Reklama

Dom Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego De Saxia w Proszowicach

Dobrze mieć siostry

2013-01-17 14:13

Władysław Burzawa
Edycja kielecka 3/2013, str. 4-5

TER
Siostra przełożona w kaplicy

Czekając na spotkanie z siostrami ze Zgromadzenia Ducha Świętego, spacerowałem po proszowickim rynku. Zabiegani ludzie szli do swoich zajęć. Przed kościołem jakaś kobieta z córką zatrzymała siostrę i chwilę z nią rozmawiała, co chwilę się uśmiechając. - Jesteśmy przez mieszkańców naszego miasta otaczane prawdziwą życzliwością. Utarła się opinia, że dzięki temu, iż tutaj jesteśmy i nieustannie się modlimy za wszystkich, Proszowice omijają kataklizmy - mówi s. Arkadia. Dobrze mieć siostry, które swoje życie wypełniają modlitwą i posługą potrzebującym. Rozumieli to członkowie Komitetu Obywatelskiego, w którego skład wchodzili wszyscy ziemianie parafii i dziewiętnastu mieszczan proszowickich. To ich staraniem siostry w 1929 r. zostały sprowadzone do Proszowic.

Oddane chorym i ubogim

Założycielem Zakonu Ducha Świętego był bł. Gwidon z Montpellier. Pochodził z bogatej rodziny książęcej Guillemów, w posiadaniu której było to francuskie miasto. Gwidon w czasach młodości był rycerzem w zakonie Templariuszy. Po otrzymaniu majątku od rodziców postanowił zmienić swoje życie, by jeszcze mocniej służyć Bogu i potrzebującym. W 1175 r. na przedmieściach rodzinnego miasta wybudował szpital, w którym schronienie znaleźli chorzy, ubodzy i porzuceni. Mimo iż płynęła w jego żyłach książęca krew, sam osobiście im posługiwał. Jego przykład pociągnął innych - zarówno mężczyzn, jak i kobiety, których pomoc szczególnie była potrzebna sierotom. Tak powstał Zakon oddany służbie dzieciom, chorym i ubogim. To szczególne dzieło bł. Gwidon powierzył opiece Ducha Świętego. Bardzo szybko, bo już w 1198 r., papież Innocenty III zatwierdził Zakon Ducha Świętego, a sześć lat później przekazał mu ufundowany przez siebie szpital dla ubogich w Rzymie. Idea pomocy biednym i potrzebującym, zapoczątkowana przez bł. Gwidona, szybko rozprzestrzeniała się po Europie. Oprócz Austrii, Anglii, domy zakonne i szpitale Zakonu Ducha Świętego powstały w Polsce. W 1220 r. wybudowano szpital w Krakowie, później w Kaliszu, Sandomierzu i Sławkowie. Charyzmat bł. Gwidona z Montpellier we współczesnym świecie realizuje Zgromadzenie Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego, które jest żeńską linią Zakonu. Siostry służą chorym, dzieciom, ubogim i potrzebującym w Polsce, na Ukrainie, we Włoszech i na misjach w Burundi.

Duchaczki osiadły w Proszowicach

Od sześciu lat przełożoną Domu Sióstr Duchaczek w Proszowicach jest s. Arkadia Irena Burza. Jak wspomina, kiedyś, wiele lat temu, jako młoda siostra zakonna była w Proszowicach na jakiejś uroczystości, śpiewała na Mszy św. psalm. Nawet nie przypuszczała, że wróci do Proszowic i że część jej zakonnego życia będzie związana z tym miastem i mieszkańcami. Historia pobytu Sióstr w Proszowicach sięga lat przedwojennych. Czasy były ciężkie. Wszechobecne ubóstwo, a nawet głód, brak pracy sprawiały, że ludzie żyli z dnia na dzień, marząc o zaspokojeniu podstawowych potrzeb, nie myśląc o Bogu i nie mając żadnych perspektyw na przyszłość. Głównym celem, dla którego sprowadzono siostry, była troska o dzieci. Opiekę nad nimi miały sprawować siostry w tworzonej przez miasto ochronce, miały również prowadzić szkołę zawodową kroju i szycia dla dziewcząt. Siostry szybko zabrały się do pracy. Początkowo z powodu braków lokalowych zamieszkały w prywatnym, wynajmowanym domu, dopiero później, bo w 1933 r. Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Ochronki i Przedszkola w Proszowicach -reprezentowany przez Helenę z Dembińskich hrabinę Morstinową, ks. prał. Stanisława Bombę, proboszcza parafii Proszowice, Bronisławę z Sopińskich Kleszczyńską i Zygmunta Konopkę - przekazał aktem darowizny wybudowany dom na rzecz Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia w Krakowie. Darowiznę dla Zakonu przyjęła ówczesna Matka Generalna Irena Rodziewicz. W przekazanym siostrom domu były pomieszczenia przeznaczone na przedszkole oraz mieszkania dla sióstr. W jednym z pomieszczeń urządzono kaplicę, w której dopiero od 1949 r. obecny był Najświętszy Sakrament.

Reklama

Szukali sposobu, jak pozbyć się sióstr

Pierwszy raz Dom zakonny w Proszowicach chcieli siostrom zabrać „wyzwoliciele” - Rosjanie. Po zdobyciu Proszowic przez armię radziecką zjawili się w tutejszym domu żołnierze radzieccy i kazali siostrom opuścić dom. Ówczesna przełożona s. Mieczysława Polakowska kategorycznie odmówiła, twierdząc, że nie mają dokąd iść. Ten sprzeciw wywarł na rosyjskich sołdatach takie wrażenie, że zostawili je w spokoju. Gorzej było za czasów rządów lewicy. Komunistyczne władze walczące z Kościołem chciały odebrać siostrom ich własność i wyrzucić z Proszowic. Tak jak to było w innych miastach. Stanęło na tym, że zabrali („wydzierżawili”) kilka sal na dole i kuchnię. Piętro zostawili siostrom. Jednak przez cały czas szukali sposobu, jak pozbyć się sióstr z Proszowic. W tym czasie zakonnice omal nie straciły całkowicie domu, a może nawet i życia. W 1967 r. w nocy z wtorku na Środę Popielcową wybuchł pożar. Nieostrożne pracownice żłobka zostawiły włączoną maszynkę elektryczną i poszły do domu. W środku nocy budynek zaczął płonąć. Od kuchenki zapaliły się sprzęty oraz sufit jednej z sal. Na szczęście przechodzący nocą ludzie obudzili siostry i wezwali straż pożarną oraz sami zorganizowali gaszenie ognia. Dom udało się uratować, nikt nie ucierpiał. Siostry cudem ocalały. W kronice domu zakonnego znajdujemy zapis z tego wydarzenia. „To był cud i opieka Matki Najświętszej Nieustającej Pomocy, która ocaliła Siostry i zostawiła im dach nad głową”. Po kilku dniach w tutejszej kaplicy odprawiona została Msza św. dziękczynna za opiekę Matki Najświętszej i cudowne ocalenie domu i sióstr od śmierci w płomieniach.

W połowie lat 70. ub. wieku siostry odzyskały cały budynek. Stan domu był fatalny. Po oględzinach przez fachowców powstała myśl, aby przynajmniej jego część rozebrać i wybudować od nowa. Na to jednak nie wyraziły zgody ówczesne władze, trzeba było dom odgrzybiać i wymieniać przegniłe elementy, co podnosiło koszty i zajmowało dużo czasu i energii. Siostry musiały długo walczyć o oddanie swojej własności, nawet o część piwnicy znajdującej się w ich ogrodzie, którą odzyskały formalnie, po wielu zabiegach, w październiku 1976 r. Po odzyskaniu całego domu siostry zorganizowały w nim żłobek dla dzieci od 6 miesięcy do 3 lat, w którym dbały o rozwój dziecka i religijne wychowanie. Żłobek istniał do 1994 r. wtedy została podjęta decyzja o jego zamknięciu - powód? - zmniejszyła się liczba dzieci. Dziś siostry pracują w szkole i przedszkolach, nadal mają kontakt z dziećmi i starają się wychowywać je w duchu swojego charyzmatu.

Zapisały się na kartach historii Proszowic

- Nasz dom posiada bogatą historię. Siostry pracujące w Proszowicach były świadkami wielu radosnych wydarzeń - mówi s. Arkadia. Na potwierdzenie tych słów pokazuje opasłe albumy ze zdjęciami. Na fotografiach uwiecznione najważniejsze momenty z życia sióstr, codzienną pracę oraz świętowanie. Uśmiechnięte dzieci oraz pracujące siostry w swojej codziennej posłudze. - O, tutaj, jest zdjęcie bp. Jana Jaroszewicza, który przewodniczył uroczystej Mszy św. 29 października 1978 r., odprawionej z okazji 50-lecia domu zakonnego i pracy sióstr w Proszowicach - mówi siostra. Przerzuca karty albumów i opowiada o osobach uwiecznionych na fotografiach. Tak, to prawdziwy kawał historii. I jeszcze jeden uwieczniony jubileusz: uroczystości z okazji 800-lecia istnienia Zakonu i 70-lecia istnienia wspólnoty zakonnej w Proszowicach. To było 1 czerwca 1998 r. Eucharystii przewodniczył tutejszy rodak, bp Piotr Skucha, obecna była także przełożona generalna Zgromadzenia Matka Cezaria Jargas. Siostry dobrze zapisały się na kartach historii Proszowic.

Dom otwarty dla wszystkich

Obecnie w Proszowicach pracuje 6 sióstr. Trzy uczą katechezy w szkole i w przedszkolach, jedna siostra jest zakrystianką, kolejna zajmuje się domem, a nad wszystkim czuwa s. Arkadia. Każdy dzień wygląda podobnie - jest przepełniony modlitwą i służbą bliźniemu. Siostry wstają o 5.15. Trochę wcześniej budzą się s. kucharka i zakrystianka. Pół godziny później siostry gromadzą się w kaplicy na modlitwach. - Każdy dzień zaczynamy hymnem do Ducha Świętego „O Stworzycielu, Duchu, przyjdź” - jesteśmy duchaczkami - mówi s. Arkadia, Duch Święty jest u nas zawsze na pierwszym miejscu. O godz. 6.30 siostry biorą udział we Mszy św. konwentualnej, czyli wszystkie modlą się w pobliskim kościele Wniebowzięcia NMP. Po Mszy św. odmawiają brewiarz, Jutrznię. W domu w kaplicy kolejne modlitwy: Koronkę do Ducha Świętego oraz Godzinki do Ducha Świętego. Siostry pracujące w szkole i przedszkolach na godz. 8 udają się do pracy. O 12.30 wspólnie jedzą obiad. Siostra zakrystianka zajmuje się kościołem, pracy jest bardzo dużo: śluby, pogrzeby, chrzciny, uroczystości i święta - na które trzeba wszystko przygotować. Siostry katechetki uczą w szkole i przedszkolach, organizują spotkania z dziećmi, przygotowują je do Pierwszej Komunii Świętej, do konkursów, czy jasełek. S. Boguchwała opiekuje się grupą misyjną - „Płomykami Ducha Świętego”. S. Elżbieta prowadzi grupę młodzieży przygotowującą się do sakramentu bierzmowania oraz opiekuje się małą scholą. Dziewczęta uświetniają swoim śpiewem niedzielne Msze św., śpiewają na chórze wraz z panem organistą. Siostry dużo czasu poświęcają dzieciom i młodzieży, to jest ich charyzmat. Spotykają się z nimi w salkach na wikariacie.

S. Arkadia wcześniej pracowała w kilku domach w Polsce oraz - przez trzynaście lat - w Rzymie. Posługiwała w parafii Księży Sercanów przy Piazza Mazzini w bazylice Criso Re. Od 2007 r. jest to kościół tytularny kard. Stanisława Ryłko, sekretarza Papieskiej Rady ds. Świeckich. Siostry opiekowały się starszymi kapłanami i prowadziły cały dom. Praca nie była lekka, ale wszelkie trudy rekompensowała świadomość, że mieszkały kilkaset metrów od Watykanu, w którym był ukochany papież Jan Paweł II. Wiele razy siostra mogła go zobaczyć, i słuchać jego słów, które zapadły w jej serce na całe życie. Po powrocie z Włoch siostra pracowała w Ustce i Słupsku.

To działa

Ich dom jest otwarty dla wszystkich potrzebujących: biednych, schorowanych, bezdomnych. Ludzie przychodzą z prośbą o chleb, ale także coraz częściej o modlitwę. Proszą siostry, by modliły się nie tylko o „zdrowie”, ale o coś więcej. Siostry są powiernicami wielu ludzkich tajemnic. Przychodzą do nich, by się podzielić swoimi kłopotami: nieudanym małżeństwem, niezgodą, nałogami i różnymi tragediami, które dotknęły ich rodziny. Załamani ludzie szukają u sióstr modlitewnej pomocy. Znają siłę modlitwy i wiedzą, że często tylko ona jest szansą na rozwiązanie problemów rodzinnych, uratowanie małżeństwa czy pomoc w wyjściu z nałogów. Najwięcej jest matek, które przychodzą i długo opowiadają o swoim życiu i rodzinnych problemach. Siostry wysłuchują, radzą i modlą się w tych intencjach. To działa. Przychodzą i dziękują, za jedność w rodzinie, za powrót męża, za wyleczenie z nałogu syna...

Modlą się przez wstawiennictwo s. Emanueli z ich zgromadzenia, której proces beatyfikacyjny właśnie się rozpoczął. S. Emanuela Kalb, z pochodzenia Żydówka, zmarła w opinii świętości. - Znałam ją, to była osoba, która kochała Boga i bliźnich, prawdziwy wzór do naśladowania - mówi siostra przełożona. W Roku Wiary siostry szczególnie modlą się za wszystkich ludzi o wzrost wiary. W tym roku szczególnie wsłuchują się w Słowo Boże, podejmują studium dokumentów soborowych i Katechizmu Kościoła Katolickiego oraz sięgają po lekturę duchową, opartą na objawionym Słowie. W codzienności rozpoznają sygnały i zaproszenia przychodzącego w potrzebujących bliźnich Oblubieńca i starają się odpowiedzieć na nie hojnym, prawdziwym darem z siebie.

W następnym numerze zaprezentujemy Dom Sióstr św. Jadwigi od Niepokalanej Bogurodzicy Maryi w Skorzeszycach

Tagi:
zakon

Reklama

Święty Krzyż: oblaci nie zgadzają się z insynuacjami opublikowanymi przez OKO.press

2019-06-05 20:09

apis / Święty Krzyż (KAI)

Misjonarze Oblaci Marii Niepokalanej ze Świętego Krzyża wyrażają smutek i żal z powodu wprowadzających w błąd insynuacji zawartych w artykule zamieszczonym przez Roberta Jurszo na stronie https://oko.press/ (dostęp 5.06.2019). Oświadczenie w tej sprawie przysłane zostało do redakcji KAI.

Archiwum autora
Opactwo na Świętym Krzyżu

Czytamy w nim m.in., że „złośliwą insynuacją jest już sam tytuł, „Rząd zmniejszy Świętokrzyski Park Narodowy na korzyść Kościoła. Skorzystają zakonnicy, straci przyroda”. Utrwala on poniżający stereotyp „zakonników”, którzy „chcą skorzystać”.

Kolejną insynuacją, zdaniem oblatów, jest próba udowadniania potencjalnej szkodliwości klasztoru dla przyrody z uwagi na ruch pielgrzymkowy. Nie zgadzają się oni na wybiórczo przedstawione fakty dotyczące kasaty, jak i historii Świętego Krzyża. Nie zgadzają się także na domyślną insynuację zawartą w stwierdzeniu, że zakonnicy nie mają „żadnych praw” do podejmowania starań o odwrócenie części skutków kasaty.

Misjonarze oblaci podkreślają, że ponowna integracja wszystkich obiektów klasztornych, dokonywana jest w dialogu z władzami Świętokrzyskiego Parku Narodowego i z licznymi środowiskami nauki i kultury oraz z pełnym poszanowaniem prawa. Poniżej publikujemy treść oświadczenia.

Publikujemy tekst oświadczenia:

Oświadczenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej ze Świętego Krzyża na artykuł zamieszczony przez p. Roberta Jurszo na stronie https://oko.press/ (dostęp 5.06.2019).

Kompleks klasztorny na Świętym Krzyżu jest pamiątką wielowiekowego dziedzictwa kultury chrześcijańskiej, która ponad 1000 lat temu stała się fundamentem polskiej państwowości i po dziś dzień współtworzy polską tożsamość. Kasata opactwa benedyktyńskiego, która dokonała się 200 lat temu, była możliwa tylko dzięki zniewoleniu Polski przez państwa zaborcze. Dokonała się w majestacie prawa, tak samo, jak „w majestacie prawa” dokonały się 3 rozbiory. Efektem kasaty była postępująca degradacja obiektu klasztornego, której kulminacją było wysadzenie wieży kościoła w czasie I wojny światowej oraz uczynienie z klasztoru miejsca tortur i zbrodni w czasie II wojny światowej.

Klasztor na Świętym Krzyżu przez dziesiątki lat niszczał i stopniowo miał podzielić los całego polskiego dziedzictwa kulturowego, skazywanego przez najeźdźców na zagładę. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości do klasztoru próbowali powrócić ojcowie benedyktyni, lecz próba ta nie powiodła się.

Od 1936 r. zrujnowanym kościołem i częścią klasztoru zaczęli opiekować się Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Cierpliwą i troskliwą pracą starali się o przywrócenie klasztorowi pierwotnego piękna. Członkowie pierwszej wspólnoty po wybuchu II wojny światowej byli w klasztorze poddawani torturom, następnie w różnych miejscach (m.in. w obozie koncentracyjnym w Auschwitz) zostali zamordowani przez hitlerowców.

Po 1945 r. kolejni oblaci każdego roku, pomimo bardzo trudnych warunków bytowych, troszczyli się o pielgrzymów i turystów przybywających na Święty Krzyż. Podtrzymywali więc tradycję, która np. w przededniu Powstania Styczniowego sprowadziła na Święty Krzyż kilkadziesiąt tysięcy pątników – marzących o wolnej Polsce i szukających tam moralnego wsparcia.

Zabiegi Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej o przywrócenie integralności obiektom klasztornym nie są i nie były tajemnicą. Dokonują się z poszanowaniem polskiego prawa i w dialogu z władzami różnych szczebli. Nie wynikają z chęci osobistego zysku, lecz ze świadomości tego, czym klasztor na Świętym Krzyżu był przez całe wieki, i czym nadal powinien być dla Polski i wszystkich Polaków.

Zabiegi te wspiera moralnie wiele osób zatroskanych o historyczne, religijne i kulturowe dziedzictwo Polski i całego regionu świętokrzyskiego. Sama nazwa – Święty Krzyż, Góry Świętokrzyskie, województwo świętokrzyskie – pochodzi od Relikwii Drzewa Krzyża Świętego, przechowywanych od średniowiecza w klasztorze.

W związku z powyższym wyrażamy smutek i żal z powodu wprowadzających w błąd insynuacji zawartych w artykule zamieszczonym przez p. Roberta Jurszo na stronie https://oko.press/ (dostęp 5.06.2019). Przede wszystkim złośliwą insynuacją jest już sam tytuł, „Rząd zmniejszy Świętokrzyski Park Narodowy na korzyść Kościoła. Skorzystają zakonnicy, straci przyroda”. Utrwala on poniżający stereotyp „zakonników”, którzy „chcą skorzystać”.

Tymczasem jeśli ktokolwiek dzięki staraniom oblatów skorzysta, to przede wszystkim polska kultura, obejmująca także ludzi niezwiązanych z Kościołem katolickim, jak też wspólnota katolików, która od kilkuset lat uznaje w Świętym Krzyżu swoje pierwsze narodowe sanktuarium. Polska kultura zyska, ponieważ przywrócona zostanie pierwotna integralność klasztoru, tak jak przywrócono pierwotny kształt wielu zabytkom, niszczonym i rozkradanym przez zaborców i okupantów. Klasztor nie przestanie funkcjonować w otoczeniu Parku Narodowego i jodłowej puszczy, a więc z poszanowaniem przyświecającej nam wszystkim troski ekologicznej.

Kolejną insynuacją jest próba udowadniania potencjalnej szkodliwości klasztoru dla przyrody z uwagi na ruch pielgrzymkowy. Czy ktoś próbuje ograniczyć ruch turystyczny w Tatrach albo w samych Górach Świętokrzyskich?

Polemizować można by z wieloma tezami wspomnianego artykułu, jak też ze sposobem podawania informacji. Autor m.in. wybiórczo przedstawia fakty dotyczące kasaty, jak i historii Świętego Krzyża, pomijając te jej aspekty, które podkreślają znaczenie świętokrzyskiego klasztoru dla polskiego narodu. Nic nie zmieni faktu, że sytuacja zaistniała w 1819 r. była znakiem upokorzenia polskiej kultury i państwowości oraz katolickiej tradycji.

Stwierdzenie, że zakonnicy nie mają „żadnych praw” do podejmowania starań o odwrócenie części skutków kasaty w domyśle zdaje się insynuować, że być może jako naród nie powinniśmy się byli starać o odzyskanie niepodległości, ponieważ władza pruska czy carska miała pełne prawa do swych terytoriów...

Ponowna integracja wszystkich obiektów klasztornych, dokonywana w dialogu z władzami Świętokrzyskiego Parku Narodowego i z licznymi środowiskami nauki i kultury oraz z pełnym poszanowaniem prawa, o którą rzeczywiście Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej na Świętym Krzyżu zabiegają, jest dla wszystkich pielgrzymów i turystów szansą, a nie zagrożeniem, tak jak nie jest zagrożeniem dla przyrody. Żeby to dostrzec, wystarczy odrobina dobrej woli i znajomość codziennych realiów Świętego Krzyża. Oblaci żyją tam i pracują dzień po dniu, służąc ludziom, od prawie 100 lat.

Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej z klasztoru na Świętym Krzyżu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wątpliwości wokół sprawy Szymonka

2019-06-19 10:59

Dr Błażej Kmieciak - dyrektor Centrum Bioetyki Instytutu Ordo Iuris

Śmierć dziecka wywołuje w pełni zrozumiałe reakcje emocjonalne. Tym bardziej, w celu wyjaśnienia wszelkich wątpliwości, konieczne jest odwołanie się do ustalonych faktów, w tym zwłaszcza wiedzy medycznej oraz informacji dotyczącej poszanowania bądź też naruszenia praw dziecka jako pacjenta oraz jego rodziców.

Analizując sprawę 11-miesięcznego Szymonka leczonego na terenie szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie. trzeba w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę, iż jako opinia publiczna nie posiadamy w tej sprawie zbyt licznych, zweryfikowanych informacji:

- Nie wiemy jaki był stan dziecka przed odłączeniem od aparatury podtrzymującej życie. 10 czerwca szpital stwierdził w Komunikacie: „ze względu na tajemnicę lekarską nie możemy jej upublicznić, natomiast pełne informacje są w posiadaniu Rodziców”.

- Ze strony rodziców nie przedstawiono oficjalnych informacji dotyczących sposobu traktowania dziecka oraz jego ostatecznego rozpoznania klinicznego. Pełnomocnik rodziny zaznaczył jedynie, że postępowanie dotyczące działań w jednej z placówek w Radomiu, w której przebywał chłopiec przez przewiezieniem do Warszawy, posiada charakter niejawny.

- Nie znamy również opinii poszczególnych komisji oraz konsyliów jakie zbierały się w ciągu ostatnich tygodni. W tym zakresie nie tylko nie wiemy, jakie były ustalenia lekarzy ze wspomnianego szpitala, ale również nie posiadamy informacji dotyczącej ustaleń jakie poczynili lekarze-konsultanci zaproszeni na wspomniane powyżej diagnostyczne konsylia.

W większości dostępne informacje odnoszące się do stanu Szymonka bazują na wpisach członków rodziny na portalach społecznościowych, co nie stanowi weryfikowalnego źródła danych medycznych. Pojawiały się również informacje organizacji pozarządowych, w tym zwłaszcza „Stowarzyszenia STOP NOP”, które nie jest uprawnione do stawiania medycznych diagnoz odnoszących się do stanu niespełna rocznego pacjenta.

Jedyne informacje, jakie posiadamy odnoszą się do ogólnego stanu zdrowia dziecka. W szpitalnym Komunikacie z 10 czerwca przypomniano, że „Pacjent przebywa w naszym Szpitalu na Oddziale Intensywnej Terapii od 22 stycznia 2019 r. w stanie skrajnie ciężkim z nieodwracalnym uszkodzeniem centralnego układu nerwowego”. W ostatnich godzinach, w mediach pojawiły się również dwie kluczowe informacje - pierwsza, w której rodzice dziecka wskazali, iż odłączono je od aparatury podtrzymującej życie bez ich obecności, wbrew wcześniejszym ustaleniom oraz druga, w której minister zdrowia, prof. Łukasz Szumowski wskazuje, „że nikt nie odłączył aparatury przed stwierdzeniem, że pacjent zmarł”.

Śmierć dziecka

Ostatnia wypowiedź w sposób wyraźny wskazuje nam na prawdopodobny scenariusz działania w omawianej sprawie. W podobnych przypadkach klinicznych polskie przepisy prawne wprowadziły konkretny scenariusz postępowania, jaki winien być zrealizowany. Po pierwsze, mówimy tutaj o komisyjnym stwierdzeniu „trwałego nieodwracalnego ustania czynności mózgu (śmierci mózgu),” bądź „nieodwracalnego zatrzymania krążenia”. Po drugie, trzeba dodać, iż szczegółowe działania w tym zakresie podejmowane są przez lekarzy na podstawie odrębnego „Obwieszczenia” Ministra zdrowia. Omawiany tutaj proces stwierdzania śmierci składa się z dwóch etapów. W pierwszym wysunięte zostaje przez komisję lekarską podejrzenie odnoszące się do śmierci człowieka. Bada się w tym czasie, czy nie zaistniały sytuacje, które wprowadzać mogą w błąd odnośnie oceny stanu klinicznego pacjenta: m.in. hipotermia, określone postaci zatrucia, spożycie określonych substancji psychoaktywnych. Do drugiego etapu przystępuje się natomiast po potwierdzenia diagnozy dotyczącej śmierci. Bada się np. odruchy źreniczne na światło. Warto również przypomnieć, cytując polskie przepisy ustawowe, że „trwałe nieodwracalne ustanie czynności mózgu (śmierć mózgu) stwierdza jednomyślnie dwóch lekarzy specjalistów posiadających II stopień specjalizacji lub tytuł specjalisty, w tym jeden specjalista w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii lub neonatologii, a drugi w dziedzinie neurologii, neurologii dziecięcej lub neurochirurgii”.

Wątpliwości i wyjaśnienia

Bez względu na w pełni zrozumiałe emocje w całej sprawie, nie można obecnie analizowanej sytuacji Szymona porównać do sprawy Alfirgo Evansa, jak czynią to wielokrotnie polskie media. Wskazany tutaj brytyjski casus odnosił się przede wszystkim do stanu, w którym z niezrozumiałych względów klinicznych, personel brytyjskiego szpitala zdecydował się odłączyć dziecko od aparatury podtrzymującej życie, zaprzestać jego karmienia i pojenia oraz nie wyrazić zgody na podjęcie działań diagnostyczno-leczniczych na terenie innego szpitala. Podobne działania miały miejsce przy jednoczesnym braku postawienia ostatecznej diagnozy oraz wyraźnie dostrzeganych reakcjach dziecka nawiązującego kontakt z rodzicami. Polska sprawa ze szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie oddaje inną rzeczywistość. Mowa bowiem o pacjencie, u którego – jak podawały media oraz wspomniana placówka - stwierdzono obrzęk mózgu oraz nieodwracalne uszkodzenie centralnego układu nerwowego. Minister Zdrowia powiadomił opinię publiczną ponadto, iż odłączenie od respiratora nastąpiło po stwierdzeniu śmierci mózgu. Sprawa Szymona oraz sprawa Alfiego Evansa nie mogą być w tym zakresie porównywane.

W omawianej sprawie wielokrotnie pojawiają się informacje kojarzące stan chłopca z podaną wcześniej szczepionką przeciwko pneumokokom: „cztery dni później wystąpiła u niego gorączka oraz drgawki. Ostatecznie, 21 stycznia dziecko zostało przyjęte do szpitala. Było reanimowane, wykonano kolejne TK głowy, powstał obrzęk mózgu - opisywał tygodnik „Wprost”. Podobne stwierdzenia nie mają jednakże żadnego oparcia w rzetelnej diagnozie lekarskiej wyrażonej przez lekarzy ze szpitala, bądź też przez którego z konsultantów także wskazanych przez rodzinę małego pacjenta. Opinie prezentowane przez taką czy inną organizację pozarządową nie stanowią rzetelnej oraz weryfikowalnej diagnozy lekarskiej. Nie wiemy jaka była przyczyna pojawienia się tak dramatycznego stanu chłopca. Kojarzenie szczepienia oraz omawianej sytuacji nie jest efektem oceny medycznej, a jedynie opinii wyrażonej przez osoby do tego nieuprawnione.

Kontekst uprawnień kieruje as w stronę relacji istniejącej na linii pacjent - lekarz - rodzina. W szpitalnym komunikacie z 10 czerwca wskazywano, iż rodzice mają zapewniony dostęp do informacji medycznej, konsultacji z innymi specjalistami oraz możliwości proponowania innych form wsparcia terapeutycznego. Szpital zatem zapewniał o realizacji prawa pacjenta do informacji, konsultacji z innym lekarzem oraz świadczeń zdrowotnych odpowiadających aktualnemu stanowi wiedzy medycznej. Ze strony rodziców dziecka, innych przez nich upoważnionych osób lub ich pełnomocnika nie pojawiły się dotąd oficjalne stanowiska podważające realizację wskazanych tutaj praw pacjenta oraz praw jego rodziców, jako opiekunów prawnych.

Istotne wątpliwości wzbudza natomiast informacja wskazująca o odłączeniu chłopca od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe bez obecności jego rodziców.- przedstawiali ja rodzice dziecka w mediach. Do informacji tej dotąd nie odniósł się szpital w odrębnym komunikacie lub stanowisku. Jej potwierdzenie jednak wskazywać może na istotne naruszenie praw rodziców oraz naruszenie prawa dziecka jako pacjenta. Polskie przepisy konstytucyjne oraz ustawowe w sposób wyraźny wskazują na prawa rodziców zobowiązanych do sprawowania szczególnej troski nad rozwojem dziecka, w tym rozwojem zdrowotnym. Krajowe ustawodawstwo prawno-medyczne w sposób jednoznaczny zwraca ponadto uwagę na prawo rodziców lub opiekunów prawnych do uczestnictwa w świadczeniach zdrowotnych podejmowanych względem pozostającego pod ich opieką dziecka. Odłączenie pacjenta od respiratora bez obecności, w podobnych działaniach, jego rodziców, stanowić może przykład całkowicie niezrozumiałego postępowania medycznego naruszającego podstawowe standardy deontologiczne oraz normy ustawowe, w tym zwłaszcza prawo pacjenta do umierania w spokoju i godności. Jak wskazano powyżej, kierownictwo resortu zdrowia zaznaczało, iż w omawianej sytuacji mowa jest o odłączeniu pacjenta, u którego wcześniej stwierdzano śmierć. Powyższe nie może być jednak traktowane jako jakiekolwiek wytłumaczenie potencjalnego wprowadzenia w błąd oraz podjęcia unikalnych dla sytuacji rodzinnych działań medycznych, w których możliwości udziału rodzice zostali w sposób nieuzasadniony pozbawieni.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż obecnie konieczne jest uszanowanie dramatu doświadczanego przez rodziców. Ze strony mediów oraz komentatorów niezbędne jest bazowanie na faktach, a nie opiniach i domniemaniach. Bezsprzecznie niezbędnym jest wyjaśnienie niepokojących obaw jakie pojawiły się w związku z ostatnimi momentami życia Szymonka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Twórcza praca dzieci i młodzieży

2019-06-19 22:03

Muza Dei

Doświadczeni trenerzy, blisko 80 uczestników, 55 godzin warsztatowych, 5 dni razem - tak zapowiadają się warsztaty ArtStrefa, które odbędą się na przełomie czerwca i lipca w Starym Sączu.

Muza Dei

ArtStrefa to specjalna przestrzeń wykorzystująca różne formy ekspresji, rozwijająca kreatywność i umiejętności twórcze dzieci i młodzieży. Stanowi ona integralną część Strefa Chwały Festiwal - Spotkania Ludzi Nowej Kultury, które jest cyklicznym wydarzeniem realizowanym na Placu Papieskim w Starym Sączu i w tym roku odbędzie się w terminie od 27 czerwca do 2 lipca. W ramach ArtStrefa realizowane będą różnorodne warsztaty o charakterze integracyjnym, oparte na współdziałaniu różnych grup wiekowych i społecznych. Dla realizacji projektu powstaną specjalny namiot dla dzieci i specjalny namiot dla młodzieży. Będą to miejsca warsztatów: tańca nowoczesnego, tańca hip-hop, muzyczne dla dzieci, rękodzieła artystycznego, cyrkowe, fotograficzne, graffiti. Wśród prowadzących m.in. Alicja Libura /warsztaty tańca współczesnego/, Joanna Wojno /warsztaty fotograficzne/. Grażyna Winiarz /warsztaty muzyczne dla dzieci/, Julia Starzyk /taniec hip-hop/, Dominik Iżyk /warsztaty cyrkowe/ czy Mgr Mors z FPS /warsztaty graffiti/ .

ArtStrefa dzieli się na poszczególne sekcje tematyczne. Wszystkie zajęcia ukierunkowane są na budowanie silnych więzi, przyjaźni oraz synergii pomiędzy dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Warsztaty realizowane będą w czasie 5 dni. Na koniec uczestnicy warsztatów będą mieli możliwość prezentacji swoich osiągnięć warsztatowych, efekty kilkudniowej pracy zobaczy publiczność zgromadzona na Strefa Chwały Festiwal.

Do 25 czerwca można jeszcze się rejestrować na Zobacz Organizatorem warsztatów ArtStrefa jest stowarzyszenie Muza Dei. Projekt dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury”
Andrzej Dubiel, 609 688 566

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem