Reklama

Ksiądz, jeden z wyklętych

2014-02-06 15:27

Wojciech Dudkiewicz
Edycja warszawska 6/2014, str. 4-5

Był kapelanem żołnierzy wojennej i powojennej konspiracji. I sam był żołnierzem. Mija właśnie 50 lat od śmierci Bolesława Stefańskiego, zapomnianego kapłana z parafii na warszawskim Kole

Zmarł w lutym 1964 r., dokładnie dziesięć lat po zwolnieniu z więzienia. Miał szczęście w nieszczęściu, bo choć wyrok śmierci utrzymano w apelacji, ale ułaskawił go Bierut, zamieniając kaźń na dożywotnie więzienie, a potem sąd skrócił karę. Ale ksiądz wyszedł z więzienia bardzo chory i zniszczony.

– Miał dramatyczne przeżycia i przed aresztowaniem i po aresztowani, ale także już po wyjściu z więzienia – mówi ks. Zbigniew Godlewski, proboszcz parafii św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny na Kole. – Z więzienia – a znam to relacji rodziny ks. Jana Sitnika, dawnego tutejszego proboszcza, który był z nim spokrewniony – wyszedł wrak człowieka, i w sensie fizycznym, i psychicznym.

Z postacią ks. Stefańskiego zetknął się przygotowując publikacje o „Kole”. – W 2010 r., w związku z ogłoszonym rokiem kapłańskim, postanowiliśmy przygotować publikację o księżach, którzy tu pracowali – mówi ks. Zbigniew Godlewski. Wśród wikariuszy był ks. Stefański. Początkowo niewiele o nim było wiadomo. – Ale gdy dotarłem do artykułu ze zbioru „Kościół w godzinie próby” dowiedziałem się szczegółów. W przygotowanych przez parafię wydawnictwach zamieściliśmy przedruk artykułu.

Reklama

Z nowych informacji wyłonił się odważny ksiądz, który walczył i sprawował posługę w konspiracji, a potem za to cierpiał. I został prawie zupełnie zapomniany. – Nawet księża tu pracujący nie ukrywali zdziwienia. Opowiedziałem mojemu poprzednikowi na Kole, ks. Janowi Sikorskiemu o nim. Był zdziwiony, że ktoś taki tu kiedyś był. Jakby słuchał opowieści sprzed wieków – mówi ks. Godlewski. Nim też te informacje wstrząsnęły.

Pseudonim Stefan

W księdze parafialnej o ks. Stefańskim mówi niewielka notatka. „W lutym 1954 r. wraca po długoletnim więzieniu we Wronkach, złamany fizycznie i psychicznie, jednonogi kaleka, zgnębiony psychicznie, ks. Bolesław Stefański, dawny wikariusz parafii św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny i b. prefekt szkół w Boernerowie i przy ul. Ożarowskiej. Ks. prob. Sitnik posyła go na dłuższą kurację do zakładu w Drewnicy, skąd po pewnym czasie wraca na tyle podleczony, że może odprawiać Msze św. i pomagać w słuchaniu spowiedzi. Ks. Stefański mieszka na plebanii jako rezydent na prawach wikariusza”.

– Kiedyś zapiski były prowadzone pobieżnie, wpisywano tylko najważniejsze wydarzenia z życia parafii, potem to się zmieniło – wyjaśnia ks. Godlewski. Za co skazano go na karę śmierci, za co siedział w więzieniu? Za patriotyzm, oczywiście. Pochodzący z okolic Grójca ksiądz (wyświecony w lipcu 1939 r., do swojej pierwszej parafii, w Kocierzewie koło Łowicza, trafił dokładnie miesiąc przed niemiecką napaścią), w czasie wojny nie zasypywał gruszek w popiele. Należał do ZWZ i AK, był kapelanem i żołnierzem. Przyjął pseudonim „Stefan”.

Większość wojny spędził w Grójcu, gdzie był wikariuszem. Opiekował się grupą Szarych Szeregów, kierował lokalną strukturą konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego, pomagał Żydom, wystawiając im fałszywe dokumenty. Gdy namierzyło go Gestapo, ukrył się w okolicach Warki. Walczył w tamtejszych oddziałach, za co otrzymał Krzyż Virtuti Militari.

Zemsta ubeków

Gdy trafił do Warszawy, związał się z oddziałem ROAK z Marek i z Narodowym Zjednoczeniem Wojskowym. Wyznaczono go na dowódcę obszaru warszawskiego Pogotowia Akcji Specjalnej, bojowego ramienia NZW. – Znam tylko jeden podobny przypadek duchownego-dowódcy grupy bojowej – mówi Leszek Żebrowski, badacz wojennej i powojennej konspiracji. – To ks. Feliks Kowalik, oficer NSZ. Ale ks. Stefański to jedyny znany mi ksiądz-dowódca w konspiracji powojennej.

Nie pozorował działalności. Odbierał przysięgi wojskowe od partyzantów, uczestniczył lub organizował akcje bojowe, ekspropriacyjne, kupował broń i wspomagał żołnierzy. O jego aresztowaniu 1 czerwca 1946 r. zadecydowała rozległość jego kontaktów. W Warszawie na ul. Chłodnej nagle został wciągnięty do ubeckiego auta. Próba ucieczki nie udała się.

– Stojąc już obezwładniony, zostałem przez funkcjonariusza postrzelony w nogę – relacjonował później w sądzie. W rodzinie ks. Stefańskiego nie mieli wątpliwości: ubecy postrzelili go z zemsty za ucieczkę. Nie zawieźli go do szpitala, torturowali, grzebiąc pogrzebaczem w otwartej ranie. Gdy tam trafił, było za późno, wdała się gangrena. Z zemsty amputowali mu całą nogę.

Musiał walczyć

Tortury odbiły się na zdrowiu, Ksiądz zapadł na ciężką chorobę psychiczną. Ale sprawa sądowa, w grudniu 1946 r. odbyła się. Został skazany na karę śmierci za próbę obalenia ustroju, przynależność do PAS, napady ekspropriacyjne i posiadanie broni. Prośby o ułaskawienie długo nic nie dawały. Wreszcie po zabiegach, m.in. prymasa Hlonda, Bierut w styczniu 1947 r. ułaskawił księdza, zamieniając „kaes” na dożywocie. Potem, na mocy amnestii, zmniejszono karę do 15 lat. Władze nie potrzebowały kapłanów-męczenników.

Wypuścili go po ośmiu latach (władze były głuche na interwencje m.in. Prymasa Wyszyńskiego), w lutym 1954 r., gdy dostał odmy płuc. Wrócił na Koło, zniszczony, bez kuli i protezy. Na krótko podjął działalność duszpasterską. Ostatnie lata jego życia naznaczyły jednak choroby, cierpienie, kłopoty w kontaktach z otoczeniem. Zmarł 8 lutego 1964 r., w wieku 54 lat, niemal dokładnie dziesięć lat po wyjściu z więzienia. Dopiero w 1992 r. sąd anulował wyrok i uznał, że ksiądz prowadził działalność na rzecz niepodległego bytu Polski.

Dopiero teraz, w przededniu 50. rocznicy śmierci kapłana-żołnierza, ks. Godlewskiemu udało się uzyskać od dalszej rodziny księdza zdjęcia. Z czasów młodości i z czasów kapłaństwa, gdzie – ks. Stefański jest razem z ks. Janem Sitnikiem. Dzięki ks. Godlewskiemu udało nam się odszukać jego prawie 20 lat młodszego brata Piotra Stefańskiego, ostatniego żyjącego z siedmiorga rodzeństwa księdza-żołnierza.

– Brat mówił, że w czasie wojny rządzili bandyci, ale i po wojnie rządzący nimi byli. Nadal – uważał – musi walczyć, nie mógł się pogodzić z łajdactwem, które się działo – wspomina brata 85-letni dziś Piotr Stefański. – Twierdził, że kapłan jest przede wszystkim dla Boga i ludzi, a nie sam dla siebie. I taki był.

Tagi:
kapelan żołnierze wyklęci

Nie można sobie wyobrazić człowieka chorego w szpitalu bez kapelana

2019-09-25 12:21

kk / Gorzów Wlkp.

„Nie można sobie wyobrazić człowieka chorego w szpitalu bez kapelana” – podkreślił bp Stefan Regmunt, który był gościem specjalnym szkolenia dla kapelanów szpitali, hospicjów i domów opieki społecznej. Spotkanie odbyło się 24 września w Instytucie bp. Wilhelma Pluty w Gorzowie Wlkp.

Graziako

"Rola życia duchowego w opiece nad pacjentami", "Benignitas pastoralis w posłudze kapelana", "Nowa jakość w opiece duszpasterskiej chorych", "System ochrony zdrowia oparty na wartościach", "Chciałby się wyspowiadać, ale nie mówi... Kapelan wobec osoby świadomej bez kontaktu werbalnego" – to tematy, które poruszono w trakcie szkolenia.

Konferencję zorganizowało duszpasterstwo chorych i służby zdrowia. "Tak jak wszyscy, którzy pracują przy chorych - lekarze, pielęgniarki, ciągle się szkolą, tak samo i my potrzebujemy formacji, aby ciągle widzieć nowe inspiracje w duszpasterstwie" – wyjaśnia ks. Tomasz Duszczak, diecezjalny duszpasterz chorych i służby zdrowia.

O roli życia duchowego w opiece nad pacjentami mówił ks. dr hab. Andrzej Muszala z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. – W Stanach Zjednoczonych, gdzie opiekę duchową zintegrowano z opieką kliniczną i psychologiczną, okazuje się, że jakość tej opieki duchowej podwyższa o 30 procent. Człowiek jest osobą, która poszukuje sensu. Jak nie ma tego sensu, przeżywając chorobę, to bardzo szybko się poddaje – przypomina ks. Muszala, który podkreśla, że niezwykłym wsparciem dla kapelanów są świeccy.

Z kolei o nowej jakości w opiece duszpasterskiej chorych mówił ks. dr Arkadiusz Zawistowski, który jest krajowym duszpasterzem służby zdrowia. Jego zdaniem dzisiaj niezwykle ważna jest współpraca duchownych i świeckich dla dobra chorego. – Chodzi o tworzenie zespołów duszpasterskich. Takie zespoły funkcjonują już w wielu szpitalach – podkreśla ks. Zawitkowski.

Gościem specjalnym był bp Stefan Regmunt. – Nie można sobie wyobrazić człowieka chorego w szpitalu bez kapelana. Każdy ma swoje zadania, lekarz, pielęgniarka, diagnostycy, technicy, ale też ma swoje konkretne zadanie duszpasterz. Patrząc całościowo na człowieka widzimy, że to nie tylko materia, ale też wymiar duchowy. Ten wymiar też choruje przy okazji choroby ciała. I dopiero obecność tych wszystkich przedstawicieli służby zdrowia daje efekt – zauważa biskup.

W diecezji zielonogórsko-gorzowskiej w szpitalach, hospicjach i domach opieki społecznej posługuje 53 kapelanów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ona by tak chciała służyć ze mną - ministranci stworzyli muzyczny hit!

2019-12-09 09:40

Red.

“Ona by tak chciała służyć ze mną” to pierwsza amatorska superprodukcja Ministranckiej Wytwórni Muzycznej - która od wczoraj podbija Internet! Zrealizowana została na terenie parafii pw. św. Szczepana w Katowicach - Bogucicach i parafii pw. św. Antoniego z Padwy w Dąbrówce Małej.

youtube.com

Utwór w jeden dzień zdobył 120 tyś wyświetleń na serwisie Youtube. Jak piszą sami twórcy ministranckiego hitu: Nasza parodia została stworzona w celach humorystycznych przez prawdziwych ministrantów, a nie jakichś podrabiańców i nie ma na celu nikogo obrazić.

Ministranci stworzonym hitem ukazują, że nie wstydzą się wiary i służby liturgicznej. W humorystyczny sposób dają piękne świadectwo radosnego życia w Kościele.

Utwór "Ona by tak chciała służyć ze mną" spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem słuchaczy, poniżej zamieszczamy kilka ciekawych komentarzy:

- Chciałbym to oficjalnie ustanowić hymnem Ministrantów

- chłopaki mam nadzieje ze to dopiero poczatek i jeszcze cos nagracie!

- A jednak ktoś mnie jeszcze zaskoczył XD

- Nooo takie "Ona by tak chciała" to ja rozumiem. Po prostu rewelacja! Świetna robota kochani gratulacje!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ostrów Wlkp: bp Janiak odwiedził osadzonych w areszcie śledczym

2019-12-11 14:02

ek / Ostrów Wielkopolski (KAI)

Bp Edward Janiak i kapłani odwiedzili osadzonych w areszcie śledczym w Ostrowie Wielkopolskim. – Starajmy się, aby więcej było w nas dobra niż goryczy. Życzę wam, mimo że w takich okolicznościach, wewnętrznego spokoju i błogosławieństwa Bożego - mówił biskup kaliski przez radiowęzeł. Obecnie w areszcie przebywa ponad 250 osób.

sw.gov.pl

Wizytę w areszcie śledczym rozpoczęło spotkanie z pracownikami. Gości powitał dyrektor kpt. Waldemar Zaremba. Po odczytaniu Ewangelii o Bożym Narodzeniu przez ks. Pawła Wczesnego, wikariusza konkatedry i kapelana aresztu, słowo do pracowników aresztu skierował bp Edward Janiak, który dziękował za trudną służbę i dawanie dobrego świadectwa. – W okresie Adwentu idziemy do wszystkich z przesłaniem Bożego Narodzenia, które jest świętem rodzinnym. To jest okazja, żeby dzielić się dobrym słowem, czasem także chlebem i życzliwością z drugim człowiekiem – powiedział duchowny.

Biskup kaliski Srebrnym Pierścieniem Św. Józefa odznaczył dyrektora aresztu kpt. Waldemara Zarembę.

Zwracając się do osadzonych przez radiowęzeł bp Janiak zachęcał, aby w czasie świąt Bożego Narodzenia duchowo łączyli się ze swoimi najbliższymi. - Święta Bożego Narodzenia uczą nas życzliwości i miłości wobec innych. Nieraz wystarczy dobre słowo, niekoniecznie trzeba dzielić się materialnie, wszyscy, którzy mają wewnętrzny spokój święta przeżywają radośnie. Życzę, byście przygotowali się do świąt przez spowiedź, pojednanie się z Panem Bogiem i ludźmi. Zapewniam was o modlitwie – zaznaczył ordynariusz kaliski.

Pracownicy aresztu ofiarowali biskupowi obraz przedstawiający pejzaż wykonany przez jednego z aresztantów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem