Reklama

Ja zaś zaufałem Twemu Miłosierdziu

2012-12-14 12:30

Z bp. Henrykiem Ciereszką rozmawia ks. Artur Płachno
Edycja podlaska 51/2012, str. 6-7

Teresa Margańska

17 listopada Ojciec Święty Benedykt XVI mianował ks. dr. Henryka Ciereszkę biskupem tytularnym Dices i biskupem pomocniczym w archidiecezji białostockiej, do której to metropolii należy tez diecezja drohiczyńska.

KS. ARTUR PŁACHNO: - Najpierw pragnę przekazać w imieniu naszych Czytelników wyrazy szacunku oraz gratulację i serdeczne życzenia wielu sił, opieki Bożej w biskupim posługiwaniu, a także wsparcia szczególnego patrona Księdza Biskupa bł. ks. Michała Sopoćki, bo imię Księdza Biskupa jest chyba nieodłącznie związane z jego osobą. Jemu to Ksiądz Biskup poświęcił wiele konferencji, spotkań, publikacji i lata przygotowań do beatyfikacji. Jak tę więź Ksiądz Biskup sam odbiera i jak przyjął decyzję Ojca Świętego?

BP HENRYK CIERESZKO: - Bardzo serdecznie pozdrawiam wszystkich łączących się w mojej osobistej radości i archidiecezji białostockiej, a mieszkających w sąsiednich diecezjach drohiczyńskiej i siedleckiej, które są mi bliskie.
Tak już jest w życiu, że pewne zadania i wyzwania przychodzą. Do kapłaństwa idziemy, słysząc głos powołania, natomiast później stajemy przed wezwaniem, które przychodzi od arcybiskupa i teraz od Ojca Świętego. Ważne jest, czy się je przyjmuje i podejmie tę funkcję w duchu wiary.
Czując opiekę bł. ks. Michała, podjąłem to zadanie w archidiecezji, ufając, że Boże miłosierdzie, którego wszyscy doświadczamy, dalej będzie mnie prowadziło. Jak potrafię, tak będę te zadania przyjmował i wypełniał. Taką mam wolę i taki chcę być jako biskup.

- Każdy biskup przyjmuje do tego posługiwania jakąś dewizę, wyrażoną w formie zawołania i herbu. Co Ksiądz Biskup przyjął?

- Gdy nad tym myślałem, pierwszymi moimi skojarzeniami były słowa: „Miłosierdzie Boże” i „Jezu, ufam Tobie”. Te zawołania mają już jednak nasi biskupi i kard. Macharski. Odnalazłem zaś w Psalmie 13 werset: „Ja zaś zaufałem Twemu miłosierdziu”. Te właśnie słowa przyjąłem, bo zaufałem Bożemu miłosierdziu. Będzie to również uwidocznione w herbie. Znajdą się w nim krzyż na tle złoto-czerwonym z promieniami białym i czerwonym, tak jak to odczytujemy z obrazu Jezusa Miłosiernego, oraz słowa: „In misericordia Tuae speravit”.

- Gdy Ksiądz Biskup spogląda w przyszłość, to jak widzi swoje zadania?

- Dzisiaj może jeszcze trudno wszystko ogarnąć, gdyż są to dopiero dni po konsekracji. Później w gronie kapłańskim pod kierunkiem Księdza Arcybiskupa będziemy podejmować nowe zadania.
Niewątpliwie Rok Wiary jest dużym wezwaniem, aby sięgać do korzeni wiary oraz świadczyć o niej w niełatwym naszym świecie. Każdy wymaga odnowienia swej wiary, a zwłaszcza ci, który gdzieś na marginesie Kościoła się jawią i trzeba do nich docierać. Jest też miłosierdzie Boże, bo - jak było wspomniane - jestem związany z osobą bł. ks. Michała Sopoćki. Ten rys będę chciał ujawnić w moim nauczaniu. O miłosierdziu Bożym nie mówimy bowiem zbyt wiele, a potrzebne jest przenoszenie miłosierdzia do tylu miejsc z postawą dobroci, miłości i opieki. Rozumiem to także w sensie bycia z człowiekiem i dla człowieka. Chcę w osobistej posłudze jakoś to podejmować, gdyż wiem, że ludzie chcą być wysłuchani w zrozumieniu oraz potrzebują kogoś, kto okaże się dla nich bliskim i bratem.
Ufam, że takich okazji będzie dużo, bo nawet teraz już do mnie przychodzą. Wiem, że bycie z człowiekiem będzie ważnym elementem mojej posługi. W podobnym duchu będę starał się służyć z ambony i w posłudze sakramentalnej biskupa.
Najważniejszy jest osobisty kontakt. Zawsze to ceniłem, pełniąc posługę ojca duchownego, i uczyłem się, jak być z ludźmi. To doświadczenie dużo mi dało i chcę to kontynuować.

- Rozmawiamy w Drohiczynie. Ksiądz Biskup w tym mieście i na tych terenach bywał często. Jak je odbiera i wspomina?

- To wszystko są naprawdę nasze tereny. Białystok i Drohiczyn - to samo Podlasie. Ta sama szczera prosta wiara ludzi, oddanie Kościołowi i Ojczyźnie. To są bardzo cenne wartości, które może dzisiaj się gubi w wielkim świecie. Bywałem w tutejszych parafiach, przemawiałem i głosiłem rekolekcje, także do tutejszych księży. Mam kontakty z kolegami księżmi i w parafiach, które znam.
Cieszy nas to, co już mamy, ale zawsze jest też wielkie zadanie, abyśmy zachowali dobro i trwali wiernie przy Bogu i Ojczyźnie. Abyśmy trwali przy wartościach, które wynosimy z domów i od trudzących się prostych ludzi, pracujących na roli, będących blisko z naturą. To nas wiąże z Bogiem i nie pozwólmy, żeby to gdzieś w nas zginęło. Stanowi to bowiem prawdziwe człowieczeństwo. Bardzo bym prosił o otoczenie mnie modlitwą. Życzę też wszelkiego dobra, aby Bóg mógł w nas rozwijać wszelkie dobro, a my byśmy mogli być wiernymi sługami Boga we wszystkim.

Tagi:
bp Henryk Ciereszko

Bp Ciereszko na Dzień Islamu: dążmy do wspólnego dobra

2019-01-26 09:04

Rozmawiała Tresa Margańska (KAI) / Białystok

Współzawodnictwo zawsze deformowało obraz zarówno samych religii, jak i ich wyznawców oraz sprzyjało upatrywaniu w religiach nie źródeł pokoju, ale przemocy i napięć - mówi KAI bp Henryk Ciereszko. Przewodniczący Komitetu KEP ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi podkreśla, że przywoływanie bliskich sobie wartości religijnych i moralnych i okazywanie szacunku wobec różnic pozwala dążyć do skutecznej współpracy dla wspólnego dobra. Dziś po raz 19. obchodzony będzie Dzień Islamu w Kościele katolickim w Polsce.

Republica/pixabay

Teresa Margańska (KAI): Dzień Islamu w Kościele katolickim już po raz drugi odbywa się w Białymstoku. Co zadecydowało o wyborze miejsca?

Bp Henryk Ciereszko: – Duże znaczenie miał fakt, że Podlasie jest najliczniejszym skupiskiem Polskich Tatarów, a oni stanowią czytelny wzór współpracy, a nie konfrontacji i współzawodnictwa. Obecność w naszym kraju społeczności Polskich Tatarów, ich wpisanie się w życie społeczne, kulturalne, polityczne, przy zachowaniu odrębności religii, uszanowanej przez polskie prawo wyznaniowe, wytworzyła pewien model współistnienia, kontaktów, dialogu i współpracy.
Budowana na tej bazie idea kontaktów i współpracy katolików i muzułmanów, skonkretyzowała się w postaci Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów, powołanej do istnienia w 1997 r. Fakt ten nie mógł nie mieć znaczenia dla pionierskiej inicjatywy w skali Kościoła powszechnego, kiedy to w 2000 r. biskupi polscy ustanowili obchody Dnia Islamu w Kościele katolickim w Polsce. Od tego roku Dzień ten obchodzony jest każdorazowo 26 stycznia, po zakończeniu Tygodnia Ekumenicznego. Dzień ten, jego przygotowanie i przeprowadzenie, jest odtąd głównym wydarzeniem w skali roku w działalności Komitetu ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi.

- Jakie są główne cele działalności tego Komitetu?

- – Działający w ramach Rady Komitet ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi skupia się na relacji do religii niechrześcijańskich, z wyłączeniem judaizmu, a głównie relacji z islamem, choć otwarty jest na inne religie. Ta specyfika jego działalności wynika z obecności w Polsce muzułmanów, głównie polskich Tatarów, a w znikomym procencie wyznawców innych religii.
Inspiracją dla poczynań Komitetu są ustalenia i wskazania Papieskiej Rady, kierowane także wprost pod jej adresem, jak np. przesłania Rady do wyznawców islamu i innych religii w związku z ich dorocznymi świętami czy ważnymi wydarzeniami ich życia religijnego.

- Tegoroczne obchody będą przebiegać pod hasłem: „Chrześcijanie i muzułmanie: od współzawodnictwa do współpracy”...

- – Tak, w jego treści jest przyznanie, że duch współzawodnictwa często naznaczał w przeszłości relacje między wyznawcami obu religii, co przynosiło negatywne konsekwencje w postaci agresywnych konfrontacji, zazdrości, napiętych stosunków i wzajemnych oskarżeń. To właśnie współzawodnictwo zawsze deformowało obraz zarówno samych religii, jak i ich wyznawców oraz sprzyjało upatrywaniu w religiach nie źródeł pokoju, ale przemocy i napięć. Dlatego w przesłaniu kierowany jest apel do chrześcijan i muzułmanów, ażeby przez przywołanie bliskich sobie wartości religijnych i moralnych, uznając zarazem istniejące różnice, ale okazując szacunek wobec nich, w ten sposób dążyli do skutecznej współpracy dla dobra wspólnego.

- Czy taka otwartość zawsze miała miejsce w historii?

- – Idea i praktyka dialogu międzyosobowego, w wielu płaszczyznach życia i działalności człowieka, różnych społeczności i narodów, a także dialogu międzyreligijnego, wpisała się współcześnie w naszą rzeczywistość. Dialog jako rozmowa zawsze towarzyszył człowiekowi w jego dziejach. Bez rozmowy nie ma bowiem kontaktów interpersonalnych, porozumienia, współpracy, rozwoju, ogólnie życia społecznego.
Bolesne doświadczenia przeszłości, w różnych płaszczyznach relacji międzyludzkich, międzynarodowych, międzyreligijnych, w postaci wojen, konfliktów, wrogiej izolacji uświadomiły ludzkości konieczność budowania postaw wzajemnego uszanowania, porozumienia, dialogu, w tym dialogu między wyznawcami różnych religii.
Chrześcijaństwo, a w nim wyznanie katolickie, ze swej natury otwarte jest na dialog ze światem, strukturami państwowymi i społecznymi, tym bardziej z innymi wyznaniami chrześcijańskimi i religiami pozachrześcijańskimi. Rozkwit dialogu Kościoła katolickiego ze światem, w tym z innymi religiami, bardzo wyraźnie ujawnił się po soborze Watykańskim II.
Duch nauczania Soboru Watykańskiego jest przesiąknięty ideą otwartości, twórczego odniesienia i dialogu ze światem. Natomiast programowym dokumentem soborowym odnoszącym się do dialogu międzyreligijnego jest Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate. Dokument ten stwierdza, że Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach jest prawdziwe i święte. Postuluje, aby katolicy „z roztropnością i miłością przez rozmowy i współpracę z wyznawcami innych religii, dając świadectwo wiary i życia chrześcijańskiego, uznawali, chronili i wspierali owe dobra duchowe i moralne, a także wartości społeczno-kulturowe, które u tamtych się znajdują”. Niemniej, przy swej wielkiej otwartości na inne religie, Kościół katolicki, nie zapomina o swej misji wobec narodów, powierzonej uczniom Chrystusa, i jak naucza dokument: „obowiązany jest głosić bez przerwy Chrystusa, który jest «drogą, prawdą i życiem» (J 14, 6), w którym ludzie znajdą pełnię życia religijnego i w którym Bóg wszystko z sobą pojednał”.
Wielką zasługę ponoszą w tym dziele ostatni papieże, począwszy od Jana XXIII po Ojca Świętego Franciszka.
Rozmawiała Teresa Margańska
***
Główne obchody Dnia Islamu już po raz drugi odbędą się 26 stycznia w Białymstoku. Spotkanie odbędzie się w Centrum Wystawienniczo-Konferencyjnym przy ul. Kościelnej 1A. Rozpocznie się o godz. 14.00. Na program złożą się czytanie fragmentów Ksiąg Świętych, Pisma Świętego i Koranu, oraz dwugłos chrześcijańsko-muzułmański, w którym jezuita o. Zygmunt Kwiatkowski, wieloletni misjonarz na Bliskim Wschodzie, opowie o sytuacji religijnej w Syrii, zaś Artur Konopacki z Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów przedstawi doświadczenie polskich Tatarów. Odmówione też zostaną modlitwy: du’a – muzułmańska modlitwa spontaniczna i modlitwa wiernych zakończona modlitwą „Ojcze nasz” i przekazany zostanie znak pokoju.
Dzień Islamu organizowany jest przez Komitet ds. Dialogu z Religiami Niechrześciajńskimi przy współpracy z Radą Wspólną Katolików i Muzułmanów oraz Muzułmańskim Związkiem Religijnym w Polsce, zrzeszającym Polskich Tatarów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak prymas Wyszyński papieża wybierał

2019-10-16 12:28

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 26-27

14 października 1978 r. do Kaplicy Sykstyńskiej wchodzi 111 kardynałów z 49 krajów. Nikt z nich nie przeczuwa, że za 2 dni zmienią bieg historii

Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego
Bachledówka k. Zakopanego, lipiec 1973 r

Śmierć Jana Pawła I, po zaledwie 33-dniowym pontyfikacie, jest ogromnym szokiem także dla kardynałów. Zastanawiają się, co przez to doświadczenie chciał im powiedzieć Duch Święty. Nie mają czasu na dogłębne analizy, bo termin nowego, drugiego już konklawe w 1978 r. zbliża się wielkimi krokami.

Do Kolegium Kardynalskiego dociera informacja o manifeście wybitnych ojców soborowych, którzy domagają się charyzmatycznego pasterza. Kardynałowie mają świadomość, że nowy papież powinien być człowiekiem o silnej, wyrazistej osobowości, który byłby zdolny zahamować kryzys w Kościele. Kryzys, który – jak zauważył założyciel Wspólnoty św. Idziego prof. Andrea Riccardi – wynika nie z zewnętrznych sił bądź czynników, jak w czasach rewolucji francuskiej czy polityki państw ateistycznych, ale pochodzi z wnętrza Kościoła.

Nie do końca spełniają te wymagania i oczekiwania dwaj główni faworyci mediów, jak również większości elektorów: arcybiskup Genui kard. Giuseppe Siri, który z trudem przyjmuje zmiany posoborowe inicjowane przez Pawła VI, oraz arcybiskup Florencji kard. Giovanni Benelli, zdolny zachować ciągłość linii tego papieża.

Wojtyła powodem konfliktu z Sowietami?

Niektórzy z wpływowych kardynałów niewłoskich stawiają na kandydatów spoza Włoch. Arcybiskup Sao Paolo kard. Paulo Evaristo Arns oświadcza wprost, że najlepszym pretendentem byłby kard. Karol Wojtyła. O metropolicie krakowskim dużo się mówi przed konklawe w kręgach Kurii Rzymskiej. Cieszy się on tam opinią wspaniałego człowieka, zdolnego pasterza, ale nikt poważnie nie bierze pod uwagę jego kandydatury. Dlaczego? Bo – jak wspomina w niedawnym wywiadzie dla PAP znakomity watykanista Luigi Accattoli – ich zdaniem, „wybór papieża z kraju komunistycznego byłby wielkim zagrożeniem, gdyż mógłby doprowadzić do konfliktu z sowieckim systemem”.

Daleki od takiego myślenia jest arcybiskup Wiednia kard. Franz König, który jeszcze przed konklawe daje niedwuznacznie do zrozumienia, że sytuacja w Kościele dojrzała do tego, by papieżem mógł zostać nie-Włoch. Kardynał dobrze się orientuje w realiach socjalistycznych, bo jako pierwszy purpurat z Zachodu w charakterze nieformalnego przedstawiciela papieża odwiedza kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Zna abp. Wojtyłę z jego wizyt w Wiedniu i ze swoich rewizyt w Krakowie. Ceni jego intelekt, walory moralne i talenty duszpasterskie. W rozmowach z członkami Kolegium Kardynalskiego sonduje możliwość wyboru nie-Włocha i w tym kontekście wymienia nazwisko Wojtyły, lobbując, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, za jego kandydaturą.

Dlaczego Prymas odmówił

Kardynał König rozmawia także na ten temat z kard. Wyszyńskim. Wedle znanej anegdoty, słowa arcybiskupa Wiednia o godnym następcy św. Piotra z Polski Prymas odnosi do siebie, choć jedzie na konklawe z absolutnym przekonaniem, że papieżem powinien zostać Włoch. Znane są jego wypowiedzi sprzed konklawe na ten temat, zapisuje także to przekonanie w „Pro memoria”.

Kiedy dwaj główni faworyci włoscy blokują się nawzajem, bo żaden z nich nie może uzyskać wymaganej większości głosów, w przerwie między głosowaniami zgłasza się do Prymasa grupa elektorów z pytaniem, czy przyjąłby wybór. Kardynał Wyszyński zdecydowanie odmawia i po raz kolejny wyraża przekonanie, że papieżem powinien zostać Italczyk. Tłumaczy się ponadto zaawansowanym wiekiem, brakiem wszechstronnego przygotowania oraz koniecznością obrony Kościoła na Wschodzie, co określa jako swoje życiowe zadanie. „Do mnie należy nawet paść na granicy polsko-sowieckiej, gdyby Bóg tego ode mnie zażądał” – czytamy w „Pro memoria”. Mówi jednak kardynałom: „Gdyby wybór padł na kard. Wojtyłę, uważam, że miałby obowiązek wybór przyjąć, gdyż jego zadania w Polsce są inne”. Kiedy Prymas się orientuje, że szanse metropolity krakowskiego rosną, staje się gorącym rzecznikiem jego kandydatury.

To Jej dzieło!

Drugiego dnia konklawe, wobec niemożności uzyskania przewagi jednego z włoskich kandydatów, kard. König podczas posiłków wymienia nazwisko kard. Wojtyły, czym daje do zrozumienia, że będzie na niego głosował.

Nazajutrz, 16 października, po obiedzie, jak wynika z lakonicznych zapisków Prymasa, przejmuje on inicjatywę. Staje się, używając języka piłkarskiego, głównym rozgrywającym. W „Pro memoria” zapisuje: „Po obiedzie długa moja rozmowa z kard. Królem, a później z kard. Königiem. Nic więcej! Później z kardynałami niemieckimi. Nic więcej!”. Co to oznacza – wiadomo. Wymienieni należą do grona wpływowych purpuratów, których kard. Wojtyła ma po swojej stronie. Można się domyślić, że dyskutują o tym, jak zmobilizować do postawienia na metropolitę krakowskiego elektorów niezdecydowanych. Czas poobiedniego wypoczynku jest dla nich bardzo pracowity. „Czuło się ożywienie na korytarzach” – notuje kard. Wyszyński.

„Grupa Prymasa” okazuje się skuteczna, bo ósme głosowanie jest formalnością. Kardynał Wyszyński przesuwa się do metropolity krakowskiego, który siedzi za nim w drugim rzędzie, i prosi go o przyjęcie wyboru. „Gdyby Księdza Kardynała wybrano, proszę pomyśleć, czy nie przyjąć imienia Jana Pawła II. Dla włoskiej opinii publicznej byłoby to obrócenie na dobro tego kapitału duchowego, który zebrał Jan Paweł I” – czytamy w „Pro memoria”.

Podczas homagium obaj płaczą. Prymas wspomina po powrocie do Polski w jednym z kazań: „(...) usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej: to Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal”.

Później Prymas wypowie prorocze słowa, które Papież zapisze w swoim testamencie, a po latach powtórzy w Gorzowie Wielkopolskim: „Masz teraz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie”.

Opatrznościowy udział

Choć Prymas i Papież są przekonani, że wynik konklawe to „sprawa” Madonny Jasnogórskiej, to jednak Jan Paweł II docenia rolę czynnika ludzkiego. Świadczy o tym jego niepublikowany dotąd odręczny list do kard. Wyszyńskiego z 3 listopada 1978 r., w którym dziękuje Księdzu Prymasowi za „tak opatrznościowy udział w ostatnim konklawe”. Czytamy w nim m.in.: „Nie muszę już więcej pisać, Wasza Eminencja sam wie, o co chodzi, o czym myślę. To są drogi Boże, które tym bardziej nam się uświadamiają, im bardziej objawia się ich zobowiązujące znaczenie. Ksiądz Prymas wie, że miał bezpośredni udział w objawieniu się tego właśnie zobowiązującego znaczenia na tle całego przebiegu konklawe, a w szczególności w dniu 16 października, w uroczystość św. Jadwigi”. Prymas i Papież rozumieli się „w pół słowa”. Ale i my po przeczytaniu tego fragmentu nie mamy wątpliwości, że Jan Paweł II dziękuje kard. Wyszyńskiemu za to, że w sposób zasadniczy przyczynił się do jego wyboru na papieża.

Po konklawe Prymas „na gorąco” wyraża przypuszczenie, że wybór papieża z Polski może „przyhamować akcję ateistyczną, płynącą z ZSRR, gdy Moskwa zorientuje się, że w centralnej Europie wyrosła niespodziewanie nowa siła”. I dodaje za starcem Symeonem: „Teraz puszczasz w pokoju swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów” (por. Łk 2, 29-31).

Zanim to się stanie, Prymas przeżyje chwile wielkiej chwały, kiedy podczas homagium 22 października 1978 r. Papież w bezprecedensowym geście podniesie go z klęczek i ucałuje jego ręce, i kilka miesięcy później, kiedy w czerwcu 1979 r. będzie gospodarzem pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Łódź: Abp Ryś spotkał się z klerykami roku propedeutycznego

2019-10-23 17:45

Ks. Paweł Kłys

- Ten rok, który przeżywacie jest z definicji rokiem bardziej brania niż dawania! O to idzie w roku propedeutycznym, żebyście mogli więcej przyjmować niż dawać. Egzaminów - minimum, rozliczeń - niewiele, macie taki czas, którego może wam wielu zazdrościć. Macie czas, aby być w kaplicy, być na medytacji, poznawać Kościół, w którym chcecie służyć jako kapłani. Przyjmujcie ile się da! – mówił abp Ryś do kleryków roku propedeutycznego Archidiecezji Łódzkiej.

Ks. Paweł Kłys

Jest już tradycją, że w pierwszych dniach nowego roku akademickiego Metropolita Łódzki odwiedza kleryków, którzy w tym roku wstąpili do Wyższego Seminarium Duchownego. Od ubiegłego roku pierwszy rok formacji odbywa się poza gmachem seminaryjnym, a dokładniej przy parafii pw. Wniebowzięcia N.M.P. w Łasku - Kolumnie. To tutaj ci, którzy wybrali drogę powołania odbywają swój rok wprowadzający – rok propedeutyczny.

Spotkanie metropolity łódzkiego z klerykami rozpoczęło się od porannej Mszy świętej w czasie której – w słowie skierowanym do alumnów łódzki pasterz powiedział między innymi – jak was Pan Bóg poprowadzi do kapłaństwa – na co wszyscy mamy nadzieję – to będziecie niewolnikami, ustanowionymi nad rodziną Pana. Jest bardzo niedobrze, jak to się księżom pomyli – jak księża stają się rodziną Pana, która jest nad niewolnikami. Jest odwrotnie! Ci, którzy są w Kościele – nasi siostry i bracia – są rodziną Pana. Każdy ochrzczony należy do rodziny Pana, a my jesteśmy niewolnikami do obsługi rodziny. To nas ustawia w takiej funkcji, która się nazywa kapłaństwo służebne. – podkreślił celebrans.

Po liturgii ksiądz arcybiskup spotkał się na wspólnym śniadaniu z alumnami i przełożonymi roku propedeutycznego.

- Ten rok jest dla mnie czasem, kiedy mogę sprawdzić jak wygląda codzienny rytm seminarium. Zaletą tego roku jest to, że jesteśmy w małej grupie, w innym miejscu, gdzie możemy tworzyć fajną wspólnotę. Tutaj mogę poznawać kolegów i z nimi spędzać czas. – mówi kl. Mateusz Zientalak.

- W czasie tego roku skupiamy się na najważniejszych rzeczach jakimi są: modlitwa, praca i nauka. Formujemy się poprzez wspólne przygotowywanie posiłków, wspólną pracę czy grę w piłkę. Jest to czas na to, by nasze racje były zacieśnione poprzez wspólną integrację. – dodaje Michał Kunikowski.

Rok propedeutyczny został wprowadzony przez arcybiskupa łódzkiego w 2018 roku. Uzasadniając wprowadzenie dodatkowego roku formacji w Seminarium Duchownym łódzki pasterz wskazał na to, że - do seminarium przychodzą ludzie, którzy niekoniecznie są zewangelizowani, a przed sobą mają jeszcze odkrycie tego, kim jest Jezus Chrystus jako żyjący i zmartwychwstały Pan. Przed sobą mają najistotniejsze doświadczenie wiary. Oczywiście mają niejednokrotnie bardzo duże doświadczenie wiedzy religijnej, bo chodzili na lekcję religii, byli ministrantami. Mają doświadczenie kościoła, ale to nie jest tożsame z odkryciem Jezusa jako żyjącego Pana. Dlatego też pierwszym celem roku propedeutycznego jest cel ściśle ewangelizacyjny. To poprowadzenie kandydatów do kapłaństwa do prawdziwej wiary. To się musi przełożyć na spotkanie z Chrystusem – z Jego Słowem. – zauważa metropolita łódzki.

W przeżywaniu wiary, nauce modlitwy i refleksji na swoim wnętrzem pomaga klerykom Ojciec Duchowny, który nie tylko prowadzi wykłady, ale jest także kierownikiem duchowym dla przyszłych kapłanów.

Na roku propedeutycznym jest 10 alumnów oraz dwóch wychowawców – ks. dr hab. Janusz Lewandowicz oraz ks. mgr Bartłomiej Franczak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem