Reklama

Pro i contra

Jerzy Robert Nowak
Niedziela Ogólnopolska 1/2003

Fiasko nagonki na Radio Maryja

W tygodniku Newsweek Polska, który parę miesięcy temu wraz z Wprost inicjował agresywną napaść na Radio Maryja, czytamy pełną goryczy konstatację Michała Karnowskiego pt. Rydzyk wzmocniony (nr z 15 grudnia). Autor pisze m.in.:
"Ostatni weekend był dla ojca Tadeusza Rydzyka wielkim świętem. Stworzone przez niego Radio Maryja obchodziło 11. rocznicę istnienia. Do Torunia ściągnęły tysiące słuchaczy, biskupi i związani z radiem politycy. Wszyscy dumni ze sprawnego odparcia - jak mówił ojciec Rydzyk - zmasowanych ataków na rozgłośnię, (...) za radiem opowiedzieli się biskupi, wsparcie płynie od ZChN po prymasa".
Ubolewając nad błędami organizatorów nagonki, które ułatwiły wzmocnienie pozycji Radia Maryja, Karnowski pisał m.in.: "Wiele niezręczności popełniły też władze państwowe. Trzeba nie mieć za grosz wyczucia, żeby do referowania działań administracji wystawić wiceministra Wiesława Ciesielskiego, który publikował w antyklerykalnym brukowcu Fakty i Mity..."

Spartaczony film

Nawet w jednym z mediów najagresywniej atakujących Radio Maryja pojawiło się spóźnione smętne przyznanie, że inicjujący nagonkę film Morawskiego został fatalnie spartaczony. Przyznał to nawet znany skądinąd ze skrajności sądów tropiciel rzekomego "polskiego antysemityzmu" Sergiusz Kowalski w tekście pt. Ten film to zła robota (Gazeta Wyborcza z 29 listopada). Pisał tam m.in.: "Łatwo, jak wiadomo, wylać dziecko z kąpielą. Łatwo zrobić komuś niedźwiedzią przysługę. Łatwo też zachować się jak słoń w składzie porcelany. Wszystko to udało się Jerzemu Morawskiemu w reportażu o Radiu Maryja (...). Poetyka reportażu Jerzego Morawskiego przypomina wzorce demaskatorskiego dziennikarstwa stanu wojennego".
Nader wymowna była zawarta w tekście Kowalskiego konkluzja: "Byłem wstrząśnięty - więcej takich reportaży, zwłaszcza w telewizji publicznej, a słuchalność Radia Maryja wzrośnie o dalszych parę milionów".
Nawet zdecydowanie wybraniająca film Morawskiego, jak widać rzeczniczka tego typu "dziennikarstwa śledczego" - Ewa Milewicz musiała przyznać skrajność filmu: "Bywa, że autor filmu posuwa się za daleko, np. nazywa dealerkami panie przynoszące w reklamówkach pieniądze od ojca Rydzyka do kantorów. To nadużycie. Dealerami nazywa się przecież handlarzy narkotyków, a ci narażają życie i zdrowie ludzi. Użycie słowa dealerka wobec parafianek o. Tadeusza Rydzyka ani do nich nie pasuje, ani do niego" (tekst Bronię Morawskiego w Gazecie Wyborczej z 29 listopada).

Reklama

Zamach na wolność słowa

W ocenie Waldemara Żyszkiewicza (tekst Kościółek w Kościele, Tygodnik Solidarność z 13 grudnia): "Niedawny atak na Radio Maryja był starannie przygotowany. Rozpisany na głosy, podzielony na fazy. Wprawdzie tym razem się nie powiódł, a radio wyszło zeń może nawet doraźnie wzmocnione, ale warto przeanalizować okoliczności tego zamachu na wolność słowa w Polsce. I w porę wyciągnąć wnioski.
Rządzący obóz lewicy jeszcze raz dowiódł, że stosunki państwo-Kościół traktuje wyłącznie w kategoriach bieżących taktyki politycznej. Instrumentalnie. W okresie starań o członkostwo w UE postkomuniści kokietują wprawdzie hierarchów polskiego Kościoła, by zapewnić sobie co najmniej ich neutralność, ale nie można mieć złudzeń: za plecami Millera, który nie przepuści żadnej okazji, aby pokazać się u boku Jana Pawła II, czai się już Jaruga-Nowacka z feministkami. Minister Ciesielski z antyklerykałami z Faktów i Mitów. Poseł Gadzinowski z groźnym skandalistą Urbanem. Także wielu innych (...). Z punktu widzenia ateistycznej lewicy grzechem pierworodnym Radia Maryja jest jego niezależność. Natomiast głoszony przez gości i słuchaczy radia eurosceptycyzm czy wręcz euronegatywizm to tylko jedno z wielu mniejszych przewinień, których naganność zależy od aktualnej linii partii.
Gorzej, że do walki z radiem włączyły się także środowiska głoszące tzw. katolicyzm otwarty, czyli - kolokwialnie rzecz ujmując - katolewica. (...)
Nie jest to liczna grupa. Wystarczy przypomnieć, że kierowany przez ks. red. Bonieckiego tygodnik - przy 6-7 tysiącach sprzedawanych egzemplarzy - stał się już całkiem niepowszechny. Tym bardziej mogła zaskoczyć skwapliwość, z jaką niektórzy reprezentanci tego swoistego kościółka w Kościele wzięli udział w zmasowanym ataku na o. Tadeusza Rydzyka. Zdecydowali się na to, choć polska hierarchia kościelna jasno dała do zrozumienia, że nie dopuści do ograniczenia niezależności toruńskiej rozgłośni, stanowiącej tak ważny element w panoramie polskich mediów katolickich. Widocznie jednak apetyt katolewicy na to radio przeważył nad potrzebą zachowania jedności..."

Czytelnicy "Rzeczpospolitej" burzą się

Rzeczpospolita kolejny raz wyraźnie się odsłoniła w sprawie nagonki na Radio Maryja. Kolejny raz, tak jak przy agitkach Rzeczpospolitej na temat Jedwabnego, wyszła na jaw cała stronniczość tego dziennika, tak starannie przez lata próbującego budować mit o swoim obiektywizmie. Pod kierownictwem Macieja Łukasiewicza Rzeczpospolita niejednokrotnie w ostatnich latach posuwała się aż do tendencyjności sięgającej bruku i godzącej w wartości chrześcijańskie i patriotyzm. Dość przypomnieć choćby niektóre pełne wulgaryzmów i chamstwa teksty Tomasza Jastruna. Dodajmy, że wcześniej Rzeczpospolita piórem Aliny Grabowskiej popisała się iście szaleńczymi pomówieniami o "antysemityzm", które wywołały rozliczne protesty.
Pod tym względem ton nadaje sławetny felietonista Rzeczpospolitej podpisujący się jako "Kronikarz", który za "antysemityzm" uznał kiedyś nawet to, że ktoś wspomniał o żydowskiej narodowości sławetnego aferzysty i mafioso Dawida Bogatina.
W ostatniej nagonce na Radio Maryja Rzeczpospolita wyróżniła się nie tylko prawdziwie skandalicznym dwuczęściowym tekstem Jerzego Morawskiego, współgrającym z jego oszczerczym filmem telewizyjnym. Głos zabrał nawet sam redaktor naczelny tego dziennika Maciej Łukasiewicz w tekście pt. Sekrety ojca dyrektora, z grubej rury waląc w Radio Maryja za jego rzekome "kłamstwa" i "antysemityzm" (Rzeczpospolita z 26 listopada). Zarówno tekst Morawskiego, jak i komentujący tekst naczelny redaktor Rzeczpospolitej spotkali się z bardzo ostrymi reakcjami części czytelników Rzeczpospolitej. Oto jakże wymowne stwierdzenia z listu jednego z nich, drukowanego w Rzeczpospolitej z 5 grudnia (podejrzewam, że redakcja Rzeczpospolitej nie zdobyła się na przedstawienie prawdziwie szerokiej gamy listów, które napłynęły do niej w związku z tą sprawą). Jerzy Baranowski z Krakowa pisał: "Z wielkim smutkiem przeczytałem artykuł dotyczący ojca Rydzyka i pana (redaktora naczelnego - red.) komentarz do niego. Gazeta, którą bardzo ceniłem za obiektywność i wiarygodność, wkomponowała się w kampanię przeciw Radiu Maryja. Wyniki tej kampanii są oczywiste. Wzrośnie potęga ojca Rydzyka i spadnie wiarygodność atakujących go mediów, a wszystko przez to, że kampania ta jest prowadzona nierzetelnie i nieuczciwie. Film pokazany w TVP (Imperium ojca Rydzyka - red.) był dla przeciętnego telewidza prymitywnym paszkwilem. Po obejrzeniu natychmiast przypomniała mi się legendarna rozmowa w więzieniu Lecha Wałęsy z bratem na temat pieniędzy i późniejszy reportaż pokazywany w TVP przez Jerzego Urbana. Film o ojcu Rydzyku miał taki sam wydźwięk. Pan, panie redaktorze, powielił ten sam schemat na łamach Rz, choć ze względu na styl i zawartość merytoryczną reportażu nigdy nie powinien być zamieszczony na łamach Rzepy. Nie mam nic przeciwko zajmowaniu się tematem Radia Maryja, ale nie w takim stylu. Jeżeli martwią pana finanse radia, to dlaczego nie koncentrujecie się państwo na pytaniach do urzędów skarbowych. Przecież w Polsce, państwie prawa, urzędnicy skarbowi mogą zniszczyć każdego, a nic nie wiedzą o o. Rydzyku? Jedno jest pewne, o. Rydzyk nikomu pieniędzy nie ukradł, natomiast giną miliardy budżetowych złotych w funduszach, w ZUS (do dziś kilkanaście milionów obywateli nie wie, jaki jest ich kapitał emerytalny) i tutaj brakuje determinacji w tropieniu złodziei. Radio Maryja jest radiem prywatnym i nie ma dla mnie znaczenia, jakie opinie są tam głoszone, bo utrzymuje się z dobrowolnych datków. Natomiast TVP (tak zwana publiczna) pokazuje Leszka Millera i informuje, jak nam będzie dobrze w Unii Europejskiej za moje pieniądze, i to mnie martwi. Dlaczego nie pisze pan, że problemem jest to, iż media publiczne są mediami partyjnymi. Wielu boli wzrastająca potęga o. Rydzyka i Radia Maryja. Potęga ta rosła i rośnie dzięki temu, że w polskich mediach brakowało opinii głoszonych przez o. Rydzyka, a media są ponoć wolne i obiektywne. Referendum akcesyjne jest już przegrane, bo ludzie nie pójdą na referendum. Wiedzą o tym SLD i prezydent, wnosząc ustawę dającą furtkę wejścia do UE wbrew wynikom referendum. Niektórzy myślą, że poprzez agitki typu ataki na Radio Maryja coś da się zmienić, a to tylko powoduje, że niezdecydowani przejdą na stronę o. Rydzyka. SLD wykonuje nerwowe ruchy, które wkrótce przerodzą się w konwulsje, a skończą sromotnym oddaniem władzy PiS, LPR i Samoobronie".

Tę wspólnotę miał na myśli papież, gdy mówił o wykorzystywaniu zakonnic

2019-02-18 20:52

pb (KAI/freres-saint-jean.org/VaticanNews), st / Lyon

W czasie lotu z Abu Zabi do Rzymu 5 lutego papież Franciszek odpowiedział na pytanie o wykorzystywanie seksualne zakonnic przez niektórych duchownych. Przyznał, że takie zjawisko istnieje i że „z tego powodu paru księży zostało usuniętych” z kapłaństwa, a nawet rozwiązano pewne żeńskie zgromadzenie zakonne.

wikipedia.com
O. Marie-Dominique Philippe, 2005 r.

Dyrektor ad interim Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej Alessandro Gisotti wyjaśnił później, że papież miał na myśli francuski Instytut Sióstr św. Jana i św. Dominika, wywodzący się spośród byłych członkiń żeńskiej gałęzi kontemplacyjnej Wspólnoty św. Jana. Jej założyciel, o. Marie-Dominique Philippe już po swej śmierci w 2006 r. został oskarżony o zachowania sprzeczne z czystością, jakich miał się dopuścić wobec sióstr. Poinformował o tym - „z własnej inicjatywy” - w 2013 r. ówczesny przeor generalny Braci św. Jana.

Założyciel

Marie-Dominique Philippe urodził się w 1912 r. w Cysoing na północy Francji jako ósme z dwanaściorga dzieci, z których siedmioro wybrało życie zakonne (w tym znany w Polsce o. Thomas Philippe OP, współzałożyciel wspólnot Arki). W 1930 r. wstąpił do zakonu dominikanów, a w 1936 r. przyjął święcenia kapłańskie. W latach 1939-45 i 1951-62 wykładał filozofię i teologię w Le Saulchoir (znanym dominikańskim domu studiów prowincji paryskiej), zaś w latach 1945-82 na uniwersytecie we Fryburgu Szwajcarskim.

Wokół o. Philippe skupiła się grupa studentów pragnących jedności między nauczanymi prawdami i osobistym życiem nauczającego. 8 grudnia 1975 r. w cysterskim opactwie Lérins we Francji, w trakcie głoszonych przez niego rekolekcji, zawiązała się wspólnota braci. Reguła wspólnoty, której patronowała francuska mistyczka Marta Robin, została oparta na Ewangelii św. Jana.

O. Philippe był cenionym rekolekcjonistą dla księży i osób konsekrowanych. W domu Marty Robin przez 17 lat prowadził także rekolekcje dla członków powołanych przez nią Ognisk Miłości. W 1981 r. Wspólnota św. Jana osiadła w Burgundii. Po roku powstało zgromadzenie sióstr kontemplacyjnych, dwa lata później zgromadzenie sióstr apostolskich. Dziś około 550 braci oraz 300 sióstr kontemplacyjnych i apostolskich żyje w kilkudziesięciu domach zakonnych na całym świecie.

Cechą charakterystyczną Wspólnoty jest poszukiwanie prawdy poprzez studiowanie filozofii i teologii. Szczególne miejsce zajmują tu myśl św. Tomasza z Akwinu i metafizyka. Wspólnota nie ma ukierunkowanego charyzmatu apostolskiego - pragnie służyć Kościołowi modlitwą i poszukiwaniem prawdy, a dzieła apostolskie podejmuje w zależności od lokalnych potrzeb. Np. we Francji bracia i siostry pracują wśród narkomanów, w Wilnie zajmują się formacją w diecezjalnym seminarium duchownym, a w Bukareszcie organizują opiekę nad tzw. dziećmi ulicy.

Wokół zgromadzeń skupiają się też świeccy sympatycy duchowości św. Jana: oblaci, którzy przyrzekają żyć zgodnie z radami ewangelicznymi: ubóstwem, czystością i posłuszeństwem na tyle, na ile stan i obowiązki im pozwolą - inaczej wygląda życie małżonków, ludzi wolnych, czy osób w podeszłym wieku. Wraz z braćmi i siostrami tworzą oni Rodzinę św. Jana.

Kryzysy

Do pierwszego kryzysu doszło w męskiej gałęzi Wspólnoty. Pojawiały się zarzuty o presję psychologiczną, zrywanie więzi z rodziną, brak opieki medycznej, metody formacyjne właściwe sektom, co przełożeni kategorycznie odrzucali. Jednak w 2000 r. bp Raymond Séguy, ówczesny ordynariusz Autun, pod którego władzą znajdował się instytut, wyraził zaniepokojenie zmęczeniem fizycznym i moralnym braci, wyczerpaniem, zachowaniami sprzecznymi z życiem chrześcijańskim i religijnym. Skłoniło to Stolicę Apostolską do mianowania trzech asystentów, którzy mieli doradzać i pomagać w kierowaniu Wspólnotą.

W 2009 r. doszło do kryzysu w żeńskiej gałęzi kontemplacyjnej Wspólnoty. Według samych sióstr, problemy dotyczyły zarządzania oraz różnic poglądów na temat powołania, co zakłócało ich jedność. Z tego powodu kard. Philippe Barbarin z Lyonu, któremu siostry podlegały, zwolnił z funkcji przeoryszy generalnej s. Alix Parmentier, która współpracowała z o. Philippe przy zakładaniu instytutu sióstr kontemplacyjnych i od 1982 r. nim kierowała. Po uzgodnieniu z watykańską Kongregacją ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego kard. Barbarin mianował nową przełożoną generalną. Decyzji tych nie zaakceptowała jednak część (ponad 30) sióstr, które postanowiły opuścić zgromadzenie.

W związku z tym kongregacja mianowała komisarza, którego władza jest taka jak przełożonej generalnej. Został nim bp Jean Bonfils z Nicei, którego zadaniem było przywrócenie zgromadzeniu jedności. Kongregacja nakazała też, aby cztery siostry z dawnej rady generalnej, w tym s. Alix, nie wywierały wpływu na resztę zgromadzenia.

Zdaniem bp. Bonfilsa, zgromadzenie sióstr kontemplacyjnych św. Jana przeżywało kryzys wzrostu, co jest typowe dla każdego zakonu, który po okresie fundacji musi przejść do fazy instytucjonalizacji. Tłumaczył, że s. Alix jest już w wieku, w którym powinna ustąpić ze stanowiska, tym bardziej, że Kodeks Prawa Kanonicznego przewiduje, że przełożeni nie powinni zbyt długo rządzić bez przerwy. Hierarcha podkreślał, że siostry powinny też uzgodnić między sobą, jaki jest charyzmat ich instytutu. Konieczne jest odnalezienie równowagi między czasem poświęcanym na modlitwę, studia biblijne i teologiczne, samotność, życie liturgiczne, wspólnotowe, pracę ręczną czy odpoczynek. Wspólnota św. Jana należała do najbardziej dynamicznie rozwijających się nowych gałęzi życia zakonnego. Wielokrotnie jednak rodzice młodych sióstr, czy też byłe zakonnice, które opuściły zgromadzenie, wskazywały na trudności: nadmierne obciążanie pracą najmłodszych sióstr czy problemy związane ze zdrowiem fizycznym i psychicznym.

W 2011 r. nowym komisarzem został bp Henri Brincard z Puy-en-Velay. Rok później siostry, które opuściły zgromadzenie, założyły w Kordowie w Hiszpanii Instytut Sióstr św. Jana i św. Dominika. Dołączyło do nich 70 nowicjuszek z dotychczasowej żeńskiej gałęzi kontemplacyjnej. Jednak w styczniu 2013 r. papież Benedykt XVI rozwiązał instytut. W 2014 r., w porozumieniu ze Stolicą Apostolską, bp Brincard zaproponował siostrom, które opuściły Wspólnotę św. Jana, by stworzyły stowarzyszenie wiernych, które w przyszłości stanie się wspólnotą zakonną, pod warunkiem wykluczenia z niego wspomnianych wcześniej czterech sióstr z rady generalnej. W sierpniu 2014 r. powstała w diecezji San Sebastian wspólnota Maria Stella Matutina (Maryi Gwiazdy Zarannej). W lutym 2016 r. zmarła s. Alix Parmentier.

Zarzuty

W międzyczasie, w 2013 r. przeor generalny o. Thomas Joachim poinformował swych współbraci o istnieniu świadectw nt. uchybień w dziedzinie czystości w życiu założyciela Wspólnoty. O. Marie-Dominique Philippe miał się ich dopuścić wobec kobiet, których był kierownikiem duchowym.

List do wszystkich braci Wspólnoty powstał w wyniku kapituły generalnej, jaka odbyła się w dniach 9-29 kwietnia 2013 r. Przyznając, że postać założyciela była dotychczas poddawana „pewnej idealizacji”, o. Joachim ujawnił, że podczas kapituły wspomniał o „świadectwach zgodnych i wiarygodnych w oczach tych, którzy mieli do nich dostęp (władz kościelnych i naszego zgromadzenia, w tym mnie), mówiących, że o. Philippe czasem podejmował działania sprzeczne z czystością wobec dorosłych kobiet, którym towarzyszył”. Według rzecznika Wspólnoty, br. Renaud-Marie, sprawa dotyczyła od pięciu do dziesięciu przypadków, wśród których nie było jednak stosunku płciowego.

O. Joachim dodał, że o. Philippe pozostaje założycielem Wspólnot i przyznał, że sam wiele mu zawdzięcza, w tym formację filozoficzną i teologiczną. „Moja wdzięczność pozostaje nienaruszona. Umiejmy wszyscy zachować tę wdzięczność za to, co otrzymaliśmy od niego, bardziej uświadamiając sobie charyzmat, którego był narzędziem, i czuwajmy nad swoim życiem, aby się bardziej uświęcać” - napisał przeor.

Wyjaśnienie

Po wypowiedzi papieża Franciszka i sprecyzowaniu jej przez Gisottiego, przeor generalny braci oraz przeorysze generalne sióstr kontemplacyjnych i sióstr apostolskich ogłosili 7 lutego br. w internecie list, w którym wyrazili głębokie współczucie „kobietom, które wielkodusznie ofiarując swe życie Bogu, stały się ofiarami” nadużyć, a także zapewniając o zaangażowaniu w walkę z nadużyciami „w komunii z papieżem Franciszkiem”.

- Rodzina św. Jana potępia nadużycia seksualne i nadużycia władzy swego założyciela, stwierdzone na podstawie zgodnych świadectw. Wśród kobiet-ofiar tych nadużyć znajdowały się siostry. Zgodne świadectwa sióstr i byłych sióstr mówią także o nadużyciach popełnionych w przeszłości przez braci. Zostały już na nich nałożone sankcje, a w [kolejnych] przypadkach trwają procedury. Władze Braci św. Jana są zdecydowane, by każdy przypadek nadużyć był potraktowany zgodnie z wytycznymi Kościoła katolickiego i prawa cywilnego - zapewnili przełożeni Wspólnoty.

Podkreślili, że od kilku lat bracia podejmują liczne działania, mające na celu zapobieganie sytuacjom nadużyć i zajmowanie się nimi: ulepszenie rozeznawania powołaniowego, formowanie dojrzałości uczuciowej braci, wprowadzenie procedur (zatwierdzonych przez Stolicę Apostolską), obejmujących m.in. przekazywanie informacji organom sądowym, stworzenie komisji (w skład której weszli także świeccy), mającej badać świadectwa, zeznania i skargi dotyczące nadużyć.

Ponadto 80 sióstr, z których obecnie składa się żeńska gałąź kontemplacyjna, podporządkowało się decyzjom władz kościelnych podjętym w 2009 r. i wprowadziło wówczas żądane reformy, „dotyczące zarządzania i wpływu”. - Siostry św. Jana nigdy nie zostały rozwiązane - zaznaczyli przełożeni. Natomiast w 2014 r. papież Franciszek ostatecznie wykluczył z życia zakonnego „cztery byłe odpowiedzialne, które sprzeciwiały się decyzjom podjętym przez władze kościelne i promowały rozłam”. Zarówno siostry, jak i bracia św. Jana od kilku lat „podejmują pracę nad odbudową [Wspólnoty] i naprawą tego, co powinno być poprawione, w pełnej współpracy z Rzymem i z pomocą podmiotów zewnętrznych”.

Osoby, które były ofiarami nadużyć ze strony członków Rodziny św. Jana mogą pisać do Komisji SOS Nadużycia, powołanej przez Wspólnotę, na adres: sos.abus@stjean.com lub na adres otwarty przez Konferencję Biskupów Francji: paroledevictimes@cef.fr.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Częstochowscy teologowie o duszpasterskiej odpowiedzialności proboszcza za katechizację

2019-02-19 20:57

Ks. Mariusz Frukacz

Zagadnienie obecności katechezy w szkole i konieczność katechezy parafialnej były przedmiotem naukowej refleksji członków Częstochowskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Teologicznego. Teologowie spotkali się 19 lutego w siedzibie PTT przy Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

W spotkaniu wzięli udział członkowie Częstochowskiego Oddziału PTT na czele z Ks. dr hab. Pawłem Maciaszkiem, kierownikiem PTT Oddziału w Częstochowie. Punktem wyjścia do dyskusji był referat ks. mgr. lic. Bartłomieja Bardelskiego na temat: „Duszpasterska odpowiedzialność proboszcza za katechizację w świetle obowiązujących dokumentów Kościoła”.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

Prelegent mówiąc o duszpasterskiej odpowiedzialności proboszcza za katechizację przypomniał, że katecheza należy do posłannictwa i misji Kościoła – Zadaniem katechezy jest wprowadzenie człowieka w znajomość prawd wiary i w rzeczywistość Kościoła – mówił prelegent i dodał: „Proboszcz odpowiada za katechezę szkolną i parafialną”.

Ks. Bardelski dużo miejsca poświęcił katechezie młodzieży i podkreślił znaczenie „wspierania inicjatyw młodzieżowych”.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

- Ważne miejsce w misji Kościoła zajmuje również katecheza parafialna. Nauczanie wiary w parafii jest ściśle związane ze sprawowaniem sakramentów. Parafia jest właściwym i pierwszoplanową przestrzenią katechizacji. Szczególne znaczenie ma prowadzenie katechezy dorosłych – kontynuował ks. Bardelski.

- Bardzo ważna jest katecheza chrzcielna, katecheza przed pierwszą spowiedzią i komunią świętą. Ogromne znaczenie ma właściwie przeprowadzona katecheza przed bierzmowaniem i katecheza przedślubna. Tutaj również ważna jest troska o nowopowstające rodziny, a zwłaszcza doprowadzenie młodych ludzi do przekonania, że łaska sakramentalna nie jest chwilowa – podkreślił prelegent.

- Istotna w misji Kościoła i w dziele katechizacji jest jedność środowiska szkolnego, parafialnego i rodzinnego – zaznaczył ks. Bardelski.

W trakcie dyskusji członkowie PTT zwrócili uwagę m. in. na konkretne problemy w katechezie szkolnej, jak usytuowanie katechezy na ostatnich godzinach lekcyjnych, wypisywanie się młodzieży z katechezy, jak również wpływ kultury masowej i mody na to, że niewielki procent młodych ludzi podziela nauczanie moralne Kościoła, zwłaszcza w zakresie nierozerwalności małżeństwa.

Na zakończenie spotkania omówiono kwestie związane z przygotowaniem i przebiegiem Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej nt. „Aktualne wyzwania teologii”, która odbędzie się 9 maja 2019 r. w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie.

Polskie Towarzystwo Teologiczne zostało założone przez profesorów Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie, w 1924 r. Ogromną rolę u jego początków odegrał ks. prof. Aleksy Klawek. Zadaniem PTT było ożywienie obumarłego w czasie zaborów ruchu naukowo-teologicznego i zainteresowanie nim najszerszych kręgów duchowieństwa.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

Oddział PTT w Częstochowie istnieje od 1997 roku. Skupia duchownych i świeckich, wykładowców Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej i Instytutu Teologicznego w Częstochowie, pracowników Kurii Metropolitalnej, duszpasterzy parafialnych, katechetów oraz inne osoby świeckie. W ramach swej działalności oddział organizuje okolicznościowe odczyty, sympozja i sesje naukowe. Specyficzną formą działalności częstochowskiego oddziału są organizowane co pewien czas Zaduszki Teologiczne poświęcone pamięci zmarłych członków PTT w Częstochowie.

Pierwszym kierownikiem Oddziału PTT w Częstochowie był ks. dr Teofil Siudy. Następnie funkcję tę pełnił ks. dr Jerzy Bielecki, a obecnie jest nim ks. dr hab. Paweł Maciaszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem