W trwającą pięć dni podróż do Kazachstanu udało się pod przewodnictwem Izabeli Karasińskiej z diecezjalnego wolontariatu misyjnego dziewięć osób. Z Bielska-Białej grupka podróżnych wyjechała 22 lipca, by bezpośrednim pociągiem łączącym Warszawę z Astaną, dotrzeć do celu wyprawy. W stolicy Kazachstanu na podróżnych czekał arcybiskup Tomasz Peta, który zabrał ich do swej rezydencji. W trakcie trwającego niemal miesiąc pobytu w Kazachstanie, grupa I. Karasińskiej zobaczyła nie tylko Astanę, ale i Pietropawłowsk, Kokczetaw, Szczucińsk, Borowoje, Kellerowkę oraz Oziorne, które ma status sanktuarium maryjnego.
Miejsca
Może dziwić, ale stolica Kazachstanu lśni nowoczesnością i blichtrem. Szerokie arterie komunikacyjne, wzdłuż których powstały okazałe gmachy użyteczności publicznej, siedziby władz centralnych i obszerne skwery. Nowy image stolicy to efekt zmaterializowania pieniędzy za ropę naftową, w którą Kazachstan opływa. - Astana jest pałnym uroku, ale i takim lekko kiczowatym disneylandem, w którym postawiono na współczesne trendy w budownictwie - mówi o mieście I. Karasińska. Inaczej jest w innych rejonach kraju. W miastach pokroju Pietropawłowska, widać postsowiecką spuściznę w postaci blokowisk i zabytkowych parterowych domków, zaś na wsi Kellerowka i Oziorne, ubożuchne kwatery, w których nie ma kanalizacji, a za potrzebą idzie się do „sławojki”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Polonusi
Reklama
Polacy trafili do Kazachstanu nie dlatego że chcieli, ale dlatego że taka była wola władzy sowieckiej, która wysiedlała ich z dawnych Kresów, na słabo zaludnione stepy. Starsi ludzie z rozrzewnieniem wspominają ojczyznę, z której zostali deportowani jako dzieci i nie zapominają o kultywowaniu obyczajów i języku przodków. - Zamieszkujący Kazachstan Polacy mówią z tradycyjnym wschodnim zaśpiewam. Dbają o wiarę i własną tożsamość. Mimo iż większość życia spędzili w Kazachstanie, tęsknią za ziemią, z której zostali wyrwani. Są jednak pogodzeni z myślą, że najprawdopodobniej nie złożą w Polsce swych kości. Przeszkadzają temu zarówno sprawy biurokratyczne, odległości, które trzeba przemierzyć, by rozpocząć stosowną drogę proceduralną, jak i niemożność przyjęcia wszystkich chętnych przez ojczyznę - wyjaśnia I. Karasińska.
Katolicy
Rdzenni mieszkańcy Kazachstanu to muzułmanie. Do islamu przyznaje się 65% miejscowej populacji. Katolicy to mozaika ludzi różnych narodowości i kultur. Stanowią 1,9% całego społeczeństwa. Najczęściej są nimi Europejczycy, i to nie tylko ci, których deportował na te tereny Stalin, ale, co obecnie jest najbardziej zauważalne, pracownicy zachodnich konsorcjów zaangażowani w wydobycie i przetwarzanie ropy naftowej. Mszę św. w Kazachstanie odprawia się więc w różnych językach: po polsku, rosyjsku, włosku i angielsku, w zależności od zapotrzebowania. Na wzór Polski, Kazachstan ma swoją Lednicę. Spotkania młodych odbywają się raz w roku w terminie wakacyjnym. Tegoroczne ściągnęło do Oziornego około 300 osób. Jak na kazachskie warunki to prawdziwy sukces.
Sanktuarium Bożego cudu
Reklama
Sanktuarium maryjne Matki Bożej Królowej Pokoju w Oziornym jest dla zamieszkujących tę wieś polskich zesłańców miejscem szczególnym. Przypomina ono o cudzie rozmnożenia ryb, który uchronił ludzi od niechybnej śmierci głodowej. Początek tej niezwykłej historii sięga czasów II wojny światowej. Na cele wyżywienia Armii Czerwonej miejscowej ludności zostały zarekwirowane zapasy żywności. Na progu budzącej się do życia przyrody, na tzw. przedwiośniu 1941 r., mieszkańcy Oziornego nie mieli co jeść. I wtedy wydarzył się cud. Z roztopionego śniegu powstało w pobliżu wsi, długie na siedem kilometrów jezioro. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie wielość pływających w nim ryb. Ten przyrodniczy ewenement od razu zinterpretowano jako przejaw Bożej Opatrzności. Cud dał więc początek sanktuarium, a jezioro, którego skurczona powierzchnia wciąż sąsiaduje ze wsią, stało się widomym potwierdzeniem całej tej historii.
Polskie zakonnice
W diecezji astańskiej są już dwa zgromadzenia zakonne o charakterze kontemplacyjnym. W końcu żeby religia mogła rozkwitać trzeba się o to stale modlić. Wypraszają więc tę łaskę bielskie redemptorystki i częstochowskie karmelitanki. Pierwsze na kazachskiej ziemi zjawiły się w latach 90. trzy bielszczanki. Obecnie zostało ich tam dwie, a stan uzupełniła rosyjska nowicjuszka, która teraz odbiera formację w Starym Bielsku. Po tylu latach pobytu w Pietropawłowsku, siostry przyzwyczaiły się już do tamtejszej specyfiki. Wiedzą jak działa administracja i urzędy oraz jaką wagę przywiązuje się tu do nawet najmniejszej pieczątki. Z perspektywy spędzonych lat nawet nie tak straszne są już 40-stopniowe mrozy. Z kolei karmelitanki zaczynają dopiero swą przygodę z Kazachstanem. W Oziornym będą wznosić dom zakonny z prawdziwego zdarzenia, a na razie poznają specyfikę kraju, w którym będą żyć. I to właśnie im, z materialną pomocą wyruszyli z bielskiej diecezji wolontariusze misyjni. Jak zapowiada I. Karasińska z pewnością nie będzie to ostatnie wsparcie dla zakonnic, jak i dla tamtejszego Kościoła oraz Polonusów z diecezji astańskiej.
Epilog
Opowieści o wyprawie do Kazachstanu i realiach, w jakich tam posługuje Kościół katolicki, będzie można wysłuchać 14 listopada w trakcie diecezjalnej sesji misyjnej. Odbędzie się ona pod hasłem: „Kazachstan - misyjne zadanie Kościoła” w parafii św. Jana Chrzciciela w Bielsku-Białej Komorowicach. Zainauguruje ją Msza św. o godz. 8.15 w miejscowym kościele. 45 minut później rozpocznie się wykład ks. Henryka Majkrzaka oraz prezentacja medialna i film dokumentujący podróż i pobyt w Kazachstanie misyjnych wolontariuszy.