Reklama

W kręgu braterskich wspomnień

2013-06-06 14:53


Edycja podlaska 23/2013, str. 4-5

Archiwum bp. Antoniego Dydycza

MAREK SOBISZ: - Kiedy Ojciec spotkał się po raz pierwszy z Księdzem Biskupem, jakie okoliczności temu towarzyszyły?

O. DR GABRIEL BARTOSZEWSKI OFMCAP: - Bp Pacyfik Antoni jest ode mnie o 5 lat młodszy w życiu zakonnym. Nasze bliższe spotkanie nastąpiło jesienią w 1957 r. Obydwaj wyjechaliśmy do Krakowa, by przygotować się do zdania matury. Paradoks polegał na tym, że w okresie komunizmu zakonnik oficjalnie nie mógł zdawać egzaminu w szkole publicznej. Ja byłem już po święceniach kapłańskich, gdyż w 1952 r. nie mogłem zdać matury. Br. Pacyfik był bezpośrednio po skończeniu Małego Seminarium. Ja po 5 latach przerwy. Możliwość otworzyła się dopiero po październiku 1956 r. Kapucyni w Krakowie zorganizowali trzymiesięczny kurs dokształcający i z końcem listopada 1957 r. mogliśmy zdać maturę w gimnazjum im. Jana Kochanowskiego przed komisją specjalnie ustanowioną przez kuratorium dla zakonników. Zdawaliśmy wtedy maturę eksternistyczną ze wszystkich 12 przedmiotów w ciągu tygodnia. W tym czasie nastąpiło miedzy mną a Pacyfikiem nie tylko zapoznanie się, ale też bliżej się zaprzyjaźniliśmy.

- Kiedy po raz kolejny się spotkaliście?

- Po święceniach kapłańskich o. Pacyfika w 1963 r. spotkaliśmy się w Lublinie, gdzie zorganizowany był kurs duszpasterski dla młodych kapłanów, wśród których był o. Pacyfik, a któremu ja, już będąc po doktoracie, przewodniczyłem. W ramach programu, oprócz wykładów pod kierunkiem o. Tarsycjusza Romaniuka, odbywały się ćwiczenia kaznodziejskie. Pacyfik - oczywiście w swoim stylu; dynamiczny, górował treścią, powoli zapowiadał się jako dobry kaznodzieja. W tym też czasie zaangażował się w katechezę, aby uczyć dzieci, a wtedy - jak wiadomo - katechizacja odbywała się przy kościołach. Następnie przeszedł do katechezy w Białej Podlaskiej. W 1968 r. został mianowany przełożonym wspólnoty braci przy kościele pw. św. Antoniego. Z racji pochodzenia o. Honorata z Białej Podlaskiej mieliśmy bliższy kontakt, by popularyzować świętość naszego współbrata.

- Jak potoczyła się dalsza współpraca z o. Pacyfikiem?

- W 1973 r. podczas drugiej mojej kadencji jako prowincjała o. Pacyfik został wybrany na definitoria. Nasza współpraca się zacieśniała, zwłaszcza w zakresie organizowania 9-letniej nowenny przed trzechsetną rocznicą przybycia kapucynów do Polski w 1681 r. Wtedy o. Pacyfik swoją osobowością oraz umiejętnościami intelektualnymi i organizacyjnymi wnosił bardzo wiele w realizację podjętych planów. W 1976 r., kiedy ja skończyłem 6 lat urzędu jako prowincjał, Kapituła Prowincjalna urząd prowincjała powierzyła o. Pacyfikowi. W tym czasie uczestniczyliśmy również razem w kapitułach, nie tylko prowincjalnych w Polsce, ale także generalnych w Rzymie. Podczas jednej z nich, w 1982 r., o. Pacyfik został wybrany na definitora generalnego. Ja wróciłem do kraju, a on na 12 lat został w Rzymie w kurii generalnej.

- Jak wspomina Ojciec pobyt o. Antoniego Dydycza w Rzymie?

- Przebywając w Rzymie, o. Pacyfik odegrał ważną rolę w życiu zakonu. Miedzy innymi dzięki swojej odwadze, a były to trudne czasy komunistyczne, wyjeżdżał do krajów w Europie Wschodniej: na Węgry, do Czechosłowacji, Bułgarii, Rumunii, na Ukrainę i Białoruś, aby odszukiwać rozproszonych współbraci kapucynów, którzy tam mogli być, czy też poszukiwać nowych powołań. I to jest znaczny odcinek jego osiągnięć, których dokonał. Dziś zakon w tych krajach jest obecny i znacznie się rozwija.
Drugie znaczne osiągnięcie, którego ja osobiście doświadczyłem i doceniam, to jego skuteczna pomoc w doprowadzeniu do beatyfikacji o. Honorata. 16 marca 1987 r. został ogłoszony Dekret o heroiczności cnót o. Honorata. Natomiast 14 października konsulta lekarska przy Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych jednogłośnie uznała, że przedstawiony przypadek uzdrowienia s. Maruszewskiej odpowiada wszystkim wymogom kanonicznym. Zatem otworzyła się droga do beatyfikacji, chociaż procedura procesu jeszcze nie została zakończona, należało oczekiwać na decyzję komisji teologów konsulatorów, komisji kardynałów i biskupów oraz ogłoszenia Dekretu o cudzie. W następnym roku 16 października przypadała 10. rocznica pontyfikatu papieża Jana Pawła II. Dzięki zabiegom o. Pacyfika, poprzez pośrednictwo śp. kard. Andrzeja Deskura, z początkiem 1988 r. otrzymaliśmy obietnicę od błogosławionego papieża Jana Pawła II, że w 10. rocznicę swego pontyfikatu dokona beatyfikacji o. Honorata. Rzeczywiście beatyfikacja odbyła się 16 października, w 10. rocznicę pontyfikatu, w Rzymie na Placu św. Piotra we wspaniałej atmosferze. W tym dniu przypadała też 159. rocznica urodzin bł. Honorata. O. Pacyfik w Bazylice św. Wawrzyńca za Murami zorganizował piękne triduum dziękczynne. Zwłaszcza w pierwszy dzień bazylika nie pomieściła Polaków, wiele osób stało na zewnętrz na placu. W koncelebrze wzięło udział 2 kardynałów, 22 biskupów i 183 kapłanów. Dla mnie były to szczególne dni, właśnie dzięki o. Pacyfikowi.
Takich i innych dokonań o. Pacyfik ma bardzo wiele. Człowiek otwarty, życzliwy, zawsze gotowy wychodzić naprzeciw potrzebom czy to swoich współbraci, czy innych ludzi. Wszystko to zjednywało mu sympatię i wdzięczność. Jego pozycja w Wiecznym Mieście z roku na rok się umacniała.

- W jakich okolicznościach dowiedział się Ojciec, że współbrat Pacyfik został mianowany ordynariuszem diecezji drohiczyńskiej?

- W lipcu 1994 r. uczestniczyliśmy w Kapitule Generalnej w Rzymie, o. Pacyfik jako definotr generalny, ja jako delegat prowincji. 20 czerwca 1994 r. podczas sesji porannej o. Flavio Carraro, generał zakonu, ogłosił, że papież Jan Paweł II mianował o. Pacyfika biskupem drohiczyńskim. Radość na sali była wielka. Nominat wygłosił krótkie przemówienie, charakteryzując swoją nową małą, ale sympatyczną diecezję i opuścił salę kapitulną. W niedzielę 10 lica 1994 r. z rąk abp. Józefa Kowalczyka, nuncjusza apostolskiego, otrzymał sakrę biskupią i rozpoczął swoją pasterską posługę. Wszedł w szeregi hierarchii kościelnej, ale pozostał współbratem zakonnym utrzymującym ścisłą wieź ze swoją zakonną rodziną. Jest to wieź bezinteresowna, życzliwa, która przejawia się w najrozmaitszych wydarzeniach prowincji. Jeżeli obowiązki pozwalają, jest obecny niemal na każdym pogrzebie współbrata z prowincji. Przewodniczy liturgii i głosi kazanie, a czasem bywa na pogrzebach rodziców naszych współbraci. Pamięta o imieninach, o uroczystościach współbraci. Wielu diakonów wyświęcił na kapłanów. Oczywiście, kiedy przybywa do Warszawy, zawsze mieszka w klasztorze, dzieli się swoją obecnością, radością. Tych przejawów jest bardzo wiele. Spędzone chwile bardzo nas ubogacają.
Nie wchodzę w sprawy posługi biskupiej. Chcę jednak podkreślić jedno - zasługi na polu kaznodziejskim. Słowo Boże głosi nie tylko w diecezji, ale również w innych diecezjach czy wspólnotach zakonnych na terenie Polski. Jest wyśmienitym kaznodzieją. Przemówienia są przygotowane, pełne treści teologicznej i praktycznej, przemawiają do słuchaczy. Zawsze przekazuje praktyczne odniesienie do aktualnej rzeczywistości Kościoła i Ojczyzny.
Wprawdzie jesteśmy ludźmi o odmiennych osobowościach, ale jesteśmy razem ze sobą związani. Osobiście wiele zawdzięczam o. Pacyfikowi z racji pomocy przy procesie beatyfikacyjnym o. Honorata, jak również w wielu innych sytuacjach. O. Pacyfik swoją pracą i codziennym życiem zawsze reprezentował godnie prowincję i zakon kapucynów. Także jako biskup i zakonnik godnie reprezentuje Kościół, swoją diecezję drohiczyńską i nasz zakon. Za wszelkie dobro jesteśmy niezmiernie wdzięczni. Można śmiało powiedzieć, że nosi w sercu wszystkie sprawy swojej prowincji kapucyńskiej zarówno te radosne i chwalebne, jak i te bolesne, które - jak to zwykle bywa w życiu - przysparzają wiele cierpień. Za życie i wielkie dzieła Brata Jubilata Bogu niech będą dzięki.

Tagi:
biskup jubileusz

Reklama

Kolumbia: biskup w stroju bezdomnego na kongresie diecezjalnym

2019-10-15 19:11

pb (KAI/avvenire.it) / Armenia

Ordynariusz kolumbijskiej diecezji Armenia przyszedł na diecezjalny kongres duszpasterstwa społecznego przebrany za bezdomnego. Nierozpoznany przez nikogo, obserwował zachowania uczestników obrad. Swój psychologiczny eksperyment podsumował słowem: „obojętność”.

youtube.com
Biksup podczas przygotowań do roli bezdomnego

Psycholog i komunikator społeczny, 52-letni bp Carlos Arturo Quintero Gómez założył zużyte ubrania, poddał się maskującemu wygląd makijażowi i poszedł na kongres, odbywający się na uniwersytecie Quindío. Żebrał, prosił o pomoc, a nawet upadł, aby przekonać się, jak zareagują zebrani na obecność „intruza”.

- Zrobiłem to, aby zobaczyć reakcje ludzi w spotkaniu z osobą ubogą, bezdomną, w brudnym i śmierdzącym ubraniu, która wchodzi do kościoła czy na diecezjalny kongres. Był to sposób na poznanie postaw chrześcijan - wyjaśnił hierarcha cel swego eksperymentu.

Opowiedział też, co odczuwał w czasie, gdy udawał bezdomnego. - Zacząłem wchodzić w skórę takiej osoby. Odczułem ból i rozdarcie serca na myśl o niedostatku i o ubóstwie. Gdy tylko wszedłem do auli, zacząłem doświadczać obojętności. Wszedłem tam tak, jakbym był u siebie w domu. Nikt mnie nie przyjął, gdy przechodziłem przez recepcję, nikt mnie nie przywitał i nikt nie zapytał, kim jestem. Potem usiadłem w strategicznym miejscu, aby móc analizować zachowania ludzi - stwierdził bp Quintero Gómez.

Przyznał, że nikt go źle nie potraktował, ale to, czego doświadczył, najlepiej oddaje słowo „obojętność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: Każdy z nas jest misją na tym świecie

2019-10-20 10:44

tłum. o. Stanisław Tasiemski (KAI) / Watykan

Każdy z nas ma misję, każdy z nas jest misją na tym świecie - podkreślił Franciszek podczas Mszy św. w watykańskiej Bazylice św. Piotra. Z okazji Światowego Dnia Misyjnego papież zachęcił: "Jesteśmy tutaj, aby świadczyć, błogosławić, pocieszać, podnosić, przekazywać piękno Jezusa. Odwagi! Idź z miłością do wszystkich, ponieważ twoje życie jest cenną misją: nie jest ciężarem, który trzeba znosić, lecz darem do zaoferowania. Odwagi, nie lękaj się: idźmy ku wszystkim!"

Grzegorz Gałązka

Publikujemy tekst papieskiej homilii.

Z czytań mszalnych chciałbym podjąć trzy słowa: rzeczownik, czasownik i zaimek. Rzeczownik to góra: mówi o niej Izajasz, wygłaszając proroctwo o górze Pańskiej, wyniesionej ponad wzgórzami, do której popłyną wszystkie narody (por. Iz 2,2). Góra powraca w Ewangelii, ponieważ Jezus po swoim zmartwychwstaniu wskazuje uczniom jako miejsce spotkania górę w Galilei, tej właśnie Galilei zamieszkałej przez wiele różnych ludów, „Galilei pogan” (por. Mt 4, 15). Krótko mówiąc, wydaje się, że góra jest miejscem, w którym Bóg lubi wyznaczać spotkanie całej ludzkości. Jest to miejsce spotkania z nami, jak ukazuje Biblia od Synaju do Karmelu, po Jezusa, który głosił Błogosławieństwa na górze, przemienił się na Górze Tabor, oddał swe życie na Golgocie i wstąpił do nieba z Góry Oliwnej. Góra, będąca miejscem wielkich spotkań Boga z człowiekiem, jest także miejscem, w którym Jezus spędzał wiele godzin na modlitwie (por. Mk 6, 46), aby zjednoczyć ziemię i Niebo, nas, Jego braci z Ojcem.

Co nam mówi góra? Że jesteśmy wezwani, by zbliżyć się do Boga i do innych ludzi: do Boga Najwyższego, w milczeniu, w modlitwie, nabierając dystansu do gadulstwa i plotek, które niszczą środowisko. Ale także do innych, których można zobaczyć z góry w innej perspektywie, perspektywie Boga, który wzywa wszystkie narody: z góry inni są postrzegani jako całość i odkrywamy, że harmonia piękna dana jest tylko przez całość. Góra przypomina nam, że bracia i siostry nie powinni być dobierani, lecz ogarnięci spojrzeniem, a przede wszystkim życiem. Góra łączy Boga i braci w jednym uścisku, w uścisku modlitwy. Góra prowadzi nas do tego, co w górze, daleko od wielu rzeczy materialnych, które przemijają. Zaprasza nas do odkrycia na nowo tego, co zasadnicze, tego co trwa: mianowicie Boga i braci. Misja zaczyna się na górze: tam odkrywamy to, co się liczy. W centrum tego miesiąca misyjnego zadajmy sobie pytanie: co jest dla mnie ważne w życiu? Jakie są szczyty, ku którym zmierzam?

Pewien czasownik towarzyszy rzeczownikowi góra: wchodzić. Izajasz zachęca nas: „Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską” (2,3). Nie urodziliśmy się, by pozostać na ziemi, zadowalać się rzeczami płaskimi, urodziliśmy się, aby osiągnąć wyżyny, żeby spotkać Boga i braci. Ale w tym celu musimy podejść w górę: trzeba opuścić horyzontalne życie, walczyć z siłą grawitacji egoizmu, dokonać wyjścia z własnego „ja”. Jednakże podejście wymaga trudu, chociaż jest to jedyny sposób, aby zobaczyć wszystko lepiej, gdy na przykład idziemy w góry i jedynie na szczycie widać najpiękniejszy widok i rozumiemy, że można go zdobyć jedynie idąc tą ścieżką, która zawsze prowadzi pod górę.

I tak jak w górach nie da się wejść, będąc obciążonymi rzeczami, podobnie i w życiu trzeba pozbyć się tego, co zbędne. To także tajemnica misji: aby wyruszyć, trzeba zostawić, aby głosić, trzeba wyrzeczeń. Wiarygodne przepowiadanie nie polega na pięknych słowach, ale na dobrym życiu: życiu służby, które potrafi wyrzec się wielu rzeczy materialnych, pomniejszających serce, czyniących obojętnymi i zamykających w sobie; życiu oderwanym od bezużyteczności, pomniejszających serce i znajdującym czas dla Boga i dla innych ludzi. Możemy zadać sobie pytanie: jak przebiega moja wspinaczka? Czy potrafię wyrzec się ciężkiego i bezużytecznego balastu doczesności, aby wyjść na górę Pana?

O ile góra przypomina nam, to co się liczy, a mianowicie Bóg i bracia, a słowo wejść - jak tam się dostać, to trzecie słowo brzmi dzisiaj jako najmocniejsze. Jest to zaimek wszyscy, który dominuje w czytaniach: „wszystkie narody”, powiedział Izajasz (2,2); „wszystkie narody”, powtórzyliśmy w psalmie responsoryjnym; Bóg pragnie „by wszyscy ludzie zostali zbawieni”, pisze Paweł (1 Tm 2,4); „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” - domaga się Jezus w Ewangelii (Mt 28,19). Pan zawzięcie powtarza słowo wszystko. Wie, że uparcie powtarzamy „moje” i „nasze”: moje rzeczy, nasi ludzie, nasza wspólnota ... i niestrudzenie powtarza „wszyscy”. Wszyscy, ponieważ nikt nie jest wykluczony z Jego serca, z Jego zbawienia. Wszyscy, aby nasze serce wykroczyło poza ludzkie ograniczenia, poza partykularyzmy oparte na samolubstwie, które nie podobają się Bogu. Wszyscy, ponieważ każdy jest cennym skarbem, a sensem życia jest przekazywanie tego skarbu innym. Oto misja: wejść na górę i modlić się za wszystkich oraz zejść z góry, aby być darem dla wszystkich.

Wejść i zejść: zatem chrześcijanin jest zawsze w ruchu, wychodzi. Istotnie w Ewangelii Jezus nakazuje: idźcie. Codziennie mijamy wielu ludzi, ale - możemy zadać sobie pytanie - czy spotkamy się z ludźmi, których napotykamy? Czy swoim czynimy zaproszenie Jezusa, czy zajmujemy się naszymi sprawami? Wszyscy oczekują czegoś od innych, ale chrześcijanin idzie ku innym. Świadek Jezusa nigdy nie jest dłużnikiem uznania innych, ale czuje się zobowiązany do miłości wobec tych, którzy nie znają Pana. Świadek Jezusa wychodzi na spotkanie wszystkich, nie tylko swoich, w swojej małej grupce. Jezus mówi również do ciebie: „Idź, nie przegap okazji, do dawania świadectwa!”. Bracie, siostro, Pan oczekuje od ciebie świadectwa, którego nikt nie może dać zamiast ciebie. „Niech Bóg da, abyś umiał rozpoznać, jakie jest to słowo, to orędzie Jezusa, które Bóg chce powiedzieć światu poprzez twoje życie [...] aby w ten sposób twoja cenna misja nie została utracona” (adhort. ap. Gaudete et exsultate, 24 ).

Jakie polecenia daje nam Pan, by pójść do wszystkich? Jedno, bardzo proste: pozyskujcie uczniów. Ale zwróćmy uwagę: Jego uczniów, a nie naszych. Kościół dobrze przepowiada tylko wtedy, gdy żyje jako uczeń. A uczeń podąża za Mistrzem każdego dnia i dzieli się z innymi radością bycia uczniem. Nie podbijając, nakładając obowiązki, czyniąc prozelitów, ale świadcząc, stawiając się na tym samym poziomie, będąc uczniami wraz z uczniami, ofiarowując z miłością tę miłość, którą otrzymaliśmy. Oto misja: obdarzyć czystym powietrzem, wysokogórskim tych ludzi, którzy żyją zanurzeni w zanieczyszczeniu świata; przynieść na ziemię pokój, który napełnia nas radością za każdym razem, gdy spotykamy Jezusa na górze, na modlitwie; ukazanie życiem, a nawet słowami, że Bóg miłuje wszystkich i nigdy nikim się nie nudzi.

Drodzy bracia i siostry, każdy z nas ma misję, każdy z nas „jest misją na tym świecie” (por. adhort. ap. Evangelii gaudium, 273). Jesteśmy tutaj, aby świadczyć, błogosławić, pocieszać, podnosić, przekazywać piękno Jezusa. Odwagi! On tak wiele od ciebie oczekuje! Pan odczuwa pewien niepokój wobec tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że są dziećmi miłowanymi przez Ojca, braćmi, za których oddał swoje życie i dał Ducha Świętego. Czy chcesz ukoić niepokój Jezusa? Idź z miłością do wszystkich, ponieważ twoje życie jest cenną misją: nie jest ciężarem, który trzeba znosić, lecz darem do zaoferowania. Odwagi, nie lękaj się: idźmy ku wszystkim!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezes Trybunału broni aborcji

2019-10-21 11:34

Artur Stelmasiak

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska dąży do umorzenia skargi konstytucyjnej ws. aborcji eugenicznej. A przecież na finiszu kampanii politycy PiS mówili, że czekają na ten wyrok Trybunału.

trybunal.gov.pl

Według ustaleń "Niedzieli" sędziowie chcą orzekać w sprawie aborcji eugenicznej, ale od 2 lat są blokowani przez prezes Trybunału Konstytucyjnego. Wraz z pierwszym posiedzeniem Sejmu wniosek 107. posłów złożony w poprzedniej kadencji sejmu ulegnie dyskontynuacji. Oznacza to, że prawo posłów, które jest zapisane w konstytucji, zostanie skutecznie ograniczone poprzez celową blokadę w organizacji pracy sędziów w Trybunale Konstytucyjnym.

Ustalenia "Niedzieli" o coraz mocniejszej blokadzie w Trybunale Konstytucyjnym w złym świetle stawiają także najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości. To oni przecież w jesiennej kampanii wyborczej do Sejmu mówili, że są za życiem, ale czekają na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. - W tej chwili czekamy na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ ustawowe zagwarantowanie tej kwestii będzie dużo słabszą gwarancją, że ta sprawa zostanie raz na zawsze rozwiązana tak, jak byśmy chcieli, żeby aborcja eugeniczna była niemożliwa.

Dlatego wybraliśmy drogę konstytucyjnego zabezpieczenia - mówił w "Naszym Dzienniku" wicepremier Jacek Sasin.

Wniosek do Trybunału ws. stwierdzenia niekonstytucyjności aborcji eugenicznej trafił w październiku 2017 roku. Początkowo prezes Trybunału Konstytucyjnego mówiła o tym wniosku w superlatywach i że będzie on traktowany poważnie. - Na pewno nie będzie nieuzasadnionych opóźnień. Apeluję do opinii publicznej, aby spokojnie oczekiwać na rozstrzygnięcia. Nadmierne emocje w takich sprawach zawsze przeszkadzają - mówiła Julia Przyłębska w listopadzie 2017 roku.

Niestety dotychczasowa postawa szefowej najważniejszego sądu w Polsce nie ma nic wspólnego z tymi deklaracjami. Tygodnik "Niedziela" już rok temu ujawnił, że prezes Przyłębska celowo blokuje wniosek, który mógłby ocalić życie ponad tysiąca zabijanych dzieci rocznie (https://www.niedziela.pl/artykul/140126/nd/). Niestety po ponad roku dalsze postępowanie pani prezes potwierdziło tylko, że publikacja tyg. "Niedziela" była w 100 proc. prawdziwa.

Także posłowie poprzedniej kadencji byli zaszokowani biernością prezes Trybunału Konstytucyjnego. Pod koniec roku 2018 wysłali do niej list z kategorycznym żądaniem (https://www.niedziela.pl/artykul/39325/Poslowie-zadaja-aby-Trybunal-zajal-sie). "Przeciągające się prace w Trybunale Konstytucyjnym odbieramy z olbrzymim niepokojem. (...) Dotyczy ona bowiem najbardziej podstawowego prawa człowieka, jakim jest prawo do życia" - czytamy w liście podpisanym przez 79. posłów.

W grudniu 2018 roku posłowie dostali odpowiedź od prezes TK, że sprawa "jest w toku postępowania merytorycznego". Dodaje, że "gdy na niejawnej naradzie skład orzekający wyznaczy termin rozpoznania ww. wniosku, zostanie on niezwłocznie opublikowany na stronie internetowej Trybunału". Zdaniem Przyłębskiej, "zarówno w tej, jak i w innych sprawach, które są rozpatrywane przez Trybunał Konstytucyjny, nie ma żadnych opóźnień".

Za czasów rządów Lewicy, AWS i Platformy Obywatelskiej nigdy nie było takiej blokady prac Trybunału Konstytucyjnego ws. tzw. światopoglądowych. W 1997 roku prezes TK prof. Andrzej Zoll doprowadził do przełomowego orzeczenia Trybunału po 5 miesiącach od złożenia wniosku ws. aborcji. Natomiast za czasów prezes Juli Przyłębskiej sprawa praktycznie nie została ruszona po 2 latach od złożenia wniosku, a przecież od dawna Trybunał ma komplet dokumentów z bardzo dobrymi opiniami Marszałka Sejmu i Prokuratora Generalnego. Wszyscy są zgodni co do faktu, że aborcja eugeniczna jest sprzeczna z konstytucją, ale dotychczasowa postawa prezes Trybunału wskazuje, że nie chce ona stanąć po stronie konstytucji. - Niestety wszystko wskazuje, że wniosek posłów będzie umorzony wraz z końcem kadencji sejmu - mówi jeden z naszych informatorów z Trybunału Konstytucyjnego.

Zgodnie z ustawą o Trybunale Konstytucyjnym, która została zmieniona za czasów rządów PiS, wniosek 107. posłów zostanie umorzony przed zaprzysiężenia nowych posłów 12 listopada. Pani prezes Julia Przyłębska ma więc niewiele czasu by wywiązać się ze swoich konstytucyjnych obowiązków. Przecież już rok temu posłowie pisali w swoim apelu, że przeciąganie prac nad aborcją eugeniczną jest motywowane względami politycznymi, co uderza w wiarygodność Trybunału Konstytucyjnego, ale także posłów – wnioskodawców.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem