Reklama

Jan Paweł II

Znaki świętości Jana Pawła II

KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Pamiętam słowa śp. kard. Stanisława Nagyego: „O wielu rzeczach myślałem, gdy spotykałem się z papieżem Janem Pawłem II, ale o tym, że może być świętym, nie myślałem”. Wspominam też moją wizytę w Watykanie: szliśmy odprawiać nabożeństwo czerwcowe i Ksiądz Kardynał jako sekretarz Papieża, wskazując na różne zakamarki w Pałacu Apostolskim, mówił: Ileż on się tu modli! Mocno zapadły mi te słowa w pamięci. Dziś Polska oczekuje na kanonizację bł. Jana Pawła II. Ksiądz Kardynał osobiście przygotowuje ten dzień w Krakowie i w Kościele powszechnym. Modlitwa z pewnością była wyjątkowym wyróżnikiem Jana Pawła II...

KARD. STANISŁAW DZIWISZ: – Nawiążę do słów śp. kard. Nagyego. Rozmawialiśmy nieraz o Janie Pawle II. Zawsze mówiłem: Patrz, jak on się modli, jak traktuje drugiego człowieka, jakie umartwione życie prowadzi. To wszystko składało się na jego niezwykłą łączność z Bogiem. A byliśmy bardzo blisko niego – ja sam w Krakowie 12 lat, a potem 27 lat w Watykanie; całe moje kapłańskie życie związane jest z osobą Jana Pawła II. Teraz jednak jeszcze bardziej widzę, jak ta świętość była tam obecna, w czym się przejawiała. Nigdy np. Ojciec Święty nie sprawował Mszy św. rano bez wcześniejszego przygotowania. Czynił rozmyślanie, zawsze przed Mszą św. przygotowywał się najmniej 15 minut. I nigdy nie odszedł po Mszy św., żeby nie uczynić dziękczynienia. Poza tym – nie rozmawiał z ludźmi przed Mszą św. Kiedy jechaliśmy na wizytacje czy celebry, przed Mszą św. musiała być cisza, „silentium”, skupienie, on przygotowywał się na spotkanie z Panem w czasie Mszy św. Po Mszy św. było podobnie. Chociażby te fakty świadczą już o jego odniesieniu do Chrystusa. Ludzie, którzy przychodzili na Mszę św. w jego prywatnej kaplicy, także w Krakowie, mówili potem, że on jakby się przemienia, że modląc się czy sprawując Eucharystię, wprowadza ludzi w klimat zjednoczenia z Panem Bogiem. Już takie odniesienie do Chrystusa Eucharystycznego świadczyło o jego świętości. Rzeczywiście, jak mówiłem, Ojciec Święty szukał ustronnych miejsc do kontaktu z Panem. Co jakiś czas staraliśmy się dać mu okazję wyjazdu w plener. Na początku nie rozmawiał z towarzyszami, ale zatapiał się w Panu Bogu, podziwiając Stwórcę poprzez stworzenia. Był artystą, człowiekiem wrażliwym na piękno. Piękno przyrody pomagało mu w spotkaniu z Panem Bogiem. Wszyscy, którzy patrzyli z daleka, by mu nie przeszkadzać, byli pod urokiem jego modlitwy i zjednoczenia z Panem Bogiem. Kiedy był młodszy – bo potem przyszedł wiek, choroby – dużo się modlił leżąc krzyżem czy to na posadzce w kaplicy na Franciszkańskiej w Krakowie, czy w Rzymie. Pozostawialiśmy go dyskretnie, ale słyszeliśmy, jak mówił do Pana Boga w cichości – to był dialog z Chrystusem Eucharystycznym. Słyszeliśmy, jak omadlał problemy, kraje, do których się wybierał, ich mieszkańców. Zresztą powtarzał, że dla papieża najważniejszym działaniem jest modlitwa, ręce uniesione do góry. Papież modlący się to pośrednik między Bogiem a człowiekiem, między niebem a ziemią. Kard. Nagy może nie pamiętał, jak Papież jeszcze jako arcybiskup krakowski zjeżdżał z Kasprowego do Kuźnic, że miał swoje miejsce, gdzie się zatrzymywał, żeby się modlić, odmówić brewiarz, i w każdy czwartek była Godzina święta. Jako kapłan, biskup nigdy nie opuścił Godziny świętej (adoracja). Nam, klerykom, mówił nieraz: w Ogrójcu Apostołowie spali i trzeba to uzupełnić. On uzupełniał. Przez całe życie w czwartek, także podczas wszystkich podróży, kiedy program był bardzo napięty, Godzina święta była zawsze. Wiele świadczy o jego świętości. Najważniejszy znak tej świętości to modlitwa – zjednoczenie z Panem Bogiem. I nigdy nie robił tego na pokaz.

– Takie traktowanie Mszy św. i zjednoczenie z Bogiem w Godzinie świętej jest niezwykle ważne zwłaszcza dla kapłanów...

– Jan Paweł II szukał możliwości rozmowy z Bogiem w gwarze, w czasie podróży, dlatego znajdował miejsca wyciszenia się i modlitwy. Tak przygotowany szedł na Mszę św. A jeśli chodzi o kapłanów – osobistą inicjatywą Jana Pawła II było pisanie listów do kapłanów. Napisał ich sporo. Wyłania się z nich jego dusza. Sprawa kapłaństwa zawsze leżała mu na sercu.

– Jakie inne jeszcze znaki świętości, poza modlitwą, dostrzegł Ksiądz Kardynał u Jana Pawła II? Co zostało w pamięci?

– Wielka dyscyplina. Nigdy nie tracił czasu. To był człowiek wielkiej pracy, nawet w czasie wakacji. Kiedy nie pisał, to wiele czytał. Papież pisał osobiście: przemówienia, dokumenty, encykliki... Miał podzielność uwagi. To człowiek szalenie utalentowany... Poza tym lubił się pośmiać, lubił żarty – ale nigdy z kogoś. Bardzo pilnował, aby komuś nie sprawić przykrości. Tyle lat byłem z nim i nigdy nie widziałem, żeby komuś wyrządził przykrość. Nawet kiedy trzeba było zwrócił uwagę, czynił to w taki sposób, żeby nikt nie czuł się urażony, dotknięty.

– A jako przełożony, biskup w Krakowie...

– Księża mieli do niego ogromne zaufanie. Był dyskretny i starał się zrozumieć słabości. Księża szli do niego ze wszystkimi problemami i wiedzieli, że nie podzieli się nimi z innymi, że bierze je na siebie.

– Ojciec Święty był profesorem akademickim. Zapewne dziś z powodzeniem może być patronem środowiska akademickiego...

– Przez rok był i moim profesorem, najpierw jako ksiądz, potem jako biskup. Zawsze był świetnie przygotowany do wykładów, które były logiczne, precyzyjne i wygłaszane – nigdy nie czytał z tekstu, dawał skróty. Na egzaminach był bardzo wymagający. Zadawał konkretne pytanie i kiedy student skończył, mówił: Tak ksiądz myśli... To dziękuję. Każdy wychodził, nie wiedząc, jaką notę otrzymuje. Mieliśmy zawsze ogromny szacunek do osoby biskupa profesora, którego bacznie obserwowaliśmy. A on, kiedy rozpoczynała się przerwa, szedł do kaplicy i widzieliśmy, jak się modlił. Klęczał, zatopiony w modlitwie. Był wzorem i dla profesora, i dla młodego człowieka, studenta.

– Ojciec Święty, będąc jeszcze w Krakowie, uprawiał sport – turystykę górską, kajaki, narty. Z pewnością współczesny młody człowiek chciałby mieć patrona, który rozumie jego pasje...

– Myślę, że Jan Paweł II może być patronem wszystkich kategorii, bo jego życie osobiste i kapłańskie było bardzo bogate. Mówi się dziś, że jest on również patronem Polski – w czasach trudnych pokazującym drogę, wiodącym moralnie.

– Imponuje wielki patriotyzm Jana Pawła II, umiłowanie przez niego wszystkiego, co Polskę stanowi. Eminencja był niezwykłym świadkiem tego, jak Ojciec Święty uczył nas, Polaków, kochać ojczyznę.

– Wciąż podkreślam jego niezwykły patriotyzm. Nieraz mówił: ja jestem tu, w Rzymie, ale jestem jako Polak. Kultura polska, historia Polski, naród i Kościół polski przygotowały mnie do tego, żeby tu być. I służę Kościołowi i ludzkości jako Polak. Często mówił, że miłość ojczyzny, patriotyzm ma w sobie coś religijnego, to jest jak z miłością do rodziców. On cieszył się, że był Polakiem i starał się również, żeby w świecie znano Polskę, polską kulturę, ponieważ ma ona wielką wartość, zwłaszcza dla Europy. Zawsze też podkreślał, że Europa stanowi całość: Wschód i Zachód to dwa jej płuca. Mówił: nacjonalizm to ograniczenie w patriotyzmie, i to jest złe, natomiast patriotyzm jest czymś bardzo pozytywnym, to świadomość swoich korzeni, czegoś, co jest w tej kulturze najważniejsze, co ją tworzy i czym człowiek powinien żyć.

– Ksiądz Kardynał był także świadkiem różnych zachowań ludzi kultury w Krakowie. Jak na to reagował Jan Paweł II?

– On miał wielkie wyczucie wartości. Sam bardzo pogłębiony, w spotkaniu z twórczością czy z ludźmi kultury od razu wyczuwał, co reprezentują. Nie dawał się nigdy zasugerować opiniom – miał własną ocenę, która była zawsze, zwłaszcza dziś to widzimy, słuszna. Szanował ludzi, co nie znaczy, że utożsamiał się z ich poglądami.

– Pontyfikat Jana Pawła II bardzo korzystnie wpływał na dzieje Polski w tamtych czasach...

– Niewątpliwie wynikało to także z szerokiej współpracy z kard. Wyszyńskim. Oni się rozumieli. Na pewno kard. Wyszyński jako duszpasterz był wielkim strategiem, a Wojtyła miał argumenty nie do odparcia, i w tym bardzo się uzupełniali. Przemiany, które się dokonały w Polsce, miały swój zasadniczy początek w pierwszej podróży Jana Pawła II do ojczyzny.

– „Solidarność”, która stała się znakiem nadziei dla Polski, mogła się narodzić dlatego, że ludzie w Polsce poczuli się silniejsi, uświadomili sobie: mamy Papieża Polaka...

– On uwalniał z lęków poszczególne osoby, ale i narody. To było zwycięstwo. Oczywiście, pierwsza podróż Jana Pawła II do Polski wyzwoliła z lęków nasz naród i narodziła się „Solidarność”. Ale impuls był tam. Dodam również, że był to człowiek związany z tajemnicami fatimskimi, o czym mało się mówi. Myślę, że Opatrzność posłużyła się nim do wykonania żądań Matki Bożej Fatimskiej. Tak się złożyło, że poprzedni papieże, choć znali sekrety, nie dysponowali warunkami, by żądania Matki Bożej w Fatimie zostały spełnione. Spełnił je Jan Paweł II.

– Ks. Mirosław Drozdek, tworząc sanktuarium na zakopiańskich Krzeptówkach, wpisał się w te wydarzenia.

– Niewątpliwie. Wiemy od biskupów wschodnich, że po oddaniu Niepokalanemu Sercu Maryi krajów uciśnionych przez komunizm zaczęło się coś zmieniać. I tak doszło do upadku Związku Radzieckiego, komunizmu i marksizmu na świecie. Dokonała się największa rewolucja. Oczywiście, przy współudziale Opatrzności Bożej, która – wierzymy – posłużyła się tym Papieżem.

– Kiedy po wizycie w Berlinie, gdy wraz z Helmutem Kohlem znalazł się pod murem berlińskim, Ojciec Święty przypomniał ten moment przy stole, przy którym i ja się znalazłem, padła wówczas propozycja, żeby przemówienia Papieża i Kohla wydrukować w „Niedzieli”.

– Wielka szkoda, że polskie środki przekazu nie podjęły tego wątku z życia Papieża – przejścia przez Bramę Brandenburską (1996 – przyp. red.). To było zakończenie ostatniej wojny. Śledziłem wtedy polskie media – jakoś nie zrozumiały ważności tej sytuacji.

– Ojciec Święty bardzo to przeżył.

– Bo zdawał sobie sprawę, co to znaczy. Był bardzo wrażliwy na znaki czas. Na stadionie, który otwierał Hitler na olimpiadę w Berlinie, Papież celebrował Mszę św... To są te znaki, o których nie powinniśmy zapominać.

– Ksiądz Kardynał należał do osób najbliższych Ojcu Świętemu. Miał on wielu przyjaciół. W jaki sposób jako człowiek święty był wierny tej przyjaźni? A że był, widzieliśmy m.in. w Wadowicach, kiedy niezwykle serdecznie mówił do swoich.

– Ojciec Święty zawsze był wierny w przyjaźni. Nawet kiedy czasem nam się wydawało, że ktoś nadużywa jego przyjaźni, zachowuje się niegodnie i nie zasługuje na nią, on był jej wierny do końca. Wszyscy, którzy mienili się jego przyjaciółmi, zawsze mogli liczyć na jego przyjaźń.

– Nie mogę nie zapytać Eminencji, który jest najlepszym tego świadkiem, jak Ojciec Święty był nastawiony do „Niedzieli” i innych pism katolickich.

– Ojciec Święty przeglądał całą polską prasę katolicką. Podziwiał, że tak się odrodziła właściwie z niczego, bo kiedyś zamknięto jej usta.

– Odczuwaliśmy wtedy ogromną życzliwość także wobec Księdza Kardynała, który bardzo nam pomagał przy każdej bytności w Rzymie spotkać się z Ojcem Świętym...

– Ojciec Święty zawsze przyjmował Księdza Infułata z wdzięcznością, zdając sobie sprawę, jak ważną rolę spełnia w Polsce on oraz „Niedziela” – i mamy nadzieję, że tę rolę będzie spełniać nadal.

– Jestem wdzięczny za papieski telefon komórkowy, który do tego czasu mi służy...

– Częstochowa w osobie Księdza Infułata może być dumna, że dostąpiła tego, czego nie udało się dokonać innym. Ojciec Święty bardzo szanował Waszego arcybiskupa seniora Stanisława Nowaka. Wiąże się z nim pewna legenda. Mianowicie kiedy został mianowany wikariuszem w Ludźmierzu, był tam oryginalny proboszcz. Ks. Nowak przyszedł do niego i mówi, że został tu posłany na wikarego. A proboszcz na to: „Ki dziod pcho się do Ludźmierza!”. Ten „dziad” szybko został proboszczem w sąsiedztwie, potem ojcem duchownym w seminarium, rektorem, profesorem na PAT, biskupem i arcybiskupem... Znamienne jest też to, że został od razu biskupem i arcybiskupem w Częstochowie. Był przewidywany gdzie indziej, ale zmarł bp Stefan Bareła. To wielka duchowość. Ojciec Święty nie miał żadnych wątpliwości, że na stolicę do Częstochowy trzeba posłać człowieka uduchowionego, wrażliwego na kult Matki Bożej. Takim był i jest abp Stanisław Nowak.

– Dziękuję za cenną wypowiedź pierwszego świadka świętości Ojca Świętego, niebawem przez Kościół kanonizowanego.

– Jan Paweł II to wielka osobowość. Na tej jego ludzkiej osobowości budowała się świętość człowieka, kapłana, biskupa i papieża...

2013-12-30 14:28

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Błogosławiony, który przybył do nas w imię pańskie

Niedziela podlaska 28/2020, str. IV

[ TEMATY ]

błogosławiony

ks. Zenon Czumaj

Bł. Jerzy Matulewicz (Muzeum Diecezjalne w Drohiczynie)

W życiu lokalnego Kościoła choćby nawet krótka obecność osób wyniesionych na ołtarze przechodzi do historii jako szczególne wydarzenie. Właśnie mija sto lat od jednej z takich wizyt na terenie naszej diecezji. W czerwcu i lipcu 1920 r. prawie całą jej wschodnią część przemierzył bł. Jerzy Matulewicz.

Błogosławiony Jerzy Matulewicz znany jest głównie jako odnowiciel Zgromadzenia Księży Marianów oraz założyciel kilku żeńskich wspólnot zakonnych. W dzieje Kościoła na naszych terenach wpisał się jednak przez swą posługę pasterską, będąc w latach 1918-25 biskupem wileńskim, któremu wtedy podlegały północno-wschodnie obszary dzisiejszej diecezji drohiczyńskiej.

Z pasterską wizytą

Przed mianowaniem Matulewicza na katedrę w Wilnie, bp Henryk Przeździecki stwierdził: „W tych bardzo ciężkich czasach dla diecezji wileńskiej z powodu różnych walk, tylko ten jeden wzorowy kapłan zdolny jest skierować duchowieństwo na drogę prawą i wiernych tej diecezji zjednoczyć w prawdziwej miłości chrześcijańskiej”. Sam kandydat uważał, że w tym tyglu narodowo-religijnym nawet anioł nikomu nie dogodzi. Obaj mieli rację. Praca apostolska przyszłego błogosławionego była owocna, ale okupiona wielkim cierpieniem, do czego niestety często przyczyniali się nasi rodacy, uprzedzeni do niego jako Litwina.

Sam błogosławiony w liście pisanym do Stolicy Apostolskiej, czas spędzony na nadbużańskiej ziemi podsumował krótko, lecz treściwie: „Duchowe owoce były obfite!”.

Bł. Jerzemu przypadła w udziale odbudowa struktur kościelnych, tak zniszczonych na ziemiach wcielonych do Rosji. To on przywrócił skasowane przez carat parafie w Dziadkowicach i Milejczycach oraz dekanaty: brański i drohiczyński. Utworzył też ośrodki duszpasterskie w Miłkowicach, Grodzisku, Kłopotach i Hajnówce. Przede wszystkim chciał jednak osobiście służyć swoim kapłanom i wiernym. W tym celu przeprowadzał wizytacje. W 1920 r. postanowił odwiedzić powiat bielski, obejmujący wtedy niemal całą południową Białostocczyznę.

Z powodu niestabilności politycznej na Kresach i stałego zagrożenia bolszewickiego, sam nuncjusz papieski Achille Ratti (późniejszy Pius XI) odradzał tę wyprawę. Pasterz uznał jednak, że nie może zaniedbać cząstki owczarni, gdzie biskupa nie widziano od ponad dwudziestu lat, a w niektórych rejonach więcej niż pół wieku. W sobotę po Bożym Ciele, 5 czerwca 1920 rozpoczął pielgrzymowanie po najbardziej odległym zakątku swojej diecezji. Pierwszą parafią była Strabla, dokąd przybył z Wilna pociągiem. Dalej, wieziony zazwyczaj konnym zaprzęgiem, udał się w okolice Brańska i Ciechanowca, a następnie w kierunku

Drohiczyna, gdzie przebywał trzy dni.

Najbardziej poruszające były wizyty na wschód i północ od Siemiatycz, gdzie po 1866 r. prawie wszystkie kościoły katolickie zostały zburzone, zamknięte lub zamienione na cerkwie. Ks. Jan Sobczyk, marianin, tak wspominał wizytę w Mielniku: „Strony te nie widziały biskupa od 1863 r. Tysiączne tłumy ludu tworzyły banderie i szpalery na przyjęcie Biskupa. Mało tego: witali go Żydzi ze swym rabinem i prawosławni z batiuszką. Pierwszy raz w życiu coś podobnego widziałem…”. Szczególnie radośnie przyjął arcypasterza ks. Warpechowski z parafianami w Boćkach. Z kolei najbardziej chłodne powitanie spotkało go w Narwi, gdzie proboszcz niezbyt garnął się, aby gościć „Litwina”. Ale i tu „lody” wkrótce zostały przełamane.

Niestrudzony kapłan

Przez cały ten okres panowały wielkie upały, co dodatkowo wyczerpywało błogosławionego, oddanego swym wiernym. Cytowany ks. Sobczyk zapisał: „Podziwiałem wtedy ogrom pracy podejmowanej przez Pasterza. Mówił do ludu po pięć razy dziennie, bierzmował setki i tysiące, celebrował uroczyste nabożeństwa, a potem rozsądzał przeróżne sprawy i zatargi. Wszędzie wnosił pokój Boży, łagodził antagonizmy religijne, narodowościowe czy społeczne, zachęcając i napominając wszystkich do wzajemnej miłości i wyrozumiałości…”.

Biorąc pod uwagę stan zdrowia Matulewicza, pełniona przezeń posługa zasługuje na miano heroizmu. Gruźlica kości powodowała, że staniu lub chodzeniu towarzyszył ogromny ból nóg. Cierpienie łagodziły specjalnie zakładane protezy. Kapłani i wierni o tym nie wiedzieli, ale i tak podziwiali jego spokój i cierpliwość. Ks. Walenty Urmanowicz, towarzyszący wtedy biskupowi jako kleryk, zauważył: „Obok niezmordowanej jego dobroci wobec wszystkich – kapłanów, asysty kleryckiej i rzesz wiernych – uderzała mnie w nim jego niezrównana cierpliwość w znoszeniu ciężaru wizytacji, nieprzerwanego ciągu uroczystych celebr i tysięcy bierzmowanych. W umartwieniu swym nie otarł sobie czoła; nie spędził żadnym gestem muchy lub osy, która krążyła nad nim, raz po raz siadając to na jego czole, to na znużonych trudem policzkach. Świecił też przykładem gorliwości kapłańskiej w spowiadaniu wiernych przez długie godziny, w miarę jak tego zachodziła potrzeba…”.

Mijały pracowite tygodnie, a tymczasem docierały wieści o zbliżających się bolszewikach. Utartemu przekonaniu, że z tego powodu wizytacja została przerwana, przeczą dokumenty z Archiwum Diecezjalnego w Drohiczynie. Ostatnią odwiedzoną parafią była – zgodnie z planem – Narew. Stąd 12 lipca przez Bielsk Podlaski i Zabłudów pasterz dotarł do Białegostoku, skąd po nocy spędzonej na dworcu kolejowym, dotarł do Wilna ostatnim pociągiem przed wejściem Sowietów. Trzy tygodnie później sam błogosławiony w liście pisanym do Stolicy Apostolskiej, czas spędzony na nadbużańskiej ziemi podsumował krótko, lecz treściwie: „Duchowe owoce były obfite! ”.

Bł. Jerzy Matulewicz na Podlasiu W 1920 R.

Podczas swej peregrynacji w roku 1920 po wschodniej części obecnej diecezji drohiczyńskiej bł. Jerzy Matulewicz nawiedził wszystkie istniejące wówczas na tym terenie parafie:

Strabla (5-6 czerwca),

Wyszki (6-7 czerwca),

Topczewo (7-9 czerwca),

Łubin Kościelny (9-10 czerwca),

Brańsk (10-12 czerwca),

Domanowo (12-13 czerwca),

Rudka (13-15 czerwca),

Winna Poświętna (15-16 czerwca),

Ciechanowiec (16-18 czerwca),

Pobikry (18-20 czerwca),

Ostrożany (20-22 czerwca),

Perlejewo (22-24 czerwca),

Śledzianów (24-25 czerwca),

Drohiczyn (25-27 czerwca),

Siemiatycze (27-29 czerwca),

Mielnik (29-30 czerwca),

Niemirów (30 czerwca – 1 lipca),

Kleszczele (1-2 lipca),

Osmola (2-3 lipca),

Dziadkowice (3-4 lipca),

Dołubowo (4-6 lipca),

Boćki (6-8 lipca),

Bielsk Podlaski (8-10 i 12 lipca),

Narew (10-11 lipca).

Ponadto „po drodze” ze Śledzianowa do Drohiczyna świątobliwy pasterz diecezji wileńskiej nawiedził kaplicę w Miłkowicach Maćkach (25 czerwca), czego skutkiem w niedługim czasie było ustanowienie tu samodzielnej parafii. Podobnie stało się po wizycie w odzyskanej przez katolików pounickiej świątyni w Grodzisku (20 czerwca) oraz w zamienionym do 1917 r. na cerkiew prawosławną kościele w Milejczycach (2 lipca), gdzie wkrótce biskup Matulewicz przywrócił pełnoprawną parafię rzymskokatolicką, zlikwidowaną w 1866 r. przez władze carskie.

CZYTAJ DALEJ

Pielgrzymi u babci Pana Jezusa [40. PPW - dzień szósty]

2020-08-09 00:27

Michalina Stopka

Piesza Pielgrzymka Wrocławska jest już coraz bliżej Jasnej Góry. Dziś reprezentacja grup, 9 - salezjańskiej oraz 15 - franciszkańska przeszły 35 km z Kluczborka do Borek Wielkich. Zobaczcie, co działo się na trasie pielgrzymki.

O godz. 7:00 w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, wikariusz parafii, ks. Marcin pobłogosławił pielgrzymów, którzy udali się w drogę.

GALERIA ZDJĘĆ nr 1

Po postoju z Chocianowicach, pątnicy udali się w kierunku Starego Olesna. Tam odwiedził ich ks. bp Krzysztof Zadarko.

GALERIA ZDJĘĆ nr 2

A etap przebiegał tak:

Trzeci etap, krótki, bo liczący ok. 4 km prowadził do Sanktuarium św. Anny w Oleśnie. Tam sprawowana była Msza św., której przewodniczył i słowo wygłosił ks. bp Jacek Kiciński. Po Eucharystii pielgrzymi mogli się posilić zupą pomidorową i chlebem ze smalcem.

GALERIA ZDJĘĆ nr 3


Wstęp do Mszy świętej:

Homilia ks. bpa Jacka Kicińskiego:

Kolejny etap prowadził do lasu przed Borkami Małymi. Na tym postoju pytaliśmy pielgrzymów o osobę kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia. Wciąż przecież czekamy na jego beatyfikację,

A etap przebiegał następująco:

Ostatni etap prowadził do Borek Wielkich. W kościele po błogosławieństwie pielgrzymi wrócili do swoich domów.

GALERIA ZDJĘĆ nr 4

Służby pielgrzymkowe miały swój Apel Jasnogórski w kościele w Borkach Wielkich. Prowadził go ks. Rafal Swatek oraz siostra Maria i siostra Weronika.\

CZYTAJ DALEJ

Białoruś/ Exit poll: Łukaszenka zdobywa prawie 80 proc.w wyborach prezydenckich (opis)

2020-08-09 20:17

[ TEMATY ]

Białoruś

Aleksandr Łukaszenka

pl.wikipedia.org

Urzędujący prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka otrzymał według "narodowego sondażu" powyborczego (exit poll) 79,7 proc. głosów w niedzielnych wyborach prezydenckich, a jego rywalka Swiatłana Cichanouska - 6,8 proc., frekwencja wyniosła 79 procent.

Są to dane oficjalnego badania exit poll, ogłoszone w momencie zamknięcia lokali wyborczych o godz. 20 czasu lokalnego (godz. 19 czasu polskiego). Sondaż przeprowadził Białoruski Komitet Organizacji Młodzieżowych na zlecenie białoruskiego przedstawicielstwa telewizji Mir, a jego wyniki przytacza oficjalna agencja prasowa BiełTA.

Była deputowana Hanna Kanapacka uzyskała według sondażu exit poll 2,3 proc. głosów, współprzewodniczący ruchu Mów Prawdę Andrej Dzmitryjeu - 1,1 proc. głosów, a lider Białoruskiej Socjaldemokratycznej Hramady Siarhiej Czeraczań - 0,9 proc. głosów.

Badanie przeprowadzono przed 320 lokalami wyborczymi, wśród 12 340 osób.

Radio Swoboda przypomina, że aktywiści organizowali niezależne sondaże exit poll, ale na razie nie zaprezentowano takich rezultatów.

Lokale wyborcze zostały zamknięte, mimo że w niektórych miejscach nie wszyscy chętni zdołali zagłosować. Szefowa Centralnej Komisji Wyborczej Lidzija Jarmoszyna powiedziała w niedzielę wieczorem, że w niektórych lokalach wyborczych w Mińsku głosowanie będzie trwać nadal.

Już wczesnym popołudniem w niedzielę CKW poinformowała, że frekwencja przekroczyła 50 proc. Przyczyniło się do tego głosowanie przedterminowe, trwające pięć dni, od 4 do 8 sierpnia. Frekwencja na nim wyniosła aż 41,7 proc., co jest rekordowym wskaźnikiem.

Opozycja białoruska uważa, że głosowanie przedterminowe sprzyja fałszerstwom wyborczym.

Niedzielne wybory poprzedziły masowe protesty przeciwko prezydentowi Alaksandrowi Łukaszence. Swiatłana Cichanouska jest najważniejszą wśród kandydatów rywalką Łukaszenki, który po raz piąty ubiega się o reelekcję.

Anna Wróbel (PAP)

awl/ kar/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję