Reklama

Kościół w sieci, prasie, radiu i telewizji

2013-01-15 07:22

Z ks. inf. Ireneuszem Skubisiem rozmawia ks. Marek Łuczak
Niedziela Ogólnopolska 3/2013, str. 12-14

BOŻENA SZTAJNER
Ks. Ireneusz Skubiś w studiu telewizyjnym "Niedzieli"

KS. MAREK ŁUCZAK: - Nasi Czytelnicy doskonale znają Księdza Infułata jako redaktora naczelnego „Niedzieli”. Chciałbym rozpocząć tę rozmowę od pytania o drugą funkcję - wikariusza biskupiego ds. mediów archidiecezji częstochowskiej...

KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Funkcja wikariusza biskupiego przewidziana jest w kodeksie prawa kanonicznego Jana Pawła II z 1983 r. Obok wikariusza generalnego, który pomaga biskupowi diecezjalnemu w pracy duszpasterskiej i administracyjnej, kodeks przewiduje urząd wikariusza biskupiego na wielu szczegółowych odcinkach pracy. Według prawa kanonicznego, wikariusz biskupi jest w danej dziedzinie ordynariuszem i bierze udział w rządach biskupa diecezjalnego, który jest pierwszym ordynariuszem. Gdy chodzi o moją funkcję jako wikariusza biskupiego ds. mediów archidiecezji częstochowskiej, to zostałem mianowany na to stanowisko przez abp. Stanisława Nowaka, a teraz przez obecnego abp. Wacława Depo. Jest to urząd, który każe mi troszczyć się o sprawy związane z mediami, o czytelnictwo w diecezji, o korzystanie z katolickiego radia. Dzisiaj bardzo ważnym zagadnieniem jest Internet. Kościół wykorzystuje go chętnie, a Ojciec Święty zaleca nawet posługę pastoralną w Internecie. Wszechobecne są dziś wydawnictwa płytowe i inne elektroniczne nośniki. To wszystko podlega także trosce wikariusza biskupiego ds. mediów.

- Ksiądz Infułat powiedział, że wikariusz biskupi jest ordynariuszem. Z troską, o której Ksiądz wspomniał, wiąże się więc pewna odpowiedzialność. Czy zatem wikariusz biskupi ds. mediów kontroluje redaktora naczelnego „Niedzieli”? Jak te dwie funkcje mają się do siebie?

- Można by tak powiedzieć. Sądzę jednak, że najwięcej treści wyraża tu słowo „troska”. Nie chodzi tylko o to, żeby kontrolować, bo pracę redaktora naczelnego „Niedzieli” zawsze można prowadzić lepiej czy gorzej. Nadrzędną sprawą jest troska i aspekt duszpasterski - żeby sprawy pastoralne związane z mediami w diecezji układały się jak najlepiej. Dlatego nie ma sprzeczności w zetknięciu tych dwóch funkcji: wikariusza biskupiego i redaktora naczelnego katolickiego tygodnika.

- W refleksji na temat duszpasterstwa słowem kluczem jest „nowa ewangelizacja”. Czy Ksiądz Infułat nie ma wrażenia, że w słowach, które padły na temat nowej ewangelizacji, brakuje w Kościele miejsca przynależnego mediom katolickim?

- Wydaje się, że trzeba wrócić do słów bp. Teodora Kubiny, założyciela „Niedzieli”, który w 1926 r. powiedział, iż „Niedziela” ma być wikarym dla proboszcza i sufraganem dla biskupa. Sądzę, że jest to trafne i cenne powiedzenie, bo rzeczywiście, gdy dzisiaj mówimy o ewangelizacji, to myślimy o tym, żeby ludzie żyli Ewangelią, zachowywali przykazania, chodzili do kościoła, przystępowali do sakramentów św. To wszystko stanowi o uczestnictwie w życiu parafii i Kościoła. Katolicy uczestniczą w niedzielę w Eucharystii, słuchają Słowa Bożego - ale później jest cały tydzień pracy. Media katolickie stwarzają okazję, by powrócić do treści zasłyszanych w kościele i pogłębić je. Bo człowiek na co dzień potrzebuje wsparcia. Daje je m.in. katolicki tygodnik przyniesiony do domu, gdzie członkowie rodziny go czytają, dyskutują. Mogą się zgadzać z jego tekstami lub nie, ale jego treści są przedmiotem rozmów w rodzinie. Na bazie katolickiej gazety rodzina może rozmawiać o sprawach społecznych, politycznych.
Prasa katolicka podejmuje całe spektrum spraw związanych z życiem zwykłego człowieka, a wikary w postaci katolickiej gazety idzie z katolikiem w cały tydzień jego życia i pracy; inny tytuł katolicki pójdzie z dzieckiem, z człowiekiem młodym, ze starszym - każdy może mieć swoje wsparcie.

- Ksiądz Infułat przywołał przesłanie bp. Teodora Kubiny. Pomaga ono redakcji katolickiego pisma zdefiniować tożsamość prasy katolickiej. Ale czy zawsze proboszczowie zdają sobie sprawę z tego, że np. „Niedziela” może pełnić funkcję ich wikariusza? Jak Ksiądz Infułat ocenia współpracę „Niedzieli” z duchowieństwem na kanwie krzewienia prasy katolickiej?

- Chciałbym tu podziękować bardzo wielu księżom proboszczom, którzy popularyzują prasę katolicką i stanowią dla niej ważne wsparcie. Gdyby nie oni - nie istnielibyśmy. Taka jest prawda. Oczywiście, bardzo pragniemy, żeby jak najwięcej duchownych rozumiało tę funkcję prasy katolickiej - jako dodatkowego wikarego w parafii. Żeby tak było, to jednak przede wszystkim oni sami powinni tę prasę czytać. Człowiek przychodzący do kościoła ma głowę pełną rozmaitych obrazów, zdań, przekazów medialnych. I przed takim człowiekiem staje kapłan głoszący kazanie. Przesłanie, jakie ten człowiek słyszy w kościele, ma wystarczyć na cały tydzień. Czy wystarczy? Aby wiara mogła być pogłębiana, trzeba czegoś więcej. Trzeba prasy katolickiej.

- Nie można tu nie zauważyć tzw. śpiącego olbrzyma - myślę o laikacie, o Akcji Katolickiej, o wielkim dziele katechezy. Jak w tych sferach widzi Ksiądz Infułat rolę prasy katolickiej? Czy wystarczająco korzystamy z tego potencjału?

- Mamy w zasięgu ręki wielki skarb. Narzekamy na niedobrą prasę świecką, złe programy telewizyjne, nie takie audycje radiowe, a jeszcze bardziej na Internet - ile tam złych rzeczy! Tymczasem tak mało korzystamy z tego, co naprawdę dobre. Gdyby np. członkowie Akcji Katolickiej zechcieli pomóc w swojej parafii w rozprowadzaniu „Niedzieli”... W pewnej parafii w archidiecezji łódzkiej cała wspólnota wykazuje troskę o czytelnictwo „Niedzieli”, także szkoły. Wszyscy wiedzą, że „Niedziela” stanowi dla nich wielką wartość, że jest ich własnym pismem. Dlatego w tej 2-tysięcznej parafii rozchodzi się 200 egz. naszego tygodnika. Bo mamy np. parafię 15-tysięczną, w której rozchodzi się 50 egzemplarzy...
Zauważa Ksiądz pewien marazm nawet wśród tych, którzy są bardziej świadomi, zrzeszeni w katolickich stowarzyszeniach. Niestety, to prawda. Tak jest nie tylko w Polsce. W całej Europie laikat „zasnął” i trudno go dobudzić. Gdyby się obudził i stanął do walki o Boże królestwo, mielibyśmy inne społeczeństwa, inne życie rodzinne, inną politykę, inne rządy - inaczej wyglądałby świat.

- Jak Ksiądz Infułat postrzega obecność w archidiecezji częstochowskiej innych tytułów prasowych?

- W naszej archidiecezji stosunkowo luźno traktujemy tę sprawę. Ale wiem, że w innych diecezjach podchodzi się do tej sprawy bardziej rygorystycznie. Gdy nasi kolporterzy pojechali do sąsiedniej diecezji, proponując „Niedzielę”, usłyszeli, że jest tam dużo tygodnika tamtej diecezji i nie przyjmą naszej oferty.
Niektóre diecezje zabiegają o to, by mieć własne pismo lub edycję diecezjalną. Co jest walorem takiego pisma? To, że realizuje ono program diecezjalny. Mówię o tej części „Niedzieli”, która dotyczy i mojej archidiecezji. To osiem stron tygodniowo. Kiedyś w takiej objętości ukazywał się tygodnik dla całej Polski. Dzisiaj wydajemy tygodniowo 19 edycji, liczących w sumie ponad 200 stron.
Abp Stanisław Wielgus na jubileusz „Niedzieli Płockiej” zorganizował sympozjum, podczas którego jeden z księży profesorów na podstawie 10 lat obecności tego pisma w diecezji ukazał obraz tej diecezji (było to jeszcze za rządów bp. Zygmunta Kamińskiego). Trzeba zwrócić uwagę na to, że „Niedziela” lokalna tworzy i opisuje dzieje danego Kościoła. Na tym polega dobro wkładki diecezjalnej. To był pomysł najpierw „Niedzieli”, który przyjął się. Z tego pomysłu skorzystał później „Gość Niedzielny” i inne pisma.

- Skoro pojawił się wątek Kościoła lokalnego, trzeba uporządkować pewne pojęcia odnoszące się do zagadnienia innych mediów w archidiecezji częstochowskiej. Jak wygląda kwestia Radia Fiat, Radia Jasna Góra? Czy ich działalność również podlega trosce wikariusza biskupiego ds. mediów?

- Trzeba podkreślić znaczenie radia diecezjalnego. Częstochowska rozgłośnia - Radio Fiat pracuje od 1991 r. Było to pierwsze radio katolickie w wolnej Polsce - fale zostały przydzielone z racji VI Światowego Dnia Młodzieży. „Niedziela” włączyła się w prace radia, okazaliśmy dużą pomoc w funkcjonowaniu tej placówki. Jest ono także przedmiotem troski przede wszystkim metropolity częstochowskiego, ale i wikariusza biskupiego. Wystarałem się o nowe lokum dla Radia Fiat przy ul. Ogrodowej w Częstochowie, nasza redakcja dokonała wyposażenia pomieszczeń rozgłośni i dzięki życzliwości abp. Stanisława Nowaka, który błogosławił wszystkim pracom, to radio jest dziś bardzo nowoczesne od strony technicznej. Struktura radia powstawała jeszcze za rządów naszego poprzedniego ordynariusza, dzisiaj jest kontynuowana przez nową dyrekcję. To radio jest oczkiem w głowie metropolity. Chciałbym, żeby było słyszalne jak najszerzej. Ileż można zrobić dzięki posłudze radia w diecezji! Pasterz archidiecezji, w tym przypadku abp Wacław Depo, może się nawet umówić z wiernymi, że w określonym czasie na jego falach będzie do nich przemawiał i oni mogą go słuchać, mogą telefonować. Radio realizuje też programy lokalne, buduje lokalny Kościół, pomaga parafiom w pracy, w życiu chrześcijańskim, w dziedzinie kultury, historii. To niesamowita skala pracy! Wszystkie możliwości medialne apostolskiego oddziaływania są zawarte w Radiu Fiat.
To samo dotyczy Radia Jasna Góra. Mamy większe przełożenie na rozgłośnię Fiat, ale - według prawa kanonicznego - tam, gdzie oddziaływanie Kościoła czy medium dotyczy wiernych, podlega także jurysdykcji biskupa diecezjalnego. Tak więc Radio Jasna Góra jest również przedmiotem opieki zarówno biskupa diecezjalnego, jak i wikariusza biskupiego ds. mediów, bo jest przedmiotem ich troski o ewangelizację. Dlatego musimy robić wszystko, żeby te rozgłośnie zauważyć.

- Znana jest zasada, że istnieje to, co istnieje w mediach. Czy my, jako duszpasterze, nie strzelamy sobie w nogę przez to, że w skali całej Polski nie dbamy o katolickie media?

- O tym, co ludzie myślą, co mają myśleć, co istnieje lub nie istnieje, decydują dziś praktycznie media. Mówi na ten temat dokument Stolicy Apostolskiej „Aetatis novae”, który przypomina też, że media odgrywają bardzo ważną rolę w życiu pastoralnym Kościoła. Mądry ksiądz, któremu zależy na duszpasterstwie, na jego rozwoju, na ewangelizacji, musi mieć świadomość, że bez katolickiego medium - prasy, radia, telewizji - jego praca będzie utrudniona. Media mogą wspierać w wierze katolika, towarzyszyć mu przez cały tydzień. Dzięki nim może on zanurzać się w szczegóły życia religijnego. Mamy takie możliwości nie tylko za sprawą „Niedzieli”. Nasza diecezja wydaje także redagowany w ciekawy sposób dwumiesięcznik „Moje Pismo Tęcza”, kolorowy, bardzo dobry dydaktycznie. Jestem pełen uznania dla młodych dziennikarzy, którzy tak pięknie je prowadzą. Jest on przeznaczony dla dzieci od 4. do 8. roku życia. Rozpoczynaliśmy jego tworzenie wspólnie z redakcją francuską, pragnąc, by „Tęcza” pomagała szczególnie młodej rodzinie w rozmowach z dziećmi o Bogu. Chcę tu podziękować w sposób szczególny bp. Ryszardowi Karpińskiemu z Lublina, który od wielu lat rozprowadza w swojej diecezji ok. 1000 egz. „Tęczy”. Niestety, polskie młode rodziny mają dziś niską świadomość tego, że przed nimi stoi wielkie zadanie wprowadzania Boga w życie dzieci. „Tęcza” powinna być także obecna w przedszkolach i w początkowych klasach szkolnych. Bo nie tylko ksiądz, ale i katecheta jest odpowiedzialny za znajomość katolickiej prasy, za wskazanie jej dzieciom i nauczenie korzystania z niej. Wierni jakby zapomnieli, że z pomocą katolickiego medium można dziś budować katolicką opinię społeczną, w zgodzie z prawem naturalnym, z racjonalnym myśleniem. Zauważmy, ileż jest różnych dziwnych, szkaradnych pomysłów, np. związki osób tej samej płci, na wzór małżeństwa, popierane i lansowane przez bezbożne opcje laickie. Nie myślimy o normalnej rodzinie, którą trzeba wspierać.
Katolicyzm uczy normalności, której budowanie jest naszym świętym obowiązkiem. I trzeba nam demaskować te nonsensy życiowe, wskazywać, że normalność zakotwiczona jest w naszej biologii, w prawie naturalnym. Te prawdy głosi katolicka nauka społeczna, tego uczy Dekalog. I tego musimy bronić, żeby ochronić naszą rodzinę, naszą zwyczajność, naszą kulturę chrześcijańską. O tym wszystkim przeczytamy w katolickich mediach. Musimy to zrozumieć - przede wszystkim księża, ale także światli i odpowiedzialni katolicy, katolickie organizacje i stowarzyszenia. Gdy będziemy silni i będziemy dostatecznie oddziaływać na świadomość innych, to i głosowanie do parlamentu inaczej wypadnie, i życie będziemy mieć inne.

Tagi:
wywiad media radio telewizja prasa

Reklama

Czy można krytykować TVN?

2018-12-05 11:05

Michał Karnowski
Niedziela Ogólnopolska 49/2018, str. 35

W chwili, gdy piszę te słowa, gdzieś tam listonosz niesie do naszej redakcji pozew sądowy od telewizji TVN, która poczuła się urażona tekstami zaglądającymi za kulisy powstawania materiału o tzw. „urodzinach Hitlera”. Możemy tylko zgadywać: zażądają miliona czy jednak mniej? Będą chcieli zrujnować czy tylko upokorzyć? Już wiemy z doświadczenia, że nasi krajowi miłośnicy demokracji i wolnych mediów wysoko cenią sobie swój komfort i bardzo nie lubią, gdy ktoś ich podgląda. W tej sprawie jednak trudno odwracać głowę, bo mówimy o operacji, która bardzo zaszkodziła wizerunkowi Polski na świecie.

Już w momencie emisji można było mieć wątpliwości, co naprawdę oglądamy. Teatralna, przerysowana inscenizacja, kwietniowe urodziny zbrodniarza obchodzone w maju, a emisja kilka miesięcy później, akurat w momencie, gdy przetaczała się awantura wokół ustawy o IPN. Więcej: owi neonaziści nigdy wcześniej podobnych „urodzin” nie organizowali, a tu nagle zaprosili na nie poznane niedawno osoby. Dziwne.

Teraz dochodzą kolejne wątpliwości: jeden z oskarżonych twierdzi, że otrzymał na organizację „urodzin” ok. 20 tys. zł od nieznanego mężczyzny. Warunkiem miało być zaproszenie pewnej młodej pani, która okazała się dziennikarką TVN. Prowadzący śledczy sprawdzają i faktycznie, jego wydatki w tamtym czasie nagle radykalnie podskoczyły. Oczywiście, o niczym to nie przesądza, ale też nakazuje mnożyć znaki zapytania. Tym bardziej że jednocześnie oglądamy zdjęcia dziennikarzy „hajlujących” na tej absurdalnej imprezie – jak twierdzą nasi informatorzy – już po zakończeniu nagrań.

Co tam jeszcze się kryje? A może ktoś dziennikarzy nabrał? Zmanipulował? To też jest możliwe. Jednak nerwowa reakcja potężnego koncernu medialnego wskazuje, że nie życzy on sobie takich pytań. Obok pozwów sądowych do gry włączono panią ambasador USA w Polsce. I to jak włączono! Niedawno przybyła do Polski pani Mosbacher nie zdążyła jeszcze dobrze nauczyć się nazwiska szefa naszego rządu, a już wysłała do niego list, w którym zasugerowała, by polscy politycy nie komentowali pracy dziennikarzy TVN. Bo ci – jej zdaniem – dzielnie walczą z neonazistami. No i, oczywiście, są już pełną gębą amerykańskim koncernem, a nie jakimś tam bytem założonym dzięki peerelowskim koneksjom na fali transformacji z PRL w III RP.

Wszystko to prowadzi do pytania, czy komuś aby nie zamarzył się immunitet na krytykę, ocenę, analizę jego działalności? Medialny koncern, który wchodzi z butami w każde wybrane przez siebie miejsce, który wymachuje sztandarem wolności słowa, by uzasadnić każdą swoją kampanię, sam w obliczu krytyki i wątpliwości reaguje pozwami sądowymi i wzywaniem na pomoc amerykańskiego ambasadora.

Kto wie, może nawet im się powiedzie. W końcu nie takie cuda w polskich sądach się działy. Ale jestem pewien, że prędzej czy później pełna prawda wyjdzie na jaw i poznamy wszystkie kulisy całej operacji pod hasłem: „urodziny Hitlera”. I żaden immunitet tego nie zatrzyma.

Michał Karnowski
Publicysta tygodnika „Sieci” oraz portalu internetowego wPolityce.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chodzenie do kościoła wydłuża życie

2016-06-15 21:52

Artur Stelmasiak

Trwające aż 16 lat badania Uniwersytetu Harvarda wskazują, że chodzenie do Kościoła i uczestniczenie w uroczystościach religijnych wydłuża życie aż o 33 proc. Wyniki badań zostały opublikowane przez jedno z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie.

Małgorzata Młynarska
Uroczystości jubileuszowe w jarosławskiej świątyni pw. Trójcy Przenajświętszej

Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda przeanalizowali dane na temat stylu życia 74 534 kobiet, które w latach 1992-2012 brały udział w Nurses' Health Studies. Wszystkie badane kobiety były w roku 1992 wolne od chorób krążenia i nowotworów. Uczestniczki odpowiadały na pytania dotyczące diety i zdrowia, a także dotyczące uczestnictwa w obrzędach religijnych. Okazało się, że u kobiet, które brały udział w obrzędach religijnych, stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu.

- Jak się okazuje, największym propagatorem zdrowego trybu życia jest prosty proboszcz parafii, który swoich parafian zachęca do relacji z Jezusem i udziału w nabożeństwach – twierdzi ks. Sławomir Abramowski, proboszcz parafii św. Jana Pawła II w Warszawie, który jest z wykształcenia także lekarzem.

Wynika badań jednoznacznie wskazują, że w ciągu 16 lat trwania badania stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu u kobiety uczestniczące w nabożeństwach, w porównaniu z tymi, które do kościoła nie chodziły. Kobiety religijne o wiele rzadziej umierały na choroby układu krążenia i nowotworowe. Badanie pokazało też większy optymizm kobiet uczestniczących w nabożeństwach i mniejszą podatność na depresję.

- Do tej pory wszyscy myśleli, że zachęcając do chodzenia do kościoła zachęcam tylko do życia wiecznego. Teraz jest już medycznie udowodnione, że jestem również po prostu propagatorem zdrowego stylu życia – pisze na profilu facebookowym parafii ks. Abramowski. - Który z lekarzy, moich kolegów po fachu może się pochwalić taką skutecznością w profilaktyce poważnych schorzeń układu krążenia i nowotworów.

To jedne z największych badań tego typu. Spośród 74 534 kobiet w przeciągu 16 lat odnotowano 13 537 zgonów, w tym 2721 zgonów z powodu sercowo-naczyniowych i 4479 zgonów z powodu raka. Po wielu zmiennych i uwzględnieniu głównych czynników ryzyka okazało się, że kobiety uczestniczące w nabożeństwach częściej niż raz w tygodniu wykazały o 33 proc. mniejszą śmiertelność.

Wyniki badań prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Harvarda zostały opublikowane w jednym z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie JAMA Internal Medicine. „Religia i duchowość może być niedoceniana przez medycynę czynnikiem w tym, aby lekarze mogli odpowiednio diagnozować swoich pacjentów” - piszą autorzy badania na stronie The Jama Network.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sezon pieszych pielgrzymek na Jasną Górę rozpoczęty

2019-06-26 13:37

mir, Radio Jasna Góra / Częstochowa (KAI)

Wraz z latem rozpoczyna się sezon pieszych pielgrzymek na Jasną Górę. W czerwcu przybywają przede wszystkim grupy, głównie parafialne, ze Śląska. Największe natężenie pieszego pielgrzymowania do Jasnogórskiej Maryi przypada na lipiec i sierpień. 15 i 26 sierpnia obchodzone są główne uroczystości ku czci Matki Bożej.

Ks. Piotr Nowosielski

Parafia w drodze – tak najkrócej można streścić czas wspólnego podążania na Jasną Górę wiernych ze śląskich wspólnot. Jak przyznają pątnicy rekolekcje w drodze dają „bliskość Boga, podźwignięcie i wsparcie Tej, do Której przyszli”. Wiele grup także wraca pieszo.

Duszpasterską posługę podczas rekolekcji w drodze sprawują kapłani, często poświęcający na pielgrzymowanie swój urlop. - Moim powołaniem jest po prostu być z wiernymi w każdych warunkach - wyjaśnia ks. Maciej Soluch, duszpasterz pieszej pielgrzymki z parafii św. Józefa w Rudzie Śląskiej.

Z kolei ks. Mateusz Pałys z parafii św. Michała Archanioła podkreśla, że decyzję zarówno pieszej wędrówki jak i kwaterowania razem z wiernymi podjął pod wpływem Papieża Franciszka. – Jest na pewno „efekt Franciszka”, jesteśmy tym pokoleniem młodych księży, którzy chcą „robić raban”, służyć z radością. Papież mówił, ze pasterz powinien pachnieć swoimi owcami, to mamy być cały czas z wiernymi”.

Poświęcenie czasu na kilkudniową wędrówkę wymaga często zastępstwa w obowiązkach parafialnych, dlatego aby kapłan mógł służyć na pielgrzymce, potrzeba zaangażowania i współpracy innych prezbiterów. - Wierni przyjmują naszą obecność z wdzięcznością - podsumowują księża.

- Rekolekcje w drodze prowokują do zastanowienia się nad wiarą. To też okazja, aby dać innym świadectwo swojej relacji z Bogiem – podkreśliła Danuta Magiera z Czarnego Lasu, pątniczka z jedenastoletnim stażem.

Jak zauważa ks. Krzysztof Tabath, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Knurowie pielgrzymka to także wyznanie wiary. - Byliśmy świadkami wiary dla tych wszystkich, przez których miejscowości przechodziliśmy. Tym bardziej w sytuacji, kiedy coraz więcej ludzi od wiary odchodzi, kiedy tyle jest zgorszenia. My chcemy pokazać, że jedyna droga to droga wierności Chrystusowi, wierności Ewangelii” – podkreślał kapłan.

Cecha charakterystyczną „pielgrzymowania po śląsku” jest liczny udział całych rodzin. Ks. Grzegorz Uszok, proboszcz parafii Ducha Świętego w Wodzisławiu Śląskim przypomniał, że kiedy przed 20 laty rodziła się ta pielgrzymka, „to była myśl, że jest to pielgrzymka parafialna, więc żeby mogły w niej też iść dzieci, całe rodziny, osoby starsze i taki jest przekrój tej pielgrzymki”.

Pielgrzymka piesza, która od 16 lat jako pierwsza staje na mecie to Nocna Pielgrzymka „Na przekór” z Piekar Śląskich, w tym roku dotarła 12 maja na Jasną Górę. 160 osób, 60 kilometrów, 14 godzin i 30 minut oraz niepoliczalna moc modlitwy - tak wyglądała tegoroczna nocna piesza pielgrzymka. Co roku piekarscy pątnicy prosili za współbraci prześladowanych za Chrystusa w różnych zakątkach świata.

Pielgrzymowanie Ślązaków na Jasną Górę ma długą tradycję. Już Jan Długosz (1460) i Grzegorz z Sambora (zm. 1587) pisali o pielgrzymach ze Śląska. Zaborcy, okupanci, komuniści zakazywali tej formy kultu lub uporczywie przeszkadzali, jednak z każdym stuleciem liczba pątników rosła. Obecność górnośląskich pielgrzymek na Jasnej Górze jest udokumentowana stosunkowo bogato.

W XVIII w., w latach panowania pruskiego, król Fryderyk II, zdając sobie sprawę ze znaczenia Częstochowy dla ludu Górnego Śląska, zabronił poddanym urządzania pielgrzymek do Częstochowy. Ludność nie przestrzegała jednak ściśle tych zakazów. W pierwszej połowie XVIII w. zachowały się w „Liber Miraculorum" dowody obecności pielgrzymów z terenu Górnego Śląska. Jednym z cudownie uzdrowionych był Jan Emanuel Slovik z Bytomia, który przybył na Jasną Górę, by podziękować za cudowne wyleczenie z choroby.

Na Śląsku w pierwszych latach XX w. nastąpiło wyraźne ożywienie ruchu narodowego w wyniku działalności Wojciecha Korfantego i innych polskich działaczy. Jednym z elementów wchodzących w skład przeobrażeń politycznych i narodowych były pielgrzymki do miejsc o szczególnym znaczeniu dla polskiej sprawy.

Jak podaje ks. prof. Jerzy Myszor badacz historii Górnego Śląska to właśnie w Częstochowie pielgrzymi znajdowali sprzyjający klimat dla uzewnętrznienia swych uczuć narodowych, także wśród paulinów znalazło się wielu, którzy jawnie manifestowali łączność Śląska z resztą ziem polskich, którzy angażowali się w działalność społeczną przed i w czasie akcji plebiscytowej. Właśnie po plebiscycie w 1921 r. na Górnym Śląsku w sprawie przynależności państwowej tych terenów wiele pielgrzymek parafialnych datuje swoje początki.

Jednak grupy pątnicze ze Śląska przybywające licznie pod koniec czerwca to nie pierwsze pielgrzymki w tym roku na Jasną Górę.

36 godzin wysiłku dla Maryi podjęli z kolei po raz czwarty uczestnicy Pieszej Pielgrzymki „non stop” z parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w Jawiszowicach-Osiedle Brzeszcze zorganizowanej przez Grupę JG24 „Jasna Góra bez kompromisów”. Pątnikom w tak krótkim czasie udało się pokonać 126 km. Na trasę wyruszyło 32 uczestników oraz 5 osób obsługi – pilot, ratownik, techniczny – transport, dwóch fizjoterapeutów. Najmłodszy pielgrzym miał 20 lat, najstarszy – 54.

Wierni tradycji pątnicy z Łowicza przybywają na Jasną Górę zawsze w wigilię Zielonych Świątek w tym roku było to 8 czerwca. To jedna z najstarszych i najbarwniejszych pieszych pielgrzymek. Pątnicy łowiccy zawsze wchodzą do sanktuarium w kolorowych, księżackich strojach tzw. pasiakach, tańcząc oberki i polki. Wejściu towarzyszy także kapela, wspomagająca śpiew pątników, którzy witają Jasnogórską Panią starymi, niektórymi jeszcze z XVI w., łowickimi pieśniami.

Tradycyjny „szczyt pielgrzymkowy” przypada jednak na sierpień. Jego kulminacja obejmuje dni poprzedzające uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) oraz uroczystość odpustową Matki Bożej Częstochowskiej (26 sierpnia). Wówczas na Jasną Górę każdego dnia docierają tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy wiernych. Sezon pieszych wędrówek do Częstochowy kończy się 8 września.

Zdaniem historyków, początki ruchu pielgrzymkowego sięgają początków istnienia klasztoru. Zorganizowane grupy przybywają od XV w. Pierwsza pielgrzymka piesza miała dotrzeć do sanktuarium w 1434 r. Wtedy to, po odrestaurowaniu Obrazu Matki Bożej zniszczonego po rabunkowym napadzie na klasztor, w uroczystej procesji przeniesiono Obraz Jasnogórskiej Bogurodzicy z Krakowa do Częstochowy.

Po raz 408. dotrą w tym roku wierni z Żywca. W 1608 r. powstało w Żywcu Bractwo Różańca Świętego. Trzy lata później wspólnota zorganizowała pierwszą pielgrzymkę do Częstochowy. O początkach Pielgrzymki Żywieckiej wspomniano po raz pierwszy w „Dziejopisie Żywieckim” Andrzeja Komonieckiego. Autor dzieła, który od 1686 był kolejno burmistrzem i wójtem Żywca, sam organizował kolejne pielgrzymki na Jasną Górę.

Do najstarszych, udokumentowanych w kronikach, należy też ślubowana pielgrzymka z Gliwic. Mieszkańcy tego miasta wyruszyli na Jasną Górę w 1626 r. Podczas wojny trzydziestoletniej, gdy Gliwice były oblegane przez wojska duńskie, mieszkańcy nie potrafili obronić miasta. Wtedy powierzyli swój los Maryi. Złożyli uroczyste ślubowanie, że odtąd corocznie będą pielgrzymować na Jasną Górę. Miasto nie zostało zdobyte, a śluby z krótkimi przerwami, spowodowanymi historycznymi uwarunkowaniami, wypełniane są do dziś.

Z XVII w. datowana jest także Praska Pielgrzymka Piesza, która po raz pierwszy wyszła w 1657 roku. Ostatnia - w roku 1917, lecz nie dotarła na Jasną Górę z powodu działań wojennych na froncie w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego. W 1983 r. została wznowiona przez Pomocników Maryi Matki Kościoła.

Od 381 lat nieprzerwanie na Jasną Górę pielgrzymują mieszkańcy Kalisza. Początki tej pielgrzymki związane są z kaliskimi księżmi jezuitami. To właśnie z ich domu wyruszyła na Jasną Górę grupa kleryków. Z czasem w wielu kaliskich parafiach tworzyły się grupy pątnicze, udające się do Częstochowy. Pielgrzymowania kaliskiego nie przerwały nawet lata okupacji hitlerowskiej i stalinowskiego reżimu. Podobnie pielgrzymka warszawska wychodząca z paulińskiego kościoła w Warszawie od 307 lat nieprzerwanie notuje swoje dzieje.

Zainicjował ją w 1711 r. paulin, o. Innocenty Pokorski, który złożył ślub Matce Bożej, że zorganizuje pielgrzymkę ze stolicy, jeśli Maryja wstawi się za Warszawą i panująca wówczas zaraza ustanie. Raz pielgrzymka warszawska nie dotarła do celu - w 1792 r. Wszyscy jej uczestnicy wraz z księdzem zostali wymordowani i do dziś nie wiadomo, czy zabójcami byli Prusacy czy Kozacy. Tragedia rozegrała się na drodze z Woli Mokrzyckiej do Krasic.

Wciąż nie brakuje pątników na najdłuższych trasach, a te wiodą z Pomorza Zachodniego, z Warmii i z Helu – to 500-600 kilometrów.

W pielgrzymce kaszubskiej z Helu uczestnicy mają do pokonania aż 640 km. Podobny dystans podejmują pątnicy pielgrzymki szczecińsko-kamieńskiej, szczególnie ci, którzy wychodzą sprzed krzyża w nadmorskim Pustkowie. Wierni z Łukęcina idą aż 20 dni. Również długą trasę do pokonania ma Piesza Pielgrzymka Diec. Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Grupa z Ustki 600 km pokonuje w 19 dni.

Kaszubską pielgrzymkę wyróżnia nie tylko to, że jest najdłuższą w Polsce, ale również to, że kultywuje regionalne tradycje i dba, aby na flagach czy koszulkach znalazły się motywy z kaszubskim haftem.

Od lat do najliczniejszych grup pielgrzymkowych należą kompanie z Krakowa (8,1 tys.), Tarnowa (7,1 tys.) i Radomia (5 tys. 800) oraz paulińska Warszawska Pielgrzymka Piesza (6 tys.).

Na Jasną Górę prowadzi ponad 55 pieszych szlaków pielgrzymkowych. W sumie liczą one ponad 15 tys. kilometrów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem