w rejonie cmentarza żydowskiego, leżącego po drugiej stronie drogi. Pomimo dużej wagi tych faktów, nie są one ostatecznym zakończeniem polskich badań nad zbrodnią w Jedwabnem.
W czasie śledztwa postawiono tezę, że Niemcy byli sprawcami mordu sensu largo, jako jego inspiratorzy i uczestnicy pierwszej fazy, polegającej na wyciąganiu Żydów z ich domów. Natomiast Polacy byli sprawcami bezpośrednimi samego mordu. W wypowiedziach prokuratora Ignatiewa nie znalazłem dokumentacji do udowodnienia tej tezy. Przytoczył on bowiem różne relacje, nie stwierdzając wyraźnie, którym z nich wierzy, a które uważa za nieprawdziwe. W moim rozumieniu nierozstrzygnięta pozostaje kwestia udziału Niemców w konwojowaniu Żydów i podpaleniu stodoły.

- Jednak wyniki zbrodni w Jedwabnem oskarżają przede wszystkim Polaków...

- Przykład Jedwabnego obrazuje tylko fragment stosunków polsko-żydowskich. Podobne jak w Jedwabnem akty przeciwko społeczności żydowskiej miały miejsce od Mołdawii po Łotwę, a więc angażowali się w te akcje zarówno Łotysze, jak i Litwini, Białorusini czy Ukraińcy. Należy zapytać, dlaczego. Na to pytanie nikt jeszcze nie próbował znaleźć odpowiedzi. Jest to problem badawczy, którym powinni zająć się historycy.
Na tle tego szerokiego zagadnienia należałoby zapytać, dlaczego również w Jedwabnem znalazła się grupa ludzi, którzy gotowi byli dokonać morderstwa. Oba systemy totalitarne - zarówno niemiecki, jak i sowiecki - potrafiły zmobilizować spore grupy ludzi do aktów nieprzyjaznych wobec ich sąsiadów.

- Gdzie zatem szukać genezy mordu w Jedwabnem?

- Jest faktem znanym z akt procesowych, a potwierdzonym przez prokuratora Ignatiewa, że poprzedniego dnia do Jedwabnego przyjechał jeden bądź dwa samochody osobowe z funkcjonariuszami niemieckimi. Można przypuszczać, że byli to funkcjonariusze gestapo. Następnego dnia od rana rozpoczęła się akcja gromadzenia Żydów na rynku w Jedwabnem, jak potwierdza prokurator Ignatiew, przy udziale Niemców. Wiem również, że w podobnych mordach dokonywanych na Żydach na Podlasiu zawsze uczestniczyły grupy gestapowców. A więc w ich aktywności należałoby szukać genezy wydarzeń.
Druga kwestia dotyczy liczby Polaków, którzy brali udział w zbrodni. Prokurator Ignatiew stwierdza, że udało się ustalić ok. 40 osób. Byli tam nie tylko mieszkańcy Jedwabnego, ale także okolicznych wsi. A więc używając sformułowań profesora Grossa - nie tylko "sąsiedzi" zamordowanych Żydów. Czterdzieści osób to grupa, którą można zgromadzić pod presją czy ochotniczo na każdym terenie.
Wyniki śledztwa zaprzeczają w sposób dobitny tezie prof. Grossa, że polscy mieszkańcy Jedwabnego wymordowali swych żydowskich sąsiadów. Zdarzenia z 10 lipca nie miały charakteru pogromu, lecz zaplanowanej i systematycznie realizowanej egzekucji.

- Co wiemy po śledztwie o innych twierdzeniach autora książki "Sąsiedzi"?

- Badania prokuratora Ignatiewa zweryfikowały również twierdzenie prof. Grossa, iż dnia 10 lipca zamordowano w Jedwabnem 1600 osób żydowskiego pochodzenia. Jak stwierdzają dokumenty NKWD z lata 1940 r., na terenie całego rejonu jedwabińskiego mieszkało mniej niż 1400 Żydów. Wszak w skład tego rejonu wchodziły tylko 3 miasteczka: Jedwabne, Wizna i Radziłów. Niewielka liczba Żydów mieszkała także na wsi. W tej sytuacji potwierdzona przez badania archeologiczne liczba zamordowanych ok. 300 osób wydaje się całkowicie realna.
Znaleziono dwie mogiły: jedną wewnątrz stodoły Śleszyńskiego z ok. 40 osobami, drugą na skraju stodoły z ok. 300 osobami. Nie znaleziono żadnych innych grobów masowych. Dodajmy, że stodoła nie mogła pomieścić 1,5 tys. osób.

- Jak Pan Profesor ocenia wyniki śledztwa jako historyk?

- Prokurator Ignatiew, zajmując się wyłącznie Jedwabnem, nie zwrócił uwagi na fakt zauważony przez polskich historyków: także w innych miejscowościach Podlasia kazano Żydom gromadzić się na rynku, wymuszano na nich czynności upokarzające, a następnie kazano im w procesjonalnym pochodzie nosić pomniki Lenina lub Stalina. Te monumenty wrzucano potem do rzeki bądź zostawiano na cmentarzu żydowskim. Mamy więc do czynienia z określonym scenariuszem poprzedzającym mord. Scenariuszem, którego autorami byli niewątpliwie Niemcy.
Ostatni element sprawy dotyczy kuriozalnego i obraźliwego stwierdzenia. W końcowym komunikacie ogłoszono, iż ludność Jedwabnego przyglądała się zbrodni biernie. Jak określił prokurator Ignatiew, nie wiadomo, czy ze strachu, czy z aprobatą. Analogicznie można powiedzieć, że ludność Warszawy w czasie okupacji, aż do Powstania Warszawskiego, przyglądała się biernie masowym publicznym egzekucjom Polaków na ulicach. Miały one miejsce zwłaszcza od października 1943 r. do końca wiosny 1944 r. Można by zapytać z równą zasadnością: z aprobatą czy ze strachu? Można by w końcu pytać, dlaczego biernie zachowywała się ludność żydowska Jedwabnego?
Osoby, które ogłaszały komunikat, nie rozumieją, czym była okupacja. Ludność cywilna w terenie okupowanym z reguły zachowuje się biernie. Inaczej mogłyby zachować się tylko oddział partyzancki lub grupa szturmowa zorganizowana z miejscowych konspiratorów, które mogłyby zaatakować Niemców i współdziałających z nimi Polaków. Zwróćmy uwagę, że był lipiec 1941 r. Ludzie dobrze pamiętali, jak armia niemiecka przed 3 tygodniami z łatwością rozbiła oddziały Armii Czerwonej, które uważano dotąd za bardzo silne. Ludzie mieli prawo być przekonani, że jakakolwiek aktywność z ich strony wprowadzi odwet niemiecki, który mógł nadejść w każdej chwili.

- Żydowski Instytut Yad Vashem chce, aby na pomniku w Jedwabnem dopisać, że zbrodni dokonali Polacy. Jak Pan Profesor skomentuje ten fakt?

- Propozycja Yad Vashem, złożona natychmiast po ogłoszeniu wyników nie zakończonego jeszcze śledztwa, jest wysoce nieprzyzwoita. Złożyła ją instytucja, która - zdawałoby się - głównie zajmuje się honorowaniem Polaków ratujących Żydów, tworzy "las sprawiedliwych" . Robi to jednak w sposób ułomny, czemu dałem wyraz w artykule w ramach polemiki z panią Sacharewicz z Żydowskiego Instytutu Historycznego. Zgłaszanie takich propozycji, kiedy mogiła jest jeszcze świeża, a społeczeństwo polskie nie otrząsnęło się z werdyktu IPN, jest wielkim nietaktem. Traktuję go jako akt osobiście wobec mnie nieprzyjazny.

- Dziękuję za rozmowę.

Liderze już czas! EDK 2019 czeka na Ciebie!

2019-01-16 09:38

Ks. Jarosław Raczak

Przygotuj innym drogę do spotkania z Bogiem! Poszukiwani liderzy Ekstremalnej Drogi Krzyżowej 2019

Archiwum organizatorów

Noc, cisza, samotność i co najmniej 40 kilometrów wędrówki. Ekstremalna Droga Krzyżowa to forma duchowości dla tych, którzy nie boją się wyzwań. Rozpoczęła się rekrutacja liderów, którzy zainicjują EDK w swojej okolicy, aby dać innym możliwość przeżycia tego wielkopostnego nabożeństwa w niecodziennej formie.

W piątek 12 kwietnia już po raz jedenasty odbędzie się Ekstremalna Droga Krzyżowa. Tylko w 2018 r. wydarzenie przyciągnęło 80 tys. uczestników, w 353 miejscowościach, którzy pokonali 720 tras. Ekstremalna Droga Krzyżowa jest już obecna na całym świecie.

Aby w tegorocznym wydarzeniu wzięło udział jak najwięcej osób, potrzebni są liderzy, którzy zainicjują EDK w swojej okolicy.

Czym jest Ekstremalna Droga Krzyżowa

Piesza, nocna wędrówka w ciszy i samotności, co najmniej 40 kilometrów. Ekstremalna, bo trzeba pokonać tę trasę w nocy, samotnie i w skupieniu. Bez rozmów i pikników. Musi boleć, by opuścić swoją strefę komfortu i powiedzieć Bogu: jestem tutaj nie dlatego, że masz coś dla mnie zrobić, jestem, bo chcę się z Tobą spotkać. Ekstremalna Droga Krzyżowa to wyzwanie dla tych, którzy nie boją się wycieńczenia.

EDK to czas zmagania

– Na początku jest normalnie, po prostu idę, co jakiś czas stacja, krótka modlitwa – tekst rozważań czytany w świetle czołówki – opowiada o swoich doświadczeniach Bartek, jeden z uczestników EDK. – Zmaganie może zacząć się na 18, 30, albo jeszcze innym kilometrze. I raczej zostanie do końca – dodaje.

Z błogosławieństwem Papieża

W zeszłym roku Papież Franciszek, łącząc się duchowo z Organizatorami i wszystkimi Uczestnikami Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, zachęcał do ufnego powierzenia Chrystusowi siebie, swoich rodzin, przyjaciół i nieprzyjaciół, by w każdym z nich zamieszkał pokój i moc Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Na wędrówkę śladami Chrystusa, jednocząc się w modlitwie, Ojciec Święty udzielił wszystkim Apostolskiego Błogosławieństwa.

Liderzy poszukiwani

Trwają poszukiwania Liderów Rejonów – osób, które stworzą EDK w swoich miejscowościach, dając tym samym możliwość wzięcia udziału w tej wyjątkowej Drodze innym osobom ze swojego otoczenia. Im więcej Liderów, tym więcej ludzi będzie miało możliwość odkryć tę formę duchowości.

Lider rejonu EDK odpowiada m.in. za wyznaczenie trasy w swojej okolicy i przygotowanie jej opisu, promocję wydarzenia w lokalnym środowisku.

Już czas!

Liderze! Za kilka miesięcy trasami EDK przejdzie tysiące osób. To od nas zależy, czy stworzymy im warunki do spotkania z Bogiem i rozpoczęcia piękniejszego życia. Nadszedł czas, by przygotować trasy i rejony do EDK 2019.

Dołącz do nas! Wejdź na: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy widziałeś, jak On na Ciebie patrzy?

2019-02-18 02:07

Agnieszka Bugała

Arch. Niedzieli
Kaplica w Niepokalanowie

Dla kogoś, kto nie wierzy w Boga, adorowanie Jezusa w Najświętszym Sakramencie może wydawać się bez sensu. Cisza, bezruch, nic się nie dzieje. Ludzie z pochylonymi głowami, schowani, smutni, skuleni w sobie. Tkwią przed pozłoconą monstrancją z kawałkiem białego chleba w środku. O co tu chodzi?

Adoracja nie jest wymysłem proboszcza

Adoracja Chrystusa eucharystycznego praktykowana jest w Kościele już od wielu wieków. Jej korzenie sięgają wczesnochrześcijańskiej praktyki przechowywania Ciała Chrystusa z myślą o chorych. Kolejnym etapem było przedłużone wznoszenie hostii podczas sprawowania Mszy św., skąd już niedaleka droga do pojawienia się monstrancji. Do szczególnego rozwoju kultu eucharystycznego przyczynił się Sobór Trydencki, który w dokumencie z 1551 r. zalecił adorację publiczną, z wyjściem poza mury kościoła.

Ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie

Św. Jan Paweł II mówił, że całe zło na świecie mogłoby zostać przezwyciężone poprzez ogromną moc nieustającej adoracji eucharystycznej. Jedną z jego pierwszych inicjatyw po zamachu w 1981 r. było ustanowienie codziennej adoracji w Bazylice św. Piotra.

O. Raniero Cantalamessa, wieloletni kaznodzieja domu papieskiego, pisząc o kontemplacji eucharystycznej przywołuje wielu mistrzów duchowych i ich próby zdefiniowania, czym kontemplacja Eucharystii jest. I tak Hugo od św. Wiktora mówi, że to „Spojrzenie wolne, przenikające i nieruchome”. Św. Bonawentura nazywa kontemplację „uczuciowym spojrzeniem na Boga”. Św. Jan Maria Vianney opowiada o kontemplacji wieśniaka z Ars, który całe godziny spędzał nieruchomy w kościele ze wzrokiem utkwionym w tabernakulum, a pytany przez Świętego Proboszcza, co robi przez cały dzień, odpowiedział: „Nic, ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie”.

Stracone chwile

O 15.00 w kościele św. Maksymiliana na wrocławskim Gądowie ławki w kaplicy adoracji są już zajęte. Czasem trudno znaleźć kawałek miejsca. Codziennie grupa ludzi przychodzi tutaj, przed Najświętszy Sakrament i w Godzinie Miłosierdzia patrzą na Niego, a On patrzy na nich. O innych porach dnia zawsze ktoś jest. Wiem, że panie i panowie czuwają, aby Jezus nie zostawał sam. Wychodzą dopiero wtedy, gdy w kaplicy pojawi się ktoś inny.

Wiele osób praktykuje systematyczną adorację eucharystyczną. Przechodząc przez pl. Dominikański we Wrocławiu, obok kościoła Paulinów na św. Antoniego, przez ul. Sudecką, Kruczą wstępują do kaplicy adoracji, siadają w ławce i nic nie robią. Patrząc na nich z boku, można pomyśleć, że tracą czas. Mogliby wrócić wcześniej do domu. Mogliby wyjść później do pracy. Mogliby przez kwadrans przeczytać kilka stron pobożnej lektury, a jednak wybierają spotkanie z ukrytym i niewidzialnym Bogiem w Eucharystii. Czy to coś daje? Hans Urs von Balthasar, jeden z największych teologów naszych czasów i zarazem człowiek kontemplacji tłumaczy, że „sekret adoracji należy do Boga, a nie do nas”.

- Jak często przychodzi pani do tej kaplicy? - pytam ubraną w granatowy płaszcz starszą panią pod gądowskim kościołem. - Codziennie - mówi. - Ale dlaczego? – pytam. - Bo mam Mu tyle do powiedzenia...

Dlaczego warto?

Wielu kapłanów zaświadcza, że od kiedy tylko ustanowili w swych parafiach nieustanną adorację, to wszystko zaczęło się zmieniać. Szatan wyrzucany jest z każdego miejsca, gdzie adoruje się nieustannie Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Trzeba wreszcie uwierzyć w to, że Jezus w hostii jest Panem, który wyrzuca demony i działa z mocą oraz skutecznością nieskończenie większą niż wszystkie siły bezpieczeństwa na ziemi.

Słodkie owoce krótkich spotkań

Pierwszym owocem adoracji jest najpierw wzrost nadprzyrodzonej wiary. Aby adorować, trzeba czynić akty wiary. Nie czujemy Jego obecności, nie widzimy Go. Aby adorować biały, okrągły kawałek chleba, trzeba naprawdę oprzeć się na słowie Chrystusa, które jest prawdą i nie oszukuje nas mówiąc: To jest Ciało Moje. Potem dzieją się cuda, słodkie owoce tych cichych spotkań. Matka Teresa wielokrotnie świadczyła o przedziwnej mocy adoracji: „Jeśli pragniecie mieć nowe powołania do waszych wspólnot - mówiła - to ustanówcie codzienną adorację. Od kiedy uczyniły to Misjonarki Miłości, ilość powołań podwoiła się”. Ale nie zawsze jest na to zgoda i chęci. Tłumaczymy się trudnościami lokalowymi: kościół zbyt mały, brak dodatkowych zabezpieczeń dla Najświętszego Sakramentu, ludzi to nie interesuje, nie mają potrzeby, itd.

Chrystus, choć zostawił się nam w chlebie, jest tak bardzo od nas zależny, że nie może sam wyjść w Eucharystii do ludzi, jeśli Go nie wyniesie kapłan. Mówimy o trudnościach duszpasterskich, narzekamy na rozwody, rozbite rodziny, brak powołań, kłopoty z młodzieżą, na brak zaangażowania parafian. A może ratunek jest w zasięgu ręki? Może częstsza, stała adoracja Najświętszego Sakramentu w parafiach to sposób na panoszące się jak u siebie zło i słabość ducha?

On nie ma telefonu

Te spotkania adoracyjne mogą nam się wydawać zupełnie bez sensu. Jednak dzwonimy do przyjaciół, daleko mieszkających rodziców. Opowiadamy im o naszej pracy, problemach ze zdrowiem, o sukcesach, dzieciach, złym szefie i nowych meblach. Wykupujemy specjalne pakiety, aby taniej, więcej, dłużej mówić. O czym opowiadamy Bogu? Czy w czasie jednej niedzielnej Mszy, rozproszeni i czasem znudzeni, jesteśmy w stanie o czymś Mu powiedzieć? Omówić z Nim ważne sprawy? Bóg nie ma telefonu, a Jego tęsknota za nami jest większa niż każdego z ludzkich przyjaciół. Czy adoracja, to krótkie zatrzymanie przed Nim, oczekującym, nie jest dobrym i przystępnym sposobem, aby Go naprawdę spotkać?

Na czym to polega, skoro On milczy?

- Kontemplować, to intuicyjnie skupiać się na rzeczywistości Bożej - mówi o. Cantalamessa - i radować się jej obecnością. Są tutaj zawsze dwa spojrzenia, które się spotykają: nasze spojrzenie na Boga i Boże spojrzenie na nas. Jeśli czasem nasze spojrzenie obniża się i słabnie, to jednak nigdy nie słabnie Boże spojrzenie. Kontemplacja eucharystyczna sprowadza się niekiedy po prostu do towarzyszenia Jezusowi, do pozostawania w zasięgu Jego spojrzenia, dając także Jemu radość kontemplowania nas, bo chociaż stworzenia nic nie znaczące i grzeszne, to jednak jesteśmy owocem Jego Męki, tymi, za których On oddał życie - tłumaczy.

Jest w adoracji tajemnica spotkania z Bogiem. I dla każdego człowieka to spotkanie jest inne. W każdym sercu Bóg objawia się inaczej.

Oczy zakochanych

Zakochani siedzą na sofie, na podłodze w kącie pokoju, na ławce w parku i często nic nie robią, tylko patrzą w swoje oczy. Znamy zresztą takie powiedzenie: Czy widziałeś, jak on na nią patrzy? I wiemy, że to znaczy, że pokochał.

Adoracja jest takim patrzeniem dwojga zakochanych. Jednego - do szaleństwa, aż po krzyż. I drugiego, który nawet jeśli jeszcze nie umie kochać, to przynajmniej pozwala na siebie patrzeć.

Adoracja jest nie tylko wystawieniem Najświętszego Sakramentu. Ona jest też wystawieniem całego człowieka na spojrzenie Boga. Czy spojrzenie Kogoś, kto tak kocha, nie koi wszystkich bolączek? Nie leczy wszystkich zranień?

Szczere rozmowy

Mały chłopiec, ciągnąc za rękaw próbującą modlić się kobietę, pytał: Mamusiu, a czy temu Panu Bogu to nie jest zimno w tym złotym domku?

A czy temu Panu Bogu, który tak kocha, że dał się za nas zabić, to nie jest smutno czekać na człowieka w pustych kościołach, w tylu tabernakulach świata? - moglibyśmy spytać.

Jeśli jeszcze nigdy nie próbowałeś spotykać się z Panem Bogiem w adoracji, jeśli monstrancja i hostia kojarzą ci się tylko z procesjami Bożego Ciała, to ta propozycja jest dla ciebie: Przyjdź, niekoniecznie od razu codziennie, niekoniecznie na godzinę, niekoniecznie z dobrym humorem. Przyjdź taki, jakim jesteś. Jutro po pracy. Albo rano, zatrzymując się przed mijanym po drodze kościołem. Wejdź do środka. Uklęknij przed tabernakulum i patrząc we własne serce powiedz: On patrzy na mnie teraz… A ja znów pokłóciłem się z żoną, brakło mi pieniędzy, aby zapłacić rachunki, nie dam rady z terminami w pracy, dzieci mnie złoszczą, nie mam dla nich cierpliwości, wypiłem z kumplami kilka piw za dużo… Źle mi, trudno, ale On patrzy na mnie. I takiego mnie chce. Teraz.


Miejsca Adoracji Najświętszego Sakramentu we Wrocławiu:

- Kościół Opatrzności Bożej

ul. Nowodworska 64

Dni powszednie: 7.30 - 1800

Niedziele: 14.00 – 18.00

- Kościół św. Antoniego (oo. Paulini)

ul. św. Antoniego 30

Dni powszednie: 9.00 – 12.00 i 15.00 – 18.00 (podczas wakacji tylko 15.00 – 18.00)

- Kościół św. Wojciecha (oo. Dominikanie)

Plac Dominikański 2

Dni powszednie: 7.00 – 19.00 w kaplicy św. Józefa

- Kościół św. Maksymiliana Marii Kolbego

ul. Horbaczewskiego

Dni powszednie: 7.00 – 18.00

Niedziele: 13.30 – 16.00

- Kościół Ducha Świętego

ul. Bardzka

Dni powszednie (pn-pt): 8.00 – 18.00

Adoracja całonocna: w każdą I sobotę miesiąca

Adoracja w I-niedzielę miesiąca: po każdej Mszy Św. i od godz. 15.00 (po Mszy Św.) do godz. 17.00

- Kościół św. Augustyna (oo. kapucyni)

ul. Sudecka

Dni powszednie: 6.00 – 21.30 w kaplicy Adoracji

- Kościół św. Karola Boromeusza (oo. franciszkanie)

ul. Krucza

Dni powszednie (poniedziałek - piątek) 7.30 – 17.50 w Kaplicy Matki Bożej Łaskawej

- Katedra św. Jana Chrzciciela

Pl. Katedralny

Dni powszednie (poniedziałek-sobota) 8.30-13.00 i 15.00-18.00 w kaplicy Chirurgów

- Kościół św. Ignacego Loyoli (oo. Jezuici)

ul. W. Stysia

Czwartki: 18.30 – 21.00

- Kościół św. Elżbiety

ul. Grabiszyńska

Piątki: 17.00 – 18.30

- Kościół Opieki św. Józefa

ul. Ołbińska

Piątki: 15.00 – 18.00

- Kościół MB Bolesnej

ul. Tatarakowa

Środy: 9.30 – 21.30

Piątki: 18.30 – 20.00

- Kościół św. Jerzego Męczennika i Podwyższenia Krzyża Świętego

ul. Biegła

codziennie 1. etap - 7.30 - 9.00, 2. etap - 15.00 - 17.30

Adoracja dla mam z małymi dziećmi:

Fundacja Evangelium Vitae

ul. Rydygiera

Kaplica – bud B, p. I

W piątki po Mszy św. o godz. 9.00 do godz. 10.15

Jeśli chcesz uzupełnić lub poprawić listę, prosimy o kontakt.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem