Reklama

Audiencja Generalna, 10 stycznia 2007

Święty Szczepan, pierwszy męczennik

Benedykt XVI
Niedziela Ogólnopolska 3/2007, str. 4-5

Stefanus / pl.wikipedia.org

Drodzy Bracia i Siostry!

Po okresie Bożego Narodzenia powracamy do naszych katechez. Rozważałem razem z wami postacie Dwunastu Apostołów oraz św. Pawła. Później rozpoczęliśmy refleksję nad innymi postaciami rodzącego się Kościoła, a dzisiaj chcemy zatrzymać się przy osobie św. Szczepana, którego Kościół czci dzień po Bożym Narodzeniu. Św. Szczepan jest najbardziej reprezentatywny z grupy siedmiu towarzyszy. Tradycja widzi w tej grupie zalążek przyszłej posługi diakonów, chociaż należy podkreślić, że to określenie jest nieobecne w księdze Dziejów Apostolskich. Znaczenie św. Szczepana wypływa przede wszystkim z faktu, że św. Łukasz w tej swojej ważnej księdze poświęca mu całe dwa rozdziały.
Łukaszowa opowieść wychodzi od dostrzeżenia podziału, jaki powstał wewnątrz pierwotnego Kościoła w Jerozolimie: był on całkowicie złożony z chrześcijan pochodzenia żydowskiego, jednakże niektórzy z nich urodzili się na ziemi Izraela i byli nazywani hebrajczykami, podczas gdy inni, wyznający starotestamentalną wiarę żydowską, pochodzili z diaspory języka greckiego i byli nazywani hellenistami. Oto problem, jaki się wówczas zrodził: najbardziej potrzebujący spośród hellenistów, zwłaszcza wdowy, pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia społecznego, obawiali się, że mogą być pomijani przy codziennym rozdawaniu jałmużny. W celu uniknięcia tej trudności Apostołowie, biorąc na siebie modlitwę oraz posługę Słowa, jako swe główne zadania, zdecydowali zaangażować „siedmiu mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości”, aby podjęli to zadanie posługi (por. Dz 6, 2-4), to znaczy służbę miłości społecznej. W tym celu, jak pisze św. Łukasz, na prośbę Apostołów uczniowie wybrali siedmiu mężczyzn. Mamy również ich imiona. Są to: „Szczepan, mąż pełen wiary i Ducha Świętego, Filip, Prochor, Nikanor, Tymon, Parmenas i Mikołaj. Przedstawili ich Apostołom, którzy, modląc się, położyli na nich ręce” (por. Dz 6, 5-6).
Gest nałożenia rąk może mieć różne znaczenie. W Starym Testamencie ma on przede wszystkim znaczenie przekazania jakiegoś ważnego zadania, jak uczynił to Mojżesz z Jozuem (por. Lb 27, 18-23), wyznaczając w ten sposób swojego następcę. Również Kościół w Antiochii posługuje się tym gestem, aby wysłać Pawła i Barnabę na misje do ludów świata (por. Dz 13, 3). Do podobnej analogii nałożenia rąk na Tymoteusza, aby przekazać mu oficjalne zadanie, odwołują się dwa listy Pawłowe, skierowane do niego (por. 1Tm 4, 14; 2 Tm 1, 6). To, że chodziło o bardzo ważne działanie, jakie miało nastąpić po wyborze, wynika z tego, co czytamy w Pierwszym Liście do Tymoteusza: „Na nikogo rąk pośpiesznie nie nakładaj ani nie bierz udziału w cudzych grzechach” (1 Tm 5, 22). Widzimy, że gest nałożenia rąk rozwija się w kierunku znaku sakramentalnego. W przypadku Szczepana i towarzyszy chodzi o oficjalne przekazanie przez Apostołów zadania oraz przyzywanie łaski do jego spełnienia.
Najważniejsze, co musimy zauważyć, jest to, że oprócz posługi miłosierdzia Szczepan podejmuje również zadanie ewangelizacji swoich rodaków, tzw. hellenistów. Łukasz podkreśla fakt, że był on „pełen łaski i mocy” (Dz 6, 8), i przedstawia w imieniu Jezusa nową interpretację Mojżesza oraz samego Prawa Bożego, na nowo odczytuje Stary Testament, w świetle zapowiedzi śmierci oraz zmartwychwstania Jezusa. To nowe odczytanie Starego Testamentu, lektura chrystologiczna, prowokuje reakcje Żydów, którzy pojmują jego słowa jako bluźnierstwo (por. Dz 6, 11-14). Z tego powodu zostaje on skazany na ukamienowanie. Św. Łukasz przekazuje ostatnią mowę świętego, swoistą syntezę jego przepowiadania. Tak jak Jezus pokazał uczniom w Emaus, że cały Stary Testament mówi o Nim, o Jego krzyżu i zmartwychwstaniu, tak św. Szczepan, idąc śladem nauczania Jezusa, odczytuje cały Stary Testament w kluczu chrystologicznym. Pokazuje, że tajemnica Krzyża stoi w centrum historii zbawienia, opowiedzianej przez Stary Testament, pokazuje, że Jezus Ukrzyżowany i Zmartwychwstały jest punktem kulminacyjnym całej tej historii. Pokazuje również, że kult w świątyni już się zakończył oraz że Jezus Zmartwychwstały jest nową i prawdziwą „świątynią”. Właśnie ten sprzeciw wobec świątyni oraz jej kultu prowokuje potępienie św. Szczepana, który w tym momencie - mówi nam św. Łukasz - wznosząc oczy ku niebu, zobaczył chwałę Boga i Jezusa, który siedzi po Jego prawicy. Widząc niebo, Boga i Jezusa, św. Szczepan powiedział: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga” (Dz 7, 56). Po tym następuje akt męczeństwa, które w pewnej mierze ma swój wzór w męce samego Jezusa, gdyż powierza on Panu Jezusowi własną duszę i modli się, aby grzech jego zabójców nie był im policzony (por. Dz 7, 59-60).
Miejsce męczeństwa św. Szczepana w Jerozolimie - według tradycyji - znajduje się na zewnątrz Bramy Damasceńskiej, na północ, gdzie obecnie wznosi się kościół Saint-Étienne (św. Szczepana), obok znanej École Biblique (Szkoły Biblijnej) Ojców Dominikanów. Zabicie św. Szczepana, pierwszego męczennika Chrystusa, poprzedziło lokalne prześladowanie uczniów Jezusa (por. Dz 8, 1), pierwsze, jakie miało miejsce w historii Kościoła. Stanowiło ono konkretną okazję, która skłoniła grupę chrześcijan hebrajsko-hellenistycznych do ucieczki z Jerozolimy i rozproszenia się. Wyrzuceni z Jerozolimy, stali się oni wędrownymi misjonarzami: „Ci, którzy się rozproszyli, głosili w drodze słowo” (Dz 8, 4). Prześladowanie i następujące po nim rozproszenie stały się misją. W ten sposób Ewangelia była głoszona w Samarii, w Fenicji oraz w Syrii, aż po wielkie miasto Antiochię, gdzie - według św. Łukasza - była głoszona po raz pierwszy również poganom (por. Dz 11, 19-20) oraz gdzie zabrzmiało po raz pierwszy imię „chrześcijanie” (Dz 11, 26).
Św. Łukasz odnotowuje, iż ci, którzy kamienowali św. Szczepana, „złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem” (Dz 7, 58), tego samego, który z prześladowcy stał się wielkim Apostołem Ewangelii. Oznacza to, że młody Szaweł musiał słyszeć przepowiadanie św. Szczepana i znał jego podstawową treść. Był on jednak wtedy prawdopodobnie pośród tych, którzy śledząc i słysząc tę mowę, „zawrzeli gniewem w swoich sercach i zgrzytali zębami na niego” (Dz 7, 54). W tym miejscu możemy zobaczyć cuda Bożej Opatrzności. Szaweł, zaciekły przeciwnik wizji św. Szczepana, po spotkaniu z Chrystusem Zmartwychwstałym na drodze do Damaszku, podejmuje chrześcijańską lekturę Starego Testamentu, jaką czynił pierwszy męczennik, pogłębia ją i kontempluje, stając się w ten sposób „Apostołem Narodów”. Prawo zostało wypełnione - nauczał on - na Krzyżu Chrystusa. Wiara w Chrystusa, komunia miłości z Chrystusem - to prawdziwe wypełnienie całego Prawa. Taka jest treść przepowiadania św. Pawła. Pokazuje on w ten sposób, że Bóg Abrahama staje się Bogiem wszystkich. W ten sposób wszyscy wierzący w Jezusa Chrystusa, jako synowie Abrahama, stają się uczestnikami obietnic. W misji św. Pawła spełnia się wizja św. Szczepana.
Historia św. Szczepana mówi nam wiele. Na przykład uczy nas, że nie należy nigdy rozdzielać społecznego zaangażowania miłości od ważnego głoszenia wiary. Św. Szczepan był jednym z siedmiu zaangażowanych przede wszystkim w dzieła miłości. Było jednak niemożliwe rozdzielić miłość i głoszenie. W ten sposób, wraz z miłością, głosi on Chrystusa Ukrzyżowanego, aż po akceptację męczeństwa. Jest to pierwsza lekcja, jakiej możemy się nauczyć od św. Szczepana: miłość i głoszenie idą zawsze razem. Św. Szczepan mówi nam przede wszystkim o Chrystusie Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym, który jest centrum historii oraz naszego życia. Możemy zrozumieć, że Krzyż pozostaje zawsze centrum życia Kościoła oraz naszego życia osobistego. W historii Kościoła nie będzie nigdy brakowało cierpienia i prześladowania. Właśnie prześladowanie staje się, według słynnego zdania Tertuliana, źródłem misji dla nowych chrześcijan. Cytuję jego słowa: „Rozmnażamy się za każdym razem, gdy nas ścinacie: Krew chrześcijan staje się posiewem” („Apologetico 50”, 13: „Plures efficimur quoties metimur a vobis: semen est sanguis christianorum”). Również w naszym życiu krzyż, którego nigdy nie będzie brakować, staje się błogosławieństwem. Akceptując krzyż, wiedząc, że staje się on i jest błogosławieństwem, uczymy się radości chrześcijańskiej, również w momentach trudności. Wartość świadectwa jest niezastąpiona, gdyż do niego prowadzi Ewangelia i karmi się nim Kościół. Św. Szczepan uczy nas, jak uczynić skarbem tę lekcję, uczy nas kochać Krzyż, ponieważ jest on drogą, którą Chrystus ciągle na nowo przychodzi do nas.

Z oryginału włoskiego tłumaczył o. Jan Pach OSPPE

Tagi:
św. Szczepan

Wspomnienie św. Szczepana – diakona, pierwszego męczennika

2018-12-26 09:06

ts / Warszawa (KAI)

W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia – 26 grudnia Kościół katolicki wspomina św. Szczepana, diakona i pierwszego męczennika, o którym wspomina Nowy Testament. Z Dziejów Apostolskich dowiadujemy się, że był on jednym z siedmiu diakonów młodego Kościoła, wybranym do opieki nad wdowami i ubogimi (Dz 6, 1-6).

Stefanus / pl.wikipedia.org

Jego charyzmatyczne kazania sprawiły, że naraził się starszyźnie żydowskiej, która podburzyła lud, przedstawiając w Sanhedrynie fałszywych świadków i oskarżając Szczepana o bluźnierstwo przeciw Świątyni i Prawu. Po rozprawie tłum wywlókł młodego diakona za miasto i tam, w pobliżu Bramy Damasceńskiej, ukamienował za wiarę. Stąd katolicy we wspomnienie tego świętego modlą się za chrześcijan prześladowanych na całym świecie.

Kult pierwszego diakona i męczennika rozwinął się natychmiast po jego śmierci. Jednakże wskutek prześladowań chrześcijan, zapoczątkowanych właśnie przez jego śmierć, potem też w wyniku najazdu Rzymian i innych nieszczęść, zapomniano o jego grobie. Dopiero w 415 św. Lucjan miał sen, w którym ukazał mu się Gamaliel - nauczyciel św. Pawła i wskazał miejsce pochowania św. Szczepana w Kifaz-Gamla. W miejscu tym biskup Jerozolimy – Jan wystawił murowaną bazylikę, a drugą w miejscu, gdzie św. Szczepan miał być ukamienowany. Potem szczątki świętego znalazły się w Konstantynopolu, a w 560 dotarły do Rzymu, gdzie umieszczono je w bazylice św. Wawrzyńca za Murami.

W ikonografii święty jest przedstawiany najczęściej w scenie kamienowania lub jako młody diakon, w dalmatyce, a jego atrybutami są: gałąź palmowa, księga Ewangelii, kamienie.

W państwie Karolingów, a następnie w innych krajach zachodnich i północnych, św. Szczepan stał się patronem koni, dlatego 26 grudnia święcono owies. Ma on symbolizować zarówno kamienie spadające na pierwszego męczennika, jak i troskę rolników o dobre plony.

Jego imię nosi w wielu krajach drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Natomiast w Wielkiej Brytanii i niektórych krajach Wspólnoty Brytyjskiej jest to tzw. „Boxing Day”, przy czym wiąże się to nie z boksem jako sportem, lecz z pudłem: „box”, czyli pudło, nawiązuje do starej tradycji, kiedy to służba i doręczyciele, jak dostawcy węgla czy listonosze, na Boże Narodzenie otrzymywali prezenty zapakowane w pudełka. Obecnie w tym dniu wszelkiego rodzaju dostawcy oraz śmieciarze otrzymują specjalne napiwki.

Ale Boxing Day ma też inne znaczenie i wiąże się bezpośrednio ze św. Szczepanem: jako diakon był on posłany do opieki nad ubogimi. Na tę pamiątkę w drugim dniu świąt Bożego Narodzenia otwierane są w kościołach puszki, w których składana jest jałmużna na pomoc ubogim, którzy ją wtedy otrzymują.

Obecnie coraz powszechniejszy w krajach anglosaskich staje się zwyczaj, aby w Boxing Day pójść na mecz piłki nożnej, rugby, wyścigi konne albo na inne wydarzenie sportowe, bo „przecież św. Szczepan jest także patronem koni i powożących”.

Pierwszy męczennik, czyli Protomartyr, jest patronem woźniców, stangretów, stajennych, murarzy, krawców, kamieniarzy, tkaczy, stolarzy, bednarzy. Wzywany jest w przypadku bólu głowy, kamicy, kolki i opętania, a także w modlitwie o dobrą śmierć.

Ponad 80 miejscowości w Polsce wywodzi swoją nazwę od imienia św. Szczepana. Wśród nich jest Szczepanów – wieś, w której urodził się św. Stanisław Biskup i Męczennik.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy kremacja zwłok jest niezgodna z wiarą chrześcijańską? (2)

Ks. Krzysztof Graczyk
Edycja włocławska 31/2003

Kzenon/pl.fotolia.com

Na podstawie przedstawionej wcześniej nauki Kościoła trzeba stwierdzić, że chrześcijańska praktyka grzebania ciał ludzi zmarłych opiera się na prawdzie o integralnym odkupieniu nas przez Chrystusa Pana, który kiedyś wskrzesi ciała zmarłych i obdarzy je chwałą zmartwychwstania. Wyraźne stanowisko Kościoła zostało przedstawione w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego, obowiązującym od 1983 r. Można więc na podstawie przepisów prawnych zawartych w tej kodyfikacji stwierdzić, że kremacja nie jest zabroniona, ale lepszy jest tradycyjny pogrzeb: "Kościół usilnie zaleca zachowanie pobożnego zwyczaju grzebania ciał zmarłych. Nie zabrania jednak kremacji, jeśli nie została wybrana z pobudek przeciwnych nauce chrześcijańskiej" (1176 § 3).
Patrząc przez pryzmat historii chrześcijaństwa, kremacja była wielokrotnie potępiana przez Kościół katolicki, ponieważ wiązała się z wiarą w to, że po śmierci wszystko się kończy. Mentalność ta uległa zmianie. I w obecnym czasie Kościół uznaje, że kremacja jest "dziś często pożądana, nie z powodu nienawiści wobec Kościoła lub obyczajów chrześcijańskich, ale jedynie z racji związanych z higieną, racji ekonomicznych czy innego rodzaju, w płaszczyźnie publicznej czy prywatnej" (Instrukcja Świętego Oficjum, a obecna nazwa: Kongregacja ds. Nauki Wiary, 1963). Innymi słowy można stwierdzić, że Kościół katolicki uznaje kremację, ponieważ pozwala ona zachować warunki higieny, zdrowia publicznego i stanowi rozwiązanie trudności z pozyskiwaniem terenów na cmentarze. Kremacja, pomijając motywacje natury ideologicznej, daje się pogodzić z wiarą chrześcijańską i formami pobożności związanymi z okazywaniem szacunku wobec ciała zmarłego: "Rzeczywiście, spalenie (kremacja) zwłok, jako że nie dotyczy duszy i nie przeszkadza Bożej Wszechmocy w odbudowaniu ciała, nie zawiera sama w sobie, ani nie przyczynia się w sposób obiektywny do zaprzeczenia tym dogmatom" (Instrukcja Świętego Oficjum, 1963), tj. zmartwychwstania ciał i nieśmiertelności duszy. Wymiar paschalny (śmierć i zmartwychwstanie) kremacji jest taki sam jak zwykłego pochówku (pogrzebanie) - to, co ulega przemianie w proch czy popiół, przeznaczone jest do zmartwychwstania. Zresztą nikt nie jest w stanie stwierdzić, że w momencie zmartwychwstania użyta zostanie ta sama materia, to samo ciało, które posiadamy w obecnym życiu. Dlatego też zmartwychwstanie nie będzie nowym początkiem starego sposobu istnienia, lecz nową rzeczywistością, nowym życiem.
Trzeba ostatecznie powiedzieć, że Kościół nie zabrania stosowania kremacji, ale poleca w dalszym ciągu pobożny zwyczaj grzebania ciał zmarłych, ponieważ posiada on pewne znaczenie, którego niestety pozbawia kremacja. I tak złożenie ciała w ziemi przypomina, że śmierć jest snem, w którym oczekujemy przebudzenia, i który jest związany ze zmartwychwstaniem. Ponadto trzeba podkreślić, że w języku biblijnym pogrzeb jest znakiem ludzkiej ograniczoności i przemijalności: "wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!" (Rdz 3, 19). I jeszcze w innym miejscu: "Wielka udręka stała się udziałem każdego człowieka i ciężkie jarzmo spoczęło na synach Adama, od dnia wyjścia z łona matki, aż do dnia powrotu do matki wszystkich" (tj. ziemi: Syr 40, 1). Bez ulegania pokusie dosłownej interpretacji Pisma Świętego przywołane powyżej fragmenty bardziej wskazują na pochówek niż na kremację.
Wielu ludzi pyta: Czy pochówek nie może być uważany za pozostałość przestarzałej mentalności lub pełnej przesądów i tylko zewnętrznej otoczki czci dla ciała zmarłego? Przecież po co czekać, aby nastąpił rozkład zwłok, gdy można osiągnąć ten sam stan poprzez ich spalenie (kremację)? Otóż trzeba mocno powiedzieć, że takie myślenie nadaje kremacji znaczenie ideologiczne, oczywiście inne niż to antychrześcijańskie i antyreligijne znane z przeszłości, ale zawsze nie do przyjęcia. Pochówek to wybór naturalności rozkładu ciała ludzkiego, ale to nie znaczy, że należy uważać go za naturalistyczny i irracjonalny. Chodzi tu przecież o ludzką wrażliwość i zwyczaj, który dla wierzącego posiada długą tradycję, uznawaną także dziś za rozsądną. Psychiczny opór ludzi wobec kremacji (wybiera ją mniejszość) nie może być traktowany jako opóźnienie rozwoju kultury w danym społeczeństwie. Należy szanować tych, którzy proszą o kremację, ale trzeba również nabrać dystansu wobec informacji na ten temat i wobec presji namawiania do jej stosowania. Ludzka i chrześcijańska pietas wymaga, by zarówno w przypadku kremacji, jak i pochówku szanowano zwłoki zmarłych, a obrzędy były otwarte na nadzieję zmartwychwstania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Przejmujące słowa matki Stefana W.: Bardzo przepraszam za moje dziecko

2019-01-21 12:26

wpolityce.pl/PAP

Prezydent.pl

Tyle osób skrzywdził, prezydenta, jego rodzinę, nas, a ja nadal jestem matką; to najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić - podkreśliła w wywiadzie dla „Dużego Formatu” Jolanta, matka Stefana W., który zabił prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Bardzo przepraszam za moje dziecko - powiedziała.

Pytana, w jaki sposób dowiedziała się o tym, co zrobił syn, kobieta odparła:

Jeden z moich synów do mnie zadzwonił: „Mamo, Stefan dźgnął nożem prezydenta Adamowicza i teraz go reanimują”. A syn dowiedział się od kolegi, który oglądał relację z Orkiestry i zatelefonował, by mu powiedzieć. Włączyłam telewizor, już wszyscy o tym mówili, prezydent był właśnie przewożony do szpitala. Zaczęłam płakać, mąż również, mówiliśmy do siebie: „To niemożliwe”

— czytamy w wywiadzie.

Matka Stefana W. przyznała, że znała tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska.

Pracuję w placówce oświatowej, pan prezydent był u nas kiedyś na rocznicy. Ciepły, dobry człowiek. Nieraz widywałam go na ulicy, w centrum miasta, pewnie szedł do pracy. Mówiliśmy sobie dzień dobry. Gdy pan prezydent był operowany, cały czas myślałam, że z tego wyjdzie. Następnego dnia, w poniedziałek, składałam na policji zeznania i byłam pewna, że okaże się, że już wszystko dobrze

— dodała.

Na pytanie, czego oczekiwała od policji, gdy ostrzegała przed synem, pani Jolanta podkreśliła, że jej zdaniem „nie powinien wychodzić albo ktoś powinien go obserwować”.

Ale usłyszałam, że nie ma podstaw, że zgłoszą tylko swoje wątpliwości zakładowi karnemu. Nikt się ze mną później nie kontaktował

— podkreśliła.

Skończyłam resocjalizację, rozumiałam, co się dzieje, ale skoro mój syn został wypuszczony, nie wińcie mnie, proszę, ani moich dzieci. Co mieliśmy zrobić?

— dodała.

W wywiadzie padło też pytanie, jak myśli o synu.

To jest najtrudniejsze. Jako matka wciąż go kocham. Tylko rozpaczam, że zrobił coś strasznego. Tyle osób skrzywdził, prezydenta, jego rodzinę, nas… A ja nadal jestem matką

— mówiła pani Jolanta.

To najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić. Urodziłam syna, który zabił człowieka, i muszę z tym żyć. Ale nigdy się go nie wyrzeknę. Będę z tym cierpieniem już do końca życia, choć syna straciłam na zawsze. Na wolności najpewniej już go nie zobaczę

— dodała.

Po zamachu na prezydenta w nocy wpadła policja, z bronią w ręku, zabrali synów na przesłuchanie

— relacjonowała w wywiadzie matka Stefana W.

Niech nas ktoś zrozumie, on skrzywdził także nas. Tak bardzo bym chciała prosić żonę, dzieci, rodziców oraz brata pana prezydenta o wybaczenie, ale wiem, że proszę o dużo i być może będę musiała na to długo poczekać. Dlatego chciałam tego jedynego wywiadu – żeby dotarły do nich moje słowa: bardzo państwa przepraszam. Bardzo przepraszam za moje dziecko

— zaznaczyła pani Jolanta.

Jak mówiła, impulsem do tego, by pójść na policję, było ostatnie widzenie z synem.

W trakcie ostatniego, listopadowego widzenia znów mówił, że wydarzyła mu się krzywda. Zdrowie mi zniszczyli, powtarzał, i że zrobi coś spektakularnego. Wystraszyłam się. Niektórzy z rodziny nie chcieli go już odwiedzać

— powiedziała.

Przyznała jednocześnie, że „miała taką myśl”, żeby iść „w poniedziałek i wziąć udział w wiecu poświęconym jego pamięci albo w środę postawić znicz na placu Solidarności, ale nie miałam siły”.

Te tłumy ludzi… Nie byłam w stanie zrównać się z tą tragedią. O udziale w pogrzebie nie miałam odwagi nawet pomyśleć

— czytamy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem