Reklama

Kapłan i muzyk spełniony

2013-12-10 13:35


Niedziela Ogólnopolska 50/2013, str. 24-25

Archiwum autora

PROF. DR HAB. CEZARY TARACHA: – Jest Ksiądz kapłanem i muzykiem jednocześnie. Proszę powiedzieć, kiedy i w jakich okolicznościach narodziły się oba powołania?

KS. ALFONSO GUILLAMÓN DE LOS REYES: – W świat muzyki wprowadziła mnie moja mama. Zachęcała, abym śpiewał popularne wówczas piosenki, zwłaszcza motywy pochodzące z amerykańskich i włoskich filmów, które jako dzieci oglądaliśmy w kinie. Muszę przyznać, że bardzo mi się to podobało. Śpiewając te utwory, czułem się niczym przysłowiowa ryba w wodzie. Później rozpocząłem naukę w Konserwatorium Muzycznym w Murcji, gdzie pracowała siostra mojej mamy. To ona wspierała moje pierwsze kroki na nowej drodze i zachęcała sześciolatka do systematycznego poznawania podstaw muzyki. W wieku 9 lat rozpocząłem naukę gry na fortepianie, którą ukończyłem z dyplomem Konserwatorium. Później zdobyłem również dyplom w klasie organów.
W tym czasie zetknąłem się również z duszpasterstwem młodzieżowym w mojej parafii. Poznałem wielu wspaniałych seminarzystów i księży. Doświadczyłem radości płynącej z obecności Boga w Eucharystii i Słowie. Pojawiło się pragnienie naśladowania Jezusa i służenia Kościołowi poprzez kapłaństwo.

– Co zatem znaczy dla Księdza kapłaństwo? Jak postrzega Ksiądz rolę kapłana we współczesnym świecie?

– Kapłaństwo oznacza rezygnację z własnych planów, z dysponowania własnym życiem. Kapłan należy do ludzi, którzy go otaczają, którzy zbliżają się do niego z zaufaniem i stają się jego rodziną. W tym sensie uważam, że rola kapłana we współczesnym świecie polega na ciągłym towarzyszeniu braciom i siostrom i przybliżaniu Jezusa ludziom często oddalonym od Boga i doświadczającym głębokiej samotności.

– Niedawno został Ksiądz mianowany proboszczem jednej z parafii w rodzinnej Murcji. Proszę powiedzieć, z jakiego rodzaju problemami spotyka się proboszcz w Hiszpanii początków XXI wieku?

– Tych problemów jest wiele. Jeden z najbardziej palących to dechrystianizacja młodzieży. Po przyjęciu I Komunii św., w wieku 8-9 lat, dzieci tracą kontakt z Kościołem. Dorośli natomiast pochłonięci są sferą materialną i wkraczają w indywidualizm. Należy więc przybliżać wszystkim ludziom, bez względu na ich wiek, stan i sytuację życiową, radosne oblicze Kościoła, który ofiarowuje im przestrzeń serdecznego spotkania, szczerości uczuć względem bliźnich, wreszcie konkretną i ofiarną służbę potrzebującym. Ujmując to inaczej – odpowiedzią na problemy, z jakimi spotyka się współczesny Kościół hiszpański, powinno być ukazywanie obecności żywego Chrystusa w społeczności naznaczonej rzeczywistością wiary i wzajemnej miłości.

– Proszę rozwinąć ten wątek. Jak przedstawia się sytuacja Kościoła katolickiego w Hiszpanii?

– Do niedawna Kościół był jedyną instytucją i społecznością sprzeciwiającą się relatywistycznej ideologii, którą papież Jan XXIII nazwał „kulturą śmierci”. Z tego powodu był krytykowany i odrzucany przez znaczące siły w Hiszpanii. Z drugiej strony natomiast ludzie Kościoła doświadczają problemów właściwych współczesnemu społeczeństwu, a na skutek rutyny i konformizmu stają się, jak to ujął papież Franciszek, „bardziej pośrednikami niż aktywnymi uczestnikami” wydarzeń i procesów. Warto jednak podkreślić, że na przestrzeni ostatnich dekad i w opozycji do narastających zjawisk sekularyzacji życia, pojawiły się w Hiszpanii nowe ruchy apostolskie, nowe instytucje, jak Caritas czy „Manos Unidas”, które podejmują ewangelizację różnych środowisk. Działają one w skali całego kraju i docierają do najmniejszych miejscowości, odpowiadając skutecznie na palące problemy społeczne, takie jak bezrobocie i postępująca pauperyzacja rodzin, nie tylko emigrantów, ale również Hiszpanów.

– Jakie nadzieje wiąże Ksiądz z wyborem papieża Franciszka?

– Jego wybór można uznać za modelowy. Zresztą wszystko, co wydarzyło się od czasu ustąpienia papieża Benedykta XVI, który z właściwą sobie pokorą i prostotą wyjaśnił motywy skłaniające go do podjęcia tej decyzji, przebiegało w sposób bardzo godny. Wydarzenia te stanowią, moim zdaniem, świadectwo stałej i żywej obecności Ducha Świętego w życiu Kościoła.
Jako zakonnik nowy Papież wnosi na Stolicę Piotrową całe bogactwo charyzmatów, ciepły, wręcz rodzinny styl bycia, zrozumienie problemów zwykłych ludzi i, oczywiście, przypomnienie, że Ewangelia stanowi istotę misji Kościoła.

– Porozmawiajmy teraz o drugiej pasji. Co Ksiądz myśli o współczesnej muzyce, a zwłaszcza o aktualnych tendencjach w muzyce liturgicznej?

– Zasadniczy problem współczesnej muzyki to jej jakość. Zmieniły się paradygmaty, w których ramach artyści rozwijali swoją twórczość, a wraz z nimi aspekt estetyczny. Z tego powodu przeciętni ludzie nie odnajdują już w muzyce tego piękna, którego oczekują. Jest to szczególnie widoczne w zakresie muzyki liturgicznej. Jakże często doświadczamy, że wierni nie rozumieją, nie czują utworów, pieśni, które są wykonywane podczas liturgii. Myślę, że oddalenie od Boga skutkuje również tym, że w sztuce dochodzi do odrzucenia tego, co piękne, wartościowe i dobre. Oznacza to, że w trakcie odnowy liturgicznej, jaka miała miejsce po Soborze Watykańskim II, nie udało się zrealizować pewnych założeń zarówno w kwestii jakości produkcji muzycznej, jak i pobudzenia zdolności recepcyjnych oraz aktywnej partycypacji wiernych.

– Od pewnego czasu pełni Ksiądz funkcję organisty tytularnego katedry w Murcji. Jak Ksiądz postrzega obecną sytuację hiszpańskiej organistyki oraz rolę organisty w Kościele?

– Tak, jestem organistą tytularnym katedry, choć obecnie z racji obowiązków duszpasterskich czasowo nie spełniam tej roli. W ostatnich dekadach miały miejsce pozytywne zjawiska w tym zakresie. Przeprowadzono remonty wielu historycznych instrumentów, zbudowano nowe. Wzrosła również liczba organistów wykształconych w konserwatoriach. Nie znaczy to jednak, że stan hiszpańskiej organistyki jest zadowalający. Jeżeli chodzi natomiast o rolę organisty, to powinien on przede wszystkim znać i rozumieć liturgię, ponieważ jego obowiązki nie ograniczają się do sfery muzycznej. Generalnie Kościół hiszpański powinien przywiązywać większą wagę do tych spraw i powrócić do tradycji zabiegania o jakość muzyki, jak to miało miejsce w dawnych czasach. Jest, na szczęście, coraz więcej dobrych decyzji i realizacji w tym zakresie.

– Mimo długotrwałej przygody z organami jest Ksiądz przede wszystkim pianistą. Jaki repertuar wykonuje Ksiądz najczęściej? Na czym polega sekret fortepianu?

– Mój repertuar związany jest z epokami największego triumfu i znaczenia fortepianu. Są to przede wszystkim wielcy kompozytorzy XIX wieku. Rzadziej wykonuję kompozycje współczesne, choć mam wielki szacunek dla dorobku twórców 2. połowy XX stulecia. Wiele przyjemności sprawia mi np. muzyka amerykańska, zwłaszcza jazz i gospel.
A sekret fortepianu? Cóż, wydaje mi się, że siła tego instrumentu polega na wielkim potencjale ekspresji oraz niezrównanych możliwościach brzmieniowych, jakie posiada. Owszem, organy mają swoje bogactwo dźwięków, nawet większe, ale są one, moim zdaniem, mniej oryginalne i mniej subtelne. Organy wywołują emocje poprzez wrażenie, fortepian natomiast wywiera wrażenie, oddziałując na nasze emocje.

– Proszę opowiedzieć naszym Czytelnikom o kontaktach Księdza z Polską.

– Po raz pierwszy przyjechałem do Polski, konkretnie do Lublina, przed trzema laty, na zaproszenie prof. Cezarego Tarachy z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Razem z lubelskim organistą dr. Markiem Bochniakiem zagraliśmy wówczas koncerty w tamtejszej filharmonii. Oczarowało mnie piękno polskiego krajobrazu, wspaniałe zabytki Lublina oraz Krakowa, który miałem okazję również zobaczyć. Poznałem wielkość polskiego narodu wyrażającą się w jego historii, literaturze, sztuce. Zdałem sobie sprawę z wielu podobieństw pomiędzy Polakami i Hiszpanami. Poza tym od dawna odczuwałem szczególną wdzięczność dla waszego narodu, który wydał Jana Pawła II – wielkiego papieża, będącego szczególnym darem dla Kościoła powszechnego. Dodam jeszcze, że ta pierwsza wizyta w Polsce zaowocowała szczególną przyjaźnią, jaka łączy mnie z rodziną Marka, który na moje zaproszenie koncertował dwukrotnie w Murcji, oczarowując naszą publiczność swoimi improwizacjami organowymi.

– Czy w najbliższym czasie będziemy mogli usłyszeć Księdza ponownie w Polsce?

– Tak. Prawdopodobnie wiosną 2014 r. Pracuję jednak już nad repertuarem (kompozytorzy hiszpańscy: Isaac Albéniz, Enrique Granados i polscy: Fryderyk Chopin, Ignacy J. Paderewski), który zaprezentuję w Lublinie.

– Oblicze Księdza promieniuje radością. Czuje się Ksiądz szczęśliwy, spełniony?

– Cóż, wkrótce będę obchodził 70. rocznicę urodzin. Pan Bóg obdarowywał mnie w tym czasie wielokrotnie i na różne sposoby. Z drugiej strony, można powiedzieć, że każdy poszukuje swojej własnej drogi do szczęścia. Dla mnie tą drogą jest Chrystus Zmartwychwstały i muzyka.

Tagi:
muzyka

Reklama

„Boża muzyka” w Nowej Brzeźnicy

2019-05-20 08:04

Ks. Mariusz Frukacz

„Można powiedzieć, że dzisiejszy koncert, to taka Boża muzyka” – powiedział „Niedzieli” wybitny kompozytor urodzony w Nowej Brzeźnicy Juliusz Łuciuk po koncercie z okazji 40. rocznicy pierwszej pielgrzymki św. Jana Pawła II do Ojczyzny.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

W kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Nowej Brzeźnicy, 19 maja zabrzmiały kompozycje Juliusza Łuciuka i Grzegorza Majki do tekstów: św. Jana Pawła II, Jerzego Sypka i Tadeusza Szymy, w wykonaniu: Dariusza Siedlika ̶ baryton, Macieja Zagórskiego ̶ fortepian, Katarzyny Suskiej-Zagórskiej ̶ mezzosopran i Grzegorza Majki - fortepian.

„Św. Jan Paweł II zostawił Polsce ważne słowa swoich przesłań, w których uczył nas łączenia wiary i kultury ale zostawił także to jedno: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” – powiedział otwierając koncert ks. Wiesław Sochański, proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela w Nowej Brzeźnicy.

„Tutaj spędziłem moje dzieciństwo, w tym kościele byłem ochrzczony. Jako kilkuletni chłopiec chodziłem do tego kościoła i siadałem obok ojca przy organach. Wsłuchiwałem się w pieśni kościelne. Wchłaniałem je w siebie, a potem one dały odzew w moich kompozycjach” – wspominał Juliusz Łuciuk.

Uczestnicy koncertu wysłuchali utworów do kompozycji Juliusza Łuciuka: „Oda papieska do Ojca świętego Jana Pawła II”, na bas solo z towarzyszeniem fortepianu (2011, tekst: Jerzy Sypek), „Prasakrament. Medytacja o Praźródle Miłości”, na głos i fortepian (2005, tekst: św. Jan Paweł II), Trzy liryki 1. Powrót - Sereno 2. Powrót - Doloroso 3. Santo Subito!, na mezzosopran i fortepian (2016, tekst: Tadeusz Szyma), Modlitwa do świętego Jana Pawła II.

Pieśni – Obrazy dźwiękiem malowane, na sopran, baryton i fortepian (2017, tekst: Tadeusz Szyma).

Zobacz zdjęcia: „Boża muzyka” w Nowej Brzeźnicy

Szczególnym momentem koncertu było prawykonanie utworu poetyckiego „Pragnienie” z 2019 r., autorstwa Tadeusza Szymy, znanego dziennikarza, filmowca, krytyka filmowego wykładowcy akademickiego, naukowca, pisarza i poety, który zmarł 5 kwietnia 2019 r. Muzykę na baryton i fortepian do tego utworu skomponował Grzegorz Majka.

„Jestem wzruszony, że właśnie dzisiaj mogły zabrzmieć teksty mojego nieżyjącego brata w tak pięknym wykonaniu. To dla mnie bardzo głębokie przeżycie” – powiedział na zakończenie koncertu Jan Szyma.

W wydarzeniu wzięli udział m. in. parlamentarzyści, przedstawiciele władz wojewódzkich i samorządowych oraz mieszkańcy Nowej Brzeźnicy.

Organizatorami koncertu byli: Stowarzyszenie Wspólnota Gaude Mater - Częstochowa, parafia pw. św. Jana Chrzciciela w Nowej Brzeźnicy oraz partner projektu Województwo Łódzkie.

W Nowej Brzeźnicy urodzili się: Ks. Jan Długosz (1415-1480) wybitny historyk polski, kanonik krakowski, dyplomata, proboszcz parafii św. Marcina w Kłobucku (1434-1448), wychowawca synów królewskich; od 1480 arcybiskup - nominat lwowski oraz Juliusz Łuciuk, polski kompzytor.

Stowarzyszenie Wspólnota Gaude Mater - Częstochowa, parafia pw. św. Jana Chrzciciela w Nowej Brzeźnicy oraz partner projektu Województwo Łódzkie zapraszają na niezwykły koncert z okazji 40. rocznicy pierwszej pielgrzymki św. Jana Pawła II do Ojczyzny.

Tutaj spędziłem moje dzieciństwo, w tym kościele byłem ochrzczony. Jako kilkuletni chłopiec chodziłem do tego kościoła i siadałem obok ojca przy organach. Wsłuchiwałem się w pieśni kościelne. Wchłaniałem je w siebie, a potem one dały odzew w moich kompozycjach.

Jestem wzruszony, że właśnie dzisiaj mogły zabrzmieć teksty mojego nieżyjącego brata w tak pięknym wykonaniu. To dla mnie bardzo głębokie przeżycie - ks. Wiesław Sochański, proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela.

Św. Jan Paweł II zostawił Polsce ważne słowa swoich przesłań, w których uczył nas łączenia wiary i kultury, ale zostawił także to jedno „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.

Wpisz tekst lub użyj istniejącego przykładu. To jest przykładowy tekst, który pokazuje, jak jak działa LanguageTool. LanguageTool ma jusz korektor psowni, który wyrurznia bledy na czewrono.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sutanna utkana przez mamę

2019-05-21 13:10

Wysłuchała Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 21/2019, str. 24-25

Do kapłaństwa Bóg wybiera, kogo chce. Ale wybrany nie jest znikąd, ma swoją historię: mamę, tatę i dom. Korzenie i źródło. Jeśli korzeń był mocny – byle wiatr go nie wyrwie. Jeśli źródło czyste – łatwo napoi innych.
O rodzinnych domach oraz swoich mamach Agnieszce Bugale opowiadają bp Antoni Długosz i ks. Marek Dziewiecki

Bożena Sztajner

Janina Długosz
O swojej mamie Janinie mówi bp Antoni Długosz

– Mamusia miała na imię Janina, ale mówili do niej Janeczka. Miała zaledwie dwa lata, gdy zmarł jej tato. Owdowiała wcześnie babcia Frania nigdy nie wyszła powtórnie za mąż i sama wychowała pięcioro dzieci. Mama, najmłodsza z rodzeństwa, wybrała zawód fryzjerki. Czesała pięknie, pracowała chętnie i dużo nie tylko w domu, ale kilka razy w tygodniu odwiedzała domy żon właścicieli fabryk na terenie Częstochowy – otrzymywała duże wynagrodzenie za pracę. W 1940 r. poślubiła Józefa, mojego ojca. Podjęła obowiązki żony i nadal pracowała zawodowo, pomagała mężowi w utrzymaniu rodziny. Tak było do moich urodzin. Dziadek Jan Długosz odwiedził kiedyś rodzinę syna, chcąc się zorientować, jak spełnia swoje nowe zadania. Mamusia czesała znajomą, a ja wyrywałem się z rąk babci z płaczem, upominając się o... mamusię. Wtedy dziadek odwołał tatusia „na stronę” i oświadczył, że Janeczka nie powinna pracować zawodowo, bo to ojciec ma obowiązek zapracować na utrzymanie rodziny. Dziadek Jan cieszył się dużym autorytetem, dlatego tatuś, bez dyskusji, zabronił mamusi pracować. Od tej pory z pomocą babci Frani, która do końca życia mieszkała z nami, mama uczyła się sztuki gotowania. Pierwszą zupę grochową przesoliła, ale potem było już coraz lepiej. Każdego dnia czekały na nas rano śniadanie i po szkole smaczny obiad.

Więź z Panem Bogiem odczytywałem przez całe jej życie. Wyrazem postawy wiary była częsta modlitwa, a szczególnie świętowanie niedzieli. W sobotę kierowała kąpielą dzieci, przygotowywała produkty na niedzielny obiad, pomagała w czyszczeniu obuwia. W niedzielę po modlitwie całą rodziną jedliśmy śniadanie, a po nim szliśmy na Mszę św.

Od mamy uczyłem się przebaczania ludziom oraz pamięci o nieobecnych podczas wspólnego posiłku. Zawsze pamiętała, by sprawiedliwą ilość jedzenia odłożyć dla osoby nieobecnej, która nie mogła zasiąść do stołu z całą rodziną.

Ważnym miejscem dla niej była Jasna Góra. Zazwyczaj szła pieszo, pokonując 5 km, by odprawić nowenny, modlić się z racji różnych zdarzeń rodzinnego życia. Kiedy w trzeciej klasie zostałem ministrantem, budziła mnie wcześniej, gdy miałem dyżury służenia do Mszy św., bym mógł z jej pomocą jak najlepiej wywiązać się z tego zadania. Nie pozwalała na krytykowanie księży, zawsze stawała w ich obronie. Gdy powiedziałem, że chcę zostać księdzem, ucieszyła się i z pomocą swych starszych sióstr przygotowywała mi tzw. wyprawkę do seminarium. Głęboko przeżyła moje kapłańskie święcenia i prymicje... Na drugiej placówce, w której pracowałem z poważnie chorym proboszczem, bardzo często mnie odwiedzała, przywoziła smakołyki, a także wspierała mnie finansowo. Z ojcem kupili gry planszowe i piłkę dla moich ministrantów. Modliła się dużo, zwykle na różańcu. Nie uwierzyła, gdy otrzymałem nominację na biskupa. W rodzinie uchodziłem za pogodnego człowieka, dlatego gdy zadzwoniłem po ogłoszeniu nominacji, odpowiedziała: „Nie wygłupiaj się!”.

Archiwum rodzinne
Sabina Dziewiecka, Janina Długosz

Odkąd zmarła, ciągle czuję jej obecność. Widzę ją jak dawniej: siedzi w fotelu, a ja klękam przy niej, układam głowę na jej piersi, słyszę bicie serca, a ona obejmuje mnie swoimi ramionami...

* * *

Sabina Dziewiecka
O swojej mamie Sabinie mówi ks. Marek Dziewiecki

– Mama wstawała o piątej rano, by pójść pieszo na Mszę św. do kościoła oddalonego o 2 km od domu. Gdy się budziłem, zdążyła już zrobić zakupy i przygotować śniadanie dla mnie i dla młodszego brata. Pewnego ranka zobaczyłem, że wróciła z kościoła zmoknięta i zziębnięta. Zrobiło mi się jej tak żal, że nie mogłem powstrzymać łez. Poprosiłem, by odtąd nie chodziła codziennie na Mszę św., ale by dłużej spała, bo wtedy będzie bardziej wypoczęta. Mama mnie przytuliła, uśmiechnęła się i wyjaśniła, że właśnie wtedy ma siły, gdy zaczyna dzień od spotkania z Jezusem. Promieniowała przy tym taką mocą i pewnością siebie, że odtąd już nigdy nie zaproponowałem jej postu od Eucharystii.

Nauczyła mnie tego, co decyduje o dojrzałości mężczyzny: zaufania do Boga i szacunku do kobiet. Przy rodzicach czułem się nieskończenie ważny i całkowicie bezpieczny. Wiedziałem, że mogli mnie z jakiegoś powodu upomnieć, a nawet skrzyczeć, nie mogli tylko jednego: przestać mnie kochać. Tuż przed siódmymi urodzinami chciałem przekonać rodziców, że do szczęścia jest mi koniecznie potrzebna pewna zabawka. Mama cierpliwie tłumaczyła, że nie stać nas na zakup elektrycznego autka, a miał takie jeden z kolegów w mojej klasie. W wieku siedmiu lat byłem jednak całkiem podobny do niektórych dorosłych, tzn. zupełnie nie reagowałem na rozsądne argumenty. Oznajmiłem mamie, że nie podniosę się z chodnika, dopóki nie dostanę upragnionej zabawki. Po kilku minutach mama uległa... i kupiła. Wieczorem w czasie kolacji zauważyłem, że mama je suchy chleb i pije herbatę bez cukru. Gdy zapytałem o powód takiego zachowania, odpowiedziała: „Tłumaczyłam ci dzisiaj przed sklepem, że nie stać nas na kupno takiej zabawki, jednak nie chciałeś mnie posłuchać i dlatego przez tydzień będę musiała jeść suchy chleb, żeby zaoszczędzić pieniądze wydane na samochodzik dla ciebie”. W oczach stanęły mi łzy. Przez chwilę patrzyłem to na zabawkę, to na mamusię, to na suchą kromkę chleba w jej dłoniach. Uświadomiłem sobie, że żadne zabawki świata nie mogą mi dać takiej radości, jak jeden uśmiech mamusi czy jedno radosne spojrzenie tatusia. Rzuciłem się mamie w ramiona i zacząłem płakać. Powiedziałem, że też chcę przez tydzień jeść tylko suchy chleb i popijać herbatą bez cukru. Mama szepnęła mi do ucha, że mnie bardzo kocha, i mocno przytuliła. To była dla mnie lekcja panowania nad sobą i odróżniania tego, co jest mi potrzebne do szczęścia, od tego, co jest tylko chwilowym pragnieniem.

Od wczesnego dzieciństwa mama pomagała mi żyć w obecności Boga, ufać Mu nad życie i rozmawiać z Nim o wszystkim, co było dla mnie ważne. Wcześnie nauczyła mnie znaku krzyża i pacierza. Wieczorami czytała mi Biblię i z radością opowiadała o największej historii miłości w dziejach wszechświata: o miłości Boga do ludzi. I do mnie! Moja mama żyła w obecności Boga. Na dziesiątki sposobów zapewniała mnie codziennie o tym, że warto słuchać Boga bardziej niż samego siebie. Może czuła, że przyjdą takie miesiące, w których będę musiał podjąć decyzję o tym, czy pójść za moimi marzeniami, czy też za głosem powołującego mnie Boga? Umiała mnie kochać. Była w tym naprawdę genialna! Potrafiła być czuła i jednocześnie wymagająca, gdy tylko tego potrzebowałem. Jednym spojrzeniem, gestem czy słowem potrafiła mnie mobilizować do rozwoju i do pracy nad sobą. Kształtowała moje sumienie. Fascynowała mnie świętością, którą sama promieniowała na co dzień.

Na wieczną stronę istnienia obydwoje rodzice odchodzili spokojnie. Najpierw – w wieku 88 lat – odszedł tata. Pięć tygodni po jego śmierci mama zaczęła być coraz bardziej zamyślona. I zaczęła słabnąć w oczach. Po sześciu dniach zamyślenia dała mi znak, bym ją przytulił mocniej. I usnęła, po raz ostatni w doczesności. Najwyraźniej uznała, że z tamtej strony istnienia tata nie powinien tęsknić za nią dłużej niż sześć tygodni...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

15 tysięcy żołnierzy modliło się w Lourdes o pokój na świecie!

2019-05-25 21:12

Agata Pieszko

Zakończyła się 61. Międzynarodowa Pielgrzymka Wojskowa do Lourdes, podczas której 15 tysięcy żołnierzy modliło się o pokój na świecie. Pielgrzymka trwała od 17 do 19 maja, jednak grupa polskich żołnierzy, licząca 180 osób, rozpoczęła swoją podróż już 12 maja. Wśród pielgrzymów z Polski znalazła się 30-osobowa reprezentacja podchorążych z Duszpasterstwa Akademickiego „Nieśmiertelni” Akademii Wojsk Lądowych na czele z kapelanem ks. kpt. Maksymilianem Jezierskim. Żołnierze z Wrocławia połączyli się z resztą pielgrzymów w koszarach 23 Śląskiego Pułku Artylerii w Bolesławcu, skąd wyruszyli autokarem w stronę Lourdes.

Archiwum DA Nieśmiertelni

Hasem tegorocznej 61. Międzynarodowej Pielgrzymki Wojskowej były słowa „Szukaj pokoju i dąż do niego” (Ps 34, 15), przypominające o darze zgody jako bożym błogosławieństwie.

– Celem pielgrzymki była modlitwa o pokój na świecie. W tej niezwykłej modlitwie wzięło udział ok. 15 tys. żołnierzy z całego świata. Oprócz fenomenalnych duchowych przeżyć doświadczyliśmy niezapomnianej przygody związanej z poznaniem żołnierzy z innych krajów. Mogliśmy zwiedzić także wiele ciekawych miejsc. Wróciliśmy do Wrocławia umocnieni w wierze oraz z pogłębioną świadomością odpowiedzialności za utrzymanie pokoju na świecie. Zobaczyliśmy, że armie są w stanie rozmawiać ze sobą w zgodzie i walczyć razem w słusznej sprawie. Po tym wyjeździe możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy żołnierzami Wojska Polskiego – mówi ks. kpt. Maksymilian Jezierski, kapelan Akademii Wojsk Lądowych

Podchorąży z Duszpasterstwa Akademickiego „Nieśmiertelni” wrócili do Wrocławia 23 maja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem