Reklama

Ks. Edward Chat wszystkim brat

2012-11-19 12:00

Władysław Burzawa
Edycja kielecka 27/2009

Urodził się 5 stycznia 1923 r. w Dłużcu. Następnego dnia w uroczystość Objawienia Pańskiego został ochrzczony w kościele św. Mikołaja. Wzrastał w trzypokoleniowej rodzinie. Babcia Wiktoria zmarła jeszcze przed jego narodzeniem. Dziadek Wojciech, jej mąż, który w przeszłości służył w carskim wojsku, wywarł wielki wpływ na wychowanie czterech wnuków

Kiedy miał sześć i pół roku, zaczął uczęszczać do szkoły powszechnej. Lubił się uczyć, gdy tylko przychodził ze szkoły, szybko zasiadał do odrabiania lekcji. Rodzice upominali, żeby najpierw zjadł obiad.

Kształtować siebie

- W II klasie ks. proboszcz Franciszek Hołdyk uczył nas religii - wspomina z uśmiechem. - Pewnego dnia Władzia Polaka i mnie wytypował na ministrantów. Wręczył nam książeczkę z ministranturą (po łacinie) i zadał nauczenie się odpowiedzi z Psalmu 42. Zobowiązujące było to, że jako zadatek na dobrą naukę dostaliśmy linijką po dwie „łapy”. Zachęta podziałała, kandydaci na ministrantów gorliwie wzięli się do nauki. W szkole dzieci otrzymywały wzorowe wychowanie religijne. Nauczyciele odmawiali z nimi modlitwy przed i po lekcjach. W niedziele i święta w ciągu roku szkolnego wszyscy gromadzili się w szkole, a następnie szli do kościoła na Mszę św. W maju kierowniczka szkoły urządzała w klasie mały ołtarzyk z figurą Matki Bożej. Po lekcjach klękała z dziećmi i odmawiała Litanię Loretańską.
Kiedy Edward ukończył szkołę podstawową, jego stryj, który był proboszczem w Ociesękach, zabrał go do siebie. Tam pod jego okiem Edward uczył się i nadrabiał braki z języka polskiego. Jak wspomina, przez miesiąc tak tęsknił za rodzinnym domem, że chodził prawie nieprzytomny. W szkole w Ociesękach nie było takiego ducha religijnego jak w Dłużcu. Nie wszyscy nauczyciele odmawiali modlitwy, nie było też wspólnego chodzenia do kościoła. - Pewnego dnia stryj, który był nauczycielem religii, wszedł do klasy i zauważył, że ze ściany został zdjęty krzyż. Okazało się, że zdjął go kierownik szkoły należący do ZNP, który był lewicową organizacją. Po tygodniu krzyż powrócił na swoje miejsce.
Po zakończeniu roku szkolnego 1935/36 wraz ze stryjem i kierownikiem szkoły udał się na egzamin wstępny do Gimnazjum św. Stanisława Kostki w Kielcach, dokąd wcześniej złożył podanie. Stryj zaznaczył, że jeśli Edward zda egzamin, to zostanie przyjęty do szkoły i będzie się kształcił, jeśli nie „to pójdzie do zawodu”. Po ogłoszeniu wyniku egzaminu okazało się, że Edward został przyjęty. Zamieszkał w internacie. Wraz z nim mieszkali m.in. synowie dziedziców, inżynierów, dyrektorów. Nie interesowali się nauką, bardziej dbali o wygląd zewnętrzny, ciekawiły ich zawody konne, kino i w ukryciu gra w karty. Nie mieli chęci do nauki i nie mieli też zdolności.
Pierwsze tygodnie Edward przeżył pełen tęsknoty za domem rodzinnym. Czuł jednak odpowiedzialność za stworzone mu idealne warunki do nauki, za wysokie opłaty szkoły i internatu. Nie chciał zniweczyć nadziei bliskich, solidnie zabrał się do nauki. Pomogli mu świetni nauczyciele, którzy „rozmiłowali” go w poszczególnych przedmiotach. Chłonął wiedzę. Po zakończeniu roku szkolnego okazało się, że należał do grona sześciu uczniów z całej szkoły, którzy zakończyli naukę z wynikiem bardzo dobrym.
- Wtedy przyszła mi oryginalna myśl, żeby przez wakacje przerobić materiał II klasy i na podstawie świadectwa z połowy VII klasy zdawać do klasy III gimnazjum - wspomina. Zarówno stryj, jak i wujek, z zawodu nauczyciel, odradzali mu, argumentując, że wiedzę trzeba przyswajać powoli. Mimo wszystko, postawił na swoim. Pojechał do Krakowa i złożył podanie do dyrekcji krakowskiej filii Gimnazjum Ojców Pijarów w Rakowicach o dopuszczeniu jako eksternisty do egzaminu do kl. III. Po złożeniu egzaminu zamieszkał w konwikcie Ojców Pijarów przy Plantach. Uczyli się pilnie, mając za nauczycieli wybitnych krakowskich profesorów.
Nadchodziły ciężkie czasy. W Europie rozpoczął się proces dominacji hitlerowskich Niemiec. Nastąpił „Anschluss” Austrii, Niemcy zajęli Sudety i północne Morawy. Wojnę wyczuwało się w powietrzu. W wakacje pracował w Dłużcu przy koszeniu zboża i zwożeniu go do stodół. W połowie sierpnia 1939 r. otwarcie mówiono o wojnie. Ogłoszono mobilizację.

Czas wojny

1 września rozpoczęła się II wojna światowa. W listopadzie Niemcy pojawili się w Ociesękach. Gestapowcy pokazali, jak ma wyglądać „nowy porządek”. Pobili Żyda Fischla, właściciela sklepu. Zbity do krwi powiedział, że dla Żydów już nie ma ratunku. Edward poszedł do Kielc odwiedzić Gimnazjum św. Stanisława Kostki. Szkoła była zajęta przez niemieckich żołnierzy. Odszukał ks. Franciszka Wajdę, pełniącego funkcję dyrektora „Caritas”. Ten zachęcał Edwarda, by nie tracił kontaktu z nauką i zapisał się na tajne komplety. Niemcy wkrótce wywieźli ks. Wajdę do obozu koncentracyjnego do Oświęcimia, a później do Dachau, gdzie doczekał wyzwolenia. Mniej szczęścia miał rektor Seminarium kieleckiego i proboszcz parafii katedralnej, ks. Józef Pawłowski. Niemcy bestialsko zamordowali go w Dachau.
Edward wrócił do rodzinnego domu. Patrzył na okropności wojny i na ludzi, którzy mimo wszystko starali się zachować ludzkie odruchy w stosunku do bliźnich. Ojciec Edwarda przez pewien czas ukrywał dwóch żydowskich chłopców, którzy uciekli z getta, mimo iż całej rodzinie groziła za to śmierć.
Pod ciągłym niemieckim terrorem czas dłużył się niemiłosiernie. Niemcy doznawali kolejnych klęsk. Front powoli się zbliżał. Niemcy aresztowali Edwarda i kilku kolegów sadząc, że są partyzantami. Rozpoczęły się dwa tygodnie przesłuchań i niepewności. Nie wierzyli, że wyjdą z tego żywi. Po przewiezieniu ich do obozu pracy w Olesznie, uciekli dzięki pomocy miejscowego księdza.

Reklama

Szukając drogi życia

Wojna się zakończyła. Powoli wszystko wracało do życia, ale nie do normalności. Władzę przejęli ludzie o komunistycznych poglądach. W marcu w 1945 r. Edward udał się do Gimnazjum św. Stanisława do Kielc. - Wybite okna zabijaliśmy dyktą - wspomina. Budynek szkoły był bardzo zniszczony. Początkowo naukę ks. dyrektor Adam Szafrański organizował w budynku Sióstr Nazaretanek przy ul. Słowackiego 5.
Po zdaniu matury w liceum „Kostki” złożył dokumenty w WSD. Na pierwszy rok studiów przyjętych zostało 18 alumnów. Dni w seminaryjnych murach płynęły szybko. Modlitwa, nauka i praca kształtowały codzienne życie. Komuniści narzucali kolejne ograniczenia, rugowali szkoły katolickie, zaprowadzając nowy porządek. W 1950 r. władze państwowe zabrały Seminarium wszystkie grunty, nawet ogród. Na IV roku alumn Edward został mianowany redaktorem seminaryjnego czasopisma „Nasze Myśli”. Komuniści przeszkadzali i tu jak mogli. Numer czasopisma traktujący o księżach pomordowanych w czasie II wojny światowej został częściowo zarekwirowany przez urzędników cenzury.
Święceń prezbiteratu 17 grudnia 1950 r. udzielił bp Czesław Kaczmarek. Po święceniach młody ksiądz trafił na parafię w Łopusznie, gdzie pracował przez pięć lat, później, w 1956 r., skierowany został na studia teologiczne do Lublina. Lubił się uczyć, więc nauka nie sprawiała mu większych trudności. Ks. Chat wspomina „niezapomniane chwile” spędzone na rajdach czy spływach kajakowych pod kierownictwem duszpasterza akademickiego o. Tomasza Rostworowskiego wraz z ks. prof. Władysławem Wójcikiem i innymi księżmi. - Przepłynęliśmy prawie wszystkie ważniejsze rzeki i jeziora w Polsce, otrzymałem srebrną odznakę kajakową - wspomina - przy okazji odprawialiśmy Msze święte dla różnych grup młodzieżowych i dziecięcych wypoczywających na obozach. Takie „wakacyjne duszpasterstwo” było zakazane w czasach PRL-u. Podczas wakacji w 1964 r. popłynęli 21 kajakami na Mazury. W miejscowej prasie ukazały się artykuły „o najeździe 450 księży na Mazury”, a w rzeczywistości było ich 42. Szykanowani przez milicję, często musieli zmieniać miejsce biwakowania.
W sierpniu 1958 r. bp Czesław Kaczmarek wezwał ks. Chata i poinformował młodego kapłana, iż zamierza mianować go ojcem duchownym w Seminarium. - Nie wiem, czy w swoim życiu przeżyłem drugie takie zaskoczenie niespodziewaną decyzją - wspomina. W WSD w Kielcach ks. Chat pracował jako ojciec duchowny blisko dwadzieścia lat. To spora część życia oddana alumnom i kapłanom. Do dziś księża zwracają się do ks. Chata słowami: „ojcze”. Nadal studiował. Pracę doktorską z teologii dogmatycznej obronił i egzaminy doktoranckie złożył w marcu 1963 r.

Uczyć się i nauczać innych

Kształcił się dalej. Poznawał język niemiecki, starał się wyjechać do jednej z parafii w Monachium, skąd otrzymał zaproszenie. Urzędnicy z Wydziału Paszportowego odpowiadali negatywnie, wyjaśniając, że „wyjazd niewskazany dla dobra kraju”. Dopiero w 1974 r. otrzymał paszport i zgodę na wyjazd za granicę. W 1977 r. wyjechał na studia do Niemiec, gdzie pełnił również funkcję kapelana w Domu Emerytów w Kolonii. W tym czasie RFN odwiedził Papież Jan Paweł II. Spotkanie z polskim Następcą św. Piotra wywarło na nim i na dziesiątkach Polaków olbrzymie wrażenie. Studia religiologii na uniwersytecie w Bonn ukończył drugim doktoratem. Po powrocie do Polski ks. Edward Chat został mianowany proboszczem w parafii katedralnej w 1982 r.
Przez lata posługi starał się przyciągać do Kościoła ludzi, którzy tracili wiarę albo stawali się obojętni religijnie. O jego pasterskiej trosce świadczy powiedzenie ukute przez alumnów WSD: „Ojciec Chat wszystkim brat”. Starał się być bratem i dla alumnów, i dla wiernych, którzy potrzebowali pomocy duchowej.
W 1983 r. rozpoczął budowę Domu Parafialnego pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. - Pomagali wszyscy modlitwą, pracą i ofiarnością. Kolejnym dziełem była budowa ołtarza polowego obok kieleckiej bazyliki katedralnej i przygotowanie pl. Jana Pawła II na wielkie uroczystości.
Gdy pytam Księdza Prałata o chwile, które na zawsze zostały w jego pamięci, zastanawia się i mówi: - Takich chwil było wiele, jedną z nich był dzień przystąpienia do sakramentu bierzmowania w 1942 r. Do dziś pamiętam słowa ks. rektora Jana Jaroszewicza, który po udzieleniu sakramentu powiedział w kazaniu: „Jeżeli Duch Święty ze swoimi darami wam nie pomoże, nic wam nie pomoże”. Drugim momentem w życiu, który zapisał się na zawsze w jego pamięci, była pielgrzymka Jana Pawła II, podczas której polski papież odwiedził Kielce i bazylikę katedralną. - Jako proboszcz wspólnoty parafialnej witałem Papieża. Byłem bardzo wzruszony - podkreśla - podawałem również korony dla koronacji cudownego Obrazu Matki Bożej Łaskawej.
Ks. Chat nadal jest aktywny, wciąż podróżuje, odwiedzając swoich kursowych kolegów, ale nie tylko. Zbiera materiały do kolejnej książki z dziedziny religiologii, odprawia Msze św., spowiada, głosi rekolekcje. Robi to, do czego został po wołany. Z nostalgią wraca do dawnych chwil. Może były i ciężkie, ale zapał wiernych, ich modlitewna obecność wynagradzała mu wszystkie kapłańskie trudy.

Ks. prał. Edward Chat

Urodził się w Dłużcu w powiecie olkuskim 5 stycznia 1923 r. Uczył się w szkole powszechnej w rodzinnej miejscowości. W 1935 r. złożył egzamin do Gimnazjum św. Stanisława Kostki w Kielcach, następnie uczył się u Ojców Pijarów w Krakowie. Podczas wojny aresztowany przez Niemców, uciekł dzięki pomocy jednego z księży.
Po zdaniu matury został przyjęty do WSD w Kielcach. Został mianowany redaktorem seminaryjnego czasopisma „Nasze Myśli”. 17 grudnia 1950 r. otrzymał święcenia prezbiteratu z rąk bp. Czesława Kaczmarka. Po święceniach skierowany został do parafii w Łopusznie, gdzie pracował przez pięć lat. Od 1956 r. studiował teologię w Lublinie. Studia ukończył doktoratem z teologii dogmatycznej w 1963 r.
W sierpniu 1958 r. bp Czesław Kaczmarek mianował ks. Chata ojcem duchownym w WSD. W 1977 r. wyjechał na studia religiologii do Niemiec, które zakończył drugą promocją doktorską. Po powrocie w 1982 r. został mianowany proboszczem parafii katedralnej. Dzięki jego staraniom wybudowany został dom parafialny pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny oraz ołtarz polowy na pl. im. Jana Pawła II. Nadal dużo podróżuje i pisze. Obecnie pracuje nad nową książką z dziedziny religiologii.

Reklama

Kard. Duka: to Jan Paweł II położył kres fałszywej tolerancji

2019-12-05 18:22

Krzysztof Bronk /vaticannews / Praga (KAI)

Jedną z przyczyn skandali seksualnych w Kościele jest osłabienie prawa kanonicznego, które w przeszłości funkcjonowało bardziej precyzyjnie i bezwzględnie – uważa kard. Dominik Duka, prymas Czech. Podkreśla on, że w przeszłości biskup nie miał trudności z rozwiązywaniem takich problemów. Kiedy na przykład okazywało się, że ktoś jest homoseksualistą – mówi kard. Duka - to natychmiast trzeba go było wydalić. Potem jednak w czasach rewolucji seksualnej i soboru wszystko to stało się bardziej dyskusyjne. Twierdzono, że nie można karać człowieka za to, na co nie ma wpływu. Było większe otwarcie, pozostawała tylko spowiedź i nikt sobie z tym nie radził – wspomina 77-letni kard. Duka. Podkreśla on, że przełom wprowadził dopiero Jan Paweł II, który w pewnym momencie jasno powiedział „dość”, położył kres tej fałszywej tolerancji i wskazał na potrzebę współpracy z policją i sądownictwem.

Vatican News / ANSA
kard. Dominik Duka, prymas Czech

Skandale seksualne to jeden z tematów obszernej rozmowy pomiędzy kard. Duką i czołowym czeskim reżyserem filmowym Jiřím Strachem, opublikowanej w miesięczniu Xantypa. Arcybiskup Pragi przypomina, że jeśli chodzi o wykorzystywanie nieletnich, to w czeskim Kościele wciąż są to przypadki marginalne. Od 1990 r. tylko w dziesięciu sprawach zapadły wyroki. Jiří Strach pyta się również o uwidaczniające się coraz bardziej rozbicie czeskiego Kościoła. Kluczową rolę odgrywa tu postać praskiego kapłana Tomáša Halíka, który publicznie krytykuje kard. Dukę i skupia wokół własnej osoby jego przeciwników. „Gdyby ktoś na planie filmowym przez cały czas mówił mi, że wszystko, co robię jest złe i nieustannie rzucał mi kłody pod nogi, to moim świętym prawem reżysera byłoby go wyrzucić. Czy arcybiskup Pragi nie może tego zrobić?” – pyta czeski reżyser. „Nie mogę sobie na to pozwolić i nawet nie chcę – odpowiada kard. Duka. Jeśli łączy cię z kimś kawał wspólnego życia, dużo z nim przeżyjesz, współpracujesz, to potem nie jest tak łatwo powiedzieć: zejdź mi z oczu!”.

Zdaniem arcybiskupa Pragi dzielenie Kościoła na dwa obozy świadczy o nieumiejętności prowadzenia dialogu, o brakach w postawie demokratycznej. Problemem dzisiejszego społeczeństwa jest straszna nienawiść. Jeśli ktoś mi nie pasuje, to wszystko będę robił przeciwko niemu. Jeśli nie wybraliście mojego kandydata, to nie będę z wami współpracował. Pod tym względem, zauważa kard. Duka, doszło do strasznego upolitycznienia życia społecznego, kulturalnego i religijnego.

Arcybiskup Pragi odniósł się również do stawianego mu często zarzutu, że za bardzo przyjaźni się czeskimi prezydentami. Przyznał, że z Milošem Zemanem zna się od dawna, wie dużo o jego życiu osobistym i problemach. „Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie utrzymujemy przyjacielskich relacji, choć niekiedy się nie zgadzamy” – powiedział Prymas Czech. Z Václavem Klausem odbył wiele dyskusji, również na tematy religijne. „Wzajemnie się szanujemy i w wielu sprawach się rozumiemy” – potwierdza kard. Duka. Sięgając natomiast do przyjaźni z Václavem Havlem, przypomina, że zawiązała się ona w komunistycznym więzieniu. Przywołuje też swe ostatnie spotkanie z byłym prezydentem, kiedy to w słowach na pożegnanie, Havel, który przez całe życie deklarował się jako agnostyk, przyznał się jednak do wiary w Boga. „Jaroslavie – mówił Vaclav Havel, zwracając się do kard. Duki, jego cywilnym, więziennym, a nie zakonnym imieniem – przecież to wiemy, On istnieje!”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Premiera filmu „Częstochowa lata 1939-1945 – II wojna światowa”

2019-12-06 10:43

Red.

Od wybuchu II wojny światowej minęło 80 lat. Z tej okazji autorzy filmów historycznych o Częstochowie postanowili zrealizować kolejny dokument

Kasfilm

Autorami filmu „Częstochowa 1939-1945 – II wojna światowa” są m.in.: Zbisław Janikowski – scenarzysta, Krzysztof Kasprzak – reżyser i Robert Nawrot – montażysta.

W dokumencie wykorzystano materiały archiwalne osób prywatnych, Filmoteki Narodowej oraz wszystkich instytucji w Częstochowie, które zajmują się gromadzeniem archiwaliów.

W filmie pokazana jest mało znana walka obronna z września 1939 roku i tragiczna zagłada społeczności żydowskiej. Istotnym wątkiem jest też obraz życia codziennego: terror, niepewność jutra, zagrożenie życia, ale również opór i walka o zachowanie godności i dążenie do odbudowy niepodległego państwa. „Częstochowa 1939-1945 – II wojna światowa” pozwala poznać bliżej mało znaną historię miasta i pomaga ocalić od zapomnienia ten tragiczny czas.

Premiera filmu odbędzie się we wtorek 10 grudnia o godz. 18.00 w klubie Politechnik w Częstochowie – al. Armii Krajowej 23/25. Wstęp wolny. Na miejscu można będzie zakupić płyty DVD z filmem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem