Reklama

Ku czci patrona diecezji

2012-11-19 12:01


Edycja sandomierska 43/2009

W Sandomierzu

Dwudniowe uroczystości ku czci bł. Wincentego Kadłubka, patrona Sandomierza i diecezji sandomierskiej, obchodzono w tym mieście 10 i 11 października br. W sobotę o godz. 15 w bazylice katedralnej pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny odmówiona została Koronka do Bożego Miłosierdzia, a następnie procesja z relikwiami błogosławionego, poprowadzona przez bp. Krzysztofa Nitkiewicza, przeszła przez Stare Miasto do kościoła seminaryjnego pw. św. Michała Archanioła. Podczas odprawionych tam nieszporów postać dwunastowiecznego mistrza Wincentego, sandomierskiego prepozyta kapituły katedralnej, kancelistę i nadwornego kapelana Kazimierza II Sprawiedliwego, biskupa krakowskiego, cystersa, uczonego, kronikarza dziejów Polski przybliżył wiernym ks. prał. Waldemar Gałązka. Bp Nitkiewicz podkreślił, jak istotne dla mieszkańców Sandomierza i diecezjan jest pielęgnowanie pamięci o wielkim błogosławionym: - Mamy w nim niebieskiego orędownika, który obecnie jest mocniejszy niż wtedy, gdy żył tu w Sandomierzu. Dlatego nośmy zawsze na sercu jego wizerunek, zwracajmy się do niego często w modlitwie i naśladujmy go przede wszystkim w pokorze.
W niedzielę, po Eucharystii w kościele św. Michała relikwie błogosławionego ponownie zostały w procesji przeniesione do bazyliki katedralnej. Zwieńczeniem uroczystości była Msza św. pontyfikalna pod przewodnictwem bp. Nitkiewicza. Udział w niej wzięli m.in. przedstawiciele kapituły katedralnej w Sandomierzu i kapituł z różnych stron Polski (Fromborka, Lublina, Końskich, Radomia, Kielc, Opatowa, Stalowej Woli, Ostrowca Świętokrzyskiego), ojców cystersów: opata prezesa Polskiej Kongregacji Cystersów Piotra Chojnackiego z Mogiły, opata Edwarda Stradomskiego z opactwa w Jędrzejowie, gdzie błogosławiony przebywał w ostatnich latach swojego życia, oraz opata Eugeniusza Włodarczyka i ojca przeora Kazimierza Kmaka ze Szczyrzyca, a ponadto wspólnota Wyższego Seminarium Duchownego, kapłani, siostry zakonne, reprezentanci parlamentu, władz samorządowych, wyższych uczelni, służb mundurowych, poczty sztandarowe, rycerstwo sandomierskie.
Jak podkreślił pasterz diecezji na rozpoczęcie Mszy św., pamięć o błogosławionym jest wciąż żywa nie tylko dzięki jego wspaniałej kronice, z której możemy czerpać wiadomości, mądrość do poznania dziejów naszej Ojczyzny, ale trwa ona pośród ludu i duchowieństwa, w sposób szczególny tutaj, w Sandomierzu, w kapitule sandomierskiej, będącej spadkobierczynią kapituły kolegiackiej, której przewodził Wincenty Kadłubek.
W homilii o. opat prezes Piotr Chojnacki, nawiązując do głębi przekazu i chrześcijańskiej mądrości mistrza Wincentego, nauczyciela dziejów ojczystych, ojca polskiej kultury narodowej i narodowej tożsamości chrześcijańskiej, stwierdził, że to, co napisał bł. Wincenty to nie jest tylko czysta historia, to również zachęta do dobrego życia w wymiarze indywidualnym i społecznym. To się dokonuje przede wszystkim poprzez zachowanie Bożego, odwiecznego prawa. Ukazał, że Wincenty Kadłubek uczy nas dziś przede wszystkim tego, że prawa Boskie są ponad ludzkimi.
Uroczystość zakończyła się Litanią do bł. Wincentego.

Alicja Trześniowska

W Karwowie

Szczególny charakter miały uroczystości ku czci patrona diecezji sandomierskiej bł. Wincentego Kadłubka w maleńkim Karwowie - wiosce, gdzie zgodnie z tradycją przyszedł na świat autor „Kroniki Polskiej”.
W sobotę 10 października z Włostowa jak zwykle wyruszyła procesja do miejsca narodzin bł. Wincentego. Licznie biorący w niej udział wierni i kapłani pokonali kilka kilometrów drogą udekorowaną chorągiewkami i proporcami. Miejsce, w którym stać miał niegdyś dom Mistrza Kadłubka, to porośnięte drzewami wzgórze, na którym pobudowana została kaplica. Na jednej z jej ścian widnieje napis: „Za pontyfikatu Jana Pawła II, w 800-lecie objęcia przez Wincentego Kadłubka Prepozytury Sandomierskiej, w ramach przygotowań do Wielkiego Jubileuszu Wcielenia Syna Bożego na chwałę Trójcy Świętej swojemu Rodakowi Parafianie Włostowscy z księdzem kanonikiem Jerzym Siarą - proboszczem, Roku Pańskiego 1995”.
Pamięć o wielkim rodaku jest w parafii Włostów bardzo starannie pielęgnowana. W okolicy Karwowa zobaczyć można kilka figur błogosławionego biskupa. Świeże kwiaty stoją zawsze obok źródełka, tryskającego przy kaplicy. Pochodząca zeń woda uważana jest za cudowną. Używana z wiarą leczy choroby oczu, a także inne dolegliwości. To miejsce zostało niedawno włączone, jako jeden z przystanków do szlaku Ekomuzeum Opatów-Iwaniska.
Przybyłych na odpustowe uroczystości do Karwowa parafian i gości powitał proboszcz ks. kan. Jerzy Siara. Mszy św., podczas której modlono się o rychłą kanonizację Wincentego Kadłubka, przewodniczył ks. Grzegorz Martyna, a wraz z nim przy ołtarzu stanęli: ks. Piotr Niewrzałek z parafii Strzyżowice oraz ks. Marek Danek - proboszcz z Biskupic.
- Szczęśliwa jesteś, ziemio włostowska, że wydałaś tak wielkiego syna, syna na miarę naszych czasów, który mądrością pokory, miłości Boga i Ojczyzny, nakreślił nam drogę i stał się dla nas imperatywem tego jak mamy żyć, aby tego życia na ziemi nie zmarnować, a po nim osiągnąć zbawienie - powiedział przed rozpoczęciem Najświętszej Ofiary ks. G. Martyna.
W niedzielę 11 października, uroczystości ku czci bł. Wincentego odbyły się w kościele parafialnym we Włostowie.

Reklama

Rafał Staszewski

We Włostowie

Zakończenie dwudniowego odpustu we Włostowie, otwierającego jednocześnie oktawę dziękczynienia ku czci bł. Wincentego Kadłubka, miało miejsce podczas wieczornej Mszy św. w niedzielę 11 października. Eucharystię sprawował biskup ordynariusz Krzysztof Nitkiewicz razem z dziekanami: ożarowskim - ks. prał. Stanisławem Szczerkiem i opatowskim - ks. prał. Michałem Spocińskim. Słowa homilii ks. kan. Jerzego Siary, włostowskiego proboszcza, przypomniały starania poprzednich proboszczów o rozszerzanie kultu bł. Wincentego, a jednocześnie stawały się prośbą kierowaną na ręce Biskupa Ordynariusza o pomoc w kanonizacji Patrona Diecezji, „aby znany w diecezji i w Polsce został rozsławiony na cały Kościół katolicki aktem kanonizacji”. „Ile razy mam podjąć jakieś szczególnie ważne i trudne sprawy - kontynuował Ksiądz Proboszcz - zawsze polecam to jego wstawiennictwu. I udaje się, zawsze”. Tę samą prośbę wyrażali, w podziękowaniu za dar Mszy św. i obecność, przedstawiciele parafii, którzy zwrócili się do Biskupa Krzysztofa: „Ty wydeptałeś ścieżki do beatyfikacji bł. ks. Michała Sopoćki, pomóż nam Ekscelencjo, aby nasz rodak został ogłoszony świętym”. Ksiądz Proboszcz wspominał też wzruszające spotkanie z Ojcem Świętym Janem Pawłem II w ostatnich miesiącach jego życia, kiedy przedstawiając mu dokonania włostowskiej parafii i pragnienie ogłoszenia bł. Wincentego Kadłubka świętym, Jan Paweł II ze smutkiem powiedział „nie zdążyłem”, błogosławiąc całej parafii, aby ożywionym kultem swojego rodaka torowała drogę do jego kanonizacji.
„Módlcie się o cud - zachęcał zgromadzonych Biskup Ordynariusz - bo to najszybsza i najprostsza droga do ogłoszenia świętym. Noście ze sobą wizerunek bł. Wincentego, przyzywajcie jego wstawiennictwa w sytuacjach zagrożenia, w momentach po ludzku bardzo trudnych, w nieuleczalnej chorobie. Proście Waszego Rodaka o wstawiennictwo u Boga w jestem pewny, że szybko będziemy go sławić jako świętego”. W czasie Mszy św. Ksiądz Biskup dokonał także poświęcenia nowych witraży - wotum całej parafii za dar Nawiedzenia Matki Bożej - za co nie omieszkał podziękować wszystkim: „cieszę się, że mogę tutaj modlić się z wami, że mogę być w miejscu urodzenia bł. Wincentego. Cieszę się waszą ofiarnością, wiarą, trwaniem przy Chrystusie i przy Jego Kościele. Dokładajcie starań, aby nigdy się nie wykorzenić, aby nie być jak drzewa pozbawione korzeni, które usychają, nie owocują. Gdziekolwiek życie was zaprowadzi, pamiętajcie o wierze, o tym kim jesteście, o wielkiej godności, jaką Bóg daje wierzącym w chrzcie św.”.
Odpustowa uroczystość we włostowskiej świątyni zgromadziła także kapłanów z opatowskiego dekanatu, którzy podczas Mszy św. służyli posługą w konfesjonale.

Jakub Kowalski

Reklama

Ksiądz uniewinniony, media milczą

2019-06-04 13:08

Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 23/2019, str. 16-17

Pod koniec stycznia 2019 r. światowe media nagłośniły sprawę ustąpienia z urzędu szefa biura Kongregacji Nauki Wiary – ks. Hermanna Geisslera po wysunięciu wobec niego przez byłą zakonnicę zarzutów o molestowanie

Włodzimierz Rędzioch
Ks. Hermann Geissler został uniewinniony od zarzucanego mu czynu przez Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej. Media, które nagłaśniały fałszywe oskarżenia, teraz milczą

Oskarżenie to wysunęła Doris Wagner-Reisinger, twierdząc, że do próby jej seksualnego wykorzystania doszło w 2009 r. w Rzymie przy okazji spowiedzi. Dla mediów była to bardzo „atrakcyjna” wiadomość, bo chodziło o księdza, którego do Watykanu sprowadził sam kard. Joseph Ratzinger. Hermann Geissler urodził się w Austrii niedaleko Innsbrucka w 1965 r. Gdy odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa, wstąpił do wspólnoty życia konsekrowanego „Das Werk” (Familia Spiritualis Opus). Przełożeni wkrótce docenili tego bardzo uzdolnionego i wszechstronnie wykształconego młodego kapłana – pracę w Kongregacji Nauki Wiary, u boku jej prefekta kard. Ratzingera, rozpoczął, gdy miał zaledwie 27 lat, i pracował w tej dykasterii aż do momentu wybuchu skandalu.

Dla mnie sprawa ks. Geisslera miała też inny, bardziej osobisty wymiar – agencje podawały informacje o zarzutach pod jego adresem z wykonanym przeze mnie zdjęciem ściągniętym bez mojego pozwolenia z internetu. Był to portret ks. Geisslera na tle obrazu z wizerunkiem kard. Ratzingera. Zrobiłem mu to zdjęcie, gdy udzielił mi wywiadu o swoim dawnym szefie, czyli kard. Ratzingerze (https://www.niedziela.pl/artykul/130330/nd/Pokora-i-zawierzenie-Panu-Bogu). W ten sposób łączono, niejako namacalnie, postać księdza, który miał się dopuścić nadużyć, z osobą Papieża emeryta.

W tej sytuacji 28 stycznia br. ks. Geissler złożył prośbę o dymisję na ręce prefekta kongregacji – kard. Luisa Ladarii Ferrera, który ją przyjął. Wyjaśnił jednak, że ustąpił ze stanowiska, „aby zmniejszyć rozmiary szkód, które już dotknęły kongregację i jego wspólnotę”. Podkreślił przy tym zdecydowanie, że oskarżenia pod jego adresem „nie są prawdziwe”, dlatego czeka na rezultaty procesu kanonicznego w tej sprawie. Poinformował także, że w przyszłości podejmie „ewentualne działania prawne”.

Kim jest dawna zakonnica, która oskarżyła ks. Geisslera? Niemka Doris Wagner należała do wspólnoty zakonnej „Das Werk”, do której należy również kapłan. Według niej, miała być molestowana 10 lat temu, w 2009 r., w Rzymie, gdy spowiadała się u ks. Geisslera. W zgromadzeniu problemy z dawną siostrą zaczęły się o wiele wcześniej – w 2008 r. odkryto, że miała romans i współżyła seksualnie ze współbratem – ks. B. W końcu, w październiku 2011 r., porzuciła wspólnotę i odbyło się to w sposób bezkonfliktowy. Sytuacja zmieniła się w 2012 r., kiedy dawna zakonnica rozpoczęła kampanię medialną i prawną. Zaczęła ukazywać swoją historię w perspektywie „nadużyć, przemocy i manipulacji”. W 2012 i 2013 r. oskarżyła ks. B. o wykorzystywanie seksualne, ale zarówno w Niemczech, jak i w Austrii jej oskarżenia zostały uznane za bezpodstawne. Pomimo tego Wagner zaczęła brać udział w konferencjach, wydała książkę, w której opowiada swoją historię, i wystąpiła w filmie „Female Pleasure” (Kobieca przyjemność), w którym krytykuje Kościół i żąda radykalnych zmian w jego nauczaniu moralnym. Dziś Doris Wagner-Reisinger mieszka w Wiesbaden w Niemczech razem z byłym księdzem, z którym pobrali się cywilnie i mają jedno dziecko.

15 maja br., po przeprowadzeniu procesu kanonicznego, Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej uniewinnił ks. Hermanna Geisslera. Celem procesu było wyjaśnienie, czy kapłan dopuścił się przestępstwa nakłaniania do grzechu przeciwko szóstemu przykazaniu przy okazji spowiedzi (por. Kodeks prawa kanonicznego, kan. 1387). Decyzją samego Papieża to nie Kongregacja Nauki Wiary, kompetentna w sprawach tego rodzaju, zajęła się sprawą ks. Geisslera, który przez 25 lat pracował w tejże dykasterii, ale Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej. Do kompetencji tego trybunału należy bowiem m.in. rozpatrywanie spraw zleconych mu przez Papieża (konstytucja apostolska „Pastor Bonus” o Kurii Rzymskiej, art. 123 § 3). Po dochodzeniu zgodnie z kan. 1717 pięciu sędziów Sygnatury Apostolskiej rozpatrzyło sprawę, a na posiedzeniu 15 maja 2019 r. zdecydowało, że ks. Geissler nie dopuścił się przestępstwa, o które był oskarżany. Wyrok został przekazany kapłanowi listem (prot. n. 54121/19 CG), podpisanym przez kard. Dominique’a Mambertiego – prefekta trybunału i bp. Giuseppego Sciaccę – sekretarza. Jednym słowem, ks. Geissler został uniewinniony, a od decyzji Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej nie ma odwołania.

Niestety, wiadomość ta została prawie całkowicie zignorowana przez media, bo informacja o fałszywych oskarżeniach wysuwanych pod adresem księdza i o jego uniewinnieniu przez najwyższą instancję sądową Stolicy Apostolskiej nie jest dla nich „dobrą wiadomością”.

Afera z Doris Wagner to kolejny przypadek, który świadczy o tym, że była zakonnica po odejściu ze zgromadzenia postawiła sobie za cel walkę z Kościołem i ucieka się do każdej możliwej manipulacji oraz umiejętnie wykorzystuje do tego media.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem