Reklama

Wiadomości

Dziecko ma być niemieckie i już!

Niedziela Ogólnopolska 33/2013, str. 38-39

[ TEMATY ]

dzieci

Niemcy

dziecko

Archiwum prywatne Wojciecha Pomorskiego

KATARZYNA WOYNAROWSKA: - Jak wieloma sprawami zajmuje się w tej chwili stowarzyszenie, które Pan założył?

WOJCIECH POMORSKI: - Do naszego stowarzyszenia Dyskryminacja.de non stop zgłaszają się ludzie z prośbą o pomoc, bo niemiecki urząd ds. zarządzania dziećmi i młodzieżą, czyli Jugendamt, w dzisiejszej formie założony w 1939 r. przez Hitlera, którego celem była germanizacja dzieci, nawet wbrew korzystnym dla rodziców wyrokom sądu, przetrzymuje w przytułkach lub w tzw. rodzinach zastępczych ich dzieci. Zdarza się, że mamy 2-3 telefony lub e-maile dziennie, a są i takie dni, że mamy ich kilkanaście. W tej chwili toczy się kilka spraw, gdzie próbuje się, jak to zazwyczaj bywa, psychiatryzować polskich rodziców, by za wszelką cenę odebrać im dzieci. Pamiętajmy, że rodziny, o których tu mówię, to nie żadna patologia (ta stanowi może 2 proc.), lecz ludzie zaradni życiowo, często z wyższym wykształceniem, a ich jedyną „winą” jest to, że są Polakami. Wystarczy jakikolwiek wydumany powód, np. że dziecko jest smutne po śmierci babci lub jest „przestraszone” w szkole, gdyż zetknęło się z nowym środowiskiem, językiem i nie może znaleźć toalety. Zamiast zrozumieć takie dziecko i mu pomóc, zabiera się je często podstępem ze szkoły, kieruje do psychologa i psychiatry oraz doszukuje się u niego oraz u jego rodziców choroby psychicznej. Taki scenariusz „psychiatryzowania” polskich rodziców poprzez tzw. opinie biegłych i pod tym pretekstem odbierania im dzieci dotyczy 97 proc. przypadków. Niemcy i Austriacy wymierają i dlatego na gwałt szukają - pielęgnując swoją starą niechlubną tradycję - narybku na nowe pokolenia Niemców i Austriaków właśnie w rodzinach przybyszów z innych krajów, a szczególnie z Polski.

- Na jakiej podstawie prawnej niemiecki Jugendamt zabiera ludziom z polskimi paszportami dzieci? Bo ich interwencje nie dotyczą tylko rodzin, w których jedno z rodziców ma obywatelstwo niemieckie, prawda?

- Na terenie państwa niemieckiego dziecko w pierwszej kolejności należy do Jugendamtu jako tzw. pierwszego rodzica. Dopiero w drugiej kolejności są rodzice biologiczni. Jugendamt ma nieograniczoną władzę od czasów Hitlera i powtarzam: to się nie zmieniło. Może nawet lekceważyć korzystny dla rodziców wyrok sądu i często tak się dzieje, bo tu nie chodzi już tylko o zaludnianie Niemiec i Austrii, ale też o otrzymywanie za każde polskie dziecko ogromnych pieniędzy, dochodzących nawet do 7-8 tys. euro miesięcznie. Profity czerpie Jugendamt i aktywiści tej posthitlerowskiej organizacji o statusie urzędu.
Jugendamt może wszystko. Ingeruje prawie zawsze w przypadku rozwodu rodziców i praktycznie regułą jest, że obcokrajowiec traci dziecko, a otrzymuje je rodzic niemiecki. Faktem jest, że w małżeństwach polsko-niemieckich to kobiety - Polki - w 99 proc. wychodzą za Niemców. Tak więc w Niemczech i Austrii - jedynie ze względów nacjonalistycznych - to polskie matki tracą dzieci, co jest odwróceniem statystyk, gdyż w małżeństwach jednonarodowych praktycznie regułą jest, że dzieci - w 95 proc. - zostają przy matce. Znam nawet ekstremalne przypadki, że niemiecki sąd przyznał dziecko za wskazaniem Jugendamtu ojcu - Niemcowi - skazanemu prawomocnym wyrokiem za pedofilię, aby nie wróciło ono z matką do Polski. Dziecko ma być Niemcem i już. Taka jest brutalna prawda.

- Czy Jugendamt podejmuje podobne działania także wobec obywateli innych krajów niż Polska?

- W przypadku rodzin z krajów islamskich Niemcy wykazują dalece idącą ostrożność. Chyba mają świadomość, że za odebranie islamskiego dziecka i wychowanie go w kulturze europejskiej dostaliby przysłowiowy „nóż w plecy”. Z Polakami robią jednak, co chcą...

- W wypowiedziach prasowych mówi Pan o źle działających - lub w ogóle bezradnych - polskich służbach konsularnych. Czy nadal panuje wśród nich taka „niemoc”?

- Nikt się za nami nie ujmie. Obecny rząd Tuska ma w stosunku do Niemiec służalczą postawę petenta, a nie partnera. Wśród ludzi z tego środowiska pokutuje mentalność poddanego, z czym nasze stowarzyszenie Dyskryminacja.de się nie zgadza, gdyż taka postawa świadczy o braku godności, honoru i polotu polityczno-dyplomatycznego. W mojej ocenie jest żenująca i obraża polski naród. Premier Tusk nie chce nadszarpywać, jak to określił, „najlepszych od dziesięcioleci stosunków polsko-niemieckich”. Na podległe min. Sikorskiemu placówki zagraniczne RP (konsulaty i ambasady) nie możemy liczyć. Oni nie chcą nadstawiać karku za polskie dzieci, ignorując sygnały i zgłoszenia o kłopotach Polaków w Niemczech. Wolą zachować ciepłe i bardzo dobrze płatne „posadki” i popijać szampana na rautach dla swoich skrzętnie dobranych statystów, wznosząc toasty za polsko-niemiecką „przyjaźń”. Tylko że my, Polacy na emigracji, znamy prawdę i wiemy, jak ta „przyjaźń” i współpraca wygląda i jak się nas tutaj traktuje. Nasze stowarzyszenie Dyskryminacja.de, nasza walka o polskie dzieci i polski język oraz o naszą kulturę nie są dotowane przez obecny polski rząd Tuska i MSZ Sikorskiego. Dotowane były, gdy ministrem spraw zagranicznych była Anna Fotyga w czasach rządu PiS-u. Utrzymujemy się jedynie ze składek członkowskich i datków ludzi dobrej woli, a koszty adwokatów i procesów sądowych w Niemczech są horrendalne i wynoszą nawet kilkanaście tysięcy euro.

- Czy może Pan opowiedzieć naszym czytelnikom kilka historii, w których rozwiązanie włączyło się Pana stowarzyszenie?

- Historii takich znam bardzo wiele i każda jest dramatyczna. Śledząc nadgorliwość Jugendamtu, niemieckich i austriackich sądów, policji, starających się za wszelką cenę i wszystkimi sposobami odebrać polskim rodzicom dziecko, można by napisać scenariusz do kilku filmów sensacyjnych. Mogą podjechać wozem strażackim pod okno i w środku nocy usiłować wtargnąć po drabinie do mieszkania na trzecim piętrze, gdyż matka broniąc dzieci, zabarykadowała drzwi. Albo w sklepie w biały dzień powalić na ziemię matkę trzymającą na ręku dziecko, wykręcić jej ręce i przytrzymywać tak długo, aż wyrwane siłą i płaczące za matką dziecko nie odjedzie z obcymi ludźmi samochodem do miejsca znanego jedynie aktywistom Jugendamtu. Rodzicom - w najlepszym przypadku - zezwala się widywać dzieci raz na tydzień, następnie raz na dwa tygodnie - naturalnie zawsze pod dozorem czujnych aktywistów Jugendamtu - i tak stopniowo odzwyczaja się dziecko od rodziców, aż pewnego dnia wywozi się je do rodziny zastępczej. Wtedy traci ono na zawsze kontakt z własnymi rodzicami i jest wychowywane, oczywiście, na Niemca/Austriaka. W takim wypadku niezbędna jest natychmiastowa pomoc dobrych i sprawdzonych specjalistów. Jeśli zapadną już jakieś niekorzystne dla rodziców wyroki sądu (a często w tempie ekspresowym pozbawia się ich praw rodzicielskich), trudno jest to potem „odkręcić”, ale w Polskim Stowarzyszeniu Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech - Dyskryminacja.de - mamy wielu ekspertów i bardzo dobrych specjalistów - w tym byłego pracownika Jugendamtu, który ze względów etycznych zrezygnował z pracy w tej organizacji i od dwóch lat działa w naszym stowarzyszeniu. Dlatego skuteczność naszych działań jest bardzo wysoka.

- Jaką sprawę (lub sprawy) uznaje Pan za wasz największy sukces?

- Każde polskie dziecko, które po tak trudnej i wyczerpującej psychicznie i fizycznie walce wraca do swoich rodziców, jest dla nas ogromnym sukcesem i ogromną radością. Bardzo zżywamy się z ludźmi, którym pomagamy, i przeżywamy razem z nimi ich sytuację i walkę o dzieci. Nie da się opisać słowami widoku udręczonych rodziców, którzy ze łzami w oczach odbierają z niemieckich przytułków lub tzw. rodzin zastępczych swoje dzieci. Łza się w oku kręci. Dla takiej chwili warto podjąć każdy trud i wysiłek. Każda taka chwila jest dla nas ogromnym sukcesem. No i świadomość, że to małe, „odbite” z rąk Jugendamtu dziecko będzie wzrastało na Polaka w polskiej rodzinie i będzie mogło swobodnie mówić po polsku, jest dla mnie osobiście wielką radością, gdyż moje dwie córeczki od ponad 10 lat są wbrew mojej woli germanizowane przez Jugendamt w Niemczech i w Austrii. Wraz z moją byłą żoną Niemką urząd ten zorganizował porwanie moich ukochanych dzieci z ich domu rodzinnego w Hamburgu. W każdym takim odzyskanym z Jugendamtu polskim dziecku widzę więc moje córeczki i doskonale wiem, co czują ci rodzice. Cieszę się ich radością oraz przerwaniem ich cierpienia. Spowodowane przez Jugendamt i aparat państwa niemieckiego oraz austriackiego cierpienie i rozłąka moich córeczek Justynki Marii i Iwonki-Polonii Pomorskich, cierpienie całej mojej polskiej rodziny i moje trwa już ponad 10 lat. Nie chcę, by ktokolwiek przeżywał podobne morze bólu, i dlatego walczę - też jako prezes założonej przeze mnie ww. instytucji - całym sercem o każde polskie dziecko, które organizacja Jugendamt - według mojej i innych ekspertów opinii określana jako organizacja przestępcza - oraz państwa niemieckie i austriackie krzywdzą. Wiem, że tę walkę ostatecznie wygramy i doprowadzimy do wielkich zmian w nacjonalistycznych Jugendamtach, bo walczymy w imię miłości i prawdy oraz dla dobra rodzin, a za tym stoi Bóg. A gdy Bóg z nami - któż przeciwko nam?

* * *

Wojciech Leszek Pomorski
Polak, lat 43, pochodzący z Kaszub. Urodzony w Bytowie (woj. pomorskie). Nauczyciel, magister germanistyki Uniwersytetu Śląskiego, politolog. Ojciec dwóch germanizowanych od ponad 10 lat córek - Justyny Marii i Iwony Polonii Pomorskich. Rodzice - rdzenni Kaszubi - są nauczycielami. Ojciec - Wacław Pomorski, polityk, znany poeta, wszechstronny artysta i malarz, był działaczem „Solidarności”. Został aresztowany po wprowadzeniu stanu wojennego. Odznaczony w 2007 r. przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Rodzina była prześladowana przez władze komunistyczne. Wojciech Leszek Pomorski od stanu wojennego do emigracji aktywny działacz podziemia „Solidarności”, szykanowany przez komunistyczne władze. Od lipca 1989 r. - na emigracji w Niemczech. Aktywnie działa i angażuje się w życie Polonii w Niemczech. Założyciel polskojęzycznych grup w niemieckich przedszkolach. Prezes i założyciel: „Związku Polaków w Niemczech Rodło Oddział II w Hamburgu”, „Nowego Związku Polaków w Niemczech - 2000 t.z.” oraz „Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech t.z.”.

2013-08-12 14:15

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sasin: decyzja Bundesnetzagentur stawia Nord Stream 2 pod dużym znakiem zapytania

2020-05-15 18:39

[ TEMATY ]

Unia Europejska

prawo

Niemcy

Nord Stream 2

PAP

wicepremier Jacek Sasin

Piątkowa decyzja niemieckiego regulatora, który odmówił udzielenia derogacji dla gazociągu Nord Stream 2, uznając, iż musi on być podporządkowany unijnym regulacjom, stawia ten projekt pod dużym znakiem zapytania – ocenił w piątek wicepremier Jacek Sasin.

Niemiecki regulator rynku energetycznego - Bundesnetzagentur - odmówił w piątek udzielenia derogacji dla gazociągu Nord Stream 2. Tym samym musi on być podporządkowany regulacjom Unii Europejskiej.

„Ta decyzja stawia pod dużym znakiem zapytania cały ten projekt, który jest projektem niebezpiecznym dla bezpieczeństwa energetycznego Polski i jest niebezpieczny dla całej Europy, ponieważ wprowadza na rynek europejski zasady, które nie mają nic wspólnego z zasadami wolnej konkurencji, z zasadami rynkowymi” – skomentował podczas konferencji prasowej w Ornontowicach na Śląsku wicepremier Jacek Sasin.

„To jest dzisiaj zwycięstwo Polski, ale też zwycięstwo takich zasad, które mówią, że w Europie nie może być równych i równiejszych, nie może być stron, które są traktowane lepiej i gorzej” – dodał szef resortu aktywów państwowych, odnosząc się do decyzji niemieckiego regulatora.

W ocenie Sasina, decyzja Bundesnetzagentur pokazuje, że – jak mówił – „jeśli strona polska wykazuje odpowiednią determinację w obronie polskich interesów, to skuteczność tych działań jest naprawdę bardzo wysoka”.

Przypomniał, że wcześniej sąd arbitrażowy w Sztokholmie uznał polskie racje dotyczące zawyżonej ceny surowca gazowego, dostarczonego przez Gazprom do Polski. „To jest drugi taki moment, kiedy widać, jak skutecznie możemy, jeśli ta determinacja jest, o polskie interesy zadbać” – ocenił wicepremier.

Jego zdaniem, niemiecki regulator uznał argumenty spółki PGNiG, wspieranej w tej sprawie przez polski rząd. „Te argumenty doprowadziły do tego, że mamy dzisiaj uznanie, iż inwestycja Nord Stream 2 nie może być wyłączona spod regulacji unijnych, a takie było oczekiwanie firmy budującej ten gazociąg” – wyjaśnił szef resortu aktywów.

Zapewnił, że rząd będzie konsekwentnie zabiegał o polskie interesy. „Ten model działania, który przyjęliśmy od ponad czterech lat, będziemy dalej realizować; będziemy twardo walczyć o polskie interesy - niezależnie od tego, czy dotyczy to tak trudnego partnera jak partner rosyjski, niezależnie jakiego rynku to dotyczy” – zadeklarował wicepremier.

W tym przypadku – jak mówił – „walka odbyła się na terenie niemieckim, z partnerem rosyjsko-niemieckim”. "To tym bardziej pokazuje, że mamy dzisiaj narzędzia i mamy możliwości, żeby o polskie interesy zadbać” – uważa minister.

O statusie prawnym Nord Stream 2 Bundesnetzagentur zdecydowała 15 maja 2020 r. Niemiecki regulator oddalił wniosek spółki projektowej Nord Stream 2 AG w sprawie derogacji dla gazociągu Nord Stream 2 od stosowania regulacji prawa Unii Europejskiej.

Także Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo z zadowoleniem przyjęło decyzję niemieckiego regulatora. „Potwierdza ona siłę naszych argumentów przeciwko wyłączeniu Nord Stream 2 spod stosowania regulacji III Pakietu Energetycznego UE. Od początku uważaliśmy, że Nord Stream 2 nie może być uprzywilejowany. Nadal niezmiennie, podobnie jak Rząd RP, stoimy na stanowisku, że projekt Nord Stream 2 niesie negatywne konsekwencje dla bezpieczeństwa dostaw i konkurencji na rynku gazu w Europie Środkowo-Wschodniej" - skomentował cytowany w komunikacie prezes PGNiG Jerzy Kwieciński.

PGNiG wyjaśnia, że spółka Nord Stream 2 AG budująca gazociąg Nord Stream 2 dążyła do wykorzystywania gazociągu przesyłającego gaz z Rosji do Niemiec bez konieczności udostępniania infrastruktury stronom trzecim, rozdziału właścicielskiego (unbundlingu) oraz stosowania transparentnych i rynkowych taryf. Dlatego w styczniu 2020 r. złożyła wniosek o udzielenie derogacji do Bundesnetzagentur.

W marcu 2020 r. do postępowania zostały dopuszczone PGNIG oraz niemiecka spółka zależna PGNiG Supply&Trading. To pozwoliło na przedstawienie w postępowaniu szeregu argumentów przeciwko derogacji dla Nord Stream 2, czego efektem była piątkowa decyzja Bundesnatzagentur.

CZYTAJ DALEJ

Reklama w Tygodniku Katolickim „NIEDZIELA”

„Niedziela” to:

• ogólnopolski tygodnik katolicki, istniejący na rynku od 1926 roku

• informacje o życiu Kościoła w Polsce i na świecie, o sprawach społecznych, rodzinnych, gospodarczych i kulturalnych

• obecność w polskich parafiach w kraju i poza granicami (Włochy, USA, Kanada, Niemcy, Wielka Brytania), w sieciach kolporterskich i na Poczcie Polskiej

• szczególna obecność w 19 diecezjach w Polsce, w których ukazują się edycje diecezjalne: warszawska, krakowska, częstochowska, wrocławska, sosnowiecka, podlaska, bielska, świdnicka, szczecińska, toruńska, zamojska, przemyska, legnicka, zielonogórska, rzeszowska, sandomierska, łódzka, kielecka, lubelska

• 68 stron ogólnopolskich i 8 diecezjalnych

• portal www.niedziela.pl

• księgarnia (www.ksiegarnia.niedziela.pl) – ponad 350 publikacji książkowych

• studio radiowe Niedziela FM oraz telewizyjne Niedziela TV z możliwością przygotowania materiałów w jakości HD, własny kanał na YouTube, materiały na portalu www.niedziela.pl, zamówienia realizowane dla TV Trwam, TVP i lokalnej telewizji

• jest obecna w internecie, w rozgłośniach radiowych, w niektórych telewizjach regionalnych

Reklama w naszym Tygodniku jest potwierdzeniem wiarygodności firmy - do tego przyzwyczailiśmy naszych Czytelników.
Wyniki ankiety przeprowadzonej na zlecenie "Niedzieli" przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego pozwoliły ustalić profil Czytelników "Niedzieli":

• wiek - 28 - 65 lat

• wykształcenie - wyższe i średnie

• kobiety i mężczyźni w proporcjach 48% do 52%

• mieszkańcy dużych i średnich miast oraz wsi
Kolportaż - 60% parafie, 40% Poczta Polska, KOLPORTER i inne firmy kolporterskie;

Nakład: zmienny od 85 tys. do 115 tys. w zależności od okoliczności

Kontakt
Zamówienie reklamy lub ogłoszenia można przesłać:

Reklama
   Magdalena Mścichowska
   Dział Marketingu Tygodnika Katolickiego "Niedziela"
   tel. (34) 369 43 00 wew. 366, 515 082 867
   marketing@niedziela.pl

Ogłoszenia
   Barbara Kozyra
   tel. (34) 369 43 65
   tel. na centralę: (34) 365 19 17 w. 365
   ogloszenia@niedziela.pl

drogą pocztową pod adresem:
   Redakcja Tygodnika Katolickiego "Niedziela"
   ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa


Regulamin przyjmowania zleceń

Regulamin insertowania

Formaty reklam

Cennik reklam

Cennik insertów

Terminarz reklam (2020)

Materiały do pobrania

Publikacje logo o szerokości powyżej 25 mm

Logo „Niedzieli” (Plik PDF)
Logo „Niedzieli” (Plik JPEG)

Publikacje logo o szerokości poniżej 25 mm

Logo „Niedzieli” (Plik PDF)
Logo „Niedzieli” (Plik JPEG)

Reklama internetowa

Magdalena Mścichowska
Dział Marketingu Tygodnika Katolickiego "Niedziela"
tel. (34) 369 43 00 wew. 366, 515 082 867
marketing@niedziela.pl

Cennik reklam internetowych

CZYTAJ DALEJ

Małgorzata Manowska - I prezes Sądu Najwyższego (sylwetka)

Prezydent zdecydował o powołaniu Małgorzaty Manowskiej na I prezesa Sądu Najwyższego. Sądem tym pokieruje sędzia z 25-letnim stażem, była wiceminister sprawiedliwości, dotychczasowa dyrektor krajowej szkoły sędziów. Jest drugą kobietą na tym urzędzie w historii SN, po swojej poprzedniczce Małgorzacie Gersdorf.

Jeszcze w sobotę Manowska zapewniała podczas Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN, że sędziowie nie muszą obawiać się z jej strony jakiejkolwiek zemsty i odwetu.

"Chciałabym normalnie pracować, chciałabym zasypać ten dół między nami, a przynajmniej doprowadzić do wzajemnej tolerancji i poprawnej współpracy, dlatego że SN i ludzie na to zasługują" - mówiła wtedy sędzia. Wskazywała, że trzeba dążyć do zapewnienia harmonijnego funkcjonowania SN.

Jak sama siebie określiła jest człowiekiem, "który łączy ludzi w działaniu, a nie dzieli". "Nie jesteśmy żadną nadzwyczajną kastą. Powinniśmy ludziom służyć, a nie być ponad nimi" - mówiła ponadto podczas zgromadzenia SN.

Manowska została wybrana przez prezydenta na sześcioletnią kadencję spośród pięciorga kandydatów wyłonionych w głosowaniu przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. Na Manowską głosowało 25 sędziów. Był to drugi wynik; największym poparciem zgromadzenia SN cieszył się Włodzimierz Wróbel, na którego głos oddało 50 z 95 sędziów biorących udział w głosowaniu.

Nowa I prezes SN posiada ponad 25-letnie doświadczenie sędziowskie zdobyte w sądach wszystkich szczebli. Po zdobyciu uprawnień sędziowskich orzekała w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi. Karierę orzeczniczą kontynuowała następnie w warszawskim sądzie okręgowym. Przez niemal 14 lat orzekała także w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie.

Do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego trafiła w październiku 2018 r. Prezydent Andrzej Duda powołał Manowską na sędziego SN po rekomendacji Krajowej Rady Sądownictwa. Z uwagi na - podnoszone przez część środowiska sędziowskiego i polityków - wątpliwości dotyczące prawidłowości powołania sędziowskich członków KRS przez Sejm, skuteczność nominacji Manowskiej do Sądu Najwyższego była kwestionowana.

Podczas sobotnich obrad zgromadzenia SN Manowska była również pytana, czy uważa się za sędziego SN. "Nie, nie uważam się. Ja jestem sędzią SN. Złożyłam ślubowanie przed prezydentem, objęłam obowiązki służbowe" - podkreśliła w odpowiedzi.

Jednocześnie mówiła, że nie podobał się jej "kształt poprzedniej KRS i nie podoba się kształt obecnej". "Moim zdaniem KRS powinna być wybierana w wyborach powszechnych sędziowskich, po to żeby nie było z jednej strony zarzutów, że jest zależna od władzy ustawodawczej, ale z drugiej strony, by nie było zarzutów działania tzw. spółdzielni, a to była powszechna opinia wśród sędziów, że grupy się wybierają" - zaznaczała podczas zgromadzenia SN.

Manowska przez ponad cztery lata - od stycznia 2016 r. - kierowała Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie. Jak zapewniła podczas zgromadzenia SN, doświadczenie z zarzadzania tą instytucją zamierza przenieść do Sądu Najwyższego. Podkreśliła przy tym, że umiejętności zarządcze są jej atutem.

Jak mówiła, kiedy rozpoczęła zarządzanie tą szkołą, zderzyła się z mobbingiem. "Ja ten mobbing zlikwidowałam. Dla każdego człowieka, który chciał pracować znalazłam właściwe miejsce w krajowej szkole. Nie ma tu ludzi niepotrzebnych i wykluczonych" - wskazywała. Zwróciła też uwagę, że w czasie, gdy była dyrektorem krakowskiej szkoły, absolwenci tej placówki "wreszcie idą do służby po egzaminie sędziowskim". Do swoich sukcesów zarządczych zaliczyła także pozyskanie na rzecz szkoły dwóch nieruchomości.

W kwietniu, na niespełna miesiąc przed rozpoczęciem procedury wyboru kandydatów na I prezesa SN, media podały, że do internetu wyciekły dane tysięcy sędziów i prokuratorów, które miała w swoich zasobach krakowska szkoła. W sieci pojawiły się prywatne adresy mailowe, adresy zamieszkania, numery telefonów, a także hasła logowania.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła lubelska prokuratura regionalna. W konsekwencji śledczy zatrzymali i postawili zarzuty pracownikowi spółki zewnętrznej zarządzającej serwerami szkoły. Manowska komentując tę sprawę mówiła, że prawdopodobne jest, że do wycieku danych osobowych doszło na skutek zaniedbania jednej z firm zarządzających danymi. W sobotę przed zgromadzeniem SN powiedziała, że "nie takim gigantom się to zdarzało". "Czy to był przypadek, to wykaże postępowanie" - dodała.

Manowska ma za sobą także okres pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. W 2007 r. przez kilka miesięcy pełniła funkcję wiceministra w resorcie sprawiedliwości kierowanym wówczas przez Zbigniewa Ziobrę. Manowska zajmowała się wówczas w ministerstwie sądownictwem powszechnym. Odeszła z resortu po objęciu władzy przez PO-PSL.

Przez uczestników zgromadzenia sędziów wyłaniającego kandydatury na I prezesa SN była pytana - podobnie jak inni kandydaci - o związki z politykami i ich stosunek do polityki. "Miałam takie związki i nie jest to tajemnicą. W 2007 r. przez siedem miesięcy byłam podsekretarzem stanu w MS, ministrem był wtedy Zbigniew Ziobro, a podsekretarzem stanu obecny prezydent Andrzej Duda. (...) Ja się nie zapieram i nie wypieram tych znajomości" - mówiła sędzia Manowska.

Wskazywała jednocześnie, że "przez kilkanaście lat późniejszego orzekania nie wypowiadała się na temat polityki" i nigdy ani jej, ani żadnemu z jej orzeczeń nie został postawiony zarzut upolitycznienia. "Obiecuję, że będę strażnikiem niezawisłości. (...) Nigdy żaden polityk na mnie nie wywierał wpływu w sferze orzecznictwa, nawet nie próbował" - podkreślała.

Nowa I prezes SN jest warszawianką. W stolicy ukończyła też studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Na tej samej uczelni obroniła doktorat, a następnie uzyskała habilitację. Jest profesorem nadzwyczajnym Uczelni Łazarskiego, na której wykłada od 2013 r. Specjalizuje się w cywilnym prawie procesowym.(PAP)

autor: Mateusz Mikowski, Marcin Jabłoński

mm/ mja/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję