Reklama

Ocierałem się o świętych

2013-10-18 11:01

Łukasz Kot
Edycja zamojsko-lubaczowska 42/2013, str. 4

rickh710/ Foter.com /CC BY

W Ameryce Łacińskiej służył 28 lat. Wrócił do Polski. Dziś jest przełożonym zakonu Redemptorystów w Zamościu. Podczas swojej posługi w Boliwii dwukrotnie spotkał się z ówczesnym biskupem Buenos Aires Jorge Mario Bergoglio – przyszłym papieżem Franciszkiem.

ŁUKASZ KOT: – Czy Ojca pragnieniem było to, by nowy papież pochodził z Ameryki Łacińskiej?

O. STANISŁAW ORDONIEC: – Pracowałem w Ameryce Południowej i mam sympatię do tej części świata. Modliłem się, by Kościół był kierowany przez kogoś z tego zakątka. Ale nie dowierzałem, kiedy dowiedziłem się o takim wyniku konklawe. To jest dla mnie znak Opatrzności Ducha Świętego, który nie liczy się z opiniami tego świata, ale robi swoje.

– Na całym świecie katolicy wybuchli radością, gdy nad Kaplicą Sykstyńską pojawił się biały dym.

– Samego dymu nie widziałem, bo byłem na spotkaniu dziekańskim. Mieliśmy zebranie księży z dekanatu. Byliśmy na adoracji w katedrze zamojskiej. Po modlitwie powiedziano nam, że mamy papieża, ale nie było jeszcze wiadomo, kto to taki. Potem powiadomiono, że nowym papieżem jest Argentyńczyk. Podano jego imię i nazwisko, ale nie do końca go kojarzyłem. Oczywiście, gdy usłyszałem, że to kardynał argentyński, to się bardzo ucieszyłam, bo duch Kościoła Ameryki Południowej jest naprawdę bogaty i na pewno da światu coś pięknego.

– Ale po dłuższej chwili namysłu okazało się, że miał Ojciec już styczność z Jorge Mario Bergoglio – biskupem Buenos Aires wybranym na papieża.

– Gdy pracowałem w Boliwii, o. Kawecki poprosił mnie, bym go zastąpił na jego parafii w Buenos Aires, w Argentynie. Planował wyjechać na wakacje. Zgodziłem się. Pewnego razu, w upalny dzień, siedzieliśmy sobie z kościelnym przed kościołem, poprawialiśmy drzwi czy ogrodzenie kościoła. Przechodził jakiś kapłan i pozdrowił nas po hiszpańsku: „Szczęść Boże”. Później usiadł i zaczął z nami rozmawiać. Z rozmowy wynikało, że z tym kościelnym znali się już wcześniej. Prawdopodobnie też nie raz odwiedzał proboszcza. A o. Kawecki – redemptorysta – był taki, jak św. Franciszek. Ubogi i lubił ubogich. Po krótkiej rozmowie gość zaproponował: „A może byśmy tak napili się kawy, herbatki?”. Zawstydził mnie tym. To ja powinienem go zaprosić. Poszliśmy na plebanię, która była biedna, prosta, a on się zaczął zachwycać nią i mówił: „Ale tu jest pięknie, ale tu ładnie”. Kontynuowaliśmy rozmowę przy kawie. Szczególnie interesowali go ludzie, kuchnia i to, że jestem Polakiem. Tłumaczyłem mu, co należy dodać do bigosu, żeby był taki tradycyjny, polski, starodawny...

– A to drugie spotkanie?

– Po raz drugi spotkaliśmy się po dwóch latach od pierwszego widzenia. Byłem wtedy w Boliwii odpowiedzialny za Organizację „Rodziny Kolping”. To organizacja, która troszczy się o rodzinę, docenia wartość i godność pracy oraz pomaga lokalnym społecznościom. Miałem nadzór nad wszystkimi kapelanami. Z Argentyny napisano mi, że ciężko jest im znaleźć kapelana i mają z tym problem. Więc pojechałem tam. Wtedy był to kraj misyjny. Brakowało powołań. Dzisiaj mają ich już sporo. W tej sprawie odwiedziłem bp. Jorge Mario Bergoglio. On zaproponował mi, że nie będziemy bawić się w żadne urzędowe papierki, dekrety, a sprawę załatwimy od ręki. „Pojedźmy po prostu do jednego księdza i przekonajmy go do tego” – powiedział Biskup. Ucieszyło mnie to. Zdziwiłem się jednak, że Biskup nie miał żadnego samochodu ani szofera. Po prostu wyszliśmy na ulicę i poszliśmy na przystanek. Pojechaliśmy do tego księdza zwykłym autobusem. W autobusie ludzie przybliżali się do niego, łapali go za rękę i całowali, witali się. Udało nam się namówić tego kapłana, by był odpowiedzialny za Rodziny Kolping w Buenos Aires.

– Zwykłe – niezwykłe spotkania…

– To były dwa spotkania w zwyczajnych sprawach, ale to dawne czasy. Kiedy pojawiła się po raz pierwszy wiadomość, że to Jorge Mario Bergoglio został papieżem, nie kojarzyłem go tak do końca. Nawet na spotkaniu dekanalnym ks. prał. Adam Firosz prosił, żebym podzielił się jakimiś informacjami o nowym papieżu, ale ja pomyślałem sobie, że to może nie być ta osoba, o której myślę, więc wolałem najpierw to sprawdzić. Potem jednak przejrzałem swoje kroniki pracy i okazało się, że to rzeczywiście on.

– Franciszek – to imię jest bardzo wymowne.

– Jednak w Kościele Duch Święty rządzi. On działa. Imię Franciszka jest chyba najlepsze w tym czasie, kiedy Kościół musi postawić na świętość, na świadectwo i prostotę. Nie tyle na naukę, tytuły, książki, dyskursy, konferencje, ile na prostotę, ubóstwo i radość. Pierwsza homilia papieża Franciszka była krótka, ciepła, ale stanowcza.

– Składał Ojciec gratulacje swoim kolegom zza oceanu?

– Codziennie rozmawiam z przyjaciółmi z Ameryki Południowej przez Skyp’a i mam tam wielu kolegów. Gratulowałem im. Wszyscy modlili się, by papieżem został ktoś z Ameryki Południowej.

– W Argentynie musiała wybuchnąć prawdziwa fiesta!

– Po powrocie z katedry w Internecie znalazłem telewizję argentyńską. Wszyscy cieszyli się niesamowicie, że Bóg spojrzał na Amerykę Południową. Cieszyli się całą noc, jakby wygrali jakiś mecz o mistrzostwo świata. Ucztowali.

– Jak ocenia Ojciec zaangażowanie świeckich w działalność Kościoła w Ameryce Południowej i w Polsce?

– Po 28 latach posługi tam przyjechałem do Polski. Laikat tutaj się nie włącza tak mocno w celebrację Mszy św. a przecież celebrujemy ucztę naszego życia. Brakuje mi tej radości płynącej z Mszy św. Poprzez ten pontyfikat ta radość może przyjść do nas, chociaż mamy inną mentalność. W Ameryce Południowej na pierwszym planie stawia się rodzinę, relacje miedzyludzkie, bliskich. Pan Jezus cieszył się ludźmi, dziećmi. Nie cisza, ale radość i zaangażowanie są nam potrzebne. Lud wierny, który śpiewa, czyta lekcje i angażuje się w pomoc innym. W Ameryce Południowej przy kościołach są kliniki, centra kultury i boiska sportowe. Młodzieży trzeba pomóc uprawić sporty, wychowywać przez sport. Nigdy nie prowadziłem modlitwy różańcowej czy Drogi Krzyżowej; ludzie to robili, a ja w tym czasie posługiwałem w konfesjonale. Zamawiali sobie orkiestrę, kupowali pochodnie, organizowali nabożeństwo. Ludzie chcą żyć, dzielić się tą wiarą, świadczyć o niej. Myślę, że z nowym papieżem przyjdzie też inne myślenie. Człowiek współczesny zachwycił się tym kultem pieniądza, globalizacją, nowoczesnością. A myślę, że Papież chce nam przekazać, byśmy szukali żywego Chrystusa, który daje radość, świętość i zadowolenie.

– W swoim życiu ocierał się Ojciec o Świętych.

– Pewnego razu pojechałem do La Paz – stolicy Boliwii, w sprawach dotyczących działalności Organizacji „Rodziny Kolping” w Kościele. Jedna z sióstr zaprosiła mnie, bym w drodze powrotnej jechał razem z nimi busem do Cochabamby, mojej parafii. Zgodziłem się. Okazało się, że jechała z nami Matka Teresa z Kalkuty i przez całą kilkugodzinną drogę „wymęczyła” nas Różańcem. Modliliśmy się za papieża, za różne sytuacje, osoby z różnych zakątków świata, o których sobie przypominała i które mogły potrzebować pomocy modlitewnej. Był to Różaniec międzynarodowy. Odmawialiśmy go po włosku, niemiecku, polsku i hiszpańsku.

– A jak wyglądało spotkanie z Janem Pawłem II?

– Byłem odpowiedzialny za przyjęcie papieża Jana Pawła II w Tarija, na lotnisku w Boliwii podczas jego spotkania z dziećmi. Uściskał mnie mocno. Nie znał mnie, ale zapytał „Staszku, jak cię tu Boliwijczycy traktują?”. A ja się zmieszałem. Odebrało mi głos. Odpowiedziałem po chwili, że dobrze. Tyle ciepła i świętości płynęło od Niego.

Tagi:
rozmowa

Reklama

Poprawność polityczna rządzi światem

2019-07-16 11:47

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 38-39

magna-carta.it
Eugenio Capozzi

Czym jest poprawność polityczna, dlaczego wyklucza się jej przeciwników i dlaczego nienawidzi ona chrześcijaństwa. Na pytania Włodzimierza Rędziocha odpowiada prof. Eugenio Capozzi

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Jak zdefiniowałby Pan Profesor poprawność polityczną?

PROF. EUGENIO CAPOZZI: – Jako „katechizm cywilny”, sumę nakazów, zakazów, cenzur, które są wyrazem bardzo precyzyjnej ideologii – możemy ją nazwać neoprogresywizmem, ideologią „Innego”, „utopią różnorodności”. Chodzi o ideologię, która w całości potępia kulturę zachodnioeuropejską jako imperialistyczną i dyskryminującą i planuje zmienić mentalność ludzkości – zastąpić ją radykalnym relatywizmem kulturowym i etycznym.

– Neoprogresywizm został narzucony przez rewolucję 1968 r. i inne ruchy młodzieżowe. Do czego dążyli młodzi ludzie?

– Celem buntu młodych „baby boomers” (ludzie z powojennego wyżu demograficznego – przyp. W. R.) na Zachodzie było nie tylko ustanowienie wolności, równości czy sprawiedliwości za pomocą środków ekonomicznych lub politycznych, ale przede wszystkim usunięcie „korzeni” dominacji z historii zachodniej kultury przez radykalną zmianę sposobu myślenia, pojęć i języka. To cel, który w rzeczywistości reprezentował „ojcobójstwo”, prawdziwe zresetowanie zachodnich korzeni kulturowych. Jeśli człowiek zachodni był w historii wcieleniem przemocy, represji, imperializmu – musi zostać ponownie „uformowany”, z zaakceptowaniem wszystkich modeli kulturowych i wszystkich grup mniejszościowych, które podporządkowywał w przeszłości, aby w ten sposób się odnowić i zregenerować. „Inny”, sprowadzony do abstrakcyjnej koncepcji, staje się „odkupicielem” złej historii i fundamentem nowej i tolerancyjnej cywilizacji, w której znikną konflikty, gdy zostanie wyeliminowany „grzech pierworodny” dominacji i hierarchii.

– Jak to się stało, że ideologii poprawności politycznej udało się zastąpić tradycyjne ideologie liberalno-demokratyczne?

– Silna hegemonia „narracji różnorodności” wkradła się w dialektykę społeczeństw liberalno-demokratycznych; zdestabilizowała i zniszczyła jej filozoficzne podstawy – ten „najniższy wspólny mianownik” kulturowy, który przez wieki określał wspólną koncepcję świętości osoby ludzkiej, faktycznie wprowadził prawdziwą dyktaturę relatywizmu. Dyktaturę, przeciwko której prawie niemożliwe jest zbuntowanie się – grozi to ośmieszeniem społecznym i marginalizacją, ponieważ już w końcu XX wieku poprawność polityczna stała się charakterystyczną cechą elit politycznych, intelektualnych, medialnych i przemysłu rozrywkowego, uzyskała monopol na język i etykę publiczną.

– Wspomniał Pan Profesor o postawie „ojcobójstwa”. Papież Benedykt XVI, jeszcze jako kardynał, mówił natomiast o Zachodzie, który nienawidzi siebie...

– To prawda, ponieważ jeśli Zachód jest korzeniem zła, „zbawienie” może przyjść tylko w procesie „odzachodnienia” świata. Jeśli „my” jesteśmy winni zła na świecie, musimy odpokutować za nasze grzechy, wyrzekając się naszej tożsamości, „rozpuścić się” w wielkiej magmie świata o płynnych tożsamościach. Krótko mówiąc, wszystko, co należy do zachodniego kanonu, jest złe. „Inny” jest zawsze na wyższym poziomie i jest lepszy etycznie. A zatem – kultury pozaeuropejskie, religie niechrześcijańskie, islam i środowiska LGBTQ są etycznie lepsze. W tym sensie możemy również mówić o „autofobii” (autofobia to lęk przed samym sobą – przyp. W. R.).

– Jakie są założenia tego, co nazwał Pan Profesor „katechizmem cywilnym”?

– W skrócie można powiedzieć, że zasadza się on na czterech dogmatach. Pierwszym z nich jest relatywizm kulturowy, co oznacza, że wszystkie kultury, tradycje i religie mają jednakową wartość i muszą być traktowane na tym samym poziomie. Drugi dogmat to równoważność pragnień i praw. W tej perspektywie każde pragnienie jest uzasadnione, a nawet święte, a każdy rodzaj represji jest niewłaściwy (zabrania się zabraniać). To hedonistyczna i radykalna interpretacja Freuda, a także Marcusego. Podmiot ludzki jest zredukowany do czystego popędu i pragnień. Tendencje te przekładają się na eksplozję konfliktów, ponieważ nie ma ograniczeń dla pragnień, ich sprzeczności i ciągłej zmienności. Trzecim dogmatem jest przekonanie, że człowiek dla świata nie jest konieczny. Człowiek jest jednym z wielu elementów równowagi w środowisku, ale nie jest głównym celem. Czwarty dogmat to powiązanie tożsamości z samostanowieniem. Prawa są oparte nie na powszechnie podzielanej koncepcji człowieka, ale na przynależności do grup i stylów życia, które jako takie muszą być chronione. Warunki te nie są uważane za naturalne, ale są wynikiem subiektywnego wyboru. Ten ostatni dogmat można podsumować wyrażeniem: „Chcę, więc jestem”.

– Jak to się stało, że ideologia poprawności politycznej odniosła sukces w podboju środowisk politycznych, gospodarczych, kulturowych i dziennikarskich, dzięki czemu ma hegemonię medialną?

– Aby to zrozumieć, należy spojrzeć na jej ekonomiczne korzenie. Poprawność polityczna wyraża interesy klasowe „burżuazji wiedzy”, którą stanowią ludzie z wyżu demograficznego. Nie jest to już burżuazja związana z tradycyjnym przemysłem ani własnością ziemi. Trzeba przywołać na myśl branżę hi-tech i ludzi takich jak Steve Jobs, Bill Gates czy Mark Zuckerberg, którzy mogą być uważani za spadkobierców „baby boomers” i „kontrkultury”. Ta burżuazja odgrywa wiodącą rolę w organizacjach międzynarodowych i w zglobalizowanym systemie mediów, a szczególnie mediów społecznościowych. Stąd wynika ich monopolistyczna rola w świecie kultury, mediów i uniwersytetów. Do tej burżuazji należy, oczywiście, większość przedstawicieli zachodnich elit politycznych, zwłaszcza w ostatnich trzydziestu latach.

– To wyjaśnia ogólnoświatową propagandę i rozpowszechnianie ideologii poprawności politycznej. Zastanawiam się jednak, dlaczego przeciwnicy tej ideologii są tak bezwzględnie i systematycznie zwalczani.

– Musimy wyjść od założenia, że dla zwolenników poprawności politycznej „prawda” tkwiąca w tej doktrynie musi być zaakceptowana przez wszystkich. Z tego powodu tych, którzy jej nie akceptują, trzeba demonizować, zepchnąć do przestrzeni całkowitego wykluczenia bez jakiejkolwiek możliwości poprawnej dyskusji, napiętnować jako szerzycieli nienawiści i dyskryminacji. Dlatego przeciwnik poprawności politycznej musi być ukazywany jako rasistowski, nietolerancyjny, seksistowski, homofobiczny, islamofobiczny itd.

– Dlaczego Kościół katolicki jest postrzegany jako główny wróg ideologii poprawności politycznej?

– Progresywizm „różnorodności” jest ze swej natury radykalnym relatywizmem, który odrzuca etyczno-polityczne podstawy Zachodu. Z tego powodu postrzega chrześcijaństwo jako najgorszego wroga. W szczególności identyfikuje jako wroga Kościół katolicki, który dziś jest praktycznie ostatnią filozoficzną barierą dla relatywizmu. Jednak wszystkie totalitarne ideologie nienawidziły chrześcijaństwa, ponieważ opierają się na gnostyckim twierdzeniu, że budują niebo na ziemi i nowego człowieka.

– Jak możemy przeciwdziałać dyktaturze poprawności politycznej?

– Należy ukazywać to zjawisko w kontekście historycznym – próbowałem to zrobić na swój sposób w mojej książce – aby pokazać, że miało ono konkretne przyczyny, jest związane z ewolucją pewnych uwarunkowań ekonomicznych, społecznych, politycznych i kulturowych – i dlatego nie jest ani wieczne, ani nieuniknione. A z tego wynika, że może ewoluować lub się skończyć – jak każde zjawisko, którego twórcami są ludzie – gdy zmieni się konkretny kontekst historyczny.

– W jaki sposób zatem powinien się zmienić kontekst historyczny, aby skończyła się dyktatura ideologii poprawności politycznej?

– Hiperrelatywistyczna ideologia „Innego” i nakazy poprawności politycznej były wyrazem hegemonii określonej klasy społecznej, zglobalizowanej „burżuazji wiedzy”, zachodniej elity „płynnej nowoczesności”, która przez tę ideologię narzuciła ludziom swoją wizję świata. Ale proces ten przypuszczalnie się skończy, gdy ta klasa zacznie tracić swoją centralną rolę. Nic dziwnego, że narracja poprawności politycznej zaczęła pokazywać pierwsze poważne pęknięcia, kiedy – począwszy od wielkiego kryzysu gospodarczego i finansowego w 2008 r. – ta dominująca klasa zaczęła przeżywać kryzys i była kontestowana przez ludzi, którzy „przegrali” na globalizacji, i kiedy uaktywniły się ruchy domagające się suwerenności i tożsamości lub ruchy neonacjonalistyczne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Il Messaggero: dymisja szefa Żandarmerii Watykańskiej

2019-10-14 12:39

st (KAI) / Watykan

Dowódca Żandarmerii Watykańskiej a zarazem dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Obrony Cywilnej Gubernatoratu Państwa Watykańskiego, 57-letni Domenico Giani złożył dymisję, a jego podanie o zwolnienie z funkcji znajduje się na biurku papieża Franciszka – twierdzi rzymski dziennik „Il Messaggero”.

Włodzimierz Rędzioch
Gen. Domenico Giani – komendant żandarmerii watykańskiej

Jak podają włoskie media jego dymisja związana jest z opublikowaniem zdjęć i personaliów pięciu osób (jeden duchowny oraz cztery osoby świeckie – wszyscy Włosi), wobec których watykańskie organa sprawiedliwości postawiły zarzut defraudacji środków finansowych.

Żandarmeria Watykańska dla swoich celów sporządziła list informujący funkcjonariuszy, że osoby te nie mają prawa wstępu na teren Watykanu, z wyłączeniem potrzeby udania się do lekarza. Ojciec Święty miał rzekomo być oburzony opublikowaniem danych, które przeciekły do prasy, zaznaczając, że przed wydaniem wyroku przez Trybunał Państwa Watykańskiego wobec osób, którym postawiono zarzuty należy respektować domniemanie niewinności. Zażądał też wyjaśnień od szefa żandarmerii.

Urodzony 16 sierpnia 1962 roku w Arezzo Domenico Giani od 1999 roku był zastępcą dowódcy Żandarmerii Watykańskiej, a od 3 czerwca jest dyrektorem Departamentu Bezpieczeństwa i Obrony Cywilnej Gubernatoratu Państwa Watykańskiego, inspektorem generalnym Korpusu Żandarmerii oraz prezesem Korpusu Straży Pożarnej Państwa Watykańskiego. Przed pojęciem pracy w Watykanie Domenico Giani pracował we włoskim Korpusie Straży Skarbowej (Guardia di Finanza), a następnie w organach ds. bezpieczeństwa Rady Ministrów Republiki Włoskiej. Zdaniem dziennika w Watykanie trwają poszukiwania kandydata na nowego szefa służb bezpieczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św Teresa od Jezusa - twierdza wewnętrzna Kościoła

2019-10-15 13:12

DK/wikipedia.org

Święta Teresa z Ávili[a], właściwie Teresa Sánchez de Cepeda y Ahumada (ur. 28 marca 1515 w Gotarrendura (Ávila) w Hiszpanii, zm. 4 października 1582 w Alba de Tormes w Hiszpanii) – hiszpańska mistyczka, karmelitanka, pisarka kontrreformacji i teolog życia kontemplacyjnego. Była również reformatorką zakonu karmelitów i wraz ze świętym Janem od Krzyża jest uważana za założycielkę karmelitów bosych.

François Gérard, "Św. Teresa”
Św. Teresa Wielka z Ávila – piękna kobieta, „teolog życia kontemplacyjnego”

W roku 1622, 40 lat po śmierci, została kanonizowana przez papieża Grzegorza XV. 27 września 1970 roku papież Paweł VI ogłosił ją doktorem Kościoła nadając jej tytuł „doktora mistycznego”. Jej książki, w tym autobiografia, Księga Życia i jej przełomowe dzieło Twierdza wewnętrzna, są podstawową częścią literatury hiszpańskiego Renesansu, jak również mistycyzmu chrześcijańskiego i chrześcijańskiej medytacji, którą opisuje w swym ważnym dziele Droga Doskonałości. Wspomnienie liturgiczne św. Teresy obchodzone jest w dniu 15 października.

Widzenia

Około roku 1556, przyjaciele Teresy zasugerowali, że jej nowe przejścia są dziełem diabła, a nie pochodzące od Boga. Zaczęła więc stosować praktyki pokutnicze i umartwiać się. Jej spowiednik, jezuita święty Franciszek Borgiasz, jednakże zapewniał ją o boskim pochodzeniu jej doświadczeń. W 1559, w dzień świętego Piotra, Teresa doświadczyła wewnętrznego widzenia Jezusa Chrystusa, który w jej przekonaniu ukazał jej się w postaci cielesnej, choć dla oczu niewidzialny. Nie miała wątpliwości co do prawdziwości tej wizji. Takie widzenia Jezusa Chrystusa trwały w sposób nieprzerwany przez okres ponad dwóch lat. W innej wizji, Serafin wielokrotnie wbił w jej serce rozżarzony do czerwoności czubek złotej lancy, powodując niepojęty duchowo-fizyczny ból. Wizja ta jest zbieżna z wizją świętego Franciszka z Asyżu, opisaną w hymnie Walka miłości.

Teresa tak opisuje tę scenę:

„Zobaczyłam, w jego ręce długą złotą dzidę, zaś jej koniec pokryty żelazem rozżarzony był do czerwoności. Wydawało mi się, że wkuwał ją co pewien czas w moje serce i że przebijał moje wnętrzności. Gdy poruszał swą dzidą wydawało mi się, że porusza i moimi wnętrznościami. Pozostawił mnie całą płonąca wielką miłością do Boga. Ból był tak wielki, że aż zaczęłam jęczeć, a słodkość płynąca z jego nadmiaru była tak zaskakującą, że nie chciałam być go pozbawiona...”

Ta wizja była inspiracją dla jednego z najsławniejszych dzieł Berniniego, Ekstaza świętej Teresy znajdującego się w Kościele Matki Bożej Zwycięskiej w Rzymie.

Pamięć o tym wydarzeniu była dla Teresy inspiracją do końca jej życia i motywowała jej całożyciowe oddanie się naśladowaniu życia i cierpienia Jezusa Chrystusa, które streszczała w słowach: „Panie, pozwól mi cierpieć z Tobą albo umrzeć”.

Dzieła świętej Teresy z Ávili, tworzone dla celów dydaktycznych, są jednymi z najwybitniejszych w literaturze mistycznej Kościoła katolickiego. Jej proza jest naznaczona wpływem łaski, ozdobną schludnością i uroczą siłą wyrazu, Teresa jest w czołówce hiszpańskich prozaików. Jej poezja jest natomiast wyróżniana za czułość i poczucie rytmu myśli.

Twierdza wewnętrzna, napisana w roku 1577, w której porównuje rozwój duszy oddanej kontemplacji do zamku z siedmioma kolejnymi wewnętrznymi komnatami, analogicznie do siedmiu niebios, których przebycie prowadzi do zjednoczenia z Chrystusem. Książka uważana jest za duchowy testament św. Teresy i skarb mistyki katolickiej.

Jan Paweł II „W dniu 4 października roku 1582, który we wprowadzonym później Kalendarzu Gregoriańskim wypadł 15 października, w Alba, w granicach diecezji w Salamance, odeszła do Oblubieńca święta Teresa od Jezusa, osłabiona wiekiem i chorobą, lecz wciąż pełna żaru i płomiennej miłości do Boga i Kościoła. Przebyła długą drogę, opromienioną darem łaski prawdziwą „drogę doskonałości”, na której przez modlitwę otwarła się na służbę miłości przeniknęła w głąb „twierdzy duszy” i doświadczyła tej miłości, która im bardziej kogoś łączy z Bogiem, tym bardziej pobudza go do przejęcia się duchem Kościoła i do poświęcenia się Kościołowi”. Podczas podróży apostolskiej do Hiszpanii 1 listopada 1982 polski papież uczestniczył w Ávili w uroczystościach z okazji 400. rocznicy śmierci św. Teresy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem