Reklama

Razem do małżeństwa

2014-01-23 11:53

Małgorzata Godzisz
Edycja zamojsko-lubaczowska 4/2014, str. 4-5

Archiwum E. Osewskiej

„Mądry dojrzały wybór współmałżonka, potrzeba wzajemnej odpowiedzialności za małżeństwo i potrzeba wzrastania razem”. To tylko kilka porad prof. nadzw. Elżbiety Osewskiej z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, z którą rozmawia Małgorzata Godzisz

MAŁGORZATA GODZISZ: – Jak razem iść do małżeństwa, by było zbudowane na Bogu?

ELŻBIETA OSEWSKA: – Pytanie „jak?” jest dobre, kiedy wcześniej odpowiemy sobie na pytanie: czy to my jesteśmy do tego małżeństwa i czy ja jestem osobą, która odkrywa powołanie do małżeństwa? Myślę, że u podstaw pracy z młodzieżą są najpierw pytania związane z tym, kim jestem, do czego zmierzam, jak mogę być szczęśliwym człowiekiem i dawać szczęście drugiemu człowiekowi? I dopiero kiedy młodzi odkryją, co jest ich wezwaniem, powołaniem, w sensie chrześcijańskim i osobowym, możemy się odnosić do małżeństwa. Jeżeli małżeństwo jest dla mnie, to następną bardzo ważną kwestią jest wybór współmałżonka i pytanie: na ile ja jestem dojrzały i gotowy do małżeństwa, na ile osoba przeze mnie wybrana jest dojrzała i gotowa do małżeństwa? Potem pojawiają się pytania związane z tym, jak możemy się do niego przygotować, żeby wkraczać w małżeństwo w sposób dojrzały. Stąd uważam, że okres narzeczeństwa jest niezwykle ważnym okresem w przygotowaniu do małżeństwa i rodziny. Pytanie o to „jak?” będzie zróżnicowane i będzie zależne od tego, z kim mamy do czynienia. Będą osoby bardziej dojrzałe i mniej dojrzałe. Bardziej i mniej przygotowane. W zależności od tego, jaka będzie grupa, tak możemy z taką grupą pracować. Natomiast z mojego doświadczenia wynika, że można bardzo dużo wypracować z młodymi ludźmi, jeśli chcą podjąć ryzyko pracy nad sobą, jeśli chcą podjąć ryzyko zmiany zarówno w sensie kształtowania osobowości, jak i w sensie wzmocnienia postaw chrześcijańskich. Tego, kim ja chcę być w stosunku do swego przyszłego współmałżonka, w relacji do Boga. Do czego wzywa nas Bóg? W jakim zakresie przyjmujemy Jego wezwanie? Pytanie „jak?” jest drugorzędnym pytaniem w tym sensie, że metody czy sposoby będziemy dostosowywać i odkrywać w konkretnej relacji pomiędzy narzeczonymi. Natomiast ważniejsze jest pytanie: czy ja jestem dla tej drugiej osoby, czy ta druga osoba jest dla mnie, czyli mądry, dojrzały wybór współmałżonka.

– Można powiedzieć, że małżeństwo jest dla ludzi odpowiedzialnych i dojrzałych. Nie zawsze tak jest. Często spotykamy osoby, które zawierają małżeństwo sakramentalne i są po prostu nieodpowiedzialne i niedojrzałe.

– Motywacja do zawarcia małżeństwa może być bardzo zróżnicowana. Tutaj nie chciałabym podawać przykładów, ale może to być zwykły lęk przed samotnością. Obawa przed tym, kto się o mnie zatroszczy, kiedy będę osobą starszą, może być motywem, który popycha do zawarcia małżeństwa i który będzie potem zbyt słabym motywem do trwania w nim, kiedy pojawią się pierwsze trudności. Stąd nawet kiedy małżeństwo zostało zawarte i pojawiają się pierwsze trudności, ważną kwestią jest to, czy współmałżonkowie umieją szukać pomocy, czy wiedzą, do kogo się zwrócić? Niestety, z takich czysto praktycznych powodów okazuje się, że bardzo często zwracają się do najbliższej rodziny: mamy, taty i wtedy wskazania, które otrzymują, nie zawsze są najlepsze. Np. mama mówi: wiesz córko, jeśli on jest taki i taki, to może lepiej, żebyś z niego zrezygnowała. Chcąc mądrze wspierać małżonków w kryzysie, powinniśmy pytać: Jak możemy ci pomóc? Kto mógłby ci pomóc? Niech to będzie dobry kierownik duchowy, psychoterapeuta, ale mądry i chrześcijański. Inny może zbagatelizować sprawę i powiedzieć: potrafisz sobie „odkryć” kogoś innego. Rezultat może być taki, że ktoś siedmio-, ośmio- czy dziewięciokrotnie wybiera kogoś i ciągle nie znajduje tej właściwej osoby, bo nie odkrywa jednego, że dopóki sam się nie zmieni i nie popracuje nad sobą, to nigdy nie odkryje tej idealnej osoby, bo nie podjął pracy zmiany siebie. Widzimy pewną niedojrzałość i ona będzie naturalnie związana z wiekiem. Kiedy związek małżeński jest zawierany przez młode osoby, to bardzo dobre byłoby odniesienie do dobrego poradnictwa, czy parafialnego, czy diecezjalnego, które popracuje powoli zadając konsekwentnie, stopniowo, niezbyt duże zadania tym młodym ludziom i oni będą widzieli, jak pewne kwestie się zmieniają. Powiem żartobliwie: Niedawno prowadziłam zajęcia z dziećmi i rodzicami, którzy na zakończenie powiedzieli, że gdyby mieli taką wiedzę 15, 20 lat temu, to pewne kwestie dziś wyglądałyby inaczej. A były to proste sprawy związane z komunikacją małżeńską: jak do siebie mówić, żeby siebie wzajemnie nie ranić, ale żeby siebie wspierać. Wydaje mi się, że niezależnie od tego, co się dzieje, czy jesteśmy bardziej czy mniej dojrzali, potrzebujemy naszej wzajemnej odpowiedzialności za małżeństwo i potrzebujemy wzrastania razem.

– Chciałabym przez chwilę zatrzymać się przy biblijnym obrazie stworzenia, kiedy to Bóg daje mężczyźnie kobietę, a kobieta otrzymuje mężczyznę. Przy szerzącej się ideologii gender, gdzie wywraca się porządek Bożego stworzenia, dlaczego to jest tak istotne, że to kobieta i mężczyzna stają się jednym ciałem?

– Każdy, kto odwołuje się do obrazu biblijnego albo jeśli nawet gdzieś mu się ten obraz zatarł i odwołuje się do zwykłych, naturalnych praw, odkrywa, że to mężczyzna i kobieta, wzajemnie obdarowując się miłością, dając sobie ten bezinteresowny dar z siebie, współuczestniczą z Bogiem w rzeczywistości tworzenia człowieka. To jest podstawa, której nie zmienimy, niezależnie od tego, jaka ideologia wkroczyłaby na ten teren i cokolwiek by nam przekazywała. Zdumiewa mnie, że ludzie myślący potrafią odrzucić proste prawa związane z rozwojem człowieka. Niezależnie od tego, jak rozwinie się technologia medyczna, potrzebujemy kobiety i mężczyzny do tego, żeby pojawił się człowiek. Bez kobiety i mężczyzny możemy mówić o adopcji, przyjmowaniu, jakichkolwiek innych kwestiach, ale nie będziemy mieli do czynienia z darem, który jest darem ludzkim. To człowiek jest konsekwencją wzajemnego obdarowywania się miłością. Stąd jakiekolwiek ideologie nie zmienią podstawowego porządku. I porządku Bożego, i porządku naturalnego. To zamieszanie, które w tej chwili się tworzy wokół zmian płci kulturowych jest zamieszaniem uderzającym w człowieka, także po to, żeby przestał odkrywać, kim jest i przestał szanować swoją godność. A człowiek, który nie wie, kim jest, staje się bardzo prostym narzędziem do manipulacji. Potężne ideologie w ten sposób działają, że zmieniając człowieka, są w stanie go urabiać i kształtować. Studiując na Uniwersytecie w Oxfordzie miałam bardzo interesującego profesora, dominikanina, który miał w swoim pokoju wypisane dużymi literami: MYŚL, MYŚL, MYŚL!!! Odnoszę wrażenie, że niekiedy współcześnie prowadzi się tak dalekie powikłania, zniechęcając człowieka do myślenia, że on się już nie zastanawia nad tym, co jest mu przekazywane, czy to ma jakieś podstawy intelektualne, czy to nie ma podstaw logicznych. Zatraca zmysł prostego, krytycznego i zarazem logicznego myślenia. Gdyby prostą osobę na wsi zapytać o to, jaka jest płeć, to ona powie, jest mężczyzna i kobieta. Nikt nie będzie się nad tym zastanawiał. Jeżeli wejdziemy w rozmowy z pseudocelebrytami, czy celebrytami, i zaczną nam mówić o takich czy innych wersjach, to odkrywamy czysto po ludzku, że jest to nielogiczne. Nie ma uzasadnienia racjonalnego. Chyba, że zaczniemy tworzyć coś, co jest niezgodne z rozumem.

– Bóg podniósł małżeństwo do rangi sakramentu. Jak w tym darze łaski uwidacznia się Jezus?

– To jest bardzo ważna kwestia. Młodzi ludzie wstępując w związek małżeński czasem zapominają o tym, że małżeństwo jest sakramentem. Nierozerwalnie odnosi się do wierności, odnosi się do relacji Jezusa Chrystusa z Kościołem. Czasami wydaje się, że w swoich trudnościach zostają pozostawieni sami sobie. A przecież Jezus jest obecny w ich małżeństwie, rodzinie i domu. Nie po to, żeby im coś narzucać, zabierać, ale po to, żeby im dawać wsparcie. By im pokazywać, jak bardzo ich kocha i w związku z tym, jak bardzo ich obdarza sobą, swoją miłością. Gdyby w codziennych gestach, zwykłych odniesieniach, komunikacji, w codziennej rzeczywistości małżeńskiej odkrywali, że w tym, co dają drugiemu człowiekowi, jest obecny Jezus, byłoby im łatwiej. On pomaga w ukochaniu drugiego człowieka. Problem polega na tym, że niejednokrotnie sakrament jest traktowany tylko w kategoriach rzeczowych. Znak widzialny niewidzialnej łaski – znamy formułę. Potrafimy się odnieść. Tylko, co to znaczy? Dopiero, kiedy małżonkowie zaczynają odkrywać, że to jest przede wszystkim kategoria osobowa, nie tylko rzeczowa,rozumieją, że Jezus daje nam siebie po to, żeby nas umocnić i zbawić. To jest ogromny dar, z którego możemy korzystać. Daje nam siebie, bo tak bardzo nas umiłował, że udzielił daru największego, jaki można dać. Umarł za nas na krzyżu i dał nam rzeczywistość zbawczą. Dopiero, kiedy przyjmę to konkretnie do swojego życia, będę potrafiła zwracać się do Boga w najtrudniejszych sytuacjach, Jezus daje nam swoją miłość po to, żeby w tej miłości wzrastał następny człowiek. Wówczas będę potrafiła patrzeć na sakrament personalnie, odnosząc go konkretnie do Jezusa. Ma to znaczenie praktyczne w codziennym życiu.

– Razem z Jezusem do małżeństwa. Nie ma innej drogi, jeżeli chcemy budować tę relację na stałym fundamencie, a nie na piasku.

– Im mocniej jesteśmy zakorzenieni w tym fundamencie, którym jest Jezus Chrystus, Jego miłość do Kościoła i ta relacja: Jezus – Kościół, to tym mocniej w tym trwamy. Jeżeli dom jest zbudowany biblijnie na fundamencie Skały, jaką jest Jezus Chrystus, to nawet najtrudniejsze sytuacje, a mogą takie być, są do przejścia. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo w rzeczywistości małżeństwa. Wszystko zależy od tego, czy będziemy umieli szukać pomocy w Tym, który jest największą pomocą, jest mocniejszy od naszych trudności i zmagań. Wtedy sobie poradzimy. Ja wiem, że mogę być słaba. Czy mój mąż może mieć wady i przywary. Ja też mogę mieć swoje, ale wiem, że jest Ktoś mocniejszy. On stoi za nami i daje nam siłę. Jeśli z tego założenia będę wychodzić, to zawsze znajdę rozwiązanie, ale to będzie stało w sprzeczności z założeniami przekazywanymi przez media.

* * *

Elżbieta Osewska, prof. nadzwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Dużo podróżuje i spotyka się z chrześcijanami w Europie i Azji. Prowadziła zajęcia (wykłady, warsztaty metodyczne, seminaria) w różnych krajach, od Singapuru po Islandię, najczęściej w języku angielskim, ale również rosyjskim. Zaangażowana w wiele organizacji międzynarodowych, m.in. European Catechetical Equips (EEC), European Forum for Religious Education in Schools (EuFRES). Prof. E. Osewska prowadziła warsztaty dla katechetów pt. „Razem do małżeństwa” w Zespole Szkół Katolickich św. Ojca Pio w Zamościu.

Tagi:
małżeństwo

Reklama

Po co małżonkom teologia?

2019-10-29 12:48

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 44/2019, str. 3

Archiwum DAR-u
Gościem ostatniego DAR-u był ks. dr Paweł Pielka

Wydawać by się mogło, że teologia jest potrzebna jedynie biskupom, klerykom, kapłanom, katechetom czy siostrom zakonnym. Potrzebna jest natomiast każdemu z nas, a zwłaszcza małżonkom. Przekonywał o tym podczas ostatniego spotkania w ramach Diecezjalnej Akademii Rodziny ks. dr Paweł Pielka, wykładowca w Katedrze Eklezjologii Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Październikowe zajęcia odbyły się w trzecią sobotę miesiąca, jak zwykle w auli konferencyjnej Wydziału Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego w Sosnowcu.

Na pytanie: „Po co małżonkom teologia?” ks. Paweł odpowiedział, że ma ona również ukierunkowywać pary małżeńskie na niebo, a zatem na Boga i życie dla Jego chwały. – Bywa, że teologia wydaje się jakby po nic. Tak się dzieje, gdy nie jest ona kościelna, zwłaszcza gdy nie czerpie najpierw ze źródeł Objawienia. Gdy jednak staje się służbą w Kościele, wtedy może wpływać na życie w ogóle, a na współżycie małżeńskie w szczególności – przekonywał kapłan. W opinii prelegenta współczesne myślenie uznaje zasadniczo, że to sam człowiek ma nadawać sens swojemu życiu. – Tymczasem chrześcijanin ten sens winien najpierw odczytywać i przyjmować od Boga, właśnie z pomocą teologii i dla zbawienia własnego i bliźnich, a współmałżonka przede wszystkim. Skoro, jak uczy św. Ireneusz, chwałą Boga jest żyjący człowiek, można twierdzić, że chwałą Boga mogą być współżyjący małżonkowie. „Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, na chwałę Bożą czyńcie” (1 Kor 10,31). Tak się dzieje, gdy akt małżeński jest przeżywany dla Boga, poprzez prawdziwe dobro współmałżonka. Prawdziwe jest wtedy, gdy odpowiada Bożemu wezwaniu, a nie zaś od Boga oddala. Wtedy małżonkowie w akcie małżeńskim ukazują, jaka jest miłość Boga do Kościoła. Stają się więc i oni teologami, na miarę tego, ile w ich pożyciu jest zapomnianego dziś i wypaczonego posłuszeństwa oraz gotowości na ofiarę. Nawet na śmierć dla żony, bo Chrystus umiera za Kościół – wyjaśniał ks. Paweł.

Takie postawienie sprawy musiało wzbudzać pytania. Czy wspomniane posłuszeństwo w ogóle da się zrealizować, a opisana ofiara jest możliwa do podjęcia? – Nie jest bez pomocy Boga – odpowiedział prelegent – bez obecności Boga na drodze małżeńskiej nie jest możliwe, jak powszechnie widać, nawet proste „wytrzymywanie” z drugą osobą. Staje się zaś możliwe, gdy jest przeżywane w łasce Boga i dla Niego. A co z troską o dzieci? – Te otrzymują najwięcej, gdy wzrasta miłość rodziców. Zyskują, nie będąc na pierwszym miejscu! W tym sensie trzeba się przejmować, ale współmałżonkiem najbardziej. I dopiero będąc w stałej jedności z nim, kierować się ku dzieciom. Odnajdują one w obrazie rodziców, autentyczną miłość Boga do nas – podkreślił teolog.

A co z przyjemnością. Czy nie jawi się jako podejrzana? – Jeśli jest ona owocem ukierunkowania na Boga i prawdziwe dobro współmałżonka, to nie należy obawiać się jej intensywności. Ma być poszukiwana i przyjmowana z wdzięcznością jako Boży dar udzielany przez pośrednictwo współmałżonka. Ale nie jest tak, jak obwieszczają reklamy: czujesz się dobrze, czynisz dobrze. Odczuwanie nie jest najważniejsze, a bywa zwodnicze. Najważniejsze jest posługiwanie współmałżonkowi na drodze jego zbawienia. Boli, ale radość prawdziwa jaśnieje w prawdziwym dobru współmałżonka. Tak chce Bóg – klarował temat kapłan. Zaznaczył także, iż miłość Boga do nas wszystkich ma rys oblubieńczy. – Boże pragnienie naszego szczęścia jest nieustannym płomieniem. Nasze winno być ukierunkowane właściwie. Co w przypadku, gdy nie ma już pragnienia? Prośmy: Daj nam, Boże, pragnienia, które ostatecznie wiodą ku Tobie, przebacz, gdy schodzą ku nam samym jedynie, a w końcu wiodą na manowce – zakończył modlitwą ks. Paweł.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Duka: Jan Paweł II doktorem Kościoła i patronem Europy

2019-11-12 18:02

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Watykan (KAI)

Uznanie św. Jana Pawła II za doktora Kościoła i patrona Europy jest dziś naszym obowiązkiem – uważa kard. Dominik Duka. Prymas Czech odniósł się w ten sposób do słów biskupa pomocniczego Pragi Zdenka Wasserbauera, który w homilii na Mszy narodowej pielgrzymki Czechów w Bazylice Watykańskiej poparł prośbę przewodniczącego Episkopatu Polski w tej sprawie.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Jestem bardzo zadowolony, że mój biskup pomocniczy poparł memorandum abp. Stanisława Gądeckiego – mówi kard. Duka. - Jestem przekonany, że nasza pielgrzymka narodowa, dziękczynienie za kanonizację św. Agnieszki i dziękczynienie za św. Jana Pawła II to ważne wydarzenie, przeżywane z wielkimi emocjami – powiedział Radiu Watykańskiemu kard. Duka. – Jestem bowiem przekonany, że Papież Wojtyła jest Papieżem Tysiąclecia, tak samo jak Prymas Wyszyński był Prymasem Tysiąclecia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: „Pragnę udać się do Argentyny, ale w 2020 będzie to trochę trudne”

2019-11-13 21:38

kg (KAI/Télam) / Buenos Aires/Watykan

Papież Franciszek potwierdził pragnienie odwiedzin Argentyny, ale w rozmowie z argentyńską agencją prasową Télam dodał, że ze względu na podjęte już zobowiązania na rok 2020 będzie to „trochę trudne”. Zaznaczył, że na przyszły rok zaplanował już inne podróże.

Grzegorz Gałązka

Ojciec Święty przypomniał, że zamierzał udać się do swej ojczyzny w listopadzie 2017, odwiedzając także Chile i Peru, ale proces wyborczy w jego kraju uniemożliwił spełnienie tych planów. Wyjaśnił, że postanowił „odłożyć Argentynę i Urugwaj na później”.

W czerwcu br. przewodniczący Argentyńskiej Konferencji Biskupiej bp Óscar Ojea w rozmowie także z Télam oznajmił, że papież „myśli już o tym, kiedy przybyć do kraju” i dodał, że wizyta taka mogłaby się odbyć „pod koniec 2020 roku lub w 2021”.

Franciszek przelatywał dotychczas dwukrotnie nad Argentyną: w lipcu 2015, gdy leciał do Ekwadoru, rozpoczynając swą drugą podróż do Ameryki Łacińskiej (objęła ona jeszcze Boliwię i Paragwaj) oraz w styczniu 2018, w drodze do Chile.

W rozmowie z agencją Ojciec Święty potwierdził zainteresowanie udania się w przyszłym roku do Iraku i Sudanu Południowego w ramach wspólnej podróży ekumenicznej wraz z anglikańskim arcybiskupem Canterbury Justinem Welbym. Co do tego drugiego kraju, to – jak zauważył – będzie to możliwe, „o ile pozwolą na to warunki polityczne”.

Jorge Mario Bergoglio był arcybiskupem Buenos Aires w latach 1998-2013, po czym opuścił Argentynę na początku marca 2013, udając się do Rzymu na konklawe, na którym został wybrany na papieża i od tamtego czasu już nie odwiedził swej ojczyzny. Budzi to duże niezadowolenie i krytykę wśród jego rodaków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem