Reklama

Język religijny

Wielką czy małą literą


Niedziela Ogólnopolska 28/2004

O zasadach pisowni słownictwa religijnego z o. dr. hab. Wiesławem Przyczyną - przewodniczącym Komisji Języka Religijnego PAN - rozmawia ks. Tomasz Opaliński

Ks. Tomasz Opaliński: - Proszę Ojca, Rada Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk na posiedzeniu plenarnym 7 maja 2004 r. zatwierdziła normy dotyczące ujednolicenia pisowni słownictwa religijnego. Czy, zdaniem Ojca, zachodzi potrzeba takiej kodyfikacji?

O. Wiesław Przyczyna: - To uporządkowanie było potrzebne, ponieważ w systemie komunistycznym ideologia sięgała bardzo daleko i głęboko i dotykała nawet ortografii. Stąd niemal wszystkie słowa z zasobów języka religijnego pisano małą literą, aby obniżyć ich wartość. Po odzyskaniu wolności nastąpiła druga skrajność: wszystkie słowa dotyczące religii, ze względu na szacunek, zaczęliśmy pisać wielką literą. To wymykało się z zasad i reguł pisowni, które obowiązują w języku polskim, i przez to nasz język upodabniał się np. do języka niemieckiego, gdzie rzeczowniki są pisane wielką literą. Należało zatem tę sprawę uporządkować. Do tej pory nikt się tym nie zajmował, gdyż nie było w Polsce odpowiedniej instytucji. Kiedy w Radzie Języka Polskiego powstała Komisja Języka Religijnego, jednym z jej podstawowych zadań było uporządkowanie zasad pisowni dotyczących języka religijnego.

- Na czym polega specyfika tej uchwały Rady?

- Rada wydała dotąd kilka uchwał dotyczących języka polskiego w ogóle, natomiast ta jest pierwszą, która odnosi się do języka religijnego. Owszem, zdarzały się wcześniej uchwały traktujące o poszczególnych jednostkowych zjawiskach w języku religijnym, np. czy tytuł „kardynał” ma być pisany między imieniem i nazwiskiem, czy przed imieniem itp. Natomiast wspomniany dokument jest pierwszym stanowiskiem Rady obejmującym całość słownictwa religijnego.

- Jako przewodniczący Komisji Języka Religijnego śledził Ojciec powstawanie zasad pisowni słownictwa religijnego. Kto nad nimi pracował?

- Początkowo miała nad tym pracować cała Komisja Języka Religijnego, w skład której wchodzą osoby różnych wyznań: teologowie, językoznawcy, filozofowie religii, psychologowie religii i dziennikarze. Ta próba nie powiodła się, bo Komisja jest dużym organem i trudno było w tak licznym gronie uzyskać jakiś jednoznaczny konsensus. Dlatego następnym krokiem w tych pracach było powołanie przez Komisję zespołu roboczego złożonego z językoznawców i teologów. Efekty jego pracy przedłożono ponownie Komisji Języka Religijnego oraz Komisji Onomastyczno-Ortograficznej, która w Polskiej Akademii Nauk jest organem przeznaczonym do ustalania zasad pisowni. Następnie pracę tę zatwierdziła Rada Języka Polskiego, która według 13. artykułu Ustawy o języku polskim z 7 października 1999 r. ma prawo, by ustalać normy pisowni. Oczywiście, propozycje tych ustaleń były konsultowane z Radą Naukową Konferencji Episkopatu Polski, a także wysłane do Komisji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

- Pojawił się problem kompetencji: czy prawodawstwo świeckie może wkraczać na teren języka religijnego? Z drugiej strony - czy Kościół może ingerować w sprawy języka polskiego w społeczeństwie pluralistycznym?

- Myślę, że odpowiedź na te pytania przynosi zasada rozdziału Kościoła od państwa. Każda z tych instytucji ma własne określone pola działania. Język jest sprawą podległą instytucjom świeckim, bo odnosi się do wszystkich Polaków. Natomiast Kościoły jak najbardziej mogą wypowiadać swoje opinie i je uzasadniać. Dlatego zdecydowaliśmy się na konsultację z pewnymi organami Episkopatu. Jednak decyzja wiążąca należy do organów państwa, które są do tego powołane, w tym przypadku jest to Rada Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk.

- Czego głównie dotyczą zmiany w obowiązującej pisowni?

- Zasadniczo wszystkie zmiany dotyczyły pisowni wielką lub małą literą. To nas głównie interesowało. Oczywiście, w przyszłości planowane są prace odnoszące się do innych zagadnień, m.in. słowotwórstwa.

- Czy nie obawia się Ojciec, że dla osób przyzwyczajonych pisać wiele wyrazów, przez szacunek, wielką literą, propozycje Rady będą pewnym szokiem?

- Normy podane przez Radę odnoszą się do wszystkich Polaków: wierzących i niewierzących. Dlatego w niektórych rozwiązaniach Rada podaje propozycje wariantywne, by nie zmuszać ludzi niewierzących do wyrażania przez pisanie wielką literą swoich nastawień. Jednak nie możemy ograniczać ludzi wierzących, którzy chcą w ten sposób wyrazić w tekście swój szacunek i swoją wiarę. Poza tym nadmiar stosowania wielkich liter sprawia niekiedy, że przestają one wskazywać na to, co jest w tekście najważniejsze. Jeśli każdy element wypowiedzi wydaje się najważniejszy, to już wtedy nic nie wydaje się ważne. Właśnie dlatego zaproponowaliśmy w niektórych sytuacjach rozwiązania wariantywne. W dokumencie Rady czytamy np., że nazwy sakramentów: chrztu, bierzmowania, komunii św. piszemy zasadniczo małą literą, choć zarazem dodaje się, że ze względów religijnych można te słowa pisać także wielką literą.

- Czy nie mamy zatem usankcjonowania jakiegoś rodzaju „językowej schizofrenii”, potwierdzającej to, co działo się przez te lata komunizmu, że inaczej mówiło się w domu i w kościele, a inaczej w szkole czy w pracy? Istnieje też niebezpieczeństwo, że przez ludzi wierzących zasady te mogą być odczytywane jako walka z religią. Oto państwowa komisja sankcjonuje pisanie nazw sakramentów małą literą…

- A czy jest jakaś rada na to, by użytkownicy języka polskiego tak tego nie odbierali? Wszystko można uważać za przejaw walki z religią i z Kościołem, ortografię również. Trzeba jednak mieć świadomość, że użytkownikami języka polskiego są wszyscy Polacy i dlatego zasady pisowni muszą być uniwersalne. Nowością wprowadzoną przez Radę jest możliwość pisania pewnych słów wielką literą ze względów religijnych. Poprzednia norma uwzględniała taką możliwość tylko ze względów grzecznościowych i emocjonalnych. My wprowadziliśmy zasadę, która jest otwarciem się na osoby pragnące wyrazić swoją wiarę właśnie przez pisownię.

- Pewne zasady wydają się niejasne… Kiedy np. pisać „Msza Święta” wielką literą, a kiedy małą?

- Staraliśmy się, żeby zasady były logiczne i odzwierciedlały rzeczywistość, o której mówią. Jeśli ktoś Mszę Świętą będzie rozumiał jako synonim Eucharystii, to - oczywiście - zastosuje wielką literę. Natomiast jeśli użyje tego sformułowania jako wskazanie na rodzaj nabożeństwa, to może użyć małych liter. W przypadku pisowni wyrażenia „ciało i krew Pańska” mamy również zaproponowaną wariantywność. Można wszystko pisać wielką literą (z wyjątkiem spójnika „i”) albo rzeczowniki „ciało” oraz „krew” małą literą. Określenie „Pańska” zawsze jednak piszemy wielką literą: z jednej strony wymaga tego przymiotnik dzierżawczy („Pańska” tzn. czyja?, a nie jaka?), z drugiej - jest tu wyrażone nastawienie do Boga. Niewątpliwie, człowiek wierzący nie napisze tego wyrażenia małymi literami, ale niewierzący nie muszą być do tego zobowiązani.

- Myślę, że nie tylko redaktorów gazet czy pracowników wydawnictw, ale również czytelników „Niedzieli” zainteresuje, gdzie można znaleźć te zasady…

- Można je znaleźć na internetowej stronie Komisji Języka Religijnego: www.rjp.pl (należy wejść w odnośnik „Komisje Rady”, następnie - „Komisja Języka Religijnego” i punkt 7. - „Zasady pisowni słownictwa religijnego” lub wpisać w przeglądarce internetowej adres http://www.rjp.pl/?mod=kr&type=jrel&id=25). Warto, aby z nimi zapoznali się nie tylko redaktorzy książek czy czasopism, ale również księża. Należy też zapoznać z nimi alumnów seminarium: to oni przecież najczęściej będą stawali przed problemem: napisać coś małą czy wielką literą - choćby podczas katechezy. Normy te zostaną też opublikowane w książce, której wydanie planujemy na jesień 2004 r. Książka ta zainicjuje nową serię wydawniczą, poświęconą językowi religijnemu.

- Dziękuję Ojcu za rozmowę.

LGBT+: Wybór, który zaważy na losie pokoleń

2019-03-19 08:53

Antoni Szymański Senator RP / Gdańsk (KAI)

Trwa zagorzała dyskusja, wywołana podpisaniem przez prezydenta Warszawy Deklaracji LGBT+. Decyzja Rafała Trzaskowskiego wspiera strategiczne cele polskich i międzynarodowych organizacji, grupujących część środowisk, określających się, jako mniejszości seksualne. Być może do Warszawy dołączą inne miasta. Warto wiedzieć, o co toczy się spór.

Archiwum prywatne
Antoni Szymański Senator IX Kadencji

Spośród zarysowanych 5 obszarów wsparcia, jakiego ma udzielać społeczności LGBT nowy prezydent stolicy, najgorętszym przedmiotem dyskusji stał się kształt edukacji seksualnej w szkołach. Wzmiankowana deklaracja wskazuje na rzekomo palący problem istnienia w polskim społeczeństwie, a także wśród polskich dzieci, dyskryminacji na tle seksualnym. Jej ofiarami mają być osoby nieheteroseksualne, zaś postulowanym remedium na bolączki – szkolna edukacja „antydyskryminacyjna”, uwzględniająca zagadnienia tożsamości płciowej w duchu ustaleń WHO (Światowej Organizacji Zdrowia). Propozycja ta jawi się w kontrze do przedmiotu „Wychowanie do Życia w Rodzinie”, który w polskich szkołach jest realizowany od 1998 roku według dopracowanej, zaakceptowanej przez rodziców i przynoszącej dobre efekty podstawy programowej, jako tzw. edukacja seksualna typu A (wychowanie do odpowiedzialności i abstynencji nastolatków).

Postulatom takiej edukacji, będącej jawnym krokiem w stronę zrównania w Polsce związków jednopłciowych z małżeństwem, a także jak ujawnił wiceprezydent Warszawy umożliwieniem im adopcji dzieci, sprzeciwiły się liczne środowiska, organizacje i ruchy prorodzinne. Wskazują oni na naruszanie konstytucyjnego modelu małżeństwa i rodziny, a także na słaby autorytet Światowej Organizacji Zdrowia, spowodowany ideologizacją i upolitycznieniem tej instytucji.

Stanowczy sprzeciw wobec edukacji seksualnej w deklaracji warszawskiej, wyraził polski Episkopat, który stwierdził min.: Można się obawiać, że Karta wprowadzi do szkół program wychowania seksualnego w duchu ideologii gender, adresowany już do małych dzieci. Wychowanie to ostatecznie będzie prowadziło do brutalnego zapoznawania dziecka z anatomią i fizjologią sfery seksualnej, z technikami osiągnięcia zadowolenia płciowego, a w dalszej kolejności do technik współżycia cielesnego, poznania metod zapobiegania chorobom przenoszonym płciowo i „niechcianej” ciąży.

Polscy biskupi słusznie podkreślają, że należy odrzucać każdą formę zadania gwałtu wrażliwej psychice dziecka, którego ciało jeszcze „milczy” i które jeszcze nie „odkryło” swojej płciowości. Wychowanie do dojrzałej miłości musi być prowadzone stopniowo, na miarę odkrywania przez dziecko różnych przejawów swojego ciała. W procesie wychowania dziecko winno na pierwszym miejscu poznać piękno miłości, która nie skupia się na sobie, ale uczy dostrzegania innych osób i nabywania umiejętności dzielenia się z nimi radością, również za cenę własnych wyrzeczeń (por. Stanowisko Konferencji Episkopatu Polski w sprawie tak zwanej Karty LGBT z dn. 13. 03. 2019).

Ostatnie z zacytowanych słów prowadzą nas do sedna problemu. Jądrem dyskusji na temat tak zwanej antydyskryminacyjnej edukacji seksualnej jest koncepcja człowieka, płciowości oraz miłości. Zgodnie z biblijną wizją, człowiek od początku powołany został do istnienia przez Stwórcę, jako mężczyzna i kobieta. Różnica płci jest wezwaniem do oblubieńczej miłości, która staje się naturalną podstawą małżeństwa i rodziny. Odejście od tej wizji – np. traktowanie homoseksualizmu, jako „opcji”, przekonanie o płynności płci, mechaniczne i narzędziowe traktowanie seksualności itp. – stanowią odmienności, których propagowanie podmywa fundamenty antropologiczne i moralne cywilizacji europejskiej. I o to właśnie toczy się spór!

Bardzo ważne jest rozróżnienie pomiędzy tolerowaniem odmienności, a ich promocją. Prawo stanowione przez państwo lub samorząd terytorialny, powinno zagwarantować bezpieczeństwo i szacunek dla każdego człowieka, – w tym również dla osób, które praktykują zachowania nieheteroseksualne. Władza nie powinna się jednak angażować w czynne promowanie światopoglądu, w myśl, którego związkom osób tej samej płci przysługuje takie same uznanie społeczne i prawne, jak małżeństwom i rodzinom powstałym w modelu naturalnym.

I znowu wypada przywołać polskich biskupów, którzy stwierdzają: Można się obawiać, że ewentualne wprowadzenie przytoczonych postulatów może spowodować istotną zmianę w funkcjonowaniu demokracji w naszym kraju, powodując nie tylko ograniczenie praw dzieci i rodziców, ale także prawa wszystkich obywateli – w tym nauczycieli i pracowników administracji samorządowej – do wolności słowa… Parafrazując powyższą opinię - z którą się utożsamiam - nie będzie przesadne stwierdzenie, że podpisanie deklaracji LGBT+ i ewentualne wcielanie jej w życie, stworzy niebezpieczeństwo dla podstaw demokracji.

Niezależnie od sympatii politycznych czy miejsca zamieszkania, stoimy w chwili obecnej przed bardzo ważnym wyborem. Jeśli jako obywatele, a w szczególności, jako rodzice pozwolimy, by narzucano nam kierunek wychowania moralnego naszych dzieci, jeśli zgodzimy się na ograniczenie wolności gospodarczej poprzez preferowanie przedsiębiorców nieheteroseksualnych, jeśli pozwolimy na wydatkowanie publicznych pieniędzy w sposób faworyzujący organizacje LGBT, wówczas w niedługim czasie możemy obudzić się w państwie, w której doświadczymy poważnego ograniczenia swobody głoszenia prawdy i życia zgodnego z sumieniem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Ryś na KUL: Źródłem każdej siły jest miłość

2019-03-19 19:38

dab / Lublin (KAI)

Mamy w sobie tylko zadatek Ducha Świętego, dlatego jesteśmy słabi. Siła bierze się z miłości - powiedział abp Grzegorz Ryś w kościele akademickim KUL. Metropolita łódzki przez trzy dni przewodniczył wielkopostnym rekolekcjom dla studentów i pracowników Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Piotr Drzewiecki
Abp Grzegorz Ryś

W swojej trzeciej i ostatniej nauce rekolekcyjnej abp Ryś mówił o pojęciach siły i słabości w kontekście działania Ducha Świętego.

Zwrócił uwagę, że Bóg umieścił w sercach swoich przybranych dzieci zadatek Parakleta. – Zadatek daje ten, kto płaci, ale jeszcze nie daje całej sumy. Pan Bóg płaci za nas zadatek Ducha Świętego, kupuje nas samych. Nie tyle daje nam coś, ale udziela siebie – mówił rekolekcjonista.

Metropolita łódzki zaznaczył, że otrzymanie zadatku Ducha Świętego, zmusza do postawienia sobie pytania o swoją kondycję. - Mamy w sobie, początek udzielania się Boga. Biada temu, kto tę część chciałby wziąć za całość. Brakuje nam siły, tkwimy w niemocy. Są w nas dary Ducha, ale jest i słabość - powiedział.

Hierarcha zauważył, że brak siły nie jest spowodowany tym, że czegoś jeszcze nie wiemy albo coś Bóg przed nami zataił. – Jezus nam wystarczająco dużo powiedział o sobie i Ojcu. To nam brakuje siły, by to wszystko wypełnić.

Abp Ryś przytoczył historię jednego z krakowskich księży, który podczas wojny został uratowany przez swoją matkę. Ta ukryła go w piwnicy, do której wejście zagrodziła ciężką szafą. – Ten ksiądz ciągle był pod zdumieniem, skąd wzięła się w niej ta siła. Siła bierze się z miłości. Kiedy kochasz, to możesz przesuwać rzeczy, które są nie do ruszenia – tłumaczył.

Jako miejsce, w którym człowiek doświadcza zarówno obecności Ducha, jak i swojej słabości, kaznodzieja wskazał ludzkie serce. – Nasze najgłębsze wnętrze, to tam jesteśmy z sobą tożsami i podejmowane są nasze decyzje. To, czym, a raczej kim jest człowiek, pochodzi z jego serca – mówił podczas ostatniej nauki rekolekcyjnej abp Ryś.

Podczas Eucharystii zbierano tacę, która została przekazana na powstanie łódzkiego „Domu Arki”, wspólnoty stworzonej przez Jeana Vaniera dla osób niepełnosprawnych intelektualnie. W domach L’Arche asystenci mieszkają razem z osobami z niepełnosprawnością intelektualną.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem