Reklama

Genialny plan Piłsudskiego

2012-11-19 12:00

Z prof. Józefem Szaniawskim, historykiem, wykładowcą akademickim, rozmawia Wiesława Lewandowska
Edycja warszawska 33/2009

pl.wikipedia.org
Polskie pozycje pod Miłosną, sierpień 1920

Wiesława Lewandowska: - Dlaczego zwycięstwo w wojnie polsko-bolszewickiej nazywa Pan Profesor jedyną Polską Victorią?

Prof. Józef Szaniawski: - Dlatego, że nawet Bitwa pod Grunwaldem nie była tylko polską Victorią - tam walczyli przecież Litwini, Tatarzy, Czesi… A Sobieski pod Wiedniem, choć dowodził ogromną armią chrześcijańskiej Europy, to była to tylko część połączonych armii 12 narodów, a więc wprawdzie nasz król odegrał rozstrzygającą rolę, ale nie on sam… Natomiast 1920 rok to jest wyłącznie polska Victoria, w dodatku w obronie i na rzecz całej Europy.

- Historycy uważają Bitwę Warszawską za jedną z osiemnastu najważniejszych bitew w historii świata. Na którym miejscu takiej listy, zdaniem Pana, należałoby ją usytuować?

- Według mnie, to była jedna z siedmiu, ośmiu najważniejszych, decydujących bitew w dziejach świata. Do wspomnianej osiemnastki zalicza się m.in. bitwę pod Verdun i bitwę nad Marną. A prawdę powiedziawszy, nic takiego by się nie stało, gdyby Francuzi bitwę pod Verdun albo bitwę nad Marną przegrali… Niemcy zajęliby Francję, losy Europy nie uległyby zasadniczej zmianie. To samo dotyczy bitwy pod Sedanem w wojnie francusko-pruskiej w 1870 r. I to samo można powiedzieć o kilku innych bitwach z tej listy. Bitwy, w których decydowały się losy całej Europy, to np. bitwa Greków z Persami pod Salaminą albo bliższa nam bitwa pod Wiedniem, kiedy to Turcy poprzez Wiedeń zamierzali dotrzeć do Rzymu i zawojować całą Europę.

- I właśnie do tego najściślejszego grona bitew decydujących o losach cywilizacji europejskiej można zaliczyć Bitwę Warszawską?

- Zdecydowanie tak. Uważam, że spośród tego rodzaju bitew w XX wieku pierwszą była właśnie Bitwa Warszawska, a za nią trzy bitwy II wojny światowej: bitwa o Anglię, o Midway i bitwa pod Stalingradem. Od nich zresztą też zależały losy całego świata. Twierdzę, że w sensie cywilizacyjnym, historycznym i geopolitycznym Bitwa 1920 roku była dużo, dużo ważniejsza niż się to zazwyczaj ocenia.

- Bo gdyby nie polski odpór, Sowieci zanieśliby komunizm na swoich bagnetach aż do Atlantyku?

- Takie były ich plany. Lenin jako premier rządu Rosji w przemówieniu na Kremlu 20 września 1920 r., czyli pięć tygodni po katastrofie pod Warszawą, mówił: „Stanęliśmy przed nowym zadaniem, mogliśmy i powinniśmy byli wykorzystać sytuację militarną, żeby rozpocząć wojnę zaczepną. Sformułowaliśmy to nie w oficjalnej uchwale zawartej w protokołach Komitetu Centralnego, ale powiedzieliśmy między sobą, że sprawdzimy za pomocą bagnetów, czy w Polsce nie dojrzała już rewolucja proletariacko-socjalistyczna. Wiedzieliśmy dobrze, że rozbijając armię polską, rozbijamy pokój europejski, na którym opiera się cały światowy system obecnych stosunków międzynarodowych. Gdyby Polska stała się sowiecka, pokój wersalski zostałby zburzony i cały system międzynarodowy ustanowiony dzięki zwycięstwom runąłby. Uważaliśmy bowiem, że gdzieś pod Warszawą znajduje się nie centrum polskiego rządu, ale centrum całego współczesnego systemu imperialistycznego oraz że okoliczności pozwalają wstrząsnąć tym systemem i prowadzić politykę nie w Polsce, ale w Niemczech i w Anglii. Niemcy ogarnęło wrzenie rewolucyjne, angielski proletariat wzniósł się na zupełnie nowy poziom rewolucyjny. Wszystko tam było gotowe do wzięcia, lecz Piłsudski i jego Polacy spowodowali gigantyczną, niesłychaną klęskę sprawy światowej rewolucji. (…) Będziemy nadal przechodzić od strategii defensywnej do ofensywnej, aż wykończymy tych Polaków na dobre”.

- A tych Polaków nie udało się wykończyć, choć nie tylko Sowietom wydawało się to takie oczywiste…

- Wydawało się, że Polska tę bitwę musi przegrać. I wydawało się też, że wszyscy w Europie Zachodniej byli z tą możliwością jakoś pogodzeni. Nikt nie udzielił Polsce żadnej pomocy, nie tylko militarnej, nie tylko materiałowo-finansowej, ale żadnej, nawet słownej. Z wyjątkiem listu, który papież Benedykt XV napisał do Episkopatu Polski.

- Benedykt XV zarządził modlitwy w całym Kościele powszechnym „O zmiłowanie Boga nad nieszczęsna Polską”.

- List papieża był naprawdę piękny i krzepiący. Sytuacja Polski, bardzo młodego państwa, była niezwykle trudna. Mówiono wtedy, że tylko cud może nas uratować. Dysproporcja sił między Rosją Sowiecką a Polską, która jako państwo miała zaledwie półtora roku, była porażająca. Wojsko Polskie ledwie zaczynało się formować, a musiało stawić czoła dwumilionowej armii.

- Skoro wszystko wskazywało niemal na pewną przegraną, jakim cudem doszło jednak do zwycięstwa?

- Dzięki genialnemu planowi strategicznemu. To był plan niesłychanie ryzykowny, wymyślony przez Józefa Piłsudskiego w czasie bezsennej nocy z 5 na 6 sierpnia 1920 r. Plan polegał na tym, że z resztek z rozbitych oddziałów wojska polskiego, które cofały się na przestrzeni 500 km ze wschodu, stworzył 6 dywizji i skoncentrował je na południowym skrzydle w rejonie Puław i Dęblina. Uderzył na odsłonięte skrzydło frontu zachodniego armii sowieckiej, co było dla Rosjan całkowitym zaskoczeniem. Ten plan w swojej prostocie był genialny.

- Plan był bardzo ryzykowny i - zwłaszcza przez wojskowych - krytykowany.

- Piłsudski przeciwstawił się różnym doradcom, którzy mówili, że trzeba się okopać na linii Wisły i bronić metodą wojny pozycyjnej. Ale przecież by bronić się od Puław i Dęblina po Toruń i Grudziądz, trzeba było mieć milionową armię… Piłsudski uważał, że tylko manewr, ruch, może spowodować zwycięstwo. Naczelnemu wodzowi zarzucano, że podjął ogromne ryzyko i Rosjanie zdobędą Warszawę, bo przecież byli już bardzo blisko. Piłsudski jednak uważał - i odważył się to nawet powiedzieć - że lepiej stracić Warszawę niż cała Polskę. To był główny motyw jego planu.

- To było ryzyko graniczące z cudem? Cud?

- Na przełomie lipca i sierpnia w kościołach całej Polski modlono się o cud. Strach przed niewolą sowiecką był ogromny. Panowało powszechne przekonanie o nieuchronności niewoli sowieckiej. Gdy do Warszawy dochodziły odgłosy armat spod Radzymina, na pl. Zamkowym celebrowano wielką polową Mszę św. To, że akurat 15 sierpnia, w dzień Matki Bożej Zielnej, zdecydowało się zwycięstwo Bitwy Warszawskiej, było rzeczywiście jakimś cudem…

- Chyba nigdy wcześniej ani nawet później tak gorliwie się w Polsce nie modlono o cud, ale przecież rola Kościoła w Cudzie nad Wisłą była nie tylko nadprzyrodzona?...

- Piłsudski był wspierany przez kard. Aleksandra Kakowskiego, bp. Władysława Bandurskiego i nuncjusza Achille Rattiego. Nigdzie nie napisano, że to byli przyjaciele, ale faktycznie byli wielkimi przyjaciółmi i bardzo się wspierali. Kiedy bolszewicy zbliżyli się do Wisły, cały korpus dyplomatyczny opuścił Warszawę z wyjątkiem nuncjusza Achille Rattiego, późniejszego papieża Piusa XI. Józef Piłsudski cieszył się jego ogromnym wsparciem, nawet wówczas, kiedy Ratti był już papieżem. Można powiedzieć, że odegrał on ogromną rolę w dramacie pierwszych dni wolności Polski, a bardzo szczególną w roku 1920.

- Symbolem bitwy 1920 r. jest ks. Ignacy Skorupka, poległy pod Ossowem k. Wołomina kapelan 236. Pułku Piechoty. Czy jego rolę można uznać za jedynie symboliczną?

- Ks. Ignacy Skorupka jest w istocie drugą z dwu najważniejszych postaci - zaraz po Józefie Piłsudskim - kojarzonych z Bitwą Warszawską. Ks. Skorupka wyszedł do boju spod kościoła św. Floriana (obecnie katedra) i doszedł pod Wołomin. Cały czas w sutannie, choć wtedy większość kapelanów była ubrana w mundury. Zdawał sobie sprawę z tego, że będzie to miało ogromny wpływ moralny na żołnierzy. Gdy dowódcy polegli i nagle został jedynym oficerem, musiał przejąć dowództwo nad grupą ok. 250 żołnierzy. Z krzyżem w ręku, pociągnął ich do kontrataku na bolszewików. I poległ… Na drzwiach katedry polowej Wojska Polskiego jest płaskorzeźba przedstawiająca Bitwę Warszawską, a na niej ks. Skorupka z krzyżem w ręku i marszałek Piłsudski na koniu, za nimi podąża ogromna kolumna wojska. Oni dwaj stali się, niezależne od zakresu swego realnego udziału, symbolami 1920 r. Ks. Skorupka został pośmiertnie odznaczony przez Naczelnika Państwa Krzyżem Virtutti Militari.

- Wielką rolę w 1920 r. odegrały zwykłe wiejskie kościoły, przy których powstawały Komitety Obrony Narodowej, a dzięki temu po raz pierwszy w narodowym zrywie tak masowo uczestniczyli chłopi. Czy to także nie był cud?

- A pamiętajmy, że nie było wtedy radia i telewizji i przekaz docierał do ludzi przez pisemne obwieszczenia i przez ambony. Odezwy marszałka Piłsudskiego do chłopów były na polecenie kard. Kakowskiego odczytywane we wszystkich kościołach. Ta determinacja i opór Polaków był niesłychany! W momencie, gdy milionowa armia bolszewików dowodzona przez Tuchaczewskiego, Budionnego, Jegorowa, a także przez Stalina (który stał pod Lwowem) napierała w stronę Wisły, rosła determinacja i opór Polaków. To nie był jednorazowy zryw, tylko powszechna mobilizacja. Ludzie wstydzili się siedzieć w domu. Zgłaszali się masowo do wojska na prośbę Naczelnego Wodza, przekazywaną przez księży.
„Ludu polski, chwyć za broń, idzie pożoga i mord, tam gdzie przejdzie bolszewik, pozostaną zgliszcza i gruzy polskiej wsi. Bolszewik to wróg ludu polskiego… Niech żywa noga najezdnika nie wyjdzie z polskiej ziemi. Za poległych w obronie ojczyzny ojców i braci, za zniszczone zbiory, za zrabowane zagrody, niech karzące twoje pięści zbrojne, widły, kosy i cepy spadną na karki bolszewików”. Tak pisał Piłsudski w odezwie 18 sierpnia, już po bitwie. Wszyscy już poznali okrucieństwo bolszewików, a jednak szli na tę wojnę, bo bali się sowieckiej okupacji.

- Mało do dziś wiemy o realiach tej ważnej i okrutnej wojny, lubimy ją skwitować prostym, wygodnym pojęciem „Cud nad Wisłą”…

- Niewiele się mówi o tej naszej najważniejszej bitwie, nawet po 1989 roku… Jan Paweł II też lubił używać określenia „Cud nad Wisłą”, ale mówił przede wszystkim o swojej osobistej wdzięczności dla tych, którzy obronili Ojczyznę w 1920 r. Zawsze też podkreślał opatrznościowy dla Europy charakter tej bitwy: „«Cud nad Wisłą», zwycięstwo Marszałka Piłsudskiego w bitwie z Armią Czerwoną zatrzymało (…) sowieckie zakusy” („Pamięć i tożsamość”).

Tagi:
Cud nad Wisłą

Reklama

Bohaterowie cywilizacji miłości

2019-08-21 11:25

Magdalena Gronek
Edycja warszawska 34/2019, str. 1

Główne uroczystości obchodów 99. rocznicy Bitwy Warszawskiej odbyły się w Ossowie i Radzyminie

Magdalena Gronek

Uroczystości w Ossowie rozpoczęły się modlitwą przy Krzyżu Pamięci ks. Ignacego Skorupki. Następnie Mszy św. w kaplicy Cudu nad Wisłą przewodniczył biskup warszawsko-praski. W homilii bp Romuald Kamiński podkreślił, że odzyskanie niepodległośći Polski i zachowanie jej suwerenności nie było darem obcych mocarstw, ale wynikiem sztuki militarnej Polaków oraz Bożej Opatrzności.

Podkreślił, że zwycięstwo w 1920 r. było owocem wiary i gorliwej nieustannej modlitwy całego narodu. „Oto do tej walki włącza się w dniu swego święta Strażniczka Polski, Najświętsza Maryja Łaskawa” – powiedział duchowny przywołując świadectwa bolszewickich żołnierzy widzących 15 sierpnia na niebie postać Matki Bożej. – Wtedy byliśmy mocni, budzący respekt i podziw wobec innych, gdy szanowaliśmy zasady Boże, na których buduje się cywilizację miłości!

Po południu 15 sierpnia uroczystości odbyły się także w Radzyminie na Cmentarzu Polskich Żołnierzy Poległych w 1920 r. Mszy św. przewodniczył tam bp Marek Solarczyk. W homilii podkreślił, że ci, którzy stanęli do walki z najeźdźcą bolszewickim wpisują się w misję Maryi, ponieważ bronili daru życia i miłości w świecie, który próbuje te wartości zniszczyć. – Są oni bohaterami miłości, która wszystko zwycięża – zwycięża lęk, obawy; zwycięża podziały, zwycięża to wszystko co wynika z ludzkiej słabości. Są bohaterami miłości, która potrafi prowadzić do heroizmu – powiedział bp Solarczyk.

Nawiązując do wizyty papieża Jana Pawła II w Radzyminie zwrócił uwagę, że dzięki tym, którzy 99. lat temu złożyli swoje życie na ołtarzu Ojczyzny, możemy dziś żyć. – Otrzymaliśmy życie, które się nie kończy. Nie zmarnujmy więc tego daru – zaapelował bp Solarczyk.

Podczas uroczystości ogłoszono, że w Radzyminie w pobliżu Cmentarza Żołnierzy 1920 r. powstanie Muzeum Bitwy Warszawskiej. Będzie to wspólna inicjatywa miasta Radzymin oraz Mazowieckiego Urzędu Marszałkowskiego. Placówka stanie się jednym z oddziałów Muzeum Niepodległości i będzie finansowana przez samorząd gminny i wojewódzki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Karolina od czystych serc

2019-11-13 08:09

Red.
Niedziela Ogólnopolska 46/2019, str. 28

Czyż święci są po to, ażeby zawstydzać? Tak. Mogą być i po to. Czasem konieczny jest taki zbawczy wstyd, ażeby zobaczyć człowieka w całej prawdzie. Potrzebny jest, ażeby odkryć lub odkryć na nowo właściwą hierarchię wartości. Potrzebny jest nam wszystkim, starym i młodym” – powiedział Jan Paweł II w Tarnowie 10 czerwca 1987 r. podczas beatyfikacji Karoliny Kózkówny, dziewicy i męczennicy.

Karolina Kózkówna – patronka Ruchu Czystych Serc i Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży pyta nas, a szczególnie młode pokolenie, o czystość serca. I może nas tym pytaniem zawstydzać.

Urodziła się 2 sierpnia 1898 r. we wsi Wał-Ruda k. Radłowa, jako czwarte z jedenaściorga dzieci, w ubogiej chłopskiej rodzinie. Od najmłodszych lat kochała modlitwę. Nie rozstawała się z otrzymanym od matki różańcem – modliła się nie tylko w ciągu dnia, ale i w nocy. W latach 1906-12 uczyła się w ludowej szkole podstawowej. Do Pierwszej Komunii św. przystąpiła w 1907 r. w Radłowie, a bierzmowana została w 1914 r. przez biskupa tarnowskiego Leona Wałęgę w nowo wybudowanym kościele parafialnym w Zabawie. Była bardzo gorliwa w wierze. Katechizowała swoje rodzeństwo i dzieci z okolicy, śpiewała z nimi pieśni religijne, odmawiała Różaniec i zachęcała do życia według Bożych przykazań.

W wieku 16 lat, 18 listopada 1914 r., została zamordowana, kiedy broniła się przed zgwałceniem przez rosyjskiego żołnierza.

W czasie Mszy św. beatyfikacyjnej Jan Paweł II, wskazując na wzór Karoliny, powiedział: „Święci są po to, ażeby świadczyć o wielkiej godności człowieka. Świadczyć o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym dla nas i dla naszego zbawienia – to znaczy równocześnie świadczyć o tej godności, jaką człowiek ma wobec Boga. Świadczyć o tym powołaniu, jakie człowiek ma w Chrystusie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Jedlni odsłonięto pomnik ku czci gen. Dąbrowskiego

2019-11-19 19:10

ar, awg / Jedlnia (KAI)

We wsi Jedlnia w województwie mazowieckim odsłonięto pomnik ku czci gen. dyw. Jana Henryka Dąbrowskiego. Monument powstał z okazji 210. rocznicy stacjonowania naczelnego dowódcy wojsk polskich w podradomskiej wiosce. Autorami projektu monumentu i jego fundatorami są ks. kan. Janusz Smerda, proboszcz parafii pw. św. Mikołaja w Jedlni i prezes Stowarzyszenia Jedlnia Wojciech Pestka.

youtube.com

W kościele parafialnym pw. św. Mikołaja odbyła się uroczysta Msza święta w intencji Ojczyzny, odprawiona przez ks. kan. Janusza Smerdę. Po zakończeniu liturgii zebrani wysłuchali prelekcji na temat gen. Jana Henryka Dąbrowskiego, którą wygłosił prof. dr hab. Marek Wierzbicki z Delegatury IPN w Radomiu. Następnie zebrani parafianie przeszli na Skwer króla Jagiełły. Odśpiewano tam Mazurek Dąbrowskiego, który, jak dowodził w swoim przemówieniu badacz historii Księstwa Warszawskiego Adam W. Gorycki z Kielc, pierwszy raz w historii rozbrzmiewał w Jedlni w lipcu 1809 r., śpiewany przez żołnierzy z dywizji gen. Jana Henryka Dąbrowskiego.

Prelegent zwrócił uwagę, że w miejscu, w którym zebrali się uczestnicy uroczystości, 210 lat temu znajdował się budynek, który najprawdopodobniej był dworem - być może plebanią - i wszystko wskazuje, na to że właśnie tu z niedzieli 2 lipca na poniedziałek 3 lipca 1809 r. przebywał gen. Jan Henryk Dąbrowski.

Ostatnim elementem uroczystości przy Skwerze króla Jagiełły było odsłonięcie monumentu składającego się z cokołu z szarego granitu oraz tablicy z napisem:

„W 210. ROCZNICĘ POBYTU GEN. JANA HENRYKA DĄBROWSKIEGO W JEDLNI W DNIACH 2-3 LIPCA 1809 ROKU. PAMIĘCI WIELKIEGO RODAKA MIESZKAŃCY PARAFII ŚW. MIKOŁAJA W JEDLNI A.D. 2019 ROKU”.

Na tablicy została również wygrawerowana pięciolinia z nutami czterech pierwszych taktów i słowami Mazurka Dąbrowskiego autorstwa gen. Józefa Wybickiego, a także wizerunek rewersu medalu z popiersiem gen. Jana Henryka Dąbrowskiego, zaprojektowanego przez Jana Wysockiego, ufundowanego przez prawnuka gen. Dąbrowskiego, hr. Henryka Mańkowskiego i wyemitowanego w 1918 r. w 100. rocznicę śmierci gen. Dąbrowskiego przez Towarzystwo Numizmatyczne w Krakowie. Autorami projektu monumentu i jego fundatorami są ksiądz kan. Janusz Smerda, proboszcz parafii w Jedlni oraz Wojciech Pestka, prezes Stowarzyszenia Jedlnia.

Odsłonięcie monumentu, które odbyło się 11 listopada 2019 r., było już trzecią w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy uroczystością w Jedlni upamiętniającą gen. Jana Henryka Dąbrowskiego. Pierwszą była Msza św. w intencji gen. Dąbrowskiego odprawiona 6 czerwca 2018 r. z okazji przypadającej tego dnia 200. rocznicy śmierci gen. Jana Henryka Dąbrowskiego. Drugą zaś był zorganizowany w dniach 22-23 czerwca 2019 r. Festyn Historyczny „Przeciw niepamięci”, poświęcony 210. rocznicy stacjonowania gen. Jana Henryka Dąbrowskiego w Jedlni.

Monument odsłonięty w Jedlni jest jednym z nielicznych w Polsce miejsc pamięci o twórcy Legionów Polskich we Włoszech. Sympatycy Dąbrowskiego uważają tę postać za powszechnie zapomnianą, jako przykład podają Warszawę czy Kraków, gdzie brakuje monumentów upamiętniających generała.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem