Reklama

Świat

35 lat temu kard. Karol Wojtyła został papieżem

Tak jakby tam był od wielu lat

Trzydzieści pięć lat temu, w drugim dniu konklawe po niespodziewanej śmierci Jana Pawła I, 16 października 1978 r. ok. godz. 17.15, 111 kardynałów, ku osłupieniu całego świata, wybrało na papieża arcybiskupa Krakowa kard. Karola Wojtyłę. Był on pierwszym od 455 lat papieżem nie-Włochem i pierwszym Słowianinem na Stolicy św. Piotra. Po latach okazało się, że drugi z Polaków uczestniczących w tamtym pamiętnym konklawe - prymas Polski kard. Stefan Wyszyński także był „papabile”. Zdecydowanie jednak, jak wynika z jego zapisków, zaoponował, kiedy grupa kardynałów chciała wysunąć jego kandydaturę

Opisy tamtego konklawe z 1978 r. nie pomijają rywalizacji dwóch włoskich kardynałów, głównych pretendentów do urzędu Piotrowego: arcybiskupa Genui kard. Giuseppe Siriego i arcybiskupa Florencji kard. Giovanni Benellego. Większość watykanistów jest do dziś zdania, że impas, jaki się wytworzył z powodu niemożności osiągnięcia przez któregoś z nich liczby 75 głosów wymaganej do elekcji, i podział wśród elektorów włoskich natchnął kardynałów do zwrócenia uwagi na kandydata spoza Italii.

Konklawe „trzech króli”

Innym tropem myślenia podąża Andrea Riccardi, autor znakomitej, wydanej w 2011 r. książki „Giovanni Paolo II. La biografia”. Wykazuje on, że już po śmierci Pawła VI kardynałowie oswajali się z myślą, iż papieżem może zostać nie-Włoch. Już wtedy brano pod uwagę elekcję papieża Latynosa, a patriarcha Wenecji kard. Albino Luciani, późniejszy papież Jan Paweł I, wskazywał na Brazylijczyka – kard. Aloísio Lorscheidera. Z kolei przed konklawe po śmierci papieża Lucianiego rodak Lorscheidera – wybitny purpurat, arcybiskup Săo Paolo kard. Paulo Evaristo Arns wymieniał jako swego faworyta kard. Karola Wojtyłę. Promotorem wyboru metropolity krakowskiego był jednak przede wszystkim arcybiskup Wiednia kard. Franz König, zwolennik odnowy soborowej, hierarcha bardzo wpływowy w Kurii Rzymskiej i cieszący się wielkim prestiżem wśród kardynałów.
Przekonanie o możliwości wyboru nie-Włocha wyrażało też porzekadło powtarzane w Kurii Rzymskiej, że będzie to konklawe „trzech króli”: Franza Königa z Wiednia, purpurata polskiego pochodzenia Johna Króla z Filadelfii i Maurice’a Roya z kanadyjskiego Quebecu. Żaden z nich nie miał realnej szansy na wybór, jednak sam fakt, że wymieniano tylu niewłoskich kandydatów, był wielce wymowny.
Śmierć Jana Pawła I po zaledwie 33 dniach pontyfikatu stanowiła szok dla kardynałów. Zastanawiali się, co Bóg chce przez to powiedzieć Kościołowi. W trakcie kongregacji generalnych i w mniej oficjalnych dyskusjach między purpuratami wykluczano możliwość wyboru papieża przejściowego. Wyrażano potrzebę powołania na Stolicę Piotrową silnej osobowości, kogoś, kto odważnie pokieruje Kościołem w czasach posoborowego kryzysu, a zarazem będzie charyzmatycznym pasterzem. Znacznej części kardynałów zagranicznych nie podobał się podział wśród Włochów, ich zaangażowanie we włoską politykę i uległość wobec komunizmu. Z drugiej zaś strony ci kardynałowie, którzy mentalnościowo byli przygotowani na papieża nie-Włocha, nie dopuszczali myśli, aby następcą Jana Pawła I został kardynał z któregoś z politycznych mocarstw: Stanów Zjednoczonych, Niemiec czy Francji. W tej sytuacji kard. Wojtyła, choć niezbyt znany szerokiej opinii publicznej, lecz ceniony przez kardynałów i pamiętany z czasów II Soboru Watykańskiego, także jako aktywny uczestnik synodów biskupich i jako ten, który wygłosił znakomite rekolekcje dla Pawła VI, pochodzący z mało znaczącego politycznie kraju, wydawał się kandydatem idealnym. Ta świadomość dojrzewała wśród elektorów coraz bardziej podczas konklawe, a ujawniła się ostatecznie po tym, jak było wiadomo, że żaden z włoskich faworytów nie ma szans na zdobycie większości głosów. Szala zaczęła przechylać się zdecydowanie na korzyść kard. Wojtyły po tym, jak wpływowy kard. Sebastiano Baggio, jako pierwszy Włoch, powiedział głośno, że papieżem powinien zostać kardynał z Krakowa. Po raz pierwszy od wielu wieków kardynałowie elektorzy nie głosowali na najlepszego Włocha, ale, jak to potwierdzi historia, wybrali najlepszego spośród siebie.

Papież kompletny

Reklama

Nigdy jeszcze na Stolicy Piotrowej nie zasiadał człowiek tak kompletny i wszechstronny. Z okazji wyboru Karola Wojtyły dzienikarze wymieniali jednym tchem, że był aktorem, poetą, robotnikiem, sportowcem, zwykłym księdzem, inicjatorem oryginalnej formy młodzieżowego duszpasterstwa turystycznego, intelektualistą, filozofem, wykładowcą uniwersyteckim, publicystą, wreszcie pasterzem historycznej i prestiżowej archidiecezji. Wprawdzie w XV wieku papieżem został wybitny humanista i poeta Eneasz Sylwiusz Piccolomini, który przybrał imię Piusa II, a przed drugą wojną światową wybrano Piusa XI, który jako Achille Ratti był nuncjuszem w Polsce, a wcześniej dał się poznać jako wytrawny alpinista, zdobywca Matterhorn i Mont Blanc, jednak żaden z nich i w ogóle żaden z następców św. Piotra nie mógł się poszczycić tak bogatym życiorysem.
Karol Wojtyła miał CV, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, rzeczywiście imponujące, ale nie do końca „dające papiery” na papieża. Do tego potrzebna była silna osobowość i wizja duszpasterska, a obie te cechy polski kardynał posiadał. Kościół u swego steru bardziej niż sprawnego administratora czy głębokiego teologa potrzebował charyzmatycznego pasterza, zdolnego porwać tłumy, stanąć do konfrontacji z rosnącą laicyzacją, zatrzymać odchodzenie wiernych od Kościoła i spadek powołań.
Jan Paweł II od chwili wyboru wprowadził nowy styl sprawowania urzędu Piotrowego, polegający na skróceniu dystansu do wiernych, w czym miało pomóc odejście od ściśle przestrzeganej w Watykanie od wieków etykiety. Już jego poprzednicy starali się poluzować gorset watykańskiej dyscypliny. Wprawdzie Piusa XII całowano podczas audiencji w stopę, ale mało kto pamięta, że temu papieżowi, który za swój nieprzejednany stosunek do komunizmu przedstawiany był przez ateistyczną propagandę jako niedostępny, surowy i antypatyczny pasterz, w czasie spotkań z wiernymi podawano dzieci do błogosławieństwa, co czynił z rozczuleniem i zadowoleniem. Stosunki z wiernymi ocieplił bł. Jan XXIII, który podczas słynnego przemówienia do wiernych na rozpoczęcie II Soboru Watykańskiego prosił, aby po powrocie do domu przytulili i ucałowali w jego imieniu swoje dzieci.
Paweł VI z kolei odstawił w kąt „sedia gestatoria”, czyli specjalną lektykę, w której noszono papieża, a za jego pontyfikatu stracili pracę tacy watykańscy urzędnicy, jak podczaszy, czyli dworzanin podający papieżowi przy stole wino, czy koniuszy (w Watykanie nie było już stajen).
Niemniej do czasów Jana Pawła II papieże zawsze musieli liczyć się z tym, co im wolno, a czego nie wolno, aby nie naruszyć wielowiekowej tradycji, i poruszali się po trasie, którą wytyczał im ceremoniarz papieski.
Już pierwsze chwile pontyfikatu nowego papieża zwiastowały, że chce on zrezygnować z drobiazgowo przestrzeganej etykiety na rzecz duszpasterskiej prostoty po to, aby być blisko ludzi. Zgodnie z tradycją, tuż po wyborze papieże ukazywali się w loggii Bazyliki Watykańskiej tłumom wiernych zgromadzonym na Placu św. Piotra, aby udzielić im błogosławieństwa. Jan Paweł II znacznie wzbogacił tę tradycję. Przedtem jednak wdał się w utarczkę słowną z ceremoniarzem, który obstawał przy tym, że papież po udzieleniu błogosławieństwa powinien się wycofać z balkonu. Papież w drodze do loggii, skąd miał się ukazać po raz pierwszy, nie dawał za wygraną i przekonywał ceremoniarza, że nie może przecież nie przemówić do ludzi, którzy przyszli się z nim spotkać. Ten był jednak nieprzejednany. Nastąpiło tutaj zderzenie dwóch mentalności: pasterskiej i urzędniczej, która z tradycji czyniła bożka. W tej konfrontacji zwyciężył papież Jan Paweł II, który wyszedł na balkon z otwartymi ramionami, jakby chciał objąć cały świat. Przemówił do wiernych, z miejsca zdobywając sobie ich sympatię. Burząc starą tradycję, Jan Paweł II stworzył nową, a za jego przykładem poszli Benedykt XVI i Franciszek, którzy również przemówili do wiernych z loggii Bazyliki św. Piotra.
Od pierwszych dni pontyfikatu media prześcigały się w podawaniu nowych „wyczynów” Ojca Świętego, do jakich Włosi i zresztą cały świat nie byli przyzwyczajeni.

„Habemus klapam”

Wiadomość o wyborze Jana Pawła II dotarła do rodaków Papieża z opóźnieniem, choć komuniści wiedzieli o tym wcześniej. Jeszcze przed ogłoszeniem tej informacji w radiu i telewizji członek partii, wybitny aktor Tadeusz Łomnicki zadzwonił do Haliny Królikiewicz-Kwiatkowskiej, aby pogratulować jej, że jej kolega został wybrany na papieża. Do zwykłych obywateli wiadomość ta dotarła znacznie później, chyba że ktoś słuchał zagranicznej rozgłośni.
Starano się pomniejszyć rangę wydarzenia. „Trybuna Ludu”, organ Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, dała wprawdzie informację o wyborze Papieża Polaka na pierwszej stronie gazety, ale bardzo lakoniczną. Sąsiadowały z nią informacje o wykopkach ziemniaków prowadzonych przez kółka rolnicze oraz o partyjnej konferencji poświęconej pracy wychowawczej i walce ideologicznej środków masowego przekazu.
Wieści z Rzymu bardzo zaniepokoiły polskich komunistów. „O rany boskie!” – miał powiedzieć I sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Edward Gierek, kiedy Stanisław Kania poinformował go o wyborze kard. Karola Wojtyły na papieża. Gierek był między młotem a kowadłem. Podzielał poczucie dumy Polaków, że ich rodak został papieżem, z drugiej strony uważał, że to największy przeciwnik ideologiczny, który rządzącej w Polsce partii komunistycznej przysporzy wielu kłopotów. Trafnie ujął to partyjny pisarz Władysław Machejek, który wybór Papieża Polaka obwieścił słowami: „Habemus klapam”. Kierownictwo PZPR pocieszało się jednak tym, że dzięki Janowi Pawłowi II podniesie się autorytet socjalistycznej Polski na arenie międzynarodowej. Józef Czyrek dodawał towarzyszom otuchy słowami: „Ostatecznie lepszy Wojtyła jako papież tam niż jako prymas tu” (powszechnie uważano, że metropolita krakowski będzie następcą kard. Stefana Wyszyńskiego na urzędzie prymasowskim).
Do Gierka dochodziły pomruki niezadowolonych towarzyszy radzieckich, którzy za wybór Papieża Polaka obwiniali zbyt miękkich wobec Kościoła polskich komunistów. W komentarzach medialnych pojawiły się głosy, że decyzja kardynałów to wyzwanie rzucone wielkiemu imperium – Związkowi Socjalistycznych Republik Radzieckich.
Jacek Moskwa w swojej znakomitej biografii „Droga Karola Wojtyły” przytacza karykaturę z pierwszej strony rzymskiego dziennika „La Repubblica”. Biały dym z komina Kaplicy Sykstyńskiej bucha w twarz kominiarzowi, zrzucając go z drabiny. Kominiarz ma charakterystyczną twarz Leonida Breżniewa, sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.

Prozaiczny początek

Nowego papieża nie przytłoczyły ani ogrom dziedzictwa, jakie przejął, ani bezmiar nowych obowiązków, ani brzemię odpowiedzialności i oczekiwań, jakie zaczęto wiązać z jego osobą. Dzięki otwartej postawie i serdeczności pozyskał także sympatię i uznanie Włochów pracujących w Kurii Rzymskiej, obawiających się, że „straniero” zrobi nowe porządki.
„Już od pierwszego dnia po wyborze Ojciec Święty zachowywał się, jakby w Pałacu Apostolskim był od wielu lat” – wspominał kard. Stanisław Dziwisz, sekretarz Papieża.
Kiedy w mediach nie milkły komentarze, w Warszawie, na Kremlu i w całym bloku wschodnim komuniści niepokoili się, co z tego wyboru może wyniknąć dla „jedynie słusznego systemu”, a w Ojczyźnie nowego Papieża ludzie szaleli ze szczęścia, dwóch Polaków, nowych lokatorów Pałacu Apostolskiego – Papież i jego sekretarz ks. Stanisław Dziwisz – usiadło nad kartką papieru i ołówkiem wypisało punkty, co mają zrobić następnego dnia. Tak zaczynał się niezwykły pontyfikat wielkiego papieża, choć 16 października 1978 r. nikt jeszcze tego nie mógł przewidzieć.

2013-10-08 12:26

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jan Paweł II rzecznikiem kobiet

Niedziela warszawska 13/2015, str. 5

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

kobieta

kobiecość

Wojciech Łączyński

Konferencja "Myśląc z Wojtyłą... o kobiecie"

Konferencja

Papież wielokrotnie dopominał się, aby odrzucić wszystko to, co sprawia, że kobiety są prześladowane i marginalizowane

„Evangelium vitae”, „List do kobiet”, „Orędzie na światowy Dzień Pokoju”, a także dramat „Przed sklepem jubilera”. Wszędzie tam Karol Wojtyła pisał na temat kobiet. Analizował m.in. ich relacji z mężczyznami oraz dylematy, które muszą rozstrzygać w życiu. W oficjalnych dokumentach postulował, aby znieść bariery ograniczające miejsce i rolę Pań w państwie oraz na rynku pracy. Po liście jaki dotarł do ONZ w związku z konferencją dotyczącą sytuacji kobiet na świecie, sekretarz tego spotkania powiedziała, że niepotrzebne byłby takie konferencje, gdyby wszyscy podzielali poglądy Jana Pawła II.

CZYTAJ DALEJ

Do zobaczenia Andrzeju u Pana - w środę w wypadku zginął jeden z liderów Wojowników Maryi

2021-08-05 08:17

facebook.com/sanktuariumsierpc

W środę w wypadku zginął lider Wojowników Maryi Sierpc Andrzej Mosakowski - informuje parafia św. Benedykta w Sierpcu.

Jak czytamy w informacji na profilu parafii:

CZYTAJ DALEJ

Pielgrzymi idą, aby dziękować [Wideo]

2021-08-05 19:08

ks. Łukasz Romańczuk

Pielgrzymka to także okazja do dziękczynienia. Dlatego też zapytaliśmy pątników, za co dziękują?

Więcej tutaj

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję