Reklama

Relikwie św. Jana Bosko w Łodzi

2013-06-20 10:55

Henryk Tomczyk, Piotr Drzewiecki
Edycja łódzka 25/2013, str. 6-7

Henryk Tomczyk

W dniach 6-7 czerwca w Łodzi trwała peregrynacja relikwii św. Jana Bosko. Wierni mogli pomodlić się przy relikwiach w kościele św. Teresy i św. Jana Bosko oraz Zespole Szkół Salezjańskich przy ul. Wodnej. Z tej możliwości skorzystało wiele osób, głównie młodych, których patronem jest św. Jan Bosko. Łódzkie nawiedzenie było częścią peregrynacji relikwii Świętego po Polsce, która zakończy się 17 sierpnia

W Zespole Szkół Salezjańskich

- Jakże wiele możemy nauczyć się od świętych - mówił do zgromadzanej na boisku Zespołu Szkół Salezjańskich w Łodzi młodzieży bp Ireneusz Pękalski - ile dobra może pozostawić w nas przykład ich życia, zawierzenia Bogu i oddania drugiemu człowiekowi - podkreślił. Peregrynacja relikwii św. Jana Bosko to niezwykłe święto młodych. To spotkanie ze świętym, który miał serce przepełnione miłością Boga, serce, które „prowadziło do drugiego człowieka i było wrażliwe na ludzką biedę”. Przeżywali je związani z łódzkimi salezjanami uczniowie szkół i dzieci z prowadzonych przez nich dzieł.

Uroczystościom powitania i pożegnania relikwii przewodniczył bp Ireneusz Pękalski, jak wielokrotnie podkreślali salezjanie - „salezjański biskup”. Najpierw w kościele pw. św. Teresy i św. Jana Bosko przy swoim patronie czuwały i modliły się dzieci z oratorium i placówek salezjańskich. Z przygotowanymi uśmiechniętymi buźkami prosiły w intencjach swoich i bliskich. Podczas tego powitania Ksiądz Biskup porównał św. Jana Bosko do bł. Jana Pawła II, obaj swoją wiarę zawdzięczali rodzicom. I to od nich możemy uczyć się teraz, jak być dobrym w każdym czasie naszego życia. Przy relikwiach czuwali także studenci z Duszpasterstwa Akademickiego „Węzeł” - dla nich specjalne nabożeństwo sprawował bp Adam Lepa.

Następnego dnia relikwie przewieziono do zespołu szkół przy ul. Wodnej. By tam po wspaniałym pochodzie ulicą Wodną na szkolnym boisku w atmosferze radości ze swoim patronem spotkała się młodzież z wychowawcami. Młodzi zaprezentowali przedstawienie o życiu i działalności Świętego a potem została odprawiona uroczysta Msza św. Tu także bp Ireneusz Pękalski wskazał na św. Jana Bosko jako wzór dla każdego wychowawcy, kapłana pracującego z młodzieżą. Przybliżył też sylwetki dwójki błogosławionych, młodych ludzi - bł. José Luisa Sáncheza del Río, męczennika z okresu Christiady, i bł. Klary Badano, którzy swoim rówieśnikom mówili o „odwadze pięknego życia” i bycia świadkiem Chrystusa niezależnie od okoliczności. Bp Pękalski poświęcił medaliki z wizerunkiem św. Jana Bosko, które otrzymali obecni na uroczystości. Przy relikwiach swoje przyrzeczenie wstąpienia do Stowarzyszenia Salezjanów i Salezjanek Współpracowników złożyło 7 osób. Podczas uroczystości wielu młodych skorzystało z sakramentu pokuty i przystąpiło do Komunii św. Po kilkugodzinnym czuwaniu relikwie specjalnym autem odjechały do Bydgoszczy.

Reklama

Relikwiarz św. Jana Bosko jest osobliwy, ma bowiem postać figury wiernie oddającej postać świętego, w której zostały umieszczone relikwie - część prawego przedramienia. Symboliczna wymowa samych relikwii także jest znacząca - to prawą ręką ks. Jan Bosko między innymi witał się, ale także błogosławił i czyniąc znak krzyża w imieniu Chrystusa, odpuszczał grzechy w sakramencie pokuty.

Anna Skopińska

W rodzinie parafialnej

Podczas Mszy św. wieczornej sprawowanej w kościele św. Teresy i św. Jana Bosko abp Marek Jędraszewski podkreślił, że trudno znaleźć w drugiej połowie XIX wieku bardziej świetlaną postać niż św. Jan Bosko. On okazywał na co dzień, jak bardzo ważny jest drugi człowiek, że jest on istotą kochaną przez Boga.

Gdy patrzymy na relikwie św. Jana Bosko, dostrzegamy szczególny napis wzięty ze Starego Testamentu, będący zawołaniem Księdza Bosko już od początku jego kapłańskiej drogi: „Daj mi dusze, resztę weź sobie”. Św. Jan Bosko prosił Pana Boga, aby powierzył mu ludzkie dusze, by mógł je otoczyć miłością i doprowadzić do zbawienia. „Daj mi ludzkie dusze, bo człowiek to coś więcej niż zwierzę” - mówił ks. Bosko.

Nawiązując do sformułowań zawartych w dokumentach brukselskich, Ksiądz Arcybiskup zaznaczył, iż ma się wrażenie, że o człowieku mówi się w kategoriach zwierzęcia. Nie mówi się o miłości między kobietą i mężczyzną, ale o zdolności reprodukcyjnej. To jest oficjalny język dokumentów, które dążą także do tego, by w naszym sposobie myślenia i naszej wrażliwości nie patrzeć na drugą osobę jako na uduchowione ciało, na szczególną istotę będącą przedziwną syntezą materialności i duchowości. Za wszelką cenę chce się nas zmusić do myślenia o każdym drugim człowieku w czysto materialistycznych kategoriach. A św. Jan Bosko wyprzedzając tego ducha XIX, XX i XXI wieku, zwracał uwagę, że nie ma nic cenniejszego w człowieku niż jego wymiar duchowy, który należy najpierw uznać, a potem robić wszystko, by go wznosić do góry i ostatecznie ocalić i zbawić.

Henryk Tomczyk

W rodzinie salezjańskiej

Msza rodzinna - tak została nazwana Msza św. odprawiona w nocy z 6 na 7 czerwca w kościele św. Teresy i św. Jana Bosko w Łodzi. Było to czuwanie dzieci przy ojcu - księży salezjanów, sióstr salezjanek oraz salezjanów i salezjanek świeckich współpracowników.

Eucharystia była okazją dla zgromadzonych, by podziękować za osobę ks. Bosko. W homilii ks. Andrzej Wujek SDB, nowo mianowany przełożony Inspektorii Warszawskiej Salezjanów, mówił jak ks. Bosko był dyspozycyjny względem Boga i drugiego człowieka. Umiejętność tę zdobył w swoim domu, ucząc się jej od swojej mamy Małgorzaty. - Ta dyspozycyjność łączy się ściśle z wyrzeczeniem i umiarkowaniem, które duchowi spadkobiercy ks. Bosko mają stosować w wymiarze zarówno ściśle materialnym, jak też w przestrzeni swoich pragnień, tych duchowych i związanych ze swoją pobożnością - mówił ks. Andrzej Wujek SDB.

Po homilii księża salezjanie i siostry salezjanki, otaczając relikwie św. Jana Bosko, odnowili swoje śluby, zaś świeccy współpracownicy przyrzeczenia. O oprawę muzyczną spotkania, jak i całych obchodów peregrynacji relikwii św. Jana Bosko w Łodzi zadbał zespół „Acoustic Praise”, który przygotował nową płytę z piosenkami związanych z postacią patrona Salezjanów.

Po zakończonej Eucharystii czuwanie modlitewne przy relikwiach św. Jana Bosko trwało przez całą noc i było moderowane m.in. przez neokatechumenat, Kościół Domowy, Duszpasterstwo Akademickie „Węzeł” i Odnowę w Duchu Świętym.

Piotr Drzewiecki

Tagi:
relikwie św. Jan Bosko

Budujmy rzeczywistość duchową

2019-02-01 17:40

Anna Majowicz

31 stycznia przypada liturgiczne wspomnienie św. Jana Bosko, patrona młodzieży, założyciela zgromadzenia salezjanów. Rodzina Salezjańska w Środzie Śląskiej uroczystości rozpoczęła Eucharystią, której w kościele pw. św. Andrzeja Apostoła przewodniczył ks. Mikołaj Wyczałek SDB.

Anna Majowicz

W homilii kapłan mówił o działaniach Ducha Świętego, jego charyzmatach i darach. – Analizując obecność Ducha Świętego w różnych etapach historii zbawienia, dokonanego i ofiarowanego światu przez Chrystusa, nie sposób nie skupić się na największym dziele Bożego Ducha, którym jest budowanie Kościoła przy pomocy charyzmatów – rozpoczął. - Charyzmaty to działanie Ducha Świętego w konkretnym człowieku, aby służył nam, wspólnocie Kościoła. To dar, na który nie możemy sobie zasłużyć, ani go wysłużyć. Tym darem Duch Święty obdarzył św. Jana Bosko – kontynuował. Kapłan zwrócił uwagę na to, że znamy ks. Bosko główne z zewnętrznej strony (jako wielkiego działacza, tego, który dla młodzieży oddał swoje życie, który porywał do misji, który założył zgromadzenie salezjańskie), a musimy pamiętać, że to wszystko co ukazywał zewnętrznie wynikało z głębokiego bogactwa życia wewnętrznego, co z kolei wynikało z otwartości na Ducha Świętego i Jego działanie. Dodał, że dziś nadrzędnym działaniem Rodziny Salezjańskiej jest ukazanie młodemu człowiekowi właściwego projektu życia chrześcijańskiego, dzięki któremu będzie mógł w sposób nowy w dzisiejszym świecie prezentować postawę człowieka wierzącego, a swoje życie będzie budował według zasad wiary, wybierając wartości i postawy ewangeliczne. – Doprowadźmy młodzież do życia Duchem Świętym. Oni potrzebują naszego przykładu, by móc żyć dobrymi wartościami, ponieważ zło, jest zawsze bardziej pociągające. Jeśli nie stworzymy im środowiska wiary, jeśli nie będziemy budować rzeczywistości duchowej, to możemy ich stracić. Ale jest nadzieja! Mamy Ducha Świętego, który daje nam moc kontynuowania wielkiego dzieła św. Jana Bosko – podkreślił ks. Mikołaj Wyczałek SDB.

Zobacz zdjęcia: Uroczystość św. Jana Bosko w Środzie Śląskiej

W trakcie Eucharystii członkowie Stowarzyszenia Salezjańskich Współpracowników, działających przy średzkiej parafii, odnowili swoje przyrzeczenia. Po jej zakończeniu Rodzina Salezjańska spotkała się w Oratorium św. Jana Bosko na wspólnej agapie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polskie małżeństwo członkami watykańskiej dykasterii

2019-07-18 17:12

Rozmawiała Marta Mastyło / Kraków (KAI)

Choć pochodzimy z różnych światów, jesteśmy rodziną. Łączymy to, co pojedynczo zdarza się w innych rodzinach. Chyba właśnie to spodobało się w nas papieżowi Franciszkowi - mówi dr Aleksandra Brzemia-Bonarek, która wraz ze swoim mężem, dr. Piotrem Bonarkiem, powołani zostali na członków watykańskiej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Ekspertka opowiada o swoim małżeństwie, wychowaniu piątki dzieci i zadaniach, jakie małżonkom stawia w nowej posłudze Ojciec Święty.

Grzegorz Gałązka

Marta Mastyło (UPJPII): Została Pani z mężem powołana do Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Co przyczyniło się do tego, że Ojciec Święty Franciszek właśnie Państwu powierzył tę funkcję?

Dr Aleksandra Brzemia-Bonarek: Razem z mężem otrzymaliśmy informację we wrześniu ubiegłego roku. Zadzwonił telefon z Rzymu, żeby nas przygotować, zanim o fakcie dowiedzielibyśmy się z prasy. Później otrzymaliśmy dokument podpisany przez Sekretarza Stanu.
Ja nawet nie wiedziałam, że jestem wśród osób nominowanych do tej funkcji, cała ta procedura była objęta tajemnicą, nie mam pojęcia skąd taki wybór. Ale co ważne – jako małżeństwo jesteśmy członkiem dwuosobowym. Wśród członków dykasterii są trzy pary małżeńskie i mamy działać jako para, oprócz nas są jeszcze członkowie indywidualni.

- UPJPII: Porozmawiajmy więc o Pani rodzinie, małżeństwie, życiu zawodowym. Wspólnie poszukajmy odpowiedzi, co mogło sprawić, że dokonano w Watykanie takiego a nie innego wyboru?

- Jestem związana z Uniwersytetem Papieskim Jana Pawła II w Krakowie od 2007 roku, czyli od mojego doktoratu, ale etatowo zatrudniona zostałam w 2011 r. Jestem prawnikiem kanonistą, skończyłam Uniwersytet Kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie w zakresie dwóch kierunków – prawa i prawa kanonicznego, mam dwa dyplomy. Początkowo pracowałam jako adwokat kościelny przy sądach metropolitalnych w Katowicach i w Krakowie. A od 2010 roku jestem obrońcą węzła małżeńskiego przy Sądzie Metropolitalnym w Krakowie. Tutaj pracuję też w katedrze kanonicznego prawa procesowego na Wydziale Prawa Kanonicznego.
W wieku 25 lat wyszłam za mąż, mój mąż jest biochemikiem fizycznym, pracownikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Osiedliliśmy się tutaj w Krakowie ze względu na naukowy charakter pracy męża na uniwersytecie. W trakcie 19 lat małżeństwa porodziły nam się dzieci: mam 18-letniego Pawła, 16-letniego Filipa, który jest dzieckiem niepełnosprawnym, ma autyzm i niepełnosprawność intelektualną, później urodziły się dziś 10-letnia Krysia, 5-letni Jaś i 10-miesięczny Marcin.
Nie udzielam się w parafii, nie należę do żadnej grupy charyzmatycznej, nigdy nie byłam w oazie. Dlatego nie w naszej aktywności wspólnotowej należy szukać wytłumaczenia.

- UPJPII: Szukamy dalej… Może dla wielu osób, które Państwa znają, stanowicie po prostu jakiś wzór rodziny.

- My na pewno nie jesteśmy rodziną specyficzną, choć mamy dzieci więcej niż statystycznie. Mamy niepełnosprawnego syna, a to bardzo zmienia sposób funkcjonowania naszej rodziny, ponieważ musimy pod niego różne rzeczy ustawiać, on jest taką osią. On potrzebuje naszej opieki, jak również opieki swojego rodzeństwa.
Często jestem pytana o czym z mężem rozmawiamy, co nas łączy, bo prawnik kanonista i biochemik fizyczny to są absolutnie dwa różne światy, dwie metodologie itd. Ja nie do końca rozumiem to, czym zajmuje się mój mąż, w sensie naukowym, mnie to po prostu matematycznie przerasta. Natomiast pochodzimy z podobnych środowisk, obydwoje z Górnego Śląska i wartości charakterystyczne dla tego regionu są nam wspólne.
Myśmy się znali wcześniej z widzenia, ale poznaliśmy się dopiero na studiach, a konkretnie w pociągu. Ja jeździłam z Warszawy, mąż z Krakowa, ale z Katowic do rodzinnej miejscowości podróżowaliśmy już tym samym pociągiem.

- UPJPII: Wsiedliście do tego jednego pociągu i udaliście się we wspólną podróż przez życie. Czy są jakieś reguły, normy niezachwiane, jeżeli chodzi o rodzinę, w kwestiach wychowania dzieci?

- Ja jestem zwolennikiem rodziny różnopłciowej. Mężczyzna i kobieta tworzą rodzinę i inne „konfiguracje” są dla mnie po prostu sprzeczne z biologią, która w sensie ewolucji nas przecież determinuje. Zatem nie zgadzam się na to, aby osoby tej samej płci mogły adoptować dzieci. Drugą kwestią jest trwałość rodziny, w czym pomaga sformalizowanie związku. Myślę, że to publiczne określenie się bycia mężem i żoną daje bardzo solidną podstawę do tego, aby wziąć za rogi te obowiązki i te przyjemności, które się z tym łączą i próbować na tym bazować.
Oczywiście najlepiej, jeśli deklaracja życia wspólnego dla wierzących odbywa się w formie religijnej, ale w przypadku, gdy niektórzy nie mogą, to myślę także o wyłącznie cywilnych związkach. Widzę to na podstawie mojego doświadczenia z sądu kościelnego, że rzeczywiście w tych związkach, które są niesformalizowane, zawsze istnieje ta łatwiejsza możliwość „wyjścia z piaskownicy”, o wiele trudniej to zrobić, gdy się jest zorganizowanym w tej komórce podstawowej jaką jest małżeństwo, także to cywilne. Małżeństwo, czy to cywilne czy to kanoniczne, takie instytucjonalne, daje duże prawdopodobieństwo trwałości, o wiele większe niż związki nieformalne, jak na przykład konkubinaty.

- UPJPII: Jeżeli chodzi o wychowanie dzieci, zgadzacie się absolutnie we wszystkim? Macie pięcioro dzieci, przy czym każde z nich ma na pewno inny charakter, inną wrażliwość.

- Nie chciałabym jakoś laurkowo naszego małżeństwa pokazywać, ale wychowujemy dzieci w wolności „do”, a nie w wolności „od”. Staramy się traktować je podmiotowo, uwzględniając ich autonomię już od samego początku, już od etapu niemowlęctwa. Jak mały nie chce jeść kaszki, to nie musi, ale musi zjeść coś innego w miejsce kaszki. To funkcjonuje na takiej samej zasadzie odpowiednio w przypadku dzieci starszych. Ale wolność nie znaczy, że dzieci mogą robić wszystko, obowiązki w domu muszą być, ale te obowiązki muszą być naszymi obowiązkami wspólnymi. To nie jest tak, że ja wymagam od moich dzieci, by poszły w niedzielę do kościoła, a ja nie idę, bo wtedy przestaję być dla nich wiarygodna.
Jest jedno dziecko, które praktycznie nie ma żadnych obowiązków, to niepełnosprawny w stopniu znacznym Filip. Obowiązkiem moich dzieci jest w pewnym stopniu dbać o brata, ale równocześnie nie chcę ich obciążać nim na tyle, żeby czuły się przytłoczone faktem, że są w rodzinie z dzieckiem niepełnosprawnym, bo i tak jest im wiele rzeczy odbieranych właśnie przez to, że Filip ma pewne swoje stereotypy, zachowania i ograniczenia w kontaktach ze społeczeństwem. Np. na wakacje jeździmy do spokojnych, znanych mu miejsc, a zwiedzanie miast jest niemożliwe do realizacji.
Nie mam recepty na to, jak należy wychowywać dzieci. Myślę, że każda mama to wie intuicyjnie. Każda rodzina jest inna, nigdy nie podjęłabym się bycia osobą, która miałaby być jakimś wyznacznikiem. Nie czuję się profesjonalistką, chociaż jestem matką wielodzietną. Nasze dzieci też są różne, każde z nich urodziło się na innym etapie małżeństwa, pracy zawodowej; jedne w bloku, inne już w domu. Starsze się bawiły na placu zabaw pomiędzy blokami, a młodsze mają swój ogródek. To wszystko ma wpływ na wychowanie, na to jak się rozwijają.

- UPJPII: A sferę duchową należy pielęgnować razem?

- W zależności od osobistych zdolności i uwarunkowań. Nie ma dla wszystkich tej samej recepty.
Ja jestem człowiekiem ekstrawertycznym, mój mąż jest raczej introwertyczny. Taki człowiek, któremu bliższa jest praca w laboratorium. Nie lubi wielkich wystąpień publicznych, choć lubi wykładać, ale wystąpienia publiczne nie są jego żywiołem. My wszyscy w rodzinie jesteśmy nazbyt różnorodni. Np. 10-letnie dziecko jest głodne w danym momencie, Filip, ten niepełnosprawny, jest głośny, trudno nam byłoby w jednym czasie uklęknąć do wspólnego różańca. Natomiast kwestie wiary rozwiązuje się poprzez liczne rozmowy z dziećmi.
U nas nie ma tak, że „Pan Jezus jest w kościele”, a poza tym toczy się jakieś inne, normalne życie. Dla nas te sfery sacrum i profanum przenikają się ze sobą. Uważamy, że Pan Bóg jest obecny w naszej codzienności i dla nas cały czas ma miejsce ten cud stwarzania świata w postaci chociażby kwitnienia kwiatów, poprzez wszystko co się wokół dzieje.
Naszym dzieciom zwracamy na to uwagę właśnie w kontekście tego Bożego stworzenia. Mój syn najstarszy jest i jakoś nie ma w nim żadnej fazy buntu przeciwko religii. Lubię z dziećmi porozmawiać, na przykład o czym była mowa na kazaniu. Rozmowy teologiczno-religijne powinny być częścią życia każdego inteligenta, ponieważ mamy życie duchowe i powinniśmy je w sobie rozwijać.
Choć pochodzimy z różnych światów, jesteśmy rodziną. Łączymy to, co pojedynczo zdarza się w innych rodzinach. Chyba właśnie to spodobało się w nas papieżowi Franciszkowi. Myśmy się „skompresowali” i może stąd właśnie na nas padł wybór.

- UPJPII: To istotne, by mama i tata mówili jednym głosem?

- Tak. W sprawach kluczowych dzieci muszą mieć fundament solidny, żeby się czuły bezpieczne. Więc musimy w sprawach najważniejszych mówić jednym głosem. Dobrze jest to sobie ustalić wcześniej i oczywiście nie w ich obecności. Nie jest dobrze, gdy dzieci dostają z różnych stron inny przekaz. One do pewnego momentu potrzebują bardzo jasnego stanowiska. Odcienie szarości poznają z czasem, jak są coraz starsze, do tego też ich trzeba przygotować. Świat nie jest czarno-biały, ale warto mieć czarno-białe ideały, bo one pozwalają mieć ten kompas później.

- UPJPII: Dotknęliście już Państwo tego, czego wymaga od was nowa funkcja?

- Byliśmy na pierwszym spotkaniu w dykasterii. Pojechaliśmy z mężem i z dwójką naszych dzieci. Przedstawiliśmy się sobie.
Dykasteria mieści się na Zatybrzu w bardzo dużym czteroskrzydłowym budynku. W kwietniu trwały tam jeszcze takie ostatnie szlify remontowe przed listopadem, kiedy odbędzie się pierwsze zebranie plenarne wszystkich członków dykasterii. Będzie w nich uczestniczyć papież Franciszek. Mają trwać trzy dni. Odbywają raz do roku. To są takie nasze obowiązkowe spotkania, kiedy musimy pojechać do Rzymu.
Oprócz tego odbywają się jeszcze spotkania robocze, ich częstotliwość jest już kwestią bardziej indywidualną. Wiadomo, że te osoby, które mieszkają bliżej, będą na nich częściej. Prefekt dykasterii kard. Kevin Farrell bardzo ceni sobie nowinki technologiczne. Stąd, gdy poszliśmy do tej dykasterii, to mimo remontu, widać było jak nowoczesne jest to miejsce. Każdy z pokoi jest zaopatrzony w ergonomiczne meble i we wszystko co potrzebne do robienia telekonferencji. Pokoje, w których odbywać się będą dyskusje i rozmowy, są już przygotowane dla tłumaczy kabinowych. Wśród świeckich członków dykasterii, pochodzących przecież z różnych krajów, dominuje język angielski.
Członków dykasterii jest kilkudziesięciu. Są to księża, a pośród nich kilku biskupów, są też siostry zakonne, osoby z laikatu, poszczególne osoby świeckie i trzy małżeństwa. Jeżeli chodzi o Polaków, to jesteśmy jedyni w tym gronie. Dwie pary są z Europy, a jedna z Azji.
W ogóle ta dykasteria to bardzo umiędzynarodowiona instytucja. Pracownicy pochodzący z różnych państw w większości mieszkają we Włoszech, ale w pracy wspomagają nas jeszcze konsultorzy, są to osoby wyróżniające się jakąś szczególną wiedzą w danym zakresie. Nie są oni stałymi pracownikami dykasterii, ale są wzywani w sytuacjach, gdy potrzebna jest ich ekspercka opinia. Wśród nich też są zarówno duchowni jak i osoby świeckie, także w małżeństwie, jak i samotne.

- UPJPII: Jak wyglądało to pierwsze spotkanie?

- Pokazano nam zakres spraw, które zostaną nam przekazane do zapoznania się. To są takie jakby programy badawcze, którymi przez najbliższych 5 lat ma zająć się dykasteria.

- UPJPII: Dykasteria jest w jakikolwiek sposób decyzyjna, czy po prostu wydaje opinie, z którymi można, ale i niekoniecznie trzeba się liczyć?

- Dykasterie i kongregacje to są jakby takie ministerstwa przy papieżu. Dykasteria to organ wykonawczy i opiniujący dla papieża, pamiętajmy przecież, że w Kościele nie ma demokracji, tylko hierarchia.
Działalność dykasterii można było niedawno zauważyć w sytuacji starań o ocalenie Vincenta Lamberta, Francuza, który w stanie minimalnej świadomości przeżył 11 lat. O jego życie walczyli jego rodzice, episkopat Francji, a także sam papież Franciszek i właśnie dykasteria.

- UPJPII: Proszeni o opinie musicie robić jakieś badania, czy opieracie się państwo głównie na własnej wiedzy i doświadczeniu? Zastanawia mnie, ile czasu będziecie musieli państwo poświęcić temu zadaniu?

- Dlatego kardynał tak szpikuje te pomieszczenia dykasterii różnymi urządzeniami technicznymi, gdyż jest bardzo praktyczny i chciałby te nasze wyjazdy do Rzymu ograniczyć do minimum, a żebyśmy się przede wszystkim kontaktowali z nim i z jego pracownikami za pomocą telekonferencji. Tak w większości będą wyglądać nasze spotkania. Byliśmy pytani, czy możemy mieć w domu szerokopasmowy internet, abyśmy mogli się porozumiewać nie tylko z nim, ale także z innymi równolegle. Ja byłam pod wrażeniem tej nowoczesności, przy zachowaniu wszystkich wymogów architektonicznych.

- UPJPII: Ucieszyła się Pani otrzymaną nominacją, czy przestraszyła kolejnego obowiązku?

- Gdy powiedział mi o tym zaprzyjaźniony ksiądz profesor, to poprosiłam go, żeby sobie tak nie żartował. Mój mąż nazywa siebie accidental member, przypadkowym członkiem. On się zdziwił najbardziej. Ale dostaliśmy takie sygnały, że Ojcu Świętemu chodziło o to, aby wśród członków znalazły się takie osoby, które prawdziwie żyją, w rzeczywistym świecie, który być może dla części duchowieństwa pozostaje zupełnie nieznany. Nie byliśmy z klucza, z ludzi którzy krążą cały czas po orbicie probostwa i szkółki parafialnej, szczególnie mój mąż żyje w realiach środowiska, które jak przychodzi w niedzielę do kościoła to jest dobrze.

- UPJPII: Macie taką świadomość, że będziecie mieć wpływ na losy świata w tych dziedzinach, którymi zajmuje się dykasteria?

- Jeżeli dostanę jakieś zadanie, to je będę musiała wykonać najlepiej jak potrafię, ponieważ może to być jedyna okazja, żeby przedstawić coś, co może być później tym kamykiem do ogródka zmian.
Obliguje mnie to do bardzo rzetelnej i obiektywnej pracy, bo Ojciec Święty pewnie będzie oczekiwał od nas rzeczywistego pochylenia się nad sprawą. On nie chce, żeby to były komplementy, nie chce pochlebstw, mówienia, że wszystko jest w porządku, wszystko ładnie. Wymaga analizy jakiegoś zagadnienia. Być może dlatego nasza metodologia naukowa była papieżowi potrzebna.

- *** Małżonkowie są pracownikami naukowymi: Aleksandra – Wydziału Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, Piotr – Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Są rodzicami pięciorga dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież wspomniał 50. rocznicę lądowania na Księżycu

2019-07-21 12:13

st, tom (KAI) / Watykan

"Wczoraj minęło pięćdziesiąt lat od chwili kiedy człowiek postawił stopę na księżycu, realizując niezwykłe marzenie" - przypomniał Franciszek podczas niedzielnej modlitwy "Anioł Pański" w Watykanie. 50 lat temu – w nocy z 20 na 21 lipca 1969 r. odbyło się lądowanie i pobyt dwóch Amerykanów na Księżycu.

Grzegorz Gałązka

"Wczoraj minęło pięćdziesiąt lat od chwili kiedy człowiek postawił stopę na księżycu, realizując niezwykłe marzenie. Niech pamięć tego wielkiego kroku dla ludzkości rozpali pragnienie wspólnego dążenia do jeszcze większych celów: więcej godności dla słabych, więcej sprawiedliwości między narodami, więcej przyszłości dla naszego wspólnego domu" - powiedział papież.


Mądrość serca polega na umiejętności połączenia dwóch elementów: kontemplacji i działania - przypomniał Franciszek podczas dzisiejszej modlitwy "Anioł Pański" w Watykanie. Papież nawiązując do fragmentu dzisiejszej Ewangelii opowiadającym o wizycie Jezusa w domu Marty i Marii i postawach dwóch sióstr zachęcił abyśmy „stawali u stóp” Jezusa, aby Go słuchać, gdy objawia nam tajemnicę wszystkiego i z drugiej strony byli usłużnymi i ochotnymi w gościnności, kiedy przechodzi On i puka do naszych drzwi z obliczem przyjaciela, który potrzebuje chwili ukojenia i braterstwa".

Papież nawiązał do fragmentu dzisiejszej Ewangelii opowiadającym o wizycie Jezusa w domu Marty i Marii, sióstr Łazarza. Maria porzuca wszystko i słucha słów Jezusa. "Dlatego dla każdego z nas, podobnie jak i dla Marii, żadne zajęcie czy troska nie powinny nas trzymać z dala od Boskiego Mistrza" - powiedział Franciszek.

Wskazując na postawę Marii papież zachęcił abyśmy się umieli zatrzymać pośrodku dnia i być z Panem, który „przechodzi”, aby następnie powrócić, z większą pogodą ducha i skutecznością do rzeczy powszednich. - Jezus zdaje się powtarzać każdemu z nas: „Nie daj się przytłoczyć tym, co masz do zrobienia, ale słuchaj przede wszystkim głosu Pana, aby dobrze wypełniać zadania, które wyznacza ci życie” - mówił Ojciec Święty.

Z kolei papież wskazał na postawę Marty, która była całkowicie pochłonięta licznymi posługami i której Jezus powiedział: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele”. "Tymi słowami z pewnością nie ma zamiaru potępiać postawy służby, lecz raczej pośpiech, z jakim niekiedy żyjemy. Także my podzielamy troskę świętej Marty i na jej wzór staramy się zapewnić, abyśmy w naszych rodzinach i wspólnotach żyli poczuciem gościnności, braterstwa, żeby każdy mógł czuć się jak „w domu”, zwłaszcza najmniejsi i ubodzy" - wyjaśniał Franciszek.

Papież zwrócił uwagę, że dzisiejsza Ewangelia przypomina nam, że mądrość serca polega właśnie na umiejętności połączenia tych dwóch elementów: kontemplacji i działania. "Jeśli chcemy zasmakować życia z radością, to musimy powiązać te dwie postawy: z jednej strony, „stawać u stóp” Jezusa, by Go słuchać, gdy objawia nam tajemnicę wszystkiego; z drugiej strony być usłużnymi i ochotnymi w gościnności, kiedy przechodzi On i puka do naszych drzwi z obliczem przyjaciela, który potrzebuje chwili ukojenia i braterstwa" - stwierdził Franciszek.

Na zakończenie wezwał: "Niech Najświętsza Maryja, Matka Kościoła, da nam łaskę miłowania i służenia Bogu i naszym braciom z rękoma Marty i sercem Marii, abyśmy zawsze trwając na słuchaniu Chrystusa mogli być budowniczymi pokoju i nadziei".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem