Reklama

"Na misjach wszystko niemal było dla mnie nowe..."

Z o. Andrzejem Danilukiem rozmawiała Maria Klimaszewska.
Edycja podlaska 1/2003

Na początku czerwca ubiegłego roku przybył na wypoczynek do rodzinnej parafii Platerów misjonarz o. Andrzej Daniluk - salezjanin. O. Andrzej od 18 lat pracuje w Afryce, w Zambii, a w czasie ubiegłorocznych wakacji obchodził 20-lecie święceń kapłańskich.
Z tej okazji poprosiłam go o parę słów dla Czytelników "Niedzieli Podlaskiej".

MARIA KLIMASZEWSKA: - Jak się zaczęła droga misyjna Księdza?

O. ANDRZEJ DANILUK: - O misjach usłyszałem po raz pierwszy w seminarium. Misjonarze salezjańscy pracowali na różnych kontynentach i często odwiedzali rodzinne seminarium. To było okazją do spotkania z nimi i wysłuchania ich relacji, w których dzielili się bogatymi doświadczeniami. Kościół katolicki obchodzi co roku w październiku Tydzień Misyjny, z tej okazji można było przeczytać artykuł o tematyce misyjnej lub wysłuchać okolicznościowego kazania. W Seminarium działało Kółko Misyjne, do którego zawsze należałem, bo jakoś czułem wewnętrznie, że ja też mógłbym zostać misjonarzem. Dlatego też napisałem podanie do swoich przełożonych, aby przychylili się do mojej prośby. Niestety, przyszła odpowiedź negatywna, tzn., że wyjazd jest możliwy, ale dopiero po święceniach kapłańskich. Tak właśnie się stało w 1983 r.

- Czy mógłby Ojciec czytelnikom "Niedzieli Podlaskiej" opowiedzieć o swojej pracy w Zambii?

- Ojciec Święty zwrócił się z prośbą do Zgromadzenia Salezjańskiego aby wysłało misjonarzy do Zambii. Pojechałem tam w drugiej ekspedycji misyjnej. Dotarłem do Zambii w 1984 r. Wcześniej spędziłem kilka miesięcy w Anglii ucząc się języka angielskiego. Swoje pierwsze kroki stawiałem w pracy duszpasterskiej w parafii, która miała wtedy 35 punktów dojazdowych w promieniu 60 km. Pierwszym dziełem, jakie przeprowadziliśmy w parafii były rekolekcje wielkopostne. Rozpoczęliśmy je w styczniu, a skończyliśmy w maju. Z grupą przygotowanych pomocników jeździliśmy od wioski do wioski. Ludzie przychodzili bardzo chętnie. Wykorzystaliśmy ten zapał i stworzyliśmy kilka innych grup, które w następnych latach przejęły od nas to zadanie. Nam dało to możliwość zajęcia się kształceniem i animowaniem liderów w każdej wiosce, także takich, którzy prowadzą modlitwy i wyjaśniają Słowo Boże w kaplicach, kiedy nie było Mszy św., bo kapłan był nieobecny. Następnie podobne dokształcanie trzeba było zrobić dla nauczycieli religii, którzy przygotowywali dzieci i młodzież do przyjęcia sakramentów świętych. Byli jeszcze liderzy małych wspólnot chrześcijańskich, a także liderzy grup kościelnych. Wszystkie wyżej wymienione dokształcania przeprowadziliśmy każdego roku. Oprócz tego trzeba było jeździć od wioski do wioski, żeby udzielać wiernym sakramentów, organizować młodzież w klubach przykościelnych i być do dyspozycji chrześcijan, którzy przychodzili do misjonarza z różnymi sprawami i kłopotami.

- Jakimi afrykańskimi językami Ksiądz włada i czy dla Europejczyka są one trudne do opanowania?

- Skuteczność pracy misjonarza w dużym stopniu zależy od znajomości lokalnego języka. Jest to sprawa bardzo ważna. Każdy misjonarz musiał przejść proces przyswajania sobie języka tubylców. Bardzo podziwiam ludzi, którzy wykazują niezwykłą cierpliwość słuchając potykającego się w słowach misjonarza. Z drugiej strony byli oni dumni, ze biały człowiek uczy się ich języka i robi to ze względu na nich. Znajomość języka zaciera granice między misjonarzem a ludźmi. Dlatego też ta sprawa zajmowała u mnie naczelne miejsce. Język angielski przydatny jest w uczestnictwie w różnego typu spotkaniach, w urzędach, a lokalne: cibemba i cinyanja - to już narzędzia pracy.

- Jak Ojciec znosi klimat Afryki równikowej?

- Zambijski klimat, generalnie biorąc, jest znośny. To, czy jest goręcej, czy chłodniej zależy od wysokości terenu. W dolinach rzek bywa nawet bardzo gorąco. W Zambii są dwie pory roku: deszczowa i sucha. W porze suchej wyodrębnia się porę zimną i gorącą. Jednak mnie samemu żadna pora roku nie sprawia tam radości. Gdy jest zimno, to czekam z utęsknieniem na porę gorącą, a gdy ona nastąpi, nie mogę się doczekać deszczu, a gdy pada deszcz i drogi są rozjeżdżone, albo nieprzejezdne, to liczę dni, żeby w końcu przestało padać - i tak w kółko.
Taki już jest człowiek, że trudno mu dogodzić.

- Jaka jest przeciętna rodzina zambijska?

- Rodzina afrykańska bardzo różni się od rodzin europejskich, w których misjonarze się urodzili i wychowali. W niektórych plemionach dzieci należą do rodziny ojca, w innych do rodziny matki. Gdy się nie zna tego rozróżnienia, nie sposób zrozumieć układów panujących w tego typu rodzinach. Dla Europejczyka tego rodzaju rozróżnienia są trudne do zrozumienia, więc nie będę się zagłębiał w ten temat. Ograniczę się do opisu zewnętrznego. Rodzina afrykańska jest bogata w dzieci. Rodzą się one regularnie co dwa lata. Im więcej dzieci, tym rodzina jest bogatsza. Starsze dziecko opiekuje się młodszym. Często widzi się małą dziewczynkę dźwigającą na plecach swoją młodszą siostrę lub braciszka. Czasem, gdy nie ma dziewcząt, to starszy braciszek przejmuje tę funkcję. Dzieci wspomagają siebie nawzajem, wychowują siebie i bardzo nawzajem się kochają. Objawia się to w tym, że dzielą się jedzeniem, co jest sprawą niełatwą w zambijskich warunkach. Wychowaniem dziewczynek zwykle zajmuje się matka. Przyucza ona swoje córki do późniejszego życia. Chłopcy natomiast pozostają w rękach ojca, szczególnie wtedy, gdy osiągają 14. rok życia. W tym wieku ojciec wprowadza syna w tajniki rodzinne, uczy go, kto jest jego kuzynem, w jakiej linii i w której wiosce ma szukać więzów rodzinnych.

- Co Ojciec mógłby powiedzieć o religijności Zambijczyków i czy jest coś w tym zakresie, czego moglibyśmy się od nich nauczyć?

- Zambijczycy są narodem religijnym. Tradycyjnie wierzyli w Jednego Boga. I tak jest do dziś. Poprzedni prezydent Chiluba ogłosił Zambię krajem chrześcijańskim. W zdecydowanej większości ludzie uznają Chrystusa jako Zbawiciela, ale różnych Kościołów i sekt jest bardzo dużo. Wciąż, jak grzyby po deszczu, powstają nowe. Kościół katolicki obejmuje ok. 20% całej populacji. Ludzie nie wstydzą się swojej religijności. Jest ona częścią ich życia, poprzez swoje zachowanie mówią: "Jest Bóg, czego ci więcej trzeba". Zambijczycy wyrażają swoją religijność poprzez taniec. To jest ich język. Ruchem ciała wyrażają na zewnątrz swoje uczucia.

- Z jakimi problemami styka się Kościół w Zambii?

- Kościół w Zambii jest bardzo młody. Sto lat - to nie jest duży wiek, jak na wiek Kościoła. Dlatego też patrzeć i oceniać ten Kościół trzeba tak, jak się patrzy na raczkujące dziecko. Stąd też problemy w tym Kościele. Pierwszy - to niewystarczająca liczba lokalnych księży i sióstr zakonnych. Poza tym wiara ludzi nie jest silna, nierzadko nie potrzeba dużego wichru, aby się zachwiała. Nadal praktyki pogańskie idą w parze z przyjętym chrztem. Ludzie wyszli z pogaństwa, ale niestety, zachowali nierzadko nieludzkie zwyczaje, z którymi jeszcze przez dłuższy czas przyjdzie się zmagać. Innym problemem są choroby: malaria, AIDS i inne, na które umiera wielu chrześcijan. Pozostają dzieci - sieroty, jest ich tak dużo, że już rodziny nie są w stanie zająć się nimi. Idą one szukać środków do życia na ulicach. Jest to duże wyzwanie dla Kościoła, a szczególnie dla Salezjanów.

- Czy mógłby Ojciec opowiedzieć o organizowanych przez siebie w swojej parafii Dniach Jedności Chrześcijan?

- W Zambii panuje ekumenizm praktyczny. Tu nikt nikogo nie prześladuje z powodu religii. W niejednej rodzinie było tak, że ojciec modlił się w innym Kościele, matka w innym, a dzieci jeszcze w innym. Raz w roku obchodzony jest w Kościele Dzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Jest to okazja, aby wspólnie zebrać się w atmosferze modlitewnej. Takie spotkania organizowaliśmy wspólnie z liderami wszystkich Kościołów, które uznają Chrystusa za Jedynego Zbawiciela. Trudno opisać tę atmosferę, ale spróbuję zawrzeć to w jednym słowie: chrześcijańska. Wierzę, że Pan Jezus, który był obecny wśród nas, był zadowolony, bo byliśmy wtedy jedno. Ale to tylko pewna część naszej współpracy. W życiu ludzi obok dobra panoszy się zło i niesprawiedliwość. Jak już mówiłem, w Zambii chrześcijaństwo jest młode, pozostały niektóre zwyczaje, które są w sprzeczności nie tylko z chrześcijaństwem, ale i z człowieczeństwem. Oto przykład: jeśli umiera mąż, wtedy rodzina ze strony męża przychodzi i zabiera wszystko z domu zmarłego. Znam nauczycielkę, która miała dom pokryty blachą. Po śmierci męża, jego krewni zabrali wszystko z domu, potem zerwali blachę z dachu i wyrwali jedno metalowe okno. W ubraniu tylko, które miała na sobie, kobieta wraz z gromadką dzieci pozostała bez dachu nad głową. Taki jest los afrykańskich wdów. Prawo zabrania takiego procederu, ale w buszu silniejszy wygrywa. Nikomu to się nie podoba, ale pojedyncze osoby nie są w stanie obronić się przed tym zwyczajem. Kościoły chrześcijańskie utworzyły komitet kobiet, który miał za cel obronę biednych wdów. W niektórych przypadkach działalność tych komitetów była skuteczna.

- Czy poza wydaną w 1994 r. książką "Wśród moich czarnych braci" możemy się spodziewać następnej, autorstwa Ojca, przybliżającej nam tamten kraj?

- W pierwszych latach mojego pobytu w Zambii nie miałem problemu z opisaniem swoich doświadczeń i przeżyć. Wszystko niemal było dla mnie nowe. Potem oczywiście to spowszedniało i różne obowiązki nie pozwalały na wygospodarowanie czasu na pisanie. Ale przez kilka ostatnich lat przybyły mi nowe doświadczenia, którymi, jak Pan Bóg pozwoli, podzielę się z sympatykami misji. Zaintrygował mnie temat czarów i przesądów w Afryce. Myślę, że jest to temat aktualny i w Polsce. Przeglądając gazety spotyka się horoskopy, w telewizji proponuje się tarota, coraz odważniej mówi się o wróżkach. Dokąd idziemy, czyżby do Afryki?

- Jak często Ojciec przyjeżdża do Polski na wypoczynek i co Ojca najbardziej cieszy w Polsce?

- Na początku przyjeżdżałem do Polski po każdych czterech latach pracy. Obecnie ekonomiczniej jest przyjechać po trzech latach na trzy miesiące urlopu.
Polska na zewnątrz zmienia się, miasta i wioski pięknieją, jest dużo ładnych domów. Na przykładzie parafii Platerów widzę, jak ludzie licznie gromadzą się na codzienną Mszę św., przystępują do sakramentów, zwłaszcza do sakramentu pokuty. Patrzę na ten fakt z zazdrością. Chciałbym doświadczyć czegoś podobnego w parafii zambijskiej.

- Dziękuje Ojcu za rozmowę i w imieniu platerowskich parafian życzę zdrowia i wszelkich Bożych łask w pełnieniu służby kapłańskiej i misyjnej oraz z góry dziękuję za adwentowe nauki rekolekcyjne, które Ksiądz dla nas wygłosił.

Kopalnia złota

2019-10-08 14:18

Ks. Tomasz Jaklewicz
Niedziela Ogólnopolska 41/2019, str. 16-17

Zmienia się rola Dni Papieskich. Za życia Jana Pawła II były okazją do wyrażenia mu wdzięczności. Dziś przypominają jego osobę i dziedzictwo, które pozostawił. Zwłaszcza nam, Polakom, nie wolno o nim zapomnieć

Biały Kruk/Adam Bujak, Arturo Mari

Im więcej upływa czasu od jego śmierci, tym bardziej go brakuje. Śmiem twierdzić, że nie jest to tylko moje odczucie. I nie jest to tylko zwykła nostalgia. W czasach płynnej nowoczesności, był skałą, punktem odniesienia, kompasem. Dawał poczucie bezpieczeństwa. Inspirował, dawał nadzieję, dodawał skrzydeł. Był ojcem, przy którym zwłaszcza my, Polacy, czuliśmy się zjednoczeni wokół Jezusa. Czuliśmy się Kościołem. Brakuje go, ale przecież jest z nami – w innym wymiarze. Oręduje za nami w niebie i mówi nadal przez swoje teksty.

Pokolenie tegorocznych maturzystów nie zna już Jana Pawła II. Nie mogą go pamiętać. Karol Wojtyła to dla nich historia. Do naszego pokolenia, które miało łaskę żyć w czasach Papieża Polaka, należy obowiązek nie tylko zachowania pamięci o jego osobie, ale i twórczego przekazania tego daru, którym był, kolejnym pokoleniom. Święci się nie starzeją. Prawda o świętych obcowaniu mówi, że oni wciąż żyją w Kościele. W przyszłym roku będziemy obchodzić setną rocznicę jego urodzin. To świetna okazja, aby powrócić do jego słów, odczytać je z dzisiejszej perspektywy. Ojciec Maciej Zięba, dominikanin, porównał niedawno nauczanie Jana Pawła II do „odkrywkowej kopalni złota”. Co z tej kopalni złota powinniśmy wydobyć na Dzień Papieski AD 2019? Tegoroczne hasło to tytuł książki Jana Pawła II, w której z okazji 45-lecia sakry biskupiej opowiedział nam o swojej drodze biskupiej posługi: „Wstańcie, chodźmy!”. Jak tłumaczył kard. Kazimierz Nycz – „bierzemy do siebie te słowa, aby wstać i zabrać się do przybliżania Papieża, jego osoby, jego dzieł”. A zatem sięgnijmy do tej „kopalni złota”. Proponuję trzy fragmenty nauczania na wagę złota. W kontekście dzisiejszej sytuacji Kościoła i świata widać ich prorocką siłę.

Obrońca wielkości człowieka

Człowiek jest drogą Kościoła. Jan Paweł II od pierwszej encykliki powtarzał te słowa wielokrotnie. Był głosicielem humanizmu płynącego z chrześcijańskiej wiary. Jako filozof, teolog i duszpasterz rozumiał doskonale, że źródłem kryzysu zachodniej cywilizacji jest fałszywa wizja człowieka, którego redukuje się do gatunku biologicznego. Wolność rozumie się jako prawo do robienia wszystkiego, co chce jednostka. Inni traktowani są jako środek do zaspokojenia własnych pragnień. Zanika umiejętność budowania więzów, narastają zagubienie i samotność.

Tym błędnym wizjom, które podcinają korzenie zachodniej cywilizacji i niszczą człowieka, Papież Polak przeciwstawił wielką pozytywną wizję osoby ludzkiej. Wojtyła jako filozof i jako duszpasterz akcentował niepowtarzalną godność człowieka, jego duchowość, moralność, podobieństwo do Boga. Nauczał, że człowiek jest wcielonym duchem albo uduchowionym ciałem. Papieskie katechezy o płciowości, seksualności, miłości – czyli genialna i wciąż niedoceniona tzw. teologia ciała – odwołują się do „początku” człowieka. Tym „początkiem” jest Bóg, który stworzył nas jako mężczyznę i niewiastę na swój obraz i podobieństwo. Człowiek z natury jest powołany do relacji, do więzi, wspólnoty z innymi i z Bogiem. Małżeństwo i rodzina mają odzwierciedlać miłość, która jest w samym Bogu. Człowiek nie udźwignął ciężaru własnej wielkości i upadł w grzech, ale Bóg posłał mu na ratunek Odkupiciela, Wcielone Słowo, Boga-Człowieka. „Odkupiciel człowieka” („Redemptor hominis”) to wymowny tytuł pierwszej encykliki. Papież wskazywał w niej na Chrystusa jako na klucz do człowieka. Często powtarzał, że Jezus objawił prawdę nie tylko o Bogu, ale i o człowieku. „Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa” – wołał w pamiętnej homilii na pl. Zwycięstwa w Warszawie. Zaangażowanie Jana Pawła II w obronę życia i stanowczy sprzeciw wobec tzw. kultury śmierci (aborcja, eutanazja) wynikały z głębokiego rozumienia człowieka. Nic z tego papieskiego nauczania nie straciło na aktualności. Przeciwnie, w cywilizacyjnym starciu, którego jesteśmy świadkami, antropologia (nauka o człowieku) głoszona przez Jana Pawła II jest nam potrzebna jak tlen do życia. Jest czymś, czego trzeba bronić i co trzeba obronić. Stawką jest przyszłość naszej cywilizacji.

Papieska wizja demokracji

Kolejna „bryła złota” w nauczaniu Jana Pawła II to encyklika „Centesimus annus”. Jak zauważa George Weigel, „to najbardziej wszechstronny dokument katolickiej nauki społecznej, podsumowujący 100 lat jej rozwoju od czasów Leona XIII i jednocześnie kierujący Kościół w stronę XXI wieku. To także najlepsza analiza wolnego i prawego społeczeństwa, na które składają się trzy elementy: demokratyczna wspólnota polityczna, wolna gospodarka oraz żywotna moralna kultura społeczeństwa. Jan Paweł II przekonująco wyjaśnia, dlaczego właśnie moralna kultura jest kluczem do całej reszty”.

Papież akcentował, że do prawidłowego funkcjonowania demokracji niezbędne są nie tylko państwo prawa, ale także poprawna koncepcja osoby ludzkiej. Agnostycyzm i sceptyczny relatywizm bynajmniej nie służą demokratycznej formie polityki. „(...) w sytuacji, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza” – podkreślił Jan Paweł II. Bez uznania obiektywnej prawdy o człowieku, wpisanej w ludzką naturę, demokracja zamienia się w walkę różnych frakcji o narzucenie „swojej prawdy” innym. „Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” – to jedno z najczęściej cytowanych zdań społecznego nauczania papieża Wojtyły. Jak bardzo było prorocze, widać w działaniu Unii Europejskiej, której elity usiłują narzucić nam wszystkim toksyczną ideologię. Pod sztandarami demokracji, wolności i tolerancji rośnie w siłę tzw. miękki totalitaryzm, który nie posługuje się przemocą fizyczną, ale wykorzystuje do swoich celów media, instytucje społeczne, uczelnie czy prawo.

Z tematyką społeczną wiąże się temat wolności i wyzwolenia. Jan Paweł II uczył, jak przeżywać wolność w szlachetny sposób, czyli wybierać dobro. Akcentował związek wolności i prawdy. Ukazywał, że Kościół nie jest wrogiem wolności, przeciwnie – jest jej „stróżem”. Ponieważ bez prawdy wolność staje się iluzją i obraca się przeciwko człowiekowi. Wolność nie jest ulgą, jest trudem wielkości – powtarzał często młodzieży.

Blask prawdy

Już 26 lat temu Jan Paweł II zauważył, że w samym Kościele narasta tendencja do relatywizowania zasad moralnych, często w imię troski duszpasterskiej o człowieka. Dlatego w encyklice „Veritatis splendor” przypomniał o prymacie prawdy w etyce i działaniach Kościoła. To niezwykle aktualne przesłanie.

Papież Wojtyła zwrócił uwagę, jak deformuje się dziś pojęcie sumienia. Uważa się je za „narzędzie” już nie słuchania Boga, ale słuchania samego siebie. „Do tezy o obowiązku kierowania się własnym sumieniem niesłusznie dodano tezę, wedle której osąd moralny jest prawdziwy na mocy samego faktu, że pochodzi z sumienia. Wskutek tego zanikł jednak nieodzowny wymóg prawdy, ustępując miejsca kryterium szczerości, autentyczności, «zgody z samym sobą», co doprowadziło do skrajnie subiektywistycznej interpretacji osądu moralnego”. Papież, z wykształcenia etyk, zdawał sobie sprawę, że zasady moralne głoszone przez Kościół ustawiają wysoko poprzeczkę. Podkreślał jednak: „żadne rozgrzeszenie, udzielone przez pobłażliwe doktryny, także filozoficzne czy teologiczne, nie może naprawdę uszczęśliwić człowieka: tylko Krzyż i chwała Chrystusa zmartwychwstałego mogą dać pokój jego sumieniu i obdarzyć zbawieniem”. Ani tanie miłosierdzie kosztem prawdy, ani prawda bez miłości. Miłość i prawda muszą być wspólną zasadą duszpasterskiej troski o człowieka.

W czasach obecnego zamętu nauczanie św. Jana Pawła II połączone z jego osobistą świętością jest jak latarnia wśród nocy. Pokazuje drogę. A więc... wstańcie, chodźmy!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzień Dziecka Utraconego

2019-10-14 13:13

(buk)

Archiwum

W Lublinie 15 października już po raz 11. będziemy obchodzić Dzień Dziecka Utraconego. Tego dnia w kościele pw. bł. Piotra Jerzego Frassatiego, przy ul. Skierki 12, o godz. 18.00 zostanie odprawiona Msza św. w intencji rodziców, którzy utracili swoje dziecko. W czasie Eucharystii rodzice będą mogli symbolicznie oddać swoje zmarłe dzieci Bogu, a po Mszy św. uczestniczyć w spotkaniu dla rodziców po stracie. Serdecznie zapraszamy na to wydarzenie rodziców dzieci utraconych oraz ich rodziny i przyjaciół do wspólnej modlitwy

Organizatorami wydarzenia są Ruch Światło-Życie Archidiecezji Lubelskiej wraz z grupą Rodziców Dzieci Utraconych działającą w Lublinie. Co roku wydarzenie gromadzi kilkaset osób, które w ten sposób chcą uczcić pamięć swoich dzieci i wspólnie pomodlić się za siebie nawzajem, o błogosławieństwo Boże i siłę do przezwyciężenia wielkiego bólu i żalu jaki powoduje śmierć własnego dziecka.

Idea obchodzenia Dnia Dziecka Utraconego jest także związana z potrzebą zmiany sposobu postrzegania przez społeczeństwo utraty dziecka. Niestety, wciąż nie ma społecznego przyzwolenia na przeżywanie przez rodziców żałoby po przedwczesnej utracie dziecka (np. tzw. poronieniu). Wciąż pokutuje wizja embrionu, płodu, a nie dziecka poczętego, które rodzice mają prawo odebrać ze szpitala, nadać mu imię i pochować w rodzinnym grobie. Dzień ten ma również przywołać pamięć wszystkich dzieci zmarłych także w wyniku aborcji, o których często nikt nie pamięta.

Z myślą o rodzicach dotkniętych utratą dziecka stworzyliśmy także Księgę Dzieci Utraconych, w której rodzice mogą zapisywać imiona swoich zmarłych dzieci. Jej papierowa wersja, godzinę przed Mszą św. 15 października będzie wyłożona w kościele pw. bł. Jerzego Frassatiego. Cały rok zapraszamy również rodziców do wpisywania swoich dzieci do Internetowej Księgi Dzieci Utraconych, znajdującej się na naszej stronie internetowej: http://rodzicepostracie.lublin.pl Swoje zmarłe dzieci wpisują tam rodzice nie tylko z Lublina, ale z całej Polski a także z zagranicy.

Zapraszamy również na comiesięczne Msze św. w intencji Rodziców Dzieci Utraconych oraz wspólne spotkania po nich w każdą pierwszą sobotę miesiąca (począwszy od listopada br.), o godz. 14.00, w Kościele p.w. bł. Jerzego Frassatiego w Lublinie, ul. Skierki 12. Rozpoczęliśmy także zapisy na III turę rekolekcji dla rodziców po stracie dziecka, które odbędą się 22-24 listopada 2019 w Wąwolnicy (woj. lubelskie). Tematem rekolekcji będą "Pytania do Boga”. Szczegóły dotyczące rekolekcji znajdują się na stronie internetowej.

Organizatorzy: Ruch Światło-Życie Archidiecezji Lubelskiej i Rodzice Dzieci Utraconych


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem