Reklama

Pozostało z uczty Słowa

Marzenia

Niedziela przemyska 2/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mieszkał przy ruchliwej ulicy. Dziś szczególnie. Obok trwał bal sylwestrowy. Zza okien słychać było muzykę, przed lokalem rozbawieni ludzie raz po raz wybuchali śmiechem, który drażnił. Ulica również pobrzmiewała tymi, którzy śpieszyli na bale, lub gromadnie spędzali ten wieczór podziwiając iluminację miasta. Plątał się z kąta w kąt. Na własne życzenie został samotny. Źle obliczył siły, może po prostu zdecydował przypadek. Został samotny. To trwało już od pewnego czasu. Łudził się jednak, że każdy ma swój świat, swoje problemy. Nie umiał nigdy powiedzieć o swoich. Banalne pochwały, czasem nawet słowa podziwu były surogatami, które nie zaspokajały potrzeby serca. Powoli tworzył jakiś dziwny dla siebie monolit, przy którym cumowały różne ludzkie niepokoje, a nigdy nie pojawił się ktoś, kto by zapytał o to, co dzieje się we wnętrzu tego głazu. Głaz, to był dla wielu dobry model, sposób na koegzystencję. Tylko ściany wiedziały i z nimi dzielił się swoim wnętrzem, skomplikowanym, wprost wrzeszczącym o człowieka. Rano już było normalnie, układnie. Z podziwem. I potem ten jeden dzień, kiedy się rozłupał. Obrazili się niemal wszyscy, którzy ten zgrzyt pęknięcia dostrzegli. Zbulwersowani, zgorszeni, zamknęli się w swoim niezadowoleniu. Bolało ogromnie. Ale nie miał siły, nie było komu powiedzieć, że boli bardziej niż świadków tąpnięcia.
Znowu ta muzyka. Zaczął szukać jakiejś lektury. Odrzucał jedną po drugiej. Wreszcie ciekawość. Nie lubił tej pisarki. Tak bez argumentu. Zaczął czytać. Jedno opowiadanie, potem drugie. Zostało już jedno krótkie. Banalna historia dziewczyny, której życie toczy się w maleńkiej miejscowości, w zakładzie optycznym. Biedni ludzie, proste oprawki do okularów. Nuda. Aż wreszcie zamówienie na zielone soczewki do oczu. Wysłała zamówienie, prosząc o przesłanie szkieł pocztą kurierską. Były kłopoty, bo w tej miejscowości nie było stacji kolejowej. Kompromisowo uprosiła, że przyjedzie do sąsiedniego miasta i sama już te szkła stamtąd odbierze. Udało się. Mżył deszcz. Powoli dojechała do miasta, zabrała przesyłkę i równie powoli zaczęła wracać. Spojrzała na siedzenie obok. Szkła. A może by tak, zaświtało w głowie, założyć na chwilę. Potem wyczyści je i klientka nie będzie nic podejrzewała. Zatrzymała samochód. Z wprawą, posiłkując się lusterkiem założyła szkła. Świat stał się kolorowy. Jestem dziewczyną o zielonych oczach. Uchyliła okno, było ciepło, zaczęła przyśpieszać. Nagle ni stąd ni zowąd wyrósł przed nią samochód. Zaczęła hamować, pobocze chwyciło koła. On też to widział. Samochód poszybował wprost na łąkę, koziołkował. Zatrzymał swojego "tira" i pobiegł na pomoc. Kiedy delikatnie wyjął ją z samochodu, oczarowały go jej zielone oczy. Zawiózł do szpitala. Ulotnił się szybko. Ale wracał. Wszyscy uznali, że jest jej narzeczonym. Któregoś dnia, kiedy przyszedł zastał w jej sali ludzi z miasteczka. Słyszał, jak odgrażali się, co by zrobili temu, kto ją tak urządził. Odczekał, potem przyszedł i zaczął jej opowiadać jak wyglądało to zdarzenie i potem powiedział, że chciałby być z nią, jako żoną. Zdenerwowała się. Wcześniej marzyła o kimś, kto zajedzie do jej miasteczka na białym koniu i zabierze ją w świat, do którego tęskniła. Posmutniał z tej odmowy. Ale zamieszkał w miasteczku u starych gospodarzy. Żalił się, że go tak potraktowała. Stary Kazimierz wsłuchując się w jego żale zawyrokował: "Nie ma się co żalić. Wszystko jasne. Przyszedłeś pan, jak po swoje. A ona nie moja, nie twoja. Ona swoja panie, tylko swoja. Gadałeś jej o niej, nie gadałeś o sobie. Ty lepiej o sobie mów. Odwagę trzeba mieć, zaryzykować trzeba, a nie pewnika szukać...".
Przyjechał w końcu na tym koniu, powiedział jej parę rzeczy o sobie i wtedy: "odważył się podnieść głowę i kiedy dotknął jej ręki poczuł znane ciepło, a jej szare oczy rozbłysły zielenią".
Zamknął książkę. To był zresztą już koniec opowiadania.
Nadzieje mogą się spełnić - pomyślał. Trzeba mieć odwagę. Mówić sobie o sobie. Mówić innym o sobie, a nie tylko wczuwać się w ich życzenia, kosztem ucieczki od prawd zasadniczych.
Już inaczej patrzył na ludzi sprzed lokalu. Ciekawiło go czy mówią o sobie czy też starają się tak dobierać słowa, by utrafić w oczekiwania innych.
Ta refleksja przeniosła się na życie duchowe. Czy karłowacenie nie rodzi się stąd, że ciągle się od Boga czegoś dopraszamy. Mało mówimy o sobie, by czasem nie usłyszeć czegoś, co On ma nam do powiedzenia o nas.
Nasz bohater dowiedziawszy się o marzeniach przypadkiem spotkanej dziewczyny, zaryzykował wypożyczyć konia, i jak z książki się dowiadujemy zajechał do miasteczka otoczony tłumem śmiejących się z niego gapiów. Czy czasem nie jest tak w moim, twoim życiu, że boimy się ośmieszenia, krytyki, kiedy należałoby podjąć "marzenia" Boga, jakie ma do naszej osoby. Zaryzykujmy. One się na pewno spełnią.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przewodniczący Episkopatu: Październik jest szczególnym czasem modlitwy w intencji misji i misjonarzy

Październik jest szczególnym czasem modlitwy w intencji misji i misjonarzy posługujących w odległych zakątkach świata, aby Ewangelia o Chrystusie mogła docierać do kolejnych osób – powiedział przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Tadeusz Wojda SAC.

Przewodniczący KEP przypomniał, że w niedzielę 18 października będziemy obchodzić już po raz setny Światowy Dzień Misyjny. W tym roku przyświeca mu hasło: „Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w Misji”.
CZYTAJ DALEJ

Nowenna do św. Franciszka z Asyżu

Św. Franciszku, naucz nas nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać, nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć, nie tyle szukać miłości, co kochać!

Wszechmogący, wieczny Boże, któryś przez Jednorodzonego Syna Swego światłem Ewangelii dusze nasze oświecił i na drogę życia wprowadził, daj nam przez zasługi św. Ojca Franciszka, najdoskonalszego naśladowcy i miłośnika Jezusa Chrystusa, abyśmy przygotowując się do uroczystości tegoż świętego Patriarchy, duchem ewangelicznym głęboko się przejęli, a przez to zasłużyli na wysłuchanie próśb naszych, które pokornie u stóp Twego Majestatu składamy. Amen.
CZYTAJ DALEJ

Marszałku, wyjdź zza stodoły

2026-10-03 00:09

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Oj, pycha kroczy przed upadkiem. Na piątkowej konferencji w Sejmie Krzysztof Nowina-Konopka z WPolsce24 jako jedyny na sali powiedział rzecz elementarną. Marszałek Włodzimierz Czarzasty występuje publicznie, na tle flag, przed kamerami, dziennikarzami, a za pośrednictwem mediów przed milionami Polaków i mówi o prezydencie „Karol Nawrocki”, a o prezesie Trybunału „Bogdan Święczkowski z Trybunału”. Tymczasem nikt do niego samego nie zwraca się „Włodzimierz Czarzasty z Sejmu”, tylko „panie marszałku”. Apel prosty: do ludzi na konstytucyjnych stanowiskach zwracać się adekwatnie. Oczywiste? Jak widać wciąż nie dla wszystkich.

I tu nie chodzi o żaden formalny przepis. Nikt nie wyciąga regulaminu Sejmu ani kodeksu dobrych manier. Zwrot „panie marszałku” nie jest grzecznościowym dodatkiem wobec Włodzimierza Czarzastego. Jest uznaniem powagi urzędu i Sejmu, który ten urząd reprezentuje. Tak samo „panie prezydencie” nie jest ukłonem wobec Karola Nawrockiego, tylko wobec głowy państwa. Kto mówi nazwiskiem i dopiskiem „z Trybunału”, nie obraża prywatnie człowieka, tylko odbiera powagę instytucji, którą tamten sprawuje z woli narodu albo z mocy ustawy. A kto sam nie chce być „Włodzimierzem Czarzastym z Sejmu”, dobrze wie, że tytuł nie należy do niego. Należy do izby.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję