Reklama

Ucho

2013-03-25 12:11

Aleksandra Polewska
Niedziela Ogólnopolska 13/2013, str. 48-49

ALEKSANDRA POLEWSKA

Malchus miał największe uszy w całej Jerozolimie i jakby tego było mało, najbardziej odstające w całym owym niezwykłym mieście. Kiedy był małym chłopcem, dzieci naśmiewały się z nich bezlitośnie. Chichocząc, opowiadały sobie, że rodzice Malchusa musieli poszerzyć drzwi wejściowe do domu, bo inaczej ich syn nie mógłby ani z niego wyjść, ani do niego wejść, gdyż jego imponujące uszy całkowicie by mu to uniemożliwiły. Albo że chłopiec sypia pośrodku trzyosobowego łóżka, po którego lewej stronie nocą spoczywa jego lewe ucho, a po prawej - prawe. Dowcipów, jakie opowiadano o uszach naszego bohatera, nikt nie był w stanie policzyć, nikt również nie zdołał nigdy zliczyć łez, które wylał chłopiec, cierpiąc z powodu dokuczliwych rówieśników. Pewnego dnia jednak Malchus stwierdził, że dość już się napłakał i że więcej nie pozwoli na to, by się naśmiewano z jego uszu. Odtąd każdy, kto choćby zbyt długo przyglądał się jego uszom, w najlepszym wypadku obrywał od Malchusa porządnego kopniaka. A jeśli komuś przychodziło do głowy nazwać chłopca Uszatkiem albo Wielkim Motylem, który w upalny dzień może wachlować innych własnymi uszami i w ten sposób zarabiać na życie - obrywał tak bardzo, jak mógłby oberwać od całej bandy miejscowych łobuzów.

Lata mijały, Malchus rósł i stawał się z każdym rokiem silniejszy, a mieszkańcy Jerozolimy przestali z czasem mówić o nim jako o właścicielu największych uszu w Świętym Mieście, a zaczęli nazywać go Najtwardszą Pięścią Jeruzalem. Ponieważ nasz bohater nauczył się w dzieciństwie świetnie bić i nie tylko nikogo się nie bał, ale potrafił wzbudzać w innych przerażenie groźnymi minami, jakie robił, gdy tylko osiągnął dorosłość został strażnikiem świątyni jerozolimskiej.

Tajemnicze pojmanie

Pewnego wiosennego czwartku nasz osiłek przejrzał się w tafli wody, popatrzył na swoje wciąż odstające uszy i zrozumiał, że gdyby nie one, nie byłby tym, kim jest. - Gdybym urodził się z normalnymi uszami i dzieci nie dokuczałyby mi z ich powodu, nigdy nie nauczyłbym się bronić, nie nauczyłbym się zadawać celnych ciosów, nigdy nie stałbym się tak silny. Gdybym miał zwyczajne uszy, byłbym dziś może ostatnim fajtłapą, który drżałby na widok swojego cienia. A tak boją się mnie dziś nawet rzymscy żołnierze! - Malchus uśmiechnął się szeroko do swojego odbicia w wodzie. Po raz pierwszy przyjrzał się swym uszom z sympatią. - Lubię was - rzekł, zerkając raz na lewe, raz na prawe ucho. - Trochę przez was pocierpiałem, ale gdyby nie wy, byłbym dziś kompletnym ciamajdą!

Reklama

I wtedy właśnie podszedł do Malchusa przełożony strażników świątyni. - Dziś wieczorem - powiedział - będziesz nam bardzo potrzebny. Musimy pojmać pewnego bardzo groźnego przestępcę. Malchus spojrzał na swojego szefa nieco zdziwiony. - Dlaczego akurat wieczorem? - zapytał. - Przecież kiedy mamy kogoś aresztować i doprowadzić do więzienia, robimy to w ciągu dnia. Przełożony spojrzał na niego poważnie i rzekł ściszonym głosem: - To bardzo groźny przestępca i jego pojmanie musi się odbyć w całkowitej dyskrecji. Dlatego pójdziemy po niego po zmroku.

Po zachodzie słońca Malchus wraz z innymi strażnikami ruszył w kierunku ogrodu Getsemani, bowiem - według tajnego informatora o imieniu Judasz - właśnie tam przebywać miał człowiek, którego mieli pojmać. W drodze do Getsemani Judasz wyjaśnił strażnikom, że wskaże im przestępcę, całując go w policzek na powitanie. Chwilę później w jednej z grot ogrodu Malchus zobaczył grupkę mężczyzn, którzy wcale nie wyglądali na bandytów. Judasz ruszył ku jednemu z nich i przywitał się, całując go w policzek. Dla Malchusa był to znak, że bezzwłocznie ma dopaść wskazanego człowieka i natychmiast go obezwładnić. I rzeczywiście, błyskawicznie ruszył ku niemu, ale gdy zobaczył jego twarz, zamarł w bezruchu.

To musi być jakaś straszna pomyłka

Stał przed nim sam Jezus z Nazaretu, o którym mówiono w Jerozolimie, że jest wielkim prorokiem. Niektórzy szeptali nawet, że to sam Syn Boży, sam Mesjasz, którego Bóg obiecał zesłać. Jezus był najlepszym człowiekiem, jakiego Malchus kiedykolwiek widział. Mało tego, był tym, który uzdrowił z ciężkiej choroby jego sąsiada. Z całą pewnością nie był groźnym przestępcą. - To musi być jakaś straszna pomyłka - szepnął do swojego przełożonego. - Ten Nazarejczyk muchy by nie skrzywdził! Szef strażników świątyni rzucił Malchusowi nieznoszące sprzeciwu spojrzenie i syknął: - Natychmiast masz go pojmać! - A więc to jakiś spisek! - odparował Malchus, patrząc odważnie w oczy przełożonego. Sekundę później spojrzał na Jezusa i zrobiło mu się potwornie wstyd, że przyszedł po Niego z grubym, twardym drągiem w dłoni, którym zwykł okładać aresztowanych przez siebie łotrów. A Jezus patrzył na niego tak, jak gdyby czytał w jego myślach. Jakby mówił: „Nie wiń się, Malchusie, znam twoje serce i wiem, że nie chcesz zrobić mi krzywdy”. Siłaczowi nagle przyszło do głowy, że owego legendarnego już drąga mógłby użyć w zupełnie inny niż dotychczas sposób. Mógłby ocalić Jezusa, mógłby rzucić się na strażników, a niewinnemu Nazarejczykowi kazać uciekać. Z pewnością dałby sobie radę. Był przecież niczym utalentowany gladiator. Jego gorączkowe rozmyślania przerwał trzask wyciąganego z pochwy miecza i świst rozcinanego tuż przy swojej głowie powietrza. Sekundę później poczuł straszny ból ucha.

Cud

Gwałtownie uniósł do niego dłoń i z przerażeniem odkrył, że jego ucho zostało odcięte. Zupełnie osłupiał. Nie rozumiał, co się dzieje. Stał przed nim potężnie zbudowany brodacz, a jego oczy przypominały dwa płomienie gniewu. Musiał być przyjacielem Jezusa i najwyraźniej był też jego obrońcą. Zrobił to, nad czym Malchus zbyt długo się zastanawiał. Gdyby nie owo odcięte ucho, Malchus pomógłby teraz brodaczowi oswobodzić Jezusa, ale rana okropnie krwawiła i sam potrzebował natychmiastowej pomocy. Jezus spojrzał na walecznego przyjaciela z lekkim wyrzutem. Wcale nie zamierzał bronić się ani uciekać. - Schowaj miecz do pochwy, Piotrze - rzucił, ruszając w kierunku Malchusa. - Nie wiesz, że kto mieczem wojuje, od miecza ginie? - Nim skończył wypowiadać te słowa, podniósł z ziemi odcięte ucho i przyłożył je do rany. Ból natychmiast ustąpił, a Malchusa ogarnął nieznany mu dotąd pokój. Po krótkiej chwili Jezus zdjął rękę z jego skroni, a po ranie nie było śladu. Zupełnie jakby Piotr nigdy nie dotknął Malchusa swym mieczem. Malchus był pewien, że żołnierze rzymscy, widząc ów cud, natychmiast uwolnią Nazarejczyka, przekonani, że Jego aresztowanie to jakieś straszliwe nieporozumienie. Ale nic podobnego nie nastąpiło, popchnęli Jezusa brutalnie, a szef strażników świątyni zagroził Malchusowi, że jeśli komukolwiek piśnie choćby słowo o cudzie, zostanie natychmiast wtrącony do więzienia.

Malchus nie mógł pogodzić się z aresztowaniem niezwykłego Nazarejczyka. Gdy odstawiono Jezusa do celi, nie poszedł do domu, tylko wrócił do ogrodu Getsemani, gdzie pośród rozłożystych drzew oliwnych dostrzegł zarys czyjejś postaci. - To pewnie któryś z uczniów Jezusa - pomyślał Malchus i ruszył ku owej tajemniczej postaci. Ona jednak, dostrzegłszy go, zaczęła znikać. - Zaczekaj! - prosił. - Jesteś Jego uczniem, prawda? - Jestem aniołem - usłyszał w odpowiedzi. - Zstąpiłem z nieba, by Go pocieszać, kiedy się tu modlił. - A czy możesz pocieszyć także mnie? - Malchus spojrzał błagalnie na anioła. - Przecież to aresztowanie jest takie niesprawiedliwe, sam przyłożyłem do niego rękę, a teraz nie wiem, co robić! Zwłaszcza że Jezus przywrócił mi moje odcięte ucho! Ale anioł popatrzył tylko smutno na Malchusa i rozpłynął się w nocnym powietrzu.

Droga na Golgotę

W piątek rano Jezusa przesłuchiwano, biczowano, upleciono dla Niego koronę z gałęzi cierniowych i wciśnięto Mu na głowę. Malchus obserwował to wszystko z rozdartym sercem. Nie mógł sobie wybaczyć, że poprzedniego wieczoru zamiast bronić i uwolnić Nazarejczyka, wziął udział w Jego aresztowaniu. Obiecał sobie, że jak tylko Jezus zostanie uwolniony, on porzuci służbę w straży świątyni i do końca swego życia będzie towarzyszył Cudotwórcy, który uleczył jego ucho, zostanie Jego dożywotnim, osobistym ochroniarzem. Wszystko wskazywało na to, że Jezus zostanie uwolniony. Malchus wiedział, że pojmano i ubiczowano Nazarejczyka z powodu zawiści niechętnych Mu dostojników żydowskich. Kiedy dowiedział się, że namiestnik cesarski Piłat z Pontu pozwolił na to, by lud Jerozolimy zdecydował o losie Jezusa, był niemal pewien, że wszystko dobrze się skończy, bo przecież mieszkańcy miasta wiedzieli, że Jezus to człowiek Boży, i nigdy nie przyszłoby im do głowy skazywać Go na więzienie czy śmierć krzyżową. Tymczasem kilkanaście minut później okazało się, że Malchus okrutnie się pomylił. Jego ziomkowie nieoczekiwanie dla niego zażądali uwolnienia niejakiego Barabasza, a dla Jezusa wybrali karę ukrzyżowania. Malchus był zupełnie załamany. Jedyne, co mógł zrobić dla Jezusa, to towarzyszyć Mu w drodze na Golgotę, gdzie miał zostać przybity do krzyża.

Anioł szepce do ucha

W nocy z soboty na niedzielę nasz strażnik świątynny został wezwany do pomocy przy aresztowaniu bandy groźnych rozbójników. Gdy już wszystkich rzezimieszków pojmano, związano i prowadzono w kierunku więzienia, zaczynało świtać, a wtedy nieoczekiwanie na drodze pojawiła się znana Malchusowi z ogrodu Getsemani charakterystyczna postać anioła. Ujrzeli ją wszyscy: i strażnicy, i ich pomocnicy, i aresztowani przestępcy. I wszyscy strwożyli się na jego widok. Anioł tymczasem spokojnie wszedł między nich, podszedł do Malchusa i zapytał z tajemniczym uśmiechem: - Czy nadal chcesz, bym cię pocieszył? Pytany kiwnął twierdząco głową, bo od dnia ukrzyżowania niezwykłego Nazarejczyka był przygnębiony jak nigdy wcześniej. Anioł zbliżył usta do jego ucha, tego, które uleczył Jezus, coś szepnął i zaraz zniknął. - Co on ci powiedział? - chciał wiedzieć przełożony strażników świątyni. - Że Jezus żyje, że właśnie wyszedł z grobu, do którego Go złożono! - Malchus nie dowierzał własnym słowom, ale w jego oczach rozbłysła ogromna radość. Tymczasem jego szef rozgniewał się nie na żarty, chwycił Malchusa za gardło i patrząc mu z wściekłością w oczy, wycedził przez zaciśnięte zęby, że jeśli komukolwiek opowie o pojawieniu się anioła, nie tylko zostanie wtrącony do więzienia, ale do końca życia z niego nie wyjdzie. Tyle że Malchus ani trochę się już tym nie przejął. Gdy rozbójników zamknięto w celi, ruszył dziarskim krokiem do miasta na poszukiwanie uczniów Zmartwychwstałego, postanowił bowiem jak najszybciej przyłączyć się do ich grona.

Niedzielna Msza święta w sobotę

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 10/2004

Nie tak dawno w czasie lekcji jeden z licealistów zapytał mnie w intrygującej go sprawie. „Proszę księdza, Kościół uczy, że jeżeli z ważnych powodów nie możemy iść do kościoła w niedzielę (np. idziemy na zabawę karnawałową trwającą do białego rana, lub będziemy musieli w niedzielę pracować) to powinniśmy to uczynić w sobotę wieczorem.

Bożena Sztajner/Niedziela

Takie uczestnictwo nie będzie pociągało konsekwencji grzechu. Niestety, coraz częściej słyszę, iż niektórzy moi znajomi, dla wygody, by mieć niedzielę tylko dla siebie, idą w sobotę, a nie w niedzielę na Mszę św. Czy jest to postawa słuszna, prawidłowa? W Piśmie Świętym czytamy, jak to Pan Bóg polecił świętować siódmy dzień, a nie szósty. Wyznaczył niedzielę na świętowanie, a nie sobotę wieczorem. Czy więc regularne uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. w sobotę wieczorem nie jest nadużyciem?”

Otóż tytułem wstępu przypomnę, iż obowiązek uczestniczenia we Mszy św. wiąże katolika w sumieniu. Dobrowolne zaniedbanie uczestniczenia we Mszy św. w niedzielę jest grzechem śmiertelnym i powoduje zerwanie kontaktu z Bogiem. Wracając do kwestii dnia, którego powinniśmy świętować, zgodnie z poleceniem Boga Izraelici zobowiązani byli do świętowania szabatu czyli siódmego dnia, dnia Bożego odpoczynku po dokonanym dziele stworzenia. Jednak po Zmartwychwstaniu Chrystusa, które miało miejsce w pierwszym dniu tygodnia (w niedzielę), rozpoczął się nowy etap w historii zbawienia. Etap ten jest czasem nowego stworzenia. I właśnie ten dzień nowego stworzenia, bo zostało ono zapoczątkowane Zmartwychwstaniem i umocnione zesłaniem Ducha Świętego też w niedzielę, obchodzimy jako najważniejsze święto każdego tygodnia. Świętujemy niedzielę, jako pierwszy dzień tygodnia. Wyraźnie słyszymy to w II Modlitwie Eucharystycznej, w której kapłan wypowiada słowa: „Dlatego stajemy przed Tobą i zjednoczeni z całym Kościołem uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus Zmartwychwstał i zesłał na Apostołów Ducha Świętego”.

Kościół o sposobie spełnienia obowiązku uczestniczenia we Mszy św. wypowiada się w kanonie 1248 Kodeksu Prawa Kanonicznego w następujący sposób: „Nakazowi uczestniczenia we Mszy św. czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego”. Jak widać, kanon ten nic nie mówi na temat przyczyn naszej decyzji co do dnia uczestniczenia we Mszy św. Termin, w którym udamy się na Mszę św. - w sobotę wieczorem (lub inny dzień poprzedzający święto) czy też w sam dzień świąteczny - zależy tylko od nas. Tak więc z formalnego punktu widzenia wszystko jest w porządku. Każdy jednak medal ma dwie strony. Stąd warto w tym miejscu przypomnieć, na czym polega zadanie świętowania. Otóż do istoty chrześcijańskiego świętowania należy uczestniczenie w liturgicznym spotkaniu, które wielbi Pana, rozważa Jego słowa i umacnia się wzajemnym świadectwem wiary. Kościół od samego początku prosił swoje dzieci, aby pilnowały niedzielnej Eucharystii. Już około 108 r. pisał św. Ignacy z Antiochii: „Niechaj nikt nie błądzi. Ten, kto nie jest wewnątrz sanktuarium, sam pozbawia się Chleba Bożego.

Jeśli modlitwa wspólna dwóch zwykłych ludzi ma moc tak wielką, o ileż potężniejsza jest modlitwa biskupa i całego Kościoła! Kto nie przychodzi na zgromadzenie, ten już popadł w pychę i sam siebie osądził” (List do Efezjan 5,2-3). A dwie strony dalej dodaje św. Ignacy następujący argument: „Gdy się bowiem często schodzicie, słabną siły szatana i zgubna moc jego kruszy się jednością waszej wiary” (13,1).

Stąd jeśli z czystego wygodnictwa pomijamy Mszę św. w sam dzień świąteczny, nasze świętowanie stałoby się niepełne. To jest podstawowa racja, dla której winniśmy dążyć do zachowania niedzielnej Mszy św. Warto zobaczyć dla jakich powodów ludzie najczęściej rezygnują w ogóle z Mszy św. w niedzielę, przychodząc na nią w sobotę wieczorem. Wygodne wylegiwanie się w łóżku, oglądanie telewizji, wycieczka, goście, widowisko sportowe - to są dla nich w niedzielny dzień ważniejsze rzeczy, aniżeli uczestniczenie we Mszy św. Oczywiście, - zauważmy - że w takim przypadku nie mówimy o grzechu (bo przecież można przyjść na Mszę św. w sobotę). Pojawia się natomiast coś, co można nazwać apelem do naszego serca, do naszego sumienia, by nie wybierać tego, co łatwiejsze, ale to, co stosowne, co buduje wiarę naszą i wiarę całej wspólnoty. W przeciwnym razie można pokusić się o stwierdzenie, że wybierając to, co łatwiejsze, czyli sobotnią Liturgię, jakby w sposób pośredni dajemy dowód, iż uczestnictwo w Ofierze Chrystusa jest dla nas jakimś ciężarem, obowiązkiem, a nie radosnym spotkaniem przy stole na wspólnej uczcie.

Kiedy przeżywamy okres Wielkiego Postu, czas nawracania się, pracy nad sobą, podejmowania dobrych postanowień celem przybliżenia się do Boga i pogłębienia swej wiary, miłości, może warto byłoby podjąć trud podjęcia decyzji o prawdziwym świętowaniu niedzieli w połączeniu z uczestnictwem właśnie tego dnia w Eucharystii. Może będzie mnie to kosztować godzinę mniej snu, ale to przecież wszystko ad maiorem Dei gloriam - na większą chawałę Boga.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Synod dla Amazonii - drugi tydzień obrad

2019-10-20 16:46

tom, vaticannews, pb, st (KAI) / Watykan

Inkulturacja Ewangelii i dialog międzykulturowy w perspektywie misji, brak powołań kapłańskich, konieczności prowadzenia dzieł edukacyjnych oraz formacji, rola świeckich we wspólnocie, posługa kobiet nie związanych ze święceniami, znaczenie duszpasterstwa powołaniowego, ekologia integralna i gospodarka - to główne tematy drugiego tygodnia obrad Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów dla Amazonii, które odbywa się w dniach 6-27 października br. w Watykanie. Jego hasło brzmi: „Amazonia: nowe drogi dla Kościoła i ekologii integralnej”. Dyskusje prowadzono podczas kongregacji generalnych i w grupach językowych.

sinodoamazonico.va

Inkulturacja Ewangelii

W czasie dziewiątej kongregacji generalnej, która odbyła się 14 października przed południem, mówiono wiele o konieczności prowadzenia formacji stałej i katechumenatu z położeniem nacisku na inkulturację Ewangelii. Podkreślono zarazem, że Kościół musi pozostać głosem i obrońcą wyzyskiwanych ludów Amazonii i pomóc im odpowiedzialnie wziąć przyszłość w swoje ręce. Nie można jednak ulec pokusie opierania ewangelizacji jedynie na programach pomocowych i walce o prawa człowieka. Zastanawiano się, jak dać odpór coraz większemu rozprzestrzenianiu się sekt pentakostalnych, a zarazem kulturze relatywizmu eksportowanej do Amazonii z krajów uprzemysłowionych.

Abp Rino Fisichella zauważył, że w Kościele powszechnym każdy naród, każda kultura i każda tradycja ma coś do powiedzenia i do wniesienia we wspólne dziedzictwo. Stąd też, jak podkreślił przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji, włoska grupa robocza zaproponowała wprowadzenie specjalnego obrządku amazońskiego. Podkreślił przy tym, że Amazonia już jest otwarta na wiarę, istnieją tam wspólnoty kościelne i chodzi o to, by dać im większą możliwość życia zgodnie z własnymi tradycjami. „Postuluje się, by synod przyjął propozycję zgodnie, z którą ludy Amazonii mogą podjąć nową drogę własnego rytu amazońskiego, wyrażającego dziedzictwo liturgiczne, teologiczne, dyscyplinarne i duchowe, które do nich należy" – powiedział abp Fisichella.

Dialog międzykulturowy

Ewangelia sprawia, że kultura tubylcza zachowuje całe dobro, które posiada, a jednocześnie spotyka nowość, która sprawia, że może ona wzrastać. Aby nieść skutecznie Jezusa, musimy być blisko ludzi, do których wychodzimy. Wskazał na to misyjny biskup José Ángel Divassón Cilveti. Od ponad pół wieku pracuje on w Amazonii z ludami tubylczymi mieszkającymi na pograniczu wenezuelsko-brazylijskim. Po raz pierwszy przybył tam jako 16-latek na salezjańską formację. Wtedy działalność misyjna polegała głównie na sakramentalizacji. „Chrzciło się kolejne wioski, a księża przez wiele lat tam nie wracali. Potrzeba było wiele czasu byśmy zrozumieli, że mieszkańcom Amazonii trzeba przede wszystkim towarzyszyć” – wskazał hiszpański salezjanin. Podkreślił, że ta świadomość zrewolucjonizowała pracę misyjną. Zaczęły powstawać wędrowne grupy ewangelizacyjne złożone z kapłana i katechistów, a także tłumaczy i ludzi znających lokalną kulturę. Postawiono na stały katechumenat. Misjonarze coraz częściej zaczęli dzielić życie z powierzonymi im ludźmi. „Poznanie ich życia, wierzeń, codziennej kultury i wartości otworzyło nas wzajemnie na siebie. Ta bliskość potrzebna jest także dzisiaj” – mówił bp Divassón Cilveti. Wskazał, że na synodzie przypominano, iż także dziś Kościół wciąż musi oczyszczać się z postawy kolonizatorów eksportujących jedynie zachodnią kulturę i ją narzucających, zapominając zupełnie o inkulturacji.

Powołania kapłańskie

Wychodząc od stwierdzenia, że brak powołań kapłańskich jest problemem nie tylko amazońskim, w czasie 10 kongregacji generalnej pytano, dlaczego kwestię „viri probati” rozważa się właśnie teraz. Wskazano, że zanim zacznie się wytyczać nowe drogi dostępu do święceń kapłańskich, należy z uwagą podjąć refleksję nad wartością i znaczeniem celibatu. Padła sugestia zwołania w tej sprawie osobnego synodu.

Jak zauważył amerykański kardynał Sean P. O'Malley, który należy do Rady Kardynałów pomagającej Franciszkowi w reformie Kurii Rzymskiej, Synod Biskupów dla Amazonii nie jest „referendum” w sprawie kapłańskiego celibatu. Jest czasem szukania sposobów większej troski duszpasterskiej o mieszkańców tego regionu, a także możliwości zapewnienia im regularnego życia sakramentalnego. Kard. O'Malley wskazał, że troska o zapewnienie kapłanów mieszkańcom Amazonii będzie wymagała poświęcenia ze strony całego Kościoła. Wskazał, że warto się m.in. zastanowić nad redystrybucją księży na świecie. Podkreślił też, że istnieje konieczność rozpalenia na nowo ducha misyjnego i wzięcia większej odpowiedzialności, także finansowej, za Kościół w Amazonii. Hierarcha wskazał zarazem na konieczność promowania miejscowych powołań i zatroszczenia się, by mogły odbywać formację w swoim środowisku, we własnym języku i kontekście kulturowym.

Z kolei brazylijski biskup Wellington Tadeu de Queiroz Vieira podkreślił, że nie ma przeszkód doktrynalnych, by święcić żonatych mężczyzn, wskazał jednak, że to nie celibat jest głównym problemem, by mieć więcej księży, także w Europie. Problemem jest brak wiarygodnego świadectwa.

Diakonat stały

Zanim zdecydujemy o udzieleniu święceń kapłańskich żonatym mężczyznom postawmy na rozwój diakonatu stałego. To może być konkretna odpowiedź na wyzwania duszpasterskie z jakimi na co dzień boryka się Kościół w Amazonii. To jedna z propozycji, która padła na 10 kongregacji generalnej synodu. Temat święcenia żonatych mężczyzn, co rusz, wraca w wypowiedziach ojców synodalnych, którzy dzielą się swym duszpasterskim doświadczeniem. Stąd właśnie wskazanie niedocenionej wciąż w Amazonii drogi wykorzystania stałych diakonów w codziennej pracy ewangelizacyjnej. Jeden z biskupów wskazał, że zanim Kościół wejdzie na drogę święcenia „viri probati” kapłanów, powinien przejść przez doświadczenie „viri probati” diakonów. Hierarcha zauważył, że diakonat stały może stanowić wspaniałe laboratorium wprowadzenia żonatych mężczyzn w sakrament święceń.

Rola kobiet

Wiele mówiono też o konieczności docenienia zaangażowania kobiet w codzienności duszpasterskiej. Podkreślano, że ich misja wcale nie musi być związana z sakramentem święceń. Mogą odgrywać zasadniczą rolę w głoszeniu Słowa Bożego, prowadzeniu celebracji liturgicznych, towarzyszeniu chorym oraz dziełach społeczno-charytatywnych. Wskazano zarazem na konieczność lepszej formacji młodzieży i objęcia jej większą troską Kościoła, co jest pierwszym krokiem ożywiania duszpasterstwa powołaniowego w Amazonii.

Edukacja i fundusz wsparcia

Kościół w Amazonii potrzebuje wsparcia w swej pracy formacyjnej i ewangelizacyjnej, także pod względem finansowym. Stąd pojawił się postulat stworzenia międzynarodowego funduszu kościelnego, który finansowałby takie działania. Mówiono o tym 15 października na 11 kongregacji generalnej. Ojcowie synodalni wiele mówili o konieczności pogłębionej formacji zarówno kapłanów, jak i świeckich. Tu pojawiła się propozycja stworzenia wręcz integralnej sieci edukacyjnej dla Amazonii. Zauważono, że ubogi w środki i struktury Kościół pod względem kadry profesorskiej mógłby zostać wsparty np. przez katolickie uniwersytety z całego świata, które organizowałyby kursy akademickie w różnych miejscach tego regionu. Wskazano na konieczność prowadzenia takiej edukacji, która chroniłaby i promowała tożsamość kulturową ludów tubylczych, tak by przekazać ją przyszłym pokoleniom. Jedną z propozycji, jaka się pojawiła jest promowanie dwujęzycznych projektów edukacyjnych, które doceniałyby miejscowe języki i przekazywały w nich wartości. Byłaby to ewangelizacja przez edukację.

Przywołując świadectwa wielu misjonarzy, którzy oddali swe życie głosząc w tym regionie Ewangelię przypomniano, że dalsza praca misyjna i ewangelizacyjna wymaga również poważnych nakładów materialnych, którymi amazońskie wspólnoty nie dysponują. Stąd postulat wsparcia ich funduszem finansowanym przez wszystkie episkopaty świata. Pojawiła się również propozycja utworzenia stałego forum biskupów Amazonii, współpracującego ściśle z Kościelną Siecią Panamazońską, które koordynowałoby posługę duszpasterską i misyjną w dziewięciu krajach, na terenie których leży Amazonia.

Kreatywne duszpasterstwo

Amazonia nie potrzebuje duszpasterstwa zachowawczego, ale kreatywnego. Nie można kurczowo trzymać się przestarzałych metod, tylko z misyjną odwagą należy stawiać czoło nowym wyzwaniom. Mówiono o tym 16 października na 12. kongregacji Synodu Biskupów. Wskazano zarazem, że wychodząc od przesłania Ewangelii, Kościół musi zatroszczyć się o swe miłosierne i misyjne oblicze, będąc głosem wyzyskiwanych i prześladowanych ludów Amazonii, nawet za cenę męczeństwa.

Poruszając na synodzie kwestie duszpasterskie, zauważono, że nie można pozostać obojętnym na głos wspólnot, które chronicznie pozbawione są kapłanów. Przypomniano, że ta rzeczywistość dotyczy 70 proc. Amazonii, a katolicy nie mogą korzystać z sakramentów nie tylko w niedziele, ale nawet na Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Ojcowie synodalni zauważyli, że brak księży powoduje odchodzenie wiernych do sekt, w których pastorzy są bardziej bliscy i pozostają na miejscu. Odnotowano też znaczące osłabnięcie zapału misyjnego szczególnie w najbardziej oddalonych wspólnotach, w których panują trudne warunki życia. „Amazonia potrzebuje misjonarzy, tylko im ludność tubylcza wciąż w pełni ufa” – mówiono na forum synodu. Kolejny raz pojawiała się propozycja tworzenia wędrownych grup misyjnych, co odzwierciedla styl życia i głoszenia Jezusa. W tym kontekście podkreślono, że bez zbędnej nostalgii trzeba zrezygnować z przestarzałych i niesprawdzających się już metod duszpasterskich, by z kreatywnością wypracować nowe, bardziej skuteczne na dzisiejsze czasy. Zwrócono tu uwagę na znaczenie ściślejszej współpracy ze świeckimi i docenienie ich zaangażowania. Ojcowie synodalni przypomnieli zarazem, że wielkim wyzwaniem dla Kościoła w regionie Amazonii wciąż pozostaje duszpasterstwo w dużych metropoliach i dotarcie w nich m.in. do tubylców, którzy zostali wykorzenieni ze swej ziemi i zmuszeni do jej opuszczenia, co generuje nowe formy wykluczenia.

Ekologia integralna i gospodarka

Podczas kongregacji przypomniano, że wspierając ludność tubylczą, należy prowadzić takie działania, które będą motywować ją do współodpowiedzialności za przyszłość Amazonii i wzmacniać przekonanie, iż tubylcy nie są jedynie ofiarami systemu, ale prawdziwymi protagonistami swej przyszłości. Wskazano zarazem, że zachowanie tego regionu przed zniszczeniem jest obowiązkiem całej ludzkości. Zaproponowano m.in. zacieśnienie współpracy między naukowcami z całego świata zajmującymi się ochroną stworzenia i skutkami zmian klimatycznych oraz włączenie do tych działań Papieskiej Akademii Nauk.

Zgłoszono także propozycję utworzenia Międzynarodowego Obserwatorium Kościelnego ds. Przestrzegania Praw Człowieka w tym regionie. Wskazano, że papieskie przedstawicielstwa obecne w Amazonii mogłyby odgrywać większą rolę wobec lokalnych władz i międzynarodowych koncernów, gdy chodzi o ochronę ziemi, wody i puszczy. Przypomniano też zasadę suwerenności żywnościowej, mówiącą o tym, że każdy lud ma prawo wyboru tego, co chce uprawiać i jeść, i decydowania o tym, jak zapewnić wszystkim wystarczający dostęp do wyżywienia przy poszanowaniu miejscowego ekosystemu.

"Podejmujemy tematy bardzo konkretne w czasie prac w małych grupach. W kontekście ekologii integralnej mówiliśmy o dramatycznych skutkach, jakie ma dla Amazonii nielegalna wycinka drzew i coraz większe pustynnienie tego obszaru, a także o szkodach, jakie powoduje powstawanie ogromnych elektrowni wodnych i kolejnych kopalni odkrywkowych. Nie myślę tu tylko o szkodach środowiskowych, ale także społecznych, o ludziach zmuszonych do migracji w poszukiwaniu źródła utrzymania, bo zaczyna np. brakować ryb. Tymi, którzy płacą najwyższą cenę, jak zwykle są najbardziej bezbronni i najubożsi" – mówił brazylijski biskup Neri Josè Tondello.

Handel ludźmi i narkomania

Na synodzie pojawił się też postulat zacieśnienia współpracy wszystkich episkopatów obejmujących Amazonię w walce z procederem handlu ludźmi, a także konieczności większego zaangażowania Kościoła w wypracowanie polityki społecznej chroniącej kobiety i dążącej do uszczelnienia granic. O tym, aby młodzież przyjeżdżająca do wielkich miast choć trochę przygotowana na to, co tam zastanie mówił bp Stanisław Dowlaszewicz, franciszkanin od 33 lat pracujący w Boliwii. Zwrócił uwagę, że w pogoni za łatwiejszym życiem, tysiące młodych ludzi ucieka z wnętrza Amazonii do wielkich miast na jej obrzeżach. Żeby przeżyć często angażują się w transport narkotyków, a kiedy przestają być potrzebni, giną z rąk sicarios, płatnych morderców. Jego zdaniem młodymi powinni zająć ci, którzy mieszkają z nimi w ich wioskach, czyli rodzice, wspólnoty kościelne, wszyscy muszą mówić im o konkretnych niebezpieczeństwach, które na nich czyhają.

Komisja przygotowująca dokument

Na półmetku synodalnych obrad, 15 października, podano nazwiska 12 członków komisji, której powierzono przygotowanie dokumentu Zgromadzenia Specjalnego Synodu Biskupów dla Regionu Amazonii. Przewodniczącym został kard. Cláudio Hummes, OFM, emerytowany arcybiskup São Paulo, przewodniczący Episkopalnej Komisji ds. Amazonii Narodowej Konferencji Biskupów Brazylii (C.N.B.B.) i prezydent Panamazońskiej Sieci Kościelnej (REPAM) (Brazylia).

Spotkanie i Droga Krzyżowa

W ramach wydarzeń towarzyszących synodowi 17 października papież spotkał się z grupą około 40 Indian amazońskich. Część z nich jest uczestnikami zgromadzenia synodu, a pozostali biorą udział w innych inicjatywach, jakie odbywają się w Rzymie. Z kolei 19 października rano odprawiono Panamazońską Drogę Krzyżową, która przeszła spod Zamku św. Anioła na plac św. Piotra.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem