Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Razem do małżeństwa

„Mądry dojrzały wybór współmałżonka, potrzeba wzajemnej odpowiedzialności za małżeństwo i potrzeba wzrastania razem”. To tylko kilka porad prof. nadzw. Elżbiety Osewskiej z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, z którą rozmawia Małgorzata Godzisz

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

MAŁGORZATA GODZISZ: – Jak razem iść do małżeństwa, by było zbudowane na Bogu?

Reklama

ELŻBIETA OSEWSKA: – Pytanie „jak?” jest dobre, kiedy wcześniej odpowiemy sobie na pytanie: czy to my jesteśmy do tego małżeństwa i czy ja jestem osobą, która odkrywa powołanie do małżeństwa? Myślę, że u podstaw pracy z młodzieżą są najpierw pytania związane z tym, kim jestem, do czego zmierzam, jak mogę być szczęśliwym człowiekiem i dawać szczęście drugiemu człowiekowi? I dopiero kiedy młodzi odkryją, co jest ich wezwaniem, powołaniem, w sensie chrześcijańskim i osobowym, możemy się odnosić do małżeństwa. Jeżeli małżeństwo jest dla mnie, to następną bardzo ważną kwestią jest wybór współmałżonka i pytanie: na ile ja jestem dojrzały i gotowy do małżeństwa, na ile osoba przeze mnie wybrana jest dojrzała i gotowa do małżeństwa? Potem pojawiają się pytania związane z tym, jak możemy się do niego przygotować, żeby wkraczać w małżeństwo w sposób dojrzały. Stąd uważam, że okres narzeczeństwa jest niezwykle ważnym okresem w przygotowaniu do małżeństwa i rodziny. Pytanie o to „jak?” będzie zróżnicowane i będzie zależne od tego, z kim mamy do czynienia. Będą osoby bardziej dojrzałe i mniej dojrzałe. Bardziej i mniej przygotowane. W zależności od tego, jaka będzie grupa, tak możemy z taką grupą pracować. Natomiast z mojego doświadczenia wynika, że można bardzo dużo wypracować z młodymi ludźmi, jeśli chcą podjąć ryzyko pracy nad sobą, jeśli chcą podjąć ryzyko zmiany zarówno w sensie kształtowania osobowości, jak i w sensie wzmocnienia postaw chrześcijańskich. Tego, kim ja chcę być w stosunku do swego przyszłego współmałżonka, w relacji do Boga. Do czego wzywa nas Bóg? W jakim zakresie przyjmujemy Jego wezwanie? Pytanie „jak?” jest drugorzędnym pytaniem w tym sensie, że metody czy sposoby będziemy dostosowywać i odkrywać w konkretnej relacji pomiędzy narzeczonymi. Natomiast ważniejsze jest pytanie: czy ja jestem dla tej drugiej osoby, czy ta druga osoba jest dla mnie, czyli mądry, dojrzały wybór współmałżonka.

– Można powiedzieć, że małżeństwo jest dla ludzi odpowiedzialnych i dojrzałych. Nie zawsze tak jest. Często spotykamy osoby, które zawierają małżeństwo sakramentalne i są po prostu nieodpowiedzialne i niedojrzałe.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Motywacja do zawarcia małżeństwa może być bardzo zróżnicowana. Tutaj nie chciałabym podawać przykładów, ale może to być zwykły lęk przed samotnością. Obawa przed tym, kto się o mnie zatroszczy, kiedy będę osobą starszą, może być motywem, który popycha do zawarcia małżeństwa i który będzie potem zbyt słabym motywem do trwania w nim, kiedy pojawią się pierwsze trudności. Stąd nawet kiedy małżeństwo zostało zawarte i pojawiają się pierwsze trudności, ważną kwestią jest to, czy współmałżonkowie umieją szukać pomocy, czy wiedzą, do kogo się zwrócić? Niestety, z takich czysto praktycznych powodów okazuje się, że bardzo często zwracają się do najbliższej rodziny: mamy, taty i wtedy wskazania, które otrzymują, nie zawsze są najlepsze. Np. mama mówi: wiesz córko, jeśli on jest taki i taki, to może lepiej, żebyś z niego zrezygnowała. Chcąc mądrze wspierać małżonków w kryzysie, powinniśmy pytać: Jak możemy ci pomóc? Kto mógłby ci pomóc? Niech to będzie dobry kierownik duchowy, psychoterapeuta, ale mądry i chrześcijański. Inny może zbagatelizować sprawę i powiedzieć: potrafisz sobie „odkryć” kogoś innego. Rezultat może być taki, że ktoś siedmio-, ośmio- czy dziewięciokrotnie wybiera kogoś i ciągle nie znajduje tej właściwej osoby, bo nie odkrywa jednego, że dopóki sam się nie zmieni i nie popracuje nad sobą, to nigdy nie odkryje tej idealnej osoby, bo nie podjął pracy zmiany siebie. Widzimy pewną niedojrzałość i ona będzie naturalnie związana z wiekiem. Kiedy związek małżeński jest zawierany przez młode osoby, to bardzo dobre byłoby odniesienie do dobrego poradnictwa, czy parafialnego, czy diecezjalnego, które popracuje powoli zadając konsekwentnie, stopniowo, niezbyt duże zadania tym młodym ludziom i oni będą widzieli, jak pewne kwestie się zmieniają. Powiem żartobliwie: Niedawno prowadziłam zajęcia z dziećmi i rodzicami, którzy na zakończenie powiedzieli, że gdyby mieli taką wiedzę 15, 20 lat temu, to pewne kwestie dziś wyglądałyby inaczej. A były to proste sprawy związane z komunikacją małżeńską: jak do siebie mówić, żeby siebie wzajemnie nie ranić, ale żeby siebie wspierać. Wydaje mi się, że niezależnie od tego, co się dzieje, czy jesteśmy bardziej czy mniej dojrzali, potrzebujemy naszej wzajemnej odpowiedzialności za małżeństwo i potrzebujemy wzrastania razem.

– Chciałabym przez chwilę zatrzymać się przy biblijnym obrazie stworzenia, kiedy to Bóg daje mężczyźnie kobietę, a kobieta otrzymuje mężczyznę. Przy szerzącej się ideologii gender, gdzie wywraca się porządek Bożego stworzenia, dlaczego to jest tak istotne, że to kobieta i mężczyzna stają się jednym ciałem?

Reklama

– Każdy, kto odwołuje się do obrazu biblijnego albo jeśli nawet gdzieś mu się ten obraz zatarł i odwołuje się do zwykłych, naturalnych praw, odkrywa, że to mężczyzna i kobieta, wzajemnie obdarowując się miłością, dając sobie ten bezinteresowny dar z siebie, współuczestniczą z Bogiem w rzeczywistości tworzenia człowieka. To jest podstawa, której nie zmienimy, niezależnie od tego, jaka ideologia wkroczyłaby na ten teren i cokolwiek by nam przekazywała. Zdumiewa mnie, że ludzie myślący potrafią odrzucić proste prawa związane z rozwojem człowieka. Niezależnie od tego, jak rozwinie się technologia medyczna, potrzebujemy kobiety i mężczyzny do tego, żeby pojawił się człowiek. Bez kobiety i mężczyzny możemy mówić o adopcji, przyjmowaniu, jakichkolwiek innych kwestiach, ale nie będziemy mieli do czynienia z darem, który jest darem ludzkim. To człowiek jest konsekwencją wzajemnego obdarowywania się miłością. Stąd jakiekolwiek ideologie nie zmienią podstawowego porządku. I porządku Bożego, i porządku naturalnego. To zamieszanie, które w tej chwili się tworzy wokół zmian płci kulturowych jest zamieszaniem uderzającym w człowieka, także po to, żeby przestał odkrywać, kim jest i przestał szanować swoją godność. A człowiek, który nie wie, kim jest, staje się bardzo prostym narzędziem do manipulacji. Potężne ideologie w ten sposób działają, że zmieniając człowieka, są w stanie go urabiać i kształtować. Studiując na Uniwersytecie w Oxfordzie miałam bardzo interesującego profesora, dominikanina, który miał w swoim pokoju wypisane dużymi literami: MYŚL, MYŚL, MYŚL!!! Odnoszę wrażenie, że niekiedy współcześnie prowadzi się tak dalekie powikłania, zniechęcając człowieka do myślenia, że on się już nie zastanawia nad tym, co jest mu przekazywane, czy to ma jakieś podstawy intelektualne, czy to nie ma podstaw logicznych. Zatraca zmysł prostego, krytycznego i zarazem logicznego myślenia. Gdyby prostą osobę na wsi zapytać o to, jaka jest płeć, to ona powie, jest mężczyzna i kobieta. Nikt nie będzie się nad tym zastanawiał. Jeżeli wejdziemy w rozmowy z pseudocelebrytami, czy celebrytami, i zaczną nam mówić o takich czy innych wersjach, to odkrywamy czysto po ludzku, że jest to nielogiczne. Nie ma uzasadnienia racjonalnego. Chyba, że zaczniemy tworzyć coś, co jest niezgodne z rozumem.

– Bóg podniósł małżeństwo do rangi sakramentu. Jak w tym darze łaski uwidacznia się Jezus?

Reklama

– To jest bardzo ważna kwestia. Młodzi ludzie wstępując w związek małżeński czasem zapominają o tym, że małżeństwo jest sakramentem. Nierozerwalnie odnosi się do wierności, odnosi się do relacji Jezusa Chrystusa z Kościołem. Czasami wydaje się, że w swoich trudnościach zostają pozostawieni sami sobie. A przecież Jezus jest obecny w ich małżeństwie, rodzinie i domu. Nie po to, żeby im coś narzucać, zabierać, ale po to, żeby im dawać wsparcie. By im pokazywać, jak bardzo ich kocha i w związku z tym, jak bardzo ich obdarza sobą, swoją miłością. Gdyby w codziennych gestach, zwykłych odniesieniach, komunikacji, w codziennej rzeczywistości małżeńskiej odkrywali, że w tym, co dają drugiemu człowiekowi, jest obecny Jezus, byłoby im łatwiej. On pomaga w ukochaniu drugiego człowieka. Problem polega na tym, że niejednokrotnie sakrament jest traktowany tylko w kategoriach rzeczowych. Znak widzialny niewidzialnej łaski – znamy formułę. Potrafimy się odnieść. Tylko, co to znaczy? Dopiero, kiedy małżonkowie zaczynają odkrywać, że to jest przede wszystkim kategoria osobowa, nie tylko rzeczowa,rozumieją, że Jezus daje nam siebie po to, żeby nas umocnić i zbawić. To jest ogromny dar, z którego możemy korzystać. Daje nam siebie, bo tak bardzo nas umiłował, że udzielił daru największego, jaki można dać. Umarł za nas na krzyżu i dał nam rzeczywistość zbawczą. Dopiero, kiedy przyjmę to konkretnie do swojego życia, będę potrafiła zwracać się do Boga w najtrudniejszych sytuacjach, Jezus daje nam swoją miłość po to, żeby w tej miłości wzrastał następny człowiek. Wówczas będę potrafiła patrzeć na sakrament personalnie, odnosząc go konkretnie do Jezusa. Ma to znaczenie praktyczne w codziennym życiu.

– Razem z Jezusem do małżeństwa. Nie ma innej drogi, jeżeli chcemy budować tę relację na stałym fundamencie, a nie na piasku.

– Im mocniej jesteśmy zakorzenieni w tym fundamencie, którym jest Jezus Chrystus, Jego miłość do Kościoła i ta relacja: Jezus – Kościół, to tym mocniej w tym trwamy. Jeżeli dom jest zbudowany biblijnie na fundamencie Skały, jaką jest Jezus Chrystus, to nawet najtrudniejsze sytuacje, a mogą takie być, są do przejścia. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo w rzeczywistości małżeństwa. Wszystko zależy od tego, czy będziemy umieli szukać pomocy w Tym, który jest największą pomocą, jest mocniejszy od naszych trudności i zmagań. Wtedy sobie poradzimy. Ja wiem, że mogę być słaba. Czy mój mąż może mieć wady i przywary. Ja też mogę mieć swoje, ale wiem, że jest Ktoś mocniejszy. On stoi za nami i daje nam siłę. Jeśli z tego założenia będę wychodzić, to zawsze znajdę rozwiązanie, ale to będzie stało w sprzeczności z założeniami przekazywanymi przez media.

* * *

Elżbieta Osewska, prof. nadzwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Dużo podróżuje i spotyka się z chrześcijanami w Europie i Azji. Prowadziła zajęcia (wykłady, warsztaty metodyczne, seminaria) w różnych krajach, od Singapuru po Islandię, najczęściej w języku angielskim, ale również rosyjskim. Zaangażowana w wiele organizacji międzynarodowych, m.in. European Catechetical Equips (EEC), European Forum for Religious Education in Schools (EuFRES). Prof. E. Osewska prowadziła warsztaty dla katechetów pt. „Razem do małżeństwa” w Zespole Szkół Katolickich św. Ojca Pio w Zamościu.

2014-01-23 11:53

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jak radzić sobie z pokusą zdrady małżeńskiej? - wideo

Kolejny odcinek poradnika małżeńskiego. Tym razem psycholog Bogna Białecka radzi jak odrzucić pokusę zdrady małżeńskiej.
CZYTAJ DALEJ

Niedziela Palmowa

Szósta niedziela Wielkiego Postu nazywana jest Niedzielą Palmową, czyli Męki Pańskiej, i rozpoczyna obchody Wielkiego Tygodnia.

W ciągu wieków otrzymywała różne określenia: Dominica in palmis, Hebdomada VI die Dominica, Dominica indulgentiae, Dominica Hosanna, Mała Pascha, Dominica in autentica. Niemniej, była zawsze niedzielą przygotowującą do Paschy Pana. Liturgia Kościoła wspomina tego dnia uroczysty wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy, o którym mówią wszyscy czterej Ewangeliści ( por. Mt 21, 1-10; Mk 11, 1-11; Łk 19, 29-40; J 12, 12-19), a także rozważa Jego Mękę. To właśnie w Niedzielę Palmową ma miejsce obrzęd poświęcenia palm i uroczysta procesja do kościoła. Zwyczaj święcenia palm pojawił się ok. VII w. na terenach dzisiejszej Francji. Z kolei procesja wzięła swój początek z Ziemi Świętej. To właśnie Kościół w Jerozolimie starał się jak najdokładniej "powtarzać" wydarzenia z życia Pana Jezusa. W IV w. istniała już procesja z Betanii do Jerozolimy, co poświadcza Egeria. Według jej wspomnień patriarcha wsiadał na oślicę i wjeżdżał do Świętego Miasta, zaś zgromadzeni wierni, witając go w radości i w uniesieniu, ścielili przed nim swoje płaszcze i palmy. Następnie wszyscy udawali się do bazyliki Anastasis (Zmartwychwstania), gdzie sprawowano uroczystą liturgię. Owa procesja rozpowszechniła się w całym Kościele mniej więcej do XI w. W Rzymie szósta niedziela Przygotowania Paschalnego była początkowo wyłącznie Niedzielą Męki Pańskiej, kiedy to uroczyście śpiewano Pasję. Dopiero w IX w. do liturgii rzymskiej wszedł jerozolimski zwyczaj procesji upamiętniającej wjazd Pana Jezusa do Jerusalem. Obie tradycje szybko się połączyły, dając liturgii Niedzieli Palmowej podwójny charakter (wjazd i Męka) . Przy czym, w różnych Kościołach lokalnych owe procesje przyjmowały rozmaite formy: biskup szedł piechotą lub jechał na osiołku, niesiono ozdobiony palmami krzyż, księgę Ewangelii, a nawet i Najświętszy Sakrament. Pierwszą udokumentowaną wzmiankę o procesji w Niedzielę Palmową przekazuje nam Teodulf z Orleanu (+ 821). Niektóre też przekazy zaświadczają, że tego dnia biskupom przysługiwało prawo uwalniania więźniów (czyżby nawiązanie do gestu Piłata?). Dzisiaj odnowiona liturgia zaleca, aby wierni w Niedzielę Męki Pańskiej zgromadzili się przed kościołem (zaleca, nie nakazuje), gdzie powinno odbyć się poświęcenie palm, odczytanie perykopy ewangelicznej o wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy i uroczysta procesja do kościoła. Podczas każdej Mszy św., zgodnie z wielowiekową tradycją czyta się opis Męki Pańskiej (według relacji Mateusza, Marka lub Łukasza - Ewangelię św. Jana odczytuje się w Wielki Piątek). W Polsce istniał kiedyś zwyczaj, że kapłan idący na czele procesji trzykrotnie pukał do zamkniętych drzwi kościoła, aż mu otworzono. Miało to symbolizować, iż Męka Zbawiciela na krzyżu otwarła nam bramy nieba. Inne źródła przekazują, że celebrans uderzał poświęconą palmą leżący na ziemi w kościele krzyż, po czym unosił go do góry i śpiewał: "Witaj krzyżu, nadziejo nasza!". Niegdyś Niedzielę Palmową na naszych ziemiach nazywano Kwietnią. W Krakowie (od XVI w.) urządzano uroczystą centralną procesję do kościoła Mariackiego z figurką Pana Jezusa przymocowaną do osiołka. Oto jak wspomina to Mikołaj Rey: "W Kwietnią kto bagniątka (bazi) nie połknął, a będowego (dębowego) Chrystusa do miasta nie doprowadził, to już dusznego zbawienia nie otrzymał (...). Uderzano się także gałązkami palmowymi (wierzbowymi), by rozkwitająca, pulsująca życiem wiosny witka udzieliła mocy, siły i nowej młodości". Zresztą do dnia dzisiejszego najlepszym lekarstwem na wszelkie choroby gardła według naszych dziadków jest właśnie bazia z poświęconej palmy, którą należy połknąć. Owe poświęcone palmy zanoszą dziś wierni do domów i zawieszają najczęściej pod krzyżem. Ma to z jednej strony przypominać zwycięstwo Chrystusa, a z drugiej wypraszać Boże błogosławieństwo dla domowników. Popiół zaś z tych palm w następnym roku zostanie poświęcony i użyty w obrzędzie Środy Popielcowej. Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej, wprowadza nas coraz bardziej w nastrój Świąt Paschalnych. Kościół zachęca, aby nie ograniczać się tylko do radosnego wymachiwania palmami i krzyku: " Hosanna Synowi Dawidowemu!", ale wskazuje drogę jeszcze dalszą - ku Wieczernikowi, gdzie "chleb z nieba zstąpił". Potem wprowadza w ciemny ogród Getsemani, pozwala odczuć dramat Jezusa uwięzionego i opuszczonego, daje zasmakować Jego cierpienie w pretorium Piłata i odrzucenie przez człowieka. Wreszcie zachęca, aby pójść dalej, aż na sam szczyt Golgoty i wytrwać do końca. Chrześcijanin nie może obojętnie przejść wobec wiszącego na krzyżu Chrystusa, musi zostać do końca, aż się wszystko wypełni... Musi potem pomóc zdjąć Go z krzyża i mieć odwagę spojrzeć w oczy Matce trzymającej na rękach ciało Syna, by na końcu wreszcie zatoczyć ciężki kamień na Grób. A potem już tylko pozostaje mu czekać na tę Wielką Noc... To właśnie daje nam Wielki Tydzień, rozpoczynający się Niedzielą Palmową. Wejdźmy zatem uczciwie w Misterium naszego Pana Jezusa Chrystusa...
CZYTAJ DALEJ

Kościół na świecie: rośnie liczba katolików w Afryce, Europa w kryzysie

2026-03-29 16:35

[ TEMATY ]

katolicy

Europa

Afryka

Grażyna Kołek

Katolicy stanowią 17,8 proc. światowej populacji. W 2024 r. było ich 1 422 mln, co w porównaniu z poprzednim rokiem oznacza wzrost o 1,14 proc. Najnowsze dane pochodzą z „Rocznika Papieskiego 2026” oraz „Rocznika Statystycznego Kościoła 2024”, które przedstawiają zmiany i tendencje dotyczące obecności ochrzczonych na pięciu kontynentach.

Oba roczniki przygotowywane są co roku przez Centralne Biuro Statystyczne Kościoła działające przy watykańskim Sekretariacie Stanu. Dane, które prezentują, oddają obecną dynamikę Kościoła. Mówią m.in. o obecności ochrzczonych na świecie, zaangażowaniu w życie sakramentalne i duszpasterstwo oraz o misyjności istniejących wspólnot. „Annuario Pontificio” zawiera dane za rok 2025, natomiast „Annuarium Statisticum Ecclesiae” prezentuje informacje statystyczne dotyczących lat 2023-2024.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję