Reklama

Dialogi w katedrze

Wiara i rodzina

2013-05-21 15:29

Henryk Tomczyk
Edycja łódzka 21/2013, str. 1, 3

Henryk Tomczyk

Szósta edycja „Dialogów w katedrze” odbędzie się w piątek 14 czerwca o godz. 19.30 w łódzkiej bazylice archikatedralnej. Abp Marek Jędraszewski odpowie na pytania dotyczące wiary i Eucharystii. Pierwsze „Dialogi...” miały miejsce w styczniu br., ich temat brzmiał: Wiara i rozum. Podczas następnych spotkań Ksiądz Arcybiskup odniósł się do pytań związanych z wiarą i cierpieniem, wiarą i modlitwą, wiarą i kulturą. Majowa odsłona „Dialogów...” poświęcona była kwestiom związanym z wiarą i rodziną. Uczestnicy spotkania z uwagą wsłuchiwali się w postawione pytania i odpowiedzi udzielane przez Księdza Arcybiskupa. Oto niektóre z nich.

Dlaczego tak trudno otrzymać rozwód w Kościele? - Kościół nie zna czegoś takiego, jak rozwód. Są sytuacje, kiedy proces kanoniczny może dojść do stwierdzenia, że małżeństwo zawarte między kobietą a mężczyzną od początku było nieważne. Jednak udowodnienie tego nie jest rzeczą prostą, to z kolei rodzi przekonanie, że tak trudno w Kościele o „rozwód”.

Dlaczego Kościół nie gromi z ambony przemocy w rodzinie, a skupia się na in vitro, homoseksualizmie i innych mniej ważnych rzeczach niż rodzina? - Można się zastanawiać, co dla rodziny jest poważniejszym zagrożeniem: przemoc, homoseksualizm czy in vitro? W świetle współczesnej kultury, a właściwie cywilizacji pełnej demoralizacji, to wszystko rodzi ogromne zagrożenia dla rodziny. Sposób postrzegania zagrożeń w różnych rodzinach różnie wygląda. Przemoc dla niektórych rodzin staje się bardziej ewidentna i bolesna niż to, co przychodzi jako zagrożenie z zewnątrz. Ale na pewno nie należy tego lekceważyć.

Reklama

Czy pod naciskiem społeczeństwa Kościół może zmienić zdanie na temat związków partnerskich czy in vitro? - Dzisiaj używa się różnych haseł służących do ukazania Kościoła jako instytucji opresyjnej, nierozumiejącej współczesnego świata, pozbawiającej jednostkę wolności. Warto pamiętać, iż kształt życia małżeńskiego, o którym mówił Pan Jezus i który od samego początku przyjął Kościół, był wyzwaniem dla tamtego czasu i radykalnym znakiem sprzeciwu dla pogańskich zwyczajów. Chrześcijanie walczyli o obecność Boga w swoim życiu, a w konsekwencji również o wzorzec życia małżeńskiego i rodzinnego. Patrząc na rodzinę w kategoriach wiary Kościoła, nie można dostrzec jakichkolwiek przesłanek, by iść z prądem czasu i w ten sposób odejść od fundamentalnych zasad określających życie małżeńskie i rodzinne. Chrześcijaństwo ma powiedzenie, które narodziło się dawno temu: „Stoi Krzyż, choć zmienia się świat”. To nie Kościół ma się zmieniać, przystosowując się do zmiennych mód i kaprysów świata. Kościół trwając przy Krzyżu, niezmiennie idzie z posłaniem Ewangelii, by zmieniać ten świat. Nie może być mowy o żadnym odchodzeniu od zasad na rzecz obowiązującej politycznej poprawności czy mody.

Czy pornografia może mieć wpływ na życie małżeńskie? - Pornografia jest dzisiaj szczególnym problemem, zwłaszcza jeśli chodzi o łatwość dostępu do niej przez Internet. To uprzedmiotowienie ludzkiego ciała, które jest traktowane w sposób całkowicie urągający poczuciu godności i intymności. Niektórzy ze współczesnych myślicieli sądzą, że jednym z przejawów człowieczeństwa, tym co nas odróżnia od zwierząt, jest poczucie wstydu. Pornografia to poczucie zabija i łatwo sobie wyobrazić, że częsty kontakt z obrazami o charakterze pornograficznym może prowadzić do zaburzeń osobowościowych. W następstwie wspomnianych zaburzeń samo życie małżeńskie będzie naznaczone wewnętrznym rozchwianiem i brakiem szacunku do wymiaru cielesnego współmałżonka. Dlatego pornografia jest czymś bardzo niebezpiecznym, a w kategoriach moralnych jest grzechem. W istocie chodzi o to, aby zrozumieć, że Kościół negatywnie oceniając pornografię ma na uwadze dobro człowieka.

Tagi:
wiara Łódź

Reklama

Amerykański biskup: wszyscy jesteśmy winni

2019-08-10 06:50

pb (KAI/pewresearch.org/ncronline.org) / Waszyngton, Los Angeles

„Wszyscy jesteśmy winni” - takimi słowami biskup pomocniczy archidiecezji Los Angeles Robert Barron skomentował fakt, że niemal 70 proc. katolików w Stanach Zjednoczonych nie wierzy w rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Wynika to z badań przeprowadzonych w lutym br., a ogłoszonych 5 sierpnia przez Ośrodek Badawczy Pew w Waszyngtonie.

RobertCheaib/pixabay.com

- Trudno opisać, jaką złość czuję po przeczytaniu tego, co ujawnia najnowsze studium @pewresearch o rozumieniu Eucharystii wśród katolików. Powinno to być sygnałem alarmowym dla nas wszystkich w Kościele - napisał hierarcha na swym koncie na Twitterze.

W filmie wideo towarzyszącym wpisowi wyjaśnił, że obwinia „siebie, biskupów, księży, wszystkich” odpowiedzialnych za przekazywanie wiary. - Wszyscy jesteśmy winni - stwierdził bp Barron. Dodał, że doszło do „ogromnej porażki Kościoła w kontynuowaniu własnej tradycji”.

Według Ośrodka Badawczego Pew 69 proc. osób określających siebie mianem katolików stwierdziło, że podczas Mszy św. chleb i wino przyjmowane w komunii są „symbolami ciała i krwi Jezusa Chrystusa”. Natomiast 31 proc. zadeklarowało wiarę w to, że „w czasie katolickiej Mszy chleb i wino naprawdę stają się ciałem i krwią Jezusa”.

Respondentów zapytano także, czy wiedzą, czego Kościół katolicki naucza w tej kwestii. Okazało się, że na wspomniane 31 proc. wierzących w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii składa się: 28 proc. znających kościelne nauczanie na temat transsubstancjacji, 2 proc. uważających, że Kościół naucza, iż chleb i wino są jedynie symbolami ciała i krwi Chrystusa (a jednak wierzących w realną obecność!) oraz 1 proc. tych, którzy nie znają nauczania Kościoła w tej materii.

Z kolei w gronie 69 proc. niewierzących w realną obecność, 22 proc. zna nauczanie Kościoła o transsubstancjacji (lecz je odrzuca), 43 proc. jest przekonanych, że to Kościół uczy, iż chleb i wino są tylko symbolami ciała i krwi Chrystusa, 4 proc. nie zna kościelnego nauczania, zaś 1 proc. nie udzieliło odpowiedzi.

Wiara w realną obecność Jezusa w Eucharystii jest ponaddwukrotnie większa u katolików praktykujących (chodzących na Mszę przynajmniej raz w tygodniu) niż wśród ogółu katolików i wynosi 63 proc. Jednak nawet w grupie praktykujących 37 proc. uważa chleb i wino jedynie za symbole ciała i krwi Chrystusa.

Najgorzej jest wśród katolików poniżej 40. roku życia, spośród których w transsubstancjację wierzy jedynie 26 proc., a także wśród katolików hiszpańskojęzycznych - zaledwie 24 proc., choć zdecydowana większość z nich zna kościelne nauczanie w tej kwestii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prawda i kłamstwo w „Kodzie Leonarda da Vinci”

Tadeusz Zwilnian-Grabowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 7/2007

Sukces, jaki odniosła książka Dana Browna, (16 wydań, ponad 35 milionów egzemplarzy, realizacja filmowa) może nasuwać cały szereg wniosków: ludzie lubią uciekać od szarej prozaicznej rzeczywistości, szukają rzeczy niezwykłych, będących tajemnicami budzącymi zaciekawienie, każącymi rozwiązywać jak rebusy i krzyżówki liczne fantazje, którymi posługuje się autor, niezwykłe przygody, mimo swoich naiwności i nieprawdopodobieństw, okazują się atrakcyjne i niezwykle pociągające.
Niezorientowany w detalach opisywanej rzeczywistości historycznej czytelnik, stojąc przed alternatywą albo musi wszystko potraktować jako prawdę - więc zaakceptować i przyjąć, albo odwrotnie wszystko zdefiniować jako bajkę i dobrą zabawę dla dorosłych dzieci - więc odrzucić. Tymczasem obiektywna, historyczna prawda jest inna. „Kod Leonarda da Vinci” zawiera i prawdę, i kłamstwo, z tym, że autor świadomie, tendencyjnie i celowo wymieszał je ze sobą tak, że istnieje obiektywna trudność, żeby ten węzeł rozwikłać i prawdę od kłamstwa oddzielić.
Gdyby to był tylko zwykły kryminał, jak tysiące innych, splątany różnymi nićmi, wymagającymi rzetelnego badania i śledztwa, sprawa byłaby prostsza i właściwie niewarta, żeby się naprawdę poważnie nią zajmować. Bo te wszystkie kruczki, zagadki, szyfry i tajemnice, skrupulatnie przez autora „Kodu” na kartach książki rozsiane, mogą satysfakcjonować miłośników krzyżówek i po to zostały wplecione, by stworzyć szczególną atmosferę napięcia i tajemniczości przy ich rozwiązaniach. One nas nie interesują. Natomiast Dan Brown umieścił w swojej książce szereg heretyckich faktów, bluźnierczych i obrażających uczucie każdego wierzącego chrześcijanina i z tymi faktami nie można się absolutnie pogodzić, trzeba je wykazać jako wierutne kłamstwo i fałsz ohydny, godny pogardy najwyższej. Dlatego piszę ten artykuł.
Pierwsza sprawa: nastawienie autora „Kodu” do Kościoła katolickiego jest bardzo nieprzyjazne, wrogie, pełne zaciekłej niechęci i złości, nie waham się powiedzieć: nienawiści. I w tym tendencyjnym świetle można i należy rozpatrywać wszystkie fakty, mające charakter herezji i bluźnierstwa.
Dla jasnego i klarownego przedstawienia sprawy pragnę poszczególne fakty omawiać kolejno i osobno. Centralnym tematem książki Dana Browna wydaje się być temat św. Graala. Powiedzmy od razu: jest to legenda, choć znalazła bardzo szeroki rezonans na przestrzeni wieków. Legenda ta ma szereg aspektów: 1) chrześcijański, 2) celtycki, 3) antyczno-pogański.
W aspekcie chrześcijańskim św. Graalem miało być naczynie z jaspisu, zielona waza, w której Józef z Arymatei zamknął krew Chrystusa, przelaną na krzyżu. Tę wazę mieli znaleźć krzyżowcy podczas I krucjaty i przewieźć do Genui. W tym aspekcie św. Graal symbolizuje wartości dobra, piękna, moralności.
W aspekcie celtyckim św. Graal utożsamiany jest z rogiem obfitości. Znamionuje szczęście doczesne, bogactwo, dobrobyt. Wiąże się z legendarnym cyklem o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu. W aspekcie antyczno-pogańskim jest symbolem płodności, kobiecości. Związany z żeńskim pierwiastkiem łączy się z kultem bogini-matki (sumeryjska Inanna, fenicka Astarte, babilońska Isztar, egipska Izyda).
Średniowieczne romanse rycerskie, powstałe z tradycji ustnej, rozpropagowały ideę św. Graala (Chrétien de Troyes, Wolfram von Eschenbach) znalazła ta idea odbicie w muzyce Ryszarda Wagnera. Naprawdę św. Graal nie istniał, cała zatem fabuła powieści Dana Browna w tym przedmiocie jest wielką, fantastyczną mistyfikacją.
Zakonem, którym „Kod” Browna zajmuje się szeroko, jest Zakon Templariuszy. Był to jeden z najstarszych zakonów rycerskich, założony w 1118 r. podczas wypraw krzyżowych. Templariusze mieli strzec dróg do Ziemi Świętej dla pielgrzymów idących do Grobu Chrystusa. Zakon urósł w potęgę, ciesząc się szczególnymi przywilejami Kościoła. Zakon budował zamki - fortece oraz kaplice - miejsca kultu. Powstała siedziba w Jerozolimie na Wzgórzu Świątynnym Moria w pałacu przylegającym do dawnego meczetu Al-Aksa, gdzie stała dawniej świątynia Salomona. Templum Domini - świątynia Pana - stąd nazwa zakonu. Templariusze stworzyli jeden z pierwszych międzynarodowych systemów bankowych, byli właścicielami rozległych posiadłości w Europie i na Bliskim Wschodzie. Ta materialna potęga, która kłuła w oczy zawistnych i zazdrosnych władców, stała się ich zgubą.
W „Kodzie” napisano, że to Kościół katolicki ich zniszczył, że papież kazał ich spalić. Jest to kłamstwo wierutne. Prawda była taka, że papież Klemens V, jako człowiek słaby i uległy, podporządkował się królowi Francji i przeniósł stolicę z Rzymu do Awinionu, rozpoczynając tzw. niewolę awiniońską papieży, która trwała 70 lat. Ówczesny król Francji Filip IV Piękny, pragnąc posiąść dobra templariuszy, oskarżył ich o herezję i uwięził, zmuszając papieża Klemensa V do akceptacji swego czynu. Bojaźliwy i uległy przemocy i szantażowi Klemens V zaakceptował łotrostwo króla. Wytoczono templariuszom proces i poddano torturom. W 1307 r. mistrz zakonu Jakub de Molay zaprzeczył poprzednim oświadczeniom, które złożył pod wpływem tortur. Zginął na stosie. To jest bolesna karta z historii Kościoła. Klemens V na polecenie króla rozwiązał Zakon Templariuszy i wszystkie ich posiadłości przekazał Zakonowi Joannitów, jednakże tymi bogactwami władał i zarządzał król Filip IV Piękny do końca swego życia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Caritas: Dentystki z Polski będą leczyć Wenezuelczyków

2019-08-20 07:15

Caritas Polska / Warszawa (KAI)

Dzięki wsparciu Caritas Polska, dwie trójmiejskie dentystki – Ewa Piosik i Joanna Wojciechowska wyruszają z misją do Wenezueli, żeby leczyć dzieci i dorosłych. Każda pomoc jest tutaj na wagę złota, bo kraj cały czas walczy z kryzysem. Najgorzej jest w służbie zdrowia.

Archiwum Joanna Wojciechowska

Koszty przelotu finansuje Caritas Polska. Obecnie trwa zbiórka materiałów stomatologicznych niezbędnych do leczenia pacjentów. Lekarki z Trójmiasta chcą zabrać ze sobą ich jak najwięcej by pomóc osobom potrzebującym. Akcję obiecały wesprzeć firmy specjalizujące się w produkcji i sprzedaży stomatologicznych materiałów leczniczych.

„Zaprosił mnie biskup Carlos Alfredo Cabezas Mendoza, który zgłosił się z prośbą o pomoc do Fundacji Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio”– mówi Ewa Piosik. „W podróży i na miejscu towarzyszyć mi będzie Joanna Wojciechowska, młoda dentystka, która lubi usuwać zęby i jest pełna radości oraz energii” – dodaje młoda stomatolożka.

Wylot do Wenezueli planowany jest 18 września. Polki przez sześć tygodni będą pracować w miejscowości Punto Fijo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem