Reklama

Wokół pamięci o zbrodni wołyńskiej

2013-07-22 13:55

Abp Józef Michalik
Niedziela Ogólnopolska 30/2013, str. 16-17

Stanislaw Kosiedowski/ pl.wikipedia.org
Pomnik ofiar OUN-UPA we Wrocławiu

Zdaję sobie sprawę, że mój głos nie jest głosem historyka, ale duszpasterza, który w tym wypadku jednak musi się odnieść do historii. Historia relacji między Polską i Ukrainą oraz wszystkimi naszymi sąsiadami jest bardzo ważna, mimo że niekiedy bywa raną niezagojoną i w wielu miejscach krwawi. Uzdrowienie leży w rękach ludzi. Nie wszystko da się zrzucić na innych, na sprawców wojen czy na sploty wydarzeń, bo jakże często i my mamy tu swój udział, np. w ujawnianiu lub zakłamywaniu prawdy historycznej, a przez to w zapobieganiu złu lub przyśpieszaniu reakcji nienawiści, prowadzących do kolejnej wojny i kolejnych ran.

Wojna między narodami jest zawsze złem, bo poprzez przemoc dąży do zawładnięcia dóbr materialnych, niszcząc przy tym ludzi. Jest zaprzeczeniem kultury twórczego współżycia, burzy hierarchię wartości, przekreśla etykę braterstwa i miłości… Po 70 latach od wydarzeń wołyńskich widzimy, jak wiele zburzono w naszej kulturze wewnętrznej, m.in. poczucie prawdy, dlatego trudno nam dziś rozeznać, a jeszcze trudniej przyjąć prawdę o negatywnych wydarzeniach sprzed lat.

Historia i teraźniejszość

Temat zbrodni wołyńskiej, bolesny i zapomniany, był pilnie „strzeżony” przed społeczeństwem, ale przechował się w pamięci kolejnego pokolenia Polaków, mimo że docierał do nas we fragmentarycznych opowieściach konkretnych ludzi. Ale może dlatego, że te opowieści były mrożącymi krew w żyłach świadectwami konkretnych ludzi, dotykały nas od wewnątrz, wkodowywały się w naszą świadomość, mówiąc bez słów coś niezwykle ważnego: że w relacji Polaków do Ukraińców jest jakaś rana bolesna, ropiejąca, która się nie chce zagoić.

Reklama

Za początek „wydarzeń” wołyńskich związanych z antypolską akcją, lub ściślej: czystką narodowościową, historycy uznają dzień 9 lutego 1943 r. i zabójstwo 155 Polaków w kolonii Parośla na Wołyniu. Szczytowym dniem mordu był 11 lipca 1943 r. (niedziela), obejmujący kilkadziesiąt miejscowości, zaś ostatnim wydarzeniem było zamordowanie kilkudziesięciu polskich cywilów na Chełmszczyźnie przez OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) i UPA (Ukraińska Powstańcza Armia) 18 maja 1945 r. Zakreślenie tych ram jest bardzo ważne, zawiera bowiem wiele tragedii i dramatów, które miały miejsce także w Galicji. Przypomina nam jednak, że w tym czasie z ręki Polaków, w ramach obrony, odwetu czy zemsty, zginęło także wiele tysięcy Ukraińców.

Sondaż CBOS-u z czerwca 2008 r. na temat wydarzeń wołyńskich z roku 1943 wykazał, że na pytanie: „Kto padł ofiarą zbrodni?” 54 proc. respondentów odpowiedziało, że nie wie, a nieco większy procent (57 proc.) - że nie wie, kto tej zbrodni dokonał (cyt. za: Ewa Siemaszko, „Ludobójstwo Polaków na Wołyniu…”), ale ta niewiedza tym bardziej była bolesna dla tych, których bliskich dotknęło cierpienie, i którym przez tę niewiedzę jeszcze pomnażano ból.

Ustalenie faktów pozornie nie jest trudne, trudniej jest ustalić dokładnie liczby ofiar, ale prawdziwą trudność stanowi przyjęcie faktów. I tu konieczna jest wspólna praca historyków polskich i ukraińskich, jednak zrodzona ze wspólnej woli polityków, społeczników i opinii publicznej z obydwu stron.

Faktem bezspornym jest, że zbrodni w 1943 r. dokonano tuż przed wkroczeniem Rosjan na teren Wołynia i dokonali jej równolegle w różnych miejscowościach jeszcze niedawni obywatele polscy narodowości ukraińskiej na Polakach - sąsiadach, z którymi żyli na tej samej ziemi.

Faktem jest także, że OUN powstała w 1929 r. na terenie II Rzeczypospolitej Polskiej, zakładając jako swój dalekosiężny cel wywalczenie niepodległego państwa ukraińskiego, co samo w sobie jest godne i nie powinno budzić sprzeciwu. Błędem jednak było przyjęcie przez OUN koncepcji państwa tylko dla Ukraińców (wg idei Dmytro Doncowa), bez miejsca dla innych narodowości (Polacy w 1939 r. stanowili na Wołyniu zaledwie 10-15 proc. mieszkańców). Zgubne też było przyjęcie przez OUN zasady „stosowania twórczej przemocy” oraz „dekalogu nacjonalisty”, będącego zaprzeczeniem dekalogu chrześcijańskiego.

Moc ognia nienawiści

Zbrodnia wołyńska nie zrodziła się nagle, ale była znacznie wcześniej przygotowana (od 1941 r.) postulatami, aby ludność ukraińska (będąca na tych terenach większością) generalnie i definitywnie rozprawiła się z ludnością polską.

Narastanie nienawiści wzmagało się, psując relacje między dawnymi sąsiadami. Znany jest refren piosenki jawnie i powszechnie śpiewanej przez policję ukraińską i bojówki OUN, który brzmiał: „Śmierć, śmierć Polakom, śmierć, śmierć moskiewsko-żydowskiej komunie”.

Już w lutym 1943 r. na III Konferencji OUN postanowiono „usunąć” wszystkich nie-Ukraińców, którzy zajęli tamtejsze ziemie. Morderstwa na Polakach zaczęły przybierać masowy charakter. Latem 1943 r. przez Wołyń przetoczyły się dwie fale mordów w ok. 100 miejscowościach. Łącznie zginęło ok. 60 tys. Polaków (wg innych historyków - 120 tys.), nie oszczędzano także dzieci (obliczenia historyków ukraińskich są znacznie niższe i mówią o 40 tys. zabitych Polaków).

Historia powtórzyła się w roku 1944 w Małopolsce Wschodniej, ale w mniejszym zakresie, bo tu Polacy stawili znacznie większy opór, stosując bardzo często odwet. Historycy podają, że banderowcy w 1944 r. zamordowali w trzech małopolskich województwach co najmniej 35 290 Polaków. Pewnie mniejsza lub podobna liczba dotyczy zabitych Ukraińców.

Agresja OUN - UPA skierowana była również wobec Kościoła katolickiego (tylko 11 lipca 1943 r., w tzw. krwawą niedzielę, zaatakowano ludność i spalono 5 świątyń), zginęło wielu księży i spalono wiele kościołów.

Przypominając te bolesne wydarzenia, za niebezpieczne i niewłaściwe uważam interpretowanie historycznych faktów kluczem politycznym i nie chcę wyręczać historyków w ustalaniu przebiegu czy sprawców zbrodni. Znając wymiar zbrodni, pragniemy uczcić Ofiary zarówno Polaków, jak i Ukraińców, którzy wtedy zginęli, i w naszych spotkaniach z przedstawicielami Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie i w Polsce chcemy przeprosić Pana Boga za przekroczenie Jego przykazań, odciąć się od myślenia i ducha, który prowadzi do nienawiści. Chcemy powiedzieć, że nigdy zbrodnia, nienawiść i przemoc nie przynoszą chwały jednostkom ani narodom i nigdy zbrodni nie godzi się wybielać, zamazywać czy nawoływać do odwetu lub pomsty. Zło zwycięża się dobrem, przebaczeniem, pojednaniem.

Szczerość i prawda - warunek pojednania

Przebaczenie i pojednanie, do którego dążymy, jeśli ma być szczere, musi być tak głębokie, jak głęboka była wina. Potrzebne jest oczyszczenie pamięci poprzez poznanie bolesnej prawdy z gotowością uznania win i przebaczenia.

Nie potępiamy dzisiejszych Ukraińców za zbrodnię wołyńską z 1943 r., ale mamy nadzieję, że się od niej szczerze odcinają. Potrzebne są zatem słowa, znaki i czyny. Są one trudne. Czy są już teraz możliwe?

Nie wolno dziś zapomnieć, że w tym niezwykle okrutnym czasie zdarzali się Ukraińcy, którzy z narażeniem życia ratowali Polaków. Są chwałą Ukrainy i trzeba o nich głośno mówić i za nich dziękować Panu Bogu. Zwłaszcza byli to duchowni prawosławni i greckokatoliccy. Nie brak też świadectw odwagi ze strony historyków - Ukraińców, którzy po wojnie, z narażeniem się na niesłuszne oskarżenia docierali do prawdy o wołyńskiej zbrodni. Oni są także chlubą Ukrainy.

Chrześcijanin umie się przyznać i umie przebaczyć

Historia relacji Kościoła katolickiego w Polsce i Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie wobec pojednania datuje się już od roku 1945, kiedy to kard. August Hlond spotkał się w Rzymie, w Kolegium św. Jozafata, z bp. Iwanem Buczko. W 1988 r. grekokatolicy świętowali na Jasnej Górze tysiąclecie chrztu Rusi, ponieważ wtedy jeszcze nie mogli świętować na Ukrainie. 27 czerwca 2001 r. we Lwowie, w czasie wizyty Jana Pawła II, kard. Lubomyr Huzar przepraszał za dokonane przez swoich wiernych historyczne winy. 19 czerwca 2005 r. w Warszawie i 26 czerwca we Lwowie miało miejsce uroczyste pojednanie i został wydany wspólny list. Rok 2013 przyniósł inicjatywę abp. Światosława Szewczuka i Konferencji Episkopatu Polski w sprawie przebaczenia zbrodni wołyńskiej, a prawosławny patriarcha Filaret z Kijowa, w nawiązaniu do Wołynia, nawoływał do pojednania i wybaczenia.

Warto też wspomnieć, że biskup rzymskokatolicki Marcjan Trofimiak przed kilku już laty wyjednał u Stolicy Apostolskiej pozwolenie, aby w 2. niedzielę lipca w kościołach diecezji łuckiej odprawiano Msze św. wg rytuału Dnia Zadusznego jako zadośćuczynienie za nigdy niedokończone Msze wołyńskie z 11 lipca 1943 r.

Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, abyśmy uczcili pomordowanych na Wołyniu Polaków, Żydów, Czechów i tych Ukraińców, którzy próbowali ich ratować, byśmy odnaleźli w sobie odwagę zarówno do przyznania się do win, jak i do ich przebaczenia, co w naszym chrześcijańskim przypadku jest obowiązkiem, może trudnym, ale ważnym, weryfikującym naszą wiarę. Rodzinom pomordowanych na Wołyniu należą się uczucia naszej bliskości i słowa przeproszenia za dziesięciolecia milczenia w tej sprawie.

Twórczą sprawą jest umiejętność wyciągnięcia wniosków na przyszłość i wola odżegnania się od różnego rodzaju prowokacji konkretnych ludzi czy ugrupowań, jakie i dziś, niestety, dają znać o sobie, świadcząc, że gdzieś tam zły ogień się tli. Tego ognia nienawiści tolerować się nie godzi.

* Bezpośrednią decyzję o wymordowaniu ludności polskiej w 1943 r. podjęły prawdopodobnie trzy osoby: dowódca UPA na Wołyniu Dmytro Kljaczkiwskij („Kłym Sawur”), Wasyl Iwachiw („Sonar”) i Iwan Łytwynczuk („Dubowyj”) (wg Joanna Wieliczka-Szarkowa, „Polonia Christiana”, nr 32/2013, s. 77). Stepan Bandera bowiem przebywał w tym czasie w niemieckim obozie koncentracyjnym.

Tagi:
abp Józef Michalik Wołyń

Warszawa: Msza św. w 76. rocznicę „krwawej niedzieli” na Wołyniu

2019-07-11 13:30

kos / Warszawa (KAI)

Ks. ppłk Mirosław Biernacki, kapelan środowisk 27 Dywizji Piechoty AK, przewodniczył w katedrze polowej Mszy św. w intencji ofiar rzezi wołyńskiej. Dziś obchodzimy 76. rocznicę tzw. „krwawej niedzieli”, ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na polskich mieszkańcach Wołynia i Małopolski Wschodniej. Po Mszy św. pod tablicą upamiętniającą ofiary rzezi wołyńskiej złożone zostały kwiaty. Od 2016 r. dzień 11 lipca obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP.

Łukasz Krzysztofka/Niedziela
Łukasz Krzysztofka/Niedziela

W homilii ks. ppłk Mirosław Biernacki, wskazując na patrona dnia, św. Benedykta z Nursji przypomniał, że z jego reguły czerpało inspirację dla swoich praw wiele powstających we wczesnym średniowieczu zakonów i bractw. Dodał, że wiele z zapisanych przez patrona Europy praw, dotyczy nie tylko zakonników, ale także zwykłych ludzi, jak jest ze znaną benedyktyńską dewizą ora et labora (módl się i pracuj). – Kiedy zabraknie modlitwy, kiedy zabraknie odniesienia do Boga, wówczas wydarzać się mogą rzeczy podłe, do których nie chcielibyśmy przykładać ręki – mówił kapelan.

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Ks. Biernacki zaapelował o pamięć o ofiarach zbrodni dokonanej przed 76 laty i przestrzegł przed wszystkimi, którzy z rzezi wołyńskiej chcieliby uczynić oręż do bieżącej walki i siania nienawiści. – Jesteśmy ludźmi wiary. Ora et labora zobowiązuje. Jeśli działamy, to tylko wtedy kiedy nasza wiara podpowiada nam, jak należy działać. A modlitwa i wiara nasza mówią o przebaczeniu, miłości, pomimo pozostających krwawych ran. Zapomnieć się nie da. Pragniemy pamiętać, ale wychodząc z perspektywy wiary, wierzymy, że to co się stało nie może się powtórzyć – powiedział. Ks. Biernacki dodał, że trzeba chronić kolejne pokolenia i nie wolno przekazywać im nienawiści.

W uroczystości wzięli udział m.in. Jan Józef Kasprzyk, Szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, Małgorzata Gosiewska, wicemarszałek Sejmu, gen. dyw. Krzysztof Król, zastępca szefa Sztabu Generalnego, Andriej Deszczycia, ambasador Ukrainy w Polsce, poczty sztandarowe m.in. sztandar 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, kresowianie, kombatanci i mieszkańcy Warszawy.

Eucharystię koncelebrowali księża związani ze środowiskami kresowymi i wołyniakami m.in. ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który zaapelował do obecnych przedstawicieli władz, aby wsparli działania środowisk wołyńskich o przeprowadzenie ekshumacji i godny pochówek ofiar ludobójstwa. Podkreślił, że od kilku lat na Ukrainie obowiązuje „barbarzyński zakaz ekshumacji” poległych i pomordowanych. Zwrócił uwagę, że jest to jedyny kraj w Europie, w którym taki zakaz obowiązuje. Dodał, że pełne pojednanie bez ekshumacji i pochowania ofiar nie będzie możliwe.

– Apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli, do Europy, aby wstawili się za nami w sprawie pochówków ofiar (…) Modlimy się dzisiaj o prawdziwe pojednanie, nie o puste deklaracje i słowa – powiedział. Dodał, że godny pochówek to obowiązek moralny. – Dość mówienia, dość deklaracji, przejdźmy do czynów, to jest nasz obowiązek moralny, aby w godny sposób upamiętnić ofiary i na tej pamięci i prawdzie budować wspólne relacje polsko-ukraińskie – zachęcał ks. Isakowicz-Zaleski.

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Po błogosławieństwie i odśpiewaniu pieśni „Boże, coś Polskę…”, minister Jan Józef Kasprzyk złożył kwiaty pod odsłoniętą i poświęconą w zeszłym roku tablicą upamiętniającą ofiary rzezi wołyńskiej.

W południe przed Grobem Nieznanego Żołnierza odbyła się uroczysta zmiana posterunku honorowego, a o godz. 14 na Skwerze Wołyńskim odbędą się centralne uroczystości upamiętniające rzeź wołyńską.

11 lipca 1943 roku, w tzw. „krwawą niedzielę”, sotnie UPA i OUN przy udziale chłopów ukraińskich uzbrojonych w siekiery, widły, noże, w sposób skoordynowany zaatakowały ok. 100 polskich wsi, głównie w powiatach włodzimierskim i horochowskim. Polacy zgromadzeni w kościołach w czasie Mszy świętych byli otaczani i w bestialski sposób mordowani przez swoich sąsiadów. Zbrodnie na ludności polskiej trwały wiele dni. Nie był to pierwszy atak, jednak to właśnie w lipcu nastąpiło ich nasilenie. W tym czasie zamordowano ok. 10 tys. Polaków.

W latach 1942–1945 w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zginęło ok. 100 tys. Polaków. Kolejne kilkaset tysięcy zostało zmuszonych do wyjazdu. W akcjach odwetowych zginęło ok. 10-12 tys. Ukraińców.

22 lipca 2016 Sejm RP ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. Sejm oddał w niej hołd wszystkim obywatelom II Rzeczypospolitej zamordowanym przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1943–1945.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O. Leon Knabit o atakach na abp. Jędraszewskiego

2019-08-08 07:26

Wiem, co piszę. Spodziewałem się, że kiedyś ktoś zażąda dymisji O. Gużyńskigo. I stało się tak, choć ja takiej postawy nie popieram, jak to ostatnio pisałem. Natomiast ataki na abpa Jędraszewskiego uważam za kolejne akcje przeciwko krakowskim Pasterzom.

Piotr Drzewiecki

Księcia Metropolitę Sapiehę chciano aresztować i potem wyrzucić z Polski. „Wojtyła zdrajca” -pisało na budynku przy Franciszkańskiej 3, Kardynałowi Macharskiemu grożono śmiercią. I ci wszyscy krzykacze przeminęli. Przeminą i ci aktualni, a Kraków? Będzie miał kolejnego arcybiskupa. Cała ta Czwórka odznaczała się głębokim patriotyzmem, rozumiała wartości, na których budowało się i trwało Państwo Polskie i nigdy nie występowała przeciw konkretnemu człowiekowi. Kardynał Wojtyła, już jako papież wołał na Błoniach 10 czerwca 1979 roku: „Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka? Oczywiście że można. Człowiek jest wolny.

Ale - pytanie zasadnicze - czy wolno? I w imię czego „wolno?” Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu, i rodakom, i narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć: NIE temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?! Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło?” I upłynęło czterdzieści lat, by metropolita szczeciński, abp Andrzej Dzięga, mógł napisać:

„Obserwując obecne zmaganie kulturowe, w ostatnich kilkunastu latach szczególnie intensywne w Polsce, a w ostatnich miesiącach jeszcze nasilające się na polskiej ziemi, widzimy, że nie jest to zwykłe przeciwstawienie społeczno-politycznych poglądów tzw. lewicowych i prawicowych, ale że jest to radykalne przeciwstawienie: Droga Bożej Prawdy przeciwko drodze zwykłego, pogańskiego bezbożnictwa.”

A więc jasne. Wybierajmy. Jeśli zaś ktoś wystąpi jako katolik przeciw własnemu biskupowi, to stawia się sam po określonej stronie. Załączone zdjęcie pokazuje, co się działo na Franciszkańskiej po śmierci Jana Pawła II. Nie będziemy się licytowali co do ilości uczestników sobotniego spotkania, ale przyjdźmy na modlitwę na 15-ą. Śpiewaliśmy Papieżowi przed laty „Cracovia semper Fidelis – Kraków zawsze wierny”. Czy usłyszy te słowa w Domu Ojca 10 sierpnia, właśnie w rocznicę Bierzmowania Dziejów?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niezwykłe tajemnice Wrocławia!

2019-08-20 21:39

Agata Pieszko

Dziś we Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej odbyło się spotkanie autorskie Wojciecha Chądzyńskiego, historyka, przewodnika i nauczyciela, który opowiedział gościom o swojej najświeższej publikacji „Wrocław. Wydarzenia niezwykłe”.

Agata Pieszko

Pan Wojciech jest także autorem takich pozycji jak „Wrocław, jakiego nie znacie”, czy „Tajemnice wrocławskiej katedry i Ostrowa Tumskiego”, zawierających fakty i legendy o miejscach, którymi przechodzą codziennie setki mieszkańców oraz turystów. Spotkanie z Wojciechem Chądzyńskim poprowadziła Adrianna Sierocińska, redaktorka Radia Rodzina, która od poniedziałku do piątku o godz. 10:10 prowadzi na antenie cykl „Książka na wakacje”. Legendy Wojciecha Chądzyńskiego stały się sposobem na przekazywanie suchych faktów historycznych, a tym samym inspiracją dla wielu wrocławskich przewodników.

– Jestem przewodnikiem po Wrocławiu. Bardzo często podczas wycieczek grupy zwiedzające niezbyt uważnie słuchały części historycznej. Wpadłem wtedy na pomysł, żeby opowiadać legendy, które stały się taką wisienką na torcie – mówi Wojciech Chądzyński – Wrocław w 1945 r. opuścili Niemcy, ze wschodu przyjechali ludzie ze swoją kulturą, w związku z czym miasto nie miało zbyt wielu swoich legend, przynajmniej takich dotyczących zachowanych zabytków, więc postanowiłem stworzyć aktualne legendy. Nie pamiętamy, kiedy wybudowano Wawel, ale legendę o Smoku Wawelskim zna każdy.

Autor dodaje, że w szkołach niegdyś nauczano o patriotyzmie lokalnym, dużo mówiono o mieście, jego historii i mieszkańcach, a dziś ten zwyczaj niestety zanikł. Warto więc sięgać po książki pana Wojciecha, żeby zgłębiać swoją wiedzę o mieście, w którym się żyje, ale także po to, by móc oprowadzić po nim swoich najbliższych bez pomocy przewodnika. Jeśli chcesz poznać historię schadzek Brahmsa, opowieść o sprycie wrocławskich mniszek, i przeczytać o powstaniu Hali Targowej z wiśnióweczką pani Adeli w tle – daj się porwać w świat wyobraźni Wojciecha Chądzyńskiego!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem