Reklama

Służba życiu to służba Chrystusowi

2012-11-19 12:00

Z dr. inż. Antonim Ziębą, prezesem Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, rozmawia Tadeusz Solecki
Edycja toruńska 12/2009

Tadeusz Solecki: - Jest Pan gościem parafii św. Antoniego w Toruniu i Czytelników w roku szczególnym, bo przebiegającym w Kościele pod hasłem: „Otoczmy troską życie”. W tym krótkim zdaniu zawarte jest całe Pańskie posłannictwo, dlatego jesteśmy szczęśliwi, mogąc Pana gościć i słuchać. Jak to się stało, że został Pan orędownikiem obrony życia poczętego?

Dr inż. Antoni Zięba: - Zaczęło się to z górą 30 lat temu podczas mojej praktyki inżynierskiej w Wiedniu. Tam, w jednym z wiedeńskich kościołów, zobaczyłem w gablocie parafialnej zdjęcia dzieci zabitych w wyniku aborcji. Były to tzw. późne aborcje, tzn. dzieci żyły już w łonach matek 6-7 miesięcy. Te zdjęcia wstrząsnęły mną do głębi.

- Wcześniej podchodził Pan do tego problemu obojętnie?

- Miałem 30 lat i do tej pory ani osobiście, ani w bliższej rodzinie nie spotkałem się z tym problemem. Owszem, otrzymałem solidne katolickie wychowanie i nigdy nie miałem wątpliwości w słuszność nauk Kościoła, ale nie interesowałem się bliżej tym tematem. Wstrząs był silny, bo tamte obrazy do dziś noszę w umyśle. Musiał to być jakiś Boży zamiar, bo zaraz po powrocie trafiła do mnie wydawana w podziemiu broszura ks. Dzięgiela (dziś już świętej pamięci). Z niej dowiedziałem się, że w naszej Ojczyźnie zabija się każdego roku 600-800 tys. nienarodzonych dzieci.

- To był kolejny wstrząs?

- Tak, jeszcze większy! Na inżyniera działają obrazy i liczby. Ta liczba przerastała moją wyobraźnię, więc odruchowo sięgnąłem po kalkulator i podzieliłem ją przez 365. Wyszło ponad 2 tys. dzieci zabijanych w Polsce każdego dnia! Od tej chwili już wiedziałem, że muszę zmierzyć się z tym problemem. Ba! Ale jak? Co w tej sprawie może zrobić inżynier? Moja wiedza była ograniczona, a możliwości działania jeszcze bardziej. Na szczęście, w Instytucie Mechaniki Budowli Politechniki Krakowskiej, gdzie do dziś pracuję, spotkałem mojego byłego studenta, który, jak się okazało, czuł podobne powołanie.

- Było więc was dwóch.

- Jak to mówią, co dwie głowy, to nie jedna. Dyskutowaliśmy, zastanawiając się od czego zacząć, co tu zrobić, aby ratować te tysiące nienarodzonych dzieci, które ginęły w tamtym czasie w naszej Ojczyźnie przy całkowitym milczeniu mediów i niewielkim zainteresowaniu społeczeństwa, niemającego wiedzy o problemie i skali zjawiska.

- Pewnie czuliście się bezsilni i bezradni?

- Tak, do czasu. Wiosną 1980 r. do naszych rąk trafił zbiór przemówień Jana Pawła II z pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny. Znaleźliśmy tam dwa wspaniałe fragmenty, które stały się bezpośrednią inspiracją do podjęcia działań, najpierw modlitewnych, a później także apostolskich. Mam na myśli apel o modlitwę, który Jan Paweł II wygłosił 7 czerwca 1979 r. w Kalwarii Zebrzydowskiej. Ojciec Święty mówił wówczas: „Trzeba się zawsze modlić, a nigdy nie ustawać - powiedział Pan Jezus (por. Łk 18, 1). Módlcie się i kształtujcie poprzez modlitwę swoje życie. (…) Niech z tego miejsca do wszystkich, którzy mnie słuchają tutaj albo gdziekolwiek, przemówi proste i zasadnicze papieskie wezwanie do modlitwy. A to jest wezwanie najważniejsze. Najistotniejsze orędzie!”. To są słowa papieża. Nigdzie później tak jednoznacznie tego nie powiedział, że to jest najważniejsze orędzie. Dzień później w Nowym Targu Ojciec Święty wypowiedział zdanie, które zmieniło moje życie, życie mojego przyjaciela, ale myślę, że także wielu ludzi w Polsce i nie tylko: „I życzę, i modlę się o to stale, ażeby rodzina polska dawała życie, żeby była wierna świętemu prawu życia”. Od tej chwili wiedzieliśmy już od czego zacząć - od modlitwy! Od modlitwy w intencji obrony życia.

- To był przełomowy moment?

- Tak. Postanowiliśmy wyjść z tym pomysłem na szersze wody. W tamtych komunistycznych czasach działały (i działają do dziś) w naszym Instytucie 3 Róże Różańcowe. Raz w miesiącu spotykaliśmy się na Mszy św. i konferencji u ks. prof. Stańka poświęconych tematom religijnym. Właśnie na takim spotkaniu w maju 1980 r. razem z kolegą zaproponowaliśmy zorganizowanie Krucjaty Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci.

- Jakie cele wam przyświecały?

- Po pierwsze - obudzić sumienie narodu i uwrażliwić Polaków na wielką nienaruszalną wartość i godność każdego człowieka od poczęcia. Po drugie - doprowadzić do anulowania stalinowskiej ustawy z 27 kwietnia 1956 r. o tzw. przerywaniu ciąży i zastąpić ją prawem chroniącym życie każdego poczętego dziecka.

- Postawienie takich celów modlitwy wymagało wielkiej wiary i ufności w pomoc Bożą, bo samo mówienie w tych latach o zmianie ustawy zakrawało na mrzonkę i wydawało się utopią.

- Owszem, nawet dobrzy katolicy uśmiechali się sceptycznie, uważając, że niemożliwa jest zmiana świadomości i sumienia narodu w warunkach, kiedy cenzura blokuje wszystko i nawet nie można opublikować w prasie zdjęcia dziecka nienarodzonego, a cóż dopiero mówić o działaniach legislacyjnych. Mieliśmy wiarę i silną determinację. Krucjatę organizowaliśmy, oczywiście, za zgodą Kurii Metropolitalnej w Krakowie. Oficjalne jej rozpoczęcie datuje się na 12 października 1980 r. Uważaliśmy, że trzeba zacząć zdecydowanie, toteż postawiliśmy trudne warunki: codzienna Msza św. z Komunią św. i dziesiątek Różańca św. w okresie 3 miesięcy. Nie łudziliśmy się, że nasze cele zostaną zrealizowane w tak krótkim czasie. Już w trakcie trwania Krucjaty opracowaliśmy program modlitewny, który do dziś obowiązuje uczestników, mianowicie codziennie dziesiątek Różańca św., a raz w miesiącu (w dzień powszedni) uczestnictwo we Mszy św. z przyjęciem Komunii św. w intencji Krucjaty.

- Jaki uzyskaliście odzew?

Do Krucjaty w czasach komunistycznych włączyło się ponad 100 tys. osób z całej Polski. Zdarzyła się rzecz wielka - ja mówię, że może nawet cud, a na pewno szczególna łaska: 7 stycznia 1993 r., zatem po 12 latach modlitw, Sejm RP anulował stalinowską ustawę aborcyjną i wprowadził prawo chroniące życie. Owszem, niedoskonałe, ale zdajmy sobie sprawę z doniosłości tego faktu: oto Polska jest pierwszym krajem na świecie, który w warunkach demokracji odrzucił prawo aborcyjne, ustanawiając ochronę życia od poczęcia. To jest ogromny sukces nie tylko Polski, lecz także całego świata. Ta wielka akcja apostolsko-edukacyjna nie tylko doprowadziła do zmiany prawa, lecz także przyniosła ogromną zmianę w świadomości społecznej.

- Do tej pory mówił Pan o modlitwie, a jakie były edukacyjne elementy waszej akcji?

- Zorganizowaliśmy szereg wystaw w kościołach, np. w sanktuariach na Jasnej Górze, Górze św. Anny, w kościele Świętego Krzyża w Warszawie. Wydaliśmy miliony ulotek, setki tysięcy broszur, filmów, publikowaliśmy artykuły w prasie katolickiej.

- Skoro ma Pan mentalność inżynierską, z pewnością może efekty tych działań zilustrować liczbami?

- Oczywiście. Zacznijmy od faktów niepodważalnych. W najgorszym okresie, w końcu lat 60. XX wieku, zarejestrowano ok. 220 tys. zabójstw poczętych dzieci rocznie. W ubiegłym roku było ich 320 - mam na myśli przypadki aborcji dokonanej legalnie. Oczywiście, i wtedy, i dziś te zarejestrowane przypadki nie ukazują całości zjawiska. Powołam się na rzetelne szacunki (bo są też nierzetelne, publikowane nierzadko przez świeckie media). Jak już wspomniałem, w tamtych czasach szacunkowa liczba zabójstw nienarodzonych dzieci sięgała nawet do 800 tys. rocznie. Dziś w Polsce dokonuje się 7-14 tys. podziemnych aborcji rocznie. Oczywiście, bolejemy nad każdą śmiercią nienarodzonego dziecka, ale proszę zwrócić uwagę na ogrom zmiany skali zjawiska. To skłoniło nas do zmiany programu Krucjaty, którą wprowadziliśmy w 2005 r. Teraz mamy 3 cele modlitewne, które pisemnie zatwierdził metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz. Pierwszy - modlitwa dziękczynna za wielkie dobro, jakie wydarzyło się w Polsce, a jest nim szacunek dla życia nienarodzonych. Drugi cel pozostał ten sam i myślę, że pozostanie on jeszcze przez wiele lat: uwrażliwienie sumień na wartość życia każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Trzeci, bardzo istotny: intencja błagalna o wprowadzenie do Konstytucji RP prawnej ochrony życia każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci.

- Myśli Pan, że trzeci cel jest realny?

- Jako inżynier myślę pragmatycznie i wiem, że to dziś niełatwa sprawa. Jedno podejście już zrobiliśmy, niestety, bez efektu. Ale nie spoczniemy w modlitwach i działaniach. Pamiętam, gdy przed trzema laty była debata nad tym problemem, jeden z biskupów pytał mnie prywatnie o szanse przeforsowania projektu zmiany konstytucji. Ja mu na to, trochę żartobliwie: Księże Biskupie, musimy walczyć ile sił, bo może to jest ten czas. Ale tak na mój skromny inżynierski rozum, to raczej nie. Jeżeli bowiem przez 12 lat modliliśmy się o zmianę zwykłej ustawy, to trudno sądzić, abyśmy w ciągu 2 lat wymodlili zmianę w konstytucji! A poważnie: myślę, że musimy włożyć jeszcze więcej zarówno modlitwy, jak i działań oraz obywatelskiego zaangażowania. Krucjata trwa, skupia wielkie grono żarliwych ludzi. Głęboko wierzę, że doprowadzi do spełnienia celów, bo nie wątpię, że są one zgodne z wolą Bożą, lecz nie nam decydować, czy to się stanie za rok, dwa czy za 10 lat.

- Czuje Pan radość, satysfakcję z osiągniętych już efektów?

- Owszem, miałem takie chwile radości. Na przykład, paradoksalnie, podczas tragicznego przełomu w 1996 r., kiedy w nowej sytuacji politycznej do władzy powróciła postkomunistyczna lewica i w ciągu roku wprowadziła tzw. aborcję na życzenie dającą praktycznie pełną swobodę aborcyjną. I co? W okresie jej obowiązywania (bo Trybunał Konstytucyjny decyzją z 28 maja 1997 r. przywrócił prawną ochronę życia poczętych dzieci) zginęło ok. 3 tys. nienarodzonych dzieci! To pokazuje, że doszło do gruntownego przewartościowania w świadomości polskiego społeczeństwa, w sumieniach obywateli! Dla porównania: wg ostatnich danych w Szwecji, liczącej zaledwie niecałe 9 mln mieszkańców, zarejestrowanych jest 35 tys. aktów aborcji. Za ten świadomościowy przełom, który był i pozostaje jednym z celów Krucjaty, Panu Bogu z całego serca dziękuję.

- Co zwykły człowiek może zrobić dla obrony życia?

- Często pada to pytanie. Od lat odpowiadam słowami wspaniałego amerykańskiego obrońcy życia dr. medycyny Johna Willke. Na takie pytanie ma on odpowiedź w czterech punktach.

- To wyliczmy. Po pierwsze?

- Po pierwsze, modlić się. Formy tej modlitwy mogą być różne, niekoniecznie takie, jak polecamy w Krucjacie. Chodzi o sam akt naszego umysłu, woli i serca skierowany do Boga Dawcy i Pana życia, który ma moc przemiany ludzkich serc, zatem w konsekwencji i ustaw, i wszelkich zapisów prawa.

- Po drugie?

- Uczyć się. Uczyć się obrony życia. Dlaczego? Obecnie nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie świeckie media są w ogromnej większości przeciw życiu, budują cywilizację śmierci. Czynią to na wiele sposobów, bardzo często posługując się manipulacją, a nierzadko kłamstwem. Na przykład, ileż to razy słyszeliśmy, że tak naprawdę to nie wiadomo, od którego momentu zaczyna się życie człowieka. Z punktu widzenia nauki wiadomo, ale dla tych mediów są to fakty niewygodne. Ileż razy słyszymy mit, że aborcja nie pociąga za sobą żadnych negatywnych skutków dla kobiety. Kompletne kłamstwo! Obszerne wyniki badań naukowych napływające z różnych krajów całkowicie przeczą temu mitowi, mówiąc o tragicznych wręcz skutkach aborcji dla zdrowia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego kobiety. A więc wiedza - rzetelna, naukowo ugruntowana, jest dla obrońców życia orężem nieodzownym. Dlatego trzeba się uczyć.

- Jak się uczyć, gdy rzetelna informacja jest blokowana?

- Przede wszystkim korzystać z mediów katolickich. Pragnę w tym miejscu zaapelować do Czytelników waszego pisma. Jako katolicy powinniście nie od czasu do czasu, ale regularnie korzystać z mediów katolickich: prasy, radia, telewizji. Mamy „Niedzielę”, prasę parafialną, specjalistyczną, która w mniejszym lub większym stopniu przekazuje prawdę o obronie życia - korzystajmy z niej! Dziś mamy jeszcze jedno wspaniałe narzędzie: Internet. Pozwolę sobie w tym miejscu zaprosić na naszą stronę internetową www.pro-life.pl, gdzie znajdują się obszerne materiały: wiadomości, dokumenty, opracowania, porady, jednym słowem całe bogactwo wiedzy w tym temacie - nic tylko usiąść, kliknąć i czytać. Uczyć się to także uczestniczyć w prelekcjach, wykładach obrońców życia. To także zwiedzić wystawę, obejrzeć film - naprawdę mamy dziś bardzo dużo możliwości pogłębienia swojej wiedzy.

- Po trzecie?

- Uczyć innych. Ta wiedza jest potrzebna nie tylko do przemiany naszej świadomości, ale także świadomości bliźnich przez podejmowanie rozmów, dyskusji itp. W ten sposób przeciwdziałamy manipulacji i przeinaczeniom, które - jak mówiłem - są zjawiskiem powszechnym. Jeśli nie mamy umiejętności prowadzenia takich rozmów i dyskusji, to możemy zawsze odesłać innych do rzetelnych źródeł informacji, bo je znamy.

- Po czwarte?

- Pomagać. Samotnym matkom, rodzinom wielodzietnym, tym, których trudna sytuacja może popchnąć w stronę aborcji. Jest tu wiele możliwości, bo nie musimy działać w pojedynkę, ale w ramach struktur organizacyjnych Kościoła. W diecezjach są domy samotnych matek, jest Caritas, są organizowane zbiórki i inne przedsięwzięcia charytatywne. Trzeba także wspomagać organizacje obrońców życia. Ich działalność pociąga za sobą ogromne koszty. Trzeba wydrukować ulotki, zrobić wystawę, wyprodukować film, zorganizować odczyt, sympozjum - do tego wszystkiego są potrzebne pieniądze. Sposobów jest wiele. Wolne datki, przelewy, przekazanie 1% podatku. Dlaczego to takie ważne? Bo nasze ruchy są skazane na dobrowolne datki, podczas gdy nasi przeciwnicy są dotowani przez mocarzy finansowych. Prezydent USA Barack Obama już w drugim dniu urzędowania przeznaczył kwotę 800 mln $ na promowanie aborcji i antykoncepcji na świecie. UE wspiera ruchy proaborcyjne i feministyczne. A obrońcy życia w Polsce i na świecie nie dostają żadnych dotacji - ani z budżetu państwa, ani z UE, ani od Obamy.

Bp Tadeusz Pikus złożył rezygnację z urzędu

2019-06-17 12:52

bp kep / Drohiczyn (KAI)

Od pewnego czasu z upływem lat, stan mojego zdrowia zaczął się pogarszać, głównie z przyczyn kardiologicznych i powypadkowych z przeszłości. Skutkuje to znaczną utratą moich sił i stałym osłabieniem – napisał bp Tadeusz Pikus w komunikacie do diecezjan podając powód swej prośby do Papieża Franciszka o możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę.

Bartkiewicz / Episkopat.pl
bp Tadeusz Pikus

Publikujemy pełną treść komunikatu:

Komunikat Bp. Tadeusza Pikusa, Administratora Apostolskiego Diecezji Drohiczyńskiej

Drodzy Bracia w kapłaństwie,

Wielebne Siostry i Bracia zakonni,

Umiłowani Diecezjanie,

Mieszkańcy Diecezji Drohiczyńskiej,

Pierwszego września 2019 roku kończę 70 lat życia. W czerwcu tego roku minęła 38 rocznica posługi kapłańskiej, zaś 8 maja 20 lat posługi biskupiej. Przez 15 lat posługiwałem jako biskup pomocniczy w Archidiecezji Warszawskiej i w tym roku, 25 maja, minęło 5 lat mojej posługi jako ordynariusza Diecezji Drohiczyńskiej.

Od pewnego czasu z upływem lat, stan mojego zdrowia zaczął się pogarszać, głównie z przyczyn kardiologicznych i powypadkowych z przeszłości. Skutkuje to znaczną utratą moich sił i stałym osłabieniem. Zdałem sobie sprawę, że to ogranicza wyraźnie moje możliwości we właściwym wypełnianiem urzędu biskupa diecezjalnego. W związku z tym, po rozeznaniu medycznym oraz długiej modlitwie przebywania przed Bogiem, w duchu odpowiedzialności za Kościół, przedłożyłem Ojcu Świętemu Franciszkowi pokorną prośbę o przyjęcie mojej rezygnacji z urzędu biskupa diecezjalnego i przejście na wcześniejszą emeryturę. Postępowanie to pozostaje w zgodzie ze słowami i z duchem Kodeksu Prawa Kanonicznego, kan. 401 § 2, w którym czytamy: „Usilnie prosi się biskupa diecezjalnego, który z powodu choroby lub innej poważnej przyczyny nie może w sposób właściwy wypełniać swojego urzędu, by przedłożył rezygnację z urzędu”.

Tak też się stało. Po skierowaniu prośby 18 września 2018 roku, otrzymałem 16 października 2018 roku informację z Nuncjatury Apostolskiej w Polsce, że Ojciec Święty Franciszek, po zapoznaniu się z przedłożeniem i po dokonaniu stosownej konsultacji, przyjął rezygnację formułą nunc pro tunc. Papież Franciszek w podjętej decyzji zaznaczył też, że prosi, abym pełnił dotychczasowy urząd do czasu wyłonienia i mianowania mojego następcy. Po upływie czasu oczekiwania został wyłoniony mój następca. Bardzo proszę o życzliwe przyjęcie mojego następcy biskupa Piotra Sawczuka, biskupa pomocniczego Diecezji Siedleckiej, który został posłany do naszej Diecezji przez następcę Piotra apostoła, papieża Franciszka. Ojciec Święty zleca mi posługę biskupią w charakterze Administratora Apostolskiego Diecezji Drohiczyńskiej do czasu kanonicznego objęcia urzędu biskupa diecezjalnego przez następcę.

Z głębi serca dziękuję Panu Bogu za dar szczególnego powołania w Kościele Chrystusowym i za 5 lat posługi biskupiej w Diecezji Drohiczyńskiej oraz za wszelkie otrzymane łaski. Moją wdzięczność wyrażam ks. Biskupowi P. Antoniemu Dydyczowi, wszystkim kapłanom, osobom życia konsekrowanego i całej rodzinie diecezjalnej za wszelkie dobro i każdy wyraz życzliwości oraz współpracy w zbawczej posłudze. Dziękuję też duchowieństwu i wiernym Cerkwi Prawosławnej za życzliwość, dobre relacje i pokojowe współistnienie.

Jeśli kogoś uraziłem – bardzo przepraszam.

Wyrażam wielką wdzięczność Ojcu Świętemu Franciszkowi za zrozumienie i przyjęcie mojej prośby o zwolnienie z pełnionego urzędu Biskupa Diecezji Drohiczyńskiej.

Powierzam się dalszej opiece Matki Kościoła Patronce naszej Diecezji, a Was, Umiłowani Diecezjanie, proszę o modlitwę i duchowe wsparcie.

Niech Bóg Wszechmogący i miłosierny Wam wszystkim błogosławi

Bp Tadeusz Pikus

Administrator Apostolski Diecezji Drohiczyńskiej

Drohiczyn, 17 czerwca 2019 roku

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wątpliwości wokół sprawy Szymonka

2019-06-19 10:59

Dr Błażej Kmieciak - dyrektor Centrum Bioetyki Instytutu Ordo Iuris

Śmierć dziecka wywołuje w pełni zrozumiałe reakcje emocjonalne. Tym bardziej, w celu wyjaśnienia wszelkich wątpliwości, konieczne jest odwołanie się do ustalonych faktów, w tym zwłaszcza wiedzy medycznej oraz informacji dotyczącej poszanowania bądź też naruszenia praw dziecka jako pacjenta oraz jego rodziców.

Analizując sprawę 11-miesięcznego Szymonka leczonego na terenie szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie. trzeba w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę, iż jako opinia publiczna nie posiadamy w tej sprawie zbyt licznych, zweryfikowanych informacji:

- Nie wiemy jaki był stan dziecka przed odłączeniem od aparatury podtrzymującej życie. 10 czerwca szpital stwierdził w Komunikacie: „ze względu na tajemnicę lekarską nie możemy jej upublicznić, natomiast pełne informacje są w posiadaniu Rodziców”.

- Ze strony rodziców nie przedstawiono oficjalnych informacji dotyczących sposobu traktowania dziecka oraz jego ostatecznego rozpoznania klinicznego. Pełnomocnik rodziny zaznaczył jedynie, że postępowanie dotyczące działań w jednej z placówek w Radomiu, w której przebywał chłopiec przez przewiezieniem do Warszawy, posiada charakter niejawny.

- Nie znamy również opinii poszczególnych komisji oraz konsyliów jakie zbierały się w ciągu ostatnich tygodni. W tym zakresie nie tylko nie wiemy, jakie były ustalenia lekarzy ze wspomnianego szpitala, ale również nie posiadamy informacji dotyczącej ustaleń jakie poczynili lekarze-konsultanci zaproszeni na wspomniane powyżej diagnostyczne konsylia.

W większości dostępne informacje odnoszące się do stanu Szymonka bazują na wpisach członków rodziny na portalach społecznościowych, co nie stanowi weryfikowalnego źródła danych medycznych. Pojawiały się również informacje organizacji pozarządowych, w tym zwłaszcza „Stowarzyszenia STOP NOP”, które nie jest uprawnione do stawiania medycznych diagnoz odnoszących się do stanu niespełna rocznego pacjenta.

Jedyne informacje, jakie posiadamy odnoszą się do ogólnego stanu zdrowia dziecka. W szpitalnym Komunikacie z 10 czerwca przypomniano, że „Pacjent przebywa w naszym Szpitalu na Oddziale Intensywnej Terapii od 22 stycznia 2019 r. w stanie skrajnie ciężkim z nieodwracalnym uszkodzeniem centralnego układu nerwowego”. W ostatnich godzinach, w mediach pojawiły się również dwie kluczowe informacje - pierwsza, w której rodzice dziecka wskazali, iż odłączono je od aparatury podtrzymującej życie bez ich obecności, wbrew wcześniejszym ustaleniom oraz druga, w której minister zdrowia, prof. Łukasz Szumowski wskazuje, „że nikt nie odłączył aparatury przed stwierdzeniem, że pacjent zmarł”.

Śmierć dziecka

Ostatnia wypowiedź w sposób wyraźny wskazuje nam na prawdopodobny scenariusz działania w omawianej sprawie. W podobnych przypadkach klinicznych polskie przepisy prawne wprowadziły konkretny scenariusz postępowania, jaki winien być zrealizowany. Po pierwsze, mówimy tutaj o komisyjnym stwierdzeniu „trwałego nieodwracalnego ustania czynności mózgu (śmierci mózgu),” bądź „nieodwracalnego zatrzymania krążenia”. Po drugie, trzeba dodać, iż szczegółowe działania w tym zakresie podejmowane są przez lekarzy na podstawie odrębnego „Obwieszczenia” Ministra zdrowia. Omawiany tutaj proces stwierdzania śmierci składa się z dwóch etapów. W pierwszym wysunięte zostaje przez komisję lekarską podejrzenie odnoszące się do śmierci człowieka. Bada się w tym czasie, czy nie zaistniały sytuacje, które wprowadzać mogą w błąd odnośnie oceny stanu klinicznego pacjenta: m.in. hipotermia, określone postaci zatrucia, spożycie określonych substancji psychoaktywnych. Do drugiego etapu przystępuje się natomiast po potwierdzenia diagnozy dotyczącej śmierci. Bada się np. odruchy źreniczne na światło. Warto również przypomnieć, cytując polskie przepisy ustawowe, że „trwałe nieodwracalne ustanie czynności mózgu (śmierć mózgu) stwierdza jednomyślnie dwóch lekarzy specjalistów posiadających II stopień specjalizacji lub tytuł specjalisty, w tym jeden specjalista w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii lub neonatologii, a drugi w dziedzinie neurologii, neurologii dziecięcej lub neurochirurgii”.

Wątpliwości i wyjaśnienia

Bez względu na w pełni zrozumiałe emocje w całej sprawie, nie można obecnie analizowanej sytuacji Szymona porównać do sprawy Alfirgo Evansa, jak czynią to wielokrotnie polskie media. Wskazany tutaj brytyjski casus odnosił się przede wszystkim do stanu, w którym z niezrozumiałych względów klinicznych, personel brytyjskiego szpitala zdecydował się odłączyć dziecko od aparatury podtrzymującej życie, zaprzestać jego karmienia i pojenia oraz nie wyrazić zgody na podjęcie działań diagnostyczno-leczniczych na terenie innego szpitala. Podobne działania miały miejsce przy jednoczesnym braku postawienia ostatecznej diagnozy oraz wyraźnie dostrzeganych reakcjach dziecka nawiązującego kontakt z rodzicami. Polska sprawa ze szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie oddaje inną rzeczywistość. Mowa bowiem o pacjencie, u którego – jak podawały media oraz wspomniana placówka - stwierdzono obrzęk mózgu oraz nieodwracalne uszkodzenie centralnego układu nerwowego. Minister Zdrowia powiadomił opinię publiczną ponadto, iż odłączenie od respiratora nastąpiło po stwierdzeniu śmierci mózgu. Sprawa Szymona oraz sprawa Alfiego Evansa nie mogą być w tym zakresie porównywane.

W omawianej sprawie wielokrotnie pojawiają się informacje kojarzące stan chłopca z podaną wcześniej szczepionką przeciwko pneumokokom: „cztery dni później wystąpiła u niego gorączka oraz drgawki. Ostatecznie, 21 stycznia dziecko zostało przyjęte do szpitala. Było reanimowane, wykonano kolejne TK głowy, powstał obrzęk mózgu - opisywał tygodnik „Wprost”. Podobne stwierdzenia nie mają jednakże żadnego oparcia w rzetelnej diagnozie lekarskiej wyrażonej przez lekarzy ze szpitala, bądź też przez którego z konsultantów także wskazanych przez rodzinę małego pacjenta. Opinie prezentowane przez taką czy inną organizację pozarządową nie stanowią rzetelnej oraz weryfikowalnej diagnozy lekarskiej. Nie wiemy jaka była przyczyna pojawienia się tak dramatycznego stanu chłopca. Kojarzenie szczepienia oraz omawianej sytuacji nie jest efektem oceny medycznej, a jedynie opinii wyrażonej przez osoby do tego nieuprawnione.

Kontekst uprawnień kieruje as w stronę relacji istniejącej na linii pacjent - lekarz - rodzina. W szpitalnym komunikacie z 10 czerwca wskazywano, iż rodzice mają zapewniony dostęp do informacji medycznej, konsultacji z innymi specjalistami oraz możliwości proponowania innych form wsparcia terapeutycznego. Szpital zatem zapewniał o realizacji prawa pacjenta do informacji, konsultacji z innym lekarzem oraz świadczeń zdrowotnych odpowiadających aktualnemu stanowi wiedzy medycznej. Ze strony rodziców dziecka, innych przez nich upoważnionych osób lub ich pełnomocnika nie pojawiły się dotąd oficjalne stanowiska podważające realizację wskazanych tutaj praw pacjenta oraz praw jego rodziców, jako opiekunów prawnych.

Istotne wątpliwości wzbudza natomiast informacja wskazująca o odłączeniu chłopca od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe bez obecności jego rodziców.- przedstawiali ja rodzice dziecka w mediach. Do informacji tej dotąd nie odniósł się szpital w odrębnym komunikacie lub stanowisku. Jej potwierdzenie jednak wskazywać może na istotne naruszenie praw rodziców oraz naruszenie prawa dziecka jako pacjenta. Polskie przepisy konstytucyjne oraz ustawowe w sposób wyraźny wskazują na prawa rodziców zobowiązanych do sprawowania szczególnej troski nad rozwojem dziecka, w tym rozwojem zdrowotnym. Krajowe ustawodawstwo prawno-medyczne w sposób jednoznaczny zwraca ponadto uwagę na prawo rodziców lub opiekunów prawnych do uczestnictwa w świadczeniach zdrowotnych podejmowanych względem pozostającego pod ich opieką dziecka. Odłączenie pacjenta od respiratora bez obecności, w podobnych działaniach, jego rodziców, stanowić może przykład całkowicie niezrozumiałego postępowania medycznego naruszającego podstawowe standardy deontologiczne oraz normy ustawowe, w tym zwłaszcza prawo pacjenta do umierania w spokoju i godności. Jak wskazano powyżej, kierownictwo resortu zdrowia zaznaczało, iż w omawianej sytuacji mowa jest o odłączeniu pacjenta, u którego wcześniej stwierdzano śmierć. Powyższe nie może być jednak traktowane jako jakiekolwiek wytłumaczenie potencjalnego wprowadzenia w błąd oraz podjęcia unikalnych dla sytuacji rodzinnych działań medycznych, w których możliwości udziału rodzice zostali w sposób nieuzasadniony pozbawieni.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż obecnie konieczne jest uszanowanie dramatu doświadczanego przez rodziców. Ze strony mediów oraz komentatorów niezbędne jest bazowanie na faktach, a nie opiniach i domniemaniach. Bezsprzecznie niezbędnym jest wyjaśnienie niepokojących obaw jakie pojawiły się w związku z ostatnimi momentami życia Szymonka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem