Reklama

Piękno, które noszę w swoim sercu...

2012-11-19 12:00

Z biskupem nominatem Grzegorzem Kaszakiem rozmawiają al. Marcin Miczkuła i al. Marcin Nockowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 12/2009

Alumni: - Jan Paweł II w Szczecinie w 1987 r. mówił: „…wszyscy wyrastamy z jakiegoś seminarium i wszyscy czujemy wciąż potrzebę wracania do tego seminarium. Ono jest domem naszego kapłaństwa, jest środowiskiem, w którym to kapłaństwo się rozwinęło”. Gdy Ksiądz Biskup wraca myślami do czasów swojej formacji seminaryjnej, to jakie wtedy nasuwają się wspomnienia?

Bp Grzegorz Kaszak: - Na wstępie pragnę bardzo serdecznie pozdrowić wszystkich kleryków Arcybiskupiego Wyższego Seminarium Duchownego w Szczecinie, stąd bowiem się wywodzę. Do tego seminarium wstąpiłem w 1983 r. Seminarium rozpocząłem w Paradyżu, jak większość kleryków moich czasów. Tam studiowałem przez rok, a później już w Szczecinie, wpierw na Golęcinie, a następnie przy ul. Pawła VI, w tym budynku, gdzie obecnie znajduje się Wyższe Seminarium Duchowne. Patrząc z perspektywy lat, chętnie i często wracam wspomnieniami do seminarium. Warunki materialne były trudne, czy to w Paradyżu, czy w Szczecinie, w którym trwała budowa. Pod tym względem nie było łatwo. Mimo to człowiek bardzo chętnie do tamtych czasów wraca, bo daje mu to przekonanie, że można pokonywać trudności, problemy, z którymi się człowiek boryka. I to jest ten ogromny plus dla młodego człowieka w seminarium, kiedy warunki są surowe, skromne i wręcz trudne. Nabiera on wtedy hartu, a także uświadamia sobie, że Pan Bóg w tych kłopotach i trudnościach, które pokonał, pokonuje i przyjdzie mu pokonywać, jest obok niego i zawsze człowiekowi pomoże. W seminarium spotkałem też wspaniałych ludzi. To byli koledzy, ale także profesorowie i przełożeni. Nie brakowało też profesorów z pogranicza geniuszu, którzy mieli różne swoje przyzwyczajenia, niekiedy trochę dziwne, np. jeden z profesorów potrafił egzaminować do pierwszej w nocy. To wszystko jednak bardzo pozytywnie wpływało na formację, na kształtowanie się i na rozwój nie tylko ludzki, ale i rozwój wartości chrześcijańskich. Były też trudności i oschłości duchowe, bo niełatwo człowiek godził się z decyzją profesorów czy przełożonych. Z perspektywy czasu widzę jednak, że to wszystko mnie umacniało w pokonywaniu różnych problemów. Moje wspomnienia są bardzo pozytywne.
W seminarium były postaci wielkie, które wywarły na mnie wpływ, bo były autentyczne. Widziałem, że są to osoby, które mają kontakt z Panem Bogiem i starają się realizować Jego wolę. W moim życiu seminaryjnym ogromne wrażenie i wpływ wywarł na mnie bp Wilhelm Pluta, którego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. W pamięci przechowuję obraz bp. W. Pluty, który już miał wówczas ponad 70 lat, jego konferencje i sposób bycia. On był bardzo naturalny i dawał piękny przykład życia. Do dzisiaj pamiętam, jak po Mszy św. w Paradyżu klękał w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem. I to było autentyczne. Zauważało się, że ten Biskup jest zanurzony w Bogu, że on prawdziwie i autentycznie się modli. Był dla mnie przykładem dobrego i gorliwego pasterza. Myślę, że to jest piękno, które noszę w swoim sercu, które będę chciał w przyszłości przekazać klerykom diecezji sosnowieckiej - autentyzm życia, ponieważ to najbardziej porusza i pociąga. Później wielką postacią w moim życiu był bp Kazimierz Majdański i wszyscy biskupi szczecińsko-kamieńscy. Z posługi bp. K. Majdańskiego zapamiętałem jego inteligencję i sposób przemawiania. To robiło na mnie wrażenie. W swoim biskupim życiu pragnę nawiązać do jego osoby, bowiem przejąłem jego hasło: „Facere voluntatem Tuam”. Hasło to jest w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej bardzo dobrze znane. Na wybór mojego zawołania biskupiego miała też wpływ książka „Jezus z Nazaretu” papieża Benedykta XVI. Papież sporo miejsca poświęca wypełnianiu woli Bożej ze strony Pana Jezusa. Uderzyło mnie szczególnie to, jak ta wola Boża realizowała się w trudnych momentach życia Pana Jezusa.

- Czas seminarium to wiele radości, a także trosk. Czy zechciałby się Ksiądz Biskup podzielić z nami wydarzeniem z czasów seminarium, które mocno zapisało się w pamięci Księdza Biskupa?

- W seminarium są radości, ale również troski i problemy. Jednak pragnę przytoczyć kilka zabawnych sytuacji. Klerycy to taka grupa osób, która jest bardzo twórcza, pomysłowa i dowcipna. Pamiętam żarty, które były robione kolegom, szczególnie te z Paradyża. Obok seminarium była chlewnia. Pewnego razu jeden z kleryków ze starszego roku przyniósł wiaderko z chlewni dla kleryka z pierwszego roku i powiedział, żeby wziął wiadro i poszedł do sióstr, które pracowały w kuchni, i poprosił o nalanie do tego wiadra sapientii. Ten biedny kleryk z roku pierwszego poszedł z wiaderkiem do sióstr i powiedział, że przyszedł po sapientię. Można sobie wyobrazić zdziwienie sióstr. Kleryk ten nie znał jeszcze łaciny i nie wiedział, że sapientia to mądrość.
Paradyż jest pięknym pocysterskim klasztorem z duchem przeszłości. Jeden z kleryków chciał wystraszyć swojego kolegę, więc przebrał się w prześcieradła, wziął latarki i miał udawać na korytarzu ducha. W seminarium mieszkali też bardzo zacni i czcigodni profesorowie. Pamiętam jednego profesora filozofii, który wsparty o lasce, lubił wieczorami spacerować po ogrodzie. Kiedyś, gdy wracał z ogrodu, otworzył potężne drzwi na korytarz seminaryjny, a wtedy ów kleryk, myśląc, że to kolega, wyskoczył i zaczął go straszyć. Profesor chwycił za laskę, splunął na nią i powiedział: „Jakżeś duch, to cię to nie będzie bolało”. Tak obłożył tego kleryka, że on uciekając, podarł prześcieradła i pogubił latarki. To pokazuje fantazję kleryków, a z drugiej strony mądrość profesorów. Później w szczecińskim seminarium robiło się różnego rodzaju dowcipy, które nie były szkodliwe ani złośliwe, ale urozmaicały życie seminaryjne. I do nich też bardzo często wracam, i o nich przypominam, by się trochę pośmiać i powspominać z kolegami piękne czasy.
Oczywiście, ogromnym przeżyciem są święcenia diakonatu oraz prezbiteratu. To są wydarzenia, które w człowieku zostają.

- Ksiądz Biskup jest pierwszym biskupem, który ukończył nasze szczecińskie Seminarium Duchowne. Co Ksiądz Biskup powiedziałby nam, alumnom, tego samego seminarium?

- Z perspektywy 20 lat, bo w tym roku, jeśli Pan Bóg pozwoli, będę obchodził 20. rocznicę moich święceń kapłańskich, chcę powiedzieć, że czas seminarium to najwspanialszy i najlepszy okres dla formacji. Musi on być wykorzystany. Oczywiście, kapłan potrzebuje permanentnej formacji. Nigdy nie wiemy, jaka będzie przyszłość, co nas czeka. Musimy się przygotować na różne wydarzenia, na różne wypadki, także losowe, na pokonywanie trudności i pobożne życie w radości. Na to wszystko trzeba się przygotować w seminarium, i to jest ku temu kapitalny czas. Wielką stratą byłoby go zmarnować. Ważne jest wyrobić sobie przekonanie, że w życiu zawsze Pan Bóg będzie u boku mojego i że Pani Przenajświętsza będzie mnie strzegła i wspomagała. Na Nią zawsze będę mógł liczyć, do Niej zawsze mogę się zwrócić. Bardzo ważne jest, aby to wszystko wynieść z seminarium. Umartwienia i wyrzeczenia, których nie brakuje w seminarium, tak winny być postrzegane. Bardzo często związane są z rezygnacją z zachcianek, kaprysów czy wręcz niekiedy z realizacji tego, co wydaje się, że byłoby dla mnie dobre. Przełożeni jednak chcą inaczej. To na pewno hartuje, ale najważniejsze jest nauczenie się trwania w Panu w różnych sytuacjach życiowych. Jak młody człowiek w seminarium nauczy się wypełniać wolę Pana Boga w różnych sytuacjach życiowych, to będzie dobrze w przyszłym życiu kapłańskim. Mam jeszcze życzenie, by alumni Wyższego Seminarium Duchownego w Szczecinie nauczyli się zawsze, w każdej sytuacji - w radości i smutku, kłopotach i trudnościach - trwać przy Panu i wypełniać Jego wolę. Wtedy mogą być pewni, że będą szczęśliwymi i dobrymi kapłanami.

- Co Ksiądz Biskup powiedziałby młodym ludziom, którzy wahają się odpowiedzieć na głos powołania do służby Bogu i człowiekowi?

- We współczesnym społeczeństwie wytworzyła się mentalność strachu i obawy przed podejmowaniem decyzji trwałych i stałych, decyzji na całe życie. Młody człowiek nie boi się tylko wstąpić do seminarium i w przyszłości ślubować Panu Bogu na całe życie, ale boi się zawrzeć związek małżeński, w którym też będzie ślubował na całe życie. To jest problem ze strony dziewczyn, ale też ze strony chłopaków. Z tą mentalnością młody człowiek musi walczyć. Jeżeli w życiu nie będą podejmowane trwałe decyzje, jeżeli człowiek, zwłaszcza młody, będzie bazował tylko na zmiennych uczuciach, to nigdy nie będzie szczęśliwy. Z pomocą Pana Boga musi zdecydować się na ten krok, by powiedzieć tak na zawsze, aż do śmierci. Jeżeli młody człowiek rozpozna w sobie powołanie kapłańskie, to może być pewien, że Pan Bóg zawsze go wspomoże. Problem jest tylko w tym, żeby otworzył swoje serce i swój umysł na głos Ducha Świętego, otworzył się na łaskę Bożą, aby Pan Bóg mógł w nim zamieszkać. Wtedy wszelkie trudności i obawy będą do pokonania. Chcę powiedzieć temu, który się waha, że życie kapłańskie jest bardzo piękne. Jest zaszczytem, bowiem sam Pan Jezus wybiera i ustanawia swoim kapłanem. Jest to nie tylko zaszczyt, ale również ogromna radość i wielkie szczęście. Dlatego młodemu człowiekowi chcę powiedzieć tak, jak mówią Włosi: „coraggio!” - odwagi w podejmowaniu decyzji w trwaniu na służbie u Pana Jezusa.

Reklama

O. Szustak doszedł do papieża Franciszka

2019-06-18 22:42

Langusta na Palmie

Na profilu langusta na palmie pojawię się wpis potwierdzający, ze o. Szustak,  jak obiecał, dotarł do Watykanu i spotkał się z Papieżem.

Langusta na Palmie

"Więc tak. Jakimś cudem doszedłem do Rzymu:) Na pełnej petardzie wbiłem do Watykanu i mówię im tam, że się muszę widzieć z Franciszkiem. Dorwałem go na kilka minut przed śniadaniem, kard. Konrad mnie poratował i mówi Franciszkowi, że jest tu taki zwariowany dominikanin, który musi go zobaczyć. Papież uśmiechnął się i powiedział (true story, nie ściemniam): skoro zwariowany to na pewno z Polski! Więc ja mówię: Ojcze! Tyle tu lazłem, to mnie pobłogosław. Położył mi rękę na głowie jak tato, pobłogosławił i pokornie poprosił: zanieś też grzechy papieża do Bożego Grobu. No to nie mam wyjścia, trzeba iść dalej. Spłakałem się jak dziecko. Połowa za mną, połowa przede mną. Ściskam Was jak nie wiem co i błogosławię. Do sierpnia, bączki drogie. o. adam. +"

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Twórcza praca dzieci i młodzieży

2019-06-19 22:03

Muza Dei

Doświadczeni trenerzy, blisko 80 uczestników, 55 godzin warsztatowych, 5 dni razem - tak zapowiadają się warsztaty ArtStrefa, które odbędą się na przełomie czerwca i lipca w Starym Sączu.

Muza Dei

ArtStrefa to specjalna przestrzeń wykorzystująca różne formy ekspresji, rozwijająca kreatywność i umiejętności twórcze dzieci i młodzieży. Stanowi ona integralną część Strefa Chwały Festiwal - Spotkania Ludzi Nowej Kultury, które jest cyklicznym wydarzeniem realizowanym na Placu Papieskim w Starym Sączu i w tym roku odbędzie się w terminie od 27 czerwca do 2 lipca. W ramach ArtStrefa realizowane będą różnorodne warsztaty o charakterze integracyjnym, oparte na współdziałaniu różnych grup wiekowych i społecznych. Dla realizacji projektu powstaną specjalny namiot dla dzieci i specjalny namiot dla młodzieży. Będą to miejsca warsztatów: tańca nowoczesnego, tańca hip-hop, muzyczne dla dzieci, rękodzieła artystycznego, cyrkowe, fotograficzne, graffiti. Wśród prowadzących m.in. Alicja Libura /warsztaty tańca współczesnego/, Joanna Wojno /warsztaty fotograficzne/. Grażyna Winiarz /warsztaty muzyczne dla dzieci/, Julia Starzyk /taniec hip-hop/, Dominik Iżyk /warsztaty cyrkowe/ czy Mgr Mors z FPS /warsztaty graffiti/ .

ArtStrefa dzieli się na poszczególne sekcje tematyczne. Wszystkie zajęcia ukierunkowane są na budowanie silnych więzi, przyjaźni oraz synergii pomiędzy dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Warsztaty realizowane będą w czasie 5 dni. Na koniec uczestnicy warsztatów będą mieli możliwość prezentacji swoich osiągnięć warsztatowych, efekty kilkudniowej pracy zobaczy publiczność zgromadzona na Strefa Chwały Festiwal.

Do 25 czerwca można jeszcze się rejestrować na Zobacz Organizatorem warsztatów ArtStrefa jest stowarzyszenie Muza Dei. Projekt dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury”
Andrzej Dubiel, 609 688 566

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem