Reklama

Turystyka

Prawdziwi wyznawcy Chrystusa?

Gdy bywam w Rzymie, bardzo lubię odwiedzać ciche, całkowicie odseparowane od miejskiego gwaru, pełne niezwykłego uroku miejsce, gdzie w gaju eukaliptusowym stoją trzy świątynie – to Tre Fontane (Trzy Źródła), położone kilka kilometrów od Bazyliki św. Pawła za Murami (San Paolo Fuori le Mura).

Wyznawcy Chrystusa

W starożytności miejsce to zwane było Ad Aquas Salvias (U Wód Salwiańskich) i znane jest przede wszystkim z tego, że to tutaj w 67 r. miała miejsce egzekucja św. Pawła. W miejscu tym dokonano również egzekucji wielu tysięcy chrześcijan: najgłośniejsza z nich – masowa egzekucja miała miejsce w czasie panowania Dioklecjana w 303 r. Ścięto wówczas tutaj św. Zenona, trybuna, wraz z jego 10 203 legionistami, którzy przyjęli chrzest i byli chrześcijanami.

Reklama

Dioklecjan, za którego panowania, obok Nerona i Domicjana, doszło do największych prześladowań chrześcijan, skazał ich na śmierć, ale zanim wykonano tę masową egzekucję, kazał im wznieść gigantyczne termy jego imienia – Terme di Diocleziano, dziś nieopodal Stazione Termini w Rzymie. Stąd też w okresie renesansu zachowane centralne budynki term Michał Anioł przebudował na wspaniałą bazylikę pw. Santa Maria degli Angeli e dei Martyri – Matki Bożej Anielskiej i Męczenników – dla upamiętnienia tychże właśnie męczenników, którzy swoją krew oddali za Chrystusa.

Gdy czytamy np. w Martyrologium Rzymskim opisy straszliwych kaźni chrześcijan, jakie przez trzy wieki miały miejsce w Imperium Romanum, nie zawsze zdajemy sobie sprawę z jednej niezwykle istotnej kwestii: Jak ciężkie nie byłoby oskarżenie, ile dowodów nie przedstawiono by, że podsądny należał do owej budzącej w Rzymianach odrazę chrześcijańskiej sekty, to sprawa ocalenia życia przedstawiała się niezwykle prosto. Należało przed sędzią zaprzeczyć oskarżeniom i w jego obecności złożyć ofiarę rzymskim bogom. I człowiek zamiast być ukrzyżowany, spalony żywcem, rzucony na pożarcie dzikim zwierzętom czy zamordowany w inny, okrutnie wymyślny sposób, swobodny jak ptaszek wracał do domu. A zatem czy potężne, budzące respekt i grozę w ówczesnym świecie Imperium Romanum było naiwne jak dziecko, że tak łatwo można je było zwieść? Nic bardziej błędnego! Imperium doskonale wiedziało, co robi! Człowiek wyrzekający się w obecności rzymskiego sędziego Boga wyrzekał się wszystkiego, co było najcenniejsze i najświętsze! I wyrzekał się życia wiecznego. Był wówczas już zupełnie kimś innym i to Rzymowi doskonale wiedzącemu, co robi, zupełnie wystarczało. Tyle tylko, że setki tysięcy chrześcijan wolało ponieść męczeńską śmierć na tym świecie, by zyskać życie wieczne na tamtym, prawdziwym, niż skorzystać z tej tak łatwej na pozór furtki ratunku.

Awangardowa Europa

Gdy dziś przechadzam się po eukaliptusowym gaju, wstępując do jednego z trzech kościołów w tym uroczym parku – kościoła Santa Maria Scala Coeli (od objawienia Matki Bożej w tym miejscu), zbudowanego na katakumbach kryjących szczątki tych dziesięciu tysięcy męczenników, zdaję sobie sprawę z tego, że przez dwa tysiąclecia – i tak będzie dalej, do końca świata – nic się nie zmieniło w najistotniejszej kwestii: „a każdego, kto się Mnie wyprze przed ludźmi, wyprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (por. Mt 10, 33). Przesłanie Chrystusa jest jak zawsze w Ewangeliach niezwykle jasne. I trzeba powiedzieć, że jakkolwiek wiek XX przyniósł największą od czasów starożytnych liczbę świętych męczenników za wiarę, to krwawe prześladowania ominęły Europę. Ominęły, prawdę mówiąc, jak na razie, bo od lat wielu europejskich polityków wręcz wychodzi z siebie, wykonując przedziwne podrygi, by rozpętać konflikty religijne w Unii: ot, zbliżają się święta Bożego Narodzenia i znów pewnie Anglicy (i nie tylko) zafundują nam kabaretowy spektakl walki ze św. Mikołajem, drzewkiem bożonarodzeniowym czy przesyłanymi bliskim kartkami pocztowymi z życzeniami świątecznymi. Jak na razie usiłowania te budzą śmiech i politowanie, ale w tę walkę o „postęp i tolerancję” angażuje się coraz więcej instytucji państwowych i międzynarodowych, np. Trybunał w Strasburgu, który uniesiony szczytnym zapałem do walki z krzyżem – jego zdaniem: walki o „praworządność” – łamał sam prawo, przekraczając swoje kompetencje.

Chrześcijańscy wyznawcy „postępu”

Reklama

Problem jednak istnieje zupełnie inny. Oto my, miliony obywateli własnego państwa, z jednej strony bywamy, choć nie wszyscy, na niedzielnej Mszy św., łamiemy się opłatkiem w Wigilię Bożego Narodzenia, idziemy ze święconym w Wielką Sobotę, chrzcimy się, bierzemy kościelny ślub, a w ostatniej drodze towarzyszy nam krzyż – znak wiecznego zbawienia. Czy więc jesteśmy tak jak ci męczennicy legioniści członkami tego samego Kościoła? No, chyba jednak nie całkiem! Jakkolwiek nie jesteśmy świadkami prześladowań jak za Dioklecjana czy współcześnie np. w Azji, to w zasadzie każdy dzień przynosi nam informacje o znieważaniu krzyża i innych symboli religijnych oraz o coraz bardziej prymitywnych i agresywnych bluźnierstwach, atakujących, co dziwne, akurat tylko chrześcijan, a w szczególności katolików. Co chwila media lansują jakiegoś wybitnego „myśliciela i znawcę teologii” (najczęściej z samej „stolyce”), którego wynurzenia mogą doprowadzić normalnego człowieka do ciężkiego ataku śmiechu. Albo „wybitnego artystę”, co to zamyślony nad ludzką kondycją i egzystencją człowieczą albo kurzą, albo jakiegokolwiek stworzenia bądź jakąkolwiek inną, ku zachwytowi mediów i odnośnych władz (ordery, tytuły i zaproszenia do mediów), a to przybija genitalia do krzyża albo kurę, albo też daje wyraz w inny, wulgarny i prymitywny sposób swojej „twórczej ekspresji”! To znów jakiś „postępowy Europejczyk” oblewa moczem modlących się ludzi we Wrocławiu, przy całkowitej bierności władz (te ostatnio zajmują się zupełnie czymś innym), i tak dalej.

Najdziwniejsza jest jednak nasza reakcja na te bluźnierstwa. W kraju, gdzie katolicy ponoć są w przeważającej liczbie, na te coraz bardziej prymitywne, coraz bardziej agresywne i coraz bardziej bezczelne oraz łamiące prawo prowokacje po prostu nie reagujemy, mimo że one przecież właśnie nas bezpośrednio dotyczą. Nikt od nas nie wymaga dawania świadectwa naszej wierze poprzez męczeństwo, ale żeby nie zdobyć się nawet na najmniejszy gest protestu: wyłączyć szklane, łżące, rozjątrzone i rozpyskowane pudło, czyli telewizor, albo po prostu przełączyć na inny kanał... – to takie trudne? Nie nabijać kasy redaktorkowi piśmidła szerzącego „misję tolerancji i nowoczesności”, od którego nawiedzonego bełkotu normalnemu człowiekowi robi się po prostu niedobrze! Sklepy, galerie handlowe kipią od towarów różnych firm. Czy musimy taki sam towar kupować akurat w firmie, która ponoć jest handlowa, a zarobione na nas pieniądze obraca na wyśmiewanie nas, naszej wiary i tradycji, na poniżanie tych, z których żyje? Przecież bez nas, klientów, widzów, konsumentów, te cudaczne twory walczące o „postęp i tolerancję” po prostu nie istnieją! Tracą rację bytu i to wystarczy, aby stojąc przed taką perspektywą, szybko spokorniały i przycichły!

Nie jestem teologiem i broń Boże nie chciałbym się wypowiadać w tych kwestiach, ale ogarnia mnie pewna wątpliwość. Jakkolwiek Kościół jest jeden i trwać będzie, jak zapewnił Chrystus (a czego do końca chyba nie zrozumieli jego wrogowie) do końca świata, to czy my jesteśmy tak jak ci legioniści członkami tego samego Kościoła? Gdy jedni dając świadectwo swojej wiary ponosili i ponoszą męczeńską śmierć, to drudzy, mimo że drepczą w niedzielę na Mszę św., nawet przysłowiowym małym palcem nie ruszą, gdy lży się najświętsze dla nas symbole? Kupują co dzień, czy co tydzień piśmidła, których racja bytu polega na atakowaniu Kościoła Chrystusowego? Bo Kościół nie jest nasz, jest Chrystusa, który jest jego niewidzialną głową? Jak papugi przy byle okazji powtarzają bezmyślne brednie nie tyle domorosłych, co telewizorosłych „myślicieli i filozofów”, których racja bytu polega na atakowaniu nas? Głosują na polityków, którzy za nasze pieniądze mobilizują wielkie siły w celu ochrony marszów „tolerancji”, których cechą wyróżniającą nie jest tolerancja tylko usilna próba prowokowania, a ślepną i głuchną na ordynarne ataki na ludzi wierzących? No cóż, optymistyczne (czy dla wszystkich) jest to, że na te pytania każdy z nas w swoim czasie otrzyma wyczerpującą odpowiedź.

Autor jest profesorem Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

2013-11-26 12:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rzym: Międzynarodowe Spotkanie i Modlitwa o Pokój

2020-10-20 19:23

[ TEMATY ]

modlitwa

pokój

Rzym

papież Franciszek

PAP

Religie nie chcą wojny; wręcz przeciwnie, zadają kłam tym, którzy sakralizują przemoc – mówił papież Franciszek podczas Międzynarodowego Spotkania i Modlitwy o Pokój pod hasłem „Nikt nie ratuje się sam. Pokój i braterstwo”. Odbyło się ono 20 października na Kapitolu w Rzymie z inicjatywy Wspólnoty św. Idziego (Sant’Egidio). Stanowiło ono kontynuacją spotkań, które zainaugurował w Asyżu w 1986 roku św. Jan Paweł II.

Przedstawiciele modlili się najpierw osobno. Chrześcijanie różnych wyznań zgromadzili się w bazylice Santa Maria in Aracoeli. Nabożeństwu ekumenicznemu współprzewodniczyli tam: papież Franciszek i honorowy zwierzchnik prawosławia, patriarcha Konstantynopola Bartłomiej. Obecni byli m.in. przedstawiciel arcybiskupa Canterbury w Rzymie abp Ian Ernest oraz przewodniczący Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech bp Heinrich Bedford-Strohm, a także 9 kardynałów.

Głos zabrał bp Bedford-Strohm, który zaznaczył, że w czasie pandemii okazywanie bliskości i miłości stało się „wrogiem miłości” i „potencjalnym zagrożeniem”. Potrzebujemy usłyszeć Boże wezwanie: „Nie lękajcie się! Nie zostawiam was samych. Zawsze będę z wami i doznacie uzdrowienia”. Kościoły maja być zwiastunami tego Bożego uzdrowienia. Potrzebują do tego trzech czynników: modlitwy, wprowadzania w życie sprawiedliwości i stawania się jednością jako Kościół. Przewodniczący Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech zaznaczył, że modlitwa osób o różnych wyznaniach jest rozmową z Bogiem, wyrażaniem naszych nadziei, zadawaniem pytań, słuchaniem Boga, by zyskać jedność, kierunek i orientację. Następnie podkreślił, że nie ma modlitwy bez czynienia sprawiedliwości, zwłaszcza wobec najuboższych, uchodźców i głodujących. Zaznaczył, że troska z pasją o jedność Kościoła nie jest jedynie uczuciem czy , ale częścią DNA każdego Kościoła. A jego osobistym marzeniem jest doświadczenie tej jedności we wspólnej Eucharystii jeszcze za swego życia.

Z kolei papież Franciszek nawiązał do fragmentu Męki Pańskiej, w którym zwarta jest pokusa: „Wybaw samego siebie!” (Mk 15, 30)i zauważył, że także współcześni chrześcijanie napotykają pokusę by myśleć wyłącznie o sobie samych. Wskazał, że najpierw wypowiadają ją zwykli ludzie, świadkowie przepowiadania Jezusa i Jego cudów. Chcieli, by na krzyżu dokonał się kolejny spektakularny cud. Zaznaczył, że w postawie takie wyraża się w gruncie rzeczy kult własnego „ja” a nie Boga żywego. „Obojętność trzymała ich z daleka od prawdziwego oblicza Boga” - podkreślił Franciszek.

Następnie Ojciec Święty mówiąc o postawie arcykapłanów i uczonych w Piśmie zauważył, że oskarżali Jezusa, ponieważ innych wybawił. Insynuowali, że zbawienie, spieszenie na pomoc innym nie przynosi żadnego dobra. Jednakże „ewangelia” „wybaw samego siebie” jest „najbardziej fałszywą ewangelią apokryficzną, która nakłada krzyże na innych. „Natomiast prawdziwa ewangelia bierze na siebie krzyże innych” – wskazał papież.

Franciszek zaznaczył, że w klimat prowokacji wymierzonej przeciw Jezusowi włączyli się także dwaj złoczyńcy ukrzyżowani wraz z Niem. „Szukają Jezusa tylko po to, by rozwiązać swoje problemy. Ale Bóg nie tyle przychodzi, aby uwolnić nas od problemów, które zawsze się pojawiają, lecz po to, aby wybawić nas od prawdziwego problemu, jakim jest brak miłości. I to właśnie jest głęboka przyczyna naszych nieszczęść osobistych, społecznych, międzynarodowych i ekologicznych. Myślenie tylko o sobie jest sprawcą wszelkiego zła” – podkreślił Ojciec Święty. Jednocześnie dodał, że jeden z łotrów dostrzegł w Jezusie łagodną miłość i dzięki temu otrzymał raj.

Papież cytując swego poprzednika, Benedykta XVI stwierdził, że „Krzyż czyni nas braćmi”. „Bowiem tylko miłość gasi nienawiść, tylko miłość dogłębnie pokonuje niesprawiedliwość. Tylko miłość czyni miejsce dla innych. Tylko miłość jest drogą do pełnej jedności między nami – dodał. Podkreślił, że inni ludzie powinni być drogą do zbawienia nas samych, zwłaszcza ubodzy. „Niech Pan pomoże nam wspólnie kroczyć drogą braterstwa, abyśmy mogli być wiarygodnymi świadkami prawdziwego Boga” - stwierdził na zakończenie swej homilii Franciszek.

W czasie modlitwy wiernych, przy śpiewie „Kyrie eleison”, proszono Boga m.in. o pokój i pojednanie w kolejno wymienianych z nazwy krajach ogarniętych wojną, przemocą, terroryzmem i napięciami społecznymi, m.in. na Białorusi, Ukrainie i na Kaukazie. Powierzano Bogu rządzących, by prowadzili swe państwa drogami pokoju, a także ofiary pandemii. Każdej intencji towarzyszyło zapalenie świeczki przez przedstawicieli Wspólnoty św. Idziego. Na zakończenie wszyscy odmówili modlitwę „Ojcze nasz”, ukłonem przekazali sobie znak pokoju, a papież wypowiedział słowa błogosławieństwa.

Następnie na sąsiednim placu na Kapitolu (Piazza del Campidoglio) odbyło się spotkanie przedstawicieli różnych religii. Rozpoczął je założyciel Wspólnoty św. Idziego Andrea Riccardi. Przypomniał spotkanie z 1986 r., które zapoczątkowało „ducha Asyżu”, polegającego na tym, że „religie nie modlą się przeciwko sobie, jak w przeszłości, gdy byliśmy sobie obcy lub się nienawidziliśmy”, lecz „modlą się ramię w ramię”.

Głos zabrał także prezydent Włoch Sergio Mattarella. Stwierdził, że czas pandemii pokazuje, jak bardzo potrzebujemy braterstwa. Za znak nadziei uznał to, że „w duchu Asyżu” religie solidarnie modlą się o pokój.

Swe przesłania pokoju przekazali reprezentanci różnych religii. Patriarcha Bartłomiej wskazał, że budowanie braterstwa, które prowadzi do pokoju i sprawiedliwości zaczyna się od troski o wspólny dom. – Skończył się czas mody na ekologię, jej idealizacji lub co gorsze jej ideologizacji. Zaczyna się czas działania – stwierdził prawosławny hierarcha.

Naczelny rabin Francji Haïm Korsia wskazał, że przeciwieństwem nienawiści nie jest nienawiść, lecz obojętność. Brak odpowiedzialności za siebie nawzajem, brak więzi z drugim człowiekiem jest postawą Kaina, która wiąże się z brakiem braterstwa. Wzorem powinna być postawa Józefa, sprzedanego przez braci, który mimo ich szukał. Rabin zachęcił, by wzorując się na Józefie, budować więzi braterstwa z tymi, których spotykamy.

Mohammed Abdelsalam Abdellatif, sekretarz generalny Wysokiego Komitetu Braterstwa Międzyludzkiego odczytał przemówienie wielkiego imama kairskiego uniwersytetu Al-Azhar Ahmada al-Tayyeba, który m.in. odciął się od „strasznego zabójstwa” nauczyciela pod Paryżem sprzed kilku dni. Stwierdził, że zasady religii islamskiej i nauczanie Mahometa nie mają z nic wspólnego z tym „grzesznym czynem przestępczym” i z „przewrotną i fałszywą ideologią”, którą kierował się jego sprawca. - Ten terrorysta i jego ludzie nie reprezentują religii Mahometa (…), tak jak terrorysta nowozelandzki, który zabił muzułmanów w meczecie nie reprezentuje religii Jezusa – podkreślił al-Tayyeb.

Buddyjski mnich Shoten Minghesi z Japonii wyraził przekonanie, że przywódcy religijni powinni ściśle ze sobą współpracować, gdyż dialog jest drogą otwierającą nasze serca i stanowi krok zbliżający do serc innych ludzi. – Wspólnie rozbrajajmy nasze serca i podążajmy tą drogą, czyniąc kolejny krok w kierunku świata, do którego dążymy: świata braterstwa i pokoju – wezwał Minghesi.

Reprezentujący włoskich sikhów Katrmaljit Singh Dillon zaznaczył, że „narody są jedną wielką rodziną, która powinna pozostawać zjednoczona w trudnych chwilach pandemii, która powoduje wzrost ubóstwa i niepewności”. Dał wyraz przekonaniu, że poprzez wspólną walkę w ochronie ludzkiego życia i ochronie środowiska naturalnego będziemy mogli pokonać nierówności i zapewnić „pokojową przyszłość naszym dzieciom”.

Jako ostatni przemówił papież Franciszek. Przypomniał, że „przykazanie pokoju jest głęboko wpisane w reprezentowane przez nas tradycje religijne” oraz że na bazie wiary religijnej można stać się budowniczym pokoju.

Ojciec Święty zachęcił do kontynuowania tych wysiłków, nie przyzwyczajania się do wojny oraz zwrócenia szczególnej uwagi na los uchodźców. Zaznaczył, że dzisiaj bolączki wojny spotęgowały się również z powodu pandemii koronawirusa i niemożności dostępu w wielu krajach do niezbędnej opieki zdrowotnej.

„Wszyscy przywódcy polityczni mają wobec Boga bezwzględny obowiązek położenia kresu wojnie. Pokój jest priorytetem wszelkiej polityki” – stwierdził papież. „Dość już mieczy, broni, przemocy, wojny!” – dodał Franciszek.

Ojciec Święty przypomniał, że różne kraje świata są dzisiaj głęboko ze sobą powiązane. „Braterstwo wypływające ze świadomości, że jesteśmy jedną ludzkością musi przeniknąć życie ludzi, wspólnot, rządzących i forów międzynarodowych. W ten sposób wzrośnie poczucie, że możemy ocalić się tylko razem, poprzez spotkania, negocjacje, zaprzestanie walki, jednając się ze sobą, łagodząc język polityki i propagandy, rozwijając konkretne drogi na rzecz pokoju” – stwierdził papież.

Nawiązując do dzisiejszego spotkania Franciszek wskazał, iż ukazuje ono jasno, „że religie nie chcą wojny; wręcz przeciwnie, zadają kłam tym, którzy sakralizują przemoc, proszą wszystkich o modlitwę o pojednanie i o działanie, aby wspólnota braterska mogła otworzyć nowe drogi nadziei. Istotnie, z Bożą pomocą, możliwe jest budowanie świata pokoju, a tym samym wspólne ocalenie siebie”.

Po minucie ciszy w intencji ofiar pandemii i wojen, odczytano „Apel na rzecz pokoju”, skierowany do przywódców państw i obywateli świata. – W tym czasie dezorientacji, poruszeni następstwami pandemii COVID-19, która zagraża pokojowi powiększając nierówności i lęki, mówimy z mocą: nikt nie może ocalić się sam, żaden naród, nikt! – podkreślili sygnatariusze apelu. Zaznaczyli, że „wszyscy jesteśmy siostrami i braćmi”. – Modlimy się do Boga Najwyższego, aby po tym czasie próby nie było już „innych”, ale wielkie „my”, bogate różnorodnością. Nadszedł czas, by znów śmiało marzyć, że pokój jest możliwy, że pokój jest konieczny, że świat bez wojen nie jest utopią. Dlatego chcemy ponownie powiedzieć: „Nigdy więcej wojny!” – napisali uczestnicy spotkania.

Przeciwstawiając się myśleniu o wojnie jako możliwym sposobie rozwiązania sporów międzynarodowych, przypomnieli, że „wojna zawsze pozostawia świat w gorszej sytuacji, niż go zastała” i że „jest porażką polityki i ludzkości”. Zaapelowali do rządzących „o odrzucenie języka podziałów, często wspartego uczuciami lęku i nieufności, i o niepodejmowanie dróg bez odwrotu”.

Przywódców państw poprosili, by pracowali „razem nad nową architekturą pokoju”. - Połączmy siły na rzecz życia, zdrowia, edukacji, pokoju. Nadszedł czas, aby wykorzystać zasoby wykorzystywane do produkcji coraz bardziej niszczącej broni, niosącej śmierć, aby wybrać życie, zatroszczyć się o ludzkość i nasz wspólny dom. Nie traćmy czasu! – napisali.

Zaproponowali, by zacząć „od celów osiągalnych” i połączyć „już teraz wysiłki na rzecz powstrzymania rozprzestrzeniania się wirusa, dopóki nie będziemy mieli odpowiedniej szczepionki, która będzie dostępna dla wszystkich”. - Ta pandemia przypomina nam, że wiąże nas braterstwo krwi - zaznaczyli.

Wszystkich wierzących i ludzi dobrej woli zachęcili do budowania przyjaźni społecznej i przyswojenia sobie kultury dialogu, gdyż „rzetelny, wytrwały i odważny dialog jest mężnym i praktycznym antidotum na nieufność, podziały i przemoc”, a także „radykalnie kładzie kres argumentom wojen, które niszczą projekt braterstwa wpisany w powołanie rodziny ludzkiej”.

- Nikt nie może czuć się zwolniony od uczestnictwa. Wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni. Wszyscy potrzebujemy przebaczenia i proszenia o przebaczenie. Niesprawiedliwości świata i historii nie leczy się poprzez nienawiść i zemstę, ale poprzez dialog i przebaczenie – czytamy w apelu, przyjętym przez aklamację.

Dzieci wręczyły jego tekst przywódcom religijnym, ambasadorom i przedstawicielom włoskich władz. Papież i inni reprezentanci religii zapalali świeczki na wielkim kandelabrze, po czym podpisywali odczytany przed chwilą apel. Swój podpis pod nim złożył także prezydent Włoch. Na zakończenie spotkania wszyscy zgromadzeni na placu przekazali sobie znak pokoju.

CZYTAJ DALEJ

Dwie córki bez Downa

Moja mała dwudziestomiesięczna córka idzie uśmiechnięta, niesie ze sobą książeczkę. Siadamy razem, żeby obejrzeć obrazki. Pyta o wszystko, wskazuje to, o co poproszę, przytula się do mnie tak mocno i czule, że przekrzywią się jej okulary. Są czerwone, wyraźne, okrągłe, a jednak jakże inne od kanciastej czerwieni, która króluje ostatnimi dniami w przestrzeni publicznej i krzyczy o prawach kobiet...

Jest moja, jest nasza. Jest córką, siostrą, wnuczką. Jest zdrowa.

Zbadana po raz pierwszy w ósmym tygodniu pod sercem była „źle rokującym płodem” u boku swej bliźniaczej, zdrowej siostry. Zdiagnozowano „olbrzymią przezierność karkową” i skierowano na kolejne, bardziej szczegółowe badania. To o niej w czasie USG powiedziano, że „Down, albo Zespół Edwardsa”. To jej serce dość wcześnie zaczęło niepokoić lekarzy i ośmieliło ich do złożenia jasnej propozycji o „bezpiecznym przerwaniu”. - Po co pani chce ryzykować? Przecież ma pani już dzieci.

W połowie prenatalnego życia moich bliźniaczych córek pojawiły się komplikacje. To było zagrożenie dla naszych trzech istnień, przeżyłyśmy dwie, ja i jedna z córek. Jej książkowo rozwijająca się siostra, u której nie znaleziona Downa, Edwardsa, „olbrzymiej przezierności karkowej” zmarła. Błąd lekarzy.

Wskutek tej straty ta, która ocalała, urodziła się o wiele za wcześnie. Musiała dojrzewać w inkubatorze przez trzy miesiące, wznieść się ponad wyjściowe 800 gramów urodzeniowej wagi, wytrzymać, gdy wszystkie funkcje życiowe podtrzymywał specjalistyczny sprzęt. Ale wielka wola życia pokonała sepsę, przetrwała operację serca, zabieg ratowania wzroku i wiele, wiele innych.

Nie dawano jej żadnych szans na przeżycie. Wątpiono w możliwości prawidłowego rozwoju i bycie zdrowym dzieckiem, wyśmiano moje pragnienie karmienia jej piersią. Niepotrzebnie…

Bolało! Fizycznie i nie fizycznie. Rodził się sprzeciw, bunt, pretensje o źle postawioną diagnozę.

Bolała myśl o córce bliźniaczce: Czy byłaby podobna do tej, która żyje? Tak radosna, wrażliwa i błyskotliwa? Nigdy się nie dowiem... ale piekłem bym tego nie nazwała. Może raczej cudem?

Nie ożywiam pretensji. Czasem zabieram niedużą dziewczynkę w czerwonych okularach i razem odwiedzamy grób jej siostrzyczki.

CZYTAJ DALEJ

Wskazania na Wszystkich Świętych. Odpust za zmarłych przez cały listopad

Wydział Duszpasterstwa Ogólnego Diecezji Bielsko-Żywieckiej opublikował wskazania na uroczystość Wszystkich Świętych oraz Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych.

Z racji tego, że wzrasta liczba zachorowań na koronowirusa Covid-19 także w diecezji bielsko-żywieckiej, potrzeba jeszcze większej ostrożności i odpowiedzialności podczas odwiedzania cmentarzy.

Wydział Duszpasterstwa Ogólnego Diecezji Bielsko-Żywieckiej przypomniał, że nawiedzanie cmentarzy i modlitwa nad grobami bliskich zmarłych jest pięknym i potrzebnym znakiem naszej wiary w zmartwychwstanie. Stąd też w tym trudnym czasie zmagań z koronawirusem Wydział zachęca wszystkich, aby nawiedzanie grobów swoich bliskich rozłożyć na cały listopad, zachowując przy tym wszystkie obostrzenia ze względu na dobro, zdrowie i życie swoje i innych osób.

Jednocześnie Wydział Duszpasterstwa Ogólnego Diecezji Bielsko-Żywieckiej poinformował, że papież Franciszek w związku z pandemią wydał dekret wydłużający na cały listopad okres zyskania odpustu za zmarłych, który można uzyskać, modląc się za zmarłych i nawiedzając cmentarze.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję