Reklama

Bal na 100 par

Pierwszy bal duszpasterstw akademickich Wrocławia odbył się w 1997 r. Uczestniczyło w nim 95 par. To był prawdziwy sukces, tym bardziej, że zaproszeń nie przesyłano drogą internetową, a studenci nie mieli doświadczenia w organizowaniu takich imprez

Niedziela wrocławska 8/2009

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Od tamtego roku duszpasterstwa akademickie organizują wspólny bal karnawałowy, znany jako „Bal na 100 par”, „Bal na wiele par”, „Bal białodunajecki” lub ostatnio „Bal duszpasterstw akademickich Wrocławia”.

A jak to się zaczęło?

Jerzy Paluchniak, pomysłodawca pierwszego balu: W „Wawrzynach” byłem obecny od Białego Dunajca w 1996 r. Wówczas moją pasją był taniec. Od dwóch lat ćwiczyłem amatorsko taniec towarzyski, jak również tańczyłem w zespole ludowym „Jedliniok” przy Akademii Rolniczej we Wrocławiu (obecnie Uniwersytet Przyrodniczy). Dlatego byłem fanatycznym propagatorem tej formy rozrywki, którą chciałem zarazić innych. Udało się nawet zorganizować kurs tańca, który odbywał się w każdy czwartek po Mszy św. wieczornej w „Wawrzynach” w salce akademickiej.
Temat balu chodził mi po głowie od dłuższego czasu. W przeszłości uczestniczyłem w kilku takich imprezach i wiedziałem, że zorganizowanie tego typu przedsięwzięcia nie jest trudne. Zresztą „Wawrzyny” same organizowały w roku co najmniej 2 imprezy taneczne: Andrzejki i Ostatki, które za każdym razem były świetną, integrującą zabawą. Ponadto trzeba zaznaczyć, że ludzie, których poznałem w Białym Dunajcu i „Wawrzynach” mieli jedną wyjątkową cechę: potrafili świetnie bawić się bez alkoholu. A bal miał być bezalkoholowy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ważna chwila i pierwsze ogłoszenie

Reklama

Zmaterializowanie pomysłu dokonało się w Białym Dunajcu w 1997 r. Pewnego dnia siedziałem z kilkoma osobami w jadalni razem z „Orzechem”, który w pewnym momencie stwierdził, że warto byłoby wymyślić jakieś przedsięwzięcie, które pozwoliłoby wyjść duszpasterstwom „na zewnątrz”, do innych studentów. Skwapliwie podsunąłem pomysł zorganizowania balu, co „Orzech” spontanicznie zaakceptował - wspomina.
Dzięki temu już w Białym Dunajcu mogło zostać zapowiedziane z ambony wszystkim uczestnikom obozu, że „Bal na 100 par” odbędzie się 15 listopada 1997 r.

Pizza dla dwojga

Po powrocie z Białego Dunajca przygotowania ruszyły pełną parą. Znalazłem odpowiednią salę w liceum gastronomicznym przy ul. Kamiennej, mój kolega Andrzej Rybak zobowiązał się do poprowadzenia z koleżanką balu jako wodzirej, Gosia Poręba z „Wawrzynów” zorganizowała kapelę, która zgodziła się zagrać za bardzo promocyjną stawkę (pamiętam do dziś, za 600 PLN), a w każdym duszpasterstwie znalazły się osoby, które podjęły się rozprowadzenia zaproszeń. Ponadto szefowa „Jedlinioka” zgodziła się, aby członkowie zespołu, którzy chcieli uczestniczyć w balu, mogli wystąpić jako „atrakcja wieczoru”. Na końcu udało się jeszcze namówić Pizzerię „Pan Smak” (już nieistniejącą), aby zasponsorowała nam 10 talonów na „pizzę dla dwojga”, które były nagrodami w konkursach. Symboliczne przekąski (koreczki i tartinki) zapewniło liceum gastronomiczne, niezapomniane napoje „Fanatic” i wodę mineralną kupiłem z kolegą w Macro, a wszyscy uczestnicy balu zostali poproszeni o przyniesienie ciast.

Marketing szeptany

Reklama

Muszę również przyznać - wspomina pan Jerzy - że jednym z istotnych motywów, który mną kierował przy organizowaniu pierwszego „Balu na 100 par” była chęć zaimponowania mojej przyszłej żonie Ani, która została przeze mnie wciągnięta w przygotowania do imprezy. Dawało mi to możliwość przesiadywania u niej w akademiku w celu np. przygotowania zaproszeń. Notabene to Ania podsunęła ratujący imprezę pomysł, kiedy to 3 tygodnie przed 15 listopada miałem zapisanych tylko 30 par. Zaproponowała, aby wykonać i rozwiesić w duszpasterstwach plakaty na temat balu (wcześniej bazowałem na marketingu „szeptanym”, albo ogłoszeń z ambony, co nie do końca zdało egzamin).

Zabawa i dochód

Ostatecznie w pierwszym balu uczestniczyło ponad 95 par. Andrzej i Gosia świetnie poprowadzili całą imprezę, kapela spisała się fantastycznie, a „Jedliniok” był jak zawsze niepowtarzalny. Bal trwał do 5 nad ranem. Dochód z balu (ok. 500 PLN) został przeznaczony na jadłodajnię dla ubogich, która była prowadzona wówczas przez „Wawrzynów”.
W kolejnym roku w balu uczestniczyło już ponad 100 par. Odbył się w stołówce Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu (teraz Uniwersytet Ekonomiczny), również z udziałem „Jedlinioka”.
W 1999 r., z uwagi na większe zainteresowanie, bal odbył się w Centrum Kultury „Agora” przy pl. Piłsudskiego. Uczestniczyło w nim ponad 130 par z niezniszczalnym „Jedliniokiem”.
W 2000 r. już byłem świeżo upieczonym małżonkiem i pracownikiem, tak więc nie byłem aktywnie zaangażowany w „Wawrzynach”. Wiem jednak - mówi pan Jerzy - że „Wawrzyny” kontynuowały przedsięwzięcie, z tą zmianą, że bal został przeniesiony z listopada na okres karnawału.

A jak to się robi dzisiaj?

Reklama

Przez ten czas główne założenia nie uległy zmianie, bale różnią się między sobą tylko szczegółami. Dziś bal rozpoczyna się od tradycyjnego poloneza, jeśli na sali obecny jest któryś z duszpasterzy akademickich, udziela błogosławieństwa na dobrą zabawę. A potem parkiet wypełniają wirujące pary - obowiązkowo w strojach wieczorowych, panowie pod krawatem, panie w pięknych sukniach - powstają korowody, kręgi. Jest także czas na krótką przerwę, na rozmowy, żarty, na skosztowanie czegoś smacznego - wszystko w atmosferze radości i wzajemnego szacunku. Nie może również zabraknąć różnorodnych konkursów: - Na balach pełno jest dodatkowych atrakcji, takich jak zabawy i przeróżne konkursy. Studenci lubią się bawić, więc chętnych do wzięcia w nich udziału nie brakuje - mówi Mateusz Siwiak z DA „Przystań”, współorganizator tegorocznego balu. Bale organizowane przez duszpasterstwa mają jeszcze jeden duży plus - są bardzo tanie.

Za co płacimy?

Organizatorzy pracują bezinteresownie. Koszty to jedzenie, ewentualnie wynajęcie sali, muzyka. W tym roku każde duszpasterstwo zapewniało dwa ciasta i dwie sałatki, uczestnicy balu mogli również indywidualnie przygotować którąś z tych potraw, co zwalniało ich z opłaty. Na bal przychodzą głównie studenci z duszpasterstw, ale nie tylko: - Przychodzą też osoby z zewnątrz. Najczęściej są to ludzie, którzy od znajomych słyszeli, że jest to świetna zabawa. Osoby, które chodzą na kursy tańca i chciałyby w końcu gdzieś potańczyć. Trafiają do nas, bo wiedzą, że tutaj jest taka możliwość, że to nie jest kolejna dyskoteka. I często właśnie przez bal poznają lepiej duszpasterstwa i zaczynają później do nich przychodzić - opowiada Mateusz.
Bal duszpasterstw to nie tylko okazja do radosnej zabawy, to nie tylko kolejna studencka „impreza”. Jak przekonuje Mateusz: - Bal organizujemy nie tylko po to, żeby dobrze się bawić i spędzić radośnie czas, ale też po to, by się lepiej poznać. Dla wielu ludzi to szansa spotkania, czas na dłuższą rozmowę, zobaczenie, jakie osoby działają w innych duszpasterstwach. To wyjątkowy czas na budowanie więzi między ludźmi z różnych duszpasterstw.

Reklama

Leszek Łatka, student teologii na PWT i studium doktoranckiego na Politechnice Wrocławskiej
Na balu duszpasterstw na razie byłem tylko raz, ale bardzo miło go wspominam. Bawiłem się głównie ze znajomymi z Duszpasterstwa Akademickiego „Przystań”. Było bardzo radośnie, troszkę wariactw, m.in. biegałem po scenie śpiewając jakąś afrykańską piosenkę ze spodniami od garnituru podwiniętymi do kolan - pamiętam, że byliśmy atrakcją wieczoru. Bardzo cenię sobie takie inicjatywy jak „Bal na 100 par”, gdyż pozwalają one nie tylko na wspaniałą zabawę, ale także na integracje i poznanie się ludzi z różnych duszpasterstw, którzy można rzec są „z jednej firmy”, ale często o sobie nie wiedzą, albo znają się bardzo powierzchownie.

Katarzyna Błahut, absolwentka Uniwersytetu Przyrodniczego
Podczas studiów miałam przyjemność dwa razy brać udział w „Balu na 100 par”. Pamiętam, że bawiliśmy się w stołówce Politechniki Wrocławskiej, grał zespół, chłopcy byli pod krawatami, dziewczyny w balowych sukniach - to właśnie niepowtarzany urok tych bali, wyjątkowa atmosfera, niecodzienne stroje. Wszyscy w świetnych humorach, radośni, otwarci na poznawanie drugiego człowieka. Taki bal to doskonała szansa na zabawę na poziomie, bez wszechogarniającego dymu papierosowego, nadmiaru alkoholu i strasznie głośnej muzyki, przy której tak naprawdę nie da się tańczyć. Cieszę się, że duszpasterstwa Wrocławia organizują takie inicjatywy, jak „Bal na 100 par”, wyjścia do kina, na koncert, wspólne wyprawy w góry. To daje studentom możliwość odstresowania się, odpoczynku i rozrywki wśród wartościowych ludzi.

Mateusz Siwiak, student Wydziału Górnictwa na Politechnice Wrocławskiej, współorganizator tegorocznego balu duszpasterstw akademickich
Młodzi ludzie chodzą często do tzw. dyskotek i tańczą na 10 cm2, gdzie panuje ścisk, pełno dymu i ogłuszająca muzyka. We Wrocławiu niestety mało jest takich miejsc i organizacji, które dałyby młodym możliwość potańczenia w miłej atmosferze, przy odpowiedniej do tańców muzyce, gdzie będzie dość miejsca na swobodne poruszanie, na „rozwinięcie skrzydeł”. Bal duszpasterstw akademickich właśnie to oferuje - nikt się nie nudzi, oprócz tańców można porozmawiać, coś zjeść, wziąć udział w różnych śmiesznych konkursach. Myślę, że takie bale są dziś bardzo potrzebne. Pokazują, że można się bawić w trochę inny sposób, niekoniecznie przy ogłuszającej muzyce i alkoholu.

Oprac. ML

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ostatni romantyk nie zmieścił się w kadrze. O kinowej „Lalce” Macieja Kawalskiego

2026-10-06 12:30

[ TEMATY ]

film

felieton

Kino Świat

Kinowa „Lalka” Macieja Kawalskiego ma rozmach, piękne kostiumy i znakomitych aktorów. Zabrakło w niej jednak sceny, w której Prus zawarł być może swoje najważniejsze przesłanie: śmierci Ignacego Rzeckiego – ostatniego romantyka – i trzech łacińskich słów odnalezionych w jego kieszeni.

Podziel się cytatem W końcowym, powieściowym wątku „Lalki” Prusa doktor Szuman wypowiada do Ignacego Rzeckiego, wciąż czekającego na powrót Napoleona i Wokulskiego, znamienne słowa: „Romantycy muszą wyginąć, to darmo: dzisiejszy świat nie dla nich….Powszechna jawność sprawia to, że już nie wierzymy ani w anielskość kobiet, ani w możliwość ideałów. Kto tego nie rozumie, musi zginąć albo dobrowolnie sam ustąpić…”. Rzecki zostaje potem sam. Wkrótce umiera. W jego pokoju - z okrągłym stołem z czarnym kałamarzem, ćwierćwiekową pajęczyną i ćwierćwiekową firanką - gromadzą się dawni znajomi. Na koniec zostają tylko Szuman i Ochocki. „Przypatrz mu się pan - mówi doktor Szuman - ostatni to romantyk! Jak oni się wynoszą… Jak oni się wynoszą….”. Ochocki pochyla się, by ująć „zimną już rękę Rzeckiego”, gdy nagle w bocznej kieszeni zmarłego dostrzega list Węgiełka z nakreśloną strofą Horacego: Non omnis moriar (Nie wszystek umrę).
CZYTAJ DALEJ

Włochy: w sobotę beatyfikacja Matki Ignacji Isacchi

2026-10-06 12:43

[ TEMATY ]

beatyfikacja

Włochy

Maria Ignacja Isacchi

Agata Kowalska

Bogaty program modlitwy, wydarzeń kulturalnych i uroczystości upamiętniających będzie towarzyszył beatyfikacji Matki Ignacji Isacchi, założycielki Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Najświętszego Serca Jezusa z Asoli. Główna uroczystość odbędzie się 10 października o godz. 10.00 w Bazylice św. Andrzeja w Mantui, w Lombardii. Liturgii będzie przewodniczył kard. Marcello Semeraro, prefekt Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych.

Maria Ignacja Isacchi w 1893 roku założyła Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Najświętszego Serca Jezusa, którego dom macierzysty od 1917 roku znajduje się w Asoli. Zgromadzenie zajmuje się dziś m.in. edukacją, opieką nad chorymi oraz działalnością misyjną we Włoszech i poza ich granicami.
CZYTAJ DALEJ

Papież wśród 50 najbardziej wpływowych Amerykanów

2026-10-07 13:40

[ TEMATY ]

Papież Leon XIV

50 najbardziej wpływowych

Amerykanów

PAP

Papież Leon XIV

Papież Leon XIV

Według listy „New Establishment” amerykańskiego magazynu „Vanity Fair”, papież Leon XIV został uznany za jednego z 50 najbardziej wpływowych Amerykanów roku. Jak podał magazyn na swojej stronie internetowej zwierzchnik Kościoła katolickiego zajął 18. miejsce. Na dwóch pierwszych pozycjach znaleźli się szefowie firm zajmujących się sztuczną inteligencją OpenAI i Anthropic, a za nimi uplasował się Elon Musk.

Tworzona od 1994 r. lista wyróżnia osoby wywierające największy wpływ na obecne czasy. Jej założeniem nie jest prezentowanie wyidealizowanej wersji świata, lecz dokumentowanie rzeczywistości w sposób jak najbardziej wierny stanowi faktycznemu. Z wyjątkiem papieża, zestawienie to zasadniczo nie uwzględnia głów państw. W przypadku papieża decydujący nie był fakt, że stoi on na czele Watykanu, lecz „jego humanistyczny wpływ”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję