Reklama

Od Wstępnej Środy po Rezurekcję

2013-03-28 12:00

Dorota Łukomska
Edycja zamojsko-lubaczowska 13/2013, str. 6-7

Ks. Sławomir Skowroński
Wielki Piątek poświęcony był rozpamiętywaniu męki i śmierci Chrystusa

Polskie tradycje wielkopostne i wielkanocne są tak silnie związane z tradycjami religijnymi, że trudno czasami dostrzec rozgraniczenie między religijnymi przepisami, a tradycjami polskiego świeckiego życia. Praktycznie nigdzie na świecie te zwyczaje nie są tak przeżywane i nigdzie tak nie przemawiają do serc, jak w naszym kraju.

Okres ciszy, skupienia i pobożności, jakim był Wielki Post rozpoczynał obrzęd pospania głów popiołem w Środę Popielcową lub inaczej zwaną Środą Wstępną. Kapłani przypominają wszystkim o śmierci, przemijaniu i znikomości rzeczy ziemskich. Wielkopostny rytuał posypywania głów popiołem został wprowadzony do liturgii Kościoła ok. IV wieku i aż do X wieku przeznaczony był wyłącznie dla osób publicznie odprawiających pokutę. Po ceremonii tej pokutnicy musieli opuścić kościół, a progi świątyń wolno im było przestąpić dopiero po spowiedzi wielkanocnej w Wielki Czwartek, który był dniem odpuszczenia grzechów i pojednania z Kościołem. Później sypanie popiołu na głowę stało się obrzędem stosowanym wobec wszystkich wiernych i dotychczas jest znakiem pokuty i żalu za grzechy. Rozpoczynający się w Środę Popielcową Wielki Post był czasem bez muzyki i tańców. Unikano gwarnych zebrań, śpiewano pobożne pieśni, nawet strój powagą i skromnym kolorem miał przypominać o pokucie i żałobie. Wyjątek stanowiło tzw. środopoście, podczas którego tłuczono garnki, obrzucano się popiołem i robiono sobie różne psoty.

W dawnej Polsce podczas Wielkiego Postu kościoły stawały się widownią ponurych procesji kapników, czyli ludzi, którzy bądź z nakazu pokuty zadanej w konfesjonale, bądź ze swoiście pojmowanej pobożności - umartwiali się publicznie chłoszcząc swe ciało. Ubrani byli przy tym jedynie w płócienne kapy, które nie osłaniały poddawanych chłoście pleców. Kapnicy zachowywali anonimowość zakładając na głowy kaptury szczelnie okrywające twarz. Pokutnicy śpiewali pieśni o Męce Pańskiej, a przystając, co jakiś czas padali na twarze i głośno się modlili.

Reklama

Uroczystości wielkanocne rozpoczynała w Niedzielę Palmową uroczysta procesja z palmami, upamiętniająca wjazd Chrystusa do Jerozolimy. W tym dniu, w niektórych miastach oprowadzano po ulicach tzw. Dębowego Chrystusa, czyli figurę przedstawiającą Pana Jezusa jadącego na osiołku, którą stawiano na wózku i wieziono przez miasto w asyście księży i sypiących kwiaty dzieci. Z Niedzielą Palmową związany był zwyczaj połykania kotków wierzbowych z poświęconych palm, aby w ciągu roku ustrzec się przed chorobami gardła. O zwyczaju tym pisał sam Mikołaj Rej: „W Kwietną Niedzielę kto bagniątka nie połknął, a dębowego Chrystusa do miasta nie podprowadził, to już dusznego zbawienia nie otrzyma”. Połykano więc bazie, uderzano się wierzbowymi witkami, a w kościołach, obok których były szkoły parafialne, dzieci dawały przedstawienia o treści ewangelicznej. Po przedstawieniach dzieci począwszy od XVIII wieku do kościoła przybywali przebrani za pastuchów młodzieńcy, którzy wygłaszali pozbawione sensu oracje, mające na celu rozbawienie widzów. W czasach późniejszych oracji i tego typu przedstawień w kościołach zakazano. Na tydzień przed Niedzielą Palmową gospodynie wiejskie przestawały piec chleb. Nie wolno było tego robić aż do Wielkiego Tygodnia. Jeżeli którakolwiek z gospodyń złamałaby ten zakaz, mogłaby sprowadzić na całą wieś suszę, a jedynym sposobem, aby się od tego uchronić, było ukaranie winnej przez wrzucenie jej i jej garnków do rzeki lub jeziora. Na wsiach uderzano palmami także zwierzęta, np. krowy, aby były zdrowe i dawały dużo mleka.

Powszechną zabawą młodzieży w dawnej Polsce było dokonywane w Wielką Środę topienie Judasza. Wykonaną w tym celu ze słomy kukłę wnoszono na kościelną wieżę, skąd zrzucano ją na ziemię. Tam czekała już młodzież uzbrojona w kije i straszliwie się nad kukłą mściła, wlokąc ją przez całe miasto, a następnie podpalając i rzucając do rzeki. Tego samego dnia po jutrzni, księża i zakonnicy uderzali o ławki brewiarzami lub psałterzami, dla upamiętnienia Chrystusowej męki. Często jednak wyręczali ich psotni chłopcy, którzy wpadali do kościoła z kijami i walili nimi w ławki „grzmot wielki czyniąc”, aż ich dziadowie i słudzy kościelni ze świątyni nie wyrzucili.

Od Wielkiego Czwartku milkły w kościołach dzwony i posługiwano się jedynie drewnianymi kołatkami. Na znak pokory biskupi i niektórzy magnaci w tym dniu obmywali nogi dwunastu wybranym starcom, których potem hojnie obdarowywano. Zwyczaj ten był w Polsce znany od bardzo dawna i już w średniowieczu stosowany na dworze królewskim.

Wielki Piątek poświęcony był rozpamiętywaniu męki i śmierci Chrystusa. Droga Krzyżowa odprawiana w tym dniu miała szczególnie podniosły charakter. Rodzice i mistrzowie uderzali w tym dniu dzieci i czeladników rózgami, mówiąc jednocześnie: „Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami”. Po wieczornym nabożeństwie przy żałobnych pieśniach następowało symboliczne złożenie Chrystusa do grobu, który w Polsce odgrywał zawsze doniosłą rolę. Ubierany przez miejscowe wspólnoty, często obok motywów religijnych przekazywał także motywy narodowe i patriotyczne. Początkowo groby urządzano jedynie w klasztorach, później zaczęto je wykonywać we wszystkich kościołach. Przy grobach ustawiano honorowe straże, składające się z młodzieży akademickiej i szkolnej, harcerzy czy nawet wojska. W województwie rzeszowskim do dziś istnieje tradycja tak zwanych „turków” pełniących straż, na pamiątkę zwycięstwa pod Wiedniem Polaków - chrześcijan nad Turkami - poganami.

Całymi rodzinami w Wielką Sobotę udawano się do Grobu Pańskiego, aby się przy nim pobożnie pomodlić. W tym dniu dokonywano także poświęcenia pokarmów - w dawnej Polsce we wsiach położonych z dala od kościoła, ludność zapraszała kapłana do domu jednego z gospodarzy, do którego znoszono „święconkę” z całej wsi. Mimo powszechnego nastroju żałoby młodzież i w tym dniu odbywała różne zabawy, związane z zakończeniem Wielkiego Postu. W uroczystym pogrzebie dokonywano pochowku żuru, który najczęściej jednak nie w ziemi lądował, ale na czyjejś głowie. Na drzewie wieszano śledzia, aby w ten sposób ukarać go za to, że przez 40 dni panował nad mięsem. Wieczorem tłumnie udawano się do kościoła, aby tam wziąć udział w poświęceniu wody, ognia i paschału oraz w religijnych obchodach Wielkiej Soboty; zazwyczaj kończyły się one uroczystą procesją rezurekcyjną, podczas której w kościołach brzmiały wszystkie dzwony, grały orkiestry, śpiewały chóry, bito z moździerzy i armatek. Czasem procesja rezurekcyjna wyruszała o północy, a czasem o świcie. Jednak miała ona jedno przesłanie: radosne „Alleluja” i radość ze zmartwychwstania Chrystusa rozpoczynały okres wesołości oraz świątecznego ucztowania, które według staropolskich obyczajów musiało być radosne i obfite.

W Wielkanocny Poniedziałek oblewano się wzajemnie wodą. Ks. Benedykt Chmielowski w swoich „Nowych Atenach” wywodził, jakoby zwyczaj ten wiązał się ze śmiercią Wandy w falach Wisły. Zważywszy jednak, że Wanda była postacią legendarną, nie wydaje się to mieć głębszego uzasadnienia. Najbardziej podczas dyngusowego oblewania oczywiście odbrywały dziewczęta, które niejednokrotnie zaciągano pod studnie i wrzucano do poideł dla zwierząt. Na szlacheckich i magnackich dworach dziewczęta skrapiano pachnącymi wodami. Nawiasem mówiąc panie nie pozostawały dłużne swoim „prześladowcom” i niejednokrotnie młodzieniec schwytany przez rozochocone białogłowy lądował w pobliskim stawie, albo rzece. Mimo że w chłodne jeszcze wiosenne dni dyngus nie zawsze był przyjemny - nikt nie mógł się obrażać, ani gniewać, a oblewanie przyjmowano z uśmiechem.

Najbardziej znanym zwyczajem wielkanocnym było i jest malowanie pisanek, które wykonywane były bez względu na pochodzenie społeczne i służyły do wzajemnego obdarowywania się w Niedzielę Wielkanocną. Także polska tradycją jest dzielenie się święconym jajkiem i składanie sobie życzeń, przed przystąpieniem do spożywania świątecznego jadła. Weseli czeladnicy i na tę okazję wymyślili przyśpiewkę: „Alleluja mistrzu! Chrystus zmartwychwstaje, dobywajcie kozika na święcone jaje...”.

Tagi:
Triduum Paschalne

Europa powinna powstać z grobu niewiary

2019-04-30 09:16

Marek Zygmunt
Edycja świdnicka 18/2019, str. 1-3

Święta wielkanocne są najważniejszymi świętami chrześcijańskimi. Te trzy dni od wieczora Wielkiego Czwartku do wieczora Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego stanowią jedno wielkie święto, największe święto naszej wiary

Ks. Grzegorz Umiński, Stanisław Bałabuch
Procesję rezurekcyjną w katedrze świdnickiej poprowadził bp Ignacy Dec

Tym, czym jest niedziela dla tygodnia, tym są te trzy dni dla całego roku. W tym czasie adorujemy krzyż Chrystusa, żeby potem cieszyć się Jego zmartwychwstaniem, zwycięstwem nad cierpieniem, nad śmiercią. Poprzez mękę, śmierć i zmartwychwstanie wchodzimy w nową, głęboką i trwałą więź z Chrystusem.

Wielkanocnym obrzędom sprawowanym w katedrze świdnickiej przewodniczył ordynariusz bp Ignacy Dec. W homilii wygłoszonej w Wielki Czwartek podczas porannej Mszy św. Krzyżma Ksiądz Biskup dziękował zgromadzonym kapłanom za ich dotychczasową służbę.

– Chcę zauważyć, że prawdopodobnie jest to dla mnie ostatni Wielki Czwartek, kiedy dane jest mi przemawiać do was jako wasz biskup diecezjalny. W roku przeżywanego piętnastolecia naszej diecezji dziękuję wam za waszą modlitwę, głoszenie Słowa Bożego, sprawowanie Liturgii Świętej, za troskę o chorych i biednych, za zatroskanie o mienie materialne waszych wspólnot parafialnych: świątynie, plebanie, budynki gospodarcze, cmentarze.

W czasie tej Eucharystii kilkunastu kapłanów uhonorowano godnościami kanonickimi. kanonikami EC zostali księża: Leszek Baranowski, Krzysztof Doś, Wojciech Drab, Paweł Kilimnik, Mateusz Pawlica, Ryszard Pasieka, Sebastian Nawrocki, Mariusz Walas, Grzegorz Todorowski. Godność kanonika RM nadano księżom: Marcinowi Czchowskiemu, Janowi Kwiatkowskiemu, Pawłowi Łabudzie, Danielowi Rydzowi, Marcinowi Ogórkowi, Marianowi Malikowi, Jackowi Stali, Pawłowi Paździurowi oraz Grzegorzowi Umińskiemu – sekretarzowi bp. Ignacego Deca. Kanonikami honorowymi Kapituły Katedralnej zostali: Alfred Gryniewicz i Józef Siemasz. O nowych kanoników honorowych powiększyły się również Kapituły Kolegiackie. Do wałbrzyskiej włączono w ten sposób ks. Zbigniewa Chromego, do kłodzkiej – Marka Bordjakiewicza, Adama Łyczkowskiego, Jana Kustasza i Andrzeja Majkę, a do strzegomskiej – Jana Mrowca, Adama Woźniaka i Marka Mielczarka. Nominację na diecezjalnego duszpasterza nauczycieli otrzymał ks. Krzysztof Cora.

Celebrację Triduum Paschalnego rozpoczęto wieczorną Msza Wieczerzy Pańskiej, Paschy Chrystusa, czyli Jego przejścia z życia ziemskiego, przez cierpienie i śmierć na krzyżu i pobyt w grobie do życia chwalebnego w zmartwychwstaniu.

W homilii Ksiądz Biskup pytał, dlaczego dzisiaj kuleje miłość w rodzinach? Jego zdaniem, jest to spowodowane brakiem modlitwy, niedoceniania mocy Eucharystii. – W naszej diecezji na niedzielną Mszę św. uczęszcza regularnie 30 procent, a w niektórych parafiach nawet i ok. 10 procent mieszkańców. We wschodnich diecezjach naszego kraju czyni to ok. 60-70 procent. A reszta? I potem mamy mieć dobrze wychowanych ludzi, dobrych ojców, szlachetne matki, dobrych nauczycieli.

Podczas Liturgii Wielkiego Piątku Ksiądz Biskup apelował, byśmy, adorując krzyż Pana, prosili, aby nauczył nas tak przeżywać cierpienie wpisane w nasze życie, aby nie zamykało ono nas na Boga i bliźnich, ale także, aby mój krzyż był drzewem, które owocuje, rodzi życie, miłość. A w czasie Wigilii Paschalnej wskazywał, że życie wieczne zaczyna się już na ziemi. Jest to życie Boże w nas. Jesteśmy przecież świątynią dla Ducha Świętego. W naszym sercu kryje się wiara, mamy kontakt, więź z osobowym Bogiem. Wielkanoc przypomina nam, że mamy dbać nie tylko o piękno życia biologicznego, o zdrowie fizyczne, ale także o jakość życia duchowego, życia wiary, przyjaźni z Bogiem.

W homilii wygłoszonej podczas Mszy św. rezurekcyjnej bp Ignacy Dec wskazał, że obchodzone w chrześcijaństwie święta wielkanocne są po to, abyśmy duchowo zmartwychwstali do życia w bliskości z Bogiem, na nowo stali się posłuszni Panu Bogu, Jego słowu, Jego przykazaniom. Przez pielęgnowanie na ziemi naszej przyjaźni z Bogiem winniśmy przyzwyczajać się do przebywania z Bogiem w wieczności.

Zdaniem Księdza Biskupa, Europa powinna zmartwychwstać – powstać z grobu niewiary.

Pasterz Kościoła świdnickiego wskazał w tym kontekście, że w radosny dzień Rezurekcji Chrystusa nie możemy nie zauważyć tego, co dzieje się w bliskim i dalekim świecie.

Chrześcijaństwo w Europie jest mocno zagrożone. W Europie Zachodniej przemienia się świątynie na restauracje, biblioteki, muzea. Słyszymy o pożarach kościołów. 15 kwietnia ofiarą pożaru padła katedra Notre Dame w Paryżu, ikona chrześcijaństwa we Francji i w Europie. Kard. Stanisław Dziwisz powiedział, że to symbol płonącej Europy. Wielu mówi, że to mocne ostrzeżenie dla naszego kontynentu. Niektórzy pytają, czy będzie odbudowana, czy zostanie odbudowane chrześcijaństwo we Francji, które w pierwszej córze Kościoła stopniało do 5-6 procent? Przywódcy Unii Europejskiej gardzą wartościami chrześcijańskimi i Chrystusa chcą wyrzucić na margines życia, a może nawet na śmietnik historii – akcentował bp Ignacy Dec.

Wskazał, że niepokoimy się także o los chrześcijaństwa i Kościoła w naszym ojczystym domu. Kiedyś wiał do nas nieprzyjazny wiatr ze Wschodu. Przynosił nam do praktykowania utopijną ideologię marksistowską, która przyniosła tyle nieszczęścia ludziom i na naszych oczach poniosła klęskę. Niestety, diabeł nie daje za wygraną. Podejmuje nadal beznadziejną walkę z człowiekiem. Od pewnego czasu wieje utopijny wiatr, tym razem z Zachodu, wieje od przefarbowanych zwolenników wspomnianej ideologii marksistowskiej. Marksizm ideologiczny zamieniono na marksizm kulturowy; walkę klas na walkę płci. Promuje się ideologię gender, a w niej seksualizację dzieci. Zmierza się w poszczególnych krajach zachodnich do legalizacji: aborcji, eutanazji, związków partnerskich. Wszystko to nie podoba się Panu Bogu. Święta wielkanocne przypominają nam, że potrzebne i możliwe jest zmartwychwstanie, powrót do życia Bożego w wierze i miłości do Pana Boga, powrót do prawideł moralnych, które Bóg nam dał, abyśmy żyli w światłości: w prawdzie i miłości. Jeśli nie możemy inaczej, to wspierajmy tę sprawę naszą modlitwą.

Do tego, abyśmy świat czynili lepszy, bardziej bezpieczny i sprawiedliwy, potrzeba zdrowego lekarstwa. Tym najlepszym lekarstwem jest prawo Boże, zwłaszcza Ewangelia Jezusa Chrystusa. Oparcie życia ludzkiego: osobistego, rodzinnego narodowego i międzynarodowego, oparcie kultury gospodarki i polityki na wskazaniach Chrystusa jest nadzieją na lepszy świat. Jest także drogą do wiecznego utrwalenia naszego ludzkiego życia w Bogu. Zmartwychwstały Chrystus prowadzi nas do końcowego zmartwychwstania. To jest najważniejszy cel naszego pobytu na ziemi – akcentował, kończąc rezurekcyjną homilię, bp Ignacy Dec.

Bp Adam Bałabuch przewodniczył Liturgii Paschalnej w parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Świdnicy. W homilii wskazał, że tej nocy wszędzie na ziemi Kościół czuwa i na nowo przeżywa najważniejsze etapy historii zbawienia. – Czuwając w tę świętą noc, pochylamy się nad tekstami Pisma Świętego, które ukazują zarys Bożego zamysłu od Księgi Rodzaju po Ewangelię, a wraz z historycznymi obrzędami, poświęceniem ognia i wody nadają tej szczególnej uroczystości wymiar kosmiczny. Całe stworzenie jest wezwane do tego, by w tę noc czuwać przy grobie Chrystusa – stwierdził kaznodzieja.

Natomiast w homilii wygłoszonej podczas Mszy św. rezurekcyjnej w parafii pw. Zmartwychwstania Pańskiego w Wałbrzychu Ksiądz Biskup podkreślił, że kiedy właściwie zaczniemy przeżywać Eucharystię, to pojmiemy, co Bóg przekazuje nam przez naszą wiarę, a mianowicie daje nam najwspanialszy dar z wszystkich – największą istniejącą miłość. – Zakosztowawszy Jego miłości, odkryjemy, że warto dla niej żyć, wszystko za nią oddać. Wówczas spojrzymy na nasze życie ziemskie we właściwej perspektywie. Odtąd ważna będzie tylko wieczna miłość Boga i w niej nasze życie na ziemi uzyska sens i właściwy kierunek – akcentował bp Adam Bałabuch.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Godzina Łaski 8 grudnia godz. 12.00-13.00

2014-12-02 14:50

Czesław Ryszka
Niedziela Ogólnopolska 49/2014, str. 16-17

Niewielu w Polsce słyszało o objawieniach Matki Bożej w Montichiari-Fontanelle, choć przyjęło się już w licznych parafiach nabożeństwo zwane Godziną Łaski. Przypada ono w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia od godziny 12 do 13. U jego początków są właśnie objawienia Matki Bożej Róży Duchownej we włoskim Montichiari

Monika Książek
Figura Matki Bożej Niepokalanej w Krościenku

O niewielkim miasteczku w północnej Italii, u podnóża Alp, 20 km od Brescii, zrobiło się głośno tuż po II wojnie światowej. Wówczas to, w roku 1946, najpierw w Montichiari, a potem - w następnych latach - w położonej nieco na uboczu dzielnicy Fontanelle Matka Boża wielokrotnie ukazała się Pierinie Gilli, pielęgniarce z miejscowego szpitala. Dzięki tym objawieniom miasteczko zupełnie zmieniło swój charakter, m.in. w górującym nad okolicą starym zamku, zwanym obecnie Zamkiem Maryi, ulokowano ośrodek dla ludzi chorych i starych, natomiast przy źródle w Fontanelle - według życzenia Maryi - powstał ogromny ośrodek leczniczy z basenami z leczącą wodą z poświęconego przez Najświętszą Pannę źródła.

Pierina Gilli

Powiernicą Matki Bożej - jak wspomniałem - była Pierina Gilli, urodzona 3 sierpnia 1911 r. w wiosce San Giorgio pod Montichiari. Pochodziła ona z biednej, wielodzietnej rodziny. Gdy jej ojciec, Pancrazio, zmarł wskutek ran odniesionych podczas I wojny światowej, mała Pierina trafiła do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Sytuacja materialna rodziny poprawiła się, kiedy jej matka, Rosa, wyszła powtórnie za mąż, i Pierina mogła wrócić do domu. Była jednak źle traktowana przez ojczyma. W trudnych chwilach - jak wspominała - śpiewała Litanię loretańską do Matki Bożej, by powstrzymać jego agresję.

W wieku 18 lat podjęła pracę jako pielęgniarka w szpitalu w Montichiari. Przekonana od dzieciństwa o opiece Matki Bożej, pragnęła wstąpić do zakonu, jednak z powodu słabego zdrowia i braku posagu nie została przyjęta. Nie załamując się, oddała Maryi swoje życie. Postanowiła równocześnie praktykować uczynki miłosierdzia i pokuty. Pod wpływem duchowych natchnień złożyła prywatny ślub czystości i odmówiła zamążpójścia. Celem wybranej przez nią drogi było uświęcenie własne, a także ofiarowanie praktyk pokutnych oraz cierpień za przeżywających trudności kapłanów oraz osoby konsekrowane.

Ponownie starała się o przyjęcie do zakonu w 32. roku życia. Choć została przyjęta do Zgromadzenia Służebnic Miłosierdzia, nie złożyła ślubów wieczystych, głównie z powodu nękających ją ciężkich chorób. W wieku 35 lat po raz pierwszy miała widzenie Matki Bożej.

Objawienia Róży Duchownej

Pierwsze objawienie Pierina przeżyła 24 listopada 1946 r. podczas pracy w szpitalu. Ujrzała płaczącą Madonnę z zanurzonymi w piersi trzema mieczami. Szatę Maryi zdobiły trzy róże: biała, czerwona i złota. Maryja nazwała siebie Różą Duchowną. Głównym przesłaniem była prośba o szerzenie kultu Matki Bożej Róży Duchownej w intencji uświęcenia dusz konsekrowanych. Kiedy Pierina opowiedziała o tym widzeniu swojemu spowiednikowi, nie znalazła zrozumienia, co więcej - nakazał jej milczenie.

Podczas kolejnych widzeń i mistycznych ekstaz Pierina widziała Matkę Bożą w różnych miejscach: w domowym oratorium, w szpitalnej sali, w domowej kaplicy, w kościołach... Świadkami tych objawień były setki osób. W licznych orędziach Matka Boża nawiązywała do wielkich objawień: w Lourdes - nazywając się Niepokalanym Poczęciem; w Fatimie - pragnąc, aby rozwijano w zgromadzeniach zakonnych nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca i czczono Ją pod wezwaniem Róży Duchownej (Mistycznej); na rue du Bac w Paryżu - nakazując wybicie medalika podobnego do tego z 1830 r., kiedy to miały miejsce objawienia św. Katarzynie Labouré. Już bodaj z tego wynika, że przesłania Maryi w Montichiari okazały się bardzo kościelne, a tym samym uniwersalne, stąd też figury Matki Bożej Róży Duchownej zaczęto wkrótce stawiać w wielu kościołach na całym świecie.

Fenomenem tych objawień jest wspomniana Godzina Łaski: 60 minut między godz. 12.00 a 13.00 w dniu 8 grudnia, czyli w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi. Oto Jej słowa: „Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata. Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę wiele łask dla duszy i ciała. Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga. Pan, mój Boski Syn Jezus, okaże wielkie miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za bliźnich. Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski. Jeśli ktoś nie może w tym czasie przyjść do kościoła, niech modli się w domu”.

Słowo Kościoła

Objawienia z Montichiari przez wiele lat nie były zatwierdzone przez Kościół, mimo że potwierdziły je cuda uzdrowień, zjawiska świetlne i słoneczne oglądane wielokrotnie w Montichiari, a nawet to, że papież Paweł VI miał na swoim biurku statuę pielgrzymującej Madonny Róży Duchownej.

Biskup Brescii Giacinto Tredici, który ostatecznie musiał wydać werdykt o prawdziwości objawień, nie będąc im przeciwny, sugerował Pierinie Gilli życie w ukryciu. Ta pokornie zastosowała się do zaleceń i przez wiele lat mieszkała w skromnym domku przy franciszkańskim klasztorze w Fontanelle, gdzie spotykała się z pielgrzymami w swojej niedużej kaplicy. Aż do śmierci prowadziła pustelnicze życie. Poświęciła się modlitwie i pokucie, jednak nigdy nie przywdziała habitu zakonnego. Zmarła w opinii świętości 12 stycznia 1991 r., nie doczekawszy się zatwierdzenia objawień. Jej grób i miejsca objawień odwiedza rocznie ponad 100 tys. pielgrzymów.

Kolejny biskup Brescii, Giulio Sanguinetti, widząc, jak statuy Maryi z trzema różami na piersiach lub też z trzema mieczami zdobywają świat, 15 sierpnia 2000 r. uznał kult Matki Bożej Róży Duchownej z objawień w Montichiari. Przesłał także list do dwóch stowarzyszeń, które spontanicznie zajmowały się miejscami kultu w Fontanelle. Poinformował je o mianowaniu „kapłana, który ma zająć się sprawą kultu, w osobie Pierino Bosellego, dyrektora diecezjalnego wydziału do spraw liturgii”. Wkrótce w Montichiari powstało nowe stowarzyszenie, utworzone z dwóch dotychczasowych, zatwierdzone przez biskupa i przez proboszcza Montichiari ks. Franco Bertoniego. Jego celem jest szerzenie pobożności do Matki Bożej w Fontanelle. To nowe stowarzyszenie nazywa się Róża Duchowna - Fontanelle.

Uznanie objawień Róży Duchownej wpłynęło na jeszcze liczniejsze fundowanie świątyń pod tym wezwaniem, powstały nowe ruchy religijne; także wiele osób, które odwiedzają i poznają Montichiari, odkrywa powołanie kapłańskie lub zakonne. Chociaż więc objawienia w Montichiari-Fontanelle nie wniosły szczególnie wiele nowego czy to do teologii, czy do pobożności maryjnej, to należałoby napisać, że Bóg zawsze wybiera sobie tylko znany i właściwy moment na swoje przesłanie do Kościoła i świata. Orędzie Matki Bożej z Montichiari jest wołaniem o zagrożoną świętość kapłanów i osób konsekrowanych, jest wezwaniem do modlitwy, do podejmowania dzieł zadośćuczynienia i pokuty szczególnie za tych kapłanów, którzy przeżywają kryzys wiary, a nierzadko odchodzą z drogi powołania lub nawet otwarcie zaczynają walczyć z Kościołem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zumbaum: dla Niemców Żydzi to obcy, antysemityzm może się odradzać

2019-12-09 17:35

vaticannews.va / Berlin (KAI)

Antysemityzm pozostaje w Niemczech tematem tabu. Aż do zamachu na synagogę w Halle (9 października 2019) wszystkie akty agresji wymierzone w Żydów konsekwentnie nazywano rasistowskimi, ale nie antysemickimi. Zwraca na to uwagę Guilhem Zumbaum, historyk antysemityzmu w Niemczech.

Violentz / Foter.com / CC BY

Przyznaje on, że nieudany zamach w Halle, w którym zginęło dwóch przypadkowych przechodniów, a neonazistowskiemu zamachowcy nie udało się wejść do wypełnionej Żydami synagogi, był wstrząsem dla opinii publicznej. To właśnie tym wydarzeniem była też podyktowana niedawna wizyta kanclerz Angeli Merkel w Auschwitz.

Żydzi nie czują się w Niemczech bezpiecznie. Liczba wymierzonych w nich aktów agresji stale rośnie, o 20 proc. rocznie. Według badań przeprowadzonych na zlecenie Światowego Kongresu Żydów 27 proc. Niemców ma względem nich negatywne uprzedzenia. Zdaniem Zumbauma postawa ta wynika z faktu, że Niemcy zawsze traktowali Żydów jak obcych. Nigdy nie przyswoili sobie ich dziedzictwa jako elementu własnej tożsamości, kultury i historii. Dziś Żyd ma dla nich tylko jedno podstawowe imię: ofiara.

W ostatnich latach niemiecki antysemityzm zyskał nowy podatny grunt, wraz z masowym napływem migrantów. Reakcją wielu Niemców na narastającą liczbę przybyszów jest niechęć względem obcych. Do tej grupy zaliczani są też niestety Żydzi. Całkowicie nowy rozdział w historii niemieckiego antysemityzmu otwierają natomiast muzułmańscy migranci, którzy przywożą ze sobą wrogość względem Izraela – mówi Zumbaum.

„Antysemityzm w Niemczech ma różne formy. Przede wszystkim antysemityzm skrajnej prawicy, który opiera się na ideologii narodowego socjalizmu. Ale jest też antysemityzm środowisk muzułmańskich – mówi Radiu Watykańskiemu Zumbaum. – Kiedy rozmawia się na przykład z Syryjczykami, którzy przyjechali do Niemiec, to przyznają, że u siebie byli indoktrynowani przeciw Izraelowi. Dla nich to jedyna słuszna postawa. Kiedy przybywają do Niemiec, są zaskoczeni, że ten kraj nie podziela wrogości względem Izraela. Intelektualiści zdają sobie sprawę z tej różnicy. Ale wielu młodych nadal żyje według tej ideologii wszczepionej im przez reżim Assada. To znaczy: Izrael to to samo co Żydzi, a zatem trzeba ich zgładzić, trzeba ich atakować. I nie poprzestają na samych słowach. Atakują Żydów na ulicach Berlina, Kolonii czy innych miast. Jeśli ktoś ma jarmułkę, czy gwiazdę Dawida, to zostaje przez nich uderzony“.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem